środa, 10 grudnia 2014

58.

Oczami Naruto:
Podchodzę ponownie do Sasuke i siadam obok niego.
- Wróciłem. Więc dokończ to co mówiłeś. - mówię.
- Aa, no więc.. Rozmawiałem z Ino drugi raz i wyjaśniłem jej sytuacje dokładniej. Przyjęła to do wiadomości. Wytłumaczyłem, że to wszystko nie znaczy, że ona no wiesz..nie interesuje mnie, tylko po prostu chciałem być z nią szczery, że coś się ze mną dzieje innego. Mieliśmy bardzo długą rozmowę. Wiele sobie wyjaśniliśmy. - przejeżdża palcami po swoim czole.
- Czyli na czym stoisz? 
- Powiedziałem, że ją kocham i nie chcę stracić. - zaciska usta - Odpowiedziała tym samym, ale dała mi powiedzmy "okres próbny", bo nadal nie jest w stanie przyswoić tej sytuacji. Ale jesteśmy razem. - uśmiecha się pod nosem.
- Uszczęśliwia cię?
- Tak. Nie wiem, co bym bez niej zrobił. 
- Myślę, że już ci wybaczyła. W sumie nie miała co, bo nic złego nie zrobiłeś. Ale chodzi mi o to, że ten "okres próbny" to ściema, po prostu chce zobaczyć w czynach, że ci zależy. 
- Od kiedy jesteś taki filozof, co? - szturcha mnie łokciem.
- Wiesz, Sakura-chan jest bardzo inteligentna. - śmieję się - I tak jakoś, chyba trochę zaczynam nadążać za dziewczynami.
- Rozwiń to. - przesuwam wzrokiem po pomieszczeniu, klnę pod nosem widząc Haruno obok Kiby, który jej nalewa sake. - Co jest?
- Kiba. Nie powinna pić. - chcę wstać, jednak ręka czarnowłosego powstrzymuje mnie.
- Daj jej luzu. 
- Poważnie, stary, nie widziałeś co ona robi po pijaku. - mówię ze zgrozą.
- Przewiduję wam bardzo barwne życie. - śmieje się i klepie mnie po ramieniu - Ale tak na serio, nie zmarnuj tego, że jesteście razem. Naprawdę pasujecie do siebie. - przetwarzam przez moment jego słowa, a po chwili robię śmieszny dzióbek.
- Okej, laska. - macham dłonią jak mała dziewczynka - Też tak sądzę. - chichoczę.
- Baka. - strzela mnie w tył głowy dłonią. - Idź już do niej.
- Jasne, jasne. - klepię go mocno w plecy i idę w stronę stołu.
- No dawaj! Na trzy! - słyszę krzyki Kiby. 
Przeciskam się obok Nejiego i Shino w momencie kiedy różowo-włosa pije duszkiem już nie z kieliszka, ale z szklanki sake. Podchodzę do niej i biorę przedmiot, po czym sam go opróżniam.
- Ej, stary co jest? - patrzę groźnie na Kibę - Okej, zmywam się. 
Siadam obok rozweselonej dziewczyny, która parę sekund później przybliża się do mnie i opiera o moje ramie. 
- Może chcesz iść na górę położyć się spać? - pytam, pocierając kciukiem zewnętrzną stronę jej drobnej dłoni.
- Nie. - mówi szybko - Potańczyłabym. - mówi, patrząc na Ten Ten, Ino, Sasuke i Shikamaru, którzy tańczą. Chwyta mnie za dłoń i ciągnie na środek pokoju do naszych przyjaciół.
Unoszę głowę do góry i modlę się, żeby szybko ponownie usiąść. Jednak tak się nie dzieje. Siadam dopiero po godzinie, tak jak reszta. Rozglądam się na wszystkie strony i zauważam, że wszyscy siedzimy przy stole. 
- Hej - szepczę do zielonookiej.
- Co? - odwraca głowę w moją stronę.
- Wszyscy tu siedzą, więc może powiemy im? Wątpię, że później będzie okazja. - dziewczyna marszczy brwi, a chwilę później wzdycha, kiwając głową.
- Myślę, że to dobry pomysł. - chwytam ją za dłoń i całuję w czoło. 
- E! - wołam - Mamy dla was, sądzę, że ważną wiadomość. - zerkam na dziewczynę, kiedy wszyscy na nas patrzą. 
- Chodzi o to, że...
- Będziecie mieć dzieci?! - wrzeszczy brewka, w ogóle skąd on się tu wziął? 
- Nie. - mówię. Ten Ten strzela go w tył głowy i karze usiąść.
- Historia trochę się powtórzy.. - kontynuuje zielonooka - I za trzy dni będę musiała wyjechać do rodziny, gdzie będę miała trening. Rozumiem wasze zdziwienie, ale właściwie wszystko potoczyło się szybko i nic nie mogę na to poradzić. Nie chcę was zostawiać, ale myślę, że będzie lepiej kiedy każdy, nie tylko ja, weźmie się za trening. Tsunade wie, że Madara zaczyna coś kombinować i musimy być gotowi. Naruto jest już przeszkolony, więc teraz kolej na mnie. Mimo, że wizja zostawienia Konohy i was na długi czas jest smutna, to może nas to w którymś momencie uratować.
- Wiadomo na ile wyjeżdżasz? - pyta Temari.
- Nie jest to dokładnie określone, na pewno na parę miesięcy.
- Jaki jest najdłuższy czas tego treningu? - tym razem głos bierze Sasuke.
- Chyba półtora roku. - zaciskam bardziej szczękę. Będę musiał później z nią o tym porozmawiać.
- Wiesz jaki to rodzaj treningu? Chodzi mi o to, czy dalej w kierunku medycznym, czy coś innego. - słyszę zaciekawienie w głosie Shino.
- Nie wiem. Wszystkich dokładniejszych informacji dowiem się na miejscu. - nastaje cisza.
- Wiecie, myślę, że nie powinniśmy się tym dołować tylko korzystać z tego, że jesteśmy w jednym gronie. Powinniśmy się dziś dobrze bawić. Na tyle ile możemy. - mówię.
Kiba wstaje i wychodzi na moment z pokoju. Kiedy wraca, wyciąga zza pleców kolejną butelkę sake. 
- To pijemy, panie i panowie! - krzyczy.
Kręcę głową zrezygnowany. Wiem, do czego to doprowadzi.

Po jakimś czasie..
- Ostatnia runda i do dooomu! - wrzeszczy Ino, opierając się o Uchihę. 
- Dokładnie! - odkrzykuje Ten Ten, mimo że siedzi obok blondynki.
Po "jednej" kolejce wszyscy zaczynają się zbierać chwiejnym krokiem.
- Oj, Sakura - słyszę czkanie Temari - Chyba upiłaś się z nas najbardziej. 
- Ja? Tooosz to Ino schlała się jak świnkaaaa! - klnę pod nosem, słysząc już wadę wymowy u zielonookiej.
- Gdzie ja? Co ja? Ja nic nie zrobiłam! To Sasuke! - niebieskooka opiera się o ścianę i ubiera buta. 
- Ubieraj się, Ino. - słyszę zirytowany głos kruczowłosego. 
Kilka minut później Yamanaka staje na nogach gotowa do wyjścia.
- Trzymajcie się. - każdy ściska każdego i po kolejnych pięciu minutach wszyscy wychodzą. 
- Trzeba posprzątać. - krzywię się. 
- Może jutro to zrobimy? - i nagle jakby nie miała problemów z wymową.
- Okej. - idziemy na górę. - Idziesz pierwsza do łazienki? - podchodzę do szafki w poszukiwaniu jakiś bokserek. 
- Idziemy. - chwyta mnie za rękę i prowadzi do niej. - Wzięłabym jakąś długą kąpiel. - wzdycha.
- Mówisz to, bo chcesz, żebym ją zrobił? 
- Dokładnie. - cmoka mnie w usta. Marszczę nos. 
- Ile ty piłaś? Umyjmy zęby co? - chichoczę, przez co dostaję mocnego kuksańca. - Okej, okej. - biorę szczoteczkę i podchodzę do wanny.
Nalewam wody i szukam w szafkach jakiegoś żelu. Kiedy go znajduję, wlewam na oko połowę butelki. Tyle chyba starczy, co nie? Zakręcam wodę, a po całej łazience roznosi się zapach lawendy z czymś tam. Płuczę szczoteczkę i zęby. Odkładam wszystko na swoje miejsce. Patrzę na swoje odbicie w lustrze. Widzę swoją zmęczoną twarz. Chwile później dostrzegam odbicie dziewczyny obok mnie. W odbiciu patrzymy w swoje oczy, milcząc. Czuję ciepłą dłoń na plecach przesuwającą się po łopatkach w dół.
- Wszystko w porządku? - pyta z troską.
- Tak. Po prostu jestem zmęczony. - uśmiecham się ledwo widocznie. 
- Chodź, poleżymy i trochę się odprężysz. - przesuwa palcami po moich włosach i uśmiecha się szeroko. 
- Dobrze. - prostuję się i odwracam w jej stronę. Całuję ją delikatnie w usta. Czuję, że się uśmiecha i powoli podnosi moją koszulkę w górę. Przekłada mi ją przez głowę, przerywając pocałunek. 
Kładę dłonie na biodrach dziewczyny, kiedy zaczyna całować mnie po szczęce, a potem szyi. Przymykam oczy i oddycham głęboko. Jednak nie na długo mogę stać tak spokojnie, bo chwilę później czuję jej drobną rękę na moim odkrytym torsie. Wodzę za nią wzrokiem do momentu. kiedy zatrzymuje się parzy klamrze paska. Sprawnie go rozpina, tak jak i zamek w jeansach. Słychać tylko odbicie się o kafelki kawałka metalu i szmer spodni. Spoglądam na Haruno zmęczonym wzrokiem, kiedy to zauważa chwyta oburącz moją twarz i przysuwa do swojej.
- Wiem, że to wszystko tak na nas spadło. - przejeżdża delikatnie kciukiem po moim poliku - Wiem też, że jest ci ciężko. Nie musisz tego ukrywać. A przynajmniej nie przy mnie. - muska swoimi wargami moje. - Pamiętaj, że bardzo cię kocham. - mówi cicho - Proszę cię, nie wątp w to, kiedy mnie nie będzie. Może tego nie okazuję jakbyś chciał, ale.. - otwieram usta, żeby coś powiedzieć, ale zostaję powstrzymany przez palec położony na nich - Jesteś dla mnie najważniejszy. Nie chcę cię tracić. Więc pozwól mi sprawić, że na razie zapomnisz o tym co będzie za trzy dni. - kiwam głową. 
- Jesteś taka kochana. - mamroczę pod nosem, kiedy się rozbieramy i wchodzimy do ciepłej wody.
- Nie tylko ja. - wtula plecy w moją klatkę, a ja obejmuję ją ramionami. Obserwuję jak sięga po gumkę do włosów i związuje je w niechlujnego koka. Zaciskam bardziej ramiona i wtulam nos w jej szyję, całując ją. 
Dziewczyna chichocze, kiedy kładzie pianę na czubku mojego nosa, a ja próbuję go zdmuchnąć.
- Tak się nie bawię. - wysuwam do przodu dolną wargę. Uśmiecham się, gdy chwyta ją zębami i pociąga w swoją stronę. Cmoka mnie w usta, puszczając ją.  - Jesteś taka słodka, jak chichoczesz. - mruczę wpatrując się w nią intensywnie. - I taka piękna. - chwytam jej podbródek - Jesteś niesamowita. - szybko stykam nasze wargi, które od razu poruszają się w idealnym rytmie. Skupiam się, próbując zapamiętać każdy moment. Przesuwam językiem po dolnej wardze dziewczyny, a ona rozchyla usta. Badam każdy zakamarek jej pulchnych warg, wkładając w niego wszystkie uczucia. W tym miłość i pasję.  - Kocham cię. - mówię na jednym oddechu. 
- Ja ciebie też. - odpowiada, dysząc. - Chciałabym ci pokazać, jak bardzo, ale nie wiem jak.
- Pokazujesz codziennie. Nie musisz nic więcej robić.
- Czuję, że do tej pory nie jesteś tego pewien. 
- Dlaczego?
- Nie wiem szczerze mówiąc. - opiera głowę o moje ramię.
- Nie powinnaś tak czuć. - składam na czole różowo-włosej pocałunek - Wierzę, że mnie kochasz. Nie wątpię w to. Hm, piana zaczyna znikać. - czuję, jak dziewczyna przesuwa się, żeby wziąć jej jak najwięcej w swoją stronę przez co cicho się śmieję.
- To nie jest śmieszne. - mamrocze pod nosem i opiera plecy o moją klatkę.
- Śmieszne.
- Nie.
- Tak. Poza tym też byś się śmiała.
-  Nie śmiałabym się.
- Śmiałabyś. Tak odstępując od tematu, ile wypiłaś?
- Jesteś moją mamą? - mamrocze pod nosem.
- Ile?
- Nie wiem.
- A co wiesz?
- Że po jednej butelce sake nie liczyłam. - chichocze i unosi głowę do góry.
- Co ja z tobą mam? - wzdycham.
- Ciekawe życie. - mruga do mnie.
- Wychodzimy? - pytam po chwili.
- Jeszcze nie.
- Kiedy woda robi się zimna. - narzekam.
- Zaraz nie będzie. - dziewczyna stopą uchyla kurek przez co do wanny wlatuje ciepła woda. - Widzisz jakie to proste?
- Mhm. - mruczę, sunąc jednocześnie nosem po szyi Sakury-chan.
Czuję, że zaczyna się odprężać pod moim dotykiem. Dorzucam do tego krótkie, mokre pocałunki od szczęki do ramion. Przygryzam aksamitną skórę i pozostawiam na obojczyku czerwony ślad. Ponownie kieruję się ku górze, a gdy już tam docieram, zmieniam stronę szyi. Odnajduję na niej czuły punkt, który zaczynam delikatnie ssać. Słyszę ciche, niechciane westchnienie spomiędzy malinowych warg dziewczyny. Przesuwam prawą dłonią po jej udzie, a ona drży na moment. Przyciskam mocniej usta do skóry zielonookiej, pozostawiając kolejną malinkę. Różowo-włosa porusza się, a ja mocniej zaciskam dłoń na udzie. Przysuwa się do mnie bardziej, czując jej bliskość muszę się powstrzymywać.
- Jak będziesz się tak kręcić, to będzie źle. - ostrzegam.
- Zależy dla kogo. - odchyla głowę w tył i styka nasze usta. Daję jej na chwilę przejąć kontrolę nad pocałunkiem, przez co się uśmiecha w trakcie niego. - Kretyn. - mamrocze i ponownie mnie całuje. Ściskam jej pośladek drugą dłonią przez co podskakuje. - To było nie fair. - chichoczę, jednak szybko to ustaje, kiedy czuję drobną dłoń dziewczyny na moim torsie zjeżdżającą w dół. Rękę z pośladka przesuwam na jej odkryty brzuch i rysuję na nim jakieś wzory. - Historia lubi się powtarzać.
- O czym konkretnie mówisz? - pytam, całując po raz kolejny szyję zielonookiej.
- O tym, że znów czuję twojego kolegę. - chichoczę z jej doboru słów.
- Wiesz, że to nazywa się inaczej?
- Wiem, ale przystańmy na synonimie kolega.
- Po prostu powiedz pe..
- Nie. - patrzę na nią rozbawiony - Zostajemy przy zwrocie, którego używam. - znowu się śmieję.
- Okej.
- Nie przytakuj tylko weź go czy coś. - mamrocze.
- Nie. - wzruszam ramionami.
Po kilku minutach wychodzimy z wody, ale nie spuszczam ani na chwilę bacznego wzroku z różowo-włosej.
- Uh, mógłbyś przestać tak na mnie patrzeć? - pyta pod nosem, zakładając czarny szlafrok.
- Tak czyli jak?
- Wiesz jak.
- Nie. - uśmiecham się szeroko.
- Ugh, jakbyś chciał mnie zjeść czy coś. - wybucham głośnym śmiechem. - Bardzo zabawne, Uzumaki.
- Nie mogę zaprzeczyć, że jest się z czego śmiać. - wciągam na białe bokserki ciemnoszare dresy, które są zwężane u nogawek.
- Zawiązałbyś te dresy. - zmienia temat.
- Coś z nimi nie tak? - patrzę w dół i nic nie widzę. To, że luźno są na biodrach nie jest niczym złym.
- Zaraz spadną. - wywracam oczami - Wyglądasz ze spuszczonymi na dół, jakbyś miał pampersa. - wytyka mi język.
- Lepiej chyba tak niż tak. - podciągam je bardzo wysoko. Haruno zaczyna się śmiać.
- Powiedzmy.
- Poza tym masz wspaniały widok na moje bokserki i tyłek. - mrugam do niej.
- Nie ma na co patrzeć.
- Jasne, jasne. - roztrzepuję dłonią włosy i wychodzę z łazienki, czując na sobie spojrzenie zielonookiej. Uśmiecham się na ten fakt pod nosem. - Widziałem! - krzyczę z pokoju. Słyszę wiązankę przekleństw.
Kładę się na łóżko. Przez moje ciało przechodzi dreszcz, gdy ciepła skóra na torsie styka się z chłodną, aksamitną pościelą. Wzdycham cicho i czekam aż dziewczyna opuście łazienkę. Właściwie po co jest tam tak długo? Kiedy słyszę otwieranie drzwi, odwracam w tą stronę głowę. Dostrzegam dziewczynę w szlafroku, która spokojnie podchodzi do wieszaka, by prawdopodobnie go odwiesić. Podpieram głowę dłonią i patrzę w jej stronę. Moje oczy rozszerzają się, kiedy zsuwa materiał z ciała. Gdy się opamiętuję, mierzę ją bacznym wzrokiem, przygryzając wargę. Wpatruję się w nią dalej i widzę, że sięga dłońmi do włosów, po których przesuwa palcami przez co gumka na nich zsuwa się, rozpuszczając je i pozwalając swobodnie opaść na drobne ramiona i plecy dziewczyny. Myślę, że dostałem jakiegoś ślinotoku, dla pewności sięgam dłonią do ust. Na szczęście jeszcze nie. W końcu dziewczyna odwraca się w moją stronę i dostrzega, że ją obserwuje. Uśmiecha się do mnie słodko i powoli podchodzi do łóżka. Kładzie się na nim obok mnie, a nasze spojrzenia się krzyżują. Niebieskie naprzeciw zielonym. Lustruję wzrokiem jej twarz, a potem ciało. Dostrzegam delikatny rumieniec na polikach różowo-włosej spowodowany moim spojrzeniem na jej całym ciele. Wpatrujemy się w siebie w milczeniu. Nie jest to niezręczna cisza, jest przyjemna. Po prostu patrzymy na siebie i chłoniemy jak najwięcej z tej chwili.
- Kocham cię. - mówimy w tej samej chwili, na naszych ustach pojawia się szeroki uśmiech.
- Jeszcze trochę i będziemy dokańczać za siebie zdania. - mówię i cicho się śmieję, a dziewczyna mi wtóruje.
Przybliżam się lekko do zielonookiej i pochylam się nad nią. Muskam delikatnie jej wargi swoimi. Ona obejmuje ramionami mój kark i przysuwa mnie do siebie bardziej.
- Specjalnie się tak ubrałaś. - stwierdzam.
- Może? - unoszę brew.
- To pytanie?
- A muszę odpowiadać czy sam się domyślisz? - wywracam oczami.
- Okej, nie brnę w to. - całuję ją krótko w usta i odsuwam się. - Dobranoc. - wsuwam się pod chłodną kołdrę i czekam aż dziewczyna do mnie dołączy, co nie trwa długo.
- Dobranoc, dupku. - chichoczę, bo wiem czemu mnie tak nazwała.
- Też cię kocham. - mrugam do niej i rozsuwam nogi. Chwytam w dłonie jej i kładę na wewnętrznej stronie mojego uda, tak jak wcześniej, kiedy byliśmy u jej rodziny. Obejmuję ją szczelnie ramionami tym samym, przysuwając swoją klatkę do jej pleców. Kiedy nasze skóry się stykają i czuję ciepło bijące od ciała zielonookiej, odczuwam nadzwyczajny spokój, mimo że wcześniej towarzyszył mi stres i niepewność. Niesamowite jest jak czyjaś obecność może zmienić wszystko. Bardziej zaciskam ramiona wokół drobnego ciała różowo-włosej i wtulam twarz w jej włosy i szyję.
- Dobranoc, piękna. - mruczę i muskam ustami jej polik, po czym wracam do poprzedniej pozycji.
- Dobranoc, kochanie. - mamrocze i splata nasze dłonie na jej klatce.


***
Miło być co inne, wyszło co inne. Tak w sumie ciężko mi szło i czuję, że wypalam się już z pisaniem tego opowiadania. A przynajmniej jeżeli chodzi o momenty NS, których jest dużo.
Nie wyrobię się dziś na rozdział na drugim blogu, przepraszam. 
Pozdrawiam, Jesy.

wtorek, 2 grudnia 2014

57.

Oczami Sakury:
Pociągam Naruto w stronę Ino i Sasuke, którzy o dziwo normalnie rozmawiali. Ale nie na to zwracam uwagę, bardziej na sake za nimi.
- Sakura-chaaaan..
- Huh? - zerkam na blondyna.
- Nie za dużo. - ostrzega.
- Jasne, tatusiu. - mrugam do niego i siadam obok Kiby, który zaczął polewać. - Szybciej Kibaaa.. - on cicho się śmieje.
- Ktoś tu chce się upić do nieprzytomności? - obejmuje mnie bratersko ramieniem.
- Z tobą? Jasne, czemu nie. - szczerzymy się do siebie i pijemy po kieliszku sake, ale zaraz po tym krzywimy się.
- Jeszcze? - pyta, a ja kiwam ochoczo głową.
Po kilku kolejnych kolejkach zaczynam się szczerzyć jak głupia.
- A więc jak się czujesz jako narzeczona tego imbecyla, tak zwanego Naruto? - porusza sugestywnie brwiami.
- Suuuper! - śmieję się - Nie narzekam.
- Domyślam się, że ci co nie co pokazał. - znowu rusza śmiesznie brwiami.
- Nie zaprzeczam, ale nie potwierdzam.
- Jasne, jasne. Byś się pochwaliła. - robi smutną minę, a potem wybucha śmiechem. - No daaalej. Pamiętaj, że jesteś wśród swoich. - wskazuje na siebie palcem i chwyta kolejną butelkę sake. Patrzę na niego z przeciągle.
- Nie mam na co narzekać. - rzucam w końcu i ponownie połykam przeźroczysty płyn do ust. - Dobra, koniec tego. Widzisz gdzieś Naruto? - mrużę oczy i próbuję go znaleźć.
- Hmmm... A tak, jest koło sofy i gada z Shikamaru. Ale nie zostawiaj mnie! Jesteś dobrą partnerką do picia! - robi maślane oczy.
- Później wrócę. - mrugam do niego i wstaję.
Niebieskooki mnie zauważa i uśmiecha się do mnie, jednak nim jestem w stanie do niego podejść zostaję porwana przez Ino, Ten Ten, Temari i Hinatę. Pokazuję mu, że mam mnie ratować, a on się śmieje i mnie zostawia. Dzięki, kochanie, zawsze mogę na ciebie liczyć. Po paru sekundach zostaję brutalnie wepchana do jednego z pokoi na górze.
- Co do cholery..- mamroczę pod nosem.
- No, no, no.. - słyszę źle zapowiadający ton głosu niebieskookiej, a przynajmniej dla mnie. - Więc, opowiadaj.
- Ale co? - marszczę brwi.
- Dawno ci się oświadczył? - aaaa, o cholera. Wiem do czego to zmierza.
- Parę dni temu. - kiwam się trochę na boki. - A co? - Temari wzrusza ramionami.
- Myślicie co dalej? - pyta Ten Ten.
- Hmm..z tego co mi wiadomo to nie. Poza tym wyjeżdżam na trening więc na razie odpadają jakiekolwiek plany.
- CO?! - krzyczy Ino z Hinatą.
- No tak. Aaa, wy nie wiecie. - zaczynam po skrócie wszystko opowiadać, a one wsłuchują się w każde słowo.
- No nieźle. - podsumowuje Ten Ten.
- Ale wróćmy do spraw obecnych... - zaczyna Ino - Jak zamierzasz spędzić ten krótki czas i swoim kochasiem? - porusza znacząco głową. Wywracam oczami.
- Same zboki wszędzie. I to nie mój kochaś. - wskazuję na nią palcem.
- Przyznaj się. - mówi Temari z łobuzerskim uśmieszkiem.
- Ale do czego? - marszczę brwi.
- Wiesz to twój narzeczony w końcu więc.. - Ino robi jakieś dziwne ruchy, jakby chciała zgwałcić powietrze.
- Aaaaa.. CO? - poważnie, po raz kolejny to samo.
- No gadaj!
- Czy wy poważnie pytacie mnie jaki jest w łóżku, czy mam halucynacje? - chwytam się za głowę i kręcę nią w niedowierzaniu.
- I nie tylko. - Temari trąca mnie ramieniem. Marszczę na nią brwi.
- O nie. - wstaję i podchodzę do drzwi - Nie powiem wam, jakiego ma. - otwieram drzwi i od razu wpadam na znajomy tors. Trę palcami mój nos, który się o niego obił i podnoszę wzrok.
- No hej. - chichocze i obejmuje mnie ramieniem. - Szukałem cię. - unosi jedną brew na chichot dziewczyn. - Sądzicie, że nie słyszałem ciekawskie baby? - śmieje się głośno. Bierze łyka napoju z kubka, którego trzyma w lewej dłoni - Wszystko słyszałem. - kręci głową z rezygnacją, choć na jego ustach błąka się uśmieszek. Czuję, że robię się czerwona na twarzy. Ale za to one milkną i szybko schodzą w dół. - Chodź. - chłopak otwiera drzwi od naszej sypialni i cicho zamyka je za sobą.
- Po co tu przyszliśmy?
- Bo tu jest spokojnie. - odstawia kubek, a ja zaraz go biorę i połykam znajdujący się tam płyn.
- Fuj, co to jest?
- Piwo.
- Blee. Wole sake. - wyciągam język.
- Dobra, przyznaj się ile już wypiłaś?
- Troszkę. - pokazuję palcami, że bardzo mało.
- Kłamczucha. - podchodzi bliżej.
- Też cię kocham. - mrugam do niego, a on posyła mi łobuzerski uśmieszek. - No co?
- Muszę cię pilnować.
- Czemu? - robię smutną minkę.
- Bo zaczniesz gadać wszystko wszystkim.
- Nic nie powiedziałam! Przynajmniej im. - i tym sposobem, wygadałam się. Jesteś świetna, Sakura.
- Komu powiedziałaś? I co?
- Kibie.
- Co mu powiedziałaś?
- Nic takiego.
- Skoro nic takiego to mi powiedz.
- Emm..
- Nooo.. - ponagla mnie.
- Myślę, że o łóżko. - pukam palcem w brodę.
- Co mu powiedziałaś?
- Że mam na co narzekać. - wystawiam mu język i mijam go.
- Słucham? - chwyta mnie za ramię i pociąga do siebie tak, że znów uderzam w jego klatkę nosem.
- To co słyszałeś, baka. - po raz kolejny trę nos. Mruży na mnie oczy.
- Masz na co narzekać, huh? - podnosi mnie, a ja oplatam nogi wokół jego pasa. - W takim razie muszę chyba udowodnić, że kłamiesz mi w żywe oczy. - wpija usta w moją szyję i przyciska do zimnej ściany.
Jego ręce zaczynają błądzić po moim ciele, wywołując u mnie dreszcze. Wplątuje palce w jego włosy i pociągam za końce. W odpowiedzi przygryza moją skórę na dekolcie. Zaczyna powoli odpinać mi guziki koszuli i schodzić z pocałunkami coraz niżej. Oblizuję szybko usta i przyciągam jego głowę bliżej, a nogi zaciskam mocniej. A przynajmniej na tyle mocno, że zaczynam czuć jego wzwód. Jedna z rąk chłopaka chwyta moje nadgarstki i przyciska do ściany tuż nad moją głową. On sam przyciska swoje biodra do moich, przez co z moich ust wydobywa się niechciane westchnienie.
- Komuś się chyba spodobało, co? - mruczy mi do ucha schrypniętym głosem.
Znowu oblizuję usta, kiedy się trochę ode mnie odsuwa. Uśmiecha się do mnie i wpija się w moje wargi. Mruczę cicho i zaciskam bardziej nogi wokół jego pasa. Czuję, że się uśmiecha, ale teraz mnie to nie obchodzi. Chwile później czuję chłód na ramionach i wtedy dopiero jestem w stanie zrozumieć, że moja koszula leży już na ziemi. Jednak nie mam dużo czasu do namysłu, bo Naruto nadal napiera na moje wargi swoimi. Wyplątuję jedną z rąk i chwytam jego tył głowy. Blondyn puszcza mój drugi nadgarstek, i znów zaczyna badać każdy centymetr mojego ciała. Chwytam jego koszulkę i próbuję marnie ją ściągnąć. Kiedy nie udaje mi się to, Uzumaki zaczyna się ze mnie śmiać. Przygryzam jego dolną wargę i przyciągam w swoją stronę. Kiedy ją puszczam, czuję metaliczny smak na ustach. Ups, komuś przegryzłam wargę. Uśmiecham się wrednie do chłopaka, patrząc w jego oczy widzę, że przez moment błysły. Oplatam ramiona wokół karku niebieskookiego i po raz kolejny przyciągam go bliżej. Czuję kolejne pocałunki wzdłuż szyi i dłonie na moim brzuchu. Jęczę cicho, kiedy chwyta jedną z moich piersi i ją ściska. Moje hamulce puszczają i zsuwam się do pozycji pionowej. Otrzymuję zdziwione spojrzenie, jednak nie przejmuję się tym. Szybko chwytam końce koszulki Naruto i odrzucam ją na bok po paru sekundach. Zachłannie wpatruję się w jego niczym okryty tors i oblizuję usta. Przysuwam się do niego i zaczynam składać mokre pocałunki na jego klatce. W zamian czuję dłonie chłopaka na moim tyłku. Kiedy kładę ręce na jego klacie, wzdryga się. Śmieję się cicho i przejeżdżam nimi po mięśniach. W momencie kiedy spoczywają one na klamrze paska, chłopak odsuwa się ode mnie.
- Co jest? - pytam schrypniętym głosem.
- Ubieraj się. - marszczę brwi.
- Czemu?
- Bo tak mówię. - zbiera nasze rzeczy z ziemi. - Idziemy do gości.
- Ty dupku. - kopię go w tyłek - Zobaczysz odpłacę ci się za to. - odchrząkam, żeby mój głos był normalny.
- Cokolwiek, kochanie - mruga do mnie i wychodzi z pokoju.
Kiedy schodzę po schodach obmyślam plan. Przygryzam wargę, żeby nie było widać mojego nikłego uśmieszku. Ale zanim go zrobię muszę poczekać do końca domówki. Tymczasem mam ważniejszą sprawę na głowie. A jest ona akurat do tego planu potrzebna. W tym przypadku, żebym nie zwątpiła.
- Kibaaa! - wołam.
- Yo! - pojawia się obok mnie. Pociągam go za koszulkę.
- Idziemy pić. - uśmiecham się szeroko, a on to odwzajemnia. - Duuużo pić.
- Okej, zawołam Shikamaru i Ino. Z nimi najlepiej się pije!
Będzie zabawa.


***
Krótka część, którą pisałam teraz. I to w niecałą godzinę więc nie powala na kolana.
Co o niej sądzicie? Podejrzewacie co zrobi Sakura? Jak tak, to co? 
Pozdrawiam, Jesy ☺

sobota, 29 listopada 2014

56.

Przyszedł czas pakowania. Spakowałem wszystkie rzeczy, a Sakura w sumie nic. W końcu musi tutaj wrócić. Musimy dobrze wykorzystać te trzy dni. Pożegnałem się ze wszystkimi i dostałem zapowiedź, żeby odwiedzić ich jeszcze. Uśmiechnąłem się na fakt, że mnie polubili. W czasie drogi do Konohy rozmawialiśmy o wszystkim, byleby odsunąć temat, który nas dręczył. Oboje wiemy, że to nieuniknione, ale chcemy się skupić by te trzy dni dobrze spędzić, a nie się zamartwiać pytaniami typu:"Co będzie jeśli..?". Po kilku godzinach zauważyliśmy bramę wioski, przekraczając ją przywitaliśmy się ze strażnikami, którzy jak zwykle przysypiali. Kierując się do budynku Hokage, zauważam, że różowo-włosa rozgląda się na wszystkie strony, jakby chciała wszystko zapamiętać.  A przecież wróci tu, prawda? Jednak, nie komentuję tego tylko mocniej chwytam jej dłoń.
- Dawno nie widziałem Tsunade-baachan. Ciekawe czy już ma siwe włosy. - mamroczę, wchodząc po schodach.
- Lepiej jej tego nie mów. - dziewczyna śmieje się - Ona cię zabije.
- Albo zmiażdży swoimi zderzakami. - wywracam oczami, ale śmieję się po chwili.
- UZUMAKI DO MNIE! - słyszę wrzask i staję prosto. Cholera. Odwracam się bardzo powoli.
- O, hej, Tsunade-baachan. Miło cię widzieć. My właśnie chcieliśmy.. - nie dokańczam, bo lecę już na ścianę obok przez pięść Hokage. Kaszlę i zaciskam zęby przez ból w klatce piersiowej.
Patrzę błagalnie na nią, kiedy podchodzi do mnie z żądzą mordu w oczach.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam! Żartowałem! Nie bij! - zasłaniam się ramionami. Czekam na cios, jednak on nie nadchodzi.
Powoli wstaję, odwracam się i widzę, że moje ciało zrobiło sporą dziurę w ścianie. Oj, ups. Wina Hokage, która nie umie zapanować nad emocjami. Słyszę chwile później śmiech zielonookiej i zerkam w ich stronę. Gada z Tsunade, super. Jeszcze ona zacznie mnie bić czy coś. Podchodzę do nich bliżej i przysłuchuję się rozmowie.
- Jak ty sobie dajesz z nim radę? Naprawdę ci współczuję. - mrużę oczy na uwagę babci.
- Nie rozrabia jak jest ze mną. Przynajmniej na razie. Wie, że jak coś zrobi to dostanie ode mnie tak, że poleci na koniec wioski.
- Trzeba go nauczyć dyscypliny. - blondynka kiwa głową z dezaprobatą, choć się uśmiecha.
- Po prostu się wygłupia. Niestety, zawsze obrywa, bo ma niewyparzoną gębę.
- Hej! Słyszałem! - mówię - Nawet ty przeciwko mnie, Sakura-chan? - kręcę głową, a one się śmieją. - To nie jest śmieszne! - mrużę oczy - Co za baby.. - mamroczę i idę do biura Hokage.
Po chwili babcia i Sakura-chan wchodzą za mną. Obrywam dwa razy w tył głowy nawet nie wiem za co. Patrzę krzywo na dziewczynę, która niesprawiedliwie trzepnęła mnie w tył głowy.
- Więc w jakiej sprawie przychodzicie? - Kage siada na fotelu i spogląda na nas z założonymi pod brodą dłońmi.
- Wiesz z jakiego powodu. - mówię i patrzę na nią znacząco.
- Przyjechałam na trzy dni, żeby się dopakować. - tłumaczy różowo-włosa. - A potem jadę do rodziny na trening.
- Rozumiem. - rysy twarzy Tsunade się zaostrzają, ale pozostaje kamienny wyraz twarzy - Wiadomo na jaki okres czasu będziesz tam przebywać?
- Wszystko zależy od tego na jaki poziom ocenią moje umiejętności i co zamierzają ze mną dopracować, a co wprowadzić. Wiem, że najdłuższy czas jaki może być to półtora roku. Jednak wątpię, że będę tam aż tak długo.
Zaciskam szczękę. Tego nie wiedziałem. Nie wiedziałem, że mogę jej nie widzieć przez pieprzone półtora roku. Moja klatka piersiowa zaczęła szybciej się unosić.
- Uzumaki, uspokój się. Nie chcesz tego. - słyszę Kyuubi'ego w moich myślach.
- Przecież nic nie robię. - odpowiadam.
- Jasne. Mam ci przypomnieć, że masz wspierać innych? Co się z tobą dzieje? To przez wyjazd Sakury?
- Pieprz się, Kyu. - wracam do normalnego świata.
Nikt nie zauważył, że byłem myślami gdzie indziej, i to dosłownie.
- Więc tylko trzy dni.. Cóż, dobrze. Mam nadzieję, że nauczysz się czegoś nowego. - zielonooka kiwa głową. - Nie będzie problemu z powrotem do wioski. Powiem każdemu ze strażników bramy, że w razie gdybyś przyszła to po prostu mają cię wpuścić, ewentualnie zaprowadzić do mnie. Podasz swoje imię i nazwisko, i raczej nie powinno być z tym problemu.
- Dziękuję.
- O, i bym zapomniała. W związku z tym, że Sakury nie będzie przez jakiś czas to skład drużyny siódmej będzie inny. Ty i Sasuke nadal będziecie - wskazuje na mnie - i Kakashi. Wszyscy macie rangę ANBU, więc sądzę, że trzyosobowy team nie będzie dla was problemem, biorąc pod uwagę wasze umiejętności. Jak Sakura wróci, to będzie dawny skład. Mam też nadzieję, że pokażesz nam co umiesz Sakura i że wystartujesz do rangi ANBU. Wtedy będziecie bez Kakashiego. Zrozumieliście? - kiwamy głowami - To jazda mi stąd, bo mam dużo roboty.
Wychodzimy z budynku po zaledwie dwóch minutach i powolnym krokiem kierujemy się w stronę domu.
- Hm, więc co robimy? - pytam.
- Obojętnie.
- A co byś chciała? - obejmuję ją ramieniem. - Ja na razie proponuję ramen, bo jestem głodny. Co ty na to?
- Jasne. - uśmiecha się.
Po kilku minutach drogi idziemy do budki, gdzie zamawiamy jedzenie.
- Ohayo! - odwracam się na znajomy głos.
- Hej, Kiba! - klepię go w ramię.
- O cześć. Co tam? - siada obok nas. - Poproszę piętnaście sztuk na wynos.
- Whoa. Kto to będzie jadł? - pyta zielonooka.
- Ja. - szczerzy się. - A wy co porabiacie?
- Obecnie będziemy jeść, a potem chyba wracamy do domu.
- Mhm. - chłopak wygląda jakby się nad czymś zastanawiał. - O, dziękuję. I poproszę po jednym jeszcze dla nich. - stawia pieniądze na blacie i szybko wychodzi.
- H-hej Kiba! O co chodzi? - zawołaliśmy go, ale się nie cofnął.
- To było..
- Dziwne. - dokańczam - Chyba czas przytyć i to przez Kibe, huh?
- Zjesz za mnie, ja nie dam rady.
- Okej. - szczerzę się do niej i muskam ustami polik.
Po upływie trzydziestu minut wracamy do domu. Bardzo powoli, bo się obżarłem.
- Uh, wyglądam jak świnia. - klepię się po brzuchu.
- Trzeba było nie jeść jeszcze jednej dodatkowej porcji.
- Ale kiedy to jest dobre!
- Wiem, ale nie musisz wyżerać, jakby zaraz mieli zamknąć tą knajpkę.
- Oj tam. Ale na dziś się nie ruszam. W ogóle, jak ciemno się zrobiło. Zauważyłaś?
- Nie, Naruto, ja nie mam oczu. - wywraca oczami.
- Jak byliśmy u ciebie to tak szybko nie robiło się ciemno. Hm, może mi się wydaje. - wysuwam z tylnej kieszeni telefon i zerkam na godzinę. - W sumie, jest dwudziesta druga. Na szczęście zaraz będziemy w domu, nie chce mi się już tego wszystkiego trzymać.
- Trzeba było tyle nie jeść to byś miał siłę.
- Sakura-chan chcesz mi powiedzieć, że jestem gruby i słaby?
- Nic takiego nie mówiłam. - wzrusza ramionami, ale widzę na jej ustach mały uśmiech. - Ty sobie to ubzdurałeś.
- Jestem oburzony. Myślałaś tak! - wskazuję na nią oskarżycielsko palcem, a ona unosi brew rozbawiona. Unosi ręce w geście obronnym. - Nie udawaj takiej świętej. - mrużę oczy.
- Wydaje mi się, że zbaczamy z tematu rozmowy. - kalkuluję to sobie w głowie.
- Nie ważne. - macham ręką.
- Jesteś głupi. - ściska mi poliki jedną ręką.
- S-ssakura-chaaan zostaw je. - mamroczę, ona chichocze i po chwili mnie puszcza.
- Otwieraj drzwi, ty masz klucze.
- Gdzieś powinny tu być. - przeszukuję przednie kieszenie, a potem tylne - O, mam. - otwieram drzwi i wita nas półmrok.
Rzucam torby gdzieś na bok i słyszę jakieś mruknięcie, ale to ignoruję. Ściągam bluzę i pomagam dziewczynie z płaszczem.
- Wreszcie w domu. - zielonooka przeciąga się i sięga dłonią do włącznika światła.
Kiedy jest włączone, podskakuję w miejscu i staję za dziewczyną.
- NO ILE MOŻNA BYŁO CZEKAĆ?! - słyszę krzyk Ten Ten.
- A co wy tu robicie? - pyta różowo-włosa.
- Naruto, nie chowaj się za Sakurą. - mrużę oczy na Sasuke.
- No jak to co? - Ino zabiera torbę z leżącego plackiem Shikamaru. A więc to jego słyszałem, bo go zgniotłem. Ups. - Nie pochwaliliście się niczym, więc przyszliśmy do was. Kiba wyciągaj sake, czas na DOMÓWKĘ!
- Rozwalą mi dom. - mamroczę, opierając brodę o ramię Haruno.
- Ja nie będę tego po nich sprzątać. - mówi, ale po chwili zaczyna cicho chichotać. - Chodź i trochę się rozerwij. - ciągnie mnie za rękę, a ja wywracam oczami. Mój wzrok pada na kilkanaście butelek sake.
- Ty nie pijesz.
- A to czemu? - robi smutną minę.
- Bo po pijaku mnie jeszcze zgwałcisz. - składam ramiona na piersi. - Mówię poważnie. - ona się śmieje i idzie. Oczywiście gdzie? Po sake. Super.


***
Krótko, ale coś tam jednak jest. Jak wam się podoba?
Pozdrawiam, Jesy 




piątek, 21 listopada 2014

~One Shot: "Inwazja" (I)

W poniższym tekście występują wulgaryzmy, treści +18. Czytasz na własną odpowiedzialność.
Zapraszam.
***
Dziś jest 1 sierpnia i mamy wakacje. Z tego, że został nam wprawdzie miesiąc, postanowiliśmy jednogłośnie, że nie będziemy się już kisić w mieście i gdzieś razem pojedziemy.
Padło na wypad poza miasto z namiotami. 
Może dam parę słów wstępu. Wszyscy mieszkamy w Tokio i teraz przeszliśmy do 3 klasy liceum. Właściwie, wszyscy już mamy po 18 lat.
Ciągle wyrażam się w liczbie mnogiej więc nas może przedstawię i przy okazji powiem, kto z nami jedzie.
Z dziewczyn:
- Ino Yamanaka - niebieskooka blondynka, trochę narwana, oczywiście z naciskiem na "trochę". Ale poza tym jest spoko.
- Hinata Hyuuga - ma granatowe włosy i wygląda trochę na jakąś emoskę i podkochuję w Naruto. Bez jaj, jeszcze trochę i przy nim zemdleje.
- Temari - ona żyje w swoim świecie, słucha metalu i rzadko się udziela, no chyba, że mówimy o jakieś imprezie.
Chłopacy:
- Kiba Inuzuka - znany z tego, że ma ogromnego, przytulaśnego psa. Traktuję go jak brata.
- Sasuke Uchiha - wygląda jakby był emo, ale pozory mylą. Lubi różne potyczki i przepychanki z Naruto.
- Shikamaru Nara - dla niego wszystko jest upierdliwe, podkochuje się w Ino.
- Naruto Uzumaki - w nim właśnie kocha się Hinata. Jest naprawdę w porządku, przyjaźnimy się od podstawówki.
No i to chyba na tyle. 
Ah! No i jeszcze ja:
- Sakura Haruno - jestem wyluzowana, ale jak coś to chętna do walnięcia jakiemuś palantowi w twarz jestem pierwsza z Ino. Na ogół jestem dość opanowana. Dobrze się dogaduję z dziewczynami i chłopakami.
I to jest nasza szczęśliwa i zajebista ósemka.
Wracając do rzeczywistości.. Jestem spakowana i właściwie czekam aż Sasuke przyjedzie swoim wielkim samochodem po mnie. Reszta już z nim jedzie, bo zgarniał ich po drodze.
Po chwili słyszę klakson i krzyki Naruto.
- Już schodzę! - krzyczę i robię to, co powiedziałam. Chwytam torbę, sprawdzam szybko czy wszystko jest wyłączone i zakluczam dobrze drzwi.
- Siema, mała!!! - wrzeszczy blondyn.
- Cześć małpo. - uśmiecham się szeroko, a on otwiera drzwi i wpuszcza mnie obok siebie do samochodu.
Obejmuje mnie ramieniem i prawie dusi.
- Nie jestem małpą, koczkodanie jeden. 
- Daj torby, mała. - mówi Uchiha, a ja podaję mu ją.
- Puszczaj, małpo. - syczę i wbijam łokieć w krocze chłopaka.
- Auuuuu!! - chwyta się za nie i skowyczy dalej - Czy ty chcesz, żebym dzieci nie miał?! - opiera się o Kibę, który szybko go strąca.
- Spadówa! - warczy brunet i wlepia gały w Hinatę, która jest cała czerwona.
- Shikamaru oddaj mi telefon! - wrzeszczy Yamanaka.
- Nie-e. - odpowiada i przegląda jej telefon.
- Dawaj to padalcu! I zetnij te włosy!
- Uuuu! A co to za zdjęcia?! 
- Jakie zdjęcia? DAWAJ TO PASZCZAKU!
- Jedźmy już proszę. - krzyczę, a oni milkną. - DZIĘKUJĘ BARDZO. DOBRANOC. - opieram głowę na szybie i przymykam oczy. Ostatnio mało spałam i jestem wykończona. 
Zanim całkowicie tracę świadomość, czuję, że osuwam się na kogoś. Kogoś, na Naruto jak zwykle, a on obejmuje mnie ramieniem. Hmm...ładnie pachnie swoją drogą. Wtulam się w jego bok i zasypiam.
- Wstawaj, mała. - słyszę cichy pomruk. - Halo, wstawaj. - już głośniej.
- Yhym. - nie otwieram oczu i tulę się do niego wstawaj. Słyszę ciche westchnienie.
- SAKURA WSTAWAJ A NIE ROMANSUJESZ! - słyszę krzyk Ino.
- Prosiaczku jeden co mnie do cholery jasnej budzisz?! - otwieram oczy i dostrzegam, że nogi mam na kolanach chłopaka i jeszcze wczepiłam się w jego tors. Rumienie się trochę i zabieram nogi, tak samo po chwili odsuwam się od niego. Widzę na jego twarzy lekki grymas, ale nie przejmuję się tym teraz. - Wstałam! Pasuje?!
- Tak!
- Czy wy do cholery jasnej musicie się tak drzeć nie słyszę AC/DC!
- JAPA W KUBEŁ TEMARI! - krzyczę równocześnie z Yamanaką. 
- Już jesteśmy na miejscu. - oznajmia Sasuke. - Wysiadać mi stąd, albo was zaraz wszystkich wychłostam. Prawie ogłuchłem z wami. 
Zataczam się, kiedy stoję już na nogach, ale jak zwykle, przytrzymuje mnie Uzumaki. Uśmiecham się do niego wdzięcznie.
- Dobra! - Inuzuka trze ręce - Tam jest polanka! Kompania za mną! - zaczyna maszerować jak żołnierz.
- Ty chyba ocipiałeś. - burczy Ino i pociąga go za ucho. - Najpierw zabieraj swoje manatki, nikt za ciebie nie będzie tego, debilu, nosił.
- Ej! Tylko nie debilu. To mnie rani. - łapie się za pierś i udaje, że go to zabolało. Po chwili jednak zostaje znokautowany przez Hinatę.
- To było dobre! - mówię z Naruto. - Niezły prawy sierpowy, Hinata. - dodaje blondyn, uśmiechając się szeroko.
- Weźmy już rzeczy. - wcinam i odchodzę od chłopaka. 
- Coś tutaj jest nie halo, i ja o tym wiem. - grucha cicho Sasuke i mruga do mnie.
- Nic nie jest nie halo. - wywracam oczami. To serio widać?
- Później pogadamy. - rozgląda się - Temari! Zostaw te słuchawki i chodź po torby! A ty Kiba rusz dupę z ziemi i zabieraj swoje rzeczy i zacznij już rozkładać namioty. Tylko nie za blisko jeziora. Ale też w piździec daleko nie.
- Okej, okej przyjąłem, kapitanie. - zasalutował i poszedł z rzeczami.
- Co za idiota..- mruknął kruczowłosy i pokiwał z rezygnacją głową.
Po chwili wszyscy idziemy za Kibą z torbami. W ogóle..
- Czemu on nas prowadzi?! - wyrywa mi się.
- Bo ma nos jak pies. - odpowiada Shikamaru.
- To nie wyjaśnienie.
- Oj, daj mu się wyhasać. - wtrąca Temari.
- Okej.
Po paru minutach dochodzimy do polanki i zaczynamy się rozkładać.
- Dobra, mamy cztery namioty. Będziemy spać po dwie osoby w takim razie. - mówi Sasuke. - Ino z Hinatą. Shikamaru z Temari. Ja z Kibą i Naruto z Sakurą. Komuś to nie pasuje? - pyta.
Nikt nie wnosi protestu więc wkładamy nasze rzeczy do namiotów.
- Zawsze wylądujemy razem. - niebieskooki stęka, ale uśmiecha się szeroko.
- Niestety tak. - odgryzam się i rozkładam śpiwór po prawej stronie.
- Czuję się urażony. - mruczy i uderza w moje biodro swoim.
- Bo ci oddam. - mrużę oczy.
- Czekam na to. - uśmiecha się kpiąco i patrzy mi wyzywająco w oczy.
 Łapię go za głowę i trę pięścią jego włosy.
- I co, małpo? - chłopak szybko przygwożdża mnie do ziemi, a jego ciało styka się z moim.
- I co, mała?
- Eeee... - przekręcam głowę i widzę łeb Kiby - Idziemy popływać, więc później zacznijcie kopulować.
- Jak cię dorwę, to sam nie będziesz mógł kopulować, kretynie. - warczę na niego, a on wydaje dziwny pisk i odchodzi.
- Hmm..ciekawa groźba. - słyszę głęboki głos blondyna przy swoim uchu. Przechodzą mnie dziwnie przyjemne dreszcze.
- Wstawaj ze mnie, klopsie. - kładę mu dłonie na torsie i strącam go z siebie.
- Nie jestem klopsem. - mruczy.
- Yhym, a teraz wyjdź, bo chcę się przebrać. - robi smutną minkę. - Ale już! Wynocha!
- Dooooobra. - wywraca oczami i wychodzi.
Czołgam się do swojej torby i wyciągam z niej dwuczęściowy, ciemnoczerwony strój. Szybko się przebieram i wychodzę na zewnątrz. Widzę Ino wychodzącą ze swojego namiotu.
- Też idziesz do wody? - pytam.
- Tak. Chodźmy. - ciągnie mnie za łokieć - Ty! Zobacz! Gdyby to nie nasi chłopacy to bym zaczęła do nich zarywać.
- Myślisz tylko o jednym.
- Ciekawe, który jest najbardziej umięśniony. - ignoruje mnie dalej.
- Żaden. - mruczę, ale milknę po chwili, bo tak jak Ino, moja szczęka opada na ziemię.
- Bóg mnie kocha! - krzyczy blondynka - Ruchy, Sakuraaaaa!
- O-okej idę.
- Hmm..na moje Shikamaru jest całkiem niezły. Albo Naruto. - mruga do mnie, a ja niestety więc o co jej chodzi.
- Może. - staram się zachować kamienną twarz.
- O czym plotkujecie? - pyta Kiba, który pojawił się znikąd.
- Spadaj, Kiba. - mamrocze Yamanaka, lustrując go wzrokiem. Typowa Ino.
Nie to, żebym była lepsza, bo mój wzrok ciągle lustruje blondyna. Potem zerkam na Hinatę, która aż się ślini na jego widok. Wywracam oczami.
- Ej dziewczyny! - woła Uchiha. - Chodźcie do nas!
- Podziękujemy. - mówi Temari.
Chłopcy coś szeptają między sobą, kiwają głowami i podchodzą do nas. Każdy do innej.
- Ino! Uciekaj. - mówię i szybko wstaję.
- Cholera. - klnie pod nosem i biegnie w przeciwnym kierunku do mojego.
Odwracam się na moment. Sasuke zaraz ją dorwie. Shikamaru skrada się do Temari, a Kiba..właściwie nie wiem co on robi. Marszczę brwi, bo nie widzę nigdzie niebieskookiego.
- Buuu! - woła zza krzaka i wyskakuje. Piszczę i uciekam dalej, w kierunku lasu. - I tak mi nie uciekniesz, mała! - uciekam na prawo, próbując go zgubić. Po chwili zatrzymuję się i rozglądam. No, chyba go zgubiłam. Zerkam przez krzaki, że próbują jako ostatnią wrzucić Temari. Upiekło mi się. Wzdycham i odwracam się. - Bu. - widzę szeroki uśmiech blondyna.
-  Cholera, nie wrzucaj mnie do wody.  - powiedzieć sobie mogłam, ale po paru sekundach byłam przerzucona przez jego ramię i prowadzona w stronę jeziora.
Super.
- Pójdziemy sobie na pomost. - wiem, że ten kretyn się uśmiecha.
Kątem oka widzę, że wszystkie dziewczyny są już w wodzie prócz mnie. Świetnie.
- Poooostaw mnie, kretynie!
- Hm, nie. Bądź bardziej przekonująca.
- Puść mnie, bo cię skopie młotku! - uderzam go w plecy.
W sumie z obecnej "pozycji", tak to nazwijmy, mam całkiem ciekawy widok na pracujące mięśnie pleców chłopaka i trochę tyłek. Nie powiem, że nie ma na co patrzeć. Kładę dłonie na jego plecach i podciągam się do góry, żeby uciec, ale mi nie wychodzi i ponownie znajduję się we wcześniejszym miejscu.
- Puszczę cię, ale za chwilę, okej?
- Nie w momencie wrzucania. - mówię znudzona.
- Eh, to będzie ciężko. Ale spokojnie, będę ci towarzyszył podczas lotu. No chyba, że mam zrobić karuzelę i cię wrzucić z całej siły?
- Nawet. Tego. Nie. Próbuj. - blondyn śmieje się głośno i wchodzi na pomost.
- A co mi zrobisz?
- Wywalę z namiotu. Poważnie, będziesz spał na zewnątrz.
- Cokolwiek, mała, powlokę cię ze sobą. - strzelam go w otwartej dłoni w tyłek. - Haha, a to za co? Podoba ci się czy co? Mogę oddać.
- Dupek. - otwieram oczy, jak mi oddaje. - Kretyn. - burczę, a on bierze mnie inaczej w ramiona. Otacza nimi moje ciało, trzymając jak pannę młodą.
- No, przygotuj się, mała. - puszcza do mnie oczko i bierze rozbieg.
- Kretyn. - mruczę i chwytam go za kark.
Jestem w stanie zarejestrować wysoki wyskok, chwilę w powietrzu i moment kiedy jego oczy były skierowane na moje, i moment spadania, kiedy posłał mi szeroki uśmiech. Pod wodą Uzumaki zaczął się śmiać przez co bąbelki opuszczały jego usta i musiał szybko wypłynąć z braku powietrza.
- No jasne, uduś się jeszcze. - klepię go po plecach i wywracam oczami, a on dalej się śmieje na przemian kaszląc.
- Cokolwiek, mała. - puszcza mi oczko i podpływa do mnie. - Płyniemy do nich? - wskazuje głową na resztę.
- Tak, raczej nie będziemy w jednym miejscu cały czas. Wystarczy mi, że śpimy w jednym namiocie. - macham ręką.
- Jakbyś się z tego nie cieszyła. - robi zdeformowany dzióbek - Jako jedyna z chłopakiem śpisz. No dobra, prócz Temari i Shikamaru, ale ich się nie liczy, bo żyją we własnym świecie.
- Cokolwiek, młotku. - naśladuję jego głos, a on się śmieje.
- Wiem, że to ci się podoba. - rusza zabawnie brwiami
- A chcesz spać na dworze?
- Nieładne podejście, mała. - puszcza mi oczko - Bo cię nie przygarnę pod swój śpiwór w nocy.
- Jakbym tego bardzo potrzebowała. - wywracam oczami.
- Zobaczymy w nocy.
- To groźba?
- Skądże znowu, to ty jesteś od grożenia mi, ja od śmiania się. Jakbyś nie mogła tego w końcu zapamiętać! Dziesięć lat, a ty nadal nie możesz wszystkiego spamiętać. Zawiodłem się na tobie. - kręci głową z dezaprobatą.
Zerkam, w stronę naszych przyjaciół i widzę Ino klejącą się do Sasuke.
- Hm, ciekawie. - mruczę pod nosem.
- Co jest?
- Ino chyba zaczyna kręcić z Uchihą.
- Serio?! - mówi za głośno, za co dostaje po łbie.
- Przytkaj się. - karcę go wzrokiem - Tak mi się wydaje.
- Czyżby druga para nam się szykowała w ekipie.. - chłopak rozkłada ramiona i pływa na plecach.
- A jaka jest pierwsza? - wywraca oczami.
- No, Temari i Shikamaru, widać, że są w sobie na maksa zakochani czy cokolwiek takiego, nawet się z tym nie kryją. Choć w sumie, oficjalnie tego nie powiedzieli. Ciekawe kiedy to zrobią.
- Czyli niedoszłe pary tutaj to Temari i Shikamaru, Ino i Sasuke. Cóż, zostaliśmy w czwórkę.
- Nie do końca.
- To znaczy?
- Zwróć uwagę na to jak Kiba patrzy na Hinatę. Ona pewnie tego nie widzi, ale cóż. To pewnie też niedoszła para.
- Nie patrzy na niego, bo patrzy na ciebie. - chłopak marszczy brwi.
- Ja nic do niej nie czuję. Lepiej, żeby spojrzała na Kibę, który za nią szaleje, niż na mnie. Wyjdzie jej to na dobre. - nie spodziewałam się takich słów od niego, choć muszę przyznać, że ma trochę racji. Poza tym, hej, Hinata może sobie odpuścić Uzumakiego. Mi to na rękę, jakkolwiek to źle brzmi.
- Czyli trzy niedoszłe pary, co? - mamroczę.
- Jeszcze zostaliśmy tylko my. - rusza zabawnie brwiami.
- Co to ma znaczyć, Uzumaki?
- Zobaczysz, Haruno. - znowu robi zdeformowany dzióbek, a po chwili wybucha śmiechem, akurat w momencie kiedy dopływamy do reszty.


***
Miało być w sobotę, ale jednak się uwinęłam szybciej.
Jeśli chodzi o Liar, to też niedługo się kończy.
Odnośnie końca NS: 
  1. Spokojnie, jeszcze będzie kilka rozdziałów. To nie będzie takie szybkie zakończenie. Jeśli dobrze pójdzie i jakoś treść rozbiję, to będzie jeszcze co najmniej 10 rozdziałów, może być, ale nie musi. 
  2. Po skończeniu tego NS nie wezmę się od razu za drugi, choć mam pomysły. Pozostaje mi tylko jak was powoli do tego wprowadzić i nie przyspieszyć wszystkiego, jak w tym NS. Będzie nieznośnie powoli, ale sądzę, że ciekawie. Będzie z pewnością więcej zwrotów akcji, niż tutaj. 
  3. Jeśli będziecie mieli jakieś pytania odnośnie nowego NS, to pytajcie na moim ASK'u. Z pewnością udzielę Wam parę informacji.
  4. I ostatnie najważniejsze: Zachęcam was do czytania nowego ff NS, myślę, że będzie to coś nowego (czego mam nadzieję, jeszcze nie czytaliście). Mam nadzieję, że nie zaprzestaniecie czytania mojego bloga tylko dlatego, że kończy się jedno NS. Mogę wam zapewnić, że nowe będzie o wiele bardziej ciekawsze i ze..zgrozą i abstrakcyjnymi zwrotami akcji.
I to chyba na tyle z informacji.
Poza tym, jak wam się podoba jednopartówka? Co o niej sądzicie i postaciach, które tu występują? 
Pozdrawiam, Jesy

wtorek, 11 listopada 2014

55.

Oczami Naruto:
Siedzimy w naszym dotychczasowym pokoju i jedyne co słychać to ciche pociąganie nosem dziewczyny. Przytulam ją mocniej do swojego boku i zaciskam zęby. Przymykam powieki i staram się jak najwięcej chłonąć z tej chwili.
- Będzie dobrze. - mówię cicho, bo wiem, że jeśli powiedziałbym to głośniej to mój głos by się załamał. - Damy radę. - całuję ją w czoło.
- Nie będzie. Nie chcę znowu tego wszystkiego znosić. - chwyta moją koszulkę i ściska ją w dłoniach.
- Damy radę. Już raz daliśmy. Raz dałaś radę. Zrobisz to jeszcze raz. - przeczesuję palcami jej włosy.
- Nie chcę cię zostawiać. - wymamrotała i wtuliła się w moją pierś.
- Ja też ciebie nie, ale najwyraźniej musisz ćwiczyć. Przynajmniej później będziemy silniejsi. Przecież.. - ucinam, cholera przecież nie mówiłem jej o spotkaniu z Madarą.
- Przecież?
- Pamiętasz jak Madara nas zaskoczył? Musimy być na to przygotowani. Nigdy nic nie wiadomo. - mówię wymijająco. Słyszę ciche westchnięcie.
- Będziesz mnie odwiedzał? - pyta znienacka.
- Oczywiście, co to za pytanie? I ty nas, jak będziesz mogła.
- Myślisz, że tak miało być? - nie rozumiem jej.
- W sensie?
- Chodzi mi o to, czy z góry miało być ustalone, że mamy tak trudno. To już drugi raz.
- Nie wiem, kochanie. Ale jestem pewien, że damy radę. Ostatnim razem też było trudno, ale daliśmy radę, prawda? Teraz także damy. Może to jakiś kolejny test? Wcześniej byliśmy parą, a teraz.. - chwytam jej dłoń z pierścionkiem zaręczynowym, którego nie ściąga - jesteś moją narzeczoną. Może to ma nam coś pokazać? Nie wiem, ale mimo wszystko musimy wytrzymać.
- Wyobrażałeś to sobie kiedyś?
- Co takiego? - marszczę brwi przez kolejne niezrozumiałe pytanie.
- To, że będziemy razem. - dotyka ciepłą dłonią mojego policzka.
- Nie, nigdy. Chciałem tylko, żebyś zwracała na mnie uwagę. Nigdy nie podejrzewałem, że moglibyśmy być razem. W końcu mam w sobie demona, jestem jinchuuriki.
- Nie mów tak. To, że masz w sobie Kyuubi'ego nie znaczy, że jesteś gorszy.
- Teraz może nie tak bardzo, ale wcześniej. - wzruszam ramionami - Wytykano mnie palcami, bo byłem przeklęty.
- Nie jesteś i nie byłeś. Po prostu nie dostrzegali tego, jak dobry byłeś. W tym ja.
- To było kiedyś. A dziś jest teraźniejszością, prawda?
- Tak, tak.  milczy przez moment. - Co było kiedyś twoim marzeniem i co jest teraz?
- Skąd to pytanie? - kąciki moich ust lekko się unoszą. - Moim marzeniem było zostanie Hokage i jest do dziś. Prócz tego miałem jeszcze jedno marzenie. - kiwam na dziewczynę, żebyśmy się położyli.
- Jakie? - pyta i kładzie kark na moim wyciągniętym ramieniu, a jedna z jej dłoni spoczywa na mojej klatce.
- Hmmm.. Serio chcesz wiedzieć? - kiwa głową. - Więc, cóż, moim marzeniem..byłaś ty. - otwiera szerzej oczy i patrzy na mnie zdziwiona.
- Jak to byłam twoim marzeniem? Sądziłam, że tylko byłeś we mnie zakochany.
- Byłem. Moim marzeniem ogólnie mówiąc byłaś, ale dokładniej to po prostu chciałem, żebyś była przy mnie. Trochę to egoistycznie zabrzmi, ale chciałem cię dla siebie. Chciałem, żebym się dla ciebie liczył, dlatego się wygłupiałem, a na misjach ratowałem. Chciałem ci pokazać, że jestem coś wart i żebyś mnie nie skreślała przez moje zachowanie w normalnym otoczeniu. Bo tam odbijało mi przez brak akceptacji. Dlatego byłem taki nieznośny. - wzruszam ramionami.
Czuję jak dziewczyna się podnosi i przybliża do mnie.
- Momentami naprawdę byłeś kretynem.. - zaczyna, a ja śmieję się cicho i patrzę na nią rozbawiony. Kręci głową i przybliża swoją twarz do mojej.- Nawet nie wiesz jak często chciałam cię skopać i zdzielić w łeb. - zielonooka układa się tak, że prawie na mnie leży - Tyle razy rozmyślałam, jak cię strzelić. - patrzy na mnie surowo i przybliża jeszcze bardziej twarz, jedna z jej rąk przytrzymuje mój podbródek - I to nie za to, że się wygłupiałeś. Chciałam to zrobić, bo tyle razy narażałeś swoje życie, a ja nie mogłam cię rozgryźć czemu to robisz. Zawsze zamiast Sasuke, tak jak wtedy oczekiwałam, byłeś ty i zawsze obrywałeś. W życiu bym nie pomyślała, że jesteś zupełnie inny na misjach, a w Konosze, gdybym sama tego nie widziała. Byłeś takim idiotom. - opiera swoje czoło o moje.
- Teraz już twoim idiotom. - mruczę, różowo-włosa uśmiecha się delikatnie i przyciska swoje usta do moich.
Przymykam oczy i obejmuję ją ramionami.
- Nawet nie wiesz ile nocy nie przespałam, bo leżałeś w szpitalu. - mówi przez pocałunek. - Następnym razem skopię ci tyłek. - odmrukuję i bardziej ją obejmuję.
Dziewczyna przesuwa językiem po moich ustach, a ja lekko je rozchylam, dając jej na chwilę kontrolę. Jedną rzeczą, którą w tym kocham to to, że nasze usta poruszają się tak zgodnie, jakby były dla siebie stworzone. Jakkolwiek to brzmi, to jest niesamowite. Obojętnie czy byśmy przykładali wagę do pocałunku, to i tak jest on idealny.
- Kocham cię. - mruczę, gdy się ode mnie lekko odsuwa.
- Ja ciebie też kocham. - oplata rękoma mój kark i nieudolnie mnie przytula. - Bardzo cię kocham. Nie wyobrażam sobie, że jutro już cię tu nie będzie. - głaszczę ją po włosach.
- Kochanie, nie myśl o tym teraz.
- Mhm. - ziewa i wtula się we mnie bardziej.
Po trzydziestu minutach słyszę spokojny oddech dziewczyny. Delikatnie zsuwam ją z siebie i przykrywam kołdrą. Po cichu wychodzę z pokoju i schodzę na dół, gdzie dostrzegam Mai.
- Jak się trzymacie? - wzdycham.
- Ja jakoś, ale Sakura gorzej. Teraz zasnęła. - trę czoło - Wiadomo ile może to wszystko trwać?
- Kilka miesięcy. - kiwam głową.
- A czy.. Sakura mogłaby wrócić ze mną i wziąć więcej rzeczy i przy okazji pożegnać się z naszymi przyjaciółmi?
- Myślę, że tak. - uśmiecha się do mnie delikatnie. - Trening zacznie się dopiero za tydzień więc może wrócić do Konohy na trzy dni.
- Dziękuję. - kiwam wdzięcznie głową i idę do kuchni.
Przygotowuję herbatę dla siebie, a później dla Sakury. Popijając gotową już herbatę notuję sobie w głowie, żeby zorganizować dla nas czas przez te trzy dni. Przynajmniej, żeby było to coś ciekawego, a nie siedzenie w domu. Standardowo jak zielonooka wyjedzie ja pewnie jak najszybciej wyląduje u Tsunade-baachan i będę chciał masę misji. Pewnie będę teraz z Sasuke i Kakashim. Dawno go nie widziałem. Muszę odwiedzić Hatakę i z nim pogadać, ta samo z Ero-senninem. Tak dawno ich nie widziałem. Wcześniej tego nie zauważyłem. Poza tym, trochę moje obowiązki shinobi spadły przez ostatnią misję jaką miałem z Sasuke i właściwie, Tsunade nie brała nas do żadnych. Strasznie długo mieliśmy wolne, ale skoro jesteśmy z Uchihą wyspecjalizowanymi ANBU, to pewnie będzie mało misji, ale za to strasznie trudnych. Muszę też poćwiczyć nad formą. Dawno nie ćwiczyłem sam i z Kyuubi'm, a mieliśmy udoskonalić jedną z naszych technik. Muszę również iść do Żabiego Mędrca, żeby pokazał mi jakieś techniki, albo dał dostęp do starych ksiąg i zwojów. Może tam coś znajdę i wytworzę jakieś nowe jutsu? Nie wiem. Sporo się tego nazbierało.
Po poukładaniu sobie wszystkiego w głowie i stworzeniu jakiegoś planu spostrzegam, że jest już wieczór. Wstawiam wodę na herbatę i po chwili z parującym kubkiem w dłoni idę do mojego i Sakury pokoju. Uchylam drzwi i widzę, że dziewczyna już nie śpi.
- Hej. - zamykam za sobą drzwi.
- Cześć. - uśmiecha się do mnie ledwo zauważalnie.
- Przyniosłem ci herbatę. - kładę ją na stoliku obok łóżka. - Dawno się obudziłaś?
- Parę minut temu. Gdzie byłeś?
- Na dole. Rozmawiałem z Mai'ą.
- O czym?
- O tym czy możesz ze mną wrócić, żeby wziąć więcej rzeczy i pożegnać się ze wszystkimi.
- I co ona na to? - pyta wyraźnie zaciekawiona.
- Że możesz być w Konosze na trzy dni. Wasz trening zaczyna się za tydzień. - uśmiecham się, a dziewczyna wskakuje na mnie i zamyka mnie w mocnym uścisku. - Widzę, że się cieszysz.
- Bardzo. - mamrocze w moją szyję, dostaję ciarek przez jej ciepły oddech stykający się z wrażliwą skórą.
- Jak się czujesz?
- Teraz lepiej. - odsuwa się lekko ode mnie. Siada na łóżku i bierze w ręce kubek z herbatą.
- Jesteś głodna?
- Strasznie.
- To chodźmy na dół. - dziewczyna patrzy na mnie,a ja odczytuję co chce mi powiedzieć - No okeej, sam pójdę. Co byś chciała? Proponuję kanapki albo kanapki. - zielonooka chichocze i kiwa głową, że może być.
Po chwili ponownie zjawiam się w pokoju z talerzem pełnym kanapek. Włączamy film, jedząc jednocześnie.
- Jesteś głupi. - mruczy dziewczyna i strąca moją nogę - Gnieciesz mnie.
- Twierdzisz, że jestem gruby czy co? - udaję złego. - Może i ostatnio się zaniedbałem, ale nie sądzę, że przytyłem.
- Jesteś gruby. Złaź ze mnie.
- Hm..teraz to nie. - bardziej ją zgniatam ramionami i nogami wokół jej ciała.
- Duszę się. - wzruszam ramionami. - Zaraz cię skopię. Przypomnę, że często to robiłam. Myślisz, że teraz tego nie zrobię?
- Myślę, że nie. - po chwili leżę na podłodze, a dziewczyna przykuwa moje nadgarstki dłońmi. - Dałem się, okej? Nie patrz tak na mnie.
- Mięczak. - śmieje się cicho, a ja wydymam wargę do przodu. - Mówiłam, że to się tak skończy. Nie doceniasz mojej siły. Pamiętaj, że ręką mogę zniszczyć głaz. - wywracam oczami. - Może mam cię tak walnąć ręką? - patrzę na nią kpiąco - Może tak ci w krocze walne. - rozszerzam oczy.
- O nie, nie zrobisz tego.
- A chcesz się przekonać? - przewracam ją szybko i sam nad nią jestem.
- A chcesz się przekonać, że nie?
- Dupek. - mamrocze i próbuje się wyrwać. Kopie mnie kolanem w podbrzusze przez co posyłam jej złowrogie spojrzenie. - Oj ups. - mrużę oczy i mierzę ją wzrokiem.
Następuje dziwna cisza, nie jest ona niezręczna, ale czuję się inaczej. Patrzymy na siebie, przez moje ciało przechodzą dziwne dreszcze. W jednym momencie moje usta lądują na jej i czuję jeszcze większe ciarki. Ona odwzajemnia pocałunek i łapie moją twarz, ja trzymam dłonie na jej udach, które lekko unoszę, żeby być bliżej różowo-włosej. Po paru sekundach to ja jestem przygwożdżony do podłogi i tak w kółko. Raz ja, raz Haruno. Przynajmniej do momentu kiedy moje plecy i głowa nie zderzają się z łóżkiem. Syczę cicho, a dziewczyna chichocze. Wywracam oczami.
- Co to było? - pyta.
- Nie wiem. - uśmiecham się chytrze - Ale chcę więcej. - ponownie jestem na górze, a nasze usta łączą się i po chwili są idealnie zsynchronizowane.


***
Wiem, krótka,  itd.. Pewnie większość nie jest zadowolona, ale mam szkołę. Może to marne wytłumaczenie, ale przynajmniej nie kłamię.
Mam dużo roboty w szkole i nie mam czasu. Dokładniej mówiąc nie mam czasu na NS, niedługo będę kończyć to opo i nie wiem jak pisać. Nie mam tutaj weny, kończą mi się pomysły. Za to na drugim blogu nie mam takiego problemu, bo jest nowszy,
Tutaj dobiliśmy ponad 50 rozdziałów i niedługo koniec. 
Pozdrawiam, Jesy.

sobota, 18 października 2014

~Three Days: "Liar" (VI)

***
Obudziły mnie promienie słoneczne oraz ciężar na klatce piersiowej. Uchyliłem powieki, jednak to był błąd, bo prawie oślepłem. Po kilku próbach odzyskałem ostrość i mogłem się spokojnie rozejrzeć. Od razu zerknąłem na zegarek, który wskazywał godzinę dwunastą. Zdziwiłem się, bo zazwyczaj już o świcie musiałem być na chodzie i przybliżać się do przekroczenia granicy. Poza tym, to chyba pierwsza noc od mojej ucieczki, kiedy się naprawdę wyspałem. 
Zaburczało mi w brzuchu, automatycznie skierowałem wzrok w dół, a tam dojrzałem drobną sylwetkę kobiety z różowymi włosami rozsypanymi po całym moim torsie. Uniosłem się lekko na łokciach i przyjrzałem się jej. Jak ona miała na imię? Sakura? Tak, chyba tak. Nie jestem pewien czy nic wczoraj nie piłem, bo tak trochę mi się wszystko zlewa. No dobra, prawie wszystko, bo pamiętam co robiliśmy ubiegłego wieczoru. I pomyśleć, że tak ułożona kobieta się ze mną przespała. Nie mogłem powstrzymać dumnego uśmieszku, który pojawiał się na moich ustach. Zerkałem na nią do momentu kiedy się nie zaczęła wiercić. Uniosła głowę, przejeżdżając jednocześnie po długich włosach i zerknęła na mnie.
- A ty to kto? - spytała, a ja się roześmiałem. Położyła ponownie głowę, ale tym razem na poduszce.
- Tym z którym się przespałaś.
- Serio? - zapytała zachrypniętym głosem.
- Tak, serio. Plus, tak jakby jestem złym bandytą. 
- A, ten..Naruto?
- Tak, jestem ten Naruto. - zachichotałem, a ona uchyliła lekko jedną powiekę i uśmiechnęła się przelotnie.
- To, ten Naruto, obudź mnie jak będziesz już wychodził. - machnęła ręką i położyła się na brzuchu.
- Masz tupet. - położyłem się na boku, podpierając się na łokciu. - Z każdym dniem jesteś coraz bardziej ostra. Podoba mi się to. 
- Mhm.
- I teraz będziesz się wylegiwać na łóżku? 
- Mhm.
- A kto zrobi śniadanie?
- Mhm.
- Sam sobie nie zrobię.
- Mhm. - wywróciłem oczami z irytacji.
- Mam ci przypomnieć, że jesteś nago? - czekałem na jej reakcję.
- Mh..czekaj co?! - uniosła głowę i spojrzała na siebie i na mnie. Zarumieniona zakryła się bardziej kołdrą, przy okazji odkrywając mnie. Zerknęła na mnie kątem oka. - Ubierz się, albo chociaż zakryj.
- Nie wiem czym. - powiedziałem spokojnie i uniosłem się do pozycji siedzącej. Dziewczyna coś wymamrotała pod nosem, ale nie specjalnie się tym przejąłem. Bardziej zaabsorbowałem się szukaniem jakiś bokserek. Znaczy, no powinny gdzieś tu być, ale pytanie gdzie pozostaje bez odpowiedzi. - Wiesz może gdzie są moje bokserki? - spojrzałem przez ramię na zarumienioną różowo-włosą. Pokręciła głową i zakryła się jeszcze bardziej. Wstałem i podszedłem do swojej torby na komodzie, wyciągnąłem z niej czyste rzeczy i odwróciłem się przodem do dziewczyny. - Idę wziąć prysznic. Jak chcesz to chodź. - w odpowiedzi dostałem środkowy palec wymierzony w moją stronę i widok jeszcze bardziej czerwonej twarzy dziewczyny. Roześmiałem się. - Jakbyś pierwszy raz faceta widziała. - po tych słowach wyszedłem z pokoju i skierowałem się do łazienki.
Ta dziewczyna jest naprawdę komiczna.
Jednak wracając do teraźniejszości.. Wszedłem do kabiny i odkręciłem kurek z wodą, oblewając swoje ciało lodowatą wodą. Chociaż trochę się orzeźwię i dam ukojenie zmęczonym mięśniom. 
Muszę jeszcze tylko przekroczyć granicę i będę pławił się w luksusie, będę miał nową tożsamość i ani nikt ani nic mnie nie powstrzyma. Będę miał nowe życie, lepsze życie. Bez gwałtów, patrzenia na morderstwa i jeszcze gorsze rzeczy, o których nawet nie chcę wspominać, bo zbiera mi się na wymioty. To, że pogroziłem Sakurze bronią i nie byłem zbyt miły nie ma oznaczać, że lubię być brutalny, mordować, gwałcić i tak dalej. To nie moja bajka. Tylko życie i środowisko w jakim się urodziłem nie pozwoliło mi na nic poza tym. W takich warunkach się wychowałem. I na takie zostałem powiedzmy "przygotowany". Takim przykładem może być pokazanie małemu dzieciakowi jak morduję się niewinne osoby, bo nie chcą dać pieniędzy złodziejowi. Lub uczestniczenie w wieku dwunastu lat w bójce za nie oddanie pieniędzy za narkotyki, tak dotkliwie, że koleś ledwo oddychał. 
Wzdrygam się na to wspomnienie. Nie tylko przez to, że widziałem go zmasakrowanego, ale że nie mogłem nic zrobić.. No chyba, że chciałem leżeć na brudnej podłodze obok niego równie posiniaczony.
Wychodzę spod prysznicu i po osuszeniu ciała ubieram bokserki, czarną koszulę, którą podwijam sobie do łokci i jakieś ciemne spodnie.
Mijam się z dziewczyną w drzwiach. Uśmiecham się przelotnie, bo nadal jest czerwona na twarzy. 
- Potem zrób śniadanie, obiad, cokolwiek. - mówię na odchodne i wchodzę do pokoju, szukając mojego pistoletu. Sprawdzam pod materacem, ale tam go nie ma.
Otwieram szeroko oczy. 
- Nie ruszaj się. - odwracam się mimo tych słów i widzę różowowłosą z moim pistoletem.
- Ręce ci drżą. - śmieję się - Oddaj to zanim sobie coś zrobisz. - robię krok w przód.
- Nie pochodź, bo strzelę! 
- I tak tego nie zrobisz. - zacisnąłem szczękę, ale mimo to nadal byłem spokojny. 
- Jest naładowany. 
- Doprawdy? - udaję zaskoczenie i szybko do niej podchodzę. Tłumik styka się z moją klatką piersiową. - No, dalej, strzelaj. Śmierć to jest to na co czekam od kiedy się urodziłem. - mówię ostro.
Patrzy na mnie z przerażeniem w oczach i jednocześnie zaskoczeniem i jakąś troską.
Opuszcza broń, a ja ją szybko zabieram z jej rąk.
- Nie było kul w magazynku. - syczę - A ty, masz przerąbane za zabranie mi broni.


***
Krótko, wiem, ale cóż poradzę?
Przynajmniej macie to co chcieliście, tzn, tą kontynuację.
Pozdrawiam.

niedziela, 5 października 2014

54.

Oczami Sakury:
Przystępuje z nogi na nogę i zaczynam się coraz bardziej irytować.
- Kumi, mogę już iść? - wywracam oczami - Fajnie, że opanowałaś tą technikę i że chcesz być medic-ninja, ale ja naprawdę się teraz śpieszę.
- Uh - dziewczyna wzdycha i rozgląda się - no okej.
Odchodzę od niej i idę w stronę domu. Gdy przekraczam jego próg, mam nadzieję, że znajdę Naruto w salonie. Jednak tam go nie ma.
- Dziadku, widziałeś może Naruto? - pytam Hiroshiego.
- Pytał o ciebie i wyszedł, ale chyba przed chwilą poszedł na górę. Nie jestem pewien.
- Dzięki. - wpinam się po schodach i idę do naszego pokoju.
Uchylam delikatnie drzwi i wchodzę do pomieszczenia. Widzę koszulkę chłopaka na łóżku i zapalone światło w łazience. Siadam na łóżku i chwytam w dłoń materiał. Jest cały uświniony od ziemi. Gdzie on się szlajał, że się ubrudził.
Po paru minutach drzwi łazienki się otwierają, a po chwili w kłębach pary wychodzi zza nich blondyn. Nie zauważa mnie i podchodzi do szafki, by sięgnąć ubrania. Lustruję go wzrokiem, jest tylko w dość krótkim, opasanym luźno na biodrach, białym ręczniku. Z jego ciała skapuje jeszcze woda, a włosy opadają mu na czoło.
- Czego szukasz? - pytam, gdy przekopuje szafę.
- Uh? Sakura? - przekręca głowę, a jego lazurowe oczy wpatrują się w moje - Jak długo tu jesteś?
- Parę minut. - pokazuję mu koszulkę - Tego szukasz?
- Tak. - podchodzi do mnie i zabiera ją z rąk.
- Co się stało? - marszczę brwi.
- Nic. Potknąłem się. - uśmiecha się głupio. Mrużę na niego oczy.
Chłopak odwraca się do mnie plecami, przez co moje oczy się rozszerzają.
- Stój. - mówię, a on to robi. Wstaję z łóżka i stoję przy jego boku.
- Hmm? - spogląda na mnie, przeczesując palcami włosy.
Kładę mu rękę na umięśnionym brzuchu, a drugą w okolicach łopatki. Chłopak krzywi się lekko.
- Co sobie zrobiłeś, Naruto? - pytam z troską.
- Mówię, że się potknąłem.
- To wygląda jakbyś, uderzył w coś i to z dużą siłą. - przejeżdżam opuszkiem palca po sinym miejscu. - Naruto, co zrobiłeś? - pytam bardziej surowo.
- Nic. Mówiłem, że się potknąłem. - wzrusza ramionami.
- Wiesz, że ci nie wierzę..
- Wiem, ale będziesz musiała, bo nic innego się nie stało. - mruknął i odwrócił się do mnie przodem. - Jest wszystko w porządku. Okej? - całuje mnie w czoło.
- Okej. - obejmuje mnie ramionami - Ej, jesteś mokry.
- Prawie nie. Jestem taki gorący, że woda paruje, gdy się ze mną zderzy. - uśmiecha się szeroko.
- Głupek. - mamroczę i wtulam nos w jego pierś.
- To bolało. - pociąga specjalnie nosem. - Teraz jest mi smutno.
- Oczywiście. - obejmuje go w pasie i bardziej wtulam się w jego ciepłe ciało.
- Hmm..
- Hm, co?
- To pewnie dziwnie wygląda.
- Zależy co.
- Przytulasz się do mnie, kiedy ja jestem tylko w ledwo mnie zakrywającym ręczniku.
- Bez przesady, nie tak ledwo zakrywającym. - wywraca oczami i śmieje się cicho, przez co jego klatka wibruje.
- Ale i tak to pewnie dziwnie wygląda.
- Pewnie tak, ale mnie to nie obchodzi.
- Mogę się już ubrać? - pyta po chwili.
- Nie.
- Ale mi zimno..
- Niedawno uważałeś, że jesteś gorący. - znów się śmieje.
- Bo tak jest, ale nie jestem odporny na zimno. - odsuwam się od niego niechętnie, on uśmiecha się przelotnie i idzie z ubraniami do łazienki.
Kładę się w tym czasie na łóżku, bo nie mam co robić i włączam telewizor.
- Co dziś robimy? - słyszę głos blondyna. Zerkam na niego kątem oka.
- Było ci zimno, a przyszedłeś bez koszulki.
- Przyszedłem tak, bo wiem, że lubisz podziwiać widoki.
- Zacznijmy od tego, że nie ma co podziwiać. - uderzam palcem w jego pierś.
- Cokolwiek, jeśli to sprawi, że poczujesz się lepiej, kochanie. - mruczy i wisi nade mną. - Co dziś robimy?
- Nie mamy nic do roboty. Po prostu przeżyjmy ten dzień, jak normalni ludzie. - jego usta drgają w uśmiechu.
- Okej, więc jako normalny człowiek, co powinienem zrobić z moją narzeczoną? - unosi jedną brew.
- Nie wiem. - zwracam uwagę ponownie na film.
- Nie ma oglądania. - przesuwa się tak, że zakrywa mi ekran.
- Hej, oglądałam to! - marszczę nos niezadowolona.
- To teraz pooglądasz mnie. - porusza zabawnie brwiami.
- Jesteś głupi. - mruczę i próbuję dostrzec coś zza jego ramienia. Jednak bez skutku.
- Ale za to mnie chyba kochasz, co? - wywracam ponownie oczami. Chichoczę, gdy trąca mój nos swoim. - Za co mnie kochasz? - pyta.
- Za to jaki jesteś. - szeptam i wplątuje palce w jego gęste włosy.
- To znaczy?
- Za wszystko. No, co mogę ci powiedzieć. Od twojej osobowości i charakteru po wygląd.
- Mam przecież nieznośne wady.
- Nawet je kocham. I nie są nieznośne. - cmoka moje usta.
- Tak się ostatnio zastanawiałem, i doszedłem do wniosku, ze trzeba by się jakoś spotkać z naszymi przyjaciółmi i no wiesz powiedzieć im. A ja zwłaszcza Lee. - na ostatnie zdanie wywraca oczami, ale uśmiecha się radośnie.
- Mhm.
- Trzeba by jakąś domówkę zrobić.
- Tak, trzeba by. - uśmiecha się jeszcze szerzej.
- Co tak patrzysz? Mam coś na twarzy? - unosi brwi do góry.
- Nie. Po prostu na ciebie patrzę? - mruży na mnie podejrzanie oczy i sprawdza dłonią czy nie ma nic na buzi.
- Na pewno nic nie mam?
- Na pewno. - uśmiechamy się do siebie jak para głupków. - Kocham twój uśmiech. - jego twarz pokazuje, że go tym zaskoczyłam.
- O twoim mógłbym powiedzieć to samo. - pochyla się i składa krótki pocałunek na moich ustach. - Jesteśmy cholernie ckliwi.
- To prawda.
- Pewnie uznają nas już za parę dziwaków.
- Z pewnością.
- Gdzieś musi być podstęp, za bardzo się ze mną zgadzasz.. - mruży ponownie oczy i opiera się na łokciach obok mojej głowy, przez co jest bliżej. - Gadaj, co byś chciała, albo co zepsułaś.
- Słucham?! - wybucham śmiechem - Nic nie chcę i nic nie zepsułam. - zwalam go z siebie i siadam na jego brzuchu okrakiem.
- Oczywiście.
- Ty masz czelność mi nie wierzyć? - przykładam rękę do piersi - To mnie rani. - pociągam nosem, a on się zaczyna głośno śmiać. - Zamknij się. - krzyżuje ręce.
- Okej, okej. - chichocze cicho i w końcu milknie, jednak wpatruje się we mnie z bananem na twarzy. Wyciąga w moją stronę rękę i targa mnie po włosach, a z jego ust ponownie wyrywa się chichot.
- Naruto. - warczę - Nie rozwalaj mi włosów. - próbuję je jakoś poprawić, ale bez skutku. Chłopak podnosi się i próbuje mnie pocałować, ale mu się nie daje i przekręcam głowę w bok, przez co jego usta stykają się z moim polikiem.
- Zadziorna dziś jesteś.
- Bo mnie wkurzyłeś.
- No przepraszam, daj buziaka. - robi ustami dzióbek,
- Naruto, wyglądasz jak ryba, - zaczynam się śmiać i odciągam jego twarz od mojej.
- Wcale nie. - chwytam go za twarz i ściskam poliki.
- Karpik. - puszczam go i ponownie zaczynam się głośno śmiać.
- To bolało, nieczuła babo. - masuje obolałe miejsce z zirytowaną miną. - Teraz pocałuj. - chwytam jego szczękę i całuję oba poliki po czym się odsuwam. - Ej. - robi niezadowoloną minę.
- Nie jestem ej.
- Ale nie chciałem tam. Chcę tu. - pokazuje na swoje wargi.
- Zapomnij. - robi smutną minę dziecka, które nie dostało zabawki. - To na mnie nie działa.
- Daj mi chwilę. - unoszę brwi i patrzę na niego wyczekująco, a on po chwili robi najsłodszą minę jaką widziałam. - Dasz buziaka?
- Nie. - mówię twardo.
- To sam sobie wezmę. - szybko się podnosi i mnie całuje, ale walczę ze sobą i go nie odwzajemniam. On uśmiecha się podczas niego. - Nie opieraj się, kochanie. - łapie w dłoń mój policzek, a ja no cóż, ulegam i odwzajemniam go.
- Nie ciesz się tak. - mówię i schodzę z niego i kładę się obok na brzuchu.
Blondyn przesuwa się do mnie, kiedy ja przeglądam coś w telefonie. Przekręca palcem moją głowę w jego stronę i całuje powoli i słodko. Jego ręka jest na moim udzie, ale wędruje ku górze i spoczywa na moim tyłku. Kładę wolną rękę na jego mostku i przesuwam w dół paznokciem.
- Nawet o tym zapomnij. - mruczę, gdy nasze usta odsuwają się minimalnie od siebie.
- Za kogo ty mnie masz? - pyta nie dowierzając.
- Za mojego blondynka, który jest niewyżyty.
- Słucham? Niewyżyty? Ty ostatnio zaatakowałaś mnie w łazience. I to ty po pijaku masz chcice. - mówi rozbawiony, a na moje poliki wpływa ogromny rumieniec.
- Spadaj. - mamroczę pod nosem - Teraz to kompletnie o tym zapomnij. - odwracam się do niego plecami, a on jęczy niezadowolony.
- Kochanie, no.
- Nie.
- Przepraszam. - mówi przytulając mnie mocno - Wiem, że jesteś wstydliwa i w ogóle.
- Teraz to spadaj. - skupiam się na moim telefonie i ignoruję niebieskookiego.
Jego dłoń bezczelnie znajduje się na moim udzie, a po chwili podnosi nią moje nogi i sam wsuwa pod nie jedną ze swoich. Gdy ponownie je kładzie, znajdują się one na jego wewnętrznym udzie, zamiast na kołdrze. Przysuwa się do mnie jeszcze bliżej, że jego klatka jest tuż przy moich plecach, tak jak i jego biodra przy moich.
- Co robisz? - pytam, gdy jego dłoń przesuwa się na mój brzuch.
- Przytulam się do ciebie. - nigdy tak nie leżeliśmy, ale jest to wygodne. - A ty co robisz w telefonie?
- Odpisuję Ino.
- A co takiego? - podnosi głowę, ale ja szybko blokuję telefon.
- Nic.
- Uh, znowu o mnie? - mamrocze, ale ja nie odpowiadam, choć jest to zgodne z prawdą. - Nie martw się, ja cię nie wymęczę, prędzej ty mnie. - chichocze i chowa twarz w mojej szyi.
Jak on..?
- Nie chodzi o to. - kłamię - Nie pochlebiaj sobie.
- To jest takie oczywiste. Ino myśli tylko o jednym, zwłaszcza kiedy jesteśmy razem, sami. - ostatnią część zdania szepta mi do ucha, a moje ciało zaczyna drżeć.
- Ta, jasne. - staram się mówić normalnym głosem.
- Oboje wiemy, że poniekąd to prawda o czym myśli Ino. - mruczy i całuje moją szyję. - Prawda? - przesuwa po niej językiem, a potem znowu obcałowuje. - Zgadasz się ze mną, kochanie? - ręka na moim brzuchu kieruje się ku górze, a druga ręka jest między moimi udami, ale nie rusza się nawet o milimetr. Niebieskooki zaczyna schodzić z pocałunkami niżej, na odkryty obojczyk. - Co o tym sądzisz? To chyba prawda. - czuję jak się uśmiecha w moją skórę, a jego dłoń na mojej klatce, zatrzymuje się tuż pod piersią. - Kochanie, umiesz mówić. Odpowiedź mi. - mówi zachrypniętym głosem. Odsuwa moje włosy z szyi na bok, by miał do niej lepszy dostęp. Dłoń znajdująca się między moimi nogami, ściska udo i trze je kciukiem. - Mam znaleźć sposób, byś to powiedziała? - milczę i próbuję chłonąć jak najwięcej odczuć przez jego odurzającą bliskość. Dłoń z uda przesuwa się na zamek spodni i go odpina. Odsuwam się w tył z dala od jego dłoni, ale tym samym zderzam się z jego biodrami i przyrodzeniem, które już mocno się uwypukliło. Słyszę, jak szybko wciąga powietrze.
- Chyba. - mówię przeciągle z jęknięciem, kiedy ściska moją pierś.
- Tak trudno było powiedzieć? - odsuwa ręce ode mnie, tak samo po chwili odsuwa swoją klatkę piersiową i biodra od moich.
Odwracam się szybko i przyciskam usta do jego. Obejmuje mnie i jedną z dłoni kładzie na moich pośladkach, które ściska. Korzystając z tego, że otworzyłam usta przedziera się do nich językiem.
Jedna z moich dłoni przejeżdża, jak wcześniej, paznokciem od mostka w dół, zatrzymując się przy linii spodni. Przesuwam dłoń na zapięcie i je odpinam. Odsuwam na bok materiał spodni i wędruje ręką po linii białych bokserek do jego pleców. Zniżam rękę i wbijam paznokcie w jego tyłek tak, jak on w mój. Blondyn uśmiecha się przez pocałunek, ale nadal go kontynuuje. Druga ręka chłopaka, znów wędruje jak wcześniej od brzucha w górę. Przygryzam jego dolną wargę i pociągam delikatnie w swoją stronę, po czym puszczam. Chłopak się uśmiecha i przewraca mnie na plecy. Usadawia się między moimi nogami i ponownie całuje. Ściskam mocniej jego pośladki, a on słodko mruczy. Cholera, może to zabrzmi dziwnie, ale kocham jego tyłek. Odsuwam swoje wargi od jego i schodzę z pocałunkami na linię jego szczęki i szyję. Gdy przesuwam po niej językiem, tak jak on wcześniej, zaczyna hiper-wentylować. Dokładnie tak jak osoby, które rozmawiają z osobą w której się zabójczo zakochały. Uśmiecham się przelotnie.  Jego dłoń ponownie ściska moją pierś, przez co przygryzam lekko jego skórę. Moja druga dłoń dołącza się do pierwszej i ląduje na jego tyłku. Klatka chłopaka coraz szybciej się wznosi i opada. Powracam do całowania jego szczęki, po której również przesuwam zębami. Z gardła blondyna wyrywa się gardłowy jęk, a jego mięśnie coraz bardziej się napinają.
- Przystopuj, mała. - mówi zachrypłym głosem i chwyta między kciuk, a palec wskazujący mój podbródek i unosi go ku górze. Ściskam mocniej jego pośladki, a on się śmieje. - Robisz się niegrzeczna, kochanie. - robię niewinną minę, a on znowu się śmieje. - Komuś się chyba spodobał mój tyłek, co? - wzruszam ramionami i przesuwam po nim paznokciami. Przysuwa swoje biodra do moich i całuje mnie krótko - Cholerne spodnie, zaraz mi spadną. - mruczy.
- Taki jest mój plan. - całuję go z zaskoczenia.
- Ej, zaraz obiad! - ktoś krzyczy zza drzwi, a my się szybko od siebie odsuwamy.
- Okej! - odkrzykuję. Naruto znajduje się na drugim końcu łóżka i jest cały czerwony. - Zawsze przerywają. - wywracam oczami i zbliżam się do zdezorientowanego chłopaka. Wplątuje palce w jego włosy i go całuję. Gdy się odsuwam on jest bardziej czerwony. - Co jest? - chichoczę cicho i kładę dłonie na jego umięśnionym brzuchu.
- Eee..  - patrzy gdzieś w bok. Domyślając się o co może mu chodzić zerkam w dół.
- O Boże! - krzyczę. On zatyka mi usta dłonią.
- Cicho. - mamrocze i spogląda na mnie.
- Tu ci chyba nawet ręka nie pomoże. - klepie go żartobliwie w polik.
- Ha, ha, ha. Śmieszne. Może użyję twojej, co?
- Chyba tym razem nie skorzystam. - mówię, a mój wzrok znów kieruje się w dół. - To ci zaraz wyjdzie z tych spodni. - mówię.
- Trzeba wstać. - mruczy i powoli się podnosi, spodnie prawie zjeżdżają, i pokazują krągły tyłek. Szybko się poprawiam i zapinam spodnie. - Uh.
- Co się stało? - podchodzę do niego.
- Nic. - mamrocze. - Zapiąć spodni nie mogę.
- Mam ci pomóc? - patrzy na mnie jak na nienormalną.
- Lepiej, żebyś tego nie robiła. - mówi i siłuje się z nim dalej. Po paru próbach w końcu mu się to udaje. Patrzę na niego niezbyt przekonana.
- Ale jak to wyjdzie, to masz przerąbane. - wskazuje na niego palcem, a on wywraca oczami.
- Wyjść i wejść może gdzie indziej, kochanie. - zatykam usta dłonią i sięgam po poduszkę, którą zaraz obrywa.
- Jesteś sprośny. - on zaczyna się głośno śmiać.
- Zaraz po tobie, kochanie.


***
Przepraszam, że tak długo notki nie było, ale wiecie, jak to jest - szkoła + wcześniej mi się drugi raz monitor rozwalił. Potem miałam coś robione z komputerem i nie miałam jak pisać.
Tą notkę pisałam dzisiaj, od początku do końca, i postaram się częściej coś wstawiać, choć nie ręczę, bo mam dużo nauki od początku roku. A jak się zagapię i posypią mi się jedynki, to już się z tego nie wygrzebie, a wtedy nie będzie nawet mowy o tym, żebym coś wstawiała. Także, mam nadzieję, że to zrozumiecie.
Pozdrawiam, Jesy

wtorek, 16 września 2014

~Jednopartówka: "Wróć do mnie"

To nie kolejna część. Coś się popsuło i musiałam opublikować na nowo, bo cofnęło się do wersji roboczych, ale komentarze zostały tak jak były wcześniej wstawione. Zaraz naprawię zakładkę rozdziały.
***

Występują: Naruto, Sai, Shino, Sasuke, Minato, Sakura oraz Matka Sakury (nie mogłam znaleźć żadnych imion).
Zastrzeżenia: Wątek heteroseksualny, ale jest przeplatany homoseksualizmem.
Opis: Normalna rzeczywistość, świat. Bez mangi, anime, nie ma z nią powiązania. Historia na przestrzeni lat, opis w 3 os. l. poj. Cała historia składa się z kilku części.
***
Część I
Rok 1999
Blondyn od samego rana był podekscytowany, dziś odbiera dyplom i po wakacjach idzie do pierwszej klasy podstawówki. Jego ojciec już od rana przeszukuje szafę, aby syn jak najlepiej wypadł. Przy okazji daje mu kazanie.
- Naruto tylko bez krzyczenia, jakiś dziwacznych gestów i co najważniejsze nie popisuj się. Tylko idź po dyplom, uśmiechnij się i usiądź, dobrze?
- Tak tatusiu. 
- Wspaniale! - krzyknął po chwili, gdy zapiął już wszystkie guziki koszuli u syna.
- Tatusiu, ktoś puka do drzwi.
- Ach..racja. - podszedł do drzwi, a za nim blondynek.
W drzwiach stała wysoka brunetka, a za nią różowowłosa dziewczynka. Podczas rozmowy dorosłych niebieskooki podszedł do dziewczynki i wyciągnął do niej rękę.
- Cześć! Jestem Naruto, a ty? - uśmiechnął się szeroko.
- Sakura. - odwzajemniła uśmiech.
- Idziesz po odebranie dyplomów?
- Mhm.
- Chodźmy razem! Tatusiu - potrząsnął ręką ojca - czy Sakura może iść z nami? Proooszę!
- Oczywiście synku. Wejdźcie proszę. - przepuścił w drzwiach matkę dziewczyny oraz dzieci.
Naruto złapał różowowłosą za rękę i zaprowadził do swojego pokoju, gdzie się zaczęli bawić. Rodzice w tym czasie poznali się lepiej, okazało się, że matka wprowadziła się z córką niedawno i nie znają tak dobrze sąsiadów, ale słyszała, że tu właśnie mieszka ojciec z synkiem w wieku Sakury. Postanowiła więc ich poznać. 
Tak właśnie zaczęła się ich przyjaźń.
Trzynaście lat przyjaźni, bycie razem w tej samej klasie od skończenia przedszkola.
Trzynaście lat..szmat czasu.
Trzynaście lat świetnej zabawy.
Trzynaście lat przychodzenia do siebie obojętnie czy jest dzień czy noc.
Trzynaście lat wspólnych marzeń.
Trzynaście lat odkrywania siebie nawzajem.
Trzynaście lat traktowania się jak rodzeństwo.
Trzynaście lat ukrywania tajemnic. 
Trzynaście lat oszukiwania samego siebie.
Trzynaście lat, które mimo wszystko były wspaniałe.
Trzynaście lat..szmat czasu, prawda?

Oboje się zmieniali, na lepsze. Każdego dnia spotykali się, albo on przychodził do niej, albo ona do niego. Z czasem zauważyli, że tak naprawdę nie mogą bez siebie żyć. Wiedzieli o sobie wszystko. Każdy szczegół. Kiedy ona była w tarapatach ratował ją, a kiedy on coś przeskrobał w szkole pomagała mu, a później śmiali się z tego. Każdego wieczoru, gdy ojca blondyna nie było, dziewczyna przychodziła do Naruto i spali razem. Może wydać się to dziwne? Ale przypomnij sobie, że kiedy byłeś młodszy nie było żadnych podtekstów, żeby z kimś spać. Tu także ich nie było, nawet kiedy był czas, że dojrzewali. Na pierwszym miejscu zawsze była przyjaźń, na kolejnych miejscach wszystko inne. Wspominane było, że nie mogli bez siebie żyć? Tak, racja. Wiecie, co? Po nocach, rozmawiali ze sobą i mówili o najskrytszych marzeniach, aż w końcu obiecali sobie, że pójdą razem do tej samej szkoły średniej i nigdy się nie rozstaną, że będzie ich zawsze łączyć przyjaźń, nierozerwalna przyjaźń. Czy było to możliwe? Czy było możliwe dotrzymanie tej obietnicy? Przez parę lat tak, ale później..zdecydowanie nie. Wtedy pojawiły się pierwsze kłamstwa, pierwsze próby oszukania samego siebie..

Rok 2012
Osiemnaście lat.. To chyba wiek, który cieszy wszystkich. W końcu jesteś pełnoletni, nie musisz nikogo się słuchać, jesteś wolny. Nie ma zakazów, nakazów, samowolka. Ktoś pomyśli: "super, mogę wszystko", ale to gówno prawda. Spytasz: "czemu?" już ci mówię. Po co samowolka, skoro jak coś spieprzysz nie masz nikogo? Przeholujesz, stracisz kogoś i co? Kto ci pomoże? Jesteś wtedy w ciemnej dupie mówiąc wprost. Więc po co się cieszyć? Po co szpanować, że masz alkohol, trawkę i możesz tego używać do woli? Wiesz? Ja też nie. 

Naruto siedział na łóżku dziewczyny z telefonem w ręku, czekał aż dziewczyna się przebierze. Tak, przebierała się przy nim. Dla nich to nie było nic dziwnego. Z resztą nie wstydziła się go. Był uznawany za geja. Tak. Niebieskooki miał problem z orientacją i raz z kolegą Sai'em chcieli to sprawdzić, no i cóż..sprawa wyszła i był uznawany za geja, do dziś jest. Sam w to uwierzył. Jednak ostatnio zauważył, że coś zaczęło dziać. Inaczej reagował na jej obecność niż wcześniej. Próbował to ignorować, ale nie dawało mu to spokoju. Jego ciało go zdradzało. Czyżby zmieniła się jego orientacja?

Część II
Egzaminy, egzaminy, egzaminy. Tylko to im w głowie. Jest kwiecień, Naruto jak i Sakura zakuwają całe dnie i noce, by wyjść ze szkoły z jak najlepszymi wynikami. Nie mają czasu na rozrywkę, choć i tak często zamiast uczyć się wspólnie, to wygłupiają się. 
- Naruto... - mruknęła.
- Hmm?
- Chodźmy do Shino na tą imprezę trzeba się trochę rozerwać! - szturchnęła go łokciem w żebro.
- Po co? A no tak..ten Sasuke? Hmm? - ledwo wypowiedział jego imię.
- Może. - zarumieniła się.
- Pamiętaj, że ja wiem wszystko, mała. - pochylił się nad nią poruszając zabawnie brwiami. - Chodzi o niego?
- Taaaak.
- Nie lubię go. - westchnął.
- A kogo ty lubisz?
- Nikogo.
- A mnie? - wstała.
- Przecież ja cię kocham, jesteś dla mnie jak siostra - ile by dał, żeby nie mówić o siostrze.. - A ty mnie lubisz?
Kochał ją, ale już nie jako siostrę, kochał ją jak mężczyzna kobietę. Chciałby jej powiedzieć, ale..bał się. Z resztą ona upatrzyła już sobie kogoś..a jemu zależy na jej szczęściu. Nie ważne jakim kosztem. 
- Kocham - pocałowała go w policzek - to pójdziemy? Proszę!
- No dobrze już dobrze.. Ubieramy się.
- Dziękuję! - rzuciła się mu na szyję zamykając w niedźwiedzim uścisku.
- Tak, oczywiście uduś mnie.. - westchnął cicho i odwzajemnił uścisk.
Tak bardzo chciał ją mieć przy sobie cały czas, móc całować, dotykać, przytulać, szeptać czułe słówka bez przerwy. Jednak to było niemożliwe. Niestety.
Po kilku minutach byli na domówce, był tam również Sasuke o którym nie tak dawno wspominała różowowłosa. Uzumaki cały czas ją pilnował, nie chciał, żeby upiła jednak.. Miała te osiemnaście lat i mogła robić co chciała. Mimo to próbował. Usiadł na kanapie między dwoma zjaranymi facetami. Próbowali dać mu trawkę i piwo, ale odmawiał z sztucznym uśmiechem. Odmawiał do czasu, gdy zobaczył Sakurę i Sasuke całujących się poczuł ukłucie po lewej stronie klatki piersiowej. Nie miał już nic więcej do stracenia. Stracił ją. To wystarczyło. Wziął od siedzących obok facetów wszystko co dawali i się zjarał. Jednak zielonooka nie była w lepszym stanie była zlana w trupa. Po chwili namysłu zamówił taksówkę, wziął ją na ręce i zabrał do siebie do domu. Nikogo nie było, Minato wyjechał na parę dni więc dom był pusty. Blondyn delikatnie położył dziewczynę na łóżku i poszedł się przebrać. Gdy wrócił Haruno siedziała na łóżku pocierając pięścią oko.
- Huh..?
- Idź spać, mała.
- Dasz mi jakąś koszulkę? 
- Jasne. - podał jej czarną bluzkę z napisem ''Nike''.
- Dziękuję - przebrała się i położyła.
- Nie ma sprawy. Śpij.
- Położysz się ze mną? - oparła się o poduszki.
- Tak, za chwilę przyjdę - ruszył do łazienki, by przemyć sobie twarz.
Gdy wrócił do pokoju różowowłosa spała. Położył się obok obejmując ją ramieniem. Dziewczyna poruszyła się delikatnie, odwróciła do niego twarzą, miała otwarte oczy, jednak nie spała. Niebieskooki uśmiechnął się do niej delikatnie. Po chwili poczuł jej dłoń pieszczącą jego policzek. Przytuliła się do niego, a gdy podniosła głowę pocałowała. Zdziwiony, ale jednocześnie zadowolony chłopak odwzajemnił pocałunek. Pochylił się nad nią lekko pogłębiając pocałunek, Haruno objęła dłońmi jego jego kark przysuwając bliżej siebie..

Następnego dnia obudził ją Naruto, który wszedł do pokoju z dwoma kubkami parującej kawy w dłoniach. 
- Dzień dobry. - powiedział i się uśmiechnął - Długo spałaś.
- Dobry.. Która godzina?
- Dwunasta.
- Nic prawie nie pamiętam z wczoraj..
- A co pamiętasz?
- Wszystko do momentu kiedy byłam z Sasuke a później..ciemność. Nic nie pamiętam.
- Aha. - niebieskooki czuł się jak wrak człowieka, nie pamiętała tego..
I co teraz?

Część III
Rok 2013
Codzienna rutyna wstawanie rano, włączenie ekspresu do kawy, krótkie "cześć" do różowowłosej, zignorowanie Sasuke i wyjście do pracy. Początkowo Naruto mieszkał tylko z Sakurą, a później przyczepił się do nich Sasuke. W końcu Haruno to jego dziewczyna.. 
Uzumaki nie jest w najlepszym stanie, oprócz wyjścia do pracy siedzi na fotelu i ogląda filmy na laptopie, a oni w tym czasie wychodzą, bawią się.. On nie chce, nie chce widzieć ich razem..
Ale jednak znosi ten widok każdego dnia..
- Naruto może pójdziesz z nami? 
- Nie, idźcie sami. Ja mam filmy.
- Ale ciągle siedzisz w domu.. Chodź z nami. Martwię się o ciebie.
- Nie ma o co się martwić, idźcie sami. Naprawdę. Leć już. - uśmiechnął się delikatnie.
- Dobra, chodź kochanie. Jak nie chce iść to niech nie idzie. - burknął Sasuke, dziewczyna skarciła go tylko wzrokiem. Pocałowała blondyna w polik i wyszła.
Po ich wyjściu Uzumaki podwinął rękawy bluzy, przyjrzał się bliznom na nadgarstkach niektóre były jaśniejsze niż kolor jego skóry, inne były świeże. Ciął się. Miał ku temu powód. Przez to mógł znieść towarzystwo Haruno z Uchihą. 
Jak zawsze przeglądał internet aż wpadł na stronę "describeyourday.com" wczytał się bardziej w treść. Był to konkurs, zasady były proste, trzeba było opisać swój dzień. Na pewien okres czasu. Kto najlepiej napisze wygra ciekawe nagrody. *Co mam do stracenia?* pomyślał i się zaczął się zapisywać tylko kwestia nazwy..przecież nie napiszę Naruto.. Po chwili namysłu wymyślił "Chris". Od razu napisał pierwszą notkę.

24 czerwca 2013
"Rutyna Ona wychodzi z Nim, nie ze mną. Cicho płaczę, jestem wrakiem człowieka. Uznasz to za użalanie się nad sobą? Okej. Proszę bardzo. Nie masz takiej sytuacji jak ja. Wszyscy myślą, ze jestem gejem, ale nie jestem nim. Sam kiedyś myślałem, że nim jestem. Pomyliłem się, przez ten błąd nie mogę być z nią. To boli. Bardzo boli. O wiele bardziej niż świeże rany na nadgarstkach. Kocham Ją. Wciąż jej to mówię, ale ona odbiera to jako przyjacielską miłość. A ja kocham ją jak mężczyzna kobietę, tak samo ją pożądając. Czy to jest chore? Czy można nazwać psychicznie chorym człowieka, który w swoim życiu się zagubił i do teraz nie może się znaleźć? Ja nie wiem. Jeśli Bóg jest przy mnie, proszę Go, aby wskazał mi dobrą drogę."

Z każdym kolejnym dniem było coraz gorzej.. Posty były straszniejsze.

15 listopad 2013
"Albo zwariowałem, albo oni chcą wziąć ślub. Jeśli wezmą mnie na drużbę załamie się. Będę przy jednym z momentów który ludzie nazywają najszczęśliwszym w życiu, dla kogo będzie szczęśliwy dla tego będzie. Z każdym dniem cierpię coraz bardziej. Czy naprawdę robię źle trzymając się z boku? To chyba wszystko co dziś napiszę, nie mam sił. Wracam do swoich obowiązków. Nie wiem kiedy jeszcze napiszę. Jak na razie pozostaje mi patrzenie."
Pierwszy raz od dłuższego czasu spojrzał na komentarze, było ich naprawdę dużo.

Komentarz 234:
" Nie poddawaj się, powiedz jej co czujesz. Zawsze jest ryzyko, ale nie można żyć w niepewności! Musisz zaryzykować inaczej nigdy nie zaznasz spokoju. Zuu"
Komentarz 311:
" Wszyscy tutaj zgodzą się z tym co napiszę. Musisz jej powiedzieć, nie ma innej opcji. Sam siebie niszczysz ukrywając to. Uciekasz od prawdy, bo się jej boisz, ale powiedz mi co Ci po tym? Nic, tylko nowe rany na nadgarstkach.. Peter "

Niebieskooki oparł się wygodnie o ścianę, zastanawiając się nad tymi wszystkimi komentarzami. Powiedzieć jej? Wielokrotnie pukał do jej drzwi chcąc powiedzieć co czuję, ale gdy otwierała wychodziło na to, ze przychodzi w przyjacielskich sprawach. 
Może i by powiedział kiedyś, ale zawsze i tak była przeszkoda - Sasuke. Unikał go, rozmawiał w konieczności, nie lubił go. Nie ufał mu.
- Naruto! - zawołała zielonooka.
- Hmm? 
- Mogłabym pożyczyć twojego laptopa? Bo mój się zepsuł.
- Jasne. - powiedział i wyszedł do pracy.
Sakura była sama w domu, chciała po prostu obejrzeć film, a jej komputer nie działał z resztą Naruto miał ich całą kolekcje. Jej uwagę przykuła strona jakiegoś bloga na pulpicie, wiedziała, że nie powinna, ale weszła. Zapoznała się z zasadami i przeczytała jego pierwszą notkę, potem kilka kolejnych. On ją kochał? Przez te wszystkie lata..oszukiwał ją. Pomyślisz, teraz z nim porozmawia. Ale nie. Ona skopiowała link i wysłała sobie na pocztę. Stwierdziła, że przeczyta wszystkie notki do końca. 
Jednak nie wyszło jej to na dobre. On się ciął, przez nią.. Przeczytała wszystkie do końca. To było niemożliwe.. Nigdy nie widziała żadnych śladów, choć zawsze nosił bluzy.. Tak, chował je! Musiała z nim porozmawiać. Tak. Nie mogła pozwolić na to, by dalej się okaleczał. 
Naruto wrócił późno z pracy, nigdzie nie zauważył jednak dziewczyny.
- Gdzie Sakura? - spytał kruczowłosego.
- U ciebie w pokoju zasnęła, chciała z tobą porozmawiać, nie miałem serca jej budzić
Uzumaki zerknął do pokoju, rzeczywiście spała. Poszedł pod prysznic. Wrócił w samych bokserkach i położył się obok. Czuł ciepło jej ciała, słodki zapach..dla niego ona była jak narkotyk. Momentalnie zasnął przytulony do jej pleców.
Następnego dnia obudził się sam. Przetarł oczy i ruszył do kuchni. Była tylko ona.
- Cześć - pocałował ją w policzek.
Ten drobny gest dla niej nic nie znaczył, a dla niego był po prostu wszystkim.
- Hej - uśmiechnęła się do niego.
- Sasuke mówił, że chciałaś wczoraj ze mną porozmawiać. O czym?
- To za chwilę, dobrze?
- Mhmm..
Ta chwila trochę się przeciągnęła. Naruto poszedł do pracy, gdy wrócił nikogo nie było w domu, jak zwykle. Mimo, że powinni już być. Powinna ona. Poczuł wibracje w kieszeni, wyciągnął telefon.
Od: Sakura x
Przepraszam mieliśmy porozmawiać, ale naprawdę nie mogę dziś tego zrobić. 
Do: Sakura x
Nie ma sprawy :) Jutro porozmawiamy.
Od: Sakura x
Naprawdę przepraszam, mam dziś rocznice z Sasuke i po prostu nie mogę..
Długo zastanawiał się nad odpowiedzią w końcu napisał "ok" i wyłączył telefon. Była dwudziesta druga. Spokojnie obejrzał sobie dwa filmy, napisał kolejną notkę:
"Mieliśmy porozmawiać. Ja i Ona, ale jak zawsze stoi między nami przeszkoda. On. Mają rocznicę. Dlaczego to tak boli? Sprawia mi to większy ból psychiczny niż fizyczny kiedy wezmę coś ostrego w dłoń. Ponownie spytam: Dlaczego ja? Czemu to mi się przytrafia? Czemu nie mogę zdobyć się na odwagę i powiedzieć jej, że ją kocham, ale nie jako przyjaciel. Dla mnie to za wiele."
Chłopak złapał za żyletkę i wyrył sobie na nadgarstku literę "S", gdy już miał odłożyć narzędzie do pokoju wpadła Haruno.
- Co ty robisz?!
- Nic czym powinnaś się przejmować - odłożył zakrwawione narzędzie na chusteczkę higieniczną.
- Czy ty oszalałeś?! Spójrz na mnie!
- Nie przejmuj się mną - wymamrotał.
- Jak nie mam! Wiem, że piszesz bloga! Wiem o tym! Proszę cię przestań, bo ja niedługo biorę ślub! - nie zdążyła ugryźć się w język - Naruto.. Ja przepraszam, nie chciałam tego powiedzieć.
- Wyprowadzę się w ciągu tygodnia. Nie chcę wam przeszkadzać.
I zrobił to wyprowadził się do swojego przyjaciela Sai'a z którym nadal miał kontakt mieszkał on razem z Shino. Niebieskooki skończył jak na razie z pisaniem, wstawiał tylko zdjęcia i podpisywał "Z nowymi lokatorami". Haruno nadal śledziła jego blog. Czuła się paskudnie, zerwała zaręczyny, a patrząc na reakcje Sasuke dotarło do niej, że ślub z nim byłby błędem. Mimo, że Uzumaki się wyprowadził to i tak miał bolesne wspomnienia w głowie. Przed snem ciągle miał ją. Nie mógł zasnąć była jak koszmar, ale jednocześnie była marzeniem. Nie mógł tego znieść. Po raz ostatni sięgnął po żyletkę i wyrył sobie napis na prawej ręce "Wróć do mnie". Po jakimś czasie Haruno weszła na blog niebieskookiego. Nic tam nie było, tylko te zdjęcia. 
Napisała komentarz: A co z dziewczyną o której pisałeś i którą podobno kochałeś?
Odpowiedź padła po kilku sekundach: Nie wiem, nadal ją kocham, ale niestety nie dane mi było z nią być choć nadal chciałbym. Nie chcę dalej o tym mówić, wracają niepotrzebne wspomnienia.
*Niepotrzebne wspomnienia? Jestem niepotrzebnym wspomnieniem?* tylko to zdołało przejść jej przez myśl.


Część IV
Rok 2014
Naruto wracał właśnie ze sklepu do domu. Postanowił pójść przez park, dawno tam nie był, a dziś wyjątkowo szybciej kończył pracę. Szedł uliczkami rozglądając się dookoła. Park, niby nic specjalnego, ale był tu ostatnio..może z trzynaście lat temu, czternaście? Później już nie miał czasu wcześniej była szkoła, teraz praca. Niewiele się zmieniło, choć drzewa też już się postarzyły, gałęzie miały dłuższe. Nogi same zaprowadziły go pod starą wierzbę. Blondyn rozejrzał się dookoła, nikogo nie było. Zostawił zakupy na ziemi i wdrapał się na drzewo. Na prawie samym szczycie był stary napis. W pierwszej chwili uśmiechnął się na widok napisu:
Naruto + Sakura = Przyjaźń na zawsze
Jednak po chwili oprzytomniał. Nie widział jej od paru miesięcy. Zeskoczył z drzewa, zabrał zakupy i ruszył dalej. Wychodząc z parku wpadł na rower. Upadł z zakupami w kałużę.
- Bardzo przepraszam - rozpoznał ten głos. - N-naruto?
- Umm..cześć Sakura..
- Przepraszam, że na ciebie wjechałam to przez przypadek, teraz jesteś cały mokry. 
- Nic się nie stało - podniósł się z ziemi zabierając torby.
- Może..chodź do mnie się przebrać?
- Nie trzeba..
- Jestem ci to winna, proszę.
- No dobrze. 
Gdy wszedł do mieszkania, wróciły wspomnienia, bolesne wspomnienia. Można by rzec, że stare rany zaczęły piec. 
Przymknął na chwilę oczy. Przez chwilę wspomniał kilka chwil szczęśliwie tu spędzonych.
Poszedł pod prysznic i ubrał swoją starą koszulkę, którą kiedyś, a może i do dziś nosi dziewczyna. 
- To ja będę się już zbierał...miło było cię ponownie zobaczyć - uśmiechnął się krzywo.
- Nie, proszę zostań jeszcze ze mną, chociaż chwilę..
- No dobrze. - usiadł na kanapie biorąc w dłoń parującą herbatę, którą dla nich zrobiła.
- Co u ciebie? - spytała po chwili podciągając nogi pod brodę.
- Właściwie niewiele się zmieniło.. Nadal ta sama praca, chłopacy są naprawdę w porządku i dogaduję się z nimi, a u ciebie?
- Nie jestem już z Sasuke.
- Rozumiem.
- Kocham kogoś innego.. - blondyn tylko przytaknął głową - Wiesz kto to?
- Nie. 
- Ciebie.
- Rozu..czekaj co? - spojrzał na nią zdziwiony.
- Kocham cię, Naruto. Nie jako przyjaciela, kocham cię jak kobieta może kochać mężczyznę. 
- Naprawdę?! 
- Tak.. - podszedł do niej i ukucnął przy fotelu, przejechał palcami po jej długich włosach i nieznacznie się uśmiechnął.
- Ja też cię kocham, zawsze kochałem. Nie jako przyjaciółkę, kocham cię jak mężczyzna może kochać kobietę. - dziewczyna uniosła lekko głowę, a w jej oczach pojawiły się łzy.
- Przepraszam cię za wszystko. Naprawdę - przysunęła czoło do jego. 
Naruto objął oburącz jej twarz i pocałował delikatnie.
- Tak bardzo cię kocham.. - szepnął jej w usta.

Kilka dni później blondyn ponownie wrócił do mieszkania, które kiedyś tylko przypominały złe rzeczy. A teraz? Jest z osobą, którą kocha i może śmiało powiedzieć, że są razem. 
- Kochanie co robisz? - spytała wchodząc do sypialni.
- Piszę ostatnią notkę.

22 luty 2014
"W końcu znalazłem to czego chciałem. Jest przy mnie. Wiecie co? Ona też mnie kocha, ale już nie jako przyjaciela. Nie mogę opisać słowami jak bardzo jestem szczęśliwy. Odstawiam na bok wszelkie ostre przedmioty, koniec z tym! Dziękuję wam wszystkim za to, że czytaliście to wszystko i wytrwaliście, jak i komentowaliście i staraliście wesprzeć. Naprawdę. Dla wszystkich ludzi, którzy znajdą tego bloga, a będą w podobnej sytuacji mam radę: Wszystko jest możliwe, trzeba tylko uwierzyć i stawić wszystkiemu czoła. To już moja ostatnia notka tutaj. Żegnam. Chris, a raczej Naruto."
- Mam do ciebie prośbę - podeszła do niego.
- Jaką? - wzięła jego ręce i podwinęła rękawy bluzy po czym dokładnie im się przyjrzała, na lewej dłoni były same sznyty, a na prawej stary napis "Wróć do mnie". Pocałowała każdą z blizn.
- Nie rób tego więcej.
- Dobrze. Więcej tego nie zrobię, obiecuję. - przyciągnął ją do siebie muskając ustami jej wargi, a później szyję. - Naprawdę nie mogę w to wszystko uwierzyć.
- W co dokładnie?
- W to, że jesteś tu, tak blisko i mogę bez wahania cię pocałować, dotknąć...- zielonooka szeroko się uśmiechnęła.
- To musisz się przyzwyczaić, bo ja nigdzie się nie wybieram.

Czy to naprawdę możliwe? Tutaj tak. Szczęściem nie zawsze jest coś, ale ktoś. On to zrozumiał i znalazł już dawno temu, tylko bał się sięgnąć po nie ręką. Jednak zaryzykował. Nie zawsze udaje się nam coś zyskać, ale warto próbować, bo naprawdę warto. 


***
Dziś tak nastrojowo, przepraszam wszystkich, ale nie będzie już dziś żadnej noci na blogu! Tak długo zajęło mi pisanie tej jednopartówki, że już nie mam czasu!
Przepraszam.