sobota, 19 listopada 2016

Niepunktualna autorka - czytaj JA.

Wiem, że miałam wstawić coś w listopadzie. Wiem. Ale nic nie ma.
Co mogę powiedzieć? Przepraszam, że znowu musicie tyle czekać.
Nie chcę zamydlać Wam oczu, ale dla ścisłości napiszę powód mojego braku czasu - dla zainteresowanych:
Otóż zaczęłam pracę jakiś czas temu i mam ją do końca listopada. Wzięłam na siebie za wiele; mam prawo jazdy do zrobienia i czekają mnie same egzaminy, zajęcia kończę o piętnastej, a na szesnastą mam pracę do godziny dwudziestej drugiej - z czego w domu jestem przed dwudziestą trzecią i jedyne co robię to korzystam z łazienki i idę spać. To samo mam z weekendami - wstaję o czwartej, bo mam na szóstą, a muszę jakoś dojechać swoim ukochanym MZK, a gdy wracam o czternastej to jem jedynie coś ciepłego (swoją drogą w weekendy jem tylko normalny obiad, a nie kanapki, bo nie mam na to czasu podczas piętnastominutowej przerwy), a potem robię sobie notatki do nauczenia się w szkole na sprawdziany, których mam już cztery.
Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdego to obchodzi, to jasne. Ale, cóż, dla piszę to dla tych, którzy się interesują i poza tym - co jest najważniejsze - wiem, że miałabym sobie za złe, gdybym Was o niczym nie poinformowała, albo chociaż nie przeprosiła.
Także, postaram się z całych sił nadrobić wszystko tu i na Wattpadzie w grudniu. Mam nadzieję, że przerwa świąteczna również da mi dużo wolnego czasu, a nie chodzenia po sklepach czy coś.
Niepunktualna autorka pozdrawia cieplutko!😍😍😍

niedziela, 30 października 2016

Informacja

Hej, haj, heloł.
Muszę przekazać Wam złą wiadomość - otóż, mój komputer się obraził i znowu mam problem z obrazem. Prawdopodobnie będę musiała kupić nowy monitor. Więc na chwilę obecną nic nie wstawię, a pisałam wam, że postaram się chociaż raz na miesiąc to zrobić. Sama mam nadzieję, że jak najszybciej będę mogła nadrobić zaległości... No ale zobaczymy jak to rzeczywiście wyjdzie.
Także proszę Was o cierpliwość!

A dla niecierpliwych - nie, nie mogę pisać na telefonie ponieważ też działa jak chce i dziękuję osobie, która wynalazła autokorektę. Mam na myśli, wszystko pięknie działa, prócz miejsc, gdzie jest klawiatura, także...

No, mam nadzieję, że za bardzo mnie nie zlinczujecie. Przynajmniej nie tak bardzo jak myślę, bo wstawiam chociaż notkę z wyjaśnieniami.

Do następnego! 😘

niedziela, 2 października 2016

Rozdział 41

Komplikacje.

**

Naruto:
Wzdycham cicho, patrząc tępo w stół. Wcale nie podoba mi się to, że muszę tu być. Wcale nie widzi mi się to całe spotkanie. Po co to komu? Przecież każdy i tak wie, co ma robić...
Unoszę na chwilę wzrok, kiedy dwuskrzydłowe drzwi się otwierają, a zza nich pojawia się Kakashi, Tsunade, kilku innych nauczycieli, których znam od dzieciaka oraz Sasuke i Hinata. Mimowolnie mocniej opieram plecy o krzesło. Wciąż jestem na niego wściekły, pomimo obrotu spraw. Pokazał jak fałszywy jest. 
- Stary, nie wiedziałem, że Hinata tu będzie. - szepcze do mnie Shikamaru.
- To było do przewidzenia, przecież o wszystkim wie. - odpowiadam, patrząc na chłopaka kątem oka - Poza tym, nie jesteśmy dziećmi. - wzruszam na pozór obojętnie ramionami.
- Naruto. - zaciskam mocno zęby, kiedy słyszę, jak Tsunade mnie karci. 
Unoszę dłonie w geście obronnym i zasznurowuję usta. Nie będę się wdawał w niepotrzebne rozmowy. W ogóle nie będę się odzywał. Tak będzie lepiej. Jeszcze bym przypieprzył Sasuke, czy coś...
- Wszyscy wiedzą po co tu są? - pyta nasza Hokage.
- Nie za bardzo wiem, czy omawiamy plan z zakończeniem roku, czy podróż do domu? - stukam palcem, ignorując durne pytanie Hyuugi. 
Przecież to oczywiste, że przeanalizujemy wszystko od początku do końca, żeby wszystko wyszło idealnie i bez podejrzeń. Chyba Uchiha zaraził ją głupotą...
- Zależy, czy każdy pamięta jak rozgrywamy wszystko w dniu rozpoczęcia? - orzechowe tęczówki kobiety skanują każdego po kolei - Ale, żeby nie było wątpliwości jeszcze raz powtórzę. Kilka osób ma przydzielonych naszych ludzi, którzy dopiero po wypowiedzeniu nazwiska Naruto się ockną. Najważniejsza jest szybka reakcja i zapewnienie tym osobom, że wszystko jest pod kontrolą. Nie chcemy paniki. Shikamaru, Kiba, Sasuke wiecie o czym mówię. Każdy z was ma przydzielonych uczniów z klasy. Reszta też wie dokładnie o co chodzi. - odchrząkuje cicho - Naruto. - unoszę powoli zmęczone spojrzenie - Ty zajmujesz się Sakurą. 
- Wiem. - kiwam głową.
- Teraz przejdźmy do drogi powrotnej. Czas dojścia do portalu szacuję na jakieś dwa tygodnie. Mam nadzieję, że wszystko się skróci i obejdzie się bez przeszkód. Jednak dla bezpieczeństwa każdy jest w przydzielonych grupach. Na tej samej zasadzie co w naszej wiosce. Jednak, żeby zwiększyć szanse w razie ataku będą połączone po dwie drużyny w każdym składzie... - wyłączam się z dalszego wywodu Hokage.
No bo po co jest mi słuchać kto do mnie trafi, skoro i tak będę miał w drużynie Sasuke? To i tak wystarczające utrudnienie. Jeszcze jak pomyślę o tym, że na zmianę będę trenował z nim Sakurę to mi się odechciewa wszystkiego. Najchętniej wróciłbym do domu, zakopał w kołdrze i zasnął z myślą, że to wszystko to jakieś pieprzone nieporozumienie. Tak wiele bym dał, żebyśmy nie tkwili w niebezpiecznym punkcie. Tak bardzo bym chciał, żeby Madara nie deptał nam po piętach i nie chciał odebrać nam Haruno. Ale przecież nie zawsze dostajemy to, czego chcemy, prawda? W życie każdego człowieka wpisane są porażki, zawody, cierpienie. Nie uciekniemy od tego nawet jeśli bronilibyśmy się rękami i nogami. 
- ... Do drużyny siódmej zostaje przydzielona grupa Kiby, Shino i Hinaty. 
Ja pieprzę. Lepiej być nie mogło, prawda? 
- Czy ktoś się z tym nie zgadza lub chce coś dopowiedzieć? - niemal czuję kilka palących spojrzeń na mojej twarzy, ale nie reaguję. 
Nie potrzebuję wykłócać się z Tsunade, a potem Sasuke i Hinatą na których nie mogę patrzeć. Wolę być mądrzejszy i oszczędzić sobie nerwów. 
Marszczę delikatnie brwi, kiedy telefon wibruje przez moment w mojej kieszeni. Po upewnieniu się, że każdy skupia się na Hokage, wyciągam go i od razu wchodzę w wiadomości.

Od: Prosiątko Haruno
I jak poszło zebranie? 

Oblizuję usta, żeby się nie uśmiechnąć.

Do: Prosiątko Haruno
Nadal trwa i jest cholernie nudne. Mam ochotę uciec przez okno.

Od: Prosiątko Haruno
Albo mi się wydaje, albo powinieneś w tym momencie słuchać, co mają tam do powiedzenia. 

Do: Prosiątko Haruno
Albo mi się wydaje, albo pisanie z moją dziewczyną jest lepsze, niż słuchanie czegoś, co sam już wiem

Od: Prosiątko Haruno
Zawsze może być poruszona kwestia o której niewiele wiesz.

Od: Prosiątko Haruno
Daj znać, jak już stamtąd wyjdziesz 😚

Do: Prosiątko Haruno
Ale ja słucham uważnie!

Od: Prosiątko Haruno
Do później!

Zaciskam usta i chowam telefon do kieszeni, wiedząc, że nic nie wskóram. Wzdycham z lekką ulgą, że nikt nie zwracał na mnie uwagi i nie zostałem przyłapany. W końcu Tsunade-bachaan potrafi być brutalna... 
- ...Czy na następnym spotkaniu będzie Sakura? Czy cokolwiek wie? - sensei Kurenai patrzy w moją stronę. 
Zaraz za nią robi to reszta, a ja przez moment czuję się niezręcznie przez to, że tak się lampią... 
- Wie kim jestem i co jej grozi. Nie zabrałem jej ze sobą na dzisiejsze spotkanie, bo nie byłem pewien, czy dobrze jest to robić. - wzruszam ramionami - Ale jeśli uważacie, że powinna być na następnym to poinformuję ją o tym. Jest wystarczająco w temacie, żeby brać czynny udział. Kwestia tego, co ty na to, Tsunade-bachaan? 
- Język, Uzumaki. - posyła mi mordercze spojrzenie i nawet z drugiego końca stołu widzę, jak pulsuje jej ta nerwowa żyłka na szyi - Myślę, że Sakura powinna być na następnym spotkaniu. Czy wie jak dużo osób bierze w tym udział?
- Mniej więcej.
- Uprzedź ją, żeby nie była zdziwiona. - kiwam głową - Przekaż jej, że w razie jakichkolwiek pytań ma się do mnie zgłosić do gabinetu. 
- Dobrze. 
- A więc...myślę, że to koniec zebrania. - kobieta wstaje z miejsca - Wszystko póki co jest ogólnie wyjaśnione. Strategie i tym podobne będą omawiane na następnym. 
- W końcu. - mamrocze Jirayia, przeciągając się - Ała, Tsunade! - marszczy brwi, kiedy dostaje znienacka w tył głowy - Za co to?
- Wychodzimy. - ciągnie go za ramię w stronę wyjścia - A! Jeszcze jedno! - odwraca się szybko - Naruto, jest możliwość, żebyś wypuścił Kuramę na czas powrotu do Konohy?
- Jasne. - unoszę zdziwiony obie brwi - Ale dlaczego?
- Względy bezpieczeństwa. - rozgląda się przez moment po pomieszczeniu - Nie chcemy być niemile zaskoczeni. 
Po tych słowach wychodzi, a za nią reszta. Ja zostaję jeszcze moment, bo przeciągam się jak Jirayia i ziewam ze zmęczenia. Marszczę brwi, kiedy czyjeś dłonie łapią mnie za ramiona i delikatnie je pocierają. Pochylam się w przód, żeby strącić natrętne ręce i odwracam się. 
- Co robisz? - pytam oschle. 
- Nie przywitałeś się ze mną. - prycham i wstaję z miejsca. 
- I nie zamierzam, Hinata. Nie dotykaj mnie więcej. - otwiera usta zaskoczona.
- Dlaczego?
- Sasuke na ciebie czeka. - wywraca oczami i ponownie rozchyla usta, żeby zaprzeczyć, ale postanawiam szybko wciąć najważniejszą informację - A na mnie Sakura. 
Jej mina rzednie, a ramiona swobodnie opadają wzdłuż ciała. Mruży na mnie gniewnie oczy i zaciska wargi. 
- Szybko się pocieszyłeś. - syczy.
- Nie pocieszyłem. - kręcę głową - To moja dziewczyna.
- Słucham? 
- Wiem, że usłyszałaś. - wyciągam z kieszeni telefon i wybieram numer do Haruno - Muszę iść. - kiwam do niej głową.
- Halo?
Och, jakie to przykre, że odebrałaś, kiedy wciąż jestem w tym samym pomieszczeniu co Hyuuga. 
- Cześć, kochanie. - oblizuję usta, nie odwracając się w stronę dziewczyny, żeby zobaczyć jej minę - W końcu skończyło się to nudne zebranie... - wzdycham, ruszając szkolnym korytarzem w stronę wyjścia - Jestem padnięty. - kręcę do siebie głową - Jak minęło ci popołudnie i wieczór? 
- Dobra, gadaj prawdę, Naru. 
- W sensie? 
- Normalnie do mnie nie dzwonisz. Co się takiego stało, że to zrobiłeś i nagle mówisz do mnie "kochanie", kiedy normalnie jesteś na to zbyt nieśmiały?
- Umm, co? - zgryzam wargę - Tak po prostu zadzwoniłem! 
- Jaaasne. - prycha - Nie złoszczę się, czy coś, więc serio możesz powiedzieć. 
- Naprawdę chciałem zadzwonić, bo nie było wcześniej czasu, żeby się spotkać i normalnie porozmawiać... - ucinam na moment, nie będąc pewnym, czy powinienem powiedzieć prawdę - I też dlatego, żeby dać niektórym do zrozumienia, że mają się ode mnie odczepić? - zamiast stwierdzać to bardziej niepewnie pytam, bo nie wiem, czy Sakura zaraz nie wybuchnie. 
- Mówisz o Hinacie, prawda? 
- Tak. - odpowiadam po dłuższej chwili.
- Okej. 
- Okej? Nie jesteś zła? 
Ze zdziwieniem na twarzy kładę się na łóżku, bo zaraz po wyjściu z budynku szkoły teleportowałem się do swojego pokoju, żeby mieć spokój. 
- A mam o co być? 
- No niby nie, ale...
- Po prostu nie jestem zła, tak? - słyszę, jak cicho wzdycha - Ufam ci i mam nadzieję, że nie zrobisz nic, co mogłoby to zmienić. 
- Nie zamierzam tego zmieniać. - zgryzam wargę, próbując powstrzymać uśmiech.
Ufa mi. 
- Po prostu myślałem, że się zdenerwujesz. 
- Chyba masz swój rozum i wiesz co jest właściwe. 
- No tak, oczywiście. 
- Ale to nie znaczy, że jestem super szczęśliwa, że coś mogło się dziać między tobą, a twoją seks-przyjaciółką. Czy kimkolwiek dla ciebie była. 
- Nic się nie działo. Próbowała zacząć ze mną rozmowę, ale skutecznie ją przerwałem. - mówię szybko - To przeszłość i nie zamierzam do niej wracać. 
- Okej. - ponownie wzdycha - Jestem już zmęczona, chyba idę spać. 
- Och, jasne. - marszczę brwi - Też zaraz się kładę, więc...do zobaczenia jutro. 
- Do zobaczenia. 


***
Zawaliłam, wiem
Przepraszam chyba nie wystarczy, ale nie wiem, co mogłabym więcej napisać. 
Właściwie to rozdział jest pisany na przymus, bo pomimo pomysłów nie mam wystarczających chęci, żeby coś napisać. Za to bardziej skupiam się na wattpadzie, gdzie piszę kilka ff i jakoś to idzie... Nie wiem dlaczego straciłam zapał do NS tutaj i...w sumie na wattpad też. No nie wiem. 
Myślę, że rozdziały na razie będą rzadko. Może jeden na miesiąc? Może na dwa? Nie mam pojęcia. 
Wolę was nie oszukiwać i mówić, że niedługo będzie, a tak naprawdę będziecie czekać dwa msc na next. Dlatego...no mam nadzieję, że po prostu zrozumiecie. 
ALE TO NIE ZNACZY, ŻE ZAWIESZAM BLOG!
Pozdrawiam

sobota, 27 sierpnia 2016

Rozdział 40

Przeszłość.

**

Gdybym miała porównać Kyu, którego poznałam na początku roku, a chłopaka, który leży obok mnie to równie dobrze powinnam oddzielić obie, mimo że te same, postacie grubą kreską. Zmienił się. Praktycznie nie do poznania. Pamiętam, jak zdystansowany i chłodny był zarówno dla mnie, jak i dla reszty uczniów. Ba, nawet bali się go. A teraz? Kompletnie inny człowiek. Nawet nie wiem kiedy tak się zmienił...
- Nad czym myślisz? - głowa blondyna pojawia się na moim brzuchu.
- O tym, że się zmieniłeś. 
- Och. - marszczy brwi - I co? Doszłaś do jakiegoś wniosku?
- W sumie to...to nie wiem, kiedy nastąpiła ta cała przemiana. 
- Myślę, że taka jakby...bariera została przełamana wtedy, gdy przyszedłem do ciebie pijany. Zaprowadziłem cię wtedy nad klif. 
- Rzeczywiście, to mogło być to. - wzruszam ramionami - Nadal nie wiem skąd to dziwne uczucie o którym ci mówiłam.
- Co masz na myśli?
- Nadal czuję, że kogoś nie doceniłam, mimo że powinnam. - wzdycham - A moja pamięć nie wraca. 
Naruto zaciska usta i odwraca wzrok ode mnie, jakby nie chciał się zdradzić. Szturcham go lekko dłonią w ramię, ale pozostaje niewzruszony.
- Hej. - postanawiam się podnieść do pozycji siedzącej, więc jego głowa przesuwa się na moje uda - Co jest, Naru?
- Nic. - mamrocze.
- To odwróć się w moją stronę. 
Wzdycha cicho i się podnosi. Przekręca się i kładzie na poduszkach, zakrywając oczy prawym ramieniem. Wtulam się w niego, opierając brodę o lewą pierś i obserwuję go uważnie.
- Wydusisz to z siebie? - przejeżdżam palcami lewej dłoni po jego mostku.
- Mówiłaś wtedy o mnie. 
Dosłownie zastygam w miejscu. Dlaczego nie mogę tego pamiętać? 
- Zraniłam cię? - pytam ściszonym głosem.
Blondyn zabiera ramię z oczu i patrzy wprost na mnie. Serce mnie boli, bo wygląda na przygnębionego. Co ja mu zrobiłam? 
- Odrzuciłaś. - wzrusza niby obojętnie ramionami - Nie ważne, z resztą.
- Ważne. - podnoszę się, opierając obie dłonie na jego piersi - Powiedz mi co dokładnie zrobiłam. 
Wypuszcza spięty oddech i przymyka oczy. Na jego twarzy wymalowany jest ból i udręka. Nie wiedząc jak mogę mu pomóc, niepewnie dotykam policzka chłopaka i przejeżdżam po nim palcami. Wzdryga się lekko, ale przynajmniej wyraz twarzy odrobinę łagodnieje.
- Po prostu wybrałaś Sasuke. - unosi minimalnie powieki - Mimo to, robiłem sobie głupią nadzieję, bo...był tak jakby progres między nami. Mam na myśli, na misjach naprawdę się dogadywaliśmy i było widać, że zachowujesz się inaczej, niż normalnie w moim towarzystwie. Nie denerwowałaś się na mnie tak bardzo i ogólnie było lepiej, tak łagodniej. - bierze głęboki wdech - I pomimo tego, że wiedziałem, że kochasz Sasuke to zrobiłem sobie bezsensowną nadzieję i... - zaciska usta i ponownie zamyka oczy.
- I co? - pytam z napięciem, a Naruto ponownie na mnie patrzy.
- I jak kiedyś byliśmy sami to za dużo sobie pomyślałem i...uhm...pocałowałem cię. - unoszę brwi - Ale dostałem za to w twarz. Przestałaś się do mnie odzywać, więc automatycznie kontakt się zepsuł, czego nie mogłem przetrawić. - pod palcami zaczynam wyczuwać szybsze bicie serca i przyśpieszony oddech niebieskookiego - Po kilku naprawdę męczących dniach zdałem sobie sprawę, że... - odchrząkuje i posyła mi nerwowe spojrzenie - Że zawsze będę dla ciebie tylko przyjacielem bez względu na to, jak bardzo będę próbował ci zaimponować. 
- Dlatego tak bałeś się tego, że cię teraz odrzucę, jeśli byś mnie pocałował? 
- Tak. - wzdycha - I dlatego między innymi nie byłem w stanie rozmawiać o jakimkolwiek związku, bo wciąż trwałem przy tym, że to i tak nie wyjdzie...że znowu za wiele sobie wyobrażam. 
Poruszona jego słowami, chwytam twarz Naruto w obie dłonie i przytykam nasze czoła do siebie. On obejmuje ramionami w talii tak, że siadam okrakiem na jego biodrach. 
- Tak strasznie cię przepraszam. - szepczę - Naprawdę, cholernie cię przepraszam. - zamykam oczy i wtulam twarz w jego szyję - Jest mi tak wstyd, że potraktowałam cię w ten sposób. Przepraszam. 
- To przeszłość, nie musisz przepraszać. - przejeżdża dłońmi po moich plecach - Teraz jest inaczej...tak? - wyczuwam niepewność, więc podnoszę głowę, by spojrzeć mu w oczy.
- Jesteśmy razem i mi na tobie zależy. - mówię z powagą - I to się nie zmieni. 
- Ale...
- Nie obchodzi mnie Sasuke. Nie patrzę na niego, jak na obiekt zainteresowania, tak? - chłopak przytakuje głową - Tylko ty mnie interesujesz. - pochylam się i całuje go w sam środek ust. 
Odwzajemnia gest od razu, przyciskając mnie do siebie bardziej. Przekręca nas tak, że ląduję pod jego ciałem, będąc otoczona ramionami z każdej strony. 
- Naprawdę cię przepraszam. - ponownie się odzywam, kiedy bierzemy kilka haustów powietrza - Mogę ci to jakoś wynagrodzić? - całuję go krótko, a potem chwytam oburącz jego poliki.
- Jeszcze jednym buzi bym nie pogardził. - mruczy, uśmiechając się delikatnie. 
Z chęcią złączam nasze wargi ponownie. Naprawdę chciałabym zrekompensować mu krzywdę, której doświadczył. Wstyd mi, że byłam dla niego tak okropna i nieczuła. Nawet jeśli wtedy mi się nie podobał to powinnam zareagować inaczej.
- Przepraszam. - szepczę.
- Już starczy tych przeprosin. - uśmiecha się w moje usta, kiedy składa kolejnego słodkiego całusa - To przeszłość, tak?
- To nie oznacza, że nie jest mi głupio.
- Mogłem nic nie mówić...
- Ej. - klepię go w ramię - Dobrze, że powiedziałeś.
- A tak właściwie to mówiłaś już Ino?
- Tak.
- I jak zareagowała? - wplątuje palce jednej dłoni w moje włosy i je przeczesuje.
- Życzy mi jak najlepiej...
- Ale niekoniecznie ze mną. - dodaje sam sobie.
- Tego nie powiedziałam.
- Znam Ino wystarczająco.
- Nie wiem dlaczego, ale jest po prostu niezbyt przekonana co do ciebie.
- Rozumiem. - wzrusza ramionami.
- Ma jakiś niezrozumiały strach.
- Przed czym? - zgarnia kilka różowych kosmyków, które opadły na moje czoło.
- Mam na myśli, boi się, że chcesz mnie zaciągnąć do łóżka.
Ręka chłopaka zamiera, a mięśnie brzucha się napinają po tych słowach. Marszczę brwi i unoszę głowę, by spojrzeć na twarz niebieskookiego.
- Nie chcę. - odpowiada cicho, przyglądając mi się z powagą - A ty co o tym myślisz?
- Nie zastanawiałam się nad tym, ale to nie znaczy, że cię o to podejrzewam. - unosi zaczepnie brew - Wierzę, że nie. - podnoszę się lekko i całuję go krótko w usta.
- To dobrze. - wzdycha z ulgą.
- Myślałeś, że wątpiłam?
- Cóż... - drapie się z zakłopotaniem po policzku - Po tym, co powiedziałem ci o Hinacie nie wiem, jakie masz o mnie zdanie. - wykrzywia usta - To nie jest coś z czego jestem dumny.
- Moje zdanie zostało niezmienne. - posyłam mu delikatny uśmiech - Gorzej by było, gdybyś się z tym obnosił na prawo i lewo.
- Nie robiłem tego i nie zamierzam.
- Ale Ino wiedziała o niej. - marszczę brwi - Nie wiem skąd.
- Pewnie z plotek. Było ich swego czasu pełno na mój temat. - wzrusza ramionami - Ostatnio słyszałem, że się nienawidzimy.
- Że my?
- Yhym. - kręci głową z niedowierzaniem - Czasami nie mogę zrozumieć tych ludzi.
- Daleko nam do nienawiści. - siadam po turecku i przeciągam się, bo zdrętwiałam.
- Teraz to ty mruczysz jak kot. - słyszę rozbawiony głos Naruto.
- Tak jest przy przeciąganiu się. A ty robisz to cały czas.
- Przeciągam się?
- Mruczysz. - wywracam oczami - Jesteś może głodny?
- Wizyta Sasuke odebrała mi apetyt. A ty jesteś?
- Trochę. - przyznaję.
- No to chodźmy do kuchni.
- A weźmiesz mnie na barana? - wydymam wargę.
- No dobra. - wzdycha i siada na krańcu łóżka - Tylko mocno się trzymaj.
Szybko obejmuję go wokół szyi ramionami i w pasie nogami. Wtulam nos w jego kark, uśmiechając się do siebie.
- Znowu pachniesz. - chłopak jęczy.
- Przerabialiśmy to.
- Wciąż wanilia i pomarańcza. - całuję go w skórę karku, tuż pod włosami.
- Nie rób tak. - ostrzega, schodząc po schodach.
- Jak? - ponownie go cmokam - Tak?
- Tak.
- Czemu? - przygryzam delikatnie skórę w tym miejscu, a on jęczy i garbi się, bylebym odsunęła usta i zęby.
- Wrażliwe miejsce. - mamrocze, wchodząc do kuchni - Koniec trasy. Czas schodzić.
Ja za to wczepiam się w niego bardziej, że zrzucić mnie nie może i śmieję się w jego skórę. Klnie pod nosem i karci mnie za ponowne dotknięcie tego miejsca.
- Sakura. - burczy - Zostaw mój kark, uhm. - kręci szyją, powodując strzyknięcie kości - Bo już więcej nie wezmę cię na barana?
- Da się zrobić malinkę na karku?
- Co? Nie wiem. Ale...ej...nawet nie próbuj! - podchodzi tyłem do wysepki kuchennej, że dotykam jej spodem ud.
- Dlaczego nie?
- Zostaw, bo... - ucina swoją groźbę.
- Bo co?
- Porozmawiamy jak ja znajdę twój czuły punkt. - wzdycham cicho i ostatecznie puszczam Naruto z czego chętnie korzysta - Tak nie wolno. - odwraca się do mnie, wskazując oskarżycielsko palcem.
- Nie strasz, nie strasz...
- Ach! - odsuwa rękę jak poparzony - Chciałaś mnie ugryźć! - zgryzam wargę, żeby stłumić uśmiech.
Zsuwam się z blatu i bez słowa ruszam w stronę lodówki. Dopiero kiedy drzwi są między mną, a Naruto to szczerzę się jak głupia.
- Wiem, że właśnie teraz się cieszysz!
- Jesteś jasnowidzem? - mamroczę, wyciągając z plastikowego pudełka czekoladową babeczkę - Też chcesz? - pokazuje mu zdobycz w dłoni.
- Nie, dziękuję.
- Twoja strata. - wzruszam ramionami i zamykam lodówkę.
Odwracam się w jego stronę, biorąc pierwszy gryz.
- Na pewno nic nie chcesz? - unosi brew.
- Zależy czy... - przerywa mu dzwoniący telefon - Czy ty też się wliczasz do menu. - uśmiecha się przez moment, bo patrzy ze zdziwieniem na ekran - Halo? Kiba? - zaciska usta na dość długą odpowiedź z drugiej strony - Jak to cię wywalił? Znowu podmieniłeś jego pranie? - wzdycha przeciągle - Jesteś pewien, że tego nie zrobiłeś?
Jednak mieszkanie z dwójką facetów nie może być tak piękne i poukładane, jak wydaje się za każdym razem, gdy tam przychodzę.
- No to idź na miasto czy coś. Wziąłeś pieniądze? - wywraca oczami - Czekaj, co? - zaczyna grzebać wolną dłonią w kieszeni z której wyciąga portfel - Cholera, Kiba! - burczy - Czy ja jestem twoim bankiem, że możesz sobie zabierać moje pieniądze bez pytania? - unosi brwi i rzuca portfel na blat - Nie moja wina, że kupujesz same pierdoły i potem nie masz! - przeciera twarz - Dobra, nieważne, pójdę później zobaczyć, co jest grane z Shikamaru. No... Dobra. Okej.
- Stało się coś? - zgryzam wargę, żeby powstrzymać wybuch śmiechu.
- Shikamaru wywalił Kibę z domu i jakimś cudem twój kuzyn zabrał mi pieniądze zanim wyszedłem! - kręci z niedowierzaniem głową - Później muszę iść sprawdzić, czy z Shikamaru wszystko okej.
- A może po prostu kogoś zaprosił?
- Niby kogo?
- No nie wiem. - wzruszam ramionami - Umawia się z kimś?
- Jakoś nic nie mówił. Więc...mam tam iść, czy nie.
- Cóż, jeśli bardzo chcesz zobaczyć go obściskującego się z dziewczyną to droga wolna. - krzywi się - Tak myślałam. - idę do śmietnika, żeby wyrzucić papierek po babeczce.
- Umm, Sakura?
Odwracam się do Naruto, który schował właśnie portfel i ze zgryzioną wargą patrzy na blat. Podchodzę do niego na tyle blisko, że mogę położyć dłoń na jego ramieniu.
- Hmm? - oblizuje usta i powoli przekręca głowę w moją stronę.
- Co robisz w weekend?
- Nie miałam jeszcze planów.
- Uhm, bo... - drapie się po prawym policzku - Bo moglibyśmy gdzieś wyjść...umm...razem. - chrząka cicho - Jeśli chcesz. - wzrusza ramionami i odwraca speszony głowę - Bo jak nie to...
- Możemy wyjść. - ze śmiechem chwytam jego policzki, żeby na mnie spojrzał.
- Och, umm, to dobrze. - posyła mi nieśmiały uśmiech.
- Jesteś słodki. - całuję go krótko, ale mocno - I wciąż strasznie nieśmiały.
- Nie jestem słodki. - krzywi się śmiesznie, a ja nie mogę się powstrzymać i całuję czubek jego nosa - Po prostu nadal nie przyswoiłem do siebie tego, że jesteś moją dziewczyną.
- Czas zacząć.
Zarzucam mu ramiona na barki, a w odpowiedzi zostaję objęta w talii i przysunięta do ciepłego ciała. Patrzymy na siebie w oklepany sposób, ale jakoś żadne nie chce tego przerwać. Nie, żebym narzekała.
- Rzeczywiście muszę, bo jeszcze ktoś mi cię sprzątnie sprzed nosa. - usta blondyna drgają w uśmiechu - Lepiej, żeby nikt nie próbował.
- A co byś zrobił?
- Coś, czego ta osoba by nie zapomniała. - mruga do mnie i pochyla się, złączając nasze usta po raz kolejny.


***
pod koniec takie niby coś, ale jednak nic ;-; zawaliłam, wiem...

czwartek, 11 sierpnia 2016

Rozdział 39

Pułapka (nie)normalności.

**
Sakura:
Po raz kolejny dzisiejszego dnia zakrywam się kołdrą, kiedy Ino próbuje mnie dźgnąć po żebrach. Nienawidzę tego. Nienawidzę łaskotek.
- Dlaczego nic nie wiedziałam?! - pyta z wyrzutem kolejny raz - No? Odpowiadaj!
- Ino, stop! - rzucam w nią poduszką - Przyszłaś rano. Na dodatek w niedzielę i żądasz wyjaśnień po tym jak...
- Powiedziałaś mi, że jesteś z Kyu, który jest postrachem szkoły? Huh, no rzeczywiście dziwne, że się martwię i chcę znać szczegóły! Zwłaszcza, że nic mi nie powiedziałaś wcześniej!
- Nie jest postrachem. - zaciskam usta, kiedy Yamanaka pakuje mi się do łóżka.
- Jak to nie? 
- No nie. - wzruszam ramionami i przewracam się tak, że jestem plecami do niej - Jest zupełnie inny.
- To znaczy? - dźga mnie po raz kolejny, więc w końcu jestem z nią twarzą w twarz.
- Przy mnie zachowuje się inaczej. 
- Czyli jak? - wzdycham cicho i przymykam oczy.
- Jest naprawdę miły i słodki. - otwieram lewe - I strasznie nieśmiały. Ale w taki uroczy sposób. 
- Słucham? Chyba się przesłyszałam. - całkowicie podnoszę powieki - No co? Nie patrz na mnie tak, jakbyś chciała mnie zabić.
- Naprawdę taki jest.
- Ciężko w to uwierzyć.
- Dlaczego jesteś tak na niego cięta? - siadam na łóżku i bezradnie opuszczam ramiona na materac.
- Nie wydaje się być typem, który jest w porządku. 
- Nawet go dobrze nie znasz...
- Kto wie, czy nie chce po prostu się do ciebie dobrać?
- Mam nadzieję, że się przesłyszałam. - unoszę brwi - Ja wiem, że nie. 
- Posłuchaj, Sakura on...
- Nie powołuj się na plotki. - wskazuję na nią ostrzegawczo palcem - One mnie nie obchodzą, bo większość jest zmyślona.
- On ma seks-przyjaciółkę!
- Wiem.
- Więc to oczywiste, że...czekaj, co?
- Wiem o tym. Miał taką przyjaciółkę. 
- Co?
- Powiedział mi o tym i wszystko wyjaśnił. 
- Kto normalny tak to przyjmuje? Mówisz teraz tak, jakbyśmy o pogodzie sobie plotkowały!
- Przyznał się do tego i wystarczająco wszystko wyjaśnił. Poza tym, to było zanim byliśmy razem. 
- A nie boisz się, że do niej wróci?
- Nie dał mi powodów do tego.
Blondynka zaciska wargi i również się podnosi. Lewą dłonią zaczyna nerwowo przeczesywać opadające na twarz kosmyki. 
- No, wyduś to z siebie. - mówię, posyłając jej wymowne spojrzenie.
- Nie wydaje ci się być dziwny? 
- Nie. Dlaczego miałby?
- Potrafi wejść do sali po kopnięciu w drzwi. 
- Zrobił to raz, na początku roku. - wzruszam ramionami - Poza tym nawet jeśli byłby dziwakiem to to mój dziwak. 
- Och, okej. - kiwa głową - Życzę ci jak najlepiej po prostu. 
Nie zabrzmiało zbyt szczerze.

**

Naruto:
- Ile czasu zajmie posłańcowi przekazanie wiadomości? - pytam, opadając zmęczonym ciałem na kanapę.
Jirayia patrzy na mnie uważnie, popijając swojego kolejnego drinka. Miał mi pomóc, a tymczasem sam sobie fundował alkohol. Co chwilę... Dzięki.
- Jakieś dwa tygodnie. - czka, niczym pijak.
- Tobie chyba już wystarczy, co?
- Co masz na myśli? - mruży na mnie oczy.
- Który to twój drink?
- Myślisz, że mam głowę do liczenia ile wypiłem?
- No tak. - prycham z rozbawieniem - Będę się już zbierał. Dochodzi północ, a ja jutro mam szkołę.
- Na pewno wszystko masz?
- Tak, wszystkie kunai'e, shuriken'y i tak dalej są spakowane i przygotowane dla każdego z nas. Zostało mi tylko zapakowanie prowiantu, ale bez sensu jest to robić z tak dużym wyprzedzeniem, mimo że to co zabieramy ma długi termin ważności.
- Mówiłeś Tsunade? - pyta nagle, kiedy chcę się podnieść.
- O czym?
- O Sakurze.
- Nie. - kręcę głową - Możesz jej przekazać.
W końcu wstaję z miejsca i przeciągam się z ziewnięciem. Białowłosy przygląda mi się z dziwnym uśmiechem, czego nie rozumiem. No bo co go bawi?
- Co?
- Już wydajesz się być inny.
- Co masz na myśli? - mrużę oczy i wpycham dłonie do kieszeni spodni.
- Dobrze wiesz co. - mruga do mnie prawym ślepiem - Tak długo się za nią uganiałeś.
- Och, oszczędź sobie tej gadki. - macham na niego dłonią - Póki co to nie widziałem się z nią od tego czasu. - wzdycham cicho.
- No nie mów, że już za nią tęsknisz. - mówi wysokim głosem i cmoka w moją stronę.
Idiota. No idiota... Wywracam na niego oczami, bo nic innego mi nie pozostało i powoli kieruję się w stronę mojego plecaka.
- Myślisz, że przedstawi cię swoim rodzicom, tak oficjalnie?
- Nie wiem. - wzruszam ramionami - W każdym bądź razie, szkoda, że nie pozna moich.
- Mówiłeś jej, że nie żyją?
- Tak. - wzdycham - Współczuła mi. Nie lubię takich rozmów. Za dużo już tego zarówno prawdziwego, jak i sztucznego współczucia otrzymałem.
- Nie bądź taki surowy. Lepiej by ci było, gdyby w ogóle nie zareagowała? - unosi brew - To chyba dobry znak, że się przejęła.
- No niby tak...
- Idź już, bo bredzisz.
- Dzięki. - burczę i przerzucam sobie przez ramię czarny plecak - Idę.
- Ej, dzieciaku!
- Mówiłem, żebyś tak do mnie nie mówił. Jestem dorosły, Jirayia.
Macha do mnie niedbale ręką, a potem uśmiecha się w sposób, który znam tylko ja i Tsunade. Od niej akurat dostaje po mordzie za to, a ja...cóż...patrzę na to z politowaniem, albo zwyczajnie ignoruję.
- Nawet nie zaczynaj! - wskazuję na niego ostrzegawczo palcem i znikam.
Ale robię to i tak zbyt późno, bo słyszę jeszcze głupi tekst tylko się zabezpieczajcie. Z kim ja żyję?
Odrzucam plecak w kąt i szybko ruszam do łazienki, bo nie widzi mi się to by uczyć się o tej porze. Wzdycham z ulgą, kiedy wychodzę po mniej niż dziesięciu minutach i jestem zarówno bardziej odprężony, jak i senny. Nie mam nawet siły, by ubierać coś więcej niż bokserki, więc po prostu wychodzę prawie, że rozebrany i rzucam się na łóżko.
Już niedługo powrót do domu.


**

Przecieram zaspane oczy lewą dłonią, a prawą pcham drzwi od wejścia głównego. Nie wyspałem się wcale, ale fakt, że wysłałem klona do Sakury i odwołałem go nad ranem sprawił, że poczułem jego zmęczenie.
Ślamazarnie poszedłem w stronę szafki 526 w której zostawiłem część rzeczy. Przynajmniej nie musiałem tego targać w plecaku. Wzdycham przeciągle, kiedy szafka odmawia posłuszeństwa. Nie mam siły, by w nią walnąć - zazwyczaj to pomagało - więc po prostu opieram o nią czoło, czekając na cud. I tak jakby po chwili zostaję objęty w pasie jednym ramieniem.
- Hmm? - mrugam kilkakrotnie oczami i przekręcam głowę, by zobaczyć osobę, która jest obok - Cześć.
- Hej. - marszczy brwi - Co jest? - unosi wolną dłoń do mojego policzka i przejeżdża po nim palcami.
- Nie wyspałem się. - jak na zawołanie ziewam.
- Och. - kiwa głową - Tak długo ci zeszło z wujkiem?
- Mów po imieniu - Jirayia. - wzdycham - Wróciłem koło północy do domu.
- Dziadek już się robisz, że o tej porze wymiękasz. - posyła mi rozbawione spojrzenie.
- Dzięki. - mamroczę niewyraźnie i prostuję się - Jeszcze cholerna szafka nie chce się otworzyć. Czy ten dzień może być gorszy? - szarpię małą kłódką, próbując w ten sposób ją otworzyć, ale na marne.
- Może spokojniej, hm?
- Wszystko mnie dziś drażni, więc nie mogę być spokojny.
- Ja też? - unosi brew.
- Co? Nie. - kręcę gorączkowo głową - Ty nie.
Sakura bierze moje dłonie w swoje i odsuwa je od przeklętego zamka. Pyta o kod, więc podaje jej go, bo nie widzę powodu, by tego nie robić. I, cóż, po chwili szafka jest otwarta, co irytuje mnie bardziej, bo nawet z tym sobie poradzić nie mogę.
- Nie denerwuj się. - klepie mnie delikatnie w polik i bierze się za otwieranie swojej - Może naprawdę powinieneś się przespać?
- Hmm? - ziewam - Nie, nie trzeba.
- Prawie zasypiasz, Nar... - chrząkam znacząco - Kyu.
- Powinienem dawać ci przykład. - unosi brwi, a potem wybucha śmiechem, zwracając uwagę paru uczniów.
- To ty jesteś młodszy.
Zaciskam usta, bo jakoś wcześniej nie zwracałem uwagi na to, że ma szybciej urodziny niż ja. Pociągam nosem z nadętą miną, a Haruno chichocze, dźgając mnie lekko w bok.
- Więc to ty nie dajesz przykładu. - wskazuję na nią oskarżycielsko palcem - Namawiasz mnie do opuszczenia zajęć.
- Bo naprawdę obchodzą cię te zajęcia. - posyła mi jednoznaczne spojrzenie - I tak nic z nich nie wyniesiesz, bo zaśniesz.
- W sumie...w sumie racja, ale...
- Po prostu idź do domu zanim pan Hatake cię zobaczy. - kładzie dłoń na moim ramieniu - Później możesz przyjść po notatki, bo twoi przyjaciele na pewno nie będą ich mieć.
Zaciskam usta, ale w końcu kiwam głową, bo ma rację, no...
- Okej. O której dziś kończymy?
- Piętnasta.
- Mhm. - przeczesuję prawą dłonią włosy - To zdążę się wyspać. Będę u ciebie po zajęciach.
- Jasne.
- A czy... - marszczę brwi - Mam normalnie zapukać, czy...
- Jak chcesz. - wzrusza ramionami - U mnie i tak nikogo nie ma o tej godzinie.
- Och. No dobrze.
Czyli jednak nici z ''poznajcie mojego chłopaka''.
Dzwonek rozbrzmiewa na holu, więc Sakura zamyka szafkę i szybko pakuje wszystko do torby. Odwraca się w moją stronę, więc również to robię.
- Widzimy się później. - staje na palcach i całuje mnie krótko w usta - Uciekaj, bo Hatake cię zobaczy, kochanie. - mruga do mnie, uśmiechając się zniewalająco.
- Do zobaczenia. - mruczę i również delikatnie się uśmiecham.
Odprowadzam ją wzrokiem przez chwilę, aż w końcu postanawiam wrócić do domu. Publiczne okazywanie uczuć mamy za sobą, bo ci, którzy byli niedaleko nas już zaczęli szeptać między innymi. 

**

Sakura:
Ruszam szybkim krokiem w stronę drzwi frontowych, gdy słyszę dzwonek. Nie sądziłam, że przyjdzie tak szybko. 
- Cze... - otwieram drzwi i zaraz po tym zostaję podniesiona i wzięta w ramiona - Umm, cześć? 
Chłopak zamyka za sobą wciąż uchylone drzwi i zaraz po tym rusza wgłąb mieszkania, tuląc twarz do mojej szyi. 
- Kim jesteś i co zrobiłeś z moim chłopakiem? - wplątuje palce w blond kosmyki Naruto.
- Po prostu się wyspał. - unosi głowę i posyła mi uśmiech-co jest coraz częstszym widokiem.
- Mhm. - odwzajemniam uśmiech - Zanim wejdziesz do salonu to musisz wiedzieć, że...
- Co on tu robi?
Ciało niebieskookiego napina się, a ja zostaję mocniej przyciśnięta do jego umięśnionego torsu. Chwytam w dłoń jego lewy policzek i przekręcam głowę chłopaka w moją stronę.
- Przed chwilą przyszedł.
Naruto zaciska usta i odstawia mnie na ziemię. Widzę, jak żyłka na jego szyi się uwydatnia, co nie jest dobrym znakiem. Dlatego, chwytam go za ramię, ale zostaję odtrącona. 
- Co tu robisz? - jego głos jest znacznie niższy, niż wcześniej.
- Tylko tu byłem mile widziany...
- No nie sądzę. - wcina mu się w połowie zdania - Myślisz, że to jest w porządku, żeby pojawiać się w domu mojej dziewczyny, żeby ze mną porozmawiać? - niemal warczy. 
- Tu przynajmniej pohamujesz nerwy. 
Naru napina mięśnie ramion i rusza w jego kierunku, ale w porę staję mu na drodze. Wzdycham cicho i obejmuję jego prawą dłoń swoją.
- Sakura... - jego głos wydaje się być ostrzegawczy.
- Porozmawiaj z nim, dobrze? 
- Oszalałaś? Po tym wszystkim? 
- Bądź wyrozumiały. - kładę wolną rękę na jego piersi. 
- Własnie. - blondyn piorunuje Uchihę wzrokiem - Dobrze wiesz, że będziemy we dwójkę ją uczyć. 
- Jak to? - marszczę brwi, bo nic o tym nie wiedziałam.
- Nadal jesteśmy w drużynie i naszym obowiązkiem jest wdrążenie cię we wszystko. - czarnowłosy patrzy na mnie przez moment - Ale ja nie o tym... - macha dłonią - Madara wpadł na trop. Musimy się pośpieszyć. - podchodzi w naszą stronę - Wiesz co będzie, jeśli nas znajdzie. - wskazuje na niego palcem - Musimy się zamaskować. 
Uzumaki zgryza wargę i kiwa głową. Nie za bardzo wiem o co chodzi, ale wydaje mi się, że nawet gdybym spytała to odpowiedź by nie nadeszła. Dlatego odpuszczam i nie drążę póki co tematu. Nawet po wyjściu Sasuke, nie pytam Naruto o nic, no bo w końcu powiedziałby mi cokolwiek, gdyby to było ważne, tak? Czy nie? 
- Sakura... - mamrocze, kiedy wchodzimy do mojego pokoju.
- Hm?
- Przed zakończeniem roku będziesz musiała być spakowana. Całkowicie. Wszystko co potrzebne. Ruszymy zaraz po rozdaniu świadectw. - oblizuje nerwowo usta - Załatwię wszystko, żeby cię nie znalazł.
- Jak to mnie? 
Nie odpowiada od razu, tylko najpierw siada na łóżku. Przyciąga mnie do siebie, że staję między jego nogami, ale wzrok ma utkwiony nie na mnie, a gdzieś na ścianie. Chwytam więc twarz Naruto w dłonie, żeby złapać z nim kontakt wzrokowy.
- On chce cię zabrać ze sobą. - szepcze - Już chyba wspominałem, że nikt nie wie po co, ale... Tak czy siak, nie pozwolę mu na to. - unosi prawą dłoń i dotyka mojego policzka-jest zimna i drży - Będziesz bezpieczna. - próbuje się uśmiechnąć, ale bardziej wychodzi grymas.
- Dlaczego nie może być normalnie? - pocieram jego policzki kciukami.
- Bo nie należymy do normalnych. - wolną dłonią łapie mnie za udo i pociąga na swoje kolana - Musisz się do tego przyzwyczaić. - zahacza jeden z kosmyków włosów o moje ucho, pochylając się bardziej - Będzie tylko coraz więcej nowości dla ciebie. - całuje mnie delikatnie i powoli - We wszystko cię wprowadzę. 


***
Jakiś taki misz-masz wyszedł i w sumie...w sumie to nie wiem, czy rozdział jest udany. Chciałam dużo NS, ale też ciulowo wyszło. 
Oby w następnym lepiej wyszło. 
Pozdrawiam!

sobota, 30 lipca 2016

Rozdział 38

Kuchareczka.

**
(krótki rozdział)
**
Budzę się parę minut po piątej, bo nie mogę spokojnie spać. Nie ze świadomością, że może nie pamiętać tego, co się wydarzyło. Nie ze świadomością, że tylko przez alkohol powiedziała tak. Po raz kolejny zalewają mnie obawy i najczarniejsze scenariusze odnośnie naszej przyszłości. Może być tak, że nie będę już mógł używać liczby mnogiej, gdy się obudzi. 
Wzdycham cicho i przejeżdżam po delikatnej skórze policzka dziewczyny. Taka krucha, a sprawia, że przy niej mięknę. A powinienem być twardy. Co ona ze mną zrobiła? 
- Hmm...
Zamieram w miejscu, kiedy porusza się lekko i ciche westchnienie opuszcza jej opuchnięte usta. Cofam gwałtownie dłoń, kiedy otwiera zaspane oczy. O matko, co teraz?
- Hej. - wita się z zachrypniętym głosem i wtula się w mój napięty tors.
- Dzień dobry. - zaciskam usta, bo nie wiem co mogę zrobić - Obudziłem cię? 
- Nie śpię od dwudziestu minut.
Co?
- Yhym. - czuję jak uśmiecha się w moją klatkę piersiową.
- Bawi cię coś?
- Łaskotałeś mnie. 
Podnosi się lekko, a ja opuszczam dłonie na pościel. Patrzy na mnie uważnie z dość poważną miną. I nie wiem, czy mam się martwić, czy co. 
- Co ja wczoraj robiłam?
Wytrzeszczam lekko oczy, a moje serce zamiera na parę chwil. Mimo, że brałem pod uwagę to, że nie będzie pamiętać to nie znaczy... Nie byłem mimo wszystko przygotowany! Otwieram usta, ale nie jestem w stanie nic powiedzieć. Normalnie odbiera mi mowę. 
- Nic nie pamiętam. - pociera prawą skroń. 
Chrząkam cicho, zbierając się na odpowiedź.
- Byłaś pijana, więc...zabrałem cię tutaj. - nie chciałem, ale powiedziałem to z bólem.
- Robiliśmy coś? 
- Nie. - kręcę gorączkowo głową - Poszłaś szybko spać.
- Och. - dziwnym trafem zdążyła się do mnie przysunąć, a ja tego nie zauważyłem - Na pewno?
- Na pewno. 
Kiwa lekko głową i uśmiecha się. 
- Co cię bawi? 
- Słabo kłamiesz. - cmoka mnie w usta z zaskoczenia.
- Co? - mrugam kilkakrotnie oczami, wywołując chichot ze strony różowo-włosej.
- Dlaczego nie przyznałeś się do wszystkiego?
- Uhmm...
- Pamiętam, Naru. - ponownie daje mi buziaka - Wystraszyłeś się czy coś?
- Czy coś.
- Jakbym naprawdę nie pamiętała to byś nie powiedział?
- Nie. 
- Dlaczego? - wzruszam ramionami.
- Co chcesz na śniadanie? 
- Ciebie. - mówi, mrucząc jak kot i całuje mnie ponownie.
Odsuwam na bok zaskoczenie zarówno odpowiedzią, jak i ruchem i odwzajemniam pocałunek. Dziewczyna uśmiecha się lekko w moje usta, a potem zaczyna składać na nich kilkanaście drobnych całusów. 
- Jest po piątej, Naru. - mamrocze, dając mi kolejnego buziaka - Powinnam już być w domu.
- Możesz iść skorzystać z łazienki, a ja zrobię to śniadanie. Bez niego nie wyjdziesz. - patrzy na mnie uważnie, ale w końcu przytakuje i wstaje z zamiarem pójścia do łazienki - Dałbyś mi może jakąś koszulkę, bo przecież poplamiłam wcześniej koszulę? - pyta, zanim wchodzi do pomieszczenia.
- Jasne. 
Podnoszę się z łóżka i po chwili w jej dłoniach ląduje biała koszulka z wcięciem w serek. Dostaję w podzięce krótkiego całusa i wdzięczny uśmiech. Odprowadzam ją wzrokiem do łazienki, a gdy zamyka za sobą ciemne drzwi to ruszam do kuchni. Przechodzą mnie miłe dreszcze kiedy czuję pod bosymi stopami chłodne schody, a potem ciepłe kafelki w kuchni. 
Szybko zabieram się za przyrządzenie czegoś, co zapełni nasze żołądki. Otwieram lodówkę i patrzę na jej zawartość. Kiba wyżarł połowę tego, co kupiłem na cały miesiąc... 
- Zabiję go. - burczę pod nosem i sięgam po opakowanie jajek i pomidorki koktajlowe. 
Chwilę później po kuchni roznosi się zapach jajecznicy ze świeżymi pomidorami i masą przypraw, które dodałem. 
- Ładnie pachnie, kuchareczko. - słyszę głos Haruno za plecami. 
- To dobry znak. - wyłączam kuchenkę i rozkładam na śniadanie na wcześniej przygotowane dwa talerze - Smacznego. - mrugam do niej podsuwając talerz z widelcem. 
- I wzajemnie.
Odkładam patelnię do zlewu, żeby przestygła i sam siadam naprzeciw dziewczyny, która z apetytem pałaszuje danie. Śmieję się cicho i polewam nam soku.
- Mam rozumieć, że smakuje? - kiwa gorączkowo głową - Cieszę się. - uśmiecham się i zabieram do jedzenia.
Po jakiś piętnastu minutach brudne naczynia lądują w zmywarce, a dziewczyna ubiera szpilki na nogi. 
- Przeniesiesz nas tą swoją super mocą do mojego pokoju? - śmieję się na jej minę pokazującą nadzieję.
- Jasne. - chwytam delikatnie jej ramię i już po paru sekundach jesteśmy u niej - Lepiej się przebierz i kładź do łóżka, żeby nie było.
- Moi rodzice i tak zaraz wstają do pracy. - wzdycha cicho i obejmuje ramionami mój kark - Kiedy się teraz widzimy, golasie? - zgryza lekko wargę, patrząc przelotnie na mój wciąż odkryty tors.
- Nie wiem. Muszę powiedzieć Shikamaru i Kibie.. - stękam cicho - Boję się pomyśleć co zrobi tym razem. 
- Ja mogę mu powiedzieć. Będziesz bezpieczny.
- Zobaczymy jak to wyjdzie. Za to Ino.. No, kolejna osoba, która będzie chciała mnie zabić. 
- Nie zabije. - całuje mnie w nos - No to kiedy się widzimy? 
- Dzisiaj muszę załatwić nam wejście do rodzinnego miasta. Trzeba to zrobić z dużym wyprzedzeniem, bo listy długo tam dochodzą. - pocieram lekko czoło - A przez resztę weekendu widzę się z Jirayią.
- Kto to?
- Mój ojciec chrzestny.
- Och. - kiwa głową - A kiedy ruszamy do naszego miasta?
- W dniu zakończenia roku szkolnego.
- Czemu akurat wtedy?
- Bo dyrektorka wygłosi moje imię i nazwisko po raz pierwszy przy wszystkich i ci, którzy powinni przypomną sobie wszystko i będą wiedzieli co robić. 
- Przemyślane. 
- No raczej. - uśmiecham się do niej - Muszę lecieć. Wypadałoby się ubrać.
- Mi to nie przeszkadza.
- Zdziwiłbym się gdyby tak było. - prycham, a ona wywraca oczami.
- Widzimy się w poniedziałek. 
- Yhym. - całuję ją subtelnie w sam środek ust - Do zobaczenia. - tym razem ja cmokam jej nos - Jestem pod telefonem, jakbyś czegoś potrzebowała.
- Jasne. - odsuwa się ode mnie, ściągając swoje zabójcze szpilki - Do zobaczenia, kochanie. 
Posyłam jej promienny uśmiech za ten zwrot i po pomachaniu w jej stronę, przenoszę się do siebie.
A jednak pamiętała.


***
Taki nijaki rozdział - ale chociaż jest! Obiecałam, że dodam coś jak wrócę, więc macie takie coś. Następnym razem postaram się o dłuższy rozdział.
WIĘC PRZYZNAWAĆ SIĘ - KTO MYŚLAŁ, ŻE SERIO NIE BĘDZIE PAMIĘTAŁA?
Pozdrawiam!

czwartek, 21 lipca 2016

Rozdział 37

Obawy.

**
d.a. Wiem, że miało być później, ale mnie tchnęło. Przygotujcie się psychicznie! 
**
Moje serce zaczęło robić jakieś cholerne salta, gdy Sakura siedziała na moich kolanach i wciąż była wtulona w mój tors. Kurwa. Jej słowa powoli do mnie docierają. Bardzo powoli. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy przypadkiem się nie przesłyszałem..
- Z-zależy ci? - jąkam się jak jakiś niedorozwój.
Dziewczyna kiwa głową i mocniej się we mnie wtula. Oczywiście, obejmuję jej drobne ciałko ramionami, bo lubię ją przytulać. Z tego akurat mogę skorzystać. Poza tym, jest dość chłodno. Znaczy jej, bo ma aż gęsią skórę. 
- Strasznie szybko bije ci serce. - mówi cicho, jak nie ona.
- Bo jestem w szoku.
- Przerabialiśmy już to.
- Jak to?
- Kiedy byłeś pijany i była ta cała akcja z malinkami. - unosi lekko głowę, by skrzyżować nasze spojrzenia - Powiedziałeś, że aż za bardzo ci na mnie zależy. - patrzy na mnie tymi błyszczącymi ślepiami i nie mogę wyjść z podziwu, bo są cholernie piękne - Odpowiedziałam ci tym samym. - zgryza wargę, zakrywając się lekko opadającym kosmykiem włosów, ale szybko go poprawiam - I wtedy pobiegłeś zwymiotować.
ŻE. CO. JA. ZROBIŁEM.
- Słucham? 
- No, poszedłeś rzygać. - na jej ustach błąka się uśmiech - Romantykiem to ty nie jesteś, Naru.
Jak mogłem po takim czymś pójść i od tak ulżyć sobie z żołądka w jej toalecie? NIE MA SKALI NA MÓJ KRETYNIZM!
- Teraz role się odwróciły. - krzywię się - No, może bez tego rzygania. Nie wracajmy lepiej do tej pojedynczej sytuacji.
- Och, tego ci nie zapomnę. - coraz bardziej się szczerzy - Nigdy.
Kładzie dłoń na moim lewym poliku i porusza opuszkami palców, sprawiając, że mam dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Wzdrygam się lekko na tak przyjemne uczucie i przymykam mimowolnie oczy, poddając się jej całkowicie.
- Mogę cię o coś spytać? - czuję nieśmiałość w jej głosie.
- Jasne. - wtulam bardziej twarz w jej rączkę.
- Jak to jest, że masz blizny, ale nie czuć w ich miejscach żadnego uwypuklenia? Właściwie to skąd je masz?
Uchylam jedno oko i od razu dostrzegam, jak z zafascynowaną miną patrzy na kreski na moich polikach. Otwieram również drugie i prostuję się lekko. Trochę szybka zmiana tematu z wyznawania uczuć do moich blizn..
- To tak jakby forma znamion. 
- Dziwne, że są to akurat kreski, jak u kota.
- Dokładniej lisa.
- Dlaczego akurat tego zwierzęcia?
- Dowiesz się w swoim czasie. Kiedyś ci go przedstawię.
- Czekaj.. - marszczy zabawnie nos - Masz lisa?
- Powiedzmy. Szybko zmieniłaś temat, tak w ogóle.
- Myślałam, że nie zauważysz. - mamrocze i ponownie chowa twarz pod moją brodą.
- Hej, Sakura? 
- Hmm?
I tak nie będzie tego pamiętać.
Odchylam głowę w tył i unoszę palcami jej podbródek, by na mnie spojrzała. Kiedy udaje mi się to, to posyłam jej trochę nieśmiały uśmiech.
- Mi też na tobie zależy. - przejeżdżam zewnętrzną stroną palców po jej lewym poliku - Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile bym dla ciebie zrobił. - biorę głęboki wdech - Jeszcze na nikim mi nie zależało tak, jak na tobie. Może to zabrzmi głupio, ale.. - oblizuję spierzchnięte usta - Wątpię, że będzie mi kiedykolwiek bardziej zależeć na kimś, kto nie jest tobą. - spuszczam lekko głowę, garbiąc się przy tym - J-ja.. Ja.. Mógłbym spróbować z tobą być, ale wiem, że jeśli przekroczymy bramę naszego rodzinnego miasta to przypomnisz sobie wcześniejsze życie. - biorę kolejny, ale tym razem drżący, wdech - Tam nie byłem dla ciebie kimś więcej, jedynie głupawym przyjacielem. Chociaż to i tak było dla mnie dużo. - zgryzam mocno wargę, bo boję się przejść do sedna.. - W, powiedzmy, poprzednim życiu kochałaś.. - głupia gula pojawia się w moim gardle - Kochałaś Sasuke. I.. I jeśli.. 
Sakura nie pozwala mi dokończyć, bo pociąga mnie za poliki i całuje mocno. Nie za bardzo rozumiem dlaczego, ale szybko odwzajemniam pocałunek. Uwielbiam czuć jej usta na swoich. Są takie miękkie i delikatne. Kocham ich fakturę. 
- Myślę, że poradzę sobie ze wspomnieniami. - zaczyna, gdy odsuwamy się od siebie - Już raz spławiłam Sasuke...dla ciebie. - krzywię się na wspomnienie tego, jak przyznała, że czarnowłosy się jej podoba - I jeśli naprawdę to, co czujemy jest silne to.. Takie rzeczy nie przemijają, Naruto. Nie da się tego przyćmić wspomnieniami.
- Uderzą w ciebie wszystkie na raz. Ponownie poczujesz to, co było, gdy byłaś obok Sasuke, a co koło mnie. To nie wyglądało tak prosto.. Naprawdę brałaś mnie tylko za przyjaciela, a jeśli teraz pozwolimy sobie na coś więcej to...ugh...na pewno będziesz brała pod uwagę zakończenie tego, co mogłoby być między nami i wrócenie do dawnej relacji.
- Ale to nie znaczy, że zapomnę od tak o tym, co do ciebie czuję! - wybucha nagle, co mnie dziwi - Przestań myśleć tak pesymistycznie. Jestem teraz z tobą, a nie Sasuke czy kimś innym..
Otwieram usta, ale za bardzo nie wiem co powiedzieć. Naprawdę boję się tego, że jak przejdziemy sobie przez bramę trzymając się za ręce i wspomnienia wrócą to najzwyczajniej mnie odepchnie. A nie chcę być po raz drugi zraniony... 
Chyba czekała na odpowiedź, ale kiedy nie nadeszła to się zirytowała..bo teraz wstała i ubrała moją koszulkę. Spodnie odłożyła na krzesło przy biurku. A ja siedzę z zaciśniętymi już ustami i nie wiem co mogę zrobić, czy powiedzieć... Dlatego bezradnie chowam twarz w dłoniach, a łokcie opieram na kolanach. Biorę kilka głębokich wdechów i wydechów i próbuję znaleźć jakieś rozwiązanie tej sytuacji, ale nic nie nadchodzi. Nie specjalnie pomaga mi dłoń różowo-włosej, która jeździ po moich plecach. Nie reaguję na to, bo teraz sam nie wiem, co mogę zrobić, a co nie. Zna wszystkie moje obawy, ale nie wiem, co ona o tym myśli. Tak wewnętrznie, prócz tego, co powiedziała. 
- Chyba starczy jak na jeden dzień. - mruczy i przytula mnie od tyłu, kładąc policzek na moim karku - Połóż się, co? 
- Pójdę wziąć prysznic. - wzdycham cicho.
- Przecież pachniesz. Czuję.
- Znowu mnie obwąchujesz? - pytam z rozbawieniem.
- Nie moja wina, że tak to czuć. - przejeżdża nosem po moim karku - Wciąż wanilia i pomarańcza.
- A ty wiśnia i czekolada.
- Teraz już bardziej jak ty, bo użyłam twojego szamponu. - odsuwa się lekko - To idź już. - klepie mnie lekko w łopatkę.
- Czuję się wygoniony.. - pociągam nosem i wstaję, zabierając ze sobą wcześniej przygotowane rzeczy.
Pomimo tego, że mówimy na pozór żartobliwie to wciąż wisi gdzieś w powietrzu to cholerne napięcie.. 
Prysznic zajmuje mi mało czasu, bo specjalnie puszczam zimną wodę. Tak, marzec pełną parą, a ja na dodatek kąpię się pod tak chłodnym natryskiem. Ale przynajmniej pomaga mi to choć odrobinę się rozluźnić. Uwijam się ze wszystkim szybko i po niespełna dziesięciu minutach wychodzę w czarnej koszulce na krótki rękaw, spodenkach i z wciąż wilgotnymi włosami, które kilka razy przeczesuję.
- Szybko. 
Różowo-włosa leży już w łóżku zakryta po brodę. Unoszę brew w zdziwieniu.
- Zamknę okno. 
Sprawnie robię to, co mówię. Nie chcę, żeby ponownie zachorowała. Najwyżej będę się gotować w tej koszulce..
- Jak możesz być tak cienko ubrany?
- To ty nie założyłaś spodenek, które ci dałem.
- Tyłek to akurat chowam za każdym razem pod kołdrą. O niego martwić się nie musisz. - mruga do mnie i odsuwa część kołdry, żebym się położył.
Robię to bez słowa. 
- Dlaczego jesteś taki zimny? - posyła mi zdziwione spojrzenie.
- Bo brałem chłodny prysznic. 
- Głupi jesteś? - unosi brew - Chodź tu. - prostuje jedno ramię i unosi lekko głowę - Nie gryzę.
Cóż, nigdy nie odmówię przytulenia jej, więc robię to ochoczo. Głowę mam pod jej brodą, przez co piszczy, bo wciąż mam wilgotne włosy. Ups..
- Ale mi nie jest zimno.
- Prosisz się o chorobę. 
- A jak tam twoja? 
- Jestem w pełni zdrowa. - otula moją szyję ramieniem - Ale coś czuję, że ty nie będziesz. Susz włosy następnym razem.
- Nie mam czasu na takie pierdoły. 
- A kto będzie się zajmował twoim schorowanym tyłkiem? Na pewno nie Shikamaru, czy Kiba.
- Ty. - mruczę, wtulając się bardziej w jej pachnącą szyję. 
- Jeszcze czego. 
- Wiem, że przyjdziesz. - przez przypadek muskam jej skórę ustami.
Zamieram w miejscu, bo teraz to już niczego nie byłem pewien. 
- Naruto? 
O kurde. 
- Hmm?
- Nadal jesteś cholernie niedomyślny.
- O czym mówisz?
- O naszej rozmowie sprzed kilku minut.
Niepewnie odsuwam się od niej i unoszę głowę, by spojrzeć na jej twarz. Jest wpół rozbawiona, a wpół..jakby rozdrażniona? O co chodzi?
- To znaczy? - pytam niepewnie.
- Powiedziałam ci wszystko, a ty nadal nie zakodowałeś tego, co możesz zrobić. 
Marszczę brwi, bo kompletnie nie wiem o co chodzi.. No bo okej, mówiła, że nawet jeśli byśmy byli razem to by mnie nie odrzuciła, ale co to ma mi dać do zrozumienia?
Idiota.
No naprawdę.
Nie odzywać się tam!
Okej... Czyli ona mi dała tak jakby pozwolenie... Na bycie z nią? No bo tak jakby wyraziła chęć bycia ze mną, bo powiedziała, że coś do mnie czuje. Tak? Czy nie? Już sam nie wiem co powiedziała! Ale jak zapytam ją o to..to wyjdę na idiotę. Super. 
- Umm.. - podnoszę się na ramieniu, patrząc na nią z góry, nie żeby ta odległość była jakaś wielka, bo wciąż była cholernie blisko - Nie jestem pewien...
- Twoja mina pokazuje wszystko. - mówi z rozbawieniem.
- Fajnie, że bawi cię moja niewiedza.
- Wiem o czym myślisz. - unoszę ponownie brew i mrużę podejrzliwie oczy.
Znając moje szczęście myślimy o dwóch różnych rzeczach...
- Myślimy o tym samym. - opuszczam brew i rozszerzam lekko gały, no bo skąd ona...a z resztą...nieważne.
-Więc.. - drugie ramie kładę po drugiej stronie jej ciała, przez co jestem bardziej nad nią pochylony.
- Więc..
- Czy dobrze myślę o... - lewą dłonią pokazuję na zmianę ją i mnie.
- Yhym. - próbuje pohamować rozbawienie, ale słabo to wychodzi.
- Och. - kiwam do siebie głową - Ciekawe. - mamroczę do siebie. 
- Znowu się rumienisz. - unosi dłoń i ciało.
Najpierw przejeżdża po nim palcami, a potem mnie w niego całuje. Nie wraca na swoje miejsce tylko zostaje w obecnym miejscu, tak, że czuję jej miętowy oddech. Swoją drogą to albo zakosiła mi szczoteczkę albo znalazła jakąś nową.. Ale DOBRA, nieważne. Najwyżej umyliśmy zęby tą samą.
- Nie rumienię. - burczę cicho, odwracając lekko głowę.
- Rumienisz. 
- Cokolwiek. - wzdycham cicho - Więc.. - czuję, jak moje serce łomocze i nie zdziwiłbym się, gdyby to usłyszała - Więc...czy... - odchrząkuję - Czysto hipotetycznie... - patrzę na nią kątem oka i widzę, jak bawi ją moja paplanina, mimo, że próbuje udawać powagę.
- Kontynuuj. Czysto hipotetycznie co? - posyła mi wredny uśmiech.
Stękam cicho, bo doskonale wie o co mi chodzi, ale nie.. Naruto, powiedz to! No jasne...
- Więc tak, czysto hipotetycznie. - czuję, jak gorąc oblewa po raz kolejny moją twarz - Czy chciałabyś...znaczy...możesz, ale nie musisz... - biorę głęboki oddech i unoszę wzrok w górę, jakby to miało mi pomóc.
Zaciskam szczękę i ponownie na nią patrzę. W końcu wypadałoby, żebyśmy mieli kontakt wzrokowy... 
- Chciałabyś może...być...hmm.. - zaciskam usta, klnąc na siebie w duchu - Być z takim jednym idiotą...który nie może się wysłowić? - dopowiadam na jednym wydechu.
- Nie znam takiego.
Rzednie mi mina, bo, cóż..nie tego się spodziewałem. Zgryzam mocno wargę i patrzę na nią z przymrużonymi oczami.
- Jesteście takie skomplikowane. - burczę - Chcesz ze mną być? - szepczę ze spuszczoną głową.
Serce bije mi jak szalone, kiedy odpowiedz nie nadchodzi od razu, jak oczekiwałem. Chyba dobrze czułem, że nie myślimy o tym samym...
Haruno chwyta mnie za twarz i unosi ją lekko. Niepewnie podnoszę na nią spojrzenie i od razu dostrzegam, że uśmiecha się od ucha do ucha.
- Tak. - również szepcze i delikatnie mnie całuje. 
Gdyby moje serce mogło to już dawno by wyleciało z klatki piersiowej. Przez to wszystko jestem tak nieogarnięty, że dopiero po chwili odwzajemniam pocałunek. Wciągam przez nos powietrze i pcham delikatnie ciało Sakury na poduszki. Przekręcam się lekko, będąc całkiem nad jej ciałem, a ona oplata moją szyję i mocniej przyciska nasze usta do siebie. Od teraz będę mógł ją całować kiedy tylko mi się zachce. Wygryw życia.
- Zrobiłaś to specjalnie. - mruczę w jej usta, uchylając powieki.
- Tak słodko mówiłeś, że nie mogłam się powstrzymać. - cmoka mnie ponownie - Jesteś przesadnie słodki i nieśmiały. - i znowu buzi - I teraz tylko mój. - i znowu, ale tym razem dłuższe. 
- A ty moja. - uśmiecham się szeroko.
Zielonooka kładzie dłonie na mojej piersi, odwzajemniając uśmiech. Wystarczył jeden wieczór, żeby wywrócić moje życie do góry nogami.
- Ale ci szybko bije serce. - widzę, jak jej oczy się rozszerzają, a źrenice powiększają - Dlaczego?
- Takie pytania są bardziej stresujące niż myślisz. - wzdycham cicho - Ale to mam już za sobą... - zamieram na moment, bo przypominam sobie o bardzo istotnym fakcie - A..czy ty w ogóle będziesz to pamiętać? 
Dziewczyna wybucha śmiechem i chowa twarz między moją szyją a barkiem. Nie za bardzo rozumiem dlaczego...
- Nie jestem tak pijana, jak myślisz. - całuje mnie lekko w nerwową żyłę na szyi - Wytrzeźwiałam wystarczająco po tym prysznicu. 
- To dobrze.
- Dlaczego?
- Bo nie wiem, czy przeżyłbym przechodzenie przez to pytanie po raz drugi. 
- Wierzę, że dałbyś radę. - czuję, jak się uśmiecha.
- Więc teraz zaczęło się.. Te wszystkie randki, kwiatki i tak dalej. - wzdycham cicho.
- Nie wymagam tego od ciebie. - odrywa się od mojej szyi, by na mnie spojrzeć - Ty mi wystarczasz.
- Słodko. - mamroczę i cmokam ją w środek ust - Jakoś muszę cię przy sobie trzymać. - mrugam do niej.
- Jakbym chciała wiać to na pewno bym się nie zgadzała. Mówiłam ci.. - tym razem ona wzdycha - Mniej pesymizmu, skarbie. 
Rozszerzam lekko oczy na ten zwrot. Nie mogę pohamować szerokiego uśmiechu - a on rzadko kiedy jest. Zgryzam wargę, żeby nie było, że cieszę się jak idiota.
- Dobrze...kochanie. 
Dziewczyna... Moja dziewczyna wybucha śmiechem i przyciąga mnie do siebie ramieniem. Przesuwam się lekko na bok, żeby się wygodnie ułożyć i dopiero po chwili kładę głowę na jej ramieniu. 
- Cieszy cię to, co? 
- Może trochę. - mamroczę - Znowu się nabijasz!
- Może trochę. - parodiuje mój głos.
- Bardzo zabawne! - burczę i przewracam się na drugi bok - Dobranoc. 
- Obraziłeś się.
- Yym. 
- Chyba ja tu będę facetem. - słyszę, jak mówi do siebie po czym przytula się do moich pleców - Już  nie będę. - całuje mnie w lewą łopatkę.
Odwracam lekko głowę i zerkam na nią kątem oka. Kiedy widzi, że się jej przyglądam to robi dzióbek w moją stronę. Wywracam oczami i przekręcam się i całuję ją krótko.
- Gorąco mi. 
- To się odkryj. 
- Jestem odkryty bardziej niż powinienem. 
- I co na to poradzę? - cmoka mnie w ramię.
Stękam z rezygnacją i podnoszę się do pozycji siedzącej. Czasami nienawidzę tego, że jestem nienaturalnie ciepły i czuję się, jak w saunie. Szybko zrzucam z siebie koszulkę i wzdycham z ulgą, kiedy choć trochę owiewa mnie chłodne, marcowe powietrze. Kładę się z powrotem, patrząc przelotnie na dziewczynę.
- Hmm? - unoszę brew, kiedy patrzy na mnie dziwnie.
- Dopiero parę minut temu pytałeś, czy z tobą będę, a teraz robisz striptiz. Boję się co dalej. 
- Więcej nie zobaczysz. - prycham - Zasłużyć musisz. - przygarniam ją na swój tors i obejmuję ramieniem.
- Chyba ty. 
- Widziałem już wystarczająco na dziś. - śmieję się cicho, kiedy posyła mi mordercze spojrzenie - Ała! Za co mnie klepnęłaś? To bolało!
- Idź spać, bo ci odbija. - prycham - Masz coś jeszcze do powiedzenia? - unosi brew.
- Nie. - kręcę głową , pochylając się lekko w jej stronę - Dobranoc, kochanie.
- Dobranoc. - daje mi mocnego buziaka.
Zobaczymy, czy naprawdę będzie to pamiętać...


***
Zdążyłam wcale nie tak dawno napisać, że rozdziału nie będzie, bo wyjeżdżam, ale tchnęła mnie wena, żeby napisać coś przed wyjazdem... Więc macie to, na co czekaliście. Ktoś się spodziewał tego momentu tak szybko? Chociaż..to już 37 rozdział, więc nie wiem czy to takie szybko XD
BYŁOBY KIEPSKO, GDYBY JEDNAK NIE PAMIĘTAŁA..
Pozdrawiam!

Rozdział 36

Pijackie wyznania.

**

Idę krok w krok za blondynką, która próbuje mnie ignorować. Czy tak ciężko odpowiedzieć na jedno, pieprzone pytanie?
- Ino! - staję przed nią, zagradzając przejście do klasy - Powiedz.
- Od kiedy to cię interesuje?
Zaciskam usta. Ta laska jest wkurzająca.
- Po prostu powiedz.
- To podejrzane, że nagle się nią przejmujesz, wiesz? - wzdycha przeciągle - Nie podoba mi się to.
- Nic jej nie zrobiłem. Powiedz, co z nią jest?
- Po prostu jest chora. - wywraca oczami i mnie wymija.
Odwracam się za nią i ruszam do jej ławki.
- Od wtorku? Tak nagle?
- Nigdy nie wiesz, kiedy coś cię złapie. - patrzy na mnie przez moment - Już? Koniec przesłuchania?
- Nie. - siadam na krawędzi ławki - Lepiej z nią?
Dziewczyna odkłada na blat telefon, którym przed chwilą się bawiła i ponownie kieruje na mnie spojrzenie. Tym razem jest zdezorientowane.
- Co jest między wami?
Unoszę brew na jej bezpośredniość. Cóż, sam nawet nie wiem jak na to odpowiedzieć. Czy rzeczywiście coś między nami jest? Przechodziliśmy przez multum rozmów, raz się całowaliśmy, spaliśmy ze sobą trzy razy, ale teraz tak jakby zerwała ze mną kontakt. Więc..
- Tkwimy w martwym punkcie.
- Odnośnie? - wzruszam ramionami.
- Sam chciałbym wiedzieć.
- To zapytaj?
- Chciałem, ale tak jakby nie rozmawia ze mną.
- Więc ona z tobą nie gada, a ty wypytujesz czy dobrze się czuje po chorobie?
- Umm.tak? - marszczę brwi - Coś w tym dziwnego?
Macha ręką i chwyta po raz kolejny telefon w dłoń. Sprawdza coś na nim. Nie jestem pewien czy teraz ona mnie ignoruje, czy co.
- Okej.. - wzdycha cicho - Nie wiesz tego ode mnie. - wskazuje moją osobę palcem.
Kiwam głową, bo co innego mogę zrobić?
- Skoro tak ci zależy to będzie jutro w Venus, więc możesz wtedy z nią porozmawiać.
- To nowy klub, nie?
- Yhym. Ale nie wiesz tego ode mnie. - chwilę po tym, jak kończy zdanie rozbrzmiewa dzwonek na lekcje.
Dlatego ruszam w stronę ławki, którą zajmowałem z Sakurą. Cholera, naprawdę przestałem lubić siedzenie samemu.. Czuję się dziwnie bez jej towarzystwa. Już nawet wolałem, jak po prostu była. Nie musiała się nawet odzywać. A teraz? Jest piątek, a ostatni raz rozmawiałem z nią w poniedziałek przy pracy grupowej na lekcji Hatake. Później jak nie było, tak nie ma po niej śladu w szkole. Chyba zdążyłem się przyzwyczaić, a to z pewnością nie wyjdzie mi na dobre

**

Dudniąca w uszach muzyka, głośne piski dziewczyn, unoszący się zapach alkoholu i zmieszanych perfum - to jest to, co charakteryzuje wszystkie kluby. Och, no i niewyobrażalnie wielkie tłumy. Zwłaszcza na otwarciu kolejnego w mieście.. Dzieciaki przychodzą, żeby poudawać dorosłych i zawsze proszą na ładne oczy albo barmanów albo nieznajome osoby o kupno alkoholu. To zarówno śmieszne, jak i lekko przerażające.
- Baw się! - odwracam się na barowym krześle, gdy dostaję z łokcia w bok.
- Nie mam ochoty.
- To po co tu przyszedłeś?
Patrzę wymownie na Kibę, który po chwili łapie o co chodzi. Kręci głową do siebie, ale wciąż się uśmiecha. Wyjaśniliśmy sobie sytuację z pewnego poranka, kiedy rzucił się na mnie jak głupi. Wiedziałem, że to było na popis, ale Sakura niekoniecznie.
- Myślisz, że jak ją spotkasz to będzie chciała z tobą rozmawiać?
- Nie wiem. - wzdycham przeciągle - Po prostu chciałbym ją chociaż zobaczyć. - wzruszam na pozór obojętnie ramionami - Poza tym, wciąż mam obowiązek, by pilnować jej tyłka. Więc jeśli jakiś szczeniak zacznie się do niej dobierać to będę musiał wkroczyć.
- No tak. Anioł stróż.
- Nefilim. - wskazuję na niego szklanką z sokiem, którą po chwili uderza swoją, ale z alkoholem.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że powiedziałeś jej prawdę, a ona nie uciekła.
- Poniekąd ma wrodzony instynkt.
- Też prawda, bracie. - kiwa głową - Kiedy do końca go rozbudzi to okaże się, że ma większe jaja niż co niektórzy faceci.

**

Sakura:
Wiem, że tu jest. Zawsze musi być obok. Domyślam się, że kiedy byłam chora to też gdzieś tam był..albo wysłał kogoś, by mnie pilnował. Nie zdziwiłaby mnie druga opcja po tym, jak go potraktowałam. Ale co mogę powiedzieć? Każde z nas zdawało sobie sprawę co będzie, jeśli się zapędzimy. I żadne nie chciało zostać zranione. Dlatego zamiast dalej próbować po tym nocnym obściskiwaniem się, odepchnęłam go. To był taki instynkt. Kiedy wiedziałam, że mogę oberwać to po prostu odsuwałam od siebie czynnik, który mógł przynieść niepożądane skutki. I tutaj był właśnie Naruto. Muszę jednak przyznać, że brakowało mi go. Ostatnio nawet zaczęłam żałować tego, że się całowaliśmy, bo gdyby nie to..to po prostu byłoby jak dawniej. Ale z drugiej strony.. Każde z nas czuło, że prędzej, czy później nadejdzie taka sytuacja. W powietrzu wręcz wisiało napięcie, kiedy byliśmy sami.
I, cholera, nie wiem dlaczego, ale naprawdę czułam jego obecność. I jakaś część mnie chciała sprowokować go do tego, by się ujawnił i znowu był blisko. Mój uśpiony przez alkohol zdrowy rozsądek sprowadził mnie do tego, że teraz tańczę z chłopakiem, którego imienia nie usłyszałam przez głośną muzykę. Stoję do niego tyłem, a on obejmuje mnie w talii, ale zdaję sobie sprawę z tego, że z każdą piosenką chce posunąć się dalej. Mój super chytry plan przestaje mi się podobać w momencie, kiedy facet zaczyna być nadto natarczywy i po prostu chce mnie obmacać. Spycham jego dłonie raz, drugi, trzeci, ale najwyraźniej nic sobie z tego nie robi. Co więcej, wzmacnia uścisk i przysuwa usta do mojej szyi i zaczyna składać na niej niezbyt przyjemne pocałunki. Zaczynam się szarpać, ale przynosi to gorszy skutek. Chłopak warczy gardłowo i mocniej przysysa się do odkrytej skóry.
- Spokojnie, maleńka. Chcę się tylko trochę zabawić.
- Ja nie. - dźgam go z łokcia..gdzieś..bo sama nie jestem pewna w co trafiłam.
- Nie bądź taka zadziorna. Zaraz mogę przestać być delikatny. - wytyka swój jęzor i tyka nim mój bark.
Przechodzą mnie niemiłe dreszcze i są na tyle mocne, że się wzdrygam. Zaczynam panikować, kiedy przez alkohol moja koordynacja jest na tyle marna, że nie nadążam odpychać jego łapsk z mojego ciała.
W co ja się wpakowałam?! On mnie molestuje, do cholery! Dlaczego zawsze mam takie durne pomysły?
Chwilę po tej myśli, mój napastnik odsuwa się, co mnie dziwi, ale jednocześnie cieszy. Słyszę za plecami stłumione głosy, a potem huk upadku. Odwracam się zaskoczona, bo to wszystko dzieje się w przeciągu paru sekund. Chłopak, który chciał mnie obmacać leży na ziemi i kurczowo trzyma się za lewe oko, zapewne klnąc pod nosem. Jestem w takim szoku, że nie orientuję się, kiedy ktoś łapie mnie za przedramię i zabiera w stronę baru, gdzie nie ma aż tylu głośników. Dopiero kiedy zostaję posadzona na krześle barowym, patrzę na osobę, która mnie tu przytargała.
- Co tu.. - zaczynam.
- Co ty odpieprzasz? Życie ci niemiłe? - pyta z wyrzutem - On mógł ci zrobić krzywdę, do cholery! - podnosi znacznie ton głosu - Co miałaś w głowie jak pozwoliłaś mu na cokolwiek?! Wiesz, że brał wszystko jako zachętę?! - zaczyna wymachiwać dłońmi, aż w końcu wskazuje na mnie oskarżycielsko palcem - Jesteś nieodpowiedzialna!
Okej, cieszę się, że go widzę i że mnie uratował jak super bohater..ale, cholera, nie musi się na mnie drzeć i ganić jak małe dziecko.
- Miło zaczynasz rozmowę, wiesz? - prycham rozzłoszczona - Nie jestem dzieckiem, Naru!
Blondyn zaciska szczękę i przeciera twarz dłońmi. W czasie, kiedy o tłumi w sobie złość, ja zamawiam trzy szoty. Wiem, że prawdopodobnie sieknie mnie po nich tak, że jutro nie będę nic pamiętać, ale w końcu mam swojego Anioła Stróża u boku. Ponownie.
- Oszalałaś? - jego lazurowe oczy rozszerzają się, kiedy chwytam po ostatniego szota - Wracasz do domu. - wskazuje na mnie palcem.
- Nie mogę. - wzdycham głośno, bo pali mnie cholernie w gardło.
- Dlaczego?
- Mimo, że jestem pełnoletnia to nie chcę, żeby rodzice widzieli mnie w takim stanie. - zeskakuję z wysokiego krzesełka.
Ląduję krzywo na szpilkach, ale nie czuję bólu przez znieczulony organizm. Tylko tracę lekko równowagę, jednak Naruto szybko pomaga mi złapać pion. Chłopak mruczy coś pod nosem, ale niezbyt go słyszę, więc tylko przytakuję głową.
- To świetnie. - mówi głośniej - Wychodzimy.
- Ale.. Ale muszę się pożegnać.
- Nie ma mowy. - obejmuje mnie delikatnie, ale stanowczo ramieniem i rusza w stronę wyjścia - Wychodzimy.

**

Naruto:
Nie rozumiem, jak można być tak nieodpowiedzialnym i pozwolić na to, żeby jakiś szczeniak myślał, że może ją dotykać. Nie da się określić, jak wkurwiony byłem, kiedy zobaczyłem, jak ją trzyma. I całuje. I przejeżdża ohydnymi łapskami po jej ciele. I kiedy był tak blisko niej.. Można to nazwać zazdrością, ale.. Właściwie, to pieprzyć to. Byłem cholernie zazdrosny. I pod wpływem tych wszystkich odczuć zganiłem ją jak małe dziecko. Gdybym nie usłyszał jej myśli, kiedy na nich patrzyłem to nie domyśliłbym się, że potrzebuje pomocy. Typek robił to w taki sposób, że ciężko można było dostrzec, czy akceptuje taką bliskość. Tym razem miała cholerne szczęście.
- Gdzie idziemy? - jej głos wyrywa mnie z kolejnej fali przemyśleń na temat głupiego zachowania w klubie.
- Do mnie. Już mówiłem.
- Jak to? - zatrzymuje się przed wyjściem.
- Tak to. - wywracam oczami i delikatnie popycham ją, by ruszyła dalej - Ja przynajmniej nie będę cię molestował.. - burczę cicho, ale chyba to usłyszała, bo spojrzała na mnie dziwnie.
Kiedy tylko wychodzimy, przenoszę nas pod swój dom. Nie chciałem tego robić w klubie, no bo jakby ktoś zobaczył, że nagle znikamy to..cóż..troszkę by się zdziwił. Dlatego wolałem przebrnąć jakoś przez ten tłum i użyć tej umiejętności, gdy byłem pewien, że nikt niepotrzebny tego nie zobaczy.
Otwieram drzwi i przepuszczam dziewczynę pierwszą. W czasie, kiedy ona rusza wgłąb domu, ja piszę do Kiby krótką wiadomość, że jestem z Sakurą. Zapewne przekaże Shikamaru i szybko nie wrócą. Może to i lepiej..
- Jesteś głodna? Albo chcesz pić?
- Soku. Dużo soku. Pali mnie w gardle. - mamrocze niewyraźnie.
- Okej. - ruszam do kuchni i nalewam jej soku porzeczkowego do szklanki - Nieźle cię siekło. Ledwo stoisz w tych butach. - komentuję, podając jej napój - Możesz je ściągnąć. Będzie ci wygodniej.
Kiwa głową i, ściągając buta, bierze dużego łyka soku. Chwieje się niebezpiecznie i nim znajduję się obok niej to większa zawartość ciemnej cieczy ląduje na jej koszuli.
- Cholera! - trzyma się mojego ramienia i odstawia szklankę - Gorzej niż świnka. - mamrocze i w końcu zdejmuje szpilki - Nie dopiorę tego. Muszę się przebrać..
- Chodź do mojego pokoju, weźmiesz prysznic. - proponuję - Idź pierwsza, ja odłożę twoje buty.
- Okej.
Puszczam ją i pochylam się, by zabrać zabójczo wysokie obcasy. Cholera, jak ona mogła w tym chodzić? A gdzie tu jeszcze tańczyć? Kobiety chyba za bardzo się poświęcają..
Odkładam buty do przedpokoju i powolnym krokiem ruszam w stronę schodów. Wzdycham głośno, bo czuję, jak zmęczenie zaczyna dopadać moje ciało. Dobrze, że przed wyjściem się kąpałem, więc teraz wystarczy, że ubiorę spodenki i mogę iść smacznie spać. Oczywiście będę w pokoju gościnnym.
Kiedy wchodzę do mojej twierdzy, słyszę jak prysznic puszcza wodę. Z racji tego, że dziewczyna nie ma ubrań na przebranie, postanawiam poszukać czegoś, co mogłaby ubrać. Zapalam lampkę przy biurku, zasłaniając przy okazji rolety, bo są blisko. Szybko i sprawnie zaczynam przeszukiwać zawartość szafy i w końcu znajduję jej spodenki, które kiedyś już miała ubrane i zwykłą, czarną koszulkę. Ona zapewne będzie sięgać jej do połowy uda, bo jest w porównaniu do mnie dość niska. Kiedy kończę szperanie w szafce w poszukiwaniu ubrań dla mnie, drzwi od łazienki się otwierają. Przymykam mebel i idę zgasić światło, rzucając na łóżko ubrania dla dziewczyny. Nawet na nią nie spojrzałem, żeby nie było.
- Naru?
- Masz tutaj ubrania. - wskazuję za siebie - Myślałem, że zdążę wyjść zanim skończysz. - drapię się po karku - Ja lepiej już pójdę. - dłoń z szyi kładę na oczach - Nie patrzę. - wymacuję wolną ręką powierzchnię ściany - Już wychodzę.
Dziewczyna chichocze na moje powolne próby opuszczenia pokoju, ale hej, nie chciałem być dupkiem, czy coś i ją podglądać.. Więc naprawdę szło opornie, bo nic nie widziałem. Kiedy wydaje mi się, że jestem blisko drzwi, uderzam w coś i tym czymś jest Sakura. Marszczę brwi i z automatu zabieram dłoń z twarzy i otwieram oczy.
- Umm.. - odwracam szybko głowę - Nie chciałem.. - ponownie zakrywam twarz i próbuję przejść obok niej, ale mi to uniemożliwia.
- Coś nie tak? - pyta na pozór nieśmiało.
- Uhm, nie.. J-ja już wychodzę.
Próbuję ją ominąć po raz kolejny, ale ponownie stawia opór. Co więcej, kładzie dłonie na moim torsie i nawet przez cienką koszulkę czuję ciepło, które bije od jej ciała. Przełykam głośno ślinę, nie wiedząc co zrobić. Bo nie chcę gapić się na nią, kiedy jest w samej bieliźnie.. To znaczy, nie chcę wyjść na napalonego gnojka.
Haruno chwyta moją dłoń na oczach i splata ze swoją. Niepewnie uchylam powieki, bo nic więcej mi nie pozostaje do zrobienia. Patrzę w jakiś punkt za nią, żeby nie było.. Ale ona zbytnio mi na to nie pozwala, bo chwyta mnie za poliki i pociąga w dół. Marszczę brwi, będąc zdezorientowanym jej zachowaniem. Za to ona najwidoczniej świetnie się bawi, bo uśmiecha się szeroko.
- Co cię bawi? - mamroczę cicho.
- Ty. - przekręca delikatnie głowę w bok - Jesteś słodki, Naru. - szybko cmoka mnie w czubek nosa.
Chyba robię głupią minę na ten gest, bo zaczyna chichotać. Cóż..
- A ty pijana. - otaczam swoimi dłońmi jej - Bardzo pijana. Chyba czas spać, co?
- Jestem tylko troszkę nietrzeźwa. - i w tym momencie dostaje czkawki - Troszeczkę.
Parskam śmiechem i kręcę lekko głową. Tsa, na pewno jest tylko troszkę nietrzeźwa..
- To jak wytłumaczysz brak równowagi?
- Nie twierdzę, że jestem w pełni trzeźwa. - ponownie czka - Cholera. Ktoś mnie wspomina.
- To pijacka czkawka. - mrugam do niej i prostuję się lekko - Połóż się, co?
Różowo-włosa wzdycha cicho i kiwa głową. Ale ponownie jestem zdezorientowany, kiedy ciągnie mnie za sobą.
- Czemu..
- Nie chcę spać sama. - odpowiada zanim zadaję odpowiednie pytanie - Nie pogryzę. - odwraca się do mnie, posyłając dziwny uśmieszek.
Jęczę cicho, kiedy gwałtownie pcha mnie na łóżko. Marszczę brwi po raz kolejny dzisiejszego wieczoru, bo nie wiem jak mam reagować. Zwłaszcza, kiedy dziewczyna wdrapuje się na mnie i siada okrakiem na moich biodrach. Wciąż będąc w bieliźnie.
- Umm.. T-tutaj masz ubrania. - wskazuję palcem na materiały, leżące niedaleko nas.
- Znowu jesteś nieśmiały.
Pochyla się w moją stronę, kładąc dłonie po obu stronach głowy. Skanuje uważnie swoimi wielkimi oczami to, jak reaguję na tę bliskość. Zapewne jestem cały czerwony..
- Wcale nie jestem nieśmiały.
Unosi zaczepnie brew i opiera jedną z dłoni na moim mostku, sprawiając, że nasze twarze dzielą centymetry. I jest ich niewiele.
- Jasne, kochanie.
Rozszerzam bardziej oczy i podkurczam palce u stóp na ten zwrot. Moje serce zaczyna jakoś tak mocniej i szybciej bić, bo to.. Cholera. Dobrze słyszeć z jej ust takie coś i to jeszcze w moim kierunku!
- Wiesz co? - dotyka drugą ręką mojego czubka nosa.
- Nie.
Uśmiecha się bardziej do siebie, niż do mnie i przysuwa ciało jeszcze bliżej. Przekręca głowę, zbliżając ją bardziej do mojej. I kiedy naprawdę nasze usta są blisko siebie to zatrzymuje się na moment.
- Tęskniłam za tobą. - mruczy i przyciska swoje wargi do moich - Bardzo. - wpija się w nie mocniej.
Od razu odwzajemniam subtelny, ale namiętny pocałunek. Nie kontroluję odruchu, który każe mi złapać ją w pasie. Dopiero kiedy czuję kontakt skóra-skóra, zdaję sobie sprawę, że wciąż jest mniej niż bardziej ubrana. I gdy chcę wycofać dłonie, ona mruczy w moje usta i jedną ręką otacza mój polik.
- Ja za tobą też. - mówię na jednym wdechu, kiedy odsuwamy od siebie nasze usta.
- Mogłeś się odezwać. - mamrocze i zaczyna atakować wargami moją szyję.
- Ty nie dawałaś znaku życia.
- To jest coś takiego jak podchody. - wciągam głośno powietrze, kiedy chwyta między zęby delikatną skórę szyi - Zazwyczaj chcemy, żeby facet jednak wykazał się inicjatywą.
- Najwyraźniej jestem niedomyślny. - wzdycham cicho, odchylając w bok głowę.
- A miałeś mnie pilnować.
- Pilnowałem.. - wyginam się lekko, kiedy chucha na, prawdopodobnie, malinkę - Znaczy wysłałem Kibę do pilnowania.
- Dlaczego jego?
- Skoro nie chciałaś ze mną rozmawiać to stwierdziłem, że mojego towarzystwa obok również byś sobie nie życzyła..
- Jesteś głupi.
Unosi głowę i ociera nasze nosy o siebie. Uśmiecha się lekko i ponownie mnie całuje. Tak szybko, ale soczyście.
- Okej, Sakura.. - podnoszę się razem z nią do pozycji siedzącej - Było super i w ogóle, ale lepiej idź spać.
Dziewczyna zaciska usta i patrzy na mnie jakby zawiedziona. W końcu wzdycha i robi z boku ust dzióbek, pokazując naburmuszoną minę.
- Dlaczego? - obejmuje mnie ramionami wokół szyi.
- Bo jest późno.
- No i co? - unosi zaczepnie brew - Jestem starsza, pamiętaj.
- A ja jestem trzeźwy. - rozplątuje jej ramiona i chwytam drobne dłonie zielonookiej w swoje - I nie zamierzam cię w żaden sposób wykorzystywać.
- Czekaj, co? - marszczy nos i odchyla lekko głowę - Myślisz, że mnie wykorzystujesz?
- Nie chcę po prostu, tak jakby, korzystać z okazji. - wzruszam ramionami.
- Gdybym nie chciała to bym cię nie pocałowała.
- Jednak wciąż jesteś pijana i prawdopodobnie jutro będziesz wszystkiego żałować. O ile będziesz w ogóle coś pamiętała..
- Nie będę żałować. - odpowiada rzeczowym tonem.
- Zgaduję, że będziesz skoro na trzeźwo nie dawałaś żadnego znaku życia i byłem dla ciebie niczym natręt. - zaciskam lekko szczękę - Dlatego jestem świadom tego, że jutro przeminie twoja chwilowa chęć bycia blisko mnie i znowu wrócimy do punktu wyjścia.
Haruno zabiera swoje dłonie i zaczyna bawić się palcami ze spuszczoną głową. Cholera, chyba ją zraniłem. A naprawdę nie chciałem! Idiota, no idiota ze mnie!
- J-ja..przepraszam. Nie chciałem, żebyś poczuła się z tym źle. - delikatnie dotykam jej ramion.
Dziewczyna unosi głowę i patrzy na mnie zaszklonymi oczami. Zgryzam wargę, przeklinając w duchu swoje gadulstwo.
- To ja przepraszam. - ponownie obejmuje mnie ramionami i wtula twarz w miejsce pomiędzy barkiem a szyją - Jestem taką wredną suką dla ciebie.
- Wcale nie. - kładę dłoń na plecach zielonookiej i delikatnie po nich przejeżdżam - Nie jesteś. Po prostu źle to ująłem..
- Naprawdę cię przepraszam. - pociąga nosem - Odbija mi ostatnio.
- Nie przepraszaj..
- Mam za co. - podnosi głowę, chwytając moje poliki w swoje dłonie - Odwala mi, bo.. - zacina się z rumieńcem na polikach.
- Bo?
Próbuje zakryć twarz włosami, ale szybko chowam kosmyki za jej uszy. Przejeżdżam opuszkami palców po aksamitnej skórze na policzku. Różowo-włosa wzdryga się lekko pod wpływem tego dotyku.
- Bo mi na tobie zależy. - mówi na jednym wydechu i ponownie chowa twarz w mojej szyi - A nie mogę się zakochać w kimś, kto nie chce ze mną być.


***
O luju, wyszło więcej niż myślałam, że będzie napisane. Tak dla przypomnienia - kiedy wyznawali sobie pierwszy raz, że im zależy to Naru był tak pijany, że po prostu tego nie pamięta. 
CO ZROBI NARUTO?