wtorek, 16 września 2014

~Jednopartówka: "Wróć do mnie"

To nie kolejna część. Coś się popsuło i musiałam opublikować na nowo, bo cofnęło się do wersji roboczych, ale komentarze zostały tak jak były wcześniej wstawione. Zaraz naprawię zakładkę rozdziały.
***

Występują: Naruto, Sai, Shino, Sasuke, Minato, Sakura oraz Matka Sakury (nie mogłam znaleźć żadnych imion).
Zastrzeżenia: Wątek heteroseksualny, ale jest przeplatany homoseksualizmem.
Opis: Normalna rzeczywistość, świat. Bez mangi, anime, nie ma z nią powiązania. Historia na przestrzeni lat, opis w 3 os. l. poj. Cała historia składa się z kilku części.
***
Część I
Rok 1999
Blondyn od samego rana był podekscytowany, dziś odbiera dyplom i po wakacjach idzie do pierwszej klasy podstawówki. Jego ojciec już od rana przeszukuje szafę, aby syn jak najlepiej wypadł. Przy okazji daje mu kazanie.
- Naruto tylko bez krzyczenia, jakiś dziwacznych gestów i co najważniejsze nie popisuj się. Tylko idź po dyplom, uśmiechnij się i usiądź, dobrze?
- Tak tatusiu. 
- Wspaniale! - krzyknął po chwili, gdy zapiął już wszystkie guziki koszuli u syna.
- Tatusiu, ktoś puka do drzwi.
- Ach..racja. - podszedł do drzwi, a za nim blondynek.
W drzwiach stała wysoka brunetka, a za nią różowowłosa dziewczynka. Podczas rozmowy dorosłych niebieskooki podszedł do dziewczynki i wyciągnął do niej rękę.
- Cześć! Jestem Naruto, a ty? - uśmiechnął się szeroko.
- Sakura. - odwzajemniła uśmiech.
- Idziesz po odebranie dyplomów?
- Mhm.
- Chodźmy razem! Tatusiu - potrząsnął ręką ojca - czy Sakura może iść z nami? Proooszę!
- Oczywiście synku. Wejdźcie proszę. - przepuścił w drzwiach matkę dziewczyny oraz dzieci.
Naruto złapał różowowłosą za rękę i zaprowadził do swojego pokoju, gdzie się zaczęli bawić. Rodzice w tym czasie poznali się lepiej, okazało się, że matka wprowadziła się z córką niedawno i nie znają tak dobrze sąsiadów, ale słyszała, że tu właśnie mieszka ojciec z synkiem w wieku Sakury. Postanowiła więc ich poznać. 
Tak właśnie zaczęła się ich przyjaźń.
Trzynaście lat przyjaźni, bycie razem w tej samej klasie od skończenia przedszkola.
Trzynaście lat..szmat czasu.
Trzynaście lat świetnej zabawy.
Trzynaście lat przychodzenia do siebie obojętnie czy jest dzień czy noc.
Trzynaście lat wspólnych marzeń.
Trzynaście lat odkrywania siebie nawzajem.
Trzynaście lat traktowania się jak rodzeństwo.
Trzynaście lat ukrywania tajemnic. 
Trzynaście lat oszukiwania samego siebie.
Trzynaście lat, które mimo wszystko były wspaniałe.
Trzynaście lat..szmat czasu, prawda?

Oboje się zmieniali, na lepsze. Każdego dnia spotykali się, albo on przychodził do niej, albo ona do niego. Z czasem zauważyli, że tak naprawdę nie mogą bez siebie żyć. Wiedzieli o sobie wszystko. Każdy szczegół. Kiedy ona była w tarapatach ratował ją, a kiedy on coś przeskrobał w szkole pomagała mu, a później śmiali się z tego. Każdego wieczoru, gdy ojca blondyna nie było, dziewczyna przychodziła do Naruto i spali razem. Może wydać się to dziwne? Ale przypomnij sobie, że kiedy byłeś młodszy nie było żadnych podtekstów, żeby z kimś spać. Tu także ich nie było, nawet kiedy był czas, że dojrzewali. Na pierwszym miejscu zawsze była przyjaźń, na kolejnych miejscach wszystko inne. Wspominane było, że nie mogli bez siebie żyć? Tak, racja. Wiecie, co? Po nocach, rozmawiali ze sobą i mówili o najskrytszych marzeniach, aż w końcu obiecali sobie, że pójdą razem do tej samej szkoły średniej i nigdy się nie rozstaną, że będzie ich zawsze łączyć przyjaźń, nierozerwalna przyjaźń. Czy było to możliwe? Czy było możliwe dotrzymanie tej obietnicy? Przez parę lat tak, ale później..zdecydowanie nie. Wtedy pojawiły się pierwsze kłamstwa, pierwsze próby oszukania samego siebie..

Rok 2012
Osiemnaście lat.. To chyba wiek, który cieszy wszystkich. W końcu jesteś pełnoletni, nie musisz nikogo się słuchać, jesteś wolny. Nie ma zakazów, nakazów, samowolka. Ktoś pomyśli: "super, mogę wszystko", ale to gówno prawda. Spytasz: "czemu?" już ci mówię. Po co samowolka, skoro jak coś spieprzysz nie masz nikogo? Przeholujesz, stracisz kogoś i co? Kto ci pomoże? Jesteś wtedy w ciemnej dupie mówiąc wprost. Więc po co się cieszyć? Po co szpanować, że masz alkohol, trawkę i możesz tego używać do woli? Wiesz? Ja też nie. 

Naruto siedział na łóżku dziewczyny z telefonem w ręku, czekał aż dziewczyna się przebierze. Tak, przebierała się przy nim. Dla nich to nie było nic dziwnego. Z resztą nie wstydziła się go. Był uznawany za geja. Tak. Niebieskooki miał problem z orientacją i raz z kolegą Sai'em chcieli to sprawdzić, no i cóż..sprawa wyszła i był uznawany za geja, do dziś jest. Sam w to uwierzył. Jednak ostatnio zauważył, że coś zaczęło dziać. Inaczej reagował na jej obecność niż wcześniej. Próbował to ignorować, ale nie dawało mu to spokoju. Jego ciało go zdradzało. Czyżby zmieniła się jego orientacja?

Część II
Egzaminy, egzaminy, egzaminy. Tylko to im w głowie. Jest kwiecień, Naruto jak i Sakura zakuwają całe dnie i noce, by wyjść ze szkoły z jak najlepszymi wynikami. Nie mają czasu na rozrywkę, choć i tak często zamiast uczyć się wspólnie, to wygłupiają się. 
- Naruto... - mruknęła.
- Hmm?
- Chodźmy do Shino na tą imprezę trzeba się trochę rozerwać! - szturchnęła go łokciem w żebro.
- Po co? A no tak..ten Sasuke? Hmm? - ledwo wypowiedział jego imię.
- Może. - zarumieniła się.
- Pamiętaj, że ja wiem wszystko, mała. - pochylił się nad nią poruszając zabawnie brwiami. - Chodzi o niego?
- Taaaak.
- Nie lubię go. - westchnął.
- A kogo ty lubisz?
- Nikogo.
- A mnie? - wstała.
- Przecież ja cię kocham, jesteś dla mnie jak siostra - ile by dał, żeby nie mówić o siostrze.. - A ty mnie lubisz?
Kochał ją, ale już nie jako siostrę, kochał ją jak mężczyzna kobietę. Chciałby jej powiedzieć, ale..bał się. Z resztą ona upatrzyła już sobie kogoś..a jemu zależy na jej szczęściu. Nie ważne jakim kosztem. 
- Kocham - pocałowała go w policzek - to pójdziemy? Proszę!
- No dobrze już dobrze.. Ubieramy się.
- Dziękuję! - rzuciła się mu na szyję zamykając w niedźwiedzim uścisku.
- Tak, oczywiście uduś mnie.. - westchnął cicho i odwzajemnił uścisk.
Tak bardzo chciał ją mieć przy sobie cały czas, móc całować, dotykać, przytulać, szeptać czułe słówka bez przerwy. Jednak to było niemożliwe. Niestety.
Po kilku minutach byli na domówce, był tam również Sasuke o którym nie tak dawno wspominała różowowłosa. Uzumaki cały czas ją pilnował, nie chciał, żeby upiła jednak.. Miała te osiemnaście lat i mogła robić co chciała. Mimo to próbował. Usiadł na kanapie między dwoma zjaranymi facetami. Próbowali dać mu trawkę i piwo, ale odmawiał z sztucznym uśmiechem. Odmawiał do czasu, gdy zobaczył Sakurę i Sasuke całujących się poczuł ukłucie po lewej stronie klatki piersiowej. Nie miał już nic więcej do stracenia. Stracił ją. To wystarczyło. Wziął od siedzących obok facetów wszystko co dawali i się zjarał. Jednak zielonooka nie była w lepszym stanie była zlana w trupa. Po chwili namysłu zamówił taksówkę, wziął ją na ręce i zabrał do siebie do domu. Nikogo nie było, Minato wyjechał na parę dni więc dom był pusty. Blondyn delikatnie położył dziewczynę na łóżku i poszedł się przebrać. Gdy wrócił Haruno siedziała na łóżku pocierając pięścią oko.
- Huh..?
- Idź spać, mała.
- Dasz mi jakąś koszulkę? 
- Jasne. - podał jej czarną bluzkę z napisem ''Nike''.
- Dziękuję - przebrała się i położyła.
- Nie ma sprawy. Śpij.
- Położysz się ze mną? - oparła się o poduszki.
- Tak, za chwilę przyjdę - ruszył do łazienki, by przemyć sobie twarz.
Gdy wrócił do pokoju różowowłosa spała. Położył się obok obejmując ją ramieniem. Dziewczyna poruszyła się delikatnie, odwróciła do niego twarzą, miała otwarte oczy, jednak nie spała. Niebieskooki uśmiechnął się do niej delikatnie. Po chwili poczuł jej dłoń pieszczącą jego policzek. Przytuliła się do niego, a gdy podniosła głowę pocałowała. Zdziwiony, ale jednocześnie zadowolony chłopak odwzajemnił pocałunek. Pochylił się nad nią lekko pogłębiając pocałunek, Haruno objęła dłońmi jego jego kark przysuwając bliżej siebie..

Następnego dnia obudził ją Naruto, który wszedł do pokoju z dwoma kubkami parującej kawy w dłoniach. 
- Dzień dobry. - powiedział i się uśmiechnął - Długo spałaś.
- Dobry.. Która godzina?
- Dwunasta.
- Nic prawie nie pamiętam z wczoraj..
- A co pamiętasz?
- Wszystko do momentu kiedy byłam z Sasuke a później..ciemność. Nic nie pamiętam.
- Aha. - niebieskooki czuł się jak wrak człowieka, nie pamiętała tego..
I co teraz?

Część III
Rok 2013
Codzienna rutyna wstawanie rano, włączenie ekspresu do kawy, krótkie "cześć" do różowowłosej, zignorowanie Sasuke i wyjście do pracy. Początkowo Naruto mieszkał tylko z Sakurą, a później przyczepił się do nich Sasuke. W końcu Haruno to jego dziewczyna.. 
Uzumaki nie jest w najlepszym stanie, oprócz wyjścia do pracy siedzi na fotelu i ogląda filmy na laptopie, a oni w tym czasie wychodzą, bawią się.. On nie chce, nie chce widzieć ich razem..
Ale jednak znosi ten widok każdego dnia..
- Naruto może pójdziesz z nami? 
- Nie, idźcie sami. Ja mam filmy.
- Ale ciągle siedzisz w domu.. Chodź z nami. Martwię się o ciebie.
- Nie ma o co się martwić, idźcie sami. Naprawdę. Leć już. - uśmiechnął się delikatnie.
- Dobra, chodź kochanie. Jak nie chce iść to niech nie idzie. - burknął Sasuke, dziewczyna skarciła go tylko wzrokiem. Pocałowała blondyna w polik i wyszła.
Po ich wyjściu Uzumaki podwinął rękawy bluzy, przyjrzał się bliznom na nadgarstkach niektóre były jaśniejsze niż kolor jego skóry, inne były świeże. Ciął się. Miał ku temu powód. Przez to mógł znieść towarzystwo Haruno z Uchihą. 
Jak zawsze przeglądał internet aż wpadł na stronę "describeyourday.com" wczytał się bardziej w treść. Był to konkurs, zasady były proste, trzeba było opisać swój dzień. Na pewien okres czasu. Kto najlepiej napisze wygra ciekawe nagrody. *Co mam do stracenia?* pomyślał i się zaczął się zapisywać tylko kwestia nazwy..przecież nie napiszę Naruto.. Po chwili namysłu wymyślił "Chris". Od razu napisał pierwszą notkę.

24 czerwca 2013
"Rutyna Ona wychodzi z Nim, nie ze mną. Cicho płaczę, jestem wrakiem człowieka. Uznasz to za użalanie się nad sobą? Okej. Proszę bardzo. Nie masz takiej sytuacji jak ja. Wszyscy myślą, ze jestem gejem, ale nie jestem nim. Sam kiedyś myślałem, że nim jestem. Pomyliłem się, przez ten błąd nie mogę być z nią. To boli. Bardzo boli. O wiele bardziej niż świeże rany na nadgarstkach. Kocham Ją. Wciąż jej to mówię, ale ona odbiera to jako przyjacielską miłość. A ja kocham ją jak mężczyzna kobietę, tak samo ją pożądając. Czy to jest chore? Czy można nazwać psychicznie chorym człowieka, który w swoim życiu się zagubił i do teraz nie może się znaleźć? Ja nie wiem. Jeśli Bóg jest przy mnie, proszę Go, aby wskazał mi dobrą drogę."

Z każdym kolejnym dniem było coraz gorzej.. Posty były straszniejsze.

15 listopad 2013
"Albo zwariowałem, albo oni chcą wziąć ślub. Jeśli wezmą mnie na drużbę załamie się. Będę przy jednym z momentów który ludzie nazywają najszczęśliwszym w życiu, dla kogo będzie szczęśliwy dla tego będzie. Z każdym dniem cierpię coraz bardziej. Czy naprawdę robię źle trzymając się z boku? To chyba wszystko co dziś napiszę, nie mam sił. Wracam do swoich obowiązków. Nie wiem kiedy jeszcze napiszę. Jak na razie pozostaje mi patrzenie."
Pierwszy raz od dłuższego czasu spojrzał na komentarze, było ich naprawdę dużo.

Komentarz 234:
" Nie poddawaj się, powiedz jej co czujesz. Zawsze jest ryzyko, ale nie można żyć w niepewności! Musisz zaryzykować inaczej nigdy nie zaznasz spokoju. Zuu"
Komentarz 311:
" Wszyscy tutaj zgodzą się z tym co napiszę. Musisz jej powiedzieć, nie ma innej opcji. Sam siebie niszczysz ukrywając to. Uciekasz od prawdy, bo się jej boisz, ale powiedz mi co Ci po tym? Nic, tylko nowe rany na nadgarstkach.. Peter "

Niebieskooki oparł się wygodnie o ścianę, zastanawiając się nad tymi wszystkimi komentarzami. Powiedzieć jej? Wielokrotnie pukał do jej drzwi chcąc powiedzieć co czuję, ale gdy otwierała wychodziło na to, ze przychodzi w przyjacielskich sprawach. 
Może i by powiedział kiedyś, ale zawsze i tak była przeszkoda - Sasuke. Unikał go, rozmawiał w konieczności, nie lubił go. Nie ufał mu.
- Naruto! - zawołała zielonooka.
- Hmm? 
- Mogłabym pożyczyć twojego laptopa? Bo mój się zepsuł.
- Jasne. - powiedział i wyszedł do pracy.
Sakura była sama w domu, chciała po prostu obejrzeć film, a jej komputer nie działał z resztą Naruto miał ich całą kolekcje. Jej uwagę przykuła strona jakiegoś bloga na pulpicie, wiedziała, że nie powinna, ale weszła. Zapoznała się z zasadami i przeczytała jego pierwszą notkę, potem kilka kolejnych. On ją kochał? Przez te wszystkie lata..oszukiwał ją. Pomyślisz, teraz z nim porozmawia. Ale nie. Ona skopiowała link i wysłała sobie na pocztę. Stwierdziła, że przeczyta wszystkie notki do końca. 
Jednak nie wyszło jej to na dobre. On się ciął, przez nią.. Przeczytała wszystkie do końca. To było niemożliwe.. Nigdy nie widziała żadnych śladów, choć zawsze nosił bluzy.. Tak, chował je! Musiała z nim porozmawiać. Tak. Nie mogła pozwolić na to, by dalej się okaleczał. 
Naruto wrócił późno z pracy, nigdzie nie zauważył jednak dziewczyny.
- Gdzie Sakura? - spytał kruczowłosego.
- U ciebie w pokoju zasnęła, chciała z tobą porozmawiać, nie miałem serca jej budzić
Uzumaki zerknął do pokoju, rzeczywiście spała. Poszedł pod prysznic. Wrócił w samych bokserkach i położył się obok. Czuł ciepło jej ciała, słodki zapach..dla niego ona była jak narkotyk. Momentalnie zasnął przytulony do jej pleców.
Następnego dnia obudził się sam. Przetarł oczy i ruszył do kuchni. Była tylko ona.
- Cześć - pocałował ją w policzek.
Ten drobny gest dla niej nic nie znaczył, a dla niego był po prostu wszystkim.
- Hej - uśmiechnęła się do niego.
- Sasuke mówił, że chciałaś wczoraj ze mną porozmawiać. O czym?
- To za chwilę, dobrze?
- Mhmm..
Ta chwila trochę się przeciągnęła. Naruto poszedł do pracy, gdy wrócił nikogo nie było w domu, jak zwykle. Mimo, że powinni już być. Powinna ona. Poczuł wibracje w kieszeni, wyciągnął telefon.
Od: Sakura x
Przepraszam mieliśmy porozmawiać, ale naprawdę nie mogę dziś tego zrobić. 
Do: Sakura x
Nie ma sprawy :) Jutro porozmawiamy.
Od: Sakura x
Naprawdę przepraszam, mam dziś rocznice z Sasuke i po prostu nie mogę..
Długo zastanawiał się nad odpowiedzią w końcu napisał "ok" i wyłączył telefon. Była dwudziesta druga. Spokojnie obejrzał sobie dwa filmy, napisał kolejną notkę:
"Mieliśmy porozmawiać. Ja i Ona, ale jak zawsze stoi między nami przeszkoda. On. Mają rocznicę. Dlaczego to tak boli? Sprawia mi to większy ból psychiczny niż fizyczny kiedy wezmę coś ostrego w dłoń. Ponownie spytam: Dlaczego ja? Czemu to mi się przytrafia? Czemu nie mogę zdobyć się na odwagę i powiedzieć jej, że ją kocham, ale nie jako przyjaciel. Dla mnie to za wiele."
Chłopak złapał za żyletkę i wyrył sobie na nadgarstku literę "S", gdy już miał odłożyć narzędzie do pokoju wpadła Haruno.
- Co ty robisz?!
- Nic czym powinnaś się przejmować - odłożył zakrwawione narzędzie na chusteczkę higieniczną.
- Czy ty oszalałeś?! Spójrz na mnie!
- Nie przejmuj się mną - wymamrotał.
- Jak nie mam! Wiem, że piszesz bloga! Wiem o tym! Proszę cię przestań, bo ja niedługo biorę ślub! - nie zdążyła ugryźć się w język - Naruto.. Ja przepraszam, nie chciałam tego powiedzieć.
- Wyprowadzę się w ciągu tygodnia. Nie chcę wam przeszkadzać.
I zrobił to wyprowadził się do swojego przyjaciela Sai'a z którym nadal miał kontakt mieszkał on razem z Shino. Niebieskooki skończył jak na razie z pisaniem, wstawiał tylko zdjęcia i podpisywał "Z nowymi lokatorami". Haruno nadal śledziła jego blog. Czuła się paskudnie, zerwała zaręczyny, a patrząc na reakcje Sasuke dotarło do niej, że ślub z nim byłby błędem. Mimo, że Uzumaki się wyprowadził to i tak miał bolesne wspomnienia w głowie. Przed snem ciągle miał ją. Nie mógł zasnąć była jak koszmar, ale jednocześnie była marzeniem. Nie mógł tego znieść. Po raz ostatni sięgnął po żyletkę i wyrył sobie napis na prawej ręce "Wróć do mnie". Po jakimś czasie Haruno weszła na blog niebieskookiego. Nic tam nie było, tylko te zdjęcia. 
Napisała komentarz: A co z dziewczyną o której pisałeś i którą podobno kochałeś?
Odpowiedź padła po kilku sekundach: Nie wiem, nadal ją kocham, ale niestety nie dane mi było z nią być choć nadal chciałbym. Nie chcę dalej o tym mówić, wracają niepotrzebne wspomnienia.
*Niepotrzebne wspomnienia? Jestem niepotrzebnym wspomnieniem?* tylko to zdołało przejść jej przez myśl.


Część IV
Rok 2014
Naruto wracał właśnie ze sklepu do domu. Postanowił pójść przez park, dawno tam nie był, a dziś wyjątkowo szybciej kończył pracę. Szedł uliczkami rozglądając się dookoła. Park, niby nic specjalnego, ale był tu ostatnio..może z trzynaście lat temu, czternaście? Później już nie miał czasu wcześniej była szkoła, teraz praca. Niewiele się zmieniło, choć drzewa też już się postarzyły, gałęzie miały dłuższe. Nogi same zaprowadziły go pod starą wierzbę. Blondyn rozejrzał się dookoła, nikogo nie było. Zostawił zakupy na ziemi i wdrapał się na drzewo. Na prawie samym szczycie był stary napis. W pierwszej chwili uśmiechnął się na widok napisu:
Naruto + Sakura = Przyjaźń na zawsze
Jednak po chwili oprzytomniał. Nie widział jej od paru miesięcy. Zeskoczył z drzewa, zabrał zakupy i ruszył dalej. Wychodząc z parku wpadł na rower. Upadł z zakupami w kałużę.
- Bardzo przepraszam - rozpoznał ten głos. - N-naruto?
- Umm..cześć Sakura..
- Przepraszam, że na ciebie wjechałam to przez przypadek, teraz jesteś cały mokry. 
- Nic się nie stało - podniósł się z ziemi zabierając torby.
- Może..chodź do mnie się przebrać?
- Nie trzeba..
- Jestem ci to winna, proszę.
- No dobrze. 
Gdy wszedł do mieszkania, wróciły wspomnienia, bolesne wspomnienia. Można by rzec, że stare rany zaczęły piec. 
Przymknął na chwilę oczy. Przez chwilę wspomniał kilka chwil szczęśliwie tu spędzonych.
Poszedł pod prysznic i ubrał swoją starą koszulkę, którą kiedyś, a może i do dziś nosi dziewczyna. 
- To ja będę się już zbierał...miło było cię ponownie zobaczyć - uśmiechnął się krzywo.
- Nie, proszę zostań jeszcze ze mną, chociaż chwilę..
- No dobrze. - usiadł na kanapie biorąc w dłoń parującą herbatę, którą dla nich zrobiła.
- Co u ciebie? - spytała po chwili podciągając nogi pod brodę.
- Właściwie niewiele się zmieniło.. Nadal ta sama praca, chłopacy są naprawdę w porządku i dogaduję się z nimi, a u ciebie?
- Nie jestem już z Sasuke.
- Rozumiem.
- Kocham kogoś innego.. - blondyn tylko przytaknął głową - Wiesz kto to?
- Nie. 
- Ciebie.
- Rozu..czekaj co? - spojrzał na nią zdziwiony.
- Kocham cię, Naruto. Nie jako przyjaciela, kocham cię jak kobieta może kochać mężczyznę. 
- Naprawdę?! 
- Tak.. - podszedł do niej i ukucnął przy fotelu, przejechał palcami po jej długich włosach i nieznacznie się uśmiechnął.
- Ja też cię kocham, zawsze kochałem. Nie jako przyjaciółkę, kocham cię jak mężczyzna może kochać kobietę. - dziewczyna uniosła lekko głowę, a w jej oczach pojawiły się łzy.
- Przepraszam cię za wszystko. Naprawdę - przysunęła czoło do jego. 
Naruto objął oburącz jej twarz i pocałował delikatnie.
- Tak bardzo cię kocham.. - szepnął jej w usta.

Kilka dni później blondyn ponownie wrócił do mieszkania, które kiedyś tylko przypominały złe rzeczy. A teraz? Jest z osobą, którą kocha i może śmiało powiedzieć, że są razem. 
- Kochanie co robisz? - spytała wchodząc do sypialni.
- Piszę ostatnią notkę.

22 luty 2014
"W końcu znalazłem to czego chciałem. Jest przy mnie. Wiecie co? Ona też mnie kocha, ale już nie jako przyjaciela. Nie mogę opisać słowami jak bardzo jestem szczęśliwy. Odstawiam na bok wszelkie ostre przedmioty, koniec z tym! Dziękuję wam wszystkim za to, że czytaliście to wszystko i wytrwaliście, jak i komentowaliście i staraliście wesprzeć. Naprawdę. Dla wszystkich ludzi, którzy znajdą tego bloga, a będą w podobnej sytuacji mam radę: Wszystko jest możliwe, trzeba tylko uwierzyć i stawić wszystkiemu czoła. To już moja ostatnia notka tutaj. Żegnam. Chris, a raczej Naruto."
- Mam do ciebie prośbę - podeszła do niego.
- Jaką? - wzięła jego ręce i podwinęła rękawy bluzy po czym dokładnie im się przyjrzała, na lewej dłoni były same sznyty, a na prawej stary napis "Wróć do mnie". Pocałowała każdą z blizn.
- Nie rób tego więcej.
- Dobrze. Więcej tego nie zrobię, obiecuję. - przyciągnął ją do siebie muskając ustami jej wargi, a później szyję. - Naprawdę nie mogę w to wszystko uwierzyć.
- W co dokładnie?
- W to, że jesteś tu, tak blisko i mogę bez wahania cię pocałować, dotknąć...- zielonooka szeroko się uśmiechnęła.
- To musisz się przyzwyczaić, bo ja nigdzie się nie wybieram.

Czy to naprawdę możliwe? Tutaj tak. Szczęściem nie zawsze jest coś, ale ktoś. On to zrozumiał i znalazł już dawno temu, tylko bał się sięgnąć po nie ręką. Jednak zaryzykował. Nie zawsze udaje się nam coś zyskać, ale warto próbować, bo naprawdę warto. 


***
Dziś tak nastrojowo, przepraszam wszystkich, ale nie będzie już dziś żadnej noci na blogu! Tak długo zajęło mi pisanie tej jednopartówki, że już nie mam czasu!
Przepraszam.


niedziela, 31 sierpnia 2014

Bye, bye holidays.

Wrzesień, świetnie.. Szkoła i tak dalej, ja osobiście cieszę się, bo poznam całkiem nowe osoby i może być ciekawie. Jednak wiem, że po tygodniu szkoła mi się znudzi ;) Tak bardzo pilna uczennica.
Odnośnie tego września, chyba wiecie co chcę napisać, hm?
Notki będą rzadziej wstawiane i nie cieszy mnie to jak i was. No, ale co poradzę? Teraz muszę zakuwać przez 4 lata na najwyższych obrotach, bo chcę pójść na dobre studia. Tak już myśląc o przyszłości.
Mam nadzieję, że będziecie cierpliwi i ani mnie ani moich blogów nie opuścicie?
Trzymajcie się ciepło, ja znikam. Jesy.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Tego nie przewidywałam...

... Na razie rozdziałów nie będzie.
 Sama jestem załamana i niestety nic na to nie poradzę. Popsuł mi się monitor i nie mam jak wejść na kompa, teraz używam laptopa, a że nie jest mój to nie będę mogła normalnie pisać rozdziałów. Pisałabym z telefonu - ale po pierwsze to bardzo dużo czasu zajmuje, po drugie nie wskakuje mi "ą". A nie chcę wstawiać rozdziałów z błędami. Reszta mi wchodzi tylko to durne "ą" nie. I nie mam pojęcia dlaczego. Pech chciał i nic na to nie poradzę.
Mimo to postaram się na miarę możliwości coś pisać, a jak już będę miała wszystko wymienione (ale czas jest nieokreślony) to wtedy poprawię wszystko i postaram się wstawić rozdział. Chodzi mi tu głównie o drugi blog, bo na NS nie wiem jak na razie kontynuować. Więc proszę o zrozumienie i cierpliwość, bo to nie zależy ode mnie.
Pozdrawiam, Jesy.

niedziela, 17 sierpnia 2014

53.

Dzień drugi.
Budzi mnie zapach świeżej kawy. Otwieram oczy i widzę tylko parujący kubek na szafce nocnej, ale nikogo prócz mnie nie ma w pokoju. Siadam na łóżku i chwytam kubek w dłoń. Upijam kilka łyków i odstawiam go na bok. Z tego co wyszło podczas rozmowy z Mai, zostały nam jeszcze dwa dni razem. Chyba nic już nie mogę zrobić tylko czekać aż miną te dwa przeklęte dni i wspierać Sakurę. Tak, muszę ją wspierać. Ona czekała rok, ja też wytrzymam.. Przynajmniej mam taką nadzieję. Muszę być silny. Dla nas. Dla niej.
Wstaję z łóżka i podchodzę do szafki i wyciągam z niej ubrania. Chwytam w dłoń zwykłą koszulkę i spodnie jeansowe. Biorę szybki, orzeźwiający prysznic, myję zęby i wychodzę. Zauważam, że kubka, który stał na szafce już nie ma. Marszczę brwi i schodzę na dół, gdzie widzę Eizo.
- O! Cześć Naruto. - kiwam do niego głową.
- Widział pan może Sakurę? - pytam, a staruszek na chwilę tężeje.
- Podejdź tu. - rozgląda się, a ja w tym czasie już jestem obok niego. - Pochyl się. - robię, co mówi - Ona rozmawia z Radą.
- Jaką Radą?
- Radą naszego klanu. Ona zadecyduje czy Sakura zostanie i będzie tu się uczyć czy wróci z tobą do wioski. Teraz pokazuje im swoje umiejętności.
- Sądziłem, że to będzie w ostatni dzień, a przecież zostały jeszcze dwa dni.
- A to nie wiem, może jest na dworze. - robię dziwną minę i wchodzę do kuchni, gdzie widzę Kumi.
- Hej, Naruto. - burczy i się rumieni.
- Cześć, Kumi. - otwieram lodówkę w poszukiwaniu jakiegoś soku. Gdy go odnajduję i zamykam lodówkę, przede mną stoi dziewczyna, co mnie trochę przeraża. - Umm.. - przesuwam się w lewo, żeby przejść obok, ale ona robi to samo.
- Przepraszam. - mamrocze pod nosem i mnie wymija. Podchodzę do szafki i wyciągam z niej kubek, po czym nalewam do niego soku.
Ten dzień zapowiada się dziwnie. I nadal nie znalazłem Sakury.
- Kumi..?
- Tak?
- Wiesz może..gdzie jest Sakura? - przez jej twarz przebiegł cień zawodu.
- Powinna być w ogrodzie.
- Dziękuję. - kiwam głową i wychodzę na zewnątrz.
Idę w stronę ogrodu i mam nadzieję, że tam znajdę różowowłosą. Jednak widzę tylko Reiko. Rozglądam się dookoła. Nikogo prócz nas nie ma.
- Hej, Reiko. Widziałaś może Sakurę? - pytam.
- Tak, chodź. Zaprowadzę cię.
- Umm..gdzie?
- Tam gdzie jest Sakura. - jej głos jest dziwny. Ale mimo to idę za dziewczyną w stronę lasu.
Po co miałaby tam iść? To bez sensu. Nim się orientuję, stoimy w miejscu, Reiko jest naprzeciw mnie i to zdecydowanie za blisko
- I co? Gdzie jest? - pytam, rozglądając się.
- Nie ma jej tu.
- To widzę. Ale dlaczego skłamałaś i kazałaś mi tu przyjść? - mrużę oczy.
- Wiesz, Naruto.. - podchodzi do mnie i palcem przeciąga wzdłuż mojej piersi - Jesteś miłym facetem.
- Ale?
- Sakura też jest w porządku.
- Nie chcę się bawić w jakieś gierki, Reiko. Do czego zmierzasz?
- Chyba nie wiesz wszystkiego o swojej narzeczonej.
- Znam ją przecież od..
- Od czasów Akademii. Wiem. - wcina mi się w zdanie - Ale czy znasz jej drugą stronę?
- Nie chcę tego słuchać. - zaciskam pięści, gdy dziewczyna przesuwa palcem po moim barku.
- Posłuchasz. - zaczynam się dziwnie czuć, a jej oczy błyszczą przez moment.
- D-dlaczego nie mogę się ruszyć?
- Nie tylko ty i Sakura jesteście ninja. - uśmiecha się sztucznie.
- Puść mnie. - warczę.
- Nie, dopóki nie wysłuchasz do końca tego co mam do powiedzenia.
- To mów. - zaciskam szczękę - Przecież nigdzie się już nie wybieram.
Dziewczyna znów się do mnie przybliża. Kładzie dłonie na mojej klatce i spogląda mi w oczy.
- Jaka jest dla ciebie Sakura? - jej oczy znów błyszczą.
- Miła, kochająca, sympatyczna, czasem brutalna jak zrobię coś głupiego, ale też wyrozumiała i..
- Kłamiesz! - odpycha mnie z taką siłą, że uderzam z ogromną mocą w drzewo.
Oczy mam zamglone i robi mi się duszno. Skręcam się z bólu, ale po chwili wstaję i widzę, że Reiko znów jest przede mną.
- Nie kłamię. - mówię drżącym głosem.
- Okej. - wywraca oczami i poprawia mi koszulkę. - Zacznijmy od początku..


***
Wiem, że notka jest bardzo krótka i pozostawia wiele do życzenia, ale na razie nie mam weny, a chciałam żeby coś się działo. Poza tym  szykuję jednopartówkę i średnio jak na razie mi to idzie, a powinnam jeszcze napisać rozdział na drugim blogu. Chociaż tam mi się szybko i sprawnie piszę to wątpię, żeby to było takie proste jak wcześniej. 
Mam nadzieję, że uzbroicie się w meeega dużą cierpliwość. 
Pozdrawiam, Jesy. ;)

sobota, 2 sierpnia 2014

52.

Proszę o przeczytanie adnotacji pod rozdziałem. :)
***

Stałem nadal pod strumieniem wody, zielonooka robiła mi malinkę na szyi i przejeżdżała dłońmi po moim nagim torsie. Z resztą oboje już byliśmy bez ubrań. Dłońmi badałem każdy zakamarek jej idealnego ciała. Była taka cudowna i jest nadal. Odsunąłem się od niej delikatnie i złączyłem nasze usta w gorącym pocałunku.
- A jeśli będą coś podejrzewać? - spytałem po chwili. - Bo tak szybko stąd pewnie nie wyjdziemy.
- To masz parę minut. - mrugnęła do mnie i uśmiechnęła się szeroko.

**
Siedziałem na tarasie z Mai i rozmawialiśmy. 
- Dawno się jej oświadczyłeś? - spytała po chwili.
- Nie, parę dni temu. - spiąłem się lekko.
- Oh. Jak długo się znacie? Sakura mi mówiła, że od czasów Akademii.
- To prawda. - uśmiechnąłem się delikatnie. 
- Powiesz mi może dokładnie jak to się stało, że jesteście razem?
- Um..w sumie..uh.. nie ma tu niczego skomplikowanego. - oparłem się wygodniej na fotelu - Byłem na trzyletnim treningu, a kiedy wróciłem..cóż..zaryzykowałem i zrobiłem rzeczy, których nie ośmieliłbym się wcześniej zrobić. - napotkałem pytające spojrzenie kobiety - Chodzi mi o to, że ją pocałowałem. Może to wydać się głupie i beznadziejne.. - uciąłem na moment - Ale jestem w niej zakochany od Akademii i trening na którym byłem wcale nie przyćmił moich uczuć do niej. Codziennie o niej myślałem. Nie było dnia, żebym choć przez chwilę o niej nie pomyślał. Wtedy nie liczyłem na nic, bo cóż była..przeszkoda. Nasz przyjaciel, Sasuke, był adorowany przez większość dziewczyn i w tym przez Sakurę. Raniło mnie to i motywowało. Na każdym kroku starałem się pokazać jej, że nie jestem wyrzutkiem i potrafię ją obronić. Wielokrotnie na misjach byłem bliski..według nich..śmierci. Ale chciałem ich bronić. Pokazać, że nie jestem słabeuszem. Ruszyłem na ten trening..nie zmieniło się nic w moich uczuciach. Stałem się dojrzalszy i inaczej patrzyłem na to wszystko niż wcześniej, ale jak ją zobaczyłem w gabinecie Hokage, to po prostu.. Odebrało mi mowę. Zawsze uważałem, że jest najpiękniejsza, ale wtedy szczęka mi opadła. I do dziś opada. - uśmiechnąłem się delikatnie - Potem były jakieś wypady ze znajomymi, misje..i to chyba nas połączyło. No i odkochała się w Sasuke. - podparłem brodę ręką, znajdującą się na oparciu krzesła - Dla niej zrobiłbym wszystko. Przy niej jestem szczęśliwy i mam nadzieję, że ona przy mnie też. Staram się zapewnić jej wszystko czego pragnie. W końcu..zacząłem myśleć bardziej poważnie o naszym związku i w końcu odważyłem się i oświadczyłem się jej. Do dziś nie jestem w stanie uwierzyć, że jest ze mną, że to mnie wybrała i że to ja mogę być jej mężem. Oczywiście jeśli się zgodzi. No i tak to wygląda. - wzruszyłem ramionami.
Zapanowała cisza, ale nie była to ta krępująca. Raczej przyjemna. Mai analizowała wszystko co jej powiedziałem. Znikąd pojawiła się obok mnie Sakura. Usiadła mi na kolanach i przytuliła się do mnie. Trochę speszyłem się, bo w końcu jestem w domu jej rodziny i nie wiem jak mam się do końca zachowywać.
- Co tutaj tak siedzicie? - spytała i podniosła wzrok na Mai.
- Rozmawialiśmy. - posłała jej jakieś porozumiewawcze spojrzenie, a potem obie na mnie zerknęły.
- No co? Mam coś na twarzy? - podrapałem się po policzku jak miałem w zwyczaju.
- Nie. - Mai uśmiechnęła się ciepło i wstała z krzesła. - Zostawię was samych. - dodała i wyszła, posyłając jeszcze jedno spojrzenie różowowłosej.
- O co chodzi? - spytałem.
- O nic, kochanie. - mruknęła i wtuliła się we mnie bardziej. - O czym rozmawialiście?
- Pytała o parę rzeczy.
- To znaczy? 
- Kiedy ci się oświadczyłem i jak to się stało, że jesteśmy razem. - wzruszyłem ramionami.
- Mam nadzieję, że nie opisywałeś wszystkiego dokładnie. - zmrużyła oczy, a ja objąłem ją jedną ręką.
- Nie wdawałem się w szczegóły. - pocałowałem ją w czoło.
- Jesteś kochany. - wymruczała po chwili i wdrapała się bardziej na moje kolana.
- Co byś chciała? - trąciłem jej nos swoim.
- No wiesz ty co?! Muszę coś zawsze chcieć?
- A tak nie jest? - uniosłem brwi, rozbawiony.
- Nie. - przybliżyła się nieznacznie do mnie - Kocham cię, pamiętaj o tym. - mruknęła.
- Ja ciebie też. - pocałowała mnie delikatnie. - Co robimy?
- Proponuję leżenie cały dzień. Nie chce mi się nic dzisiaj robić. 
- Wcześniej chciało ci się. - przypomniałem. - Zwłaszcza kiedy..umm..ugh..- zatkała mi usta ręką.
- Cicho bądź. - klepnęła mnie w udo.
- A co ja koń jestem, że mnie tak klepiesz? - wywróciła oczami. - Czyli nasze plany na dziś to nic nie robienie?
- Dokładnie.
- A może przeniesiemy się nad basen i poopalamy się? - zaproponowałem.
- Okej. 
Wróciliśmy do pokoju się przebrać. Naciągnąłem na siebie bordowe spodenki przed kolana, chwyciłem w dłoń okulary przeciwsłoneczne i właściwie byłem gotowy. Teraz tylko cierpliwie czekałem aż zielonooka wyjdzie z łazienki. Szczerze mówiąc, mogła by już stamtąd wyjść, bo chciałem ją zobaczyć. W końcu po paru długich sekundach drzwi łazienki się otworzyły, a w progu stanęła moja Piękność. Ubrana była w skąpy, jasnoczerwony, dwuczęściowy strój. Przełknąłem głośno ślinę, i dalej pożerałem ją wzrokiem.
- Idziemy? - kiwnąłem ochoczo głową i wstałem.
Podszedłem do niej i pochyliłem się nad nią, tak, że mogłem trącić jej nos swoim.
- Pięknie wyglądasz, kochanie. - wymruczałem - Tylko szkoda, że związałaś włosy. Lubię jak masz rozpuszczone. Masz piękne włosy. - patrzyła na mnie z szeroko otwartymi oczami, a na jej policzki wkradły się duże rumieńce. - Oh, jednak działam jeszcze na ciebie, że się rumienisz. - uśmiechnąłem się szeroko i pocałowałem ją w prawy kącik ust, a potem lewy. - Chodźmy. - chwyciłem jej drobną dłoń i ruszyliśmy na dwór.
Gdy przekroczyliśmy próg domu, założyłem okulary, żeby nie świeciło mi słońce. Zerknąłem na moją narzeczoną, która gromiła wzrokiem Kumi i Norie. Zaśmiałem się lekko i pokręciłem głową z rozbawieniem. Ona serio myśli, że dam się jej kuzynkom? Nie wierzy we mnie.
- Idę na materac - mówię i idę w kierunku wody. - Idziesz z mną czy chcesz poleżeć na leżakach? - odwracam się do niej, idąc nadal tyłem.
- Poleżę. - wpadłem na kogoś i straciłem równowagę.
Szybko się odwróciłem i chwyciłem ją za ramiona. Prawie przeze mnie wpadła do wody.
- Uh, przepraszam, nie zauważyłem cię. - powiedziałem, a ona się rumieni, bo nadal trzymam jej ramię. Puściłem je szybko i się wyprostowałem.
- Nic nie szkodzi. - Kumi mówi cicho i jest zarumieniona.
Zerknąłem nerwowo na Sakurę, która cóż..jej oczy mówiły same za siebie. W przenośni, aż płonęły.
- Mata ne, Kumi-san. - powiedziałem z lekkim zażenowaniem na reakcje jej kuzynki i odwróciłem się na pięcie.
Podszedłem do materacu i położyłem się na brzuchu. Nogą odepchnąłem się od krawędzi i wypłynąłem na środek basenu. Wczepiłem okulary we włosy i przymknąłem oczy.
Obudziłem się nagle, z powodu zimnej wody. Próbowałem się odwrócić, ale coś mi nie wyszło, bo ktoś na mnie siedział.
- Złaź. - mruknąłem, wiedziałem, że to moja zielonooka.
- Nie. - rozłożyła się na moich plecach.
- Brrr...zimno mi, złaź ze mnie. - mówię i kiwam się na boki.
- Nie.
- A to czemu? - mruczy coś niezrozumiale w moją skórę. - Chyba ogłuchłem. Co mówiłaś?
- Yumi coś kombinuję i mi się to nie podoba. - ciepłe powietrze z jej ust leci na mój kark, sprawiając, że mam dreszcze.
- To dlatego na mnie leżysz, choć wygląda to jakbyś mnie ujeżdżała? Żeby oznaczyć swój teren? - w odpowiedzi dostaje uderzenie z otwartej dłoni w plecy, gdzie się spaliłem, bo bardzo zapiekło. - To bolało. -pociągnąłem nosem, udając, że płaczę.
- Och, jesteś facetem, a nie babą. - mruknęła, a w jej głosie słyszę lekkie zająknięcie. Pewnie też się rumieni. - Miałam powód poza tym, więc to nie jest bezpodstawne.
- A to jaki przepraszam cię bardzo, okropna kobieto?
- Nie ujeżdżam cię, debilu. - zachichotałem cicho.
- Jeszcze nie ten moment. - przekręciłem bardziej głowę i mrugnąłem do niej, a ona zrobiła się bardziej czerwona.

**
Reszta dnia minęła spokojnie, kolacje zjedliśmy wszyscy przy jednym stole. Tym razem nie zadawali nam serii pytań. Ja rozmawiałem z Bobem, a Sakura-chan z Mai. Dziewczyna zachowuję się dość dziwnie, jest jakaś, sztywna i spięta. Mam nadzieję, że to nie przez ten mój tekst z ujeżdżaniem kiedy na mnie leżała. Hmm..wątpię, choć, może rozważa tą propozycję? Nie wiem, muszę porozmawiać z nią wieczorem.
- Słuchasz mnie, Naruto? - z rozmyślań wyrwał mnie Bob.
- Umm..no niezbyt. Zamyśliłem się. - podrapałem się po policzku. Mężczyzna nachylił się lekko nade mną i ściszył na głos.
- Uważaj na Kumi, Norie, Reiko.. Widać, że pożerają cię wzrokiem. - jego ton głosu staję się na chwilę surowy - Nie chcę, żebyś zranił Sakurkę tylko dlatego, że one się do ciebie ślinią. 
- Nie zamierzam jej ranić, Bob. Obojętnie od tego co one chciałyby zrobić, ja nie ulegnę i nadal będę przy Sakurze-chan. - odpowiedziałem szczerze.
- To dobrze. - wrócił jego normalny ton głosu i uśmiechnął się szeroko do mnie. - Jesteś dobrym facetem, widzę to. 
- Cieszę się, że tak myślisz. - jego uśmiech jest zaraźliwy, jak każdego tutaj, więc odwzajemniłem go.
Po kolacji chciałem pomóc babci Yumi i Sakurze w zmywaniu naczyń, ale mnie wypędziły z kuchni. Właściwie to Yumi, moja Piękność się nie odezwała.
Wróciłem do salonu, gdzie siedział Hiroshi i Eizo. Oglądali jakiś mecz. Nie specjalnie byłem nim zainteresowany, po prostu czekałem aż Sakura-chan skończy pomagać Yumi i wrócę z nią do pokoju. Po paru minutach dziewczyna ruszyła do pokoju, a ja za nią. Gdy weszliśmy do holu, gdzie na szczęście było pusto, złapałem ją delikatnie za dłoń i zatrzymałem.
- Stało się coś? - spytałem miękko, patrząc na nią z troską.
- Nie. Po prostu jestem zmęczona. 
- Mam cię zanieść? - spytałem poważnie.
- Nie musisz.
- Ale chcę. - pochwyciłem ją w ramiona, a ona wtuliła nos w moją pierś. - Nie zasypiaj tylko. - powiedziałem cicho.
- Mhm. - po chwili byliśmy w pokoju. Skierowałem się do łazienki i tam dopiero postawiłem dziewczynę na ziemi.
- Powiesz mi co się stało? Znam cię nie od dziś.
- Naprawdę nic. - wiem, że kłamie. - Jestem strasznie zmęczona. - westchnąłem cicho.
- Weźmiemy szybki prysznic i się położymy, okej? - zarumieniła się mocno i odwróciła głowę - Hej, popatrz na mnie. - powiedziałem delikatnie, a ona skierowała swoje szmaragdowe oczy na moją twarz. - Jesteśmy ze sobą długo, a ty nadal się mnie wstydzisz? Naprawdę nie ma potrzeby, żebyś się ukrywała, kochanie. Jesteś piękna. - pocałowałem ją delikatnie. - Weźmiemy prysznic, czy naprawdę chcesz sama? Nie zamierzam cię do niczego zmuszać. - pogłaskałem pieszczotliwie jej policzek.
- Weźmiemy. - odparła w końcu, a ja się uśmiechnąłem delikatnie.
- W porządku. Chodź.
Po szybkim prysznicu i podstawowych czynnościach wróciliśmy do pokoju. Ja miałem na sobie tylko białe bokserki, a różowowłosa moją koszulkę, którą miała ostatnio no i uparła się na majtki. 
Wślizgnąłem się pod chłodną, cienką kołdrę, od razu zrobiłem miejsce dla dziewczyny. Wtuliła się we mnie szybko, skrywając twarz w zagłębieniu mojej szyi. Jedną ręką głaskałem ją po plecach, a drugą trzymałem za dłoń na mojej klacie. Nie wiem ile tak leżeliśmy bez słowa, ale do rzeczywistości przywrócił mnie fakt, że miałem mokrą szyję. I to nie chodzi o to, że się spociłem. Płakała. Położyłem się na boku i ująłem jej twarz w dłonie, wcześniej odgarniając włosy z twarzy.
- Dlaczego płaczesz? - spytałem z troską.
- To nic takiego. - wyszeptała.
- Powiedz mi czemu płaczesz. - przytuliłem ją do siebie. - Nie lubię kiedy płaczesz. - głaskałem ją uspokajająco po plecach. - Co się stało, kochanie? Mi możesz powiedzieć. - ucałowałem czubek jej głowy i starłem kciukiem jej łzy. - Nie płacz. - poprosiłem szeptem i przycisnąłem usta do jej czoła. 
- N-naruto.. - zaszlochała. - Ja tak nie mogę, to mnie przytłacza.
- Co takiego, kotku? - ponownie starłem jej łzy.
- Tak szybko mijają dni... - zaszlochała ponownie - A zaraz może się okazać..że..że..że ja tu zostanę. - wtuliła się we mnie mocno.
Uniosłem się z nią, tak, że siedziała mi bokiem na kolanach i tuliła mnie dalej. Oparłem się o wysoko położone poduszki i przykryłem dziewczynie nogi. Scałowałem ostatnie łzy, a potem pocałowałem oba jej policzki, nos, czoło i włosy.
- Nie przejmuj się tym na razie, damy radę. - sam nie byłem do tego przekonany, ale musiałem w to ślepo wierzyć - Zawsze z tobą będę bez względu na przeszkody. - ucałowałem raz jeszcze jej policzek. - Może nie będziesz musiała zostawać. A jeśli tak to przetrwamy to. Jesteś silną kobietą. Damy radę tylko trochę wiary. Raz na mnie czekałaś, teraz ja będę czekał. - dziewczyna nadal kurczowo trzymała się mojego torsu, który oplatała ramionami.
- Potrzebuję cię, Naruto. Ja nie dam rady..nie przeżyję tego znowu.
- Ja też cię bardzo potrzebuje. Nawet sobie tego nie wyobrażasz. Dasz radę, wierzę w ciebie. Jesteś naprawdę silna... Jesteś całym moim światem, też nie chcę cię tracić, ale nic na to nie poradzimy. Staniesz się przez to jeszcze silniejsza, skarbie. - delikatnie kołyszę się, a różowowłosa szybko zasypia.
Delikatnie kładę ją i przykrywam po czym ją do siebie przytulam.
- Jesteś taka piękna. - szepczę i zasypiam.

(czas teraźniejszy)
Czuję delikatny dotyk na moim lewym policzku. Znajomy dotyk. Wtulam polik bardziej w jej dłoń i otwieram oczy.
- Przepraszam, nie chciałam cię budzić. - mówi ze skruchą, ma lekko schrypnięty głos.
- Nic się nie stało. - uśmiecham się delikatnie. - Jak się czujesz?
- Już lepiej. - całuje mnie w drugi policzek.
- Która godzina? 
- Po trzeciej.
- Och, Sakura-chan, proszę idź spać. Musisz odpocząć. - mówię cicho. 
- Nie chce mi się już spać. - wzdycha.
- Nie pójdę spać, jeśli ty nie pójdziesz. - unoszę się na poduszkach. - Na pewno wszystko w porządku?
- Tak, w porządku. - przysuwa się do mnie i z gracją siada mi na kolanach, po czym kładzie głowę na moim torsie.
- Kocham cię, pamiętaj o tym. - przeczesuję palcami jej długie, miękkie włosy.
- Ja ciebie też i to bardzo. 
- Myślałem, że.. - urywam. - Nie odzywałaś się do mnie myślałem, że to przez to, co powiedziałem jak byliśmy na materacu. - różowowłosa unosi się lekko, gdy widzę w pełni jej twarz przez światło księżyca, dostrzegam rumieńce na jej twarzy.
- Umm..
- Umm..co? - unoszę brew.
- Ty mówiłeś wtedy poważnie? - pyta, spuszczając wzrok i bawiąc się końcówkami swoich włosów.
- Tak..nie..uh, chodzi mi o to, że no..jeśli chcesz to powiedzmy, że możemy co nieco po zmieniać, coś wprowadzić. Ale to zależy od tego czy będziesz chciała. A co?
- Tak pytam. - unoszę jej podbródek, by na mnie spojrzała i przybliżam swoją twarz do jej.
- A chciałabyś? - jej policzki oblewa jeszcze większy rumieniec. - Mam to uznać za odpowiedź? - pytam, dotykając jej policzka.
Kiwa głową. 
Chwytam oburącz jej twarz i całuję ją słodko.
- Jesteś taka nieśmiała. - sunę nosem po jej policzku. - Za każdym razem jak na ciebie patrzę to od nowa się zakochuję.
Haruno chwyta tył mojej głowy i lekko drapie po głowię, mrużę oczy zadowolony. Czuję jej wargi na swoich. Chwyta między zęby moją wargę i lekko pociąga i przygryza. Uśmiecham się lekko jak pcha mnie stanowczo w tył. Czyżby diabelska strona wróciła? Odsuwa się ode mnie i przesuwa palcem wskazującym delikatnie po moich ustach przez co czuję na nich przyjemne mrowienie. Przechyla głowę i ustami muska linię mojej szczęki, ale tylko raz. Zerka na mnie i nic nie mówiąc przejeżdża po niej zębami. Wciągam szybko powietrze, a ona się uśmiecha. Tak, chyba wróciła diablica. Moja kochana diablica. Poruszam się pod nią niespokojnie, kiedy jej ciepły, i nadal miętowy oddech drażni moją szyję. Przesuwa po niej językiem, a potem całuje. Zjeżdża niżej, na pierś całuje ją, a potem zahacza językiem jeden z wrażliwych sutków, to samo robi z drugim. Z moich ust wydobywa się ciche westchnienie. Przymykam na chwilę oczy i znów czuję jej usta na swoich. Odsuwa je po chwili ode mnie, ale bardzo powoli. 
- Chodźmy spać. - szepcze. Otwieram usta, żeby zaprotestować, ale przytyka palec do moich warg przez co mnie ucisza. Przesuwa znowu palcem po nich palcem. - Dobranoc. - całuje mnie jeszcze raz i się kładzie.
Co za...wredna baba.


***
Okey, tak więc jest notka. Wiem, że krótka i wg ale postaram się Wam to jakoś w późniejszym czasie wynagrodzić. Teraz tak trochę powinnam wyjaśnić czemu tak długo nie było rozdziału.
Otóż, na początku po prostu nie miałam czasu, byłam tu i tam, no i cóż na jednym koncercie radia zet chyba, zemdlałam no i latałam po lekarzach (oczywiście musiałam odczekać 2 dni bo by mnie nie przyjęli :|), kiepsko się czułam i ostatecznie byłam w szpitalu. Miałam być na jedną noc, a przeciągnęli to trochę. I właściwie jak wróciłam do domu to następnego dnia dopiero wzięłam się za notkę. Tak więc przepraszam za długą nieobecność.
Wsio wyjaśniłam po skrócie, a teraz biorę się do pracy i piszę dalej. :)

poniedziałek, 7 lipca 2014

51.

Dzień pierwszy.
Zamiast promieni słonecznych, które zawsze mnie rano drażniły w oczy, obudziło mnie pukanie do drzwi.
- Kochanie, idź otwórz. - mruknąłem do Haruno, tuląc się do jej brzucha.
- Nie mam siły, klopsie. Jesteś na wylocie. - wymruczała, przekręcając się specjalnie plecami do mnie.
- Nie jestem klopsem. - fuknąłem i wstałem.
Trochę mnie odrzuciło na bok, ale dotarłem cały do drzwi. Otworzyłem je a w nich stał Kenji.
- Cześć, co jest? - spytałem zaspanym głosem.
- To! - krzyknął, zza ściany wyłonił się Reiji z pistoletem wolny.
- Serio..- mruknąłem, a ten mnie oblał po twarzy, koszulce i spodenkach w których wyglądałem jakbym się posikał.. - Już? Koniec amunicji? - spytałem po chwili.
Chłopcy zmarszczyli brwi.
- Czemu się nie wściekasz? - spytał Reiji.
- Nawet nie wiesz jaką dziką satysfakcję będę miał z tego, że zaraz zmoczę waszą kuzynkę, która nazwała mnie przed chwilą klopsem. Zemsta jest piękna! - zaśmiałem się i oparłem o framugę drzwi.
- Uuuu! Chcę to zobaczyć! - odparł Kenji.
- O nie, nie! Sam to zrobię, i lepiej, żebyście nie widzieli jej w furii. - powiedziałem cicho.
- Pamiętaj jednak, że to dopiero początek! - upomniał mnie Reiji..
- Jasne, jasne, a teraz idę, bo jeszcze wyschnę i nici z mojego planu - chłopcy spojrzeli na siebie i zachichotali.
- Trzymaj się. - Kenji poklepał mnie po ramieniu. - Do zobaczenia na śniadaniu.
- A o której jest? - spytałem szybko.
- Koło dziewiątej trzydzieści.
- Okej. Dzięki. - zamknąłem drzwi i ruszyłem w głąb pokoju.
Zerknąłem mimochodem na zegar, była dopiero siódma rano.
Podszedłem do drzemiącej dziewczyny, wszedłem na łóżko i pochyliłem się tak, że jej nogi były między moimi.
- Wstajesz? - wymruczałem jej do ucha.
- Nie. - wtuliła się bardziej w poduszkę.
- A przygarniesz mnie pod kołdrę? - spytałem przesłodzonym głosem.
Dziewczyna bez słowa odsunęła kołdrę, a ja się do niej przytuliłem.
- Łeeeee! Naruto, jesteś cały mokry! - krzyknęła.
- Wiem, to za nazwanie mnie klopsem.
- Odsuń się, bo zaraz będę miała mokre ubrania! - próbowała się ode mnie odsunąć, jednak na marne.
- Nie. To zemsta kochanie.
- Jesteś wredny.
- Oboje wiemy, że to nieprawda. - odparłem nieco kpiąco.
- Prawda! Złaź ze mnie. Mam już koszulkę mokrą!
- Miss mokrego podkoszulka się szykuje? - wywróciła oczami z irytacją. - Patrząc na to z tej strony, to się odsunę. Wolę dla pewności jednak bardziej cię zmoczyć. - uśmiechnąłem się szeroko.
- Naruto..- zbliżyła usta do mojego ucha. - Odsuń się ode mnie, albo więcej nie zamoczysz. - mina mi zrzedła.
Szybko się od niej odsunąłem i udawałem, że się przeciągam.
- Ooo! Zapowiada się na burzę, ale jest gorąco. - powiedziałem zupełnie nie na temat. - Zapomniałbym, o dziewiątej trzydzieści jest śniadanie. - zerknąłem na dziewczynę.
Miała odkrytą do brzucha kołdrę, przez moje szybkie wyjście z łóżka. Koszulka na piersi była cała mokra i przylegała do jej ciała. Zgryzłem mocno wargi i nerwowo stąpałem nogą.
- Noo... - zacząłem, nie spuszczając wzroku z jej piersi.
- Nie gap mi się na cycki.
- Nie gapię. - zaprzeczyłem sam sobie.
- Nie ma. - zakryła się po szyję. Nie kryłem niezadowolenia przez co dziewczyna zaśmiała się i spojrzała na mnie kpiąco - Nawet o tym nie myśl.
- Ale się odsunąłem!
- Naruto, nie.- zastanowiłem się chwilę, co by takiego zrobić.
Wpadłem po chwili na pomysł, powolnym krokiem zbliżyłem się do łóżka, po czym położyłem się nad dziewczyną. Wsunąłem dłonie pod kołdrę i skierowałem je na brzuch dziewczyny.
- Naruto chyba coś powie.. - zacząłem ją łaskotać. - Nie, hahaha nie Naruto przestań! Proszę, nie hahaha!
- Wiesz, kiedy przestanę.
- Proszę, przestań! - powiedziała na jednym tchu.
- Nie.
- Dobra! Dobra, tylko przestań! - przestałem ją łaskotać.
Dziewczyna zrzuciła mnie z siebie i wlazła na mnie. Usiadła mi na biodrach i sama zaczęła robić to co ja przed chwilą.
- A to za co!? Hahaha!
- Przyznaj, że jesteś wredny.
- Nie. - mruknąłem, mój wzrok ciągle uciekał w stronę jej piersi. Jeszcze zaczęła się kręcić. Za moment naprawdę wyląduję z poważnym wzwodem.
- Nie słyszę! - nasiliła łaskotki.
Podbiłem w górę moje biodra, przez co tyłek dziewczyny podskoczył. Szybko podniosłem się do pozycji siedzącej i splotłem po obu stronach naszych twarzy, nasze dłonie.
- Już mnie nie połaskoczesz. - uśmiechnąłem się triumfalnie.
Położyłem jej dłonie na moich barkach, a moimi sam objąłem ją i przytuliłem mocno. Delikatnie całowałem prawą stronę jej szyi, obojczyk i ramię.
- Masz jakieś huśtawki humorów? - spytała cicho różowowłosa.
- Nie. Po prostu chcę, żebyś była blisko. Czy to źle?
- Tego nie powiedziałam.
- Chcę puki co nacieszyć się tobą. W końcu nie wiem kiedy zobaczę cię następnym razem.
- Ej. - odsunęła się lekko ode mnie, objęła oburącz moją twarz i spojrzała z uczuciem w moje niebieskie oczy - Nic jeszcze nie wiemy. To dopiero pierwszy dzień, Naruto. Bawmy się, poznaj bliżej moją rodzinę, później się tym martwmy. Nie psujmy całego wyjazdu. Tu chociaż trochę możemy odsapnąć od Konohy. - ucałowała delikatnie czubek mojego nosa i uśmiechnęła się promiennie.
- Moja wieczna optymistka. - mruknąłem, chciałem ją pocałować, ale odsunęła się ode mnie. - Co?
- Nie myliśmy zębów. - wywróciłem oczami.
- Mamy tylko półtorej godziny dla siebie. Potem już nie będzie kiedy. - stęknąłem. Posłała mi minę typu: "i-tak-nie-wygrasz". - Dooobra, idziemy myć zęby. - złapałem dziewczynę za pośladki, żeby nie upadła i zaniosłem w ramionach do łazienki.
Niby prosta, codzienna czynność..jednak w naszym wykonaniu, cóż był problem.
- Nie chce się wycisnąć. - sapnęła zirytowana dziewczyna.
- Oh, daj to. - nacisnąłem mocno tubkę z miętową pastą, która zamiast polecieć na szczoteczkę poleciała na koszulkę dziewczyny przede mną, a nawet pod nią. - Em..ten no.. Działa!
- Naruto.. Ty idioto! - pacnęła mnie w tył głowy otwartą dłonią.
- Kiedy to niechcący było!
- Dawaj tą pastę. - podałem dziewczynie przedmiot, a ona wycelowała nią we mnie.
Koszulkę miałem całą zapaskudzoną pastą. O wiele bardziej niż ona.
- Hej! Co to ma być? Ja przypadkiem tak zrobiłem! - naburmuszyłem się.
- Ups, wypadek. - wzruszyła ramionami i zaczęła myć zęby.
Chwyciłem końce koszulki i zdjąłem ją, po czy dopiero zacząłem myć zęby. Spiorunowałem wzrokiem, wlepiającą się w mój tors, dziewczynę.
- Zhrób zdjęcie na później. - powiedziałem, niekoniecznie wyraźnie, z szczoteczką w buzi. Dziewczyna zarumieniła się i odwróciła wzrok, ale tylko na chwilę.
Po skończonej czynności bez większych wpadek i problemów wróciliśmy do pokoju.
- Nie przebierasz koszulki? - spytałem po chwili.
- W sumie.. - podeszła do szafki z moimi rzeczami.
- Czego szukasz kochanie? - tulę się do niej od tyłu.
- Jakiejś twojej koszulki.
- Czemu mojej?
- Bo są długie, wygodne i ładnie pachną.
- Pachną pewnie mną.
- Przecież mówię, że ładnie. - uniosłem brew do góry - O! Ta jest w porządku. - pokazała mi koszulkę białą z miastem. Na środku koszulki widniał napis "Brooklyn", a trochę niżej "19 98" między 19 a 98 był wieżowiec.
- Okej. - mruknąłem. - Ale to była moja ulubiona.
- Nie widziałam cię w niej.
- Bo.. nie chciałem jej zniszczyć. - zaśmiałem się lekko. - Dobra, mykaj do łazienki i szybko tu wracaj. - pchnąłem ją delikatnie w stronę drzwi i na pożegnanie klepnąłem w tyłek.
- Czy ty chcesz znowu oberwać? - warknęła.
- Też cię kocham. - odpowiedziałem i wróciłem na łóżko.
Wróciła o dziwo dość szybko, bo po niespełna siedmiu minutach. Zmierzyłem ją w progu.
- Nawet przyzwoicie. - stwierdziłem. Koszulka sięgała jej prawie do połowy ud.
- Ona jest ogrooomnna!
- Dziwne, skoro jestem wysoki.
- Muszę częściej podbierać ci koszulki.
- Hej, a to czemu? - spytałem. Dziewczyna w tym czasie przysiadła się obok mnie leżącego.
- Bo mi się podobają.
- A co takiego w nich jest? - spytałem przyciągając ją do siebie tak, że usiadła mi na moim umięśnionym brzuchu.
- Są takie duże, nie jest mi w nich ani za ciepło ani za zimno, ładnie pachną i są cudowne! - otuliła się ramionami.
- Może za nie wyjdź, co? - powiedziałem ironicznie.
- Lepiej za ciebie, bo będę mogła brać ich więcej.
- Kwestia tego czy ci pozwolę.
- Wiesz ile ci już zabrałam, nawet jeśli nie wiedziałeś? - spytała.
- Ile?
- Pół twojej szafki. - wywróciłem oczami.
- Odsuńmy na bok ten temat. - wymruczałem, siadając.
- A jaki ma być? - zielonooka wplotła dłonie w moje włosy i bawiła się ich końcówkami.
- Jest jeszcze jakiś problem, odnośnie tego czy mogę cię pocałować? - spytałem, choć nie specjalnie mnie to obchodziło.
- No wiesz może być taki, że.. - zatkałem jej usta pocałunkiem.
Moje dłonie zjechały po jej plecach, muskając po drodze jej ciało przez cienką koszulkę. Przygryzłem jej wargę i chwyciłem jej biodra. Zielonooka pchnęła mnie w tył, teraz leżała na mnie, nadal z rękoma wplątanymi w moich włosach. Robiłem drobne kółeczka na odkrytej części skóry, przy biodrze. Delikatnie wsunąłem ciepłe dłonie pod koszulkę, masowałem nimi jej plecy, a później zjechałem po bokach, zahaczając przypadkowo o jej piersi. Haruno odsunęła się troszeczkę ode mnie, ale tylko po to by złapać powietrze w płuca i ze zdwojoną siła wbić się w moje usta. Przejechała językiem po mojej dolnej wardze, prosząc o pozwolenie. Lekko rozwarłem usta. Utonąłem z dziewczyną w namiętnym pocałunku, który zdawał się nie mieć końca. W tym czasie powoli przesuwałem ręce wzdłuż jej kręgosłupa moim celem był jej jędrny, krągły tyłek. Podciągnąłem kolana, tak, że dziewczyna przysunęła się wyżej. W ten oto sprytny sposób, moje dłonie znalazły się na jej pośladkach. Zacząłem go delikatnie masować, nie przerywając naszego gorącego pocałunku. Sakura jęknęła mi cicho w usta, gdy zdecydowałem się ścisnąć jej tyłek. Sama przesunęła dłonie z moich włosów na ramiona, które zaczęła delikatnie muskać opuszkami palców. Wywoływała u mnie mocne, przyjemne dreszcze, a nawet nie była tego świadoma. Jej dotyk aż elektryzował.
Postanowiłem zmienić pozycję, bo pewnie zielonookiej było już niewygodnie. Przewróciłem ją na bok i tak zostaliśmy. O dziwo, nie przerwaliśmy pocałunku, dopiero po chwili, ale tylko po to by przez chwilę pooddychać. Lepiej, żebyśmy nie zemdleli z braku tlenu, prawda? Różowowłosa nie dała mi za dużo odpoczynku, bo po chwili złapała mnie oburącz za twarz i ponownie złączyła nasze wargi. Nawet nie wiem w którym momencie, ale jedną nogę miała między moimi, a drugą zarzuconą mi na biodro. Plus jest taki, że była blisko i mogłem czuć jej aksamitną i ciepłą skórę. Zacząłem prawą dłonią masować jej bok, koszulka podwinęła się tak bardzo, że było widać jej już pępek. Poczułem metaliczny smak krwi na ustach, cholera jak ona mnie mocno pogryzła. Znowu zamienia się w jakąś diablicę. Przewróciłem nas ponownie, różowowłosa leżała na plecach, a ja nad nią. Nasze nogi nadal były tak samo splątane. Poczułem dłonie dziewczyny na moich plecach, zaczęła drapać mnie po łopatkach. Uniosła nogę, którą miała między moimi nogami, przez co cicho jęknąłem.
- Chryste, kochanie. - wychrypiałem, głaszcząc jej gorący policzek. Ostatni raz pocałowałem ją namiętnie, zszedłem zaraz po tym na linię jej szczęki. Zrobiłem jej niewielką malinkę tuż pod lewym uchem.
- Nie rób mi teraz malinek. - powiedziała zachrypniętym, seksownym głosem. - Strasznie długo mi schodzą.
- Trzy dni to nie dużo. - mruknąłem, całując jej szyję.
- Nie rób mi więcej.
- W porządku. Dziś nie. - uśmiechnąłem się lekko i pocałowałem ponownie dziewczynę w usta. - Gorąco.
Wróciłem do całowania z każdej strony jej aksamitną szyję. Szybko oddychała, puls miała równie szybki. Składałem delikatnie pocałunki aż do jej mostka.
Zerknąłem pytająco na dziewczynę, ona przysunęła swoją twarz do mojej, jej dłonie zaczęły zjeżdżać w dół mojego torsu. Mruknąłem cicho. Gdy jej drobne ręce były już na moim brzuchu, jedną z nich przytrzymała tył mojej głowy bym się nie odsunął. Nie to, że chciałbym. Lewa dłoń, ta która została, przesunęła się w bok i torowała sobie dalej drogę w dół. Gdy dotarła na linię bokserek i spodenek, wsunęła ją dalej, w spodenki. Chciałem się lekko odsunąć, ale nie pozwoliła mi na to.
- Za pół godziny śniadanie! - usłyszałem krzyk Kumi zza drzwi.
Odsunąłem się od dziewczyny jak poparzony. I spieprzyłem się na łóżko, uderzając tyłkiem o podłogę.
- Co do cholery.. - mruknąłem.
- Umm..chyba musimy wstać. - zielonooka podrapała się po głowie zakłopotana.
Spojrzałem wymownie na swoje spodnie, gdzie powstał niemały namiot.
- Już biegnę. - powiedziałem sarkastycznie.
- To nie moja wina. - wzruszyła ramionami.
- Bo ja sobie sam grzebałem w spodenkach. - mruknąłem pod nosem i wstałem.
Przybliżyłem się do zarumienionej dziewczyny.
- Idziemy wziąć prysznic? - spytałem, uśmiechając się delikatnie. Dziewczyna spojrzała na mnie niemrawo. - Oj, no chodź. - wywróciłem oczami. - Nie zjem cię.
- Nie byłabym tego taka pewna. - uniosłem pytająco brwi.
- Choodź. - mruknąłem i zacząłem ją łaskotać. - Pójdziesz ze mną? - zrobiłem minę smutnego pieska.
- Okej, okej. - uśmiechnąłem się szeroko i porwałem dziewczynę w ramiona.

**
- Co tak dziś rano gruchnęło w podłogę? - spytał Eizo.
Spojrzałem na Sakurę, a ona próbowała powstrzymać śmiech, jednak kiepsko jej to szło.
- Co cię tak śmieszy, Sakura? - podpytał Reiji.
- Naruto "gruchnął" w podłogę, bo spadł z łóżka. 
- Miałaś tego nie mówić. - dźgnąłem ją lekko i żartobliwie w bok. 
- Jak to się stało? - różowowłosa posłała gniewne spojrzenie Kenjiemu, który,,,o to zapytał.
- Myślałem, że jest jeszcze kawałek łóżka, bo chciałem się przekręcić na drugi bok i cóż..jednak nie było. - Bob, Kumi i reszta kuzynek zaśmiali się, a za nimi zawtórowała reszta prócz Kenjiego i Reijiego. Spoglądali na nas, a głównie na mnie i to nieufnie. Czyżby wiedzieli co robiliśmy, albo bali się, że coś zrobię Sakurze?
Zjedliśmy syte śniadanie, rozmawiając i śmiejąc się przy stole. Poczułem, jakbym naprawdę był członkiem rodziny. Tylko została sprawa bliźniaków, ale na razie staram się tym nie przejmować..
Po zjedzonym posiłku, siedziałem w salonie z Bobem, Eizo, Reiko, Norie i Mitsuki.
Kumi, Mai, Sakura i Aiko pomagały babci Yuko w sprzątaniu po śniadaniu.
- Naruto ile masz lat? - spytała Reiko.
- Dwadzieścia.
- A kto z was jest starszy? - dodała Norie.
- Sakura parę miesięcy. - mruknąłem, drapiąc się po policzku.
- Ile masz wzrostu? - dopytała Mitsuki.
Spojrzałem błagalnie na Boba.
- Nie wiem, z metr osiemdziesiąt pięć do dziewięćdziesięciu. - usiadłem wygodniej w sofie, byłem między dziewczynami, a na fotelach była męska część towarzystwa.
Lepszego miejsca znaleźć sobie nie mogłem. Osaczają mnie, Mitsuki siedzi po mojej prawej i niebezpiecznie się do mnie zbliża, po lewej Reiko. I robi to samo. Naruszają zdecydowanie moją sferę osobistą. Siedzę w ścisku, byleby, którejś nie tknąć. Lepiej, żeby nie naruszać cierpliwości mojej narzeczonej.
- Naruto! - usłyszałem głos mojej kochanej kobiety.
- Słucham? - spytałem szybko.
- Chodź na chwilę. - wstałem tak szybko jak mogłem i podbiegłem do kuchni. Kątem oka widziałem kiwającego Boba, mówiącego coś bezgłośnie dziewczyną, wyglądało na "nawet tego nie próbujcie, on jest zajęty". - Co chciałaś? - spytałem, gdy byłem za dziewczyną.
- O! Naruto, sięgniesz nam z półki nowy płyn do naczyń? - spojrzałem na strasznie wysoką szafkę, która prawie podchodziła pod sufit.
Spróbowałem dosięgnąć, jednak brakowało mi kilkunastu centymetrów.
- Może wejdziesz na szafkę? - spytała Kumi.
- Za ciężki jestem. - rozejrzałem się po pomieszczeniu. - Próbowałyście wejść na krzesło?
- Tak, Sakura wchodziła na szafkę i nie wyszło. - oznajmiła babcia Yuko. Spojrzałem gniewnie na zielonooką.
- Czy ty chcesz coś sobie połamać? Mogłaś mnie od razu zawołać, a nie próbować się zabić. - wywróciła oczami - Nie chcesz chyba wylądować w szpitalu połamana? - położyłem dłonie na swoich bokach.
- Przeeestań mi truć. - mruknęła.
- Więcej tego nie rób, proszę. Następnym razem mnie wołaj.
- To jest ten moment kiedy robię wszystko źle? - zironizowała.
- Tego nie powiedziałem. Po prostu nie chcę, żebyś się potłukła, skręciła coś czy też złamała. - wywróciła ponownie oczami.
- Lepiej powiedz jak sięgnąć ten płyn. Jesteś najwyższy. - zmieniła temat.
Przeczesałem ręką włosy.
- Mam pomysł. - uśmiechnąłem się chytrze do Sakury.
- Aż boję się zapytać jaki.
- Wejdziesz mi na barana.
- O nie! - teraz sam przewróciłem oczami.
- A masz lepszy pomysł Sakura? - zapytała Mai.
- No cóż..umm.. nie. Ale czemu ja?
- Bo to twój facet. - dodała babcia Yuko, na co się zdziwiłem. Nie to, że to nieprawda. Ale że to powiedziała.
- Ale czemu ja mam obrywać za wszystkie jego pomysły? - spytała z wyrzutem.
- Ja tu nadal jestem, tak ci przypominam. - skrzyżowałem ręce na piersi. - Masz coś do mojego pomysłu? - przekręciłem głowę lekko w bok i zmrużyłem delikatnie oczy.
- To, że spadnę.
- Nie spadniesz.
- Spadnę.
- Nie.
- Tak.
- Zakład? - spytałem.
- Nagroda? Jak wygrasz?
- Hmm.. buziak. - uśmiechnąłem się szeroko.
- A jak ja?
- Zabiorę cię do szpitala.
- Też mi coś. - mruknęła - Co inne?
- Jakieś propozycje? - spytałem resztę.
- Usługujesz jej przez cały dzień. - zaproponowała Mai.
- Okej. - wzruszyłem ramionami - I tak to robię zazwyczaj. Stoi? - wyciągnąłem dłoń do mojej narzeczonej.
- Stoi.
- Dobra, a teraz wejdź na stół i wejdź mi na barki. - powiedziałem.
- Chyba szalony jesteś. To nie wypali. Jakoś inaczej. Kucnij. - sapnęła.
- No dobra. - próby coś nie szły.
- Tak to jedynie wskoczę ci na barana.
- Dobra, można spróbować, może tak dosięgniesz. - dziewczyna wskoczyła na mnie, szybko chwyciłem jej uda i poprawiłem ją. - I jak?
- Nadal nie sięgam. - odstawiłem dziewczynę na bok. Zmierzyłem dziewczynę wzrokiem. - Co?
- Mam pomysł, jak wejdziesz mi na barki.
- Jaki?
- Zaraz zobaczysz. - ustałem za nią - Tylko nie krzycz i nie wierzgaj nogami.
- Naruto, co chcesz zrobić?
- Podnieść cię. - poprawiłem sobie koszulkę. Poza tym dziś było gorąco więc ubrałem prawie taki sam komplet ubrań, z taką różnicą, że miałem teraz na sobie czarną koszulkę na ramiączkach.
- Jeśli spadnę, to cię zabiję. - ostrzegła.
- Zapamiętam to. - mruknąłem.
Pochwyciłem biodra dziewczyny i z lekkością uniosłem ją w górę przed sobą, lekko schyliłem głowę w dół. Przesunąłem dziewczynę w tył, a następnie obniżyłem dzięki czemu była na moich barkach. Jej nogi natychmiast zacisnęły się na mojej szyi i twarzy.
- Nie duś mnie, przecież jeszcze nie spadłaś. - wykrztusiłem.
- Boję się, zaraz spadnę! - krzyknęła, wierzgając się.
- Nie kręć się. I uspokój. - podszedłem do szafki. - Dosięgasz?
- Tak. - sięgnęła ręką do butelki, ale w momencie kiedy miała ją chwycić, ktoś mnie dźgnął w bok przez co straciłem ja i dziewczyna na moich barkach równowagę. Butelka spadła i stoczyła się aż po samą ścianę.
- Naruto! - próbowała chwycić moją głowę, jednak walnęła mnie w czoło, przez co można było usłyszeć charakterystyczny plask.
- Ouuu! Co mnie bijesz? To nie moja wina, coś mnie dźgnęło!
- Kumi, przestań łazić po kuchni. - usłyszałem jak Mai karci dziewczynę za to, że kręciła się koło nas. Może to ona mnie dźgnęła?
- Co teraz? - spytała kuzynka mojej narzeczonej.
- Nie wiem. - odpowiedziała Sakura.
- Mam pomysł!
- O nie, znowuuu..
- Nawet jeszcze nic nie powiedziałem, a ty już się chcesz wykręcić?
- Co tym razem? - spytała krzyżując ramiona na mojej głowie i podpierając o nie brodę.
- Podniosę cię wyżej?
- Na głowie ci nie usiądę, wybij to sobie z głowy.
- Nie, nie o to chodzi.
- A o co?
- Mówiąc prosto..będziesz siedzieć mi na dłoniach. Tylko teraz naprawdę nie możesz się wiercić.
- Odpada. Na pewno spadnę! Połamię się jak nic!
- Będę cię trzymał. - zapewniłem, zgodnie z prawdą. - Nie pozwolę ci spaść.
- Zrób to Sakurcia, inaczej nie pomyjemy tych garów. - powiedziała babcia Yuko.
- Czy wy naprawdę musicie mnie tak nienawidzić? - spojrzała na nich ze zrezygnowaniem. Kobiety zaśmiały się i skinęły głowami. - Dobra.. - oparła tym razem łokieć o moją głowę - Jak to zrobimy?
- Najpierw...weź ten łokieć. Okej, a teraz się wyprostuj i nie patrz na boki i nie kręć się. W porządku?
- Yhym.
- W porządku. Teraz złapię cię za nogi i wyprostuję moje ramiona. Będziesz siedziała wtedy na moich dłoniach, nad moją głową. - wyjaśniłem.
- D-dobra.
- Nie bój się. Gotowa?
- Nie.
- Zaufaj mi kobieto. - wywróciłem oczami.
- Okej.
- Wyprostuj się. - delikatnie pochwyciłem ją na granicy ud i pośladków. - Powoli cię będę podnosił.
Miarowo i powoli prostowałem ramiona. Sądziłem, że dłonie będą mi drżały, ale na szczęście tak nie było. Gdy już je wyprostowałem, dziewczyna stykała się głową z sufitem. Wyciągnęła niepewnie rękę w kierunku szafki. Chyba ma jakiegoś parkinsona, strasznie jej dłonie drżały.
- Uspokój się. - powiedziałem miękkim głosem. - Masz już butelkę?
- T-tak.
- W porządku - równie powoli zniżyłem ją, tak, że siedziała na moich barkach..
Pochwyciłem jej biodra i uniosłem, obkręciłem ją w powietrzu i przysunąłem do siebie nadal trzymając jej biodra. Teraz miała nogi owinięte wokół mojej talii, a ja ją podtrzymywałem. Powoli spuściłem ją na dół, przypadkowo otarła się o mnie przez co dostałem dreszczy.
- I widzisz? Jesteś cała. Wygrałem. - uśmiechnąłem się do niej szeroko.
Do kuchni weszli Kenji i Reiji, którzy byli cały czas w progu jej. Podeszli do jednej z niższych półek i wyciągnęli z niej płyn do naczyń.
- Co do cholery?! - warknęła różowowłosa i była to tym razem, Kumi.
- Czemu nikt stąd go nie wziął? - warknął Kenji.
- Nie zauważyłam tego wcześniej, myślałam, że ostatnia butelka jest na górze. - powiedziała przepraszającym głosem Yuko.
- Ryzykowałam swoje kości tylko dlatego, że babcia nie zauważyła płynu do naczyń, który był przed nosem! - fuknęła zielonooka i z rezygnacją spojrzała w dół.
- Ale przeżyłaś. - mruknąłem i poczochrałem ją po włosach.
- Nie. Tykaj. Moich. Włosów. Pacanie. - wysyczała, a potem zaczęła mnie gonić.
- Co znowu zrobiłem? - spytałem biegnąc na górę przed goniącą mnie kobietą.
- Grabisz sobie! Chodź tu!
- Demon w ciebie wstąpił czy co?! - wkroczyłem na drugie piętro i uciekłem do naszego pokoju.
- Chodź. Tu. Teraz.
- Nie. - ruszyłem w stronę łóżka, gdy do niego podbiegła wyminąłem ją i zamknąłem drzwi.
Zbiegłem szybko na dół i posłałem przestraszone spojrzenie reszcie domowników. Wbiegłem na podwórko, w stronę basenu.
Odwróciłem się na chwilę, żeby sprawdzić czy dziewczyna biegnie za mną, nie było jej. Gdy spojrzałem przed siebie stała przed basenem z założonymi na piersi rękoma. Poślizgnąłem się i wyrżnąłem przed jej nogami.
- Ouuuu! Moje plecy! - stęknąłem. Skrzywiłem się lekko.
- Nic ci się nie stało? - spytała po chwili.
- Moje plecy, boli. - uklęknęła przy mnie, a ja z tego skorzystałem.
- Gdzie?
- Nigdzie! - rzuciłem się na nią i oboje w ubraniach wpadliśmy do basenu.
Będąc pod wodą z otwartymi oczami uśmiechnąłem się do niej. Zmrużyła oczy i chciała mnie walnąć, ale pod wodą coś jej nie wyszło. Chwyciłem jej drobną dłoń i przyciągnąłem do siebie po czym pocałowałem ją namiętnie w usta. Po chwili z braku tlenu wyszliśmy na powietrze. Równie szybko wyszliśmy z basenu cali mokrzy. Zerknąłem na dziewczynę, koszulka na ramiączkach kleiła się do jej ciała przez co było widać co nie co. Zagwizdałem cicho w charakterystyczny sposób.
- Co gwizdasz? Puknąć cię?
- Pukać ktoś kogo innego może. - mrugnąłem do niej i zaśmiałem się lekko. - Chodźmy się przebrać. - dodałem po chwili.
Chciałem chwycić dziewczynę za rękę, jednak odsunęła ją.
- Co z tobą?
- Przez ciebie jestem cała mokra.
- Ja też, kotku. - musnąłem palcami jej policzek. - Już się na mnie nie wściekaj.
- Będę.
- Proszę?
- To nic nie da.
- Ugh..a co mam zrobić, żebyś się nie denerwowała na mnie? - jej oczy aż zabłyszczały, to źle wróżyło. Źle dla mnie.
- Wnieś mnie na górę, weź mnie na barana. - powiedziała po chwili zastanowienia.
- Okej. - ukucnąłem lekko przed nią - Wskakuj.
Przeszliśmy przez pokój odprowadzeni śmiechem babci Yuko, Mai, Boba, Eizo, Hiroshiego, który skądś przyszedł, no i reszty cioć i wujów. Jedyne niezbyt przyjemne spojrzenia posyłali nam Kenji i Reiji oraz kuzynki Sakury.
Po wejściu do pokoju skierowałem się od razu do łazienki uprzednio wszędzie zamykając drzwi na zamek. Odstawiłem różowowłosą na ziemię i odwróciłem się do niej twarzą.
- Nadal jesteś zła? - spytałem, przejeżdżając delikatnie kciukami po jej policzkach.
- Zastanowię się. - starała się ukryć uśmiech, ale nie wyszło jej to.
- Kocham cię. - szepnąłem i pocałowałem ją tak delikatnie, jakby miała się zaraz rozprysnąć pod wpływem mojego dotyku. - I to bardzo.
- Chodź pod prysznic. - chwyciła moją dłoń i poprowadziła w stronę kabiny.
Odwróciła się do mnie i pociągnęła za sobą pod strumień letniej wody. Po chwili łapczywie mnie pocałowała i oparła o kafelkową ścianę. Przerwała na moment ten chaotyczny pocałunek, ale tylko dlatego by zdjąć swoją koszulkę.
- Kotku, co ty chcesz zrob.. - przyłożyła mi palec do ust.
- Cicho bądź i się rozbieraj. - przycisnęła ponownie swoje wargi do moich, dając namiętny, zmysłowy i gorący pocałunek.
- Cholera, jesteś idealna pod każdym względem, kotku. - wymruczałem i zacząłem robić to co mi przed chwilą kazała.


***
Rozdziały poprawione i wyszło, że o dwa w tył poszły. Teraz już po półmetku, chyba półmetku.
Niezbyt długo, niezbyt treściwie i tak dalej.
Napisałabym Wam co będzie dalej, ale nie mam w ogóle humoru, a nie chcę się brać za coś skoro wiem, że to zawalę kompletnie. 
Tak więc.. Kto chce hentai w następnej notce? Jakieś sugestie? :) Pisać w komentarzach.
Pozdrawiam Wszystkich.
Dobranoc. Mimo, że jeszcze wcześnie, ja wymiękam po całym dniu spędzonym na pisaniu :(
Trzymajcie się!!

piątek, 4 lipca 2014

All right!

Parę informacji dla Was!
Okej, powiedzcie, napiszcie w komentarzu, na asku.. jak podoba Wam się wygląd bloga?
Zapraszam do zakładki "Kontakt" są tam wypisane wszystkie możliwe rzeczy przez jakie można się ze mną porozumieć.
Poza tym, dla tych, którzy zaczynają dopiero czytać tego bloga, a trochę notek jest i nie chce się w końcu każdemu ciągle przewijać w dół albo szukać w archiwum następnego rozdziału, prawda? Tak więc jest także zakładka Rozdziały i teraz uwaga! Przy pisaniu każdego rozdziału, zauważyłam, że dwa razy źle ponumerowałam rozdział np. zwiastun rozdziału szesnastego oznaczony liczbą "16", a potem ten wyczekiwany rozdział szesnasty jest pod numerem "17" tak więc wszystkie rozdziały są o jedno wstecz. Czyli dobiłam na razie do 51 rozdziału.
Postaram się wyłapać jeszcze więcej takich 'wpadek', poprawię to z zakładce rozdziały, a potem pozmieniam numerację wszystkich postów, które dotychczas opublikowałam. 
W każdym bądź razie sporo zamieszania, biorąc pod uwagę obecną liczbę rozdziałów, i tego jak drobne pomyłki się zdarzyły (a nie wiem ile ich może być). Tak więc w zakładce rozdziałów, ostatni jest to rozdział PIĘĆDZIESIĄTY PIERWSZY, ale po wejściu na link wyskakuje nam ostatnia notka z numerem "52". Mam nadzieję, że szybko i sprawnie mi to pójdzie, choć teraz pewnie tego nie zrobię, bo piszę następny rozdział na drugim blogu w końcu muszę trochę nadrobić i jest prawie skończony.
Kończąc, proszę o jakieś komentarze odnośnie tego wyglądu. :)
Pozdrawiam, Jane.

środa, 2 lipca 2014

50.

Oczami Naruto:
Szliśmy już około trzy godziny. Podróż minęła nam jak na razie spokojnie. Mimo tego, strasznie się stresuję. Może tego tak nie widać na zewnątrz, ale w środku aż się gotuję. Czuję się jakbym zaraz miał iść do piekła. No niby Sakura-chan mówiła, że nie zjedzą mnie i będzie raczej w porządku. Jednak boję się. Po pierwsze: Może im się nie spodobam wizualnie. Mimo, że ubrałem się akurat dobrze. Upał był dodatkowo niemiłosierny. Wracając do tego co mówiłem, po drugie: Może nie spodoba im się moje zachowanie, choć będę starał się jak najlepiej zachowywać. W końcu poznanie rodziny swojej narzeczonej to nie jest byle co. Jednak chciałbym w tym wszystkim zostać sobą. I po trzecie: Nie wiem jak zareagują na to, że mam w sobie Kyuubi'ego. Cóż, może ich to przerazić. Może pomyślą, że jestem w stanie zrobić krzywdę Sakurze? Cholera, byleby nie!
- Zaraz będziemy. - oznajmiła spokojnie Haruno.
Wyprostowałem się i bardziej splotłem nasze dłonie. Z nerwów oblizałem usta, które były swoją drogą strasznie suche i przetarłem wierzchem wolnej dłoni czoło na którym pojawiły się kropelki potu.
- Będzie dobrze, nie bój się. - zielonooka dźgnęła mnie lekko w bok.
- Ta, super. - mruknąłem z ironią - Ale obiecaj mi, że jakby było coś nie tak i ze mną nie wrócisz w najgorszym wypadku to będziemy do siebie dzwonić. - dziewczyna uniosła jedną brew zdziwiona.
- Okej. - pocałowałem ją szybko i namiętnie w usta. Nie wiem kiedy będę mógł ponownie to zrobić, przy jej rodzinie raczej nie wypada. Bardziej w polik.
Wciągnąłem powietrze w płuca i głęboko odetchnąłem.
- Chodźmy dalej, raz się żyje w końcu. - powiedziałem.
Po chwili przekroczyliśmy bramy Wioski Herbaty. Nie było żadnej straży, więc obyło się bez przeszkód. Poszliśmy tylko do Kage tej wioski, aby oznajmić przyjście. Tu także nie było rewelacji. Jakiś staruszek z okularami wielkimi jak spodki i okrągłymi.
- Gdzie to jest dokładnie, znaczy no gdzie idziemy? - spytałem.
- Bardziej na obrzeża wioski, tam mają spory dom. Z tego o się orientuję.
Znalezienie "sporego domu" zajęło nam jakąś godzinę. Obeszliśmy przy okazji wioskę dookoła. W końcu dotarliśmy do ogromnego domu z basenem i pięknym ogrodem. Dom był w kolorze biszkoptowym, dwupiętrowy. Był ogrodzony, przy furtce stała kobieta, która miała około trzydzieści dwa lata.
- To ciocia Mai. - oznajmiła cicho dziewczyna.
Spojrzałem na kobietę. Blond, długie włosy zawiązane w wysokiego kitka. Szczupła, dość niska. Miała twarz, która dawała wrażenie, że jest przyjazną osobą.
- O! W końcu jesteście! Tyle na was czekałam. - pomachała do nas i uśmiechnęła się szeroko. Głos miała miły i ciepły.
Dziewczyna puściła moją rękę i przytuliła się do ciotki, która wyszła nam naprzeciw.
- Ale cię dawno nie widziałam. - powiedziała różowo włosa.
- Kochana, aleś wyrosła. Jesteś wyższa ode mnie! A jak wypiękniałaś! Ohoho. Pewnie masz sporą kolejkę facetów, co?
- Wystarczy, że mam kogoś kto ich odgania. Tak dobrze, że jeszcze żadnego innego nie widziałam. - Haruno spojrzała na mnie wymownie.
Uniosłem dłonie w geście obronnym i lekko się uśmiechnąłem. Po chwili wyłapałem kontakt wzrokowy z panią Mai, która tak jak Sakura-chan miała zielone oczy. Jednak nie tak bardzo piękne, ale cóż.
- Ty jesteś pewnie Naruto, co? - przyglądała mi się badawczo, z góry na dół.
- Tak. - podrapałem się po karku.
- Witaj w rodzinie! - powiedziała i uśmiechnęła się szeroko. Podeszła do mnie i przytuliła.
Skołowany odwzajemniłem uścisk.
- Mam nadzieję, że wytrwasz z Reijim i Kenjim.
- Też mam taką nadzieję, Sakura-chan już mnie uprzedziła.
- Słodki jesteś. - uniosłem jedną brew i zaśmiałem się nerwowo. - Boisz się. - stwierdziła po chwili patrząc mi w oczy.
- Tak. Skąd pani wiedzia..
- Tylko nie pani. Mai. Aż taka stara nie jestem, ledwo trzydziestkę dobiłam, a już do mnie z panią wyjeżdżasz. - nie mogłem ukryć zdziwienia.
- No dobrze.. - odparłem powoli - Więc skąd wiedziałaś, Mai?
- Po oczach to widać. Czego się boisz? - spytała ciszej, by różowo włosa nas nie usłyszała.
- Tego, że mnie nie zaakceptujecie i że ją stracę. Może nie na zawsze, ale nie chciałbym, żeby zostawiała mnie samego na tak długo.
- Coś na to poradzimy. - mrugnęła do mnie. - Dobrze, chodźmy do środka. Zostawicie swoje rzeczy w pokoju i pójdziemy na tył domu do drugiego ogrodu, cała nasza familia na was czeka! No może nie wszyscy, bo by się nie pomieścili, ale trochę ich jest.
Ruszyliśmy za blondynką. Szliśmy szeroką, kamienną ścieżką i weszliśmy na próg. Przeszliśmy przez ciemne, drewniane drzwi i weszliśmy do środa. Na podłodze były jasne panele, każde pomieszczenie w innej barwie. Kuchnia była pomarańczowa, a meble białe. Salon miał karmelowe ściany, ogromną jasnobrązową sofę i tego samego koloru fotele. No i czarna plazma. Pomieszczenia były naprawdę ogromne. Weszliśmy po szerokich, ciemnych, marmurowych schodach na pierwsze piętro. Tam panele były brązowe. Było dziesięć pokoi, po pięć z każdej strony.
- Jeszcze wyżej. - powiedziała Maia.
Puściłem Sakurę pierwszą, a sam szedłem na końcu ze wszystkimi torbami. W końcu zielonooka musiała wziąć więcej rzeczy, bo mogła tu zostać na dłużej. Po chwili weszliśmy na ostatnie piętro, tu panele były prawie czarne. Było osiem pokoi. Mai zaprowadziła nas do ostatniego po prawej stronie. Otworzyła drzwi i weszliśmy do sporego, przytulnego pomieszczenia. Dała kluczyk różowowłosej i wyszła. Postawiłem torby na ziemi i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Ściany jasnoniebieskie, jasne meble: duża komoda i szafa. Zerknąłem w stronę mlecznych drzwi po mojej lewej stronie (d.a. stał plecami do drzwi głównych od pokoju). Wszedłem do środka, była tam łazienka. Kafelkowana czarno-biała. Wróciłem do pokoju. Teraz dostrzegłem, że po prawej stronie drzwi wyjściowych jest obszerne czarne łóżko z czerwoną, satynową pościelą. Na przeciwnej ścianie był wysuwany z góry telewizor plazmowy. Również ta ściana była lustrzana, nie w całości tylko na tyle by można było zobaczyć w odbiciu łóżko. Cóż, ciekawie.
- Co ci powiedziała Maia? - spytała Haruno.
- Że widzi po oczach, że się boję.
- A boisz się? - podeszła do mnie.
- Troszeczkę. - mruknąłem i objąłem ją w pasie.
- Czego?
- Tego, że nie wrócisz ze mną. - szepnąłem i pocałowałem ją namiętnie w usta.
- Lepiej już chodźmy. - wymruczała cicho, chwyciła mnie za dłoń i wyszliśmy z pokoju uprzednio zamykając drzwi. Zeszliśmy po schodach na parter i poszliśmy na tył domu. - Będzie dobrze. - ścisnęła mocniej moją dłoń.
- Oby. - pocałowałem ją raz jeszcze i wyszliśmy.
Był tam duży basen, leżaki. Na niektórych leżała rodzina dziewczyny, inni się kąpali, a reszta chodziła wokół basenu. Z pewnością było ich sporo. Naliczyłem szybko około dwunastu osób. Cholera.
Poszliśmy w ich stronę.
- No w końcu przyszliście! - krzyknęła Maia z leżaka.
Teraz około dwadzieścia cztery pary oczu były skierowane w naszą stronę. Ups.
- Dzień dobry. - odezwałem się, większość zebranych zaśmiała się zapewne z moje poddenerwowania.
Słyszałem jakieś szepty, zapewne kuzynek Sakury w stylu "Uuu, mięśniak, a jaki przystojny!" "Cholera, może Sakura odstąpi go dla mnie?". Zdziwiłem się i spojrzałem na zielonooką/
- Chodź i się nie bój. - powiedziała i uśmiechnęła się szeroko.
I tak się zaczęło witanie, uściski dłoni, jakieś całusy. To naprawdę mili ludzie. Poznałem wujka Boba, który na początku patrzył na mnie nieufnie, ale potem uśmiechał się promiennie. Było też kilka cioci, które łapały mnie za policzki mówiąc "ale przystojniaczek", "oh, ile ty masz wzrostu facet!". Najgorsze były chyba kuzynki, szły popiskując w moją stronę, przytulały się do mnie, każda z osobna i tak jakby mi się wydawało, że macały, ale cóż.. Jedyna w miarę normalna zdawała się także różowowłosa, łudząco podobna do Sakury, Kumi. Zmieniłem zdanie, jak później zaczęła popiskiwać. Ostatnimi osobami byli Reiji i Kenji. Każdy z osobna mocno ścisnął moją dłoń, nie to, że lekko ich uścisnąłem. Równie mocną, bądź bardziej. Ale to dobrze. Byli brunetami, jeden - Kenji - miał prawe oko zielone, a lewe pół na pół z niebieskim. Reiji miał lewe całe niebieskie, a prawe pół na pół z zielonym. Byli trochę niżsi ode mnie. Mieli trochę wyrobioną klatkę piersiową (d.a. byli bez koszulek), jednak nie tak jak ja.
- Jak długo wytrwasz? - spytał Reiji.
- Znudzi wam się. Mi nie dacie rady, chłopacy. Nie ucieknę z podkulonym ogonem. - oznajmiłem.
- To brzmi jak wyzwanie. - powiedział Kenji i spojrzał na swojego brata. - Poczekamy, zobaczymy, Naruto. - uśmiechnęli się szeroko.
Poszliśmy z Sakurą na dwa wolne leżaki. Spokojnie rozmawiałem z Bobem, a ona z Maią.
- Powiedz mi skąd się znacie? - spytał po chwili.
- Z Akademii.
- A długo jesteście razem?
- Sporo. Ponad rok.
- Naprawdę? To pobiliście rekord wśród tych młodych. Oni ograniczają się do paru miesięcy. A to coś poważnego?
- Właściwie, Sakura jest moją narzeczoną od niedawna..
- Naprawdę?! - był zdziwiony.
- Um..tak.
- To trzeba to opić! Hej, Eizo! Dziś pijemy za mojego przyszłego szwagra! - krzyknął, wszyscy popatrzyli po sobie. Kuzynki zleciały się do Sakury i oglądały pierścionek, wzdychając.
- Szwagra?
- Tak. Jestem bratem matki Sakurki.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, a później kuzynka Kin i dziadek Hiroshi wjechali do ogrodu z grillem i alkoholem.
Przenieśliśmy się kawałek dalej do dużego stołu, usiedliśmy wszyscy. Znaczy no, miałem usiąść koło Sakury, ale ostatecznie poszedłem pomóc dziadkowi Hiroshi, bo nie dawał sobie rady.
- Dziękuję, jesteś naprawdę pomocny. - powiedział.
- Czego się nie robi dla przyszłej rodziny.
- A co, zaręczyliście się? - mam deja vu.
- Tak. Jakiś czas temu. - staruszek odwrócił się na pięcie do rodziny.
- Eizo ty staruchu, czemuś nie powiedział, że dziś nie opijamy przyszłe małżeństwo?! - Kumi, Sakura i Maia złapały się za głowę z tego jak dziadek bardzo jest w temacie. Reszta zaczęła się głośno śmiać.
- Hiroshi, starcze jeden spróchniały krzyczałem do wszystkich! Wymień sobie aparat słuchowy. - wrzasnął z końca stołu Bob.
Chwilę się wykłócali, ja w tym czasie zająłem się nakładaniem jedzenia na tacę, bo by się spaliło.
- Znikło moje jedzenie! Złodzieje jedne! - wrzasnął staruszek po dwudziestu minutach.
- Ja je wziąłem, bo by się spaliło proszę pana. - powiedziałem.
- Hę? Nie spaliłeś? To dobrze! Polać mu, nie sfajczył żarcia! - zaśmiałem się, a reszta rodzinki mi zawtórowała.
Po przygotowaniu już całego jedzenia, usiadłem obok Sakury-chan.
- I co było aż tak źle? - spytała szeptem.
- Nie. Jest okej. - spojrzałem na Hiroshiego, któremu zaczęły drżeć ręce. - Czy z twoim dziadkiem wszystko w porządku?
- Tak, po prostu dorwał się do alkoholu.
- Brałeś leki dziadygo? - usłyszałem głos Eizo.
- Co?
- Czy brałeś leki, próchniaku!
- Nie!
- Jak to? Cholera, gdzie je masz?
- W pokoju! - Eizo spojrzał na każdego i skinął na mnie bym do niego podszedł.
Wstałem z miejsca i podszedłem do mężczyzny po pięćdziesiątce.
- Słucham?
- Mógłbyś iść na pierwsze piętro po leki dla tego idioty? Jak ich nie dostanie to zaraz tu wykorkuje. - spojrzałem na niego lekko przerażony/
- Gdzie je ma?
- W tym problem, że nie pamięta. Przeszukaj jego pokój tylko szybko. Pobiegnij najlepiej.
- Okej. - ruszyłem biegiem do domu i wszedłem na pierwsze piętro.
Cholera, nie powiedział który pokój, ale skoro nie dał mi kluczy to musi być otwarty. Pierwsze drzwi zamknięte, tak samo drugie, trzecie i czwarte. Okazało się, że to pierwsze po lewej, a ja zacząłem od prawej. Wszedłem do pokoju. Przeszukałem szafkę nocną. Dłonie mi drżały. Nic nie znalazłem. Otworzyłem szafę, też nic. Podrapałem się po głowie i ruszyłem do komody. *Cholera, gdzie ten dziad to schował?!* pomyślałem. W komodzie także nic nie było. Usłyszałem głośniejsze rozmowy w ogrodzie, pewnie staruszek przeholował. Rozejrzałem się po pokoju. Wszystko właściwie przeszukałem. Mój wzrok padł na łóżko. *Nie..to niemożliwe, żeby tam to schował!*. Mimo wszystko podszedłem do łóżka i zajrzałem pod poduszki. Moja mina wyrażała wszystko, podirytowanie, zdziwienie, zdenerwowanie. Kto normalny chowa leki pod poduszkę, po to by ich później nie znaleźć?
- Naruto! - usłyszałem krzyk zielonookiej.
Szybko wybiegłem z pokoju, trzaskając drzwiami. Zbiegłem po schodach i po paru sekundach byłem już w ogrodzie, podałem Eizo leki Hiroshiego. Swoją drogą..cały się trząsł. Dostał po chwili leki i wodę na popicie. Po paru minutach wszystko było w porządku.
- Co się stało? - spytał.
- Naruto przyniósł ci leki i cię staruchu uratował! - warknęła Maia.
- Huh? Naruto? Ratował? Wiecie co..?
- Co? - spytałem nie wiedząc o co mu może chodzić. Bob pokręcił z rezygnacją głową jakby spodziewał się czegoś bardzo irytującego.
- POLAĆ MU! I mi przy okazji.
- O nie, dziadygo! Ty już nie pijesz! - ciotka Yuko, jego żona, pociągnęła go za ucho i przeciągnęła do stoły, ale z dala od alkoholu.
- Auuuu! To przez ciebie mam takie pociągnięte uszy, jędzo jedna!
- Jak ci dam zaraz jędze, próchnialcu jeden to zaraz będziesz się w grobie przkręcał!
Poczułem rękę na moim ramieniu.
- No, Naruto.. - zerknąłem na Boba, który się zaśmiał - Spisałeś się i wiesz co.. Myślę, że już wszyscy cię tu zaakceptowali. - powiedział ciszej, tak abym tylko ja to słyszał. - Będziesz dobrym szwagrem. Poza tym, wierzę, że dasz radę wygłupom Reijiego i Kenjiego. Nie martw się jeśli cię nie polubią, oni właściwie nikogo nie lubili z partnerów Kumi, Mai, Rei, Aiko, Norie i Mitsuki. Jednak mam nadzieję, że nie zrezygnujesz z naszej małej Sakurki przez tych dwóch kretynów, co?
- Na pewno nie zrezygnuję. - odparłem szybko.
- Oczy aż ci się świecą jak o niej mówisz. A idź ty w cholerę, bo jeszcze zaraz pomyślą, że się poryczę, a jestem dorosły facet. - pchnął mnie lekko i żartobliwie kopnął delikatnie w tyłek.
Poleciałem prosto na moją narzeczoną, prawie ją przewracając.
- W końcu jesteś, długo cię nie było ze mną. A to przy grillu z dziadkiem byłeś, a to w domu.. - objęła swoje drobne ręce wokół mojej talii i wtuliła nos w moją pierś.
- Zostawiłaś mnie. To nie moja wina. - oparłem brodę na jej głowie i położyłem dłonie na jej plecach. - A co stęskniłaś się? - mruknęła coś w moją koszulkę. - Co? Nie słyszałem.
- Tak, stęskniłam się. Poza tym, musisz być koło mnie, bo inaczej jeszcze kuzynki zaczną robić na ciebie jakieś łowy..
- Łowy na mnie? A co ja kawał mięcha jestem, żeby na mnie polować? - zaśmiałem się lekko.
- Powiedzmy. - uniosłem jedną brew zdziwiony.
- I twierdzisz, że skuszę się na którąś z twoich kuzynek?
- Chyba szalony jesteś, zginąłbyś marnie jakbym się dowiedziała. Raczej chodzi mi o to, że przez te swoje wspaniałe pomysły na podryw mogłyby cię jakoś uszkodzić czy połamać..
- Szanse na to, że bym cię zdradził nawet nie mieszczą się w skali procentowej, bo wyszło by sporo na minusie. Więc no.. Poza tym, połamały by mnie? Aż tak szalone są w podbojach?
- Jesteś głupi. - burknęła.
- Ale co ja zrobiłem, że już mnie wyzywasz? - odsunąłem się lekko od niej, palcami wskazującym i kciukiem uniosłem jej podbródek, robiąc smutną minkę.
Wywróciła oczami i lekko się uśmiechnęła.
- Wszyscy się już zbierają, wracamy do pokoju?
- Idź już, ja zaraz przyjdę. - odparłem i podszedłem do Mai. - Pomóc ci? - spytałem, spoglądając na stertę talerzy.
- A chcesz?
- Jasne. - wzruszyłem ramionami. - Zanieść tą stertę talerzy do kuchni?
- Tak. I jak dasz radę to jeszcze te dwie tacki po kiełbaskach. Ja wezmę sztućce i resztę naczyń.
- Okej. - pochwyciłem to, co wymieniła Mai i ruszyłem w stronę tylnych drzwi, żeby szybciej znaleźć się w domu.
Odstawiłem naczynia obok zlewu i skierowałem się w stronę ogrodu, po drodze spotkałem ciotkę Yuko i babcię Midiori, które uśmiechnęły się do mnie i pokiwały głową z podziwem. Potem zaczęły coś do siebie mówić, ale nie usłyszałem, bo szedłem dalej przed siebie.
- Coś jeszcze?
- Mógłbyś pomóc Eizo ogarnąć grilla, stary już nie ogarnia. Za duża technika dla niego. - stłumiłem śmiech.
- W porządku. - ruszyłem w stronę Eizo. - Pomóc panu z grillem?
- O Naruto! Tak, tak pomóż. Nie mogę go złożyć.
- Wie pan, najpierw zdejmie się podstawkę na której było jedzenie - jak mówiłem, tak robiłem - a teraz zamknie się klapkę i trochę zniży. I tyle. Bardziej nie można go złożyć.
- Dziękuję!
- Nie ma sprawy, gdzie go zanieść? - spytałem.
- Tu, zaraz za tymi małymi drzewkami jest niewielki składzik tuż obok płotu. Tam go połóż gdzieś w kąt, żeby nikomu nie zawadzał.
- Dobrze. - wziąłem grill i poszedłem w wyznaczone miejsce.
Zajęło mi to może z pięć minut, po skończonej czynności wróciłem do ogrodu, gdzie wszystko było już wprawdzie wysprzątane.
- Coś jeszcze ci pomóc, Mai?
- Nie, dziękuję. I tak już pomogłeś wystarczająco. Leć do Sakury, bo pewnie czeka na ciebie. - zdziwiłem się na ostatnie zdanie.
- Okej. Dobranoc.
- Dobranoc.
Machnąłem do niej ręką jeszcze na pożegnanie i powolnym krokiem skierowałem się po raz wtóry do tylko tylnych drzwi. Ślamazarnie szedłem po schodach, uśmiechając i żegnając się z Eizo, Kumi, Rei, Norie, Hiroshim i Bobem, których po drodze spotkałem. Zmęczenie dawało we znaki i z każdym kolejnym schodkiem miałem ochotę położyć się w miejscu na którym stoję. Jednak przezwyciężyłem te kuszące myśli o zostaniu i po niecałej minucie byłem pod drzwiami naszego pokoju. Cicho nacisnąłem klamkę, bo w końcu mogła zasnąć, a nie chciałem jej budzić. Równie cicho wszedłem do pokoju. Zasnęła, przynajmniej była odwrócona do mnie plecami. Podszedłem do torby, cicho ją otwierając wziąłem czystą bieliznę, spodenki i koszulkę do spania. Z tymi rzeczami poszedłem do łazienki, gdzie wziąłem szybką kąpiel i wykonałem podstawowe czynności.
Czysty i odświeżony oraz równie mocno zmęczony wgramoliłem się pod chłodną, satynową i na dodatek czerwoną narzutę, bo było strasznie ciepło. Dała chwilowe ukojenie moim zmęczonym mięśniom. Zadziwiające jest to, że jej rodzina dała nam wspólny pokój razem z dwuosobowym łóżkiem. Sądziłem, że będzie coś w stylu, że ja jestem na jednym końcu korytarza, a ona na drugim. Plus jeszcze nie zbliżanie się bardziej niż pięć metrów. A tu taka niespodzianka.
Dziewczyna delikatnie się przekręciła w moją stronę. Jednak nie spała.
- Ile można było czekać, co?
- Pomagałem zwinąć grilla i poznosić naczynia. - wyjaśniłem.
- Wybaczam.
- Fajnie, że przeprosiłem. - zaśmiałem się cicho.
- Nie denerwuj mnie. - mruknęła i pocałowała mnie delikatnie. - I jak wrażenia?
- Zależy po czym? Teraz się nie popisałaś, kotku. - uderzyła mnie w pierś.
- Bardzo bolało, naprawdę. - sapnąłem ironicznie.
- Mówiłam o rodzinie.
- Jest o niebo lepiej niż podejrzewałem. I chyba aż tak źle się nie zaprezentowałem, co?
- Bardzo dobrze się zaprezentowałeś. - przyznała, kładąc mi głowę na torsie.
- A nagroda gdzie? - spytałem cicho, przeczesując palcami jej długie, miękkie włosy.
- A co byś chciał?
- Ciebie bym chciał kochanie, ciebie. - mruknąłem cicho, pocałowałem ją w czubek głowy i przytuliłem do siebie.
- W jakim sensie?
- W każdym możliwym.. - dziewczyna uniosła głowę, łapiąc ze mną kontakt wzrokowy. Przysunęła się do mnie i pocałowała namiętnie. - Kocham cię. - szepnąłem, całując ją raz jeszcze.
- Ja ciebie też. - odsunęła się po chwili i ponownie położyła głowę na mojej klacie.
- A ten no..mówił ktoś coś na mój temat? - spytałem po chwili, głaszcząc jej głowę i włosy.
- Babcia stwierdziła, że jesteś pracowity. Wujek Bob cię polubił, a on mało osób lubi. Eizo też cię lubi, a dziadek Hiroshi twierdzi, że jesteś dobry facet. No, a opinii moich kuzynek ci nie powiem.
- Rozmawiałem z Bobem i powiedział mi, że moje oczy aż się błyszczą jak o tobie mówię. Potem dał mi lekkiego kopa w tyłek i popchnął na ciebie, bo stwierdził, że zaraz ktoś zauważy jak ryczy. - uśmiechnąłem się na to wspomnienie. - A czemu nie powiesz mi ich opinii?
- Naprawdę tak powiedział?
- Tak.
- Dziwne, on zawsze miał problem, żeby zaufać komuś spoza rodziny. Ale to dobrze. Błyszczą ci oczy jak o mnie mówisz? - spytała spoglądając na mnie. Wzruszyłem ramionami.
- Nie wiem. Możliwe. To powiesz mi co o mnie mówiły?
- Domyśl się.
- No.. - zastanowiłem się chwilę - Nie wiem.
- Miły, dżentelmen, przystojny, seksowny, umięśniony i takie tam..
- Wydaję mi się, że nie wszystko mi mówisz.
- Pytały o prywatne sprawy, ale nie odpowiadałam.
- To znaczy?
- One są bezpośrednie, więc pytały jaki jesteś w łóżku.
- Odpowiedziałaś?
- Powiedziałam, że to nie ich interes. Zaczęły piszczeć i mnie irytować. Ale zdzierżyłam to jakoś.
- A mi odpowiesz na to pytanie? - spytałem przekręcając się tak, że dziewczyna leżała pode mną na plecach.
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo nie. Lepiej będzie, jeśli zostawię tą odpowiedź tylko dla siebie. - uśmiechnęła się zadziornie i pocałowała lekko. - Chodźmy spać, jestem zmęczona a to nawet nie jest pierwszy dzień..
- No doobraa... Ale i tak się dowiem prędzej, czy później. Dobranoc, kotku. Śpij dobrze. - pocałowałem ją w czoło i przytuliłem się do jej pleców. Tym samym obejmując lewą ręką w talii. Chwyciła moją dłoń i złączyła nasze ręce.
- Dobranoc, kochanie. Też śpij dobrze. - wymruczała.


***
No i finito. Jak na razie dobrze się zapowiada, co? Zobaczymy co będzie dalej!
Ale tak już przy sprawach przyziemnych... Są w końcu WAKACJE! Yeah. Tak więc no wesołych, ciepłych i najlepszych wakacji! Chociaż ja ich nie czuję za bardzo, mam wrażenie, że tak naprawdę to tylko dłuższy weekend i zaraz będę musiała wracać do szkoły. Wszystko to wina pogody, która aż nadto się zmienia :(
Mimo to teraz mam więcej czasu na pisanie, ale poświęcam na to średnio jedną-dwie godziny między 10-14. W międzyczasie sprawdzam pełno innych rzeczy więc pisanie tylko tyle mi zajmuje, a potem już wyparowuję z domu.
Znalazłam kartkę której szukałam odnośnie drugiego bloga, ale nie wiem znowu gdzie jest. Zabunkrowała się gdzieś..Ale znajdę i napisze kolejny rozzdział bo dawno nie było.
Pozdrawiam!
Jane