czwartek, 21 lipca 2016

Rozdział 37

Obawy.

**
d.a. Wiem, że miało być później, ale mnie tchnęło. Przygotujcie się psychicznie! 
**
Moje serce zaczęło robić jakieś cholerne salta, gdy Sakura siedziała na moich kolanach i wciąż była wtulona w mój tors. Kurwa. Jej słowa powoli do mnie docierają. Bardzo powoli. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy przypadkiem się nie przesłyszałem..
- Z-zależy ci? - jąkam się jak jakiś niedorozwój.
Dziewczyna kiwa głową i mocniej się we mnie wtula. Oczywiście, obejmuję jej drobne ciałko ramionami, bo lubię ją przytulać. Z tego akurat mogę skorzystać. Poza tym, jest dość chłodno. Znaczy jej, bo ma aż gęsią skórę. 
- Strasznie szybko bije ci serce. - mówi cicho, jak nie ona.
- Bo jestem w szoku.
- Przerabialiśmy już to.
- Jak to?
- Kiedy byłeś pijany i była ta cała akcja z malinkami. - unosi lekko głowę, by skrzyżować nasze spojrzenia - Powiedziałeś, że aż za bardzo ci na mnie zależy. - patrzy na mnie tymi błyszczącymi ślepiami i nie mogę wyjść z podziwu, bo są cholernie piękne - Odpowiedziałam ci tym samym. - zgryza wargę, zakrywając się lekko opadającym kosmykiem włosów, ale szybko go poprawiam - I wtedy pobiegłeś zwymiotować.
ŻE. CO. JA. ZROBIŁEM.
- Słucham? 
- No, poszedłeś rzygać. - na jej ustach błąka się uśmiech - Romantykiem to ty nie jesteś, Naru.
Jak mogłem po takim czymś pójść i od tak ulżyć sobie z żołądka w jej toalecie? NIE MA SKALI NA MÓJ KRETYNIZM!
- Teraz role się odwróciły. - krzywię się - No, może bez tego rzygania. Nie wracajmy lepiej do tej pojedynczej sytuacji.
- Och, tego ci nie zapomnę. - coraz bardziej się szczerzy - Nigdy.
Kładzie dłoń na moim lewym poliku i porusza opuszkami palców, sprawiając, że mam dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Wzdrygam się lekko na tak przyjemne uczucie i przymykam mimowolnie oczy, poddając się jej całkowicie.
- Mogę cię o coś spytać? - czuję nieśmiałość w jej głosie.
- Jasne. - wtulam bardziej twarz w jej rączkę.
- Jak to jest, że masz blizny, ale nie czuć w ich miejscach żadnego uwypuklenia? Właściwie to skąd je masz?
Uchylam jedno oko i od razu dostrzegam, jak z zafascynowaną miną patrzy na kreski na moich polikach. Otwieram również drugie i prostuję się lekko. Trochę szybka zmiana tematu z wyznawania uczuć do moich blizn..
- To tak jakby forma znamion. 
- Dziwne, że są to akurat kreski, jak u kota.
- Dokładniej lisa.
- Dlaczego akurat tego zwierzęcia?
- Dowiesz się w swoim czasie. Kiedyś ci go przedstawię.
- Czekaj.. - marszczy zabawnie nos - Masz lisa?
- Powiedzmy. Szybko zmieniłaś temat, tak w ogóle.
- Myślałam, że nie zauważysz. - mamrocze i ponownie chowa twarz pod moją brodą.
- Hej, Sakura? 
- Hmm?
I tak nie będzie tego pamiętać.
Odchylam głowę w tył i unoszę palcami jej podbródek, by na mnie spojrzała. Kiedy udaje mi się to, to posyłam jej trochę nieśmiały uśmiech.
- Mi też na tobie zależy. - przejeżdżam zewnętrzną stroną palców po jej lewym poliku - Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile bym dla ciebie zrobił. - biorę głęboki wdech - Jeszcze na nikim mi nie zależało tak, jak na tobie. Może to zabrzmi głupio, ale.. - oblizuję spierzchnięte usta - Wątpię, że będzie mi kiedykolwiek bardziej zależeć na kimś, kto nie jest tobą. - spuszczam lekko głowę, garbiąc się przy tym - J-ja.. Ja.. Mógłbym spróbować z tobą być, ale wiem, że jeśli przekroczymy bramę naszego rodzinnego miasta to przypomnisz sobie wcześniejsze życie. - biorę kolejny, ale tym razem drżący, wdech - Tam nie byłem dla ciebie kimś więcej, jedynie głupawym przyjacielem. Chociaż to i tak było dla mnie dużo. - zgryzam mocno wargę, bo boję się przejść do sedna.. - W, powiedzmy, poprzednim życiu kochałaś.. - głupia gula pojawia się w moim gardle - Kochałaś Sasuke. I.. I jeśli.. 
Sakura nie pozwala mi dokończyć, bo pociąga mnie za poliki i całuje mocno. Nie za bardzo rozumiem dlaczego, ale szybko odwzajemniam pocałunek. Uwielbiam czuć jej usta na swoich. Są takie miękkie i delikatne. Kocham ich fakturę. 
- Myślę, że poradzę sobie ze wspomnieniami. - zaczyna, gdy odsuwamy się od siebie - Już raz spławiłam Sasuke...dla ciebie. - krzywię się na wspomnienie tego, jak przyznała, że czarnowłosy się jej podoba - I jeśli naprawdę to, co czujemy jest silne to.. Takie rzeczy nie przemijają, Naruto. Nie da się tego przyćmić wspomnieniami.
- Uderzą w ciebie wszystkie na raz. Ponownie poczujesz to, co było, gdy byłaś obok Sasuke, a co koło mnie. To nie wyglądało tak prosto.. Naprawdę brałaś mnie tylko za przyjaciela, a jeśli teraz pozwolimy sobie na coś więcej to...ugh...na pewno będziesz brała pod uwagę zakończenie tego, co mogłoby być między nami i wrócenie do dawnej relacji.
- Ale to nie znaczy, że zapomnę od tak o tym, co do ciebie czuję! - wybucha nagle, co mnie dziwi - Przestań myśleć tak pesymistycznie. Jestem teraz z tobą, a nie Sasuke czy kimś innym..
Otwieram usta, ale za bardzo nie wiem co powiedzieć. Naprawdę boję się tego, że jak przejdziemy sobie przez bramę trzymając się za ręce i wspomnienia wrócą to najzwyczajniej mnie odepchnie. A nie chcę być po raz drugi zraniony... 
Chyba czekała na odpowiedź, ale kiedy nie nadeszła to się zirytowała..bo teraz wstała i ubrała moją koszulkę. Spodnie odłożyła na krzesło przy biurku. A ja siedzę z zaciśniętymi już ustami i nie wiem co mogę zrobić, czy powiedzieć... Dlatego bezradnie chowam twarz w dłoniach, a łokcie opieram na kolanach. Biorę kilka głębokich wdechów i wydechów i próbuję znaleźć jakieś rozwiązanie tej sytuacji, ale nic nie nadchodzi. Nie specjalnie pomaga mi dłoń różowo-włosej, która jeździ po moich plecach. Nie reaguję na to, bo teraz sam nie wiem, co mogę zrobić, a co nie. Zna wszystkie moje obawy, ale nie wiem, co ona o tym myśli. Tak wewnętrznie, prócz tego, co powiedziała. 
- Chyba starczy jak na jeden dzień. - mruczy i przytula mnie od tyłu, kładąc policzek na moim karku - Połóż się, co? 
- Pójdę wziąć prysznic. - wzdycham cicho.
- Przecież pachniesz. Czuję.
- Znowu mnie obwąchujesz? - pytam z rozbawieniem.
- Nie moja wina, że tak to czuć. - przejeżdża nosem po moim karku - Wciąż wanilia i pomarańcza.
- A ty wiśnia i czekolada.
- Teraz już bardziej jak ty, bo użyłam twojego szamponu. - odsuwa się lekko - To idź już. - klepie mnie lekko w łopatkę.
- Czuję się wygoniony.. - pociągam nosem i wstaję, zabierając ze sobą wcześniej przygotowane rzeczy.
Pomimo tego, że mówimy na pozór żartobliwie to wciąż wisi gdzieś w powietrzu to cholerne napięcie.. 
Prysznic zajmuje mi mało czasu, bo specjalnie puszczam zimną wodę. Tak, marzec pełną parą, a ja na dodatek kąpię się pod tak chłodnym natryskiem. Ale przynajmniej pomaga mi to choć odrobinę się rozluźnić. Uwijam się ze wszystkim szybko i po niespełna dziesięciu minutach wychodzę w czarnej koszulce na krótki rękaw, spodenkach i z wciąż wilgotnymi włosami, które kilka razy przeczesuję.
- Szybko. 
Różowo-włosa leży już w łóżku zakryta po brodę. Unoszę brew w zdziwieniu.
- Zamknę okno. 
Sprawnie robię to, co mówię. Nie chcę, żeby ponownie zachorowała. Najwyżej będę się gotować w tej koszulce..
- Jak możesz być tak cienko ubrany?
- To ty nie założyłaś spodenek, które ci dałem.
- Tyłek to akurat chowam za każdym razem pod kołdrą. O niego martwić się nie musisz. - mruga do mnie i odsuwa część kołdry, żebym się położył.
Robię to bez słowa. 
- Dlaczego jesteś taki zimny? - posyła mi zdziwione spojrzenie.
- Bo brałem chłodny prysznic. 
- Głupi jesteś? - unosi brew - Chodź tu. - prostuje jedno ramię i unosi lekko głowę - Nie gryzę.
Cóż, nigdy nie odmówię przytulenia jej, więc robię to ochoczo. Głowę mam pod jej brodą, przez co piszczy, bo wciąż mam wilgotne włosy. Ups..
- Ale mi nie jest zimno.
- Prosisz się o chorobę. 
- A jak tam twoja? 
- Jestem w pełni zdrowa. - otula moją szyję ramieniem - Ale coś czuję, że ty nie będziesz. Susz włosy następnym razem.
- Nie mam czasu na takie pierdoły. 
- A kto będzie się zajmował twoim schorowanym tyłkiem? Na pewno nie Shikamaru, czy Kiba.
- Ty. - mruczę, wtulając się bardziej w jej pachnącą szyję. 
- Jeszcze czego. 
- Wiem, że przyjdziesz. - przez przypadek muskam jej skórę ustami.
Zamieram w miejscu, bo teraz to już niczego nie byłem pewien. 
- Naruto? 
O kurde. 
- Hmm?
- Nadal jesteś cholernie niedomyślny.
- O czym mówisz?
- O naszej rozmowie sprzed kilku minut.
Niepewnie odsuwam się od niej i unoszę głowę, by spojrzeć na jej twarz. Jest wpół rozbawiona, a wpół..jakby rozdrażniona? O co chodzi?
- To znaczy? - pytam niepewnie.
- Powiedziałam ci wszystko, a ty nadal nie zakodowałeś tego, co możesz zrobić. 
Marszczę brwi, bo kompletnie nie wiem o co chodzi.. No bo okej, mówiła, że nawet jeśli byśmy byli razem to by mnie nie odrzuciła, ale co to ma mi dać do zrozumienia?
Idiota.
No naprawdę.
Nie odzywać się tam!
Okej... Czyli ona mi dała tak jakby pozwolenie... Na bycie z nią? No bo tak jakby wyraziła chęć bycia ze mną, bo powiedziała, że coś do mnie czuje. Tak? Czy nie? Już sam nie wiem co powiedziała! Ale jak zapytam ją o to..to wyjdę na idiotę. Super. 
- Umm.. - podnoszę się na ramieniu, patrząc na nią z góry, nie żeby ta odległość była jakaś wielka, bo wciąż była cholernie blisko - Nie jestem pewien...
- Twoja mina pokazuje wszystko. - mówi z rozbawieniem.
- Fajnie, że bawi cię moja niewiedza.
- Wiem o czym myślisz. - unoszę ponownie brew i mrużę podejrzliwie oczy.
Znając moje szczęście myślimy o dwóch różnych rzeczach...
- Myślimy o tym samym. - opuszczam brew i rozszerzam lekko gały, no bo skąd ona...a z resztą...nieważne.
-Więc.. - drugie ramie kładę po drugiej stronie jej ciała, przez co jestem bardziej nad nią pochylony.
- Więc..
- Czy dobrze myślę o... - lewą dłonią pokazuję na zmianę ją i mnie.
- Yhym. - próbuje pohamować rozbawienie, ale słabo to wychodzi.
- Och. - kiwam do siebie głową - Ciekawe. - mamroczę do siebie. 
- Znowu się rumienisz. - unosi dłoń i ciało.
Najpierw przejeżdża po nim palcami, a potem mnie w niego całuje. Nie wraca na swoje miejsce tylko zostaje w obecnym miejscu, tak, że czuję jej miętowy oddech. Swoją drogą to albo zakosiła mi szczoteczkę albo znalazła jakąś nową.. Ale DOBRA, nieważne. Najwyżej umyliśmy zęby tą samą.
- Nie rumienię. - burczę cicho, odwracając lekko głowę.
- Rumienisz. 
- Cokolwiek. - wzdycham cicho - Więc.. - czuję, jak moje serce łomocze i nie zdziwiłbym się, gdyby to usłyszała - Więc...czy... - odchrząkuję - Czysto hipotetycznie... - patrzę na nią kątem oka i widzę, jak bawi ją moja paplanina, mimo, że próbuje udawać powagę.
- Kontynuuj. Czysto hipotetycznie co? - posyła mi wredny uśmiech.
Stękam cicho, bo doskonale wie o co mi chodzi, ale nie.. Naruto, powiedz to! No jasne...
- Więc tak, czysto hipotetycznie. - czuję, jak gorąc oblewa po raz kolejny moją twarz - Czy chciałabyś...znaczy...możesz, ale nie musisz... - biorę głęboki oddech i unoszę wzrok w górę, jakby to miało mi pomóc.
Zaciskam szczękę i ponownie na nią patrzę. W końcu wypadałoby, żebyśmy mieli kontakt wzrokowy... 
- Chciałabyś może...być...hmm.. - zaciskam usta, klnąc na siebie w duchu - Być z takim jednym idiotą...który nie może się wysłowić? - dopowiadam na jednym wydechu.
- Nie znam takiego.
Rzednie mi mina, bo, cóż..nie tego się spodziewałem. Zgryzam mocno wargę i patrzę na nią z przymrużonymi oczami.
- Jesteście takie skomplikowane. - burczę - Chcesz ze mną być? - szepczę ze spuszczoną głową.
Serce bije mi jak szalone, kiedy odpowiedz nie nadchodzi od razu, jak oczekiwałem. Chyba dobrze czułem, że nie myślimy o tym samym...
Haruno chwyta mnie za twarz i unosi ją lekko. Niepewnie podnoszę na nią spojrzenie i od razu dostrzegam, że uśmiecha się od ucha do ucha.
- Tak. - również szepcze i delikatnie mnie całuje. 
Gdyby moje serce mogło to już dawno by wyleciało z klatki piersiowej. Przez to wszystko jestem tak nieogarnięty, że dopiero po chwili odwzajemniam pocałunek. Wciągam przez nos powietrze i pcham delikatnie ciało Sakury na poduszki. Przekręcam się lekko, będąc całkiem nad jej ciałem, a ona oplata moją szyję i mocniej przyciska nasze usta do siebie. Od teraz będę mógł ją całować kiedy tylko mi się zachce. Wygryw życia.
- Zrobiłaś to specjalnie. - mruczę w jej usta, uchylając powieki.
- Tak słodko mówiłeś, że nie mogłam się powstrzymać. - cmoka mnie ponownie - Jesteś przesadnie słodki i nieśmiały. - i znowu buzi - I teraz tylko mój. - i znowu, ale tym razem dłuższe. 
- A ty moja. - uśmiecham się szeroko.
Zielonooka kładzie dłonie na mojej piersi, odwzajemniając uśmiech. Wystarczył jeden wieczór, żeby wywrócić moje życie do góry nogami.
- Ale ci szybko bije serce. - widzę, jak jej oczy się rozszerzają, a źrenice powiększają - Dlaczego?
- Takie pytania są bardziej stresujące niż myślisz. - wzdycham cicho - Ale to mam już za sobą... - zamieram na moment, bo przypominam sobie o bardzo istotnym fakcie - A..czy ty w ogóle będziesz to pamiętać? 
Dziewczyna wybucha śmiechem i chowa twarz między moją szyją a barkiem. Nie za bardzo rozumiem dlaczego...
- Nie jestem tak pijana, jak myślisz. - całuje mnie lekko w nerwową żyłę na szyi - Wytrzeźwiałam wystarczająco po tym prysznicu. 
- To dobrze.
- Dlaczego?
- Bo nie wiem, czy przeżyłbym przechodzenie przez to pytanie po raz drugi. 
- Wierzę, że dałbyś radę. - czuję, jak się uśmiecha.
- Więc teraz zaczęło się.. Te wszystkie randki, kwiatki i tak dalej. - wzdycham cicho.
- Nie wymagam tego od ciebie. - odrywa się od mojej szyi, by na mnie spojrzeć - Ty mi wystarczasz.
- Słodko. - mamroczę i cmokam ją w środek ust - Jakoś muszę cię przy sobie trzymać. - mrugam do niej.
- Jakbym chciała wiać to na pewno bym się nie zgadzała. Mówiłam ci.. - tym razem ona wzdycha - Mniej pesymizmu, skarbie. 
Rozszerzam lekko oczy na ten zwrot. Nie mogę pohamować szerokiego uśmiechu - a on rzadko kiedy jest. Zgryzam wargę, żeby nie było, że cieszę się jak idiota.
- Dobrze...kochanie. 
Dziewczyna... Moja dziewczyna wybucha śmiechem i przyciąga mnie do siebie ramieniem. Przesuwam się lekko na bok, żeby się wygodnie ułożyć i dopiero po chwili kładę głowę na jej ramieniu. 
- Cieszy cię to, co? 
- Może trochę. - mamroczę - Znowu się nabijasz!
- Może trochę. - parodiuje mój głos.
- Bardzo zabawne! - burczę i przewracam się na drugi bok - Dobranoc. 
- Obraziłeś się.
- Yym. 
- Chyba ja tu będę facetem. - słyszę, jak mówi do siebie po czym przytula się do moich pleców - Już  nie będę. - całuje mnie w lewą łopatkę.
Odwracam lekko głowę i zerkam na nią kątem oka. Kiedy widzi, że się jej przyglądam to robi dzióbek w moją stronę. Wywracam oczami i przekręcam się i całuję ją krótko.
- Gorąco mi. 
- To się odkryj. 
- Jestem odkryty bardziej niż powinienem. 
- I co na to poradzę? - cmoka mnie w ramię.
Stękam z rezygnacją i podnoszę się do pozycji siedzącej. Czasami nienawidzę tego, że jestem nienaturalnie ciepły i czuję się, jak w saunie. Szybko zrzucam z siebie koszulkę i wzdycham z ulgą, kiedy choć trochę owiewa mnie chłodne, marcowe powietrze. Kładę się z powrotem, patrząc przelotnie na dziewczynę.
- Hmm? - unoszę brew, kiedy patrzy na mnie dziwnie.
- Dopiero parę minut temu pytałeś, czy z tobą będę, a teraz robisz striptiz. Boję się co dalej. 
- Więcej nie zobaczysz. - prycham - Zasłużyć musisz. - przygarniam ją na swój tors i obejmuję ramieniem.
- Chyba ty. 
- Widziałem już wystarczająco na dziś. - śmieję się cicho, kiedy posyła mi mordercze spojrzenie - Ała! Za co mnie klepnęłaś? To bolało!
- Idź spać, bo ci odbija. - prycham - Masz coś jeszcze do powiedzenia? - unosi brew.
- Nie. - kręcę głową , pochylając się lekko w jej stronę - Dobranoc, kochanie.
- Dobranoc. - daje mi mocnego buziaka.
Zobaczymy, czy naprawdę będzie to pamiętać...


***
Zdążyłam wcale nie tak dawno napisać, że rozdziału nie będzie, bo wyjeżdżam, ale tchnęła mnie wena, żeby napisać coś przed wyjazdem... Więc macie to, na co czekaliście. Ktoś się spodziewał tego momentu tak szybko? Chociaż..to już 37 rozdział, więc nie wiem czy to takie szybko XD
BYŁOBY KIEPSKO, GDYBY JEDNAK NIE PAMIĘTAŁA..
Pozdrawiam!

Rozdział 36

Pijackie wyznania.

**

Idę krok w krok za blondynką, która próbuje mnie ignorować. Czy tak ciężko odpowiedzieć na jedno, pieprzone pytanie?
- Ino! - staję przed nią, zagradzając przejście do klasy - Powiedz.
- Od kiedy to cię interesuje?
Zaciskam usta. Ta laska jest wkurzająca.
- Po prostu powiedz.
- To podejrzane, że nagle się nią przejmujesz, wiesz? - wzdycha przeciągle - Nie podoba mi się to.
- Nic jej nie zrobiłem. Powiedz, co z nią jest?
- Po prostu jest chora. - wywraca oczami i mnie wymija.
Odwracam się za nią i ruszam do jej ławki.
- Od wtorku? Tak nagle?
- Nigdy nie wiesz, kiedy coś cię złapie. - patrzy na mnie przez moment - Już? Koniec przesłuchania?
- Nie. - siadam na krawędzi ławki - Lepiej z nią?
Dziewczyna odkłada na blat telefon, którym przed chwilą się bawiła i ponownie kieruje na mnie spojrzenie. Tym razem jest zdezorientowane.
- Co jest między wami?
Unoszę brew na jej bezpośredniość. Cóż, sam nawet nie wiem jak na to odpowiedzieć. Czy rzeczywiście coś między nami jest? Przechodziliśmy przez multum rozmów, raz się całowaliśmy, spaliśmy ze sobą trzy razy, ale teraz tak jakby zerwała ze mną kontakt. Więc..
- Tkwimy w martwym punkcie.
- Odnośnie? - wzruszam ramionami.
- Sam chciałbym wiedzieć.
- To zapytaj?
- Chciałem, ale tak jakby nie rozmawia ze mną.
- Więc ona z tobą nie gada, a ty wypytujesz czy dobrze się czuje po chorobie?
- Umm.tak? - marszczę brwi - Coś w tym dziwnego?
Macha ręką i chwyta po raz kolejny telefon w dłoń. Sprawdza coś na nim. Nie jestem pewien czy teraz ona mnie ignoruje, czy co.
- Okej.. - wzdycha cicho - Nie wiesz tego ode mnie. - wskazuje moją osobę palcem.
Kiwam głową, bo co innego mogę zrobić?
- Skoro tak ci zależy to będzie jutro w Venus, więc możesz wtedy z nią porozmawiać.
- To nowy klub, nie?
- Yhym. Ale nie wiesz tego ode mnie. - chwilę po tym, jak kończy zdanie rozbrzmiewa dzwonek na lekcje.
Dlatego ruszam w stronę ławki, którą zajmowałem z Sakurą. Cholera, naprawdę przestałem lubić siedzenie samemu.. Czuję się dziwnie bez jej towarzystwa. Już nawet wolałem, jak po prostu była. Nie musiała się nawet odzywać. A teraz? Jest piątek, a ostatni raz rozmawiałem z nią w poniedziałek przy pracy grupowej na lekcji Hatake. Później jak nie było, tak nie ma po niej śladu w szkole. Chyba zdążyłem się przyzwyczaić, a to z pewnością nie wyjdzie mi na dobre

**

Dudniąca w uszach muzyka, głośne piski dziewczyn, unoszący się zapach alkoholu i zmieszanych perfum - to jest to, co charakteryzuje wszystkie kluby. Och, no i niewyobrażalnie wielkie tłumy. Zwłaszcza na otwarciu kolejnego w mieście.. Dzieciaki przychodzą, żeby poudawać dorosłych i zawsze proszą na ładne oczy albo barmanów albo nieznajome osoby o kupno alkoholu. To zarówno śmieszne, jak i lekko przerażające.
- Baw się! - odwracam się na barowym krześle, gdy dostaję z łokcia w bok.
- Nie mam ochoty.
- To po co tu przyszedłeś?
Patrzę wymownie na Kibę, który po chwili łapie o co chodzi. Kręci głową do siebie, ale wciąż się uśmiecha. Wyjaśniliśmy sobie sytuację z pewnego poranka, kiedy rzucił się na mnie jak głupi. Wiedziałem, że to było na popis, ale Sakura niekoniecznie.
- Myślisz, że jak ją spotkasz to będzie chciała z tobą rozmawiać?
- Nie wiem. - wzdycham przeciągle - Po prostu chciałbym ją chociaż zobaczyć. - wzruszam na pozór obojętnie ramionami - Poza tym, wciąż mam obowiązek, by pilnować jej tyłka. Więc jeśli jakiś szczeniak zacznie się do niej dobierać to będę musiał wkroczyć.
- No tak. Anioł stróż.
- Nefilim. - wskazuję na niego szklanką z sokiem, którą po chwili uderza swoją, ale z alkoholem.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że powiedziałeś jej prawdę, a ona nie uciekła.
- Poniekąd ma wrodzony instynkt.
- Też prawda, bracie. - kiwa głową - Kiedy do końca go rozbudzi to okaże się, że ma większe jaja niż co niektórzy faceci.

**

Sakura:
Wiem, że tu jest. Zawsze musi być obok. Domyślam się, że kiedy byłam chora to też gdzieś tam był..albo wysłał kogoś, by mnie pilnował. Nie zdziwiłaby mnie druga opcja po tym, jak go potraktowałam. Ale co mogę powiedzieć? Każde z nas zdawało sobie sprawę co będzie, jeśli się zapędzimy. I żadne nie chciało zostać zranione. Dlatego zamiast dalej próbować po tym nocnym obściskiwaniem się, odepchnęłam go. To był taki instynkt. Kiedy wiedziałam, że mogę oberwać to po prostu odsuwałam od siebie czynnik, który mógł przynieść niepożądane skutki. I tutaj był właśnie Naruto. Muszę jednak przyznać, że brakowało mi go. Ostatnio nawet zaczęłam żałować tego, że się całowaliśmy, bo gdyby nie to..to po prostu byłoby jak dawniej. Ale z drugiej strony.. Każde z nas czuło, że prędzej, czy później nadejdzie taka sytuacja. W powietrzu wręcz wisiało napięcie, kiedy byliśmy sami.
I, cholera, nie wiem dlaczego, ale naprawdę czułam jego obecność. I jakaś część mnie chciała sprowokować go do tego, by się ujawnił i znowu był blisko. Mój uśpiony przez alkohol zdrowy rozsądek sprowadził mnie do tego, że teraz tańczę z chłopakiem, którego imienia nie usłyszałam przez głośną muzykę. Stoję do niego tyłem, a on obejmuje mnie w talii, ale zdaję sobie sprawę z tego, że z każdą piosenką chce posunąć się dalej. Mój super chytry plan przestaje mi się podobać w momencie, kiedy facet zaczyna być nadto natarczywy i po prostu chce mnie obmacać. Spycham jego dłonie raz, drugi, trzeci, ale najwyraźniej nic sobie z tego nie robi. Co więcej, wzmacnia uścisk i przysuwa usta do mojej szyi i zaczyna składać na niej niezbyt przyjemne pocałunki. Zaczynam się szarpać, ale przynosi to gorszy skutek. Chłopak warczy gardłowo i mocniej przysysa się do odkrytej skóry.
- Spokojnie, maleńka. Chcę się tylko trochę zabawić.
- Ja nie. - dźgam go z łokcia..gdzieś..bo sama nie jestem pewna w co trafiłam.
- Nie bądź taka zadziorna. Zaraz mogę przestać być delikatny. - wytyka swój jęzor i tyka nim mój bark.
Przechodzą mnie niemiłe dreszcze i są na tyle mocne, że się wzdrygam. Zaczynam panikować, kiedy przez alkohol moja koordynacja jest na tyle marna, że nie nadążam odpychać jego łapsk z mojego ciała.
W co ja się wpakowałam?! On mnie molestuje, do cholery! Dlaczego zawsze mam takie durne pomysły?
Chwilę po tej myśli, mój napastnik odsuwa się, co mnie dziwi, ale jednocześnie cieszy. Słyszę za plecami stłumione głosy, a potem huk upadku. Odwracam się zaskoczona, bo to wszystko dzieje się w przeciągu paru sekund. Chłopak, który chciał mnie obmacać leży na ziemi i kurczowo trzyma się za lewe oko, zapewne klnąc pod nosem. Jestem w takim szoku, że nie orientuję się, kiedy ktoś łapie mnie za przedramię i zabiera w stronę baru, gdzie nie ma aż tylu głośników. Dopiero kiedy zostaję posadzona na krześle barowym, patrzę na osobę, która mnie tu przytargała.
- Co tu.. - zaczynam.
- Co ty odpieprzasz? Życie ci niemiłe? - pyta z wyrzutem - On mógł ci zrobić krzywdę, do cholery! - podnosi znacznie ton głosu - Co miałaś w głowie jak pozwoliłaś mu na cokolwiek?! Wiesz, że brał wszystko jako zachętę?! - zaczyna wymachiwać dłońmi, aż w końcu wskazuje na mnie oskarżycielsko palcem - Jesteś nieodpowiedzialna!
Okej, cieszę się, że go widzę i że mnie uratował jak super bohater..ale, cholera, nie musi się na mnie drzeć i ganić jak małe dziecko.
- Miło zaczynasz rozmowę, wiesz? - prycham rozzłoszczona - Nie jestem dzieckiem, Naru!
Blondyn zaciska szczękę i przeciera twarz dłońmi. W czasie, kiedy o tłumi w sobie złość, ja zamawiam trzy szoty. Wiem, że prawdopodobnie sieknie mnie po nich tak, że jutro nie będę nic pamiętać, ale w końcu mam swojego Anioła Stróża u boku. Ponownie.
- Oszalałaś? - jego lazurowe oczy rozszerzają się, kiedy chwytam po ostatniego szota - Wracasz do domu. - wskazuje na mnie palcem.
- Nie mogę. - wzdycham głośno, bo pali mnie cholernie w gardło.
- Dlaczego?
- Mimo, że jestem pełnoletnia to nie chcę, żeby rodzice widzieli mnie w takim stanie. - zeskakuję z wysokiego krzesełka.
Ląduję krzywo na szpilkach, ale nie czuję bólu przez znieczulony organizm. Tylko tracę lekko równowagę, jednak Naruto szybko pomaga mi złapać pion. Chłopak mruczy coś pod nosem, ale niezbyt go słyszę, więc tylko przytakuję głową.
- To świetnie. - mówi głośniej - Wychodzimy.
- Ale.. Ale muszę się pożegnać.
- Nie ma mowy. - obejmuje mnie delikatnie, ale stanowczo ramieniem i rusza w stronę wyjścia - Wychodzimy.

**

Naruto:
Nie rozumiem, jak można być tak nieodpowiedzialnym i pozwolić na to, żeby jakiś szczeniak myślał, że może ją dotykać. Nie da się określić, jak wkurwiony byłem, kiedy zobaczyłem, jak ją trzyma. I całuje. I przejeżdża ohydnymi łapskami po jej ciele. I kiedy był tak blisko niej.. Można to nazwać zazdrością, ale.. Właściwie, to pieprzyć to. Byłem cholernie zazdrosny. I pod wpływem tych wszystkich odczuć zganiłem ją jak małe dziecko. Gdybym nie usłyszał jej myśli, kiedy na nich patrzyłem to nie domyśliłbym się, że potrzebuje pomocy. Typek robił to w taki sposób, że ciężko można było dostrzec, czy akceptuje taką bliskość. Tym razem miała cholerne szczęście.
- Gdzie idziemy? - jej głos wyrywa mnie z kolejnej fali przemyśleń na temat głupiego zachowania w klubie.
- Do mnie. Już mówiłem.
- Jak to? - zatrzymuje się przed wyjściem.
- Tak to. - wywracam oczami i delikatnie popycham ją, by ruszyła dalej - Ja przynajmniej nie będę cię molestował.. - burczę cicho, ale chyba to usłyszała, bo spojrzała na mnie dziwnie.
Kiedy tylko wychodzimy, przenoszę nas pod swój dom. Nie chciałem tego robić w klubie, no bo jakby ktoś zobaczył, że nagle znikamy to..cóż..troszkę by się zdziwił. Dlatego wolałem przebrnąć jakoś przez ten tłum i użyć tej umiejętności, gdy byłem pewien, że nikt niepotrzebny tego nie zobaczy.
Otwieram drzwi i przepuszczam dziewczynę pierwszą. W czasie, kiedy ona rusza wgłąb domu, ja piszę do Kiby krótką wiadomość, że jestem z Sakurą. Zapewne przekaże Shikamaru i szybko nie wrócą. Może to i lepiej..
- Jesteś głodna? Albo chcesz pić?
- Soku. Dużo soku. Pali mnie w gardle. - mamrocze niewyraźnie.
- Okej. - ruszam do kuchni i nalewam jej soku porzeczkowego do szklanki - Nieźle cię siekło. Ledwo stoisz w tych butach. - komentuję, podając jej napój - Możesz je ściągnąć. Będzie ci wygodniej.
Kiwa głową i, ściągając buta, bierze dużego łyka soku. Chwieje się niebezpiecznie i nim znajduję się obok niej to większa zawartość ciemnej cieczy ląduje na jej koszuli.
- Cholera! - trzyma się mojego ramienia i odstawia szklankę - Gorzej niż świnka. - mamrocze i w końcu zdejmuje szpilki - Nie dopiorę tego. Muszę się przebrać..
- Chodź do mojego pokoju, weźmiesz prysznic. - proponuję - Idź pierwsza, ja odłożę twoje buty.
- Okej.
Puszczam ją i pochylam się, by zabrać zabójczo wysokie obcasy. Cholera, jak ona mogła w tym chodzić? A gdzie tu jeszcze tańczyć? Kobiety chyba za bardzo się poświęcają..
Odkładam buty do przedpokoju i powolnym krokiem ruszam w stronę schodów. Wzdycham głośno, bo czuję, jak zmęczenie zaczyna dopadać moje ciało. Dobrze, że przed wyjściem się kąpałem, więc teraz wystarczy, że ubiorę spodenki i mogę iść smacznie spać. Oczywiście będę w pokoju gościnnym.
Kiedy wchodzę do mojej twierdzy, słyszę jak prysznic puszcza wodę. Z racji tego, że dziewczyna nie ma ubrań na przebranie, postanawiam poszukać czegoś, co mogłaby ubrać. Zapalam lampkę przy biurku, zasłaniając przy okazji rolety, bo są blisko. Szybko i sprawnie zaczynam przeszukiwać zawartość szafy i w końcu znajduję jej spodenki, które kiedyś już miała ubrane i zwykłą, czarną koszulkę. Ona zapewne będzie sięgać jej do połowy uda, bo jest w porównaniu do mnie dość niska. Kiedy kończę szperanie w szafce w poszukiwaniu ubrań dla mnie, drzwi od łazienki się otwierają. Przymykam mebel i idę zgasić światło, rzucając na łóżko ubrania dla dziewczyny. Nawet na nią nie spojrzałem, żeby nie było.
- Naru?
- Masz tutaj ubrania. - wskazuję za siebie - Myślałem, że zdążę wyjść zanim skończysz. - drapię się po karku - Ja lepiej już pójdę. - dłoń z szyi kładę na oczach - Nie patrzę. - wymacuję wolną ręką powierzchnię ściany - Już wychodzę.
Dziewczyna chichocze na moje powolne próby opuszczenia pokoju, ale hej, nie chciałem być dupkiem, czy coś i ją podglądać.. Więc naprawdę szło opornie, bo nic nie widziałem. Kiedy wydaje mi się, że jestem blisko drzwi, uderzam w coś i tym czymś jest Sakura. Marszczę brwi i z automatu zabieram dłoń z twarzy i otwieram oczy.
- Umm.. - odwracam szybko głowę - Nie chciałem.. - ponownie zakrywam twarz i próbuję przejść obok niej, ale mi to uniemożliwia.
- Coś nie tak? - pyta na pozór nieśmiało.
- Uhm, nie.. J-ja już wychodzę.
Próbuję ją ominąć po raz kolejny, ale ponownie stawia opór. Co więcej, kładzie dłonie na moim torsie i nawet przez cienką koszulkę czuję ciepło, które bije od jej ciała. Przełykam głośno ślinę, nie wiedząc co zrobić. Bo nie chcę gapić się na nią, kiedy jest w samej bieliźnie.. To znaczy, nie chcę wyjść na napalonego gnojka.
Haruno chwyta moją dłoń na oczach i splata ze swoją. Niepewnie uchylam powieki, bo nic więcej mi nie pozostaje do zrobienia. Patrzę w jakiś punkt za nią, żeby nie było.. Ale ona zbytnio mi na to nie pozwala, bo chwyta mnie za poliki i pociąga w dół. Marszczę brwi, będąc zdezorientowanym jej zachowaniem. Za to ona najwidoczniej świetnie się bawi, bo uśmiecha się szeroko.
- Co cię bawi? - mamroczę cicho.
- Ty. - przekręca delikatnie głowę w bok - Jesteś słodki, Naru. - szybko cmoka mnie w czubek nosa.
Chyba robię głupią minę na ten gest, bo zaczyna chichotać. Cóż..
- A ty pijana. - otaczam swoimi dłońmi jej - Bardzo pijana. Chyba czas spać, co?
- Jestem tylko troszkę nietrzeźwa. - i w tym momencie dostaje czkawki - Troszeczkę.
Parskam śmiechem i kręcę lekko głową. Tsa, na pewno jest tylko troszkę nietrzeźwa..
- To jak wytłumaczysz brak równowagi?
- Nie twierdzę, że jestem w pełni trzeźwa. - ponownie czka - Cholera. Ktoś mnie wspomina.
- To pijacka czkawka. - mrugam do niej i prostuję się lekko - Połóż się, co?
Różowo-włosa wzdycha cicho i kiwa głową. Ale ponownie jestem zdezorientowany, kiedy ciągnie mnie za sobą.
- Czemu..
- Nie chcę spać sama. - odpowiada zanim zadaję odpowiednie pytanie - Nie pogryzę. - odwraca się do mnie, posyłając dziwny uśmieszek.
Jęczę cicho, kiedy gwałtownie pcha mnie na łóżko. Marszczę brwi po raz kolejny dzisiejszego wieczoru, bo nie wiem jak mam reagować. Zwłaszcza, kiedy dziewczyna wdrapuje się na mnie i siada okrakiem na moich biodrach. Wciąż będąc w bieliźnie.
- Umm.. T-tutaj masz ubrania. - wskazuję palcem na materiały, leżące niedaleko nas.
- Znowu jesteś nieśmiały.
Pochyla się w moją stronę, kładąc dłonie po obu stronach głowy. Skanuje uważnie swoimi wielkimi oczami to, jak reaguję na tę bliskość. Zapewne jestem cały czerwony..
- Wcale nie jestem nieśmiały.
Unosi zaczepnie brew i opiera jedną z dłoni na moim mostku, sprawiając, że nasze twarze dzielą centymetry. I jest ich niewiele.
- Jasne, kochanie.
Rozszerzam bardziej oczy i podkurczam palce u stóp na ten zwrot. Moje serce zaczyna jakoś tak mocniej i szybciej bić, bo to.. Cholera. Dobrze słyszeć z jej ust takie coś i to jeszcze w moim kierunku!
- Wiesz co? - dotyka drugą ręką mojego czubka nosa.
- Nie.
Uśmiecha się bardziej do siebie, niż do mnie i przysuwa ciało jeszcze bliżej. Przekręca głowę, zbliżając ją bardziej do mojej. I kiedy naprawdę nasze usta są blisko siebie to zatrzymuje się na moment.
- Tęskniłam za tobą. - mruczy i przyciska swoje wargi do moich - Bardzo. - wpija się w nie mocniej.
Od razu odwzajemniam subtelny, ale namiętny pocałunek. Nie kontroluję odruchu, który każe mi złapać ją w pasie. Dopiero kiedy czuję kontakt skóra-skóra, zdaję sobie sprawę, że wciąż jest mniej niż bardziej ubrana. I gdy chcę wycofać dłonie, ona mruczy w moje usta i jedną ręką otacza mój polik.
- Ja za tobą też. - mówię na jednym wdechu, kiedy odsuwamy od siebie nasze usta.
- Mogłeś się odezwać. - mamrocze i zaczyna atakować wargami moją szyję.
- Ty nie dawałaś znaku życia.
- To jest coś takiego jak podchody. - wciągam głośno powietrze, kiedy chwyta między zęby delikatną skórę szyi - Zazwyczaj chcemy, żeby facet jednak wykazał się inicjatywą.
- Najwyraźniej jestem niedomyślny. - wzdycham cicho, odchylając w bok głowę.
- A miałeś mnie pilnować.
- Pilnowałem.. - wyginam się lekko, kiedy chucha na, prawdopodobnie, malinkę - Znaczy wysłałem Kibę do pilnowania.
- Dlaczego jego?
- Skoro nie chciałaś ze mną rozmawiać to stwierdziłem, że mojego towarzystwa obok również byś sobie nie życzyła..
- Jesteś głupi.
Unosi głowę i ociera nasze nosy o siebie. Uśmiecha się lekko i ponownie mnie całuje. Tak szybko, ale soczyście.
- Okej, Sakura.. - podnoszę się razem z nią do pozycji siedzącej - Było super i w ogóle, ale lepiej idź spać.
Dziewczyna zaciska usta i patrzy na mnie jakby zawiedziona. W końcu wzdycha i robi z boku ust dzióbek, pokazując naburmuszoną minę.
- Dlaczego? - obejmuje mnie ramionami wokół szyi.
- Bo jest późno.
- No i co? - unosi zaczepnie brew - Jestem starsza, pamiętaj.
- A ja jestem trzeźwy. - rozplątuje jej ramiona i chwytam drobne dłonie zielonookiej w swoje - I nie zamierzam cię w żaden sposób wykorzystywać.
- Czekaj, co? - marszczy nos i odchyla lekko głowę - Myślisz, że mnie wykorzystujesz?
- Nie chcę po prostu, tak jakby, korzystać z okazji. - wzruszam ramionami.
- Gdybym nie chciała to bym cię nie pocałowała.
- Jednak wciąż jesteś pijana i prawdopodobnie jutro będziesz wszystkiego żałować. O ile będziesz w ogóle coś pamiętała..
- Nie będę żałować. - odpowiada rzeczowym tonem.
- Zgaduję, że będziesz skoro na trzeźwo nie dawałaś żadnego znaku życia i byłem dla ciebie niczym natręt. - zaciskam lekko szczękę - Dlatego jestem świadom tego, że jutro przeminie twoja chwilowa chęć bycia blisko mnie i znowu wrócimy do punktu wyjścia.
Haruno zabiera swoje dłonie i zaczyna bawić się palcami ze spuszczoną głową. Cholera, chyba ją zraniłem. A naprawdę nie chciałem! Idiota, no idiota ze mnie!
- J-ja..przepraszam. Nie chciałem, żebyś poczuła się z tym źle. - delikatnie dotykam jej ramion.
Dziewczyna unosi głowę i patrzy na mnie zaszklonymi oczami. Zgryzam wargę, przeklinając w duchu swoje gadulstwo.
- To ja przepraszam. - ponownie obejmuje mnie ramionami i wtula twarz w miejsce pomiędzy barkiem a szyją - Jestem taką wredną suką dla ciebie.
- Wcale nie. - kładę dłoń na plecach zielonookiej i delikatnie po nich przejeżdżam - Nie jesteś. Po prostu źle to ująłem..
- Naprawdę cię przepraszam. - pociąga nosem - Odbija mi ostatnio.
- Nie przepraszaj..
- Mam za co. - podnosi głowę, chwytając moje poliki w swoje dłonie - Odwala mi, bo.. - zacina się z rumieńcem na polikach.
- Bo?
Próbuje zakryć twarz włosami, ale szybko chowam kosmyki za jej uszy. Przejeżdżam opuszkami palców po aksamitnej skórze na policzku. Różowo-włosa wzdryga się lekko pod wpływem tego dotyku.
- Bo mi na tobie zależy. - mówi na jednym wydechu i ponownie chowa twarz w mojej szyi - A nie mogę się zakochać w kimś, kto nie chce ze mną być.


***
O luju, wyszło więcej niż myślałam, że będzie napisane. Tak dla przypomnienia - kiedy wyznawali sobie pierwszy raz, że im zależy to Naru był tak pijany, że po prostu tego nie pamięta. 
CO ZROBI NARUTO?

niedziela, 10 lipca 2016

Rozdział 35

Obowiązek.

**

Naruto:
Ignorowała mnie cały, cholerny, tydzień. Naprawdę.. Na przerwach zawsze miała coś do załatwienia i nie mieliśmy nawet jak wymienić choć krótkiego zdania, a na lekcjach nadzwyczaj uważała. Że niby drugi semestr to trzeba się ogarnąć i tak dalej.. Tyle, że ona ma dobre oceny. I warto wspomnieć, że na lekcjach na których siedzieliśmy razem to nie raczyła na mnie spojrzeć! Nie to, że robiłem sobie nadzieję.. No dobra, może trochę robiłem, ale zdawałem sobie sprawę, że z nią nie będę. Sam jej w końcu tak powiedziałem, ale.. 
Po prostu czułem się zraniony i odrzucony. 
Dlatego zamierzałem brnąć w to od następnego tygodnia. Zero rozmów, zero ukradkowych spojrzeń..praktycznie zero kontaktu. I tak, jak obiecałem, tak robię. Obecnie leci już drugi tydzień naszego milczenia i co niektórzy są tym bardzo zdziwieni, ale nie pytają. No, prócz chłopaków. Nawet sam zauważyłem, jak Sasuke zerkał na nas ze zmartwioną miną. Znaczy, taa, na pewno była zmartwiona. Z resztą, mniejsza. Ona to zaczęła, a ja skończę. I tyle. Prosta kalkulacja. I z racji tego, że między nami jest tak a nie inaczej to postanawiam odwiedzić dyrektorkę, czyli moją, powiedzmy, znajomą.
- Wejść! 
Szybko wchodzę do gabinetu, zamykając za sobą drzwi. 
- Cześć, Tsunade-baachan. - mruży na mnie oczy w dziwny sposób, bo dawno tak do niej nie mówiłem.
- Coś się stało. - stwierdza, wskazując gestem dłoni na krzesło przed jej biurkiem.
- Chciałem porozmawiać o Sakurze.
- To znaczy?
- Kiedy mam ją doprowadzić do wioski?
Odkłada papiery, które uzupełniała i składa dłonie pod brodą, patrząc na mnie uważnie. 
- Kiedy skończy się ten rok szkolny.
- A co z ostatnią klasą?
- Wrócicie, po wakacjach. 
- Czyli macie dwa miesiące na przywrócenie jej mocy?
- Macie? - unosi brew.
- No tak. Ty, Kakashi, Jirayia.. - wzruszam ramionami.
- Chyba czegoś nie zrozumiałeś. 
- W sensie?
- Ty i Sasuke jesteście odpowiedzialni za jej trening.
- Dlaczego?! - oburzam się i wstaję.
I to jest zły ruch, bo rysy twarzy Tsunade się zaostrzają, a oczy uważnie skanują moją postawę. 
- Usiądź. - żąda. 
Z zaciśniętymi ustami robię to, co mówi. No bo co innego mogę zrobić? 
- Myślę, że jeszcze nie tak dawno cieszyłbyś się na tę wiadomość. - zaciskam szczękę i bardziej wciskam się w krzesło - Coś poszło nie tak. - garbię się i odwracam wzrok na ścianę, która staje się nagle interesująca - Mówię do ciebie, Uzumaki.
Wzdycham cicho i oblizuję spierzchnięte usta.
- Nie odzywa się do mnie, okej? - wzruszam, niby obojętnie, ramionami - A Sasuke się wpieprza tam, gdzie nie powinien.
- Język. - karci mnie wzrokiem - Co z Sasuke?
- Mieszał się między mną a Sakurę i..tak jakby wywaliłem go z domu.
- Oszalałeś? - podnosi ton.
- Nie. Zdradził to, co miałem sam jej powiedzieć. Mieszka z Hinatą, przynajmniej tak słyszałem. - ponownie wzruszam ramionami.
- Co ja z wami mam.. - unosi dłoń i pociera skroń - A czemu Sakura się do ciebie nie odzywa?
- Nie wiem. - bąkam, spuszczając samoistnie głowę - Tak wyszło.
- Napraw to.
- To nie moja wina. 
- Na pewno?
- Dlaczego od razu zakładasz, że coś zrobiłem, Tsunade-baachan?! 
- Bo jesteś Uzumaki. Doskonale cię znam.
- Nic nie zrobiłem. - jeszcze mocniej wbijam plecy w oparcie krzesła co nie uchodzi jej uwadze, bo grozi, że jak je złamię to odkupuję.
- Może nie zareagowałeś tak, jak powinieneś? - sugeruje.
- Raczej ona. - powstrzymuję się od tańca radości, gdy słyszę dzwonek na lekcje - Muszę iść. - wstaję - Naprawdę muszę razem z Sasuke ją uczyć? - patrzę na nią z nadzieją.
- Naprawdę. 
Opuszczam bezradnie ramiona i po krótkim pożegnaniu się, wychodzę. Do dupy. Nie chcę jej trenować, kiedy.. Nawet nie jest między nami dziwnie, bo zwyczajnie ze sobą, kurwa, nie rozmawiamy! Świetnie, co nie? 
Z zaciśniętymi ustami i ponurą miną otwieram bez pukania drzwi sali. I tak już jestem spóźniony, bo musiałem dostać się na drugie piętro, a Tsunade-baachan ma gabinet na parterze. Wypuszczam cichy oddech, kiedy każdy się na mnie gapi. Włącznie z nią. Nie mówiąc nic do Kakashiego - naszego wychowawcy i sensei'a jednocześnie - ruszam do swojej ławki. W której akurat siedzę razem z Haruno. 
Zajmuję więc miejsce bez słowa - standardowo od jakiegoś czasu - i od razu otwieram zeszyt. Zaczynam z nudów bazgrać na ostatniej stronie, bo mało mnie interesuje lekcja. No bo co mogłoby mnie zainteresować po takiej rozmowie z Tsunade-baachan? Nic. Wzdycham cicho i przenoszę wzrok na widok za oknem, przerywając rysowanie po zeszycie. Przymykam oczy po paru minutach wpatrywania się w puste osiedle. 
- Ej. - lekkie szturchnięcie w żebra mnie otrzeźwia, bo serio zdążyło mnie przymulić.
- Hmm? - mruczę niewyraźnie, pocierając pięściami oczy.
Zerkam na dziewczynę, która kiwa w stronę wychowawcy.
- Macie czas do końca lekcji, żeby zrobić zadanie w parach. 
No, kurwa, świetnie.. Patrzę zirytowany na kartkę, którą dostajemy chwilę później. Teoretycznie to bardzo proste i jestem w stanie zrobić to sam, ale praktycznie..powinniśmy współpracować. Może to dobra okazja, żeby porozmawiać?
- Zrób pierwsze i trzecie, a ja drugie i czwarte. - zielonooka nawet na mnie nie patrzy.
Kiedy pochyla się nad kartką, żeby przeczytać dokładnie polecenie, chwytam ją za przedramię. Czuję pod skóra palców, jak się spina. Marszczę na moment brwi, ale szybko przybieram poważną minę.
- Przestań mnie ignorować. - szepczę.
- Nie ignoruję.
- Jesteś tego pewna? - różowo-włosa prostuje się i przekręca głowę, patrząc na mnie.
- Tak.
- Kiedy ostatnio ze mną rozmawiałaś? - unoszę brew, czekając na odpowiedź, która nie nadchodzi - Rano. Po tym, jak przyszłaś do mnie w nocy. I nadal twierdzisz, że mnie nie ignorujesz?
- Po prostu zróbmy to zadanie. - wyrywa się z mojego uścisku i wraca do czytania kartki.
Ale nie ma tak łatwo, bo zakrywam ją dłonią, próbując ostatni raz zwrócić jej uwagę. I na szczęście, udaje mi się to.
- Jestem w stanie zrobić te zadania w niecałe dziesięć minut, a mamy pół godziny. - tłumaczę - Porozmawiaj ze mną. 
- Sam mówiłeś, że nie zamierzasz być ze..
- Wiem, co mówiłem. - zaciskam szczękę - Ale to nie znaczy, że masz mnie ignorować.
- Radzę zastanowić się najpierw nad tym co mówisz. - patrzy na mnie beznamiętnie - Pierwsze i trzecie zadanie jest twoje. 
Nie tak to sobie wyobrażałem.. Zwłaszcza, że już ją miałem. Przy sobie. 


***
Taka nagła zmiana klimatu, żeby nie było za słodko, za prosto, za NaruSaku. Jeśli ktoś myślał, że będą ze sobą tak szybko..to troszkę się pomylił XD
Pozdrawiam

wtorek, 5 lipca 2016

Rozdział 34

Mordercza gazeta.

**
Marszczę brwi, kiedy coś znajduje się na moim nosie. Tak właściwie to łaskocze. Dlatego szybko przekręcam twarz na poduszkę i kręcę nią, bo czubek zaczął mnie swędzieć. Po paru sekundach czyjaś drobna dłoń ląduje w moich włosach i przeczesuje je delikatnie. Mruczę cicho i rozciągam prawe ramię. Wzdycham cicho, kiedy słyszę znajomy chichot przy uchu. 
- Hmm?
- Dzień dobry. - przekręcam się na plecy.
- Dzień dobry. - chrypię, ponownie się przeciągając.
- Mruczysz jak kot, Naru. 
- Dzięki? - otwieram ślepia i patrzę przez kilka chwil na różowo-włosą - Która godzina? - ponownie zamykam oczy.
- Ósma. - śmieje się, kiedy jęczę z niezadowolenia.
- Oszalałaś kobieto? 
- Nie. 
Hamuję uśmiech, kiedy przejeżdża palcem po konturze moich ust, a potem nosie i polikach. Mógłbym mieć codziennie takie poranki.. Nawet jeśli byłyby o wczesnej porze. 
- Znowu mruczysz.
- Nie. - otwieram jedno oko - Wcale nie.
- Ale masz chrypę.
- Nie pierwszy raz ją słyszysz. - otwieram również drugie - Bo w końcu spaliśmy już razem. - przecieram twarz dłońmi - Chociaż... To dziwnie brzmi, nie?
- Odrobinę.
- To chyba trzeci raz, jeśli dobrze liczę. 
- Jakby ktoś się o tym dowiedział to mielibyśmy przechlapane.
- Dziwię się, że nie jesteś skrępowana.
- Z naszej dwójki to ty jesteś tym nieśmiałym. 
- Nie jestem nieśmiały!
- Oczywiście. - wywraca oczami - Muszę się zbierać. I wymyślić wymówkę rodzicom..
- Och, no tak. - kiwam głową - Nie byliby zadowoleni, że byłaś ze mną.
- Tak jak obecnie cię lubią, tak chcieliby cię zabić, gdyby się dowiedzieli.
- Nie dziwne. - podnoszę się do pozycji półsiedzącej - Kochają i troszczą się o ciebie.
Po kilku minutach bezsensownego leżenia, Sakura wyciąga mnie za rękę z łóżka - ubrana do wyjścia. Z głośnym westchnieniem wychodzę z pokoju i pokazuję jej palcem, że musimy być cicho na piętrze, bo chłopacy śpią.
- Więc.. - zaczynam, ale sam nie wiem co chcę powiedzieć.
- Więc?
- Nieważne. - kręcę głową i ruszam za nią po schodach - Cholera. - zaciskam usta, kiedy słyszę chrząkanie z kuchni.
Chłopacy jak gdyby nigdy nic jedzą sobie jajecznice. Znaczy Shikamaru, bo Kiba upuścił widelec z wrażenia i rozdziawił gębę, że widzimy jego zmielone żarcie. Fuj.
- Przyłapani. - szepczę do Haruno, która samoistnie się do mnie przysunęła.
- Ja..właśnie wychodzę. - uśmiecha się do nich niewinnie.
- Stój! - głos Kiby staje się poważny - Czy mi się wydaje, czy oni wyszli razem z jego pokoju? Co, Nara?
- Mnie w to nie mieszaj. - Inuzuka dźga go z łokcia za tę odpowiedź.
- Uciekaj. - ponownie szepczę.
- Nigdzie nie idziecie. - wstaje z miejsca i patrzy na mnie morderczym wzrokiem.
Oups, chyba go wkurwiłem, bo aż kły mu wyrosły..
- Kiba, nie dramat..
- Sakura. - niemal warczy - Lepiej zamilcz. - strzyka karkiem i wiem, co to znaczy.
- O, kurwa.
Szybko odsuwam się od dziewczyny i biegnę w kierunku otwartego tarasu. I kiedy jestem przy progu, Kiba mnie pcha z zabójczą siłą przez co lecę w stronę pustego basenu.

**

Sakura:
- Shikamaru! - potrząsam jego ramieniem - Zrób coś, no!
- Spokojnie, usiądź.
Patrzy na mnie ze znudzeniem.
- On mu coś zrobi!
- Nie zrobi. Przerabialiśmy to.
- Jak to?
- Kiba zgrywa opiekuńczego kuzyna, to tyle. - wzrusza ramionami - Nie zrobi mu wielkiej krzywdy.
- Wielkiej krzywdy? Ale jednak coś mu zrobi!
Chwytam się za włosy, krążąc po kuchni jak głupia.
- Usiądź, zjedz coś.
- Myślisz, że teraz coś przełknę?
- To chociaż napij się wody. - podsuwa mi butelkę, którą akurat chętnie biorę.
- Cholera, czy właśnie widziałam latające krzesło?!
- Tak. - brunet śmieje się pod nosem - Naprawdę, nie przejmuj się. Zaraz wrócą.
W końcu siadam, bo nie mogę nic innego zrobić. I, dosłownie, niecierpliwie czekam aż wrócą. Jeśli Kiba coś mu zrobi to go zabiję. Obiecuję.
- Zostaw tę gazetę. - Nara parska śmiechem - Co ona ci zrobiła? Zrolowałaś ją jak na polowanie na muchy.
- Tą muchą.. - wskazuję na niego wspomnianą gazetą - Będzie Kiba, jeśli coś mu zrobił.
- Woah, spokojnie. - unosi ręce w obronnym geście.
- Nie uspokajaj mnie!
Wstaję gwałtownie z miejsca, kiedy do domu wpada Inuzuka. Uśmiecha się do siebie, ale postanawiam zetrzeć mu ten wyraz twarzy na momencie. Dlatego, ździelam go z gazety w łeb i to tak porządnie i z rozmachem, akurat wtedy, gdy wraca Naruto.
- Ała! Za co to?! - łapie się za głowę i zaczyna pocierać ją dłonią.
- Jeszcze pytasz? - burczę - Chcesz jeszcze raz?
- Nie, nie! - zaczyna wymachiwać dłońmi.
- Widać, że rodzina. - komentuje Shikamaru - Tak samo wybuchowi i samodestrukcyjni.. - kręci głowa.
- Też chcesz oberwać? - odwracam się do niego z chęcią mordu.
Chłopak blednieje i kiwa na nie i wraca do jedzenia jajecznicy. Za to Kiba stoi w miejscu i mruga kilkakrotnie oczami.
- No co?
- Em...lepiejniepatrznanaruto.
- Powtórz co?
- Nie, nic. - odbiega w stronę Nary w momencie, kiedy czuję obecność blondyna za sobą.
- Jesteś cały? - odwracam się powoli do niego.
- Tak.
Uśmiech się do mnie pomimo rozciętej dolnej wargi i siniaka pod lewym okiem. Otwieram usta w szoku i mrugam kilkakrotnie - tak jak Inuzuka przed chwilą.
- Zabiję.
Odwracam się do Kiby, który chowa się za Shikamaru. Zwijam bardziej gazetę i ruszam w jego stronę i naprawdę chcę mu ostro przywalić. No, bo kurde! Naruto nic złego nie zrobił, a oberwał od tego idioty!
- Przepraszam! - piszczy, gorzej niż kobieta - Nie bij!
- Chyba kpisz.
Unoszę gazetę i kiedy mam mu strzelić w papę to dłoń Uzumakiego chwyta mój nadgarstek, a ramię obejmuje w talii.
- Daj spokój. - szepcze, dotykając wargami mojego polika - Chyba dostał już nauczkę.
- Ale..
- Teraz będzie się bał do mnie podejść po tym, jak mu przypieprzyłaś. - czuję, jak jego usta drgają w uśmiechu.
- Trzeba opatrzyć oko i wargę. - zmieniam temat, po rzuceniu gazety koło Inuzuki, który się wzdrygnął w momencie uderzenia.
- Do jutra się wyleczy.
- To zdecydowanie dłużej trwa..
- Uwierz na słowo.
- Och, no tak. Nefilim.
Shikamaru krztusi się resztką jajecznicy, a spanikowany Kiba patrzy to na mnie to na Naruto, klepiąc chłopaka po plecach. Nieudolnie klepiąc - trzeba dodać.
- Skąd ty..
- Powiedziałem jej..właściwie dzisiaj.
- I ty tu jeszcze jesteś? - pyta zdziwiony idiota.
- Ślepy jesteś?
- N-nie.. Po prostu..
- Po prostu co?
- Nic. - kręci głową - Nieważne, kochana. Nieważne. - macha dłonią i uśmiecha się dziwnie.
- O co chodzi? - odwracam się i patrzę na Naruto.
Oczywiście po mini zawale, bo nie podejrzewałam, że jego twarz jest tak blisko. Biorę się w garść, kiedy wzrusza do mnie ramionami.
- Odstawię cię pod dom.
- Okej. - chwytam jego dłoń.
Macham krótko tylko w stronę Shikamaru, który śmieje się z niezadowolonego Kiby. Kilka sekund po tym znajdujemy się pod moimi drzwiami i wtedy zdaję sobie z czegoś sprawę.
- Nie masz koszulki! - krzyczę szeptem - O matko, znikaj spod moich drzwi tak..rozebrany. - ponaglam go dłonią z przerażeniem.
- No okej, okej. - śmieje się krótko - Do później. - mruga do mnie i znika.
Wzdycham z ulgą i otwieram drzwi.
- Wróciłam! - wchodzę do salonu, gdzie tata ogląda jakąś powtórkę meczu, a mama czyta.
- Trochę późno. - rodzicielka patrzy na mnie uważnie.
- Wiem. Byłam u Temari. Mieszka bliżej.
- Mogłaś zadzwonić.
- Telefon mi padł. - bo serio mam rozładowany..
- Impreza udana?
- Jak najbardziej. - uśmiecham się do niej i idę do kuchni, żeby zrobić sobie śniadanie.
- To najważniejsze.
Ponownie wzdycham z ulgą, kiedy wraca do czytania i o nic więcej nie pyta. Wcześniej nie musiałam jej okłamywać..


***
Póki co chyba koniec z rozdziałami pojawiającymi się w tak krótkim czasie. 
Fiu.
Po tych dramach i odkrytych sekretach wypadało napisać coś bardziej na luzie.
Pozdrawiam!

poniedziałek, 4 lipca 2016

Rozdział 33

Polecenie wykonane.

**
(krótki rozdział)
**
Naruto:
Patrzę ze zmartwioną miną na dziewczynę, która wciąż przyswaja do siebie wszystkie informacje. Nie oczekiwałem tego, że przyjmie to dobrze, czy coś.. Ale, cholera, ona prawie nic nie mówi! 
- Sakura, może odstawię cię do domu, co? - próbuję wyłapać z nią kontakt wzrokowy i kiedy w końcu się udaje to posyłam jej delikatny uśmiech.
- Okej. - kiwa głową i pozwala, bym chwycił ją za dłoń.
Chwilę później jesteśmy w ciemnym pomieszczeniu. Puszczam dziewczynę, żeby nie poczuła skrępowania i podchodzę do drzwi, by je zamknąć. Lepiej, żeby rodzice teraz do niej nie wchodzili.. Przynajmniej to wydaje się być najlepszą opcją na chwilę obecną.
- Naruto.. 
Odwracam się do niej z nadzieją - sam nie wiem czemu się pojawia, ale dobra..
- Tak? 
- Ja.. Przepraszam..
- Za co przepraszasz?
Proszę, nie mów, że chcesz dodać coś w stylu "nie możemy się widywać, muszę to wszystko przemyśleć". Błagam nie!
- Że tak zareagowałam.
Wzdycham z ulgą. Dziękuję ci! 
- Nie przepraszaj, nie masz za co. Dziwię się, że jednak nie krzyczałaś..
- Właściwie to spodziewałam się czegoś ze złą stroną po tym, jak powiedziałeś, że jesteś dla mnie zagrożeniem.
- Jestem pod szczerym wrażeniem. 
Między nami nastaje dziwna cisza i czuję, że nie chce mnie na razie widzieć. Dlatego, powoli kieruję się w stronę mojego wyjścia - okna.
- Chyba lepiej, żebym już poszedł. - mamroczę - Jest późno. Powinnaś się wyspać i..poukładać sobie to wszystko.
- Umm..Naruto?
- Tak? - odwracam się po raz kolejny w jej stronę i od razu zostaję objęty drobnymi ramionami.
- Pomimo tego, co dziś mi pokazałeś to chcę, żebyś wiedział.. Że nie zmieniłeś się w moich oczach, tak? Wciąż jesteś dla mnie tą samą pijaczyną, która po wytrzeźwieniu robi się cholernie nieśmiała. - chwyta moje poliki - Pamiętaj o tym, zanim zaczniesz myśleć o najgorszym.
- Nie skreślasz mnie? - unoszę ze zdziwieniem brwi.
- Oczywiście, że nie, idioto. - kręci głową - Wciąż jesteś taki sam tylko muszę ogarnąć to, że masz skrzydła, dobra?
- Dobra. - ponownie mnie przytula - To.. Odezwij się, kiedy będziesz gotowa. Nie śpiesz się.
- W porządku. - dostaję delikatnego całusa w polik.
- Do później?
- Do później. 
Macham do niej i wracam do siebie. Głośno wzdycham, kierując się w stronę szafy z której wyciągam białe bokserki. Pomimo tego, że jest koniec marca to ciepłota mojego ciała nie pozwala, bym ubrał się grubiej. Bo jeśli bym to zrobił to obudziłbym się jak spocona świnia.
Szybko wpadam pod kabinę prysznicu i puszczam lodowatą wodę, aby się orzeźwić..i może przy okazji pozbyć się wszystkich emocji z dzisiaj. A akurat ich jest zdecydowanie za dużo. Po piętnastu minutach chłodzenia się, osuszam ciało i włosy i ubieram się. Przeczesując wciąż wilgotne blond kosmyki, kładę się na łóżku. 
I, cholera, każda próba zamknięcia oczu i odpłynięcia idzie się pieprzyć. Nie mogę przestać myśleć o Sakurze. Nie mogę przestać zastanawiać się o czym sama myśli. Nie mogę przestać wymyślać najgorszych scenariuszy..
Na pewno mnie zostawi. To za dużo do zrozumienia..
Już teraz czuję, jakbym ją tracił. I kolejny raz nic z tym nie robię. Jestem takim pieprzonym tchórzem.. Kiedyś byłem odważniejszy. Broniłem swego, a teraz? Jestem przerażony, kiedy dziewczyna, którą kocham chce mnie pocałować!
- Jestem beznadziejny.
Wstaję z miejsca ze zmarszczonymi brwiami. Zaczynam nerwowo chodzić wokół pokoju. Jeszcze niedawno się kładłem, a teraz zdaję sobie sprawę, że minęły już prawie dwie godziny. Kolejny raz za bardzo odpłynąłem. Szkoda tylko, że w myślach, a nie w śnie..
Marszczę brwi, kiedy ciche pukanie dociera do moich uszu. Oby chłopacy nie robili sobie ze mnie jaj po pijaku, bo ich uduszę. Z cichym westchnieniem podchodzę do drzwi od pokoju i je otwieram. I tak jak są otwarte, tak zostają otwarte również moje usta.. Za dużo tego otwierania. Bardzo humanistyczne myślenie.
- Co ty..
Zostaję popchnięty w tył, a drzwi zamknięte przez gościa chwilę po tym. Ponownie chcę się odezwać, ale moje poliki zostają chwycone i pociągnięte w dół. I wtedy niemal się krztuszę, kiedy dotykam jej delikatnych, pulchnych warg swoimi.. No bo naprawdę się tego nie spodziewałem. Dziewczyna zaczyna zataczać małe kółka na moich polikach i przyciska mocniej usta, bym w końcu zareagował. I robię to. Obejmuję delikatnie jej talię i oddaję pocałunek najlepiej jak potrafię. I mam gdzieś to, że kompletnie się w tym zatracam.. Bo naprawdę warto jest porzucić każde swoje wcześniejsze przekonanie dla tej chwili. Chwili, kiedy jesteś tak blisko z ukochaną osobą i możesz pokazać jej w jakiś sposób, że ci zależy, że..sam nie wiem. Po prostu warto rzucić to wszystko dla tej szansy. I dokładnie to robię. Próbuję przekazać choć odrobinę mojego uczucia. W końcu wychodzę z założenia, że tylko przy tej czynności powinno się odkryć to, co czujemy..
- M-miałaś..pomyśleć. - szepczę, kiedy odsuwamy się od siebie.
- Tak zrobiłam. - uśmiecha się do mnie i złącza nasze czoła - Zamierzałam spać, ale nie wyszło. 
- Miałem..mam dokładnie to samo. - dotykam palcami jej policzka, obserwując ją z widocznym zachwytem.
- Coś nie dawało mi spać i w końcu zdałam sobie sprawę, co było powodem. - przygryza dolną wargę, przykuwając moją uwagę.
- Co to było? - trącam nasze nosy.
- Miałam cię pocałować. - całuje mnie krótko, ale słodko - Polecenie od pijanego Naruto zostało wykonane. 
- Jesteś niemożliwa. - mamroczę, kręcąc delikatnie głową - Naprawdę. 
- A ty znowu się rumienisz. - chichocze cicho i po raz kolejny złącza nasze usta - Chyba to polubię. - mruczy cicho i ściska mnie za poliki i składa na nich kilkanaście pocałunków delikatnych, niczym pióro - To najbardziej mi się podoba. 
- Jesteś słodka. - szepczę, kiedy puszcza moją twarz.
- Och, teraz to słodka?
- Nie, serio, twoje usta są słodkie. 
- Czyli ja sama nie jestem? - odchyla ciało w tył - Dzięki, Naru. Spieprzyłeś.
Chwytam mocniej jej talię i przyciągam do siebie mocno. Haruno chcąc, nie chcąc musi położyć dłonie na moim torsie. I o to właśnie mi chodziło. 
- Ty też jesteś, oczywiście. - uśmiecham się nieśmiało i pochylam się, by ją pocałować, ale robi unik - No co?
- Zrobiłeś taką kaczą mordę.. - zaczyna się ze mnie śmiać.
- Teraz ty to popsułaś. - pociągam nosem.
- Nie nabiorę się na to. - prycha cicho i ponownie ściska moje poliki - Muszę iść. - całuje mnie kilka razy.
- Nie możesz zostać? - robię smutną minę i znów pociągam nosem.
- Chciałbyś.
- Noo. - przekręcam głowę, by wtulić twarz w jej szyję - Zostań..
- Nie jestem pewna, czy spanie z tobą w jednym łóżku, kiedy jesteś w bokserkach, a mój kuzyn jest za ścianą to dobry pomysł..
- Nim się nie przejmuj. A odnośnie bokserek..to mogę zawsze się ubrać. - unoszę głowę z przygryzioną wargą - Albo rozebrać. Jak wolisz, Księżniczko. - mrugam do niej.
- Nie próbuj przyćmić mi oczu słodkimi zwrotami.. - prycha.
- Wcale tego nie robię.. 
- Mnie nie oszukasz. - odsuwa się ode mnie całkiem - Wsuwaj spodnie, Naru. 
Szczerzę się do niej i gdy to dostrzega to również zostaję obdarzony jej pięknym uśmiechem. Żeby nie psuć tej chwili to..szybko naciągam na siebie czarne dresy i białą koszulkę i podchodzę do dziewczyny. Chwytam jej drobną dłoń i ciągnę w stronę łóżka.
- Mam spać w bluzie?
- Jeśli chcesz to możesz spać w bieliźnie, albo nago. Mi to nie przeszkadza. 
- Jeszcze czego. Daj mi jakąś dużą koszulkę.
Wzdycham cicho i chwytam rąbek tej, którą mam na sobie.
- Co ty?
- Nie chce mi się szukać w szafie. Masz. Jest czysta. - ponownie się uśmiecham - I kładź się.
- Lepiej zamknij oczy, to nie widok dla dzieci. - i znów, pociągam nosem, ale bez rezultatu - Naruto!
- No dobra, odwrócę się i zakryję kołdrą. 
Z naburmuszoną miną robię, to co powiedziałem. Z zaciśniętymi ustami czekam aż skończy się przebierać. Ma szczęście, że nie zajmuje jej to długo i po chwili kładzie się obok mnie. Odwracam się szybko i przyciągam ciało różowo-włosej do siebie.
- Czy mi się wydaje, czy jesteś tylko w bieliźnie i mojej koszulce?
- Wydaje. - niewinnie wzrusza ramionami.
- Sakura.. - mamroczę w jej szyję - Nie kuś. - szybko i mocno całuję jej skórę.
- Wcale tego nie robię. 
- Jasne.
- Chodźmy lepiej spać. - jak na zawołanie ziewa.
- No okej.. - burczę z niezadowoleniem.
- Naprawdę miałabym ciekawsze pomysły, ale jestem zmęczona.
- W porządku.
- Dobranoc. - i znowu, ściska moje policzki i całuje mnie kilkanaście razy.
- Dobranoc. 
Nie mogąc się powstrzymać, przeciągam ostatni pocałunek. Zielonooka uśmiecha się w trakcie niego i, niestety, chwilę po tym odchyla głowę w tył, kończąc go. 
- Dobra, koniec. - cmoka mnie ostatni raz.
- Okej. - pozwalam, by wtuliła się we mnie.
I tak leżąc koło niej i będąc szczęśliwym z tej nagłej wizyty sam nie wiem, kiedy spokojnie zasypiam.


***
Bardzo możliwe błędy, bo jestem zmęczona jak cholera, więc proszę, jak coś zobaczycie to mnie poprawcie..
WIELU Z WAS CHCIAŁO, ŻEBY ICH POCAŁUNEK BYŁ Z PERSPEKTYWY NARUTO, BO JĄ KOCHA, BO UWIELBIA ITD ITP, WIĘC..MACIE. NIE WIEM, CZY NIE ZAWALIŁAM, DAJCIE ZNAĆ ;-;
Pozdrawiam!

Rozdział 32

Prawda, część II.

**
(krótki rozdział)
**
Sakura:
- Co tu robisz? - pyta, zanim biorę następny krok.
- Skąd ty..
- Wyczułem, usłyszałem. - wzdycha cicho - Co tu robisz, Sakura?
- Przyszłam do takiego idioty, który uciekł z mojej imprezy. - mówię i niepewnie siadam na krawędzi klifu, obok niego.
- Przepraszam.
- Nie masz za co. I tak mam wolne, bo większość już poszła. Ino obiecała, że się tym zajmie.
- Ino? - marszczę brwi, bo się spina.
- Tak. Więc.. Dlaczego tu jesteś? 
Przyglądam się profilowi jego twarzy. Zaciska tak mocno szczękę, że mięsień na poliku podskakuje. Co mu jest?
- Sasuke już z tobą porozmawiał, nie? - pyta chłodno.
Moje serce niekontrolowanie przyśpiesza. Skąd on.. No tak. Uchiha musiał mu to powiedzieć szybciej..
- Tak. Rozmawiał.
- Teraz pewnie wszystko się zmieni. - spuszcza głowę.
- Nie, dlaczego?
- Nie oszukujmy się. Doskonale wiem co ci powiedział. Nie mów, że cię to nie ruszyło..
- Nie ruszyło. 
Unosi głowę i patrzy na mnie tymi błękitnymi oczami z taką jakby..nadzieją. I cała jego twarz łagodnieje, a ciało się rozluźnia. I to tak uderza we mnie. Mocno. No, bo kogo by nie poruszyło?
- Dlaczego nie?
- Chciałbyś, żeby tak było?
- Tego nie powiedziałem. - mamrocze szybko.
- Nic do niego nie czuję.
Otwiera usta, ale zamiera w miejscu, jakby powstrzymując się przed powiedzeniem czegoś. Szturcham go lekko łokciem.
- No, wyduś to.
- A..czy.. - spuszcza głowę i zaczyna bawić się rąbkiem swojej koszulki - Czy jest osoba.. - przymyka oczy - Czy jest taka na której.. Umm.. Ci zależy?
Uśmiecham się pod nosem. Rozczulam się cholernie przez tą słodką niepewność. I przez to zachowanie opieram głowę o jego ramię, a dłońmi obejmuję przedramię. Powstrzymuję śmiech, kiedy się spina. 
- Może. 
- Uhm..a kto to? - powoli zerka na mnie spode łba. 
- Może kiedyś ci powiem. - mrugam do niego - Wiesz co?
- Oświeć mnie. - mamrocze z jakąś rezygnacją w głosie.
- Kiedy byłeś pijany powiedziałeś mi jedną rzecz. A właściwie chciałeś, żebym to zrobiła.
- C-co takiego? - przełyka ślinę i ponownie patrzy na mnie, ale z przerażeniem.
- Chciałam cię wtedy pocałować, ale stwierdziłeś, że wolisz to pamiętać i.. Powiedziałeś, że mam to zrobić, kiedy jesteśmy trzeźwi. I, że nie mam się przejmować twoim sprzeciwem.
Otwiera usta i patrzy na mnie zdziwiony. Kiedy chwytam jego polik i przekręcam bardziej w swoją stronę twarz chłopaka, staje się bardziej wystraszony, niż dotychczas. Uśmiecham się do niego lekko, przybliżając się powoli. I gdy jestem już tak blisko, on kładzie kciuk na moich ustach.
- Poczekaj..ja..muszę ci coś najpierw dać i pokazać. Dobrze? - mówi z napięciem w głosie.
Odchylam głowę i lekko mu kiwam. No bo co mogę innego zrobić? Naruto wstaje i sięga do kieszeni z której wyciąga małe czarne pudełko. Wyciąga do mnie dłoń, którą chwytam. 
- Miałem ci to dać wcześniej, ale nastąpiła zmiana planów.. - ucina - Wszystkiego najlepszego. - nieśmiało podaje mi pudełeczko do dłoni.
- Wiesz, że nie musiałeś? - wolną dłonią głaszczę jego polik - Dziękuję. - w tym samym miejscu składam delikatny pocałunek.
Uzumaki przystępuje nerwowo z nogi na nogę. Więc, żeby nie trzymać go dłużej w śmiesznej niepewności, otwieram prezent. 
- Jest piękny. - uśmiecham się szeroko na widok srebrnego naszyjnika ze szmaragdową zawieszką w kształcie łzy - Naprawdę dziękuję. - przytulam go mocno.
Blondyn niepewnie obejmuje mnie ramieniem, przytulając delikatnie. 
- Mógłbyś mi go założyć? 
- Umm..tak. - kiwa gorączkowo głową i się odsuwa.
Podaję mu naszyjnik i odwracam się do niego plecami. Chwilę później ozdoba jest już na mojej szyi. Naruto odbiera ode mnie puste pudełko i chowa je do kieszeni. 
- Czyli tą łatwiejszą część mam za sobą.. - mamrocze - Teraz muszę ci coś pokazać.. - bierze głęboki oddech - Tylko proszę cię o jedno, okej? Nie krzycz.
- Dlaczego miałabym? 
- Zaraz się przekonasz.
- Nie strasz mnie.
- Dobra, więc.. - chwyta w dłonie moją twarz - Chciałaś wiedzieć kim jestem.. I obiecałem, że pokażę ci to dzisiaj.. Także.. Lepiej zamknij oczy. I nie podglądaj. 
- Okej.. - odpowiadam niepewnie, kiedy puszcza mnie i czuję, jak się odsuwa.
Zamykam oczy, wsłuchując się w to, co robi. Ciche strzykanie kości, lekkie trzepotanie..czegoś i w końcu podchodzi do mnie i czuję, że jest bez koszulki. Jeśli stoi przede mną nago to go zabiję.
- Nie otwieraj jeszcze, proszę. 
Bardzo wyraźnie słychać i czuć, że jest niepewny i wystraszony. I wydaje mi się, że to jest zupełnie inna skala niż wcześniej. Naprawdę się boi mojej reakcji.
- Teraz wezmę twoją dłoń i zaraz czegoś dotkniesz, okej? 
- Okej.. - biorę głęboki wdech - Ale jeśli każesz mi dotknąć swojego.. - znacząco chrząkam - To cię zabiję. 
- Nie, to nie to. - przez chwilę jest rozbawiony - Teraz się skup.
Chwyta moją rękę swoją zimną, drżącą jak cholera dłonią i kładzie na swoim ramieniu. Nagim ramieniu.
- Teraz przesuń dłoń bardziej w tył, na prawo, dobrze? 
Kiwam głową i wykonuję jego prośbę. I wtedy dotykam czegoś miłego i ciepłego w dotyku. Naprawdę miłego, jakbym dotykała piór.
- Druga ręka. Druga strona. - robi to samo i znowu powtórka.
- Czego dotykam?
Blondyn przyciska swoje czoło do mojego i po raz kolejny bierze w dłonie moją twarz. Delikatnie, wręcz muska poliki. 
- M-możesz otworzyć oczy. 
Jego głos tak cholernie się załamuje, że jest mi go naprawdę szkoda. I mam ochotę go przytulić i odpędzić ten strach.
Ale kiedy otwieram oczy to rozumiem czego się bał. Rozszerzam je w szoku i odsuwam się od jego ciała. Między nami nie ma żadnego kontaktu fizycznego. 
- Tylko nie krzycz, proszę.. - wręcz błaga - Nie zrobię ci krzywdy. Wierzysz mi?
Te słowa wlatują jednym uchem, a drugim wylatują. Jestem w zbyt dużym szoku, żeby przyswajać do siebie to, co mówi.
- Masz skrzydła. 
- Tak. 
- Lewe białe, prawe czerwone.
- Tak.
- Czyli nie zwariowałam. - przeczesuję nerwowo włosy - Kim jesteś?
- Jestem shinobi, czyli wojownikiem. Poza tym, jestem również Nefilimem. Znaczy, potocznie mówiąc. Bo Nefilim to połączenie człowieka i anioła, a ja jestem również..
- Demonem?
- Tak. - kiwa głową - Menma jest demoniczną częścią mnie. 
- Okej.
- Boisz się mnie?
- Czy mogę..ich dotknąć? 
- Tak. - patrzy na mnie zmartwiony, aż w końcu spuszcza głowę.
Oba są identyczne. Wyglądają na potężne, ciężkie i niemal zabójcze - a są złożone - ale z drugiej strony są tak delikatne w dotyku. 
- One wychodzą z twoich łopatek?
- Tak. - zaciska usta, próbując złapać ze mną kontakt wzrokowy.
- A co z twoim brzuchem? Co to za znaki?
- To pieczęć. Zmienia się w zależności od tego, czego używam.
- Czego używasz?
- Tak. Mogę przybrać w pełni anielską lub demoniczną postać. 
- Okej.
- Sakura..boisz się mnie. - stwierdza z bólem.
- Nie.
- Jak nie? Nawet na mnie nie spojrzałaś..
- Po prostu jestem w szoku. Jakiej reakcji się spodziewałeś?
- Nie zrobię ci krzywdy. Wciąż jestem takim samym chłopakiem, jak parę minut temu. 
- Wierzę. 
- Ufasz mi? - pyta po chwili i robi krok w moją stronę.
- Tak.
- Boisz się latać?
- Co?
- Boisz?
- Nie wiem?
- Wskocz mi na plecy, pokażę ci coś. Jeśli mi ufasz..
- Naruto..
- Nic ci się nie stanie, obiecuję. - składa dłonie jak do modlitwy - Zaufaj mi choć raz.
- Dobrze, ale.. w tej sukience?
- Dasz radę. 
Odwraca się do mnie i kuca lekko, żebym mogła na niego wskoczyć. Obejmuję więc ciasto jego szyję i szczelnie oplatam dłońmi talię. Niebieskooki chwyta mnie pod udami i powoli podchodzi w stronę krawędzi klifu.
- Naruto..
- Spokojnie. 
- Nie mów, że ty.. - zaczynam krzyczeć, kiedy zaczynamy spadać w dół.
- Nie krzycz, prosiłem. 
Czas wydaje się zwalniać, bo powoli spadamy prosto na taflę wody. Kiedy już zamykam oczy w oczekiwaniu na zetknięcie z lodowatym jeziorem, nic się nie dzieje. Rozglądam się niepewnie. Lecimy tuż nad taflą. Zerkam na nią przez ramię chłopaka i widzę nasze odbicia.
- Nadal się boisz?
- Chyba nie. 
- Wracamy?
- Tak. - przytulam się do niego mocniej, kiedy pniemy się w górę.
- Już. Ląd. - kuca ponownie i mam ochotę niemal wycałować ziemię, kiedy moje nogi dotykają gruntu.
- Prawie zawału dostałam.. - biorę kilkanaście spiętych oddechów.
- Nie było tak źle, jak myślisz. - jego skrzydła zaczynają się zmniejszać, aż w końcu znikają - Więc teraz wiesz kim jestem. - z tylnej kieszeni wyciąga pomiętą koszulkę, którą zakłada - Jestem Nefilimem. 


***
W KOŃCU WIECIE DLACZEGO NA NAGŁÓWKU SĄ TAKIE, A NIE INNE ZDJĘCIA XD
KTO SIĘ DOMYŚLAŁ?

niedziela, 3 lipca 2016

Rozdział 31

Prawda, część I.

**

Czy to dziwne, że poczułem się w jakiś sposób zagrożony, kiedy powiedział, że zamierza jej wyznać miłość? Czy to właściwa reakcja dla jej.. Właściwie kim dla niej jestem? Przyjacielem? 
Przedzieram się przez tłum w poszukiwaniu różowych włosów. Kiedy dostrzegam je w półmroku to chcę przybić sobie piąteczkę. Sakura stoi po drugiej stronie miejsca, gdzie byłem z Sasuke i tu również jest barek. Zachodzę ją od tyłu, dotykając lekko ramienia. Dziewczyna wzdryga się i klnie pod nosem, bo prawie wylewa napój. 
- Cześć. - pochylam się nad jej ramieniem.
- Wystraszyłeś mnie. - karci mnie wzrokiem.
- Ups? - odsuwam się i staję obok niej.
- Pijesz? - potrząsa lekko kubkiem.
- O, nie. Dziś zostaję trzeźwy do końca.
- Trzeźwy? 
Marszczę delikatnie brwi, kiedy patrzy na mnie z dziwnym błyskiem w oku. Nie wiem o co może jej chodzić. 
- Jak się bawisz? - pytam.
- Jeśli ty dobrze, to ja też. - spuszczam lekko głowę, pozwalając by moje usta drgnęły w uśmiechu.
- Więc..żeby dobrze się bawić to trzeba potańczyć, tak?
- Tak. - śmieje się ze mnie.
- Więc..zatańczysz? Ze mną?
- Z tobą? - unoszę gwałtownie głowę, kiedy mówi to takim tonem, jakby tego nie chciała - Jasne. - ponownie chichocze, odstawiając kubek - Chodźmy. 
Kiedy splata nasze dłonie to czuję jakby pieprznął mnie prąd. Dosłownie. Dokładnie tak, jak wtedy, gdy tańczyłem z nią po raz pierwszy w klubie zaraz po Menmie. Poza tym, za każdym razem to czuję. Wystarczy, że jest kontakt skóra-skóra i już wariuję. Co ona ze mną robi?
- Obyś dotrzymał mi tempa. - odwraca się do mnie z takim uśmiechem, że zamieram, dosłownie.
Szczerzy się i przygryza delikatnie końcówkę języka i muszę aż wciągnąć dużo powietrza i przełknąć ślinę i w ogóle ogarnąć mój chory mózg, by czegoś z tym nie zrobić. Zaciskam usta, kiedy splata drugą dłoń ze swoją i zaczyna się poruszać w rytmie dość szybkiej, nieznanej mi melodii.
- Chyba ty mi. - mówię na tyle głośno, że jest w stanie usłyszeć.
Otwiera usta, by coś powiedzieć, ale wtedy kręcę jej ciałem wokół własnej osi, a potem gwałtownie przysuwam do swojego torsu, kładąc instynktownie dłoń na dole jej pleców. 
- Mówiłem, dotrzymuj tempa. - uśmiecham się tak, że tylko ona może to zobaczyć i ponawiam swoje ruchy zanim coś powie.
Tym razem nie wpada tak mocno na moją klatkę piersiową, bo podłapuje ruchy. W sumie, nie przeszkadzało mi to.. 
- Lepiej się pilnuj. - mruga do mnie i robi coś, czego kompletnie się nie spodziewałem.
Odsuwa się delikatnie, wciąż trzymając jedną z moich dłoni i obraca się, szybko kucając i po sekundzie wracając wyprostowana, ale zdecydowanie bliżej mnie. Unoszę zdziwiony brwi, a Sakura chichocze przez moją minę, odchylając głowę w tył. To jedna z niewielu okazji, kiedy można zobaczyć jej szyję odsłoniętą. Ślady zarówno na szyi, jak i szczęce są cholernie mocno widoczne, kiedy nie przysłania ich włosami. A czarna sukienka wcale nie odwraca od nich uwagi, wręcz przeciwnie. Sprawia, że przykuwają cholerną uwagę. 
- Ktoś już widział? 
- Chyba nie. - ponownie się przybliża - A przynajmniej nikt nie dopytywał. - zgryza dolną wargę, próbując schować uśmiech.
Mimo tego, że patrzę prosto w jej duże, zielone oczyska to czuję te wszystkie pieprzone spojrzenia na naszej dwójce. Patrzcie i płaczcie, pf.
- Jesteśmy obserwowani. - mruczę z niezadowoleniem - Nienawidzę tego.
- Niech patrzą. - wzrusza ramionami - Cóż, tańczę z wielkim, groźnym Kyu i w dodatku się do mnie uśmiechał, więc to pewnie nowość. - prycham, odpychając ją od siebie i ponawiając obrót.
- Albo dlatego, że nie chodziłem na poprzednie imprezy. 
- Dlaczego nie? - zerka na mnie krótko, po czym się obraca w swój sposób - Hmm? - zakłada mi ramiona na szyi, więc z automatu obejmuję ją w wyciętej talii. 
- Nie chciałem. 
- To dlaczego teraz tu jesteś? - wypuszczam cicho powietrze i po chwili zamyślenia blokuję nasze spojrzenia.
- Bo ty tu jesteś. - spuszczam lekko głowę - Dla ciebie, tak. - odwracam łeb w zupełnie inną stronę. 
Czuję ciepło na polikach, kiedy zaczyna wydawać z siebie dziwne, dziewczęce dźwięki w stylu "awww". Wywracam oczami, kiedy zaczyna śmiać się z mojej próby nie patrzenia na nią.
- Jak to możliwe, że jesteś taki słodki i nieśmiały? - mruczy niczym kot i wtula twarz w moją szyję.
- Nie jestem słodki i nieśmiały. - jęczę z zażenowaniem. 
- Oczywiście. - prycha i całuje mnie soczyście w szyję, przez co się wzdrygam - Strasznie drżysz. - przybliża się tak, że mówi mi prosto do ucha - Nie zdradzaj naszej pozycji, Naru. 
Czuję, że zaraz zacznę hiperwentylować jeśli nie skończy tych swoich prób onieśmielenia mnie swoją osobą. Znaczy, już to zrobiła poniekąd, ale lepiej, żeby nie ciągnęła tego zbyt długo.. Dlatego ponownie się odsuwam i obkręcam ją w taki sposób, że teraz opiera plecy o mój tors. Różowo-włosa ponownie chichocze i odchyla głowę w tył, opierając ją o moje ramię. I teraz, kurwa, pokazuje wszystkim te pieprzone malinki... 
- Zrobiłeś to specjalnie. - robi smutną minę - Zawstydziłam cię? 
- Nie i nie. - burczę - Zakryj szyję. 
- Nie. - odpowiada z rozbawieniem - Zrobiłeś to masz.
- Ty ponoć zaczęłaś. - zaciskam szczękę, kiedy chwyta moje dłonie i umieszcza na swoim brzuchu.
- Ponoć. 
- Dlaczego robisz mi na przekór? 
- Bo mnie bawisz w takim stanie? - mówi jakby pytając. 
- Takim, czyli jakim?
- Kiedy udajesz niedostępnego. 
- Mhm. - zaciskam usta - Czyli sugerujesz mi, że jestem łatwy, tak? Dzięki.
- Nie o to mi chodziło. - odwraca się do mnie, chichocząc - Jakbyś był łatwy to wszystko by inaczej wyglądało. - ponownie zostaję objęty ramionami.
- A jak jest teraz? 
Sakura staje na palcach i złącza nasze czoła, patrząc na mnie tym świdrującym spojrzeniem. 
- Zawsze może być lepiej.
- Czemu to brzmi jak jakaś niedaleka obietnica?
- Może jest? - mrużę lekko oczy.
- Co ty kombinujesz, Haruno?
- Teraz to Haruno. - wywraca oczami - A wcześniej jeszcze było Słodka.
Ponownie jęczę z zażenowaniem i odchylam głowę w tył. Dziewczyna ponownie wybucha śmiechem i wtula się w moją szyję. 
- Nigdy więcej nie piję. A tym bardziej do ciebie nie przychodzę. - mamroczę - To nie jest śmieszne! Nie śmiej się ze mnie!
- Nie mogę się powstrzymać, przepraszam. - prostuję się i patrzę na nią z poirytowaniem - O, jeny no.. - chwyta moje poliki i pociera je kciukami - Już nie będę. A przynajmniej się postaram. 
- Jesteś okropna, wiesz?
- Czy to są właśnie twoje życzenia urodzinowe? - prycha, wciąż będąc rozbawiona. 
- Dokładnie tak. - kiwam głową na potwierdzenie - Koniec piosenki.
- Coś długa była albo mi się wydaje. 
- Albo przetańczyliśmy więcej niż jedną. - niechętnie puszczam talię Haruno i odsuwam się lekko.
- To bardziej prawdopodobne.
Marszczę brwi, kiedy nie puszcza mojej dłoni i, co więcej, ciągnie mnie gdzieś. 
- Emm, gdzie mnie prowadzisz? To moment w którym mam się bać? 
Ignoruję masę spojrzeń na naszą dwójkę podczas drogi do nieznanego mi miejsca. Naprawdę wielu gapiło się na nas otwarcie lub ukradkiem. Chyba jesteśmy jakąś sensacją..
- Tsa. - odwraca na chwilę głowę w moja stronę - Zgwałcę cię od razu. - unoszę wolną dłoń w górę.
- Nie twierdzę, że oponowałbym..
Różowo-włosa prycha i pcha drzwi na zewnątrz. Rześkie, przyjemne powietrze uderza w nasze rozgrzane ciała, dając chwilową ulgę. 
- Gdzie idziemy?
- Mówiłam, zgwałcę cię.
Chwilę później siedzimy na ławce pod altaną. Niedawno to było miejsce w którym krzyczeliśmy na siebie i..huh.
- Na gwałciciela się nie nadajesz. - prycham, kiedy przegląda coś w telefonie.
- Czekaj. - unosi palec, który po paru sekundach gryzę - Ała! Głupi, czy co? - patrzy na mnie niezrozumiale, po czym wraca do ekranu telefonu.
- Czego tam szukasz? 
- O! Mam! - chwyta mnie za przedramię - Patrz. 
Pochylam się w stronę telefonu i niemal się krztuszę. To prawdopodobnie zdjęcie z mojej pijackiej nocy. Podpieprzyłem jej telefon i ująłem, jak Sakura leży z rozwalonymi włosami na łóżku, a ja z uśmiechem gryzę ją w szyję. 
- O nie.. - stękam po raz kolejny - Usuń to.
- Chyba oszalałeś! - zabiera mi urządzenie sprzed nosa, blokuje i chowa.
- Naprawdę nie wiem co ze mną nie tak. 
Pochylam się do stołu, na którym właściwie się rozkładam. Głowę mam schowaną między ramionami. Przynajmniej nie zobaczy kolejnych wypieków na mojej twarzy. Haruno za to kładzie się na moich plecach i obejmuje brzuch rękoma. 
- Nie ugryzłeś mnie wcale mocno. - chichocze.
- Tsa, pocieszające. Już więcej nie piję.
- Jesteś zabawniejszy po alkoholu.
- Och, czyli teraz nie jest ze mnie dusza towarzystwa? - parskam.
- Chodziło mi o to, że jesteś bardziej wyluzowany. 
- Teraz też jestem.
- Pf, chciałbyś. Jakbyś był pijany to byś się śmiał razem ze mną, a tak siedzisz napięty jak struna. 
- Nie jestem napięty.
- Wcale nie czuć przez tą cienką koszulkę.
- Masz coś do mojej białej koszulki? - tym razem ona prycha.
- Chodzi mi o to, że jak masz wypite to nie boisz się być z kimś bliżej. 
- Nie boję się teraz.
- Jasne. - wyczuwam sarkazm - Każdy twój mięsień się napiął, kiedy cię objęłam. Ale nie, ty jesteś wyluzowany. 
- Skończmy ten temat. - mamroczę niewyraźnie, a ona śmieje się lekko - Zawsze gadamy tylko o mnie. 
- A o czym innym chcesz?
- O nas.
Wzdryga się lekko, przez co marszczę brwi. Mogłem się zamknąć. No mogłem.. Kurwa mać. Spieprzyłem.
- Zimno ci, czy.. 
- Nie. Jest okej. - mówi szybko - Kontynuuj..
- Ja miałem na myśli..
- Sakura! - znikąd pojawia się krzycząca Ino.
Haruno podnosi się ze mnie, przez co jest mi chłodno w plecy. Ja również siadam normalnie, żeby nie było.. 
- Co jest? - pyta lekko, choć wiem, że nie chciała jej towarzystwa w tej chwili.
- Zaraz tort i tak dalej, więc chodź ze mną. - mówi, patrząc na mnie ostrzegawczo.
- Och, tak. Okej. - wstajemy razem.
Ino jakby się spina, kiedy przez przypadek dostrzega jak RÓWNIEŻ PRZYPADKIEM dotykam dłoni Sakury. Przygryzam wargę i powoli idę za różowo-włosą, która szybko rusza do pomieszczenia.
- Powiedz mi o co ci chodzi, Ino? - odwracam się do niej gwałtownie, kiedy nikogo nie ma w pobliżu - Widzę, jak na mnie patrzysz. 
- Nie wierzę w twoje dobre intencje. - mówi wprost - Odczep się od Sakury. Nie potrzebuje być zraniona. 
- Kto powiedział, że zamierzam ją ranić? - unoszę brwi.
- Nie wydajesz się być typem faceta, który zapewniłby jej..
- Okej, stop. - wcinam się - Wyjaśnijmy sobie jedno. Nie zamierzam zrobić jej krzywdy, czy coś czego by nie chciała. I nie pieprz mi tu, że nie jestem takim typem, czy innym. Nie znasz mnie, Ino. Znam Sakurę dłużej niż ci się wydaje i jestem ostatnią osobą, która chciałaby dla niej źle. Już nawet kiedyś wspomniałem właśnie tobie, że jestem ostatnią osobą, której powinna się bać. I tej wersji się trzymaj. 
Odwracam się na pięcie i zostawiam zszokowaną blondynkę za sobą. Szybko znajduję swoje miejsce przy stole. Mija dobre pół godziny, kiedy wjeżdża tort, piosenki typu "sto lat" zostają odśpiewane i kilkanaście osób składa po raz kolejny życzenia, czy wręcza prezenty. Dlatego ciężko jest mi uchwycić dziewczynę, żeby nie spotkała Sasuke. 
- O, cześć. - słyszę jej głos niedaleko, więc rozglądam się uważnie.
Kiedy dostrzegam jej włosy, ruszam powoli w tamtą stronę. Dopiero po chwili widzę z kim rozmawia. Zaciskam zarówno pięści, jak i szczękę.
- Muszę z tobą porozmawiać. Na osobności. - prosi czarnooki.
- Okej.. - odpowiada zmieszana.
Nie wiem dlaczego, ale stoję w miejscu jak słup. Czuję, jak ponownie grunt usuwa mi się spod stóp i robi mi się słabo. Dlatego szybko przemieszczam się nad klif. Wystarczy, że raz zemdlałem na parę sekund.. 
- Jestem kretynem. - mówię do siebie.
Właśnie pozwalam, aby Sasuke namieszał między mną a Sakurą. Czuję się bezradny..


***
Nie wiem, czy zaskoczyłam was tym, że tak szybko dodałam poprzedni rozdział, czy każdy jest na wakacjach bez neta, czy po prostu rozdział jest do dupy.. Bo tak jakby nie ma za bardzo odzewu..