wtorek, 1 września 2015

Prolog

Jestem Twoim marzeniem i koszmarem.

**

5 lat wcześniej..
Cholera, jestem już spóźniona. Miałam być o dwudziestej pierwszej trzydzieści w domu, a jest dwudziesta druga. Rodzice mnie chyba zabiją. Szłam pośpiesznie wzdłuż ciemnych uliczek, bo to była jedyna droga, by dojść jak najszybciej do domu. Wstrząsnął mną dreszcz przez wiatr, który się nagle pojawił. Potarłam ramiona i przyśpieszyłam kroku. Teraz jedyna rzecz o jakiej marzyłam to bycie w domu i zrobienie sobie długiej, gorącej kąpieli. Pozostało jeszcze tam dojść, a wtedy moje marzenie na dzisiejszy wieczór się spełni.
Rozejrzałam się po bokach i spostrzegłam, że jestem sama. W tamtym momencie pierwszy raz przeraziłam się otaczającą mnie ciemnością. Na dodatek szłam koło tak ciemnych uliczek, że po metrze wgłąb nie było nic widać. Westchnęłam cicho i potarłam ponownie ramiona.
- Znikaj stąd. - usłyszałam głos w jakiejś uliczce przed sobą. Gwałtownie się zatrzymałam. I co teraz?
Moje myśli zostały przerwane. Z zaciemnionej ulicy został wręcz wyrzucony jakiś chłopak. Miał może około szesnaście lat. Czyli był ode mnie starszy o cztery lata.
- Więcej tego nie powtórzę. - tym razem usłyszałam ciche warknięcie.
- Policzymy się jeszcze. - chłopak wstał z zimnej ziemi i uciekł w popłochu.
Ogarnął mnie strach. Co teraz zrobić? Iść dalej, czy może zawrócić? Postanowiłam na drugą opcję. Odwróciłam się i nim zdążyłam zrobić krok uderzyłam w czyjąś klatkę piersiową. Chyba. Wystraszona uniosłam głowę do góry i napotkałam parę błękitnych oczu. Wpatrywały się we mnie intensywnie, a ja nie mogłam odwrócić wzroku. Były zjawiskowe.
- Co tu robisz o tak późnej porze? - spytał schrypniętym głosem.
- J-ja..
- Nie umiesz się wysłowić, czy coś? - na jego ustach uformował się łobuzerski uśmieszek.
- Właśnie wracałam do domu. - powiedziałam cicho.
- Nie szłaś przypadkiem w przeciwnym kierunku? - cofnął się i złożył ramiona na klatce, patrząc na mnie z cieniem rozbawienia.
- Umm..nie..właściwie..to tak. - usłyszałam cichy pomruk, a zaraz po nim ciche westchnienie.
- Idź do domu. - spojrzałam na jego twarz po raz pierwszy. Wcześniej tylko patrzyłam w oczy, a potem na usta. Był lekko opalony i miał blond włosy w nieładzie. Drobne kreski zdobiły jego poliki. Były jak blizny. Zaciekawiło mnie to, jednak nie spytałam o nie. W końcu go nie znam.
Skinęłam tylko powoli głową i ostatni raz spojrzałam w te magnetyzujące, błękitne oczy.
- Do zobaczenia, Księżniczko. - jeden z kącików ust uniósł się lekko ku górze. - Myślę, że teraz trafisz bezpiecznie do domu. No chyba, że będziesz się niepotrzebnie zatrzymywać.
- Nie będę. - potarłam ramiona - Do zobaczenia. - odwróciłam się i odeszłam.
- Ten dupek chciał cię napaść. - usłyszałam mruknięcie, szybko się odwróciłam, ale chłopaka już nie było.
Reszta drogi minęła mi szybko, może to przez to, że wciąż zaprzątał mi głowę ten chłopak? Nie wiem. Wyglądał na mniej więcej dwanaście, trzynaście lat, czyli był w moim wieku. Kiedy wróciłam do domu rodzice już na mnie czekali. Co prawda byli trochę źli, bo mogłam chociaż zadzwonić i powiedzieć, że się spóźnię, ale jak powiedziałam, że bateria mi padła to złość całkowicie im przeszła. Potem pokiwali głowami i powiedzieli, że mam iść na górę. Czyli obyło się bez kary. Na szczęście.
Mówiąc o szczęściu, nadal prześladował mnie obraz tego chłopaka. Nie widziałam dobrze jego twarzy jedynie oczy, poliki i usta, reszta była okryta cieniem. Zainteresował mnie. Nie wiem skąd się pojawił, jak to możliwe, że wiedział, iż ten chłopak chciał mnie napaść. To robiło ogromne wrażenie.
Wyszłam na balkon, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza i odepchnąć wszystkie myśli na bok. Rozejrzałam się po spowitym w ciemnościach mieście. Uniosłam głowę i spojrzałam na księżyc, była pełnia. Wpatrywałam się w niego do momentu kiedy coś mi nie błysnęło na ziemi, niedaleko mojego balkonu. Spuściłam wzrok, ujrzałam jakiś cień poruszający się przy drzewie. Wiele nie mogłam zobaczyć przez ciemność, jednak dalej się przyglądałam z zainteresowaniem. Dostrzegłam jakąś postać, wydawało się jakby patrzyła na mnie jednym, niebieskim okiem. Jakby obserwowała mnie opierając się bokiem o konar drzewa. Kiedy ponownie się poruszyła i stała teraz twarzą do mojego balkonu ujrzałam drugie, czerwone. Wpatrywałam się w zacienioną postać z otwartą buzią. Oczy zabłysły i wydawały się bardziej wyraziste i dawały wrażenie, jakby się świeciły tak, bym tylko je mogła dostrzec w tej głębi czerni wokół.
- Kim jesteś? - spytałam tak cicho, jakbym mówiła do siebie. Usłyszałam to samo mruknięcie, co zaledwie godzinę temu. Tylko było jak u jakiegoś..zwierzęcia.
- Zgaduj. - usłyszałam obok mojego ucha, czułam ciepły oddech uderzający w mój kark. Nadal się wpatrywałam w postać na dole. - Hm? - przymknęłam na chwilę oczy wsłuchując się w jego głos. Wiedziałam chociaż, że to chłopak..a może raczej płeć męska? Nie wiedziałam kim jest. Czym jest. Jego głos był jednocześnie delikatny i melodyjny, ale również schrypnięty i głęboki. To tak, jakby miał dwa tony głosu, które mówią jednocześnie.
- Znam cię? - usłyszałam ciche mruknięcie, które miało być chyba śmiechem.
- Jestem twoim marzeniem i koszmarem. - wciągnęłam szybko powietrze - Spotkamy się za pięć lat, Księżniczko. - po tych słowach zniknął, nie było go ani na dole, ani za mną. Jedyne co zostało po nim to nieskazitelnie białe pióro w miejscu w którym stał na balkonie.


***
PS: wiem, że prolog był późno, ale kombinowałam w ustawieniach, żeby był dodany tego 1 września minutę po północy. No i nic z tego nie wyszło jak widać. A kiedy skończyłam pisać na wattpadzie to weszłam i zobaczyłam, że jednak nie ma co wierzyć bloggerowi w tej sprawie i szybko wstawiłam. Przepraszam, że taki późno.
PS 2: zapraszam chętnych do przeczytania nowego opowiadania na wattpadzie, nie jest to anime ani nic z tych rzeczy. Co prawda, ze względu na postacie jakie wybrałam, to może wam się nie spodobać, ale że widziałam i czytałam tyle świetnych blogów z tym bohaterem, że nie mogłam zamienić go na kogoś innego, bo tak czy siak nie pasowało mi to. Tu znajdziecie prolog: LINK, a tutaj wstęp: LINK 2
Zapraszam!

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

67. Nieprzerwane szczęście (epilog).

***

Szczegóły są ważne. Nawet te najdrobniejsze, które są uważane za niewarte uwagi. 
Od dawna opowiadam wam historię dwójki młodych Shinobi, którzy z tak silnej więzi jaką jest przyjaźń stali się dla siebie kimś więcej. Jednak trzeba jeden fakt sprostować: było to coś o stopień większego. Mimo traktowania się jak brat-siostra, pokochali się i stanowili jedność. Historia tej dwójki pokazuje wzajemne zrozumienie, takie jak wśród przyjaciół, ale też poświęcenie tak duże, że sami siebie ranili, by być pewnym bezpieczeństwa drugiej połówki. Było i jest to godne podziwu. Co prawda, kiedy połączyła ich miłość zdarzały się nie tylko wzloty, ale również upadki. Spotkał też ich nie raz, nie dwa, czas próby. 
Może dość tego wspominania, trzeba zebrać fakty: 
Po upływie dwudziestu lat od wybuchu Czwartej Wielkiej Wojny Shinobi w Konosze ponownie możecie przeczytać o losach bohaterów tego opowiadania. Przebieg wojny każdy zna, tak jak zapowiedział Madara zostali przywołani zmarli i zaczęła się zacięta walka, ale sprawdziła się również zapowiedź ojca Naruto o ponownym spotkaniu. Znalazłoby się jeszcze kilkadziesiąt szczegółów, które sprawdziły się w tym ostatecznym dniu. Teraz, żeby nikogo nie zanudzić, przekonacie się co takiego dzieję się w domu Uzumakich. Chyba wszyscy na to czekają.

Oczami Naruto:
Schodzę po schodach do kuchni i nim przekraczam próg do moich nozdrzy dociera zapach naleśników i czekolady. Oblizuję usta i wchodzę do pomieszczenia.
- Cześć wszystkim. - mówię, siadając na krześle.
- Hej.
- Cześć.
- Znajdzie się dla mnie jakiś naleśnik? - patrzę błagalnie na różowowłosą, stojącą przy kuchence.
- Zobaczę, co da się zrobić. - uśmiecham się szeroko.
Kiedy Sakura nie patrzy, szturcham siedzącą obok mnie osobę.
- Co jest? - patrzy na mnie swoimi niebieskimi oczami.
- Dasz naleśnika?
- Nie!
- Ale jestem bardzo głodny. - robię smutną minę.
- Ja też.
- Zjadłaś przecież już z jednego.
- Mamo! Tata chce mi zabrać jedzenie. - dziewczynka zakłada ręce na piersi i patrzy na mnie groźnie.
- Czemu zawsze musisz na mnie skarżyć, co?
- Naruto, nie psoć się dziecku.
- Żartowałem sobie tylko. - mówię szybko. Nie chcę znowu oberwać. - Skarżenie to zła cecha. Kto ją tego nauczył?
- Ja nie jestem beksą chociaż.
- A ja to niby jestem? - udaję oburzenie.
- Zawsze jak mama da ci po głowie to robisz się beksa.
- Widzisz, Sakura? Czego ty dzieci uczysz? - po chwili różowowłosa obraca się w naszą stronę z chęcią mordu w oczach. Macham rękoma spanikowany. - Znaczy, samych dobrych rzeczy!
- Zaraz ci się dostanie, Naruto. A ty, młoda damo, kończ jedzenie.
- Dobrze, mamusiu.
- Hę? Przepraszam bardzo, ale jak Mika powie mamusiu to jest dobrze, a ja i tak obrywam. To jest niesprawiedliwe. - robię niezadowoloną minę - Idę z dala od was. Minoru, zrób miejsce dla ojca. - patrzę jak blondyn przesuwa się i mogę spokojnie usiąść. - Co z moimi naleśnikami?
- Masz.
- Dziękuję, kochanie. - uśmiecham się szeroko, a ona wywraca żartobliwie oczami.
- Jak się poznaliście? - pada pytanie z ust naszego szesnastoletniego syna.
- Byliśmy razem w klasie. - odpowiadamy równocześnie.
Blondyn kiwa głową i patrzy w martwy punkt na ścianie swoimi szmaragdowymi oczami, w chwilowym skupieniu. To aż do niego nie podobne, ponieważ wdał się we mnie i jest porywczy i narwany. W przeciwieństwie do jego ośmioletniej siostry, która jest opanowana jak Sakura. Chociaż też ma morderczą siłę w swoich małych rączkach.
- A czemu pytasz?
- Tak jakoś. - wzrusza ramionami - Ciocia Ino mówiła, że się przyjaźniliście długo.
- Ciocia Ino to straszna plotkarka. Ale to prawda, przyjaźniliśmy się przez wiele lat. - odpowiada Sakura, patrząc na mnie.
- To co się stało, że teraz jesteście małżeństwem? - moja żona już zamierzała odpowiedzieć, ale zrobiłem to pierwszy.
- Kiedy pierwszy raz zobaczyłem waszą matkę na rozpoczęciu roku to od razu się zakochałem. - Mika zagruchała śmiesznie. - Nie wywarłem dobrego pierwszego wrażenia.
- A co zrobiłeś, tato? - pyta zaciekawiona Mika i patrzy na mnie swoimi niebieskimi oczami, które są takie jak moje. Mimo, że to odziedziczyła po mnie, to jej włosy były różowe, jak u Sakury.
- Nieważne. - macham ręką i zaczynam jeść.
- Pocałował wujka Sasuke.
- Fuuuuuuu! - dzieciaki wydają okrzyk.
- Musiałaś, kochanie? - robię złą minę.
- Dzieci powinny znać prawdę.
- I co było dalej? - tym razem Minoru zwraca się do matki.
- Wydurniał się cały czas, ale jak przyszło co do czego na misjach to zawsze ratował mi życie. Potem wyruszył na trening i jak wrócił po latach to dostrzegłam, że dojrzał.
- Nie można też zapomnieć o tym, że wasza mama była zakochana w wujku Sasuke. On uciekł z wioski, a ja żeby chronić waszą matkę, kiedy wróci wyruszyłem na ten trening.
- Naprawdę kochałaś wujka? Nie zostawisz tatusia? - Mika spanikowała.
- Nie, kochanie. To było zauroczenie. Nie zostawię waszego ojca. - Sakura cicho się śmieje, po czym dodaje - Kiedy nie było ich obu to przemyślałam wiele spraw i doszłam do wniosku, że tak naprawdę nic nie czułam do Sasuke. Często wspominałam czasy kiedy byliśmy w jednej drużynie i jak wasz ojciec często mnie ratował. Zaczęłam go za to coraz bardziej podziwiać i czuć coś do niego. Tęskniłam za nimi, ale najbardziej za waszym tatą i kiedy go spotkałam to zrozumiałam, że coś jest na rzeczy. Potem przekonałam się, że nie jest już tak dziecinny. Wiele rzeczy się między nami działo. Aż w końcu rozkochał mnie w sobie.
- A, że ja nadal kochałem waszą matkę to zaczęliśmy ze sobą chodzić. Potem się oświadczyłem i po wojnie wyszła za mnie.
- A nadal się przyjaźnicie? - pyta Mika i patrzy to na mnie to na Sakurę.
- Tak, nadal jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. - odpowiada różowowłosa i uśmiecha się do mnie ciepło.
- To jest jakaś różnica kiedy się kogoś w tajemnicy kocha, gdy jest się przyjaciółmi, a kogoś w strefie koleżeństwa?
- Wydaje mi się, że tak. - odpowiadam - Znam waszą matkę na wylot, bo się przyjaźniliśmy i przyjaźnimy. A, że jest moją żoną to też ją kocham jako partnerkę. Wiem, kiedy coś ją zadręcza, wiem, kiedy jest szczęśliwa czy smutna czy przygnębiona. No, i wiem kiedy coś przede mną ukrywa.
- Dobra, zbieraj się do szkoły Minoru jak zjesz. - mówi Sakura, kończąc temat.
- O kurde, muszę lecieć. Miałem być dziś szybciej. - chłopak wstaje i podbiega do otwartego okna.
- Ale nie zjadłeś śniadania! - żona się denerwuje. Nigdy nie lubiła, kiedy ktoś nie kończył posiłku.
- Śpieszę się.
- Minoru? - odwracam się w jego stronę na krześle.
- Tak?
- Walcz. - mrugam do niego porozumiewawczo.
Sakura uderza w stół przez co podskakuję w miejscu.
- Ja już zjadłam, idę do szkoły. - Mika szybko ucieka drzwiami i zostajemy sami.
- Jadłaś śniadanie? - pytam.
- Najpierw robiłam dzieciom, a potem tobie.
- Już się najadłem. Ty sobie usiądź, a ja zrobię ci śniadanko. - podchodzę do niej i całuję ją w nos. - I posprzątam. - pochylam się i całuję ją delikatnie w usta.
- Jesteś kochany. - przytula mnie, a po chwili siada przy wysepce kuchennej.
- Czasem zdarza mi się być dobrym mężem. - wzruszam ramionami i przerzucam naleśnika na drugą stronę.
- Po tylu latach małżeństwa nadal nie znudziło mi się nazywanie cię mężem.
- A mi ciebie żoną. - nakładam drugiego naleśnika na talerz i biorę w dłoń masło czekoladowe. - Smacznego. - podaję Sakurze jedzenie. - Chcesz herbaty albo kawy? - pytam, kiedy wkładam naczynia do zlewu.
- Herbatę poproszę.
- Pracujesz dziś?
- Tak. Mam nocną zmianę.
- To może się położysz? Rano pewnie wstałaś, żeby uszykować Mikę do szkoły. - odpalam palnik, żeby zagotować wodę.
- Może później.
- Ciężko pracujesz. - stwierdzam - Teraz nie mam tyle spraw na głowie, bo Kakashi jako mój doradca zajmuje się papierkami, to może zajmę się dzieciakami?
- Nie musisz. Daję radę.
- Zrobię to. Powinnaś odpoczywać w wolnej chwili, a nie latać za nimi.
- Dziękuję.
- Nie musisz. W końcu jestem ojcem, jakieś obowiązki powinienem mieć. - odkładam ostatnie mokre naczynie na suszarkę i wycieram ręce, żeby rozlać wodę do kubków.
Sakura zmywa po sobie talerz, a ja zanoszę picie do salonu. Po chwili rozłożeni i w swoich objęciach siedzimy przed telewizorem.
- Tak to ja mogę odpoczywać. - rozkładam nogi i opieram stopy o stolik.
- Ja też. - obejmuję ją ciaśniej ramionami. - Naruto?
- Tak?
- Pamiętasz, jak zareagowałeś na to, że jestem w ciąży za pierwszym razem?
- Tak, pamiętam. Wróciliśmy od Ino i Sasuke i się o coś wykłócaliśmy aż ty nagle mówisz, że jesteś w ciąży. Bardzo się cieszyłem, choć byłem przerażony. A czemu pytasz?
- Wspominam. - wzrusza ramionami.
- A tak swoją drogą.. - przejeżdżam ręką po jej udzie i pochylam się, żeby zacząć całować jej szyję. - Dzieci nie ma to może.. - zanim mówię do końca zdanie, słyszę huk otwieranych drzwi.
- Halo, gołąbeczki! - krzyczy Ino.
- Ruszać tyłki. - mówi Sasuke.
- Po co? - pytam zaciekawiony.
- Póki gówniarzy.. - dostaje po głowie od Ino - Znaczy, dzieci. Póki dzieci nie ma robimy wypad nad jezioro.
- Teraz?
- Tak. Teraz. Weźcie stroje kąpielowe i jakieś żarcie na ognisko. A dzieciakom zostawcie kartkę, żeby coś se do zjedzenia zrobiły.
- Idziemy? - pytam Sakurę.
- No jasne!
- Ruchy, ruchy!
Po dwudziestu minutach wychodzimy i idziemy w stronę bramy wioski. Z daleka dostrzegam Kibę z Hinatą, Sai'a, Ten Ten z Neijim, Lee, Sasuke z Ino, Shikamaru z Temari, Gaarę, Chouji'ego i Shino.
- Czuję, że ten wypad mimo naszego wieku, zakończy się czymś głupim. - mówi Sakura.
- My zawsze robimy coś głupiego. - śmieję się i zaczynam witać ze wszystkimi.
- Co racja to racja.

I tak kończy się historia o dwójce zakochanych w sobie Shinobi. Może nawet nie kończy, to jest nowy początek, ale w innym życiu. Teraz stawiają czoła wyborom, które dotyczą ich rodzin. Zaczynają się również treningi ich pociech i przeżywanie tego samego, co dwadzieścia lat temu ich rodzice. Młodzi będą walczyć na śmierć i życie, nauczą się kochać i nienawidzić, trzymać urazę i przebaczać, wybierać między dobrem a złem. Teraz ci dwaj bohaterowie mogą tylko naprowadzać młode pokolenie na dobre tory w życiu i przeżywać z nimi wzloty i upadki. 
Ale ta historia się nie kończy. Każdy może przecież kontynuować w swojej głowie tę historię. Każdy może wyobrażać sobie co dalej. Może znowu wszyscy przyjaciele stoczą walkę? Może każdy zajmie się swoim życiem i zapomni o dawnych znajomych? Może znów wyruszą w misję? Może czeka ich kolejna przygoda? 
Teraz gaszę lampkę przy biurku i ostatni raz patrzę na pisany rozdział. Dla mnie to nie koniec. Nadal mogę tworzyć, ale w głowie, jak każdy. Choć towarzyszy mi nostalgia przez to, że nie napiszę rozdziału 68. i nie będę pisać o młodości Naruto i Sakury to cieszę się, że mogę stworzyć nową historię w nowym świecie i znowu pisaną tak, jak tego chcę. To jeszcze nie koniec.






***
No i nadszedł koniec:/ 
Choć ciężko mi się z tym pogodzić i z bólem serca publikuję ostatni rozdział tego opowiadania to cieszę się, że jednak je kończę. Nie miałam pomysłów na to co dalej więc to wydawało się być rozsądnym wyjściem. Ale mam nadzieję, że tak jak ja cieszycie się, że już 1 września pojawi się prolog nowego opowiadania paringu NaruSaku. :)
Kończąc, to chciałam wszystkim podziękować, że marnowaliście (albo i nie) swój czas i czytaliście te całe 67 rozdziałów i wszystkie jednopartówki. Jesteście super! Mam nadzieję, że będziecie zainteresowani nowym opowiadaniem. 
Pozdrawiam, Jesy!

piątek, 3 lipca 2015

66.

***

Pięć miesięcy później..

Oczami Sakury:
Obudziłam się przed budzikiem. Przeciągnęłam się i zabrałam ramię blondyna z mojej talii. Cicho wstałam, zbierając swoje rzeczy i poszłam do łazienki. Westchnęłam głośno, kiedy zobaczyłam swoje odbicie w lustrze. Można by pomyśleć, że tak naprawdę wiele się nie zmieniłam z wyglądu. I tak było. Jedynie miałam dłuższe włosy i byłam bardziej blada. Poza tym nic w moim wyglądzie się nie zmieniło. Jeżeli chodzi o moje zachowanie..tu już była znaczna różnica. Byłam chłodniejsza. Można by to nazwać nawet niedopowiedzeniem. Byłam lodowata dla każdego. Jak to się stało? - tutaj, w siedzibie Madary ciężko było mi się od początku przystosować do panujących zasad. Miałam z nimi problem, ale kiedy już zniknęły jakiekolwiek nieporozumienia z tym związanymi..to już byłam stracona. W wiosce Liścia, którą dość często wspominam, nie musiałam zabijać z zimną krwią. Mimo zleceń, żeby kogoś zlikwidować zawsze mieliśmy pewność, że ta osoba może zaszkodzić nam na przyszłość i dlatego wykonywaliśmy tego rodzaju misje. Aby pozbyć się takich typków, którzy mogli stwarzać z czasem zagrożenie. Tutaj jest inaczej. Zabijam osoby, które po prostu się naraziły albo przeszkadzają Akatsuki. Jednak nigdy się nie zdarzyło, żeby byli oni zagrożeniem dla tej całej organizacji. Do dziś pamiętam, jak..
- Wszystko w porządku? - usłyszałam głos blondyna zza drzwi. 
- Tak, już wychodzę. - osuszyłam szybko ciało po prysznicu i ubrałam się w przygotowane rzeczy.
Z kieszeni moich spodni wysunęła się jakaś metalowa blaszka, wyjęłam ją i jak się okazało była to moja stara przepaska z Konohy. Przejechałam po rozcięciu na znaku wioski, a moje oczy się momentalnie zaszkliły.
- Sakura? Na pewno wszystko okej? - tym razem zapukał również w drzwi.
- Tak. Już idę. - przyprowadziłam się do rozsądku i przepłukałam twarz. - Jestem. - wyszłam z pomieszczenia i położyłam się na nadal nieścielonym łóżku.
- Powiesz co się stało?
- Nic się nie stało. - zapomniałam wspomnieć, że niebieskookiego również źle traktuję. 
- Widzę przecież. - podszedł do mnie i przykucnął obok. Poniósł rękę i zetknął ją z moim polikiem. - Powiedz o co chodzi. Ostatnio jesteś..inna. 
- Po prostu.. - zamyślam się na moment - Chcę wrócić do starego życia. Od momentu kiedy zgodziliśmy się na jego układ i jesteś pod wpływem pieczęci nasze życie się zmieniło. Wcale nie na dobre. Nie wytrzymuję tego.
- Coś jeszcze cię męczy. - mówi i patrzy na mnie uważnie. - Chodzi również o ostatnią misję?
- Tak. - przyznaję po chwili milczenia.
- Masz koszmary. - przytakuję. - Sakura, to nie twoja wina. Musiałaś to zrobić.
- Nie rozumiesz.- odwracam się do niego plecami, a on uparcie kładzie się obok mnie i obejmuje mnie mocno ramionami.
- To mi to wytłumacz.
- Zabiłam kobietę w ciąży.
- On nam zlecił zabicie całej rodziny. Wiem, że to było trudne, ale dobrze wiesz, że nie zależało to od nas.
- Jesteśmy w takim wieku, że możemy myśleć nawet o założeniu rodziny, ale jak ja mogę mieć kiedykolwiek dziecko skoro zabiłam inne, na dodatek nienarodzone?
- Wyrwiemy się stąd. Czas leczy rany. - całuje krótko moje ramię i bardziej opiekuńczo mnie obejmuje.
Leżymy w ciszy. Mimo, że mało powiedział to długo analizuje jego słowa. Może będzie dla mnie jeszcze ratunek? Choć moje sumienie jest bardzo zachwiane to może będę jeszcze miała szansę wrócić do starego życia?
- Choć zrobiłaś się dla mnie oziębła to nadal tak samo cię kocham. - mówi cicho, łapiąc ostrożnie moją dłoń.
Odwracam się do Naruto i wtulam się w jego ciepłe ciało. On chętnie obejmuje szczelniej moją talię i zaczyna jedną ręką bawić się moimi włosami.
- Ja też cię kocham. - nie muszę widzieć, ale jestem pewna, że uśmiecha się szeroko.
- Dawno tego nie słyszałem.
- Przepraszam.
- Nie musisz mnie za nic przepraszać. - podnoszę się tak, by mieć jego twarz przed swoją.
- Mam za co. - kładę rękę na jego lewym, lekko zarośniętym poliku. - Byłam egoistką przez ostatnich parę miesięcy i zapomniałam, że mam obok siebie cudownego faceta.
- Nie znam żadnego cudownego. - próbuje zakryć rumieńce, ale nie wychodzi mu to. - Jedynie takiego nadal zakochanego.
- Czasem naprawdę nie zdajesz sobie sprawy, jak słodki jesteś. - powoli się do niego przybliżam, przekręcam głowę i całuję delikatnie.
Po chwili puka ktoś do naszego pokoju i nawołuje byśmy zaraz stawili się na Radzie. Odsuwam się od chłopaka i chcąc nie chcąc wstaję, a on za mną. Chwilę później wychodzimy na korytarz i kierujemy się do sali spotkań. Tam zazwyczaj dostajemy trudniejsze misje, ale zostajemy też informowani o reformach treningów i innych rzeczach. Rady są średnio dwa razy w miesiącu, ale była też sytuacja, gdzie była cztery. Gdy docieramy przed dwuskrzydłowe, potężne drzwi wzdycham i wchodzę pierwsza. Od razu widzę kilkoro wyróżnionych uczniów przez Madarę i również jego samego. Kątem oka widzę, że Madara uważnie nam się przygląda. Z resztą jak zwykle. Można by stwierdzić, że razem z Naruto jesteśmy jego oczkiem w głowie.
- Cieszę się, że wszyscy już są. - przerywa na moment - Zetsu dziś nie mógł przekazać wam informacji, więc robię to osobiście. Jest na misji. - to dlatego roślinki dziś nie ma. - Zacznę od razu.. - zaczyna opowiadać o zmianach w systemie treningowym oraz o testach na określone umiejętności.
Powstrzymuję się od ziewnięcia. Co chwilę zerkałam na zegarek. Już godzinę gada i nie widać końca. Opieram się lekko o Naruto, który kładzie ramię na oparciu mojego krzesła, przez co mogę wygodniej się ułożyć.
- Dziękuję wszystkim za spotkanie. I tak jak mówiłem, Naruto i Sakura proszę, żebyście zostali na chwilkę. - o cholera, co mnie ominęło?
Wszyscy szybko opuścili salę. Kiedy Madara orientuje się, że jesteśmy tylko w trójkę, podchodzi do nas.
- Mam dla was misję.
- Dlaczego nie wspomniałeś o niej na Radzie? - pyta blondyn.
- Ponieważ chcę zachować poufność. Z resztą, mniejsza o to.. Celem misji jest zidentyfikowanie zbrojowni w Wiosce Deszczu.
- Jakieś dokładniejsze współrzędne? - tym razem ja zabieram głos.
- Niestety nie.
- Co dalej jeśli zidentyfikujemy gdzie ona się znajduję?
- Macie ograbić ją z najnowszych modeli kunai, shiuriken'ów, katan i tym podobnych broni. To wszystko macie dokładnie w papierach, które zaraz wam dam.
- A co z resztą?
- Wysadzić w powietrze. - podaje niebieskookiemu spory plik papierów. - Przejrzyjcie to jeszcze dziś. Zabierzcie ze sobą zdjęcia, z tyłu są opisy. Jutro wyruszacie.

**
Oczami Naruto:
Wsłuchuję się w dalszą opowieść naszych pięciu miesięcy i patrzę na miny Kakashiego, Sasuke, Ino i Sai'a. 
- Więc tak to wygląda. - podsumowuję krótko.
- Skoro już jesteśmy razem, to pomyślmy o tym, co zrobić, aby wywabić z kryjówki. - mówi siwowłosy.
- Tylko jak mówiłam, jest problem z pieczęcią.
- Powiedz jeszcze raz jak ona działa. - prosi Uchiha.
- Naruto nie może swobodnie poruszać się od wioski do wioski, jeśli Madara użyje pieczęci to będzie w stanie ranić od środka jego wszystkie organy i skończy się to jego śmiercią.
- Jedyną wadą pieczęci jest to, że musi być używana w pełnym skupieniu.
- Czyli rozwiązanie jest proste. - mówi Sasuke i zarzuca swoje ciężkie łapsko na moje ramię z uśmiechem - Wystarczy, że będziesz go prowokował, a to dla ciebie nie problem, by kogoś wkurzyć, młotku. 
- Sasuke ma rację. - mówi Ino, a Sai przytakuję za nią. 
- A więc my zabieramy skład broni w mniejszych ilościach i wracamy tak, by nie wzbudzać podejrzeń. - mówię - Trzeba tylko podczas wybuchu wojny zbliżyć do mnie Kuramę. 
- Wszystko załatwimy. - Kakashi klepie nas pocieszająco w ramię. - Do zobaczenia na wojnie. 
I tak oto rozpętałem Czwartą Wielką Wojnę Shinobi.


***
Zbliżamy się do końca! Został jeszcze epilog i żegnamy się z tym NS. 
Stwierdziłam, że nie będę Wam opisywać wojny, bo wyglądałoby to jak streszczenie mangi czy anime, więc to bez sensu. Nie chcę się męczyć z tym NS opisując wszystkie sceny walki i tak dalej. Teraz tylko poczekacie na epilog, gdzie wszystko zostanie wyjaśnione ;)
Pozdrawiam, Jesy!

piątek, 5 czerwca 2015

65.

***

Budzi mnie ciecz, która styka się z moją twarzą. Uchylam powieki i widzę przed sobą jakąś postać. 
- Kim jesteś? - odwracam głowę na bok, by była między nami jak największa odległość.
- Dobre pytanie. W tych ciemnościach serio nic nie widać. - postać wstaje i podchodzi do jednej ze ścian.
Chwilę później oślepia mnie światło przez co mrużę oczy. Kiedy je ponownie otwieram widzę przed sobą nikogo innego jak starszego Uchihę. 
- Nadal mu pomagasz, Itachi? 
- Mam dość tego dupka, ale cóż poradzę. 
- Zawsze mógłbyś mi pomóc, a ja tobie.
- Co masz na myśli? - patrzy na mnie uważnie.
- Z pewnością Hokage wzięłaby pod uwagę fakt, że pomogłeś uciec mi i jej najlepszej uczennicy. - do pomieszczenia ktoś wchodzi.
Mówiąc już o tym pokoju.. Dopiero teraz się rozglądam na boki. Ściany mają kolor piaskowy i nie znajduję się tu nic prócz łańcuchów zwisających ze ścian. 
- Witaj, Naruto. - słyszę głos Madary.
- Gdzie ona jest? - ignoruję jego przywitanie.
- Śpieszy ci się gdzieś? - mężczyzna kiwa palcem w stronę drzwi i po chwili do pomieszczenia wjeżdża metalowy stół na kółkach.
Jestem zbyt nisko by cokolwiek zobaczyć, ale wiem, że na pewno nie będzie wesoło. Bynajmniej nie mi.
- Uwolnij Kyuubi'ego. - mówi ze spokojem Madara.
- Chyba żartujesz.
- A czy żartem dla ciebie będzie śmierć Sakury? Przemyśl jeszcze raz odpowiedź. - staje do mnie plecami i przesuwa czymś metalowym po stole.
- Nie mam go w sobie. - kilka noży upada z hukiem na ziemię.
- Jak to? - pyta milczący dotąd Itachi.
- Jest wolny. Schwytałeś mnie, gdy byliśmy rozłączeni. - kieruję swoje słowa w stronę Madary.
On jedynie prostuje się i odwraca do mnie. Cicho wzdycha, a po chwili histerycznie się śmieje. Marszczę brwi, obserwując jego poczynania.
- Wiem o tym, choć łudziłem się, że jednak masz go przy sobie. Moja reakcja była trochę..nerwowa. - patrzy wymownie na kilka noży leżących na ziemi.
- Skoro wiesz to po co była ci moja odpowiedź?
- Aby upewnić się, że nie skłamiesz. - analizuję w głowie jego słowa.
- Okej. Wiesz, że nie mam Kyuubi'ego więc.. dlaczego tu jestem? I co ma do tego Sakura? To powinna być w każdym bądź razie sprawa między nami!
- Celowo mieszam do tego osoby trzecie byś mógł się szybciej zastanowić nad tym co zaraz ci zaproponuję.
- Nie rozumiem.
- Znasz pojęcie "szantaż"? - kiwam głową, wiedząc o co mu chodzi.
Jeżeli nie przystanę na jego propozycje będzie groził, że zrobi coś Sakurze. Najgorsze jest w tym to, że naprawdę może to zrobić. Cholera jasna!
- Co to za propozycja?
- Przyłączcie się do nas. - nie tylko ja jestem zdziwiony, Itachi również.
- Nie taka była umowa, Tobi. - syknął.
- Wyjdź proszę, Itachi. Przedyskutujemy to później. Wracając, Naruto.. Co ty na to?
- Dlaczego?
- Nie mogę na razie tego ujawnić. Jednakże mogę zapewnić i tobie i Sakurze bezpieczeństwo jeśli do nas dołączycie. - kuca naprzeciw mnie. - Nie muszę chyba tłumaczyć co się stanie jeśli odrzucisz tę propozycję? Dotrzymuję obietnic, Naruto. Przemyśl to bardzo dobrze. - wstaje i kieruje się w stronę drzwi. - Zetsu, zabierz go.
Chwilę później widzę białego Zetsu idącego w moją stronę. Roślina czy cokolwiek to jest klnie pod nosem i kuca przy mnie. W dłoni trzyma szmatkę i przytyka ją do mojej twarzy, choć się wyrywam. Szybko czuję się senny i mimo walki z samym sobą, tracę po raz kolejny świadomość.

**
- Uh..umm.. - głowa boli mnie niemiłosiernie. 
- W końcu się budzisz. - otwieram zdecydowanie za szybko oczy, słysząc znany mi głos. 
Moje ręce nie są skrępowane, więc przytykam je do twarzy. Trę oczy i uchylam po raz kolejny powieki, ale tym razem znacznie wolniej. Dostrzegam od razu, że leżę na łóżku, a na jego skraju siedzi różowo-włosa.  
- Sakura? - pytam, nie będąc pewnym czy nie śnię.
- We własnej osobie. - jej usta delikatnie się unoszą.
Szybko się podnoszę i obejmuję ją ramionami. Tyle na to czekałem. Towarzyszy mi wiele uczuć, które się mieszają. Jednocześnie jestem cholernie szczęśliwy, ale z drugiej strony zły i smutny, bo znajdujemy się Bóg wie gdzie. Zasycha mi w gardle, więc nie odzywam się ani słowem. Wtulam jedynie twarz w zagłębienie jej szyi, czując zapach jej perfum. Dziewczyna przejeżdża uspokajająco dłońmi po moich nagich plecach. Dopiero kiedy to robi, uświadamiam sobie, że cały się trzęsę. 
- Zrobili ci krzywdę? - pytam szeptem.
- Nie. - jej melodyjny, spokojny ton głosu przyprawia mnie o dreszcze. - Naruto, cały się trzęsiesz. - odsuwa się lekko ode mnie i patrzy na mnie uważnie. Przykłada swoją drobną dłoń do mojego czoła i unosi lekko brew. - Jesteś rozpalony. - mój brzuch wydaje dziwny dźwięk - I głodny. - dodaje, uśmiechając się delikatnie. - Chodź, weźmiesz prysznic i się przebierzesz. Zawołam tu kogoś, żeby dał coś na gorączkę. 
- Nie możesz mnie uleczyć? - pytam z nadzieją.
- Nie wiem dlaczego, ale nie mogę użyć chakry. Boli cię coś? 
- Głowa i nadgarstki. - odpowiadam cicho. 
Zielonooka ogląda moje poranione nadgarstki i cicho wzdycha. 
- Idź weź kąpiel. Rzeczy masz w łazience. Spróbuję coś wymyślić. - kiwam głową i wstaję, kierując się powoli w stronę ciemnych drzwi po mojej prawej stronie. 
Wchodzę o przestrzennej biało-czarnej łazienki i zdejmuję moje porwane rzeczy, wrzucając je do kosza. Szybko myję ciało, próbując znieść ból w nadgarstkach. Spłukuję po paru minutach pianę z włosów i reszty mojego styranego ciała i wychodzę. Równie szybko osuszam ciało i wciągam na siebie czyste czarne bokserki i tego samego koloru spodnie ninja, które są zwężane na od kolana w dół. Wciągam skarpetki na stopy i białą koszulkę na długi rękaw na tors. Patrzę przez chwilę w lustro. Mam podbite oko, rozciętą dolną wargę i łuk brwiowy. Wszystko dopełniają sine ślady pod oczami, pokazujące moje zmęczenie. Przeczesuję ręką potargane włosy i wychodzę z łazienki. W pokoju czeka na mnie Sakura i Itachi. 
- Co tu robisz? - pytam, patrząc na starszego Uchihę.
- Przyniosłem tabletki, plastry i bandaże. 
- Dzięki. - mówię i siadam na łóżku. Ciemnowłosy kieruje się w stronę drzwi frontowych, ale zanim wychodzi zatrzymuje się.
- Jeśli się zgodzicie na układ Madary, to traficie do wioski prędzej czy później. Musicie zdobyć jego zaufanie, wtedy uderzycie.
- Dlaczego nam to mówisz? - pyta zielonooka.
- Chęć władzy ma granice. Wszyscy mają dość. 
- Wliczasz się do tego grona?
- Tak. - zamyka za sobą drzwi, pozostawiając nas osłupiałych. 
- Chodź, pokaż te nadgarstki. - dziewczyna patrzy na nie uważnie. - Emm.. Naruto to wygląda jak jakieś faliste wzory nachodzące na siebie z przeciwnych stron. 
- Rzeczywiście. Hm, byłem czymś skuty, ale nie wiem czy to były kajdanki czy łańcuchy. Ciężko określić, ale bolało kiedy ruszyłem rękoma.
- To chyba pieczęć.
- Jak to możliwe?
- Nie wiem. - przygryza wargę i dezynfekuje ranę, a później nakłada bandaż.
Tak samo zajmuje się moją poranioną twarzą. Po paru minutach jestem w plastrach i bandażach. Tabletka na ból głowy zaczęła działać i choć nadal go czuję, to nie jest tak uciążliwy. Do moich uszu dobiega pukanie. Kiedy lekko się uchylają widzę maskę Madary.
- Można? - pyta uprzejmie. Kiwam głową. - Jesteście pewnie głodni. - stwierdza. - Zapraszam was na obfitą kolację. Nie jedliście od trzech dni, a musicie mieć siły. Chodźcie za mną. - wstajemy i ruszamy za Tobim.
Choć staram się zapamiętać drogę to korytarze tu są tak kręte, że szybko się gubię. Słychać, że jesteśmy bliżej stołówki ponieważ słychać śmiechy i brzęk sztućców. Mój żołądek reaguje na to, wydając niezidentyfikowany dźwięk. Klepię się po nim i idę dalej. Długo nie musimy, bo Madara zatrzymuje się przy ogromnych, dwudrzwiowych drzwiach, które mają kolor ciemnego dębu i szeroko je otwiera. Wszystko cichnie w tej samej chwili. 
- Witam. - mówi, a kilka osób mu albo odpowiada albo kiwa głowami bądź macha. - Siądźcie koło mnie. 
Rozglądam się szybko po pomieszczeniu. To nie jest żadna stołówka, to jest ogromna sala. A w niej pełno ludzi, oczywiście. Nie wiedziałem, że Akatsuki ma tylu ludzi.
Siadamy z Sakurą po prawej stronie Madary. On oczywiście siedzi na samym szczycie długiego stołu. Tobi odchrząkuje i wstaje, uderzając nożem o kieliszek do wina.
- Proszę o chwilę uwagi. - nastaje cisza - Dziękuję. Chciałbym wszystkich zgromadzonych poinformować, iż jest dziś z nami jak pewnie zauważyliście dwójka nowych osób. Bardzo możliwe, że kiedyś mieliście z nimi do czynienia. I na wzgląd tego, uprzejmie proszę nie wchodzić im w drogę ponieważ są dziś tu z nami, aby rozważyć propozycję wstąpienia do naszych szeregów. Osobiście jestem dobrej myśli. - patrzy na nas chwilę - Mam głęboką nadzieję, że dołączą do nas. Jeśli wszystko się ułoży to cóż..może kiedyś staniecie na polu treningowym z osobą, która wcześniej była waszym wrogiem. To wszystko co chciałbym wam na razie przekazać. Dziękuję za uwagę. - siada, a wszyscy wracają od razu do swoich spraw. Uchiha patrzy na nas chwilę. - Spokojnie możecie jeść do woli. Nic nie jest otrute, jeśli o to wam chodzi. Myślę, że się najecie. - unosi kieliszek do wina na wysokość ramienia, a jakiś chłopak szybko podchodzi i nalewa odpowiednią ilość krwistoczerwonego płynu. - Itachi?
- Tak? - warto wspomnieć, że siedział koło Sakury.
- Odprowadź proszę naszych gości do pokoju po kolacji. Ja tymczasem udam się do swojego gabinetu.
- Oczywiście. - brat Sasuke uważnie obserwuje ruchy Madary, a potem patrzy na naszą dwójkę - Możecie już wyluzować. Nikt wam nic nie dodał do jedzenia. Przypilnowałem tego. - kiwamy głowami i nakładamy sobie jedzenie. - Nie obawiajcie się też innych. Jesteście bezpieczni.
- Skąd ta pewność? - głos bierze Sakura.
- Jeśli Madara przychodzi do nas i wygłasza mowę i wspomina o was..to jest forma ostrzeżenia innych, by nie próbowali się do was zbliżać w złych zamiarach. - moje nerwy zostały chwilowo ukojone przez to, że jesteśmy bezpieczni.
- Mam do ciebie pytanie Itachi. - mówię.
- Jakie?
- Madara chyba złożył na mnie pieczęć. - chłopak uważnie rozgląda się na boki, a potem zerka na mnie kątem oka.
- Gdzie dokładnie?
- Na nadgarstkach. - klnie pod nosem, sprawiając, że jestem jeszcze bardziej skołowany. - Co?
- Niedobrze. Bardzo niedobrze. - mamrocze. - Później muszę to zobaczyć.


***
Z góry chciałabym Was przeprosić, że tak długo nie było rozdziału. Z resztą miał być wcześniej, ale wszystko sie przedłużyło. Chcąc nie chcąc nie miałam jak napisać po części, bo..cóż szkoła. Mam jeszcze parę spraw z nią związanych do załatwienia, więc nie będzie tak łatwo mi pogodzić jedno z drugim. Poza tym.. pogoda zachęca do wyjścia niżeli siedzenia przed komputerem i pisaniem. Mimo wszystko udało mi się coś napisać.  
Pozdrawiam, Jesy ;)

niedziela, 3 maja 2015

64.

***

- Pięć minut spóźnienia, Uzumaki. - zaczyna Ten Ten, kiedy otwiera mi drzwi.
- Cześć, mi również miło cię widzieć. - staram się opanować oddech po biegu sprzed chwili. - Too, gdzie idziemy?
- Cofamy się do ciebie do domu.
- Po co?
- Czas przejrzeć twoją szafę i zobaczyć co potrzebujesz.
- Nie mogłaś mi tego wcześniej powiedzieć? Gdybyś to zrobiła, to nie musiałbym tu biec jak głupi. - trę czoło i ruszam za dziewczyną.
- Teraz to wymyśliłam. - odwraca głowę przez ramię i puszcza mi oczko. - Chodźmy.
- Chcę cię uprzedzić, że prawdopodobnie Kurama jest w domu.
- Puściłeś go? - patrzy na mnie z uniesionymi  brwiami.
- Tak, czemu nie? Ja mu ufam i wiem, że nic nie zrobi. Traktuję go jak przyjaciela. - próbuję się uśmiechnąć, ale widząc minę brunetki, wiem, że wyszedł z tego grymas.
Reszta drogi mija dość szybko, choć rozmowa z mojej strony się nie kleiła. Ale hej, starałem się jak mogłem. Nie moja wina, że odebrało mi chęć do życia.
- Zapraszam do moich skromnych progów. - przepuszczam pierwszą dziewczynę.
- Goście? - słyszę głos Kuramy, a później jego osobę. - Witaj Ten Ten. - podchodzi do brązowookiej i ściska jej dłoń na przywitanie - Miło cię poznać.
- Mi ciebie również. Miłą odmianą jest to, że nie jesteś w lisiej formie. - mówi z pewnością w głosie.
- Interesujące. - mruczy do siebie - Coś do picia?
- Już się tak nie przymilaj, Kyu. - klepię go w ramię.
- Z chęcią, Kurama. Tak się do ciebie zwracać?
- Możesz Kurama, Kyu. Byleby nie Kyuubi. To już mi się znudziło po tylu latach, jak ludzie wymawiali to z jadem w głosie. Co do picia?
- Wodę poproszę. - uśmiecha się lekko, kiedy po chwili dostaje to o co prosiła. - Idziemy na górę? - patrzy na mnie wyczekująco. - Im szybciej splądrujemy twoją szafę, tym szybciej pójdziemy na zakupy i mniej katorg przejdziesz.
- Jasne. Zapraszam na górę.
Kiedy Ten Ten otwiera pierwszą szafę, jej oczy zaczynają błyszczeć. Wtedy odebrałem to za dobry znak. Że jednak mam w miarę dobre ubrania, ale gdy zaczęła wyrzucać wszystko po kolei to..zmieniłem zdanie.
- Uh, to jest okropne. - wyrzuca w powietrze jedną z moich ulubionych par spodni. - Ty chyba żyjesz modą z ubiegłego roku. Muszę poważnie porozmawiać z Sakurą, żeby brała cię częściej na zaku.. - milknie na chwilę - Przepraszam. - burczy pod nosem i wyciąga resztę ubrań.
- W porządku. Przyzwyczaiłem się, że jej nie ma i że się stoczyłem.
- Mogę ci coś powiedzieć?
- Mów śmiało.
- Bredzisz tak, jakby miała nie wrócić.
- A widzisz ją tutaj?
- Naruto, wiesz o co mi chodzi. - odwraca się do mnie i oddziela ze mną ubrania które zostają na inną kupkę. - I jeszcze jedno. Nie staczasz się. Po prostu ci trudno i się pogubiłeś, prawda?
- Ciężko to stwierdzić. - mówię krótko. - To idziemy teraz na zakupy skoro wszystko już wiesz odnośnie moich rzeczy?
- Yhym. Ruszajmy.

**
Kiedy byliśmy na alejce, gdzie roiło się od sklepów ujrzałem znane blond włosy.
- Cześć! - krzyczy do nas i podchodzi. - To ruszamy?
- Ino idzie z nami na zakupy? - pytam brunetkę.
- Umm..zapomniałam wspomnieć?
- Tak jakby. 
- Przeszkadzam ci, Uzumaki? - unosi wysoko głowę i patrzy na mnie pewnie.
- W sumie to nie. Ale mam cichą nadzieję, że wyjdę cało z tego wypadu. 
- Poczekamy, zobaczymy. - mruga do mnie i odwraca się tak szybko, że dostaję z jej długiego kitka po twarzy.
- Auć. - trę miejsce, gdzie oberwałem. - To nie zapowiada się za dobrze. - mamrocze do siebie i wchodze za dziewczynami do pierwszego sklepu.

**
- Skoro jest okazja, to pogadajmy. - zaczyna Ten Ten i posyła znaczące spojrzenie Ino.
- Tak. Lepiej usiądźmy. - dopowiada niebieskooka.
- Okej.. O co chodzi?
- Naruto, martwimy się o ciebie. - słysząc te słowa chcę wstać, ale mnie zatrzymują. - Proszę usiądź i nas wysłuchaj. - mówi Yamanaka.
- Wiem, co chcecie powiedzieć. Tak. Zmieniłem się, nie jestem jak wcześniej. I mam w sumie gdzieś to wszystko co dzieje się wokół mnie. Mam wszystko gdzieś, choć wiem, że nie powinienem. Nie mam chęci na nic innego prócz treningów i misji, bo wiem, że nic innego nie zajmie tyle mojego czasu, by nie myśleć o tym wszystkim. - dziewczyny patrzą na mnie zszokowane. - Przepraszam.
- Nie masz za co. - Ten Ten chwyta przyjacielsko moją dłoń i ją lekko ściska. - Teraz ty nas posłuchaj, dobra?
- Yhym. 
- Wszyscy się przyjaźnimy i widzimy, że jest z tobą coraz gorzej. - otwieram usta, żeby coś powiedzieć, ale Ino mnie karci.
- Nawet nie próbuj się odzywać dopóki Ten Ten nie skończy. - grozi mi pięścią. Unoszę ręce w górę, żeby pokazać, że się poddaję.
- Wiemy, że próbujesz się od nas odciąć. Ale nie pozwolimy ci na to. Chcemy ci pomóc. Razem jakoś damy radę. Nam też strasznie brakuje Sakury. Traktujemy ją jak siostrę i naprawdę za nią tęsknimy.. Ale wiemy, że wróci i będzie w porządku. Też zacznij wierzyć. Jeśli tego nie zrobisz to się wykończysz. Nie dość, że psychicznie to i fizycznie. Non stop trenujesz i wychodzisz na misje. Cudem jest, że ty choć pół dnia jesteś w wiosce, a żebyś gdzieś wyszedł z nami to po prostu prezent od Boga. 
- Poważnie, musisz przystopować. - głos zabiera Ino - Jestem medykiem i pojęcie poniekąd mam o organizmie człowieka. Widać, że masz sine worki pod oczami, że twoja twarz nie pokazuje nic więcej niż przemęczenie. Na dodatek, da się zauważyć, że twoje ciało strasznie się zmieniło. Przez miesiąc strasznie schudłeś i szczerze mówiąc baliśmy się, że będziesz miał depresje, ale Kurama nam pomógł i cię zmotywował.
- Jak to Kurama? Nie rozumiem.
- Poczekaj do końca. W drugim miesiącu zacząłeś bardzo szybko przybierać na masie mięśni i to mnie niepokoi. Ta zmiana jak na twój wiek jest za szybka i prędzej czy później to ci się odbije. Już nie ma żadnego stwierdzenia typu "może ci się to odbić na organizmie". Wiem, że tak będzie i to kwestia czasu. Ale jeśli zaczniesz się pilnować i kontrolować to nie będzie to tak uciążliwe i upierdliwe, jak to mówi Shikamaru. I teraz odpowiadając na twoje pytanie.. Kurama nam pomagał. Wiedzieliśmy, że on jest najbliżej ciebie i dobrze cie rozumie i po prostu wie, jak do ciebie dotrzeć. Jak cię zmotywować. Na szczęście pomógł i trochę się to opłaciło, ale teraz chyba ponownie potrzebujemy jego pomocy, no chyba, że wyjdziesz nam na rękę i zaczniesz zachowywać się jak facet.
- Chcesz wjechać na moje męskie ego, Ino? - unoszę brwi zszokowany wszystkim, co mi powiedziała razem z Ten Ten.
- Dokładnie. Ale nie robię tego bezpodstawnie. Nie bądź ciotą, Naruto. Nie załamuj się. Weź się w garść i spędzaj więcej czasu z ludźmi, którzy cię kochają niżeli na tych pieprzonych treningach na których codziennie wykańczasz się coraz bardziej. Spędzaj ten czas z nami. 
- Po prostu przemyśl to sobie, Naruto. Okej? - brunetka wstaje i klepie delikatnie moje ramię. - Odezwij się, jeśli wszystko sobie poukładasz. Musimy iść...do zobaczenia. - przytula mnie lekko i ciągnie za sobą Ino, którą po cichu beszta za to, że tak ostro mnie potraktowała.
Ale należało mi się. Wszystko co mówiła Yamanaka to prawda. Bolesna, ale prawda. 
Przymykam oczy i zaciskam mocno szczękę. Tak nie powinno być. Nie powinienem dopuścić do tego, że moi przyjaciele czuli się przeze mnie opuszczeni. Ale nic nie byłem w stanie z tym zrobić. Wiedziałem to. Byłem zbyt słaby by zburzyć ten mur, który wybudowałem wokół siebie.
Szybko wstaję i idę wziąć zimny, orzeźwiający prysznic. Nie przejmuję się tym, że jak na wieczór jest dość chłodno. Mam to gdzieś. Może podświadomie chcę się ukarać za mój egoizm, choć wiem, że to i tak zbyt mało. Kiedy jestem już odświeżony i ubrany w bieliznę, wspinam się na górę do sypialni i otwieram szafę z nowo nabytymi rzeczami. Kręcę głową i otwieram następną. Uśmiecham się pod nosem, kiedy widzę mój czarny strój ANBU. Chwytam go w dłoń i zakładam. Podsuwam do łokci czarne rękawice, sprawdzam zapięcia pancerza, zakładam specjalne buty ninja do biegu w terenie, a na końcu biorę mój czarno-czerwony pierścień, który zakładam na środkowy palec lewej ręki, a gdy to robię chwytam szal ANBU z płaszczem i pakuję wszystko do mojego plecaczka. Ściągam z czoła opaskę Konohy i przywiązuje ją sobie na ramię. Dzięki temu, że Ino była wspaniałomyślna, poszedłem dzisiaj do fryzjera i włosy nie były już moim problemem. Wracając, spakowałem zapas broni i podstawowe jedzenie, które byłoby mi potrzebne.
Kiedy jestem tuż przed gabinetem Hokage, nachodzi mnie obawa, że mi odmówi. Mimo to decyduję się i pukam.
- Wejść! 
- Ohayo. - witam się.
- Oha.. Dlaczego jesteś w stroju ANBU?
- Chciałbym misję rangi S i zacząć ją od razu. - Piąta patrzy na mnie uważnie.
- Nie mam dla ciebie żadnej. - mówi obojętnym tonem.
- Na pewno masz, tylko nie chcesz mi żadnej dać! - podnoszę głos, choć nie zamierzałem. 
- Wyjdź, uspokój się i wróć później. - odparowuje, przeglądając jakieś misje. Patrzę na nie kątem oka. - Mówiłam, żebyś wyszedł. Powtarzam to ostatni raz. - biorę głęboki oddech i szybko zabieram jedną z misji, gdzie czerwoną pieczątką była litera "S+". Szybko skanuję miejsce gdzie się udać, krótki cel i zdjęcie osoby.
- Wioska Dźwięku, zabójstwo, Konoko Shibitsu. Dzięki. - odrzucam papier i biegnę do otwartego okna.
- Uzumaki. - Tsunade trąca ręką moją nogę w locie przez co tracę równowagę i spadam na dach z którego staczam się na ziemię. 
Chmura dymu się unosi, powodując, że się dusze. Szybko wstaję i wbiegam na inny dach, ignorując słowa Hokage. Kiedy przez ramię dostrzegam, że goni mnie paru Jouninów, zeskakuję na dół by wymknąć się alejkami bardziej niespostrzeżony niż na dachach, gdzie byłem tylko ja i oni. Mijam parę krętych uliczek i przeskakuję przez rząd płotów właścicieli domków jednorodzinnych na uboczu wioski. Skręcam w prawo i wpadam na kogoś.
- Przepraszam. - mówię szybko i wstaję.
- Nie ma spraw.. Naruto?
- Sasuke?
- Co ty tu robisz? I to w stroju ANBU.
- Uhmm..mam misję. 
- Teraz? 
- Tak. Wiesz, żebym był na miejscu z samego rana. - uśmiecham się nerwowo - Muszę iść. - czuję chakrę Jouninów zbyt blisko mnie.
- Ej, czekaj stary. Dlaczego się tak skradasz? Coś się stało?
- Hokage prosiła o dyskrecję w opuszczeniu wioski.
- Dziwne. - marszczy brwi - Nigdy tak nie robiła. Jak długo będziesz na misji?
- Nie wiem. - chwytam go za ramię i skręcam w inną uliczkę. - Przejdźmy się. Odprowadzisz mnie kawałek, co ty na to?
- Em..jasne. Jakiś dziwny jesteś i zdenerwowany. Powiedz, co się stało.
- O! Tam jest! - słyszę krzyk za sobą. - Łapać go!
- Muszę iść. Do zobaczenia!
- Niech go ktoś złapie zanim ucieknie! 
- Co się dzieje? - pyta Sasuke jednego z shinobich. 
- Chce uciec. 
- Kurwa. - klnę, kiedy czuję, że Uchiha aktywował sharingana i zaczął za mną biec.
- Naruto! Czekaj! 
- Zostaw mnie! - krzyczę i wbiegam na mur wioski, a potem na drzewo.
- Porozmawiajmy! - chłopak się do mnie zbliża.
Szlag by wziął tą jego szybkość.
- Przepraszam, Sasuke. - mówię i rzucam w jego stronę małą dymną bombę. - Wybacz mi. - zeskakuję z drzew i biegnę na północny-zachód. 
Mój odpoczynek od pościgu nie trwa długo, bo po chwili potykam się o czyjąś nogę. Przewracam się na ziemię.
- Wracaj do wioski, Naruto. - słyszę kaszel kruczowłosego.
- Nie mogę. 
- Dlaczego? - wyciągam kunai. - Nie chcę pojedynku.
- To daj mi odejść na misję. Wrócę.
- Nie możesz. Nie uciekaj od problemów jak ja kiedyś. Proszę, nie rób tego. - czuć smutek w jego głosie - Daj sobie pomóc.
- Sasuke, odpuść. Muszę sam się z tym zmierzyć. 
- Wariujesz, Naruto, do cholery opanuj się i zacznij trzeźwo myśleć. Widzisz co robisz? Chcesz uciec na Bóg wie jaką misję i ukryć się przed tym co się dzieje. Znajdź inny sposób na wyładowanie się. - rzucam w niego kunai'em, ale robi unik.
- Przykro mi, ale nie znam innego i nie mam na to czasu. - mówię chłodno. - Puść mnie wolno. Wrócę. Tylko daj mi iść na tą pieprzoną misję, rozładować się i to wszystko przemyśleć!
- Zrób to tutaj. Rozładuj się i wracaj ze mną do wioski. 
- Nie prowokuj mnie. 
- Jesteś tak słaby, Uzumaki? - na jego ustach błąka się zadziorny uśmiech, identyczny jak parę lat temu przed każdym naszym pojedynkiem. - Pokaż na co cię stać. Może choć trochę się ze mną równasz. 
Szybko biegnę w jego stronę, rzucając jednocześnie kunai'e i shuriken'y. Przykucam i prześlizguję się obok niego, a potem kopię go w kostkę przez co uchyla się z bólu. Przez to, że się schylił przed chwilą, dostał w ramię z jednego kunai'a.
- Niezły ruch. - wstaję z ziemi i rozglądam się za nim - Czas na mój. - czuję jego oddech na plecach, ale nie na długo, bo dostaję kopniaka przez co odlatuję w stronę drzewa.
Szybko jednak się przekręcam i odbijam stopami od pnia. 
- Sądziłem, że stać cię na więcej. 
- Och, to nawet nie początek. - walka trwa dość długo, ale moją przewagą jest to, że mam jeszcze spore pokłady chakry.
- Wracaj do wioski. - radzę, uderzając go z ramienia w brzuch przez co wypluwa krew.
- Z tobą. - chwyta moje ramię i wykorzystuje moment zaskoczenia, uderzając mnie z łokcia w nos.
Klnę i patrzę na niego gniewnie.
- Doigrałeś się. Za dużo czasu zmarnowałem. - przywołuję klona, który formuje na mojej ręce zwykłego rasengana.
Celowo każę mu zrobić słabszego, by tylko unieruchomić na jakiś czas chłopaka, bez większych szkód. Przykładam kulę do jego brzucha, a on pod jego siłą toczy się po ziemi.
- Naruto, wracaj. - mówi, unosząc drżącą rękę w górę. 
- Wrócę, ale później. Wybacz mi tę walkę. - chłopak mdleje, a ja podchodzę do jego ciała i układam je w pozycji bezpiecznej by nic mu się nie stało. - Niedługo się obudzisz.
Wskakuję na drzewo i biegnę w znanym mi kierunku.
Wiem, że ta walka była bezsensowna i tak naprawdę Sasuke chciał dać czas innym by mnie odnaleźli, ale na marne. Teraz naprawdę potrzebuję chwili dla siebie. I choć wiem, że powinienem posłuchać i jego i dziewczyn, żeby inaczej to rozwiązać to nie mogę..nie potrafię. Muszę się z tym zmierzyć.. Ostatni raz.
Przymykam na chwilę oczy, kiedy moja pieczęć wilka zaczyna piec.
- Co do cholery?
Kręcę głową i ignoruję chwilowy ból. 
- Kurwa. - mamroczę do siebie, kiedy czuję chakrę Jouninów nieopodal mnie. 
Jednak zwłoka Sasuke się opłaciła. Odwracam się, żeby sprawdzić czy są na tyle blisko, by mnie zauważyć, ale jedyne co widzę chwilę po tym to ciemność.

**
Czuję ból głowy, ramion i nadgarstków. Czuję też, że coś krępuje mi dłonie. Ciągnę za to i słyszę zgrzyt metalu, a potem upiorne pieczenie wokół kostek. *Łańcuchy? Dlaczego mnie parzą?*
- W końcu się obudziłeś. - odzywa się ktoś w otaczającym mnie mroku.
- Czemu tu jestem?
- Dlaczego nie spytasz najpierw kim jestem?
- Mimo zmienionego głosu przez inną maskę, to czuję twoją ohydną chakrę, Madara. - ponownie próbuję się wyrwać z łańcuchów.
- Całkiem nieźle, panie Uzumaki. - słyszę jego krótki śmiech. - Pokaleczysz się, jak będziesz tak robił. Stąd nie masz jak uciec. Skoro wiesz, że ja..to ja, to powinieneś również wiedzieć, że muszę być porządnie ubezpieczony byś nie zwiał. Próby są bezsensowne, ale jak chcesz sobie zadawać ból..to proszę bardzo. Chętnie popatrzę na twoją twarz, kiedy krzywisz się z cierpienia jakie sam sobie zadajesz.
- Jesteś popieprzonym dupkiem, Madara. Czego chcesz?
- A co chciałem parę miesięcy temu? - marszczę brwi, a gdy kulki w mojej głowie się stykają, próbuję się poderwać do góry, ale bezskutecznie.
- Gdzie ona jest?! Gdzie ona jest?! - pytam i dalej próbuję się wyrwać, ignorując jednocześnie ból jaki sobie przy tym sprawiam. 
- Och, czyli się domyśliłeś. Sądziłem, że dłużej ci to zajmie. - słyszę i czuję, że do mnie podchodzi. - Niedługo się dowiesz. - uderza mnie i ponownie tracę świadomość.


***
Jak Wam się podoba rozdział? Od połowy zaczęłam spontanicznie pisać i mam nadzieję, że jakoś to wyszło:)
Martwią mnie trochę statystyki, bo jest o wiele mniej wejść i komentarzy na poprzednim rozdziale niż na innych i nie wiem czym to jest spowodowane. Tą długą przerwą? Może gorzej piszę? Naprawdę nie wiem. Ale jednak mam cichą nadzieję, że wszystko się ureguluje.
Zbliża się koniec tego NS, czujecie to, huh? Zamierzam po skończeniu tego opowiadania zrobić sobie przerwę na jeden, dwa, góra trzy miesiące i w tym czasie dopracować parę rozdziałów do następnego. Mam nadzieję, że mnie nie opuścicie i nowe NS będziecie czytać z takim zapałem jak te przez te fiuu..dwa lata. Szmat czasu, prawda?
Pozdrawiam, Jesy ☺

niedziela, 19 kwietnia 2015

63.

***

Wiesz, co jest najgorsze w tym wszystkim? Pustka. Tak jak odeszła na trening, tak ja nie mogę być sobą. Dzięki niej byłem wesoły, tryskający energią. Dla niej taki byłem i stało się to częścią mnie. Jednak, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że nie mam dla kogo taki być to przestałem być jakikolwiek. Została mi obojętność. Nie chciałem jej, nie chciałem, żeby przez to tymczasowe rozstanie coś się we mnie zmieniło. Wierzyłem, że wróci i będzie dobrze. Tak sobie cały czas powtarzałem, ale prawda okazała się być inna. Do tego całego gówna dochodzi fakt, że samo poruszanie się po domu sprawia mi ból. Niezależnie od tego gdzie pójdę, mam przed oczami JĄ. Że tam była. A to zabija mnie od środka. Nawet Kyu kazał mi się wziąć w garść, ale nie potrafiłem wykrzesać choć trochę dawnego optymizmu. Dla mnie wszystko było szare i nijakie. Wiedziałem, że jak dalej będę snuł się po domu i nic nie robił to skończy się to dla mnie w najgorszym przypadku depresją i brakiem chęci do życia. Dlatego za namową Kuramy zacząłem trenować. Ale muszę napomknąć, że to nie są żadne treningi jak wcześniej. Co prawda dawałem z siebie wszystko, zawsze. Tylko teraz..nawet nie ma skali do porównania.
Pomyślisz, że jest coś ze mną nie tak. I jest to w sumie prawda, ale przynajmniej dzięki ciężkiej pracy odsuwałem od siebie wszystkie myśli i jedyna rzecz jaką wytężałem to wszystkie mięśnie, by osiągnąć jak najlepsze efekty po każdym sparingu na polu treningowym nr 7.
W ciągu miesiąca zacząłem chudnąć - odechciało mi się jeść i zapowiadało się, że będę miał totalną depresję. W następnym miesiącu zacząłem ćwiczyć i chodzić na różne misje. Szkoliłem się nawet pod okiem Kakashiego i próbowałem doścignąć go w składaniu pieczęci. Ero-sennin brał mnie w czasie przerw między jedną a drugą misją na treningi. Ćwiczyłem swoją naturę wiatru, ale próbowałem również uczyć się technik z innych żywiołów. Szło mi całkiem nieźle.

**
Budzę się dobre pół godziny przed budzikiem. Jest 5:30. Wzdycham i patrzę tępo w sufit. Muszę wstać. Zrzucam z ciała kołdrę i stawiam stopy na zimne deski. Prostuję się i podchodzę do szafki, by wziąć ubrania. Jak co dzień, zerkam na kalendarz i zakreślam na czerwono kolejny dzień. Kolejny dzień bez niej. Uśmiecham się półgębkiem i wyjmuję czyste rzeczy. Idę do łazienki i ściągam stare, które po chwili lądują w koszu na brudy. Wchodzę pod ciepły natrysk i namydlam ciało i włosy. Stoję dłuższą chwilę i pozwalam gorącym kroplom wody spływać wzdłuż mojego ciała. Po około dziesięciu minutach wychodzę, zakładam na siebie bieliznę i starte, jeansowe spodnie. Na szyi umieszczam błękitny naszyjnik od babuni z którym się nie rozstaję i srebrne nieśmiertelniki. Znalazłem je kiedy z nudów zacząłem sprzątać stare rzeczy rodziców z piwnicy. Były mojego ojca, więc przywłaszczyłem je sobie. Gdy znajdują się na swoim miejscu, przeczesuję włosy dłonią. Mam już tak długie, że mi przeszkadzają. Są prawie tak długie jak u mojego ojca za czasów, kiedy żył. Moje przemyślenia przerywa Kyu.
- Wypuścisz mnie?
- Okej.  - wyciągam prawą rękę w bok z której zaczyna kapać na kafelki krwistoczerwona chakra. Po chwili Kurama jest w lisiej formie obok mnie.
- Wyglądasz jak Minato.
- Nie ty pierwszy mi to mówisz. - od jakiegoś czasu zauważyłem, że tak naprawdę Kyu jest dla mnie jak najlepszy przyjaciel i z nim mogę się dogadać. W końcu jest w środku mnie i odczuwa to samo co ja, więc rozumie mnie jak nikt inny.
- Jakie plany na dziś?
- Ten Ten zmusza mnie bym poszedł na zakupy. Idę, bo wyrosłem z tamtych. Albo ledwo je zakładam albo są za duże.
- Takie minusy, kiedy ciało się zmienia.
- Możliwe. - mamroczę, myjąc zęby. 
- To skoro ty idziesz na zakupy, to mogę odwiedzić Jirayię?
- Jak chcesz. Tylko nie w tej formie. Nie chcemy wzbudzać paniki.
- Ta, ta, wiem. - demon zmienia się i po chwili staje się blondynem z czerwonymi oczami.
- Jaja se robisz? - śmieję się. - Specjalnie zrobiłeś się na blondyna.
- Zabronisz mi? - uśmiecha się, pokazując rząd śnieżnobiałych, ostrych jak brzytwa kłów. Wywracam oczami.
- Jak wolisz. - wychodzę z łazienki i staję przed lustrem. Patrzę na swoją sylwetkę przykładając rękę nad brwiami, bo światło słoneczne, odbijające się od niego mnie razi. - Widać, że się zmieniłem?
- Strasznie. Upodobniłeś się do ojca. Nie dość, że włosami to i sylwetką. Jesteś szczupły, ale umięśniony.


- Zwyczajnie budowa atletyczna. - mówię przyglądając się mojemu torsowi. - Ale nie jest źle. - budzik zaczyna dzwonić, oznajmiając jednocześnie, że wybiła godzina szósta nad ranem.
- Czas się zbierać, hm? - pyta Kyu, rzucając się na moje łóżko.
Podchodzę do szafki i wyciągam z niej jedyną z tych czystych, dobrą na mnie koszulkę. Zwykła biała na krótki rękaw. 
- Ile razy mówiłem, że nie z buciorami do mojego łóżka?! - warczę i patrzę na niego groźnie.
- Oj wyluzuuuuj! - śmieje się i patrzy na mnie uważnie.
- Coś nie tak?
- Tak sobie myślę, że powinieneś odwiedzić jeszcze fryzjera.
- Dzięki.. - wywracam ponownie oczami i odwracam się w stronę chłopaka-demona. - Won z wyra.
On tylko w odpowiedzi patrzy na mnie jakby nie zrozumiał przekazu.

(tak wygląda Kyuubi po przemianie)

- No dooobra. Aleś upierdliwy. - wstaje i poprawia koszulę.
- Jesz coś? - kiwam na niego, żeby zszedł ze mną na dół.
- Jabłko wystarczy. - zeszliśmy do kuchni. 
Kyu wziął to, co chciał, a ja zabieram się za robienie dla siebie kanapek na teraz i na trening. Jem szybko dwie, popijając sok, a resztę pakuje do mojego starego zielonego plecaka. 
- Weź dużo wody. - przypomina Kurama. 
- Racja. Najpierw trening, potem zakupy. - mruczę do siebie. - Widzimy się prawdopodobnie wieczorem. Nie zdemoluj niczego. - kiwam na niego ostrzegawczo palcem, a on robi niewinną minę. 
- Ja? Demolowanie? W życiu! - bierze duży gryz jabłka i wychodzi równo ze mną. - Do zobaczenia, Naru. - mamrocze i idzie w przeciwną stronę.
- Cześć! - kiwamy do siebie krótko na pożegnanie.
Zakładam na nos okulary przeciwsłoneczne i kieruję się spacerkiem w stronę pola treningowego. Jest raptem 6:20, więc mijam pojedyncze osoby. Nie lubię tłumów i ciągłego mówienia "cześć, miło cię widzieć" albo "co tam, stary?". Wolę iść na trening w spokoju bez zatrzymywania się. W niecałe dziesięć minut docieram do celu. Odkładam pod drzewem w cieniu plecak, a później zaczynam się rozciągać. Okrążam dwa razy powoli całe pole, a później jeszcze raz sprintem. Zaraz po tym robię podstawowe ćwiczenia, takie jak: pompki, przysiady, brzuszki i tym podobne. Po rozciąganiu spoglądam na niebo, mając przytkniętą rękę do czoła. Patrząc na położenie słońca, jest już po siódmej. Odkładam okulary, które wcześniej miałem włożone w kieszeń do plecaczka, by mi nie przeszkadzały. Wyciągam przy okazji czarną kaburę, którą umieszczam na lewym udzie. Wkładam do niej kunai'e i shuriken'y. Ustawiam się przed trzema słupkami tyłem i zamykam oczy. Wcześniej położyłem na nich puste puszki, które służą mi za cel. Zawiązuję na oczach chustę i skupiam się, by trafić w puszki. Biorę kilka głębokich oddechów i odwracam się, kucając przy tym lekko i trafiam w stronę słupków. Słyszę tylko jeden szczęk puszki. Udało mi choć raz. 
Przez kolejną godzinę próbuję zbić wszystkie na raz i udaje mi się to raptem pięć razy. Zaraz po skończeniu tego ćwiczenia przywołuję kilka klonów, którym każę rozłożyć na mnie pułapki w lesie koło pola treningowego i pochować się w odległości kilometra. Klonów jest pięć. Przykładam dwa złączone palce do ust i zamykam oczy, koncentruję się i jestem w stanie wytropić dwa w odległości 500 metrów ode mnie. Znikam za pomocą techniki Haraishin no jutsu i wykonuję zadanie.
Kiedy moje mięśnie boleśnie domagają się odpoczynku po sparingu z klonem Menmy (d.a. odzwierciedlenie dobrego Naruto). Ledwo go pokonałem, a był to raptem klon. Siadam w cieniu obok plecaka i wyciągam z niego kanapkę i dużą wodę. Szybko pochłaniam jedzenie i połowę wody. Zerkam na zegarek, który wskazuje godzinę trzynastą. Mam jeszcze dwie godziny do spotkania z Ten Ten, a właściwie to półtorej, bo muszę jeszcze wrócić do domu i wziąć prysznic. Wzdycham i wstaję z miejsca. Marszczę brwi, gdy wyczuwam czyjąś obecność. Podchodzę do słupka i zaczynam w niego uderzać zabandażowanymi dłońmi i nogami. Po chwili uchylam się, gdyż został wycelowany we mnie kunai. Chwytam go między palec wskazujący, a środkowy tuż przy prawym uchu. 
- Wychodź. - mówię. 
- Jesteś szybki, Naruto-kun. - przede mną staje chłopak w zielonym kombinezonie. 
- Cześć, Brewka. - podaję mu przedmiot, a potem dłoń. - Co tu robisz?
- Zauważyłem cię i chciałem popatrzeć. Ale później zmieniłem zdanie i zamierzałem sprawdzić twoją szybkość. 
- Masz teraz czas?
- Jakąś godzinę, bo potem zaczynam na polu treningowym numer 8 trening z Gai-sensei'em.
- Hm, to może mały sparing, by sprawdzić moją szybkość? Poza tym poćwiczę taijutsu, a to zawsze się przyda.
- Czemu nie. - Brewka składa dłoń w pięść i przybliża do swojej klatki - Nie płacz, kiedy wygram, Naruto-kun! 
- Zaraz się okaże, kto będzie płakał. - wyciągam kunai'a i oddalam się.

**
Oczami Kuramy:
Przez ponad godzinę szukałem tego przeklętego zboczeńca po wszystkich źródłach w mieście, aż w końcu dotarło do mnie, że o tej godzinie pewnie śpi. Zastałem go w mieszkaniu. Próbowałem go obudzić i takim oto sposobem zmarnowałem kolejne pół godziny. Gdy w końcu starzec się obudził i raczył ze mną wyjść w ustronne miejsce, które sam wybrałem była już godzina dziesiąta. 
- Więc o czym chciałeś porozmawiać, Kyuubi? - pyta Sannin.
- Wystarczy Kurama. - patrzę na niego, wywracając oczami. - Proszę, uszanuj w końcu moje towarzystwo. 
- Staram się szanować. Jak przekonałeś Naruto, by cię wypuścił?
- Poprosiłem. On mi ufa, nie to co niektórzy. - patrzą na niego znacząco. 
- Nigdy nie będę miał pewności, czy nie chcesz go przechytrzyć. - wzdycham i patrzę na Konohę z góry. Byliśmy na Górze Kage, to było jedyne spokojne miejsce z dala od gwaru na drogach.
- Gdybym chciał już dawno bym to zrobił. Tymczasem patrzę teraz z góry na Konohę i w każdej chwili mógłbym ją zaatakować. Jednak tego nie robię. To chyba o czymś świadczy, prawda?
- Jako demon jesteś przebiegły. Nie będziesz mnie wciągał w swoje gadki. - patrzy na mnie uważnie. - Chyba nie chciałeś porozmawiać o tym, że jesteś dobry. Przejdź do rzeczy.
- W porządku. - siadam na głowie Czwartego. - Naruto parę miesięcy temu mówił ci o spotkaniu Madary, prawda?
- Tak.
- Pojawił się ponownie. Jeszcze przed wyjazdem panny Haruno. 
- Czego chciał? - białowłosy siada nieopodal mnie.
- Tylko obserwował. Włączyliśmy z Naruto ochronę domu, którą zaprojektował jego ojciec. Nie wiem jak to dokładnie działa, ale jest napędzane chakrą i nie bierze jej za wiele. Nie wiem też jak sprawdzić dom, bo na moją chakrę nie będzie s stanie obronnym ponieważ użyliśmy złączonej chakry z Naruto.
- Kiedy przyszedł?
- W nocy. Był niedaleko lasku, który otacza z tyłu dom. 
- Jak mniemam sądzisz, że szykuje się do ataku?
- Dokładnie. Jest możliwość, by Tsunade tu się zjawiła?
- Postaram się, by to zrobiła. Wyślę do niej żabę. - uformował parę pieczęci i wyrzucił małą żabkę w stronę biura. - Chcesz ją wezwać, by jej to przekazać?
- Nie tylko. Poczekamy, aż się zjawi.

**
Oczami Tsunade:
- Shizune! - wrzeszczę. 
- T-tak?! - ciemnowłosa wchodzi do mojego biura. - Przynieś mi papiery dotyczące nadchodzącego festiwalu. Następnie, pomożesz mi sprawdzić listę gości z innych wiosek oraz to co jeszcze musimy zdobyć do przygotować.
- Oczywiście! - wybiega z mojego biura, a ja odwracam się na fotelu i patrzę na horyzont Konohy. 
Marszczę brwi i w głowie obmyślam plan, co trzeba wprowadzić nowego do miasta, by stało się lepsze. O nie, na trzeźwo tak nie będę myśleć. Sięgam ręką do szafki i wyciągam z niej pełną butelkę sake. Otwieram ją i piję z gwinta. W mojej głowie o razu zaczyna tworzyć się plan co można dodać, co wzmocnić, co odmalować, co dobudować. Alkohol robi jednak swoje. Kiedy słyszę kroki szybko zatykam butelkę i chowam. Shizune wchodzi z górą papierów, która zasłania jej pół twarzy. Uderzam głową w blat, załamuję się. 
- Zacznijmy. - mówię i prostuję się na krześle. - Najpierw goście specjalni. - postanawiam i szukam tego pieprzonego pliczku. - Aha! - krzyczę triumfalnie, gdy go odnajduje.
- Czy pani piła?
- Ja w życiu alkoholu nie tknęła..- w tym momencie w biurze rozbrzmiewa moja pijacka czkawka. - Ktoś mnie wspomina. - bronię się, gdy Shizune patrzy na mnie bez przekonania. - Oh, zacznijmy tą głupią robotę. Potem masz wolne. - dziewczyna klaszcze w dłonie i z zapałem szuka pliczku, którego potrzebujemy.
Po godzinie uporałyśmy się z połową papierów. Teraz zostały nam rzeczy, które musimy ściągnąć od innych krajów. Wertuję ostatni pliczek, pokazujący listę potraw, które będą sprzedawane na festiwalu. Przekreślam parę rzeczy i dopisuję, po czym zabieram się do podpisania. Jednak nim kończę podpis na moje biurko wskakuje mała żaba.
- Skąd ona się tu wzięła? - pyta Shizune i sięga ręką, by ją zabrać.
- Poczekaj. - marszczę brwi. - To od Jiraiy. (d.a.  nie wiem jak to odmienić, z góry przepraszam za błąd) - żaba zakumkała parę razy.
- Góra Kage, teraz. - duka i znika w dymie.
- Shizune, dokończ proszę tą pracę i idź do domu, jeśli nie wrócę zanim skończysz. Masz dwa dni wolnego. Muszę iść coś załatwić. - zakładam na ramiona swój płaszcz i otwieram okno.
- Co pani robi!? - kładę stopę na ramię okna.
- Wychodzę coś załatwić. - wiem, że rzadkim widokiem jest to, że w taki sposób opuszczam biuro. Ostatni raz tak zrobiłam, gdy goniłam Uzumakiego.

**
Oczami Kuramy:
- Sądzisz, że się zaraz zjawi? - pytam zniecierpliwiony.
- Tak. Rzadko wysyłam jej takie wiadomości. - toniemy w ciszy. 
Patrzę na Konohę i przypominam sobie dzień, kiedy ją zaatakowałem. To było raptem dziewiętnaście? Może dwadzieścia lat temu. A teraz siedzę naprzeciw tego miasta i nawet na myśl mi nie przychodzi bym ją atakował.
- Po co mnie wezwałeś, Jiraiya? - uśmiecham się półgębkiem, kiedy Hokage pojawia się za moimi plecami. 
- Mamy do ciebie sprawę.
- My? - no tak, nie zauważyła mnie, bo byłem na głowie Czwartego, a ona u góry. Aktywuję moją chakrę, by sama wiedziała kim jesteśmy "my". - Kyuubi. - krzywię się i wstaję. Otrzepuję spodnie i podchodzę do Kage Konohy.
- Wystarczy Kurama. - kłaniam się lekko i dezaktywuję wyczuwalność chakry. 
- Jak wyszedłeś i przybrałeś taką formę?
- Uczę się z Naruto. - uśmiecham się przyjaźnie, choć przy pokazaniu moich kłów pewnie tak to nie wyglądało.
- O co tu do cholery chodzi?
- Ćwiczę z Naruto transformacje. Raczej lepszą opcją jest bym chodził w formie człowieka z tylko czerwonymi oczami, niżeli lisa. Chyba, że chcesz bym wzbudził tym panikę. Może nie samą formą lisa, ale moimi dziewięcioma ogonami.
- Tylko taką przyjmujesz?
- A wy znowu swoje. - dąsam się i przenoszę się na wielki głaz na którym kucam. - Albo lis albo to. Nie preferuję innych form, bo nie widzę się w roli staruszka. Czuję się młodo. Raptem parę tysięcy lat mam. To wcale nie tak dużo w porównaniu do innych Bijuu. Ale wracając, my nie o tym. Muszę ci coś przekazać, co mnie niepokoi. - tłumaczę jej wszystko po kolei. Zaczynam od pierwszego spotkania z Madarą i jego "przepowiedni", a kończę na ostatnim.
- Czemu wcześniej mi tego nie zgłosiliście? - pyta i ściąga płaszcz. Wzruszam ramionami. - Z tego co mi powiedziałeś, Kurama, to Madara planuje atak. Co jest twoją prośbą?
- Zgaduję, że się nie zgodzicie, ale spróbować mogę. - ląduję lekko na ziemi z świeżym jabłkiem w ręku. - Chciałbym, żeby została przeprowadzona seria treningów wszystkich Jouninów i członków ANBU. Nawet z Korzenia. 
- Do tego sama doszłam. Czuję, że nie o to prosisz.
- Inteligentna kobieta. - mrugam do niej - Chciałbym, żebyś dała mi pozwolenie na przeprowadzenie tych treningów. 
- Żartujesz sobie? - głos zabiera białowłosy.
- Jiraiya, uspokój się. - patrzę ze stoickim spokojem w oczy Hokage. - Na jakich warunkach? 
- Mam jeden. 
- Jaki? 
- To może być podstęp Tsunade. - mamrocze Jiraiya.
- Cicho. - mówi o niego.
- Chciałbym zacząć jak najszybciej i trenować jednocześnie obie grupy. Mieszanie. Oczywiście partiami, bo wszystkich w wiosce jednocześnie nie pouczę. 
- Skąd pomysł zmieszania ANBU i Jouninów?
- Spójrzmy prawdzie w oczy. Gdy postawisz poprzeczkę i ANBU i Jouninom to będą lepsze rezultaty. A gdy z osobna miałbym inną dawać każdej grup, to jaki byłby tu sens? Tak przynajmniej będą równo przygotowani.
- W porządku. Ja chcę tego pilnować z Jiraiyą. 
- Nie ma problemu. - kłaniam się uprzejmie - Ach, zapomniałbym. Jeszcze jedna ważna rzecz.
- Słucham.
- Potrzebuję pozwolenia na opuszczenie wioski.
- Z jakiego powodu?
- Orochimaru żyje.
- Skąd to wiesz?
- Kabuto się z nim złączył. Teraz są jednym.
- Skąd wiesz?
- Porozumiewam się z innymi Bijuu myślami. Nie zapominaj o tym. Jeden z nich był niedaleko ich środowiska. - Piąta kiwa głową - Precyzując, chcę być ty, Jiraiya, Orochimaru oraz Naruto pomogli mi w treningach.
- Po co nas ściągać do treningów? - pyta mężczyzna.
- Cóż, jesteście ponoć trójką najsilniejszych, legendarnych Sanninów, prawda? Odpowiedz sobie na to pytanie i przemyślcie moją propozycję. - odwracam się - Tymczasem, muszę was opuścić, gdyż obiecałem Naruto, że spotkamy się wieczorem w domu. Prosiłbym o jak najszybszą odpowiedź na moje warunki. Czas nam ucieka. 
- W porządku. - odpowiada Kage.
- Aaa! I jeszcze jedno. - odwracam się z poważnym wyrazem twarzy - Wiem, że oboje mi nie ufacie, ale spójrzmy prawdzie w oczy.. Naruto potrafi zmienić nawet najgorszych. Ten dzieciak ma potencjał. Na pewno nie dopuściłbym, żeby zginął przez to, że wasi ANBU i reszta Shinobi są niedoszkoleni. I to nie dlatego, że bym umarł. Nie zginąłbym, gdybym nie był z nim połączony. Ale nie zamierzam uciekać i dopuszczać do śmierci tego smarka, bo to interesujący człowiek. Wierzę w jego potencjał. Sami chyba przyznacie, że jest jedynym przypadkiem osoby, która przeżyła tak wiele złego w swoim życiu, a i tak przeważyła jego dobroć? Prawda? - odwracam się i pstrykam palcami, teleportując się w ten sposób do domu, gdzie czeka Uzumaki.

**
Oczami Naruto:
Zmęczony wchodzę do domu. Lee dał mi niezły wycisk, ale i tak go pokonałem. Czasem jeden taki sparing jest lepszy niż reszta mojego dzisiejszego treningu. Nic tak nie uczy jak prawdziwa walka. Rzucam pusty plecak w kąt i wdrapuję się po schodach na górę. Biorę czyste spodnie, bieliznę i koszulkę, bo tamte śmierdzą potem. Idę szybko pod prysznic, gdzie spędzam z dobre dwadzieścia minut. Gdy już czuję, że jestem odpowiednio odświeżony zakładam na siebie bieliznę, pomarańczowe szorty i białą koszulkę na ramiączkach. Jest straszny ukrop. Na głowę zakładam czapkę z prostym daszkiem, ale jak na razie biorę go do tyłu. (d.a. chodzi mi o takiego snapback'a) Schodzę na dół, zbierając moje ufajdane buty i wrzucam do pralki w łazience na dole. Ustawiam ją i włączam na godzinę. Teraz piorą się wszystkie moje ciemne rzeczy. Wzdycham i wchodzę do kuchni, gdzie napotykam Kyu.
- Cześć, dawno wróciłeś? - pytam przeczesując dłonią upierdliwe włosy.
- Przed chwilą. Jak trening? 
- Całkiem dobrze. Miałem sparing z Lee.
- A jak celowanie?
- Udało mi się pięć razy tylko trafić wszystkie na raz.
- Myślę, że byłoby ci łatwiej, gdybyś poćwiczył z klonami, które mają wyczuwalność chakry na minimum niż z puszkami. Będzie lepszy efekt, bo bardziej rzeczywisty. 
- Popróbuję jutro. - uśmiecham się lekko i sięgam z zamrażalnika zimny sok. 
- Czy ty za chwilę nie powinieneś wyjść po Ten Ten? - pyta i bierze jabłko z półmiska.
- O cholera! Racja. Kurde, pranie wstawiłem na godzinę. Mógłbyś chociaż je do miski włożyć? Jak wrócę to je wywieszę. Prooszę!
- Okej. Nie ma sprawy. - szybko zakładam inne buty na nogi i podchodzę do drzwi - Naruto! - słyszę krzyk Kyuubi'ego, nim przekraczam próg domu. Cofam się szybko.
- Co jest?
- Portfel i okulary. - trzyma je w jednej ręce.
- Dzięki. - prawie bym zapomniał - Co bym bez ciebie zrobił. - klepię go w ramię. - Widzimy się wieczorem.
- Do zobaczenia. - mówi i bierze gryz jabłka, a ja wybiegam z domu.


***

piątek, 3 kwietnia 2015

Krótkie pytanie.

Jak podoba się Wam wygląd bloga? Jest mniej więcej taki jaki chciałam, aby zwizualizowało w jakiś sposób Danger Coming. Proszę o szczere opinie pod postem.
+ jeśli jest jakaś osoba, która ma wątpliwości do poprawności ortograficznej bloga aka "Danger Coming", to od razu wyjaśniam, że można zapisywać w dwóch wersjach: coming oraz comming. I tak i tak jest poprawnie:)
Pozdrawiam, Jesy

piątek, 27 marca 2015

62.

Wracaliśmy okrężną drogą ze wspólnego spotkania nad jeziorem z naszymi przyjaciółmi. Zdążyliśmy odprowadzić po drodze Kibę, Hinatę, Sasuke. Została z nami jeszcze tylko Ino.
- Ale jak trzasnął o wodę. - powiedziała Yamanaka. Obie z Sakurą zawzięcie dyskutowały na temat dzisiejszego dnia i najwyraźniej tego, jak ja i Kiba wskoczyliśmy do wody. Oczywiście, Inuzuka popisywał się, skutkiem tych popisów był taki, że uderzył płasko klatą o taflę wody. Kiedy wyszedł z wody miał cały czerwony tors, to musiało boleć.
- On musi sobie w końcu kogoś znaleźć. - kontynuowała blondynka.
- Masz kogoś na myśli? - pyta zielonooka.
- Na przykład Hinatę. Taka cicha myszka może go uspokoi. Poza tym, spójrzmy prawdzie w oczy, lampi się na nią jak na..nie wiem nawet na co. Ale nie spuszcza z niej wzroku. Na sto procent mu się podoba. Mogę się nawet założyć o butelkę sake!
- Właściwie to też zauważyłam, ale nie patrzyłam na to z tej strony.
- Dlaczego my nie mamy normalnych znajomych? Zawsze coś odwalą. - mówi żartobliwie Ino.
- Moja droga, robimy to, żeby było zabawniej. A nie jak na jakiejś stypie. - dopowiadam.
- Ty akurat jesteś spokojny.
- Spokojny?! On? - wtrąca Sakura.
- Phy, jak chcę to potrafię się bawić. A ty chcesz coś dodać? - zwracam się do Haruno.
- Nie jesteś spokojny. Nadal jesteś narwanym dzieciakiem.
- Hę?! Że niby ja? - pytam z niedowierzaniem.
- Że niby ty.
- Wypraszam sobie. Mam ci pokazać, że bywam normalny?
- Proszę bardzo. - chwytam jej dłoń i wskazuję palcem na pierścionek zaręczynowy.
- Niepodważalny dowód numer jeden. - mrużę na nią śmiesznie oczy. - I co? Zatkało?
- To się nie liczy. - naburmuszyła się.
- Liczy, liczy. Po prostu wiesz, że przegrałaś. - objąłem ją ramieniem.
- Wiecie co? - zagadnęła Ino.
- Hm?
- Będziecie zgodnym małżeństwem. - oboje się zatrzymaliśmy i spojrzeliśmy na siebie, po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
- Serio tak myślisz? - pyta dziewczyna.
- Ehem! Co prawda lubicie się przekomarzać, ale takie relacje są najlepsze. Zgodność i droczenie się ze sobą. - wzrusza ramionami. - Muszę wejść iść do domu. - Yamanaka mnie przytula i podchodzi do Sakury.
- Masz się tam trzymać, rozumiemy się? Jak się dowiem, że nie dajesz rady to sama przyjdę i nakopię ci w tyłek.
- Jasne, zapamiętam.
- Postaraj się nas czasem odwiedzić.
- Zamierzam tak często, jak będę mogła. - obie zaczęły płakać, kiedy się przytuliły. Zielonooka powiedziała coś do Ino, czego nie usłyszałem. Otrzymałem tylko jej odpowiedź.
- Nie martw się, będę. - z reszty rozmowy się wyłączyłem. Uznałem, że potrzebują chwili dla siebie, więc odszedłem kawałek.
Przyglądałem się dzieciakom biegnącym do domu. Moją uwagę przykuł mały blondynek z niebieskimi oczami, tak jak ja. Uśmiechnąłem się na ten widok. Był najgłośniejszy z towarzystwa. Naprawdę ten dzieciak przypominał mi mnie. Rozczochrane włosy, niebieskie oczy, darł się, poza tym, gdybym odwrócił wzrok to byłby gdzie indziej. Wszędzie było go pełno. Przypomniało mi to moje dziecięce lata, kiedy byłem jeszcze takim berbeciem i pakowałem się co rusz w kłopoty. Pamiętam, jak kiedyś pomalowałem podobizny wszystkich Hokage Konohy czerwoną farbą, a później mnie gonili i kazali to zmywać. Tak bardzo wtedy pragnąłem uwagi.
Kątem oka zobaczyłem, że jeden z jego kolegów naburmuszył się na blondynka i szykował się, żeby wszcząć kłótnie. I tak jak przewidziałem, wybuchła. Reszta kolegów ustała z boku i przyglądała się. Dziewczyny nadal rozmawiały, więc podszedłem bliżej grupki chłopaków i czekałem na dalszy rozwój akcji. Kolega z którym kłócił się blondyn miał czarne oczy i włosy, co bardzo kontrastowało z jego jasną cerą. Ubrany był również ciemno. Dostrzegłem w nim podobiznę Sasuke. Uśmiechnąłem się na kolejną linię wspomnień, kiedy to toczyliśmy ze sobą ciągłe boje i kłótnie o wszystko.
Nim się obejrzałem doszło do rękoczynów. Postanowiłem od razu zareagować. Dobrze wiedziałem, jak kończą się takie rzeczy.
- Hej, panowie! - zawołałem i złapałem dwójkę za ramiona i odciągnąłem ich od siebie.
- A ty to kto? - zapytał naburmuszony blondyn - Właśnie miałem mu skopać tyłek! Przeszkodziłeś mi.
- Tia, jasne. Przegrywałeś. - wytknął ciemnowłosy.
- Spokój. - zarządziłem. - Mogę wiedzieć o co poszło?
- Ten głąb sobie zasłużył. Zbierało mu się od dawna. - mruknął czarnooki.
- A czym zasłużył? - kucnąłem przy nich. - Hm? - przekręciłem głowę w stronę niebieskookiego.
- Po prostu jestem lepszy, a on nie może tego przetrawić. - wytknął język koledze.
- Dobra. Posłuchajcie mnie oboje. - zacząłem. - Kłócenie się i bicie wam nie pomoże. Mam dla was lepsze wyjście.
- Jakie? - spytał zainteresowany blondynek.
- Uczycie się w Akademii? - przytaknęli - Może po prostu umówcie się kiedyś na sparing, potrenujcie wspólnie i wyjdzie który jest lepszy. Pomagajcie sobie wzajemnie.
- Dlaczego mamy sobie pomagać? - dopytał dzieciak w czerwonej bluzie. (blondyn)
- Hm, może dlatego, że jak będziecie doskonalić swoje umiejętności to wam się to przyda na misjach. Zwłaszcza, jeśli dostaniecie tą samą.
- Jesteśmy razem w drużynie. - burknął ciemnowłosy.
- To tym bardziej musicie sobie pomagać. Czasem może to was uratować. - wstałem - Przemyślcie to. - odszedłem powoli w kierunku mojej zielonookiej, która machała na pożegnanie Ino.
Podszedłem do niej od tyłu i przytuliłem mocno.
- I jak? - spytałem, wtulając twarz w jej szyję.
- Ciężko było. - mruknęła. - Widziałam, co zrobiłeś. - zaśmiałem się cicho.
- I co?
- Jeden z nich bardzo przypominał mi ciebie. - odwróciła się do mnie.
- Drugi przypominał mi Sasuke.
- Odrobinę. - chwyciła mnie za rękę i powoli zaczęliśmy iść w stronę domu.
- To już ostatni dzień. - odezwałem się dopiero, gdy byliśmy przed domem. - Rano już będziesz musiała się zbierać. - powiedziałem smętnie.
- Hej, rozmawialiśmy już o tym. - dziewczyna zatrzymała się pod drzwiami i spojrzała na mnie z czułością. - Będę cię odwiedzać kiedy będę mogła i ty mnie też. - kiwnąłem głową i otworzyłem na oścież drzwi, po czym wpuściłem różowo-włosą pierwszą.
- Jesteś głodna?
- Nie specjalnie, tylko pić mi się chce. - powiedziała, kierując się jednocześnie do kuchni, by napić się czegoś zimnego.
W tym czasie zdjąłem buty i oparłem plecami o ścianę. Jest jednocześnie tak blisko mnie, ale zaraz ją stracę. To mnie niszczy od środka. Wziąłem kilka głębokich oddechów i ruszyłem do dziewczyny. Przytuliłem ją mocno i uniosłem.
- Co robisz? - spytała zdziwiona, kiedy sadzałem ją na blacie.
- Chcę jak najlepiej spędzić z tobą czas, który nam został. - zgryzłem dolną wargę i przysunąłem się do niej.
Zacząłem muskać ustami jej policzki, a później usta. Wzmocniłem uścisk na jej talii i przysunąłem jeszcze bliżej. Zielonooka złapała mnie obiema dłońmi za twarz i pogłębiła nasz pocałunek.
- Kocham cię. - powiedziała na jednym wydechu.
- Ja ciebie też. - chwyciłem ją za biodra i podniosłem z blatu.
Ona w odpowiedzi objęła mnie nogami w pasie i złączyła ramiona na moim karku. Powoli zacząłem kierować się do salonu, bo tam miałem najbliżej. Sakura w tym czasie zaczęła całować mnie po szyi, co sprawiło, że dostałem przyjemnych dreszczy. Wtuliłem twarz w jej ramię, żeby się zaraz na nią nie rzucić. W końcu dotarłem do sofy, gdzie położyłem najpierw dziewczynę, a chwilę później sam dołączyłem. Uśmiechnąłem się do dziewczyny. Ona w odpowiedzi chwyciła mnie za twarz, ponownie złączając nasze usta w pocałunku. Zgryzłem delikatnie jej wargę i naparłem bardziej na nią ciałem. Gdy znudziło mi się całowanie jej słodkich ust, zacząłem atakować jej śnieżnobiałą szyję. Schodziłem coraz niżej, zatrzymałem się dopiero przy mostku. Oblizałem szybko wargi i ponownie ją pocałowałem. Dziewczyna uniosła jedną nogę i niefortunnie przekręciła nas na bok, powodując, że oboje spadliśmy z łóżka.
- Ouuu, ale masz wyczucie, kochanie. - mruknąłem, masując obolałą głowę.
- Przepraszam. - szepnęła w moje usta.
Uśmiechnąłem się i objąłem ją.
- Będziesz ze mną do końca? - spytałem, przy najbliższej wolnej okazji, gdy się nie całowaliśmy.
- Skąd to pytanie? - usiadła mi na kolanach i zaczęła podciągać moją koszulkę.
- Po prostu odpowiedz. - mruknąłem, przygryzając jej skórę na szyi.
- Będę. - odsunęła mnie kawałek od siebie i uniosła mój podbródek. - Zawsze będę, Naruto. - spojrzała na mnie z czystą miłością w oczach.
- Lepiej nie mogłem trafić. - odwzajemniłem to spojrzenie i ponownie przyciągnąłem ją do mojego ciała. - Cała noc przed nami. - uśmiechnąłem się w jej skórę.
- To sugestia?
- Możliwe.
- Mam prawo do odmowy? - spytała z udawaną irytacją.
- Nie. - uśmiechnąłem się szeroko. - Poza tym mi nie odmówisz.


***
Wiem, że rozdział baaaardzo krótki i mało treściwy i pewnie się zawiedliście - za co przepraszam. Muszę wam przyznać, że opornie mi idzie zakończenie tego opowiadania, może nie chcę go tak naprawdę kończyć, albo nie wiem jak i dlatego wychodzą takie, a nie inne rozdziały. Pewnie sobie pomyślicie, że po prostu nie umiem pisać, jak wcześniej. Tu was zaskoczę - odnośnie nowego opowiadania, to nie przechwalając się, ale idzie mi dobrze i jestem zadowolona z trzech rozdziałów które mam. 
Odnośnie jeszcze tego bloga - planuję może dziś nie w całości, ale pozmieniać wygląd. Będzie to robione stopniowo. Zobaczę ile dziś dam radę. Trzymajcie kciuki, żeby wyszło dobrze, bo będę sama to robić.
I na koniec - chcę was jeszcze raz przeprosić za tak długą nieobecność. Jest to moja wina po częsci, bo nie mogłam znaleźć czasu, jak komputer miałam oddany po naprawie. Przepraszam!
Pozdrawiam, Jesy