niedziela, 1 maja 2016

Rozdział 25

Koniec gry.

**

(krótki rozdział)

**

Naruto:
Do domu wpadam, nie przejmując się głośnym hukiem, który powoduję. Szybkim krokiem wkraczam do salonu w którym jest pozostała trójka. Shikamaru i Kiba patrzą na mnie pytająco, ale ignoruję ich i podbiegam do Uchihy, który nie reaguje wystarczająco dobrze. Chwytam go za bluzę przyciągając do siebie. 
- Co to, kurwa, miało być?
- Ej, co się dzieje? - Kiba podchodzi, ale piorunuję go wzrokiem.
- Zapytałem o coś! - krzyczę i potrząsam czarnowłosym - Odpowiadaj, skurwielu! 
- Naruto. - ton głosu Nary jest ostrzegawczy - Zostaw go i wyjaśnij wszystkim o co chodzi.
Śmieję się bez humoru, patrząc zawzięcie w czarne tęczówki Sasuke. Próbuję przeszyć go na wskroś wzrokiem, ale nie wiem, czy robię to wystarczająco dobrze.
- Zgadnijcie kto pisał do Sakury i powiedział jej o wszystkim przede mną! - ponownie prycham śmiechem - Najwspanialszy Sasuke Uchiha! 
- Ale jak to? - pyta Inuzuka.
- Sasuke, wyjaśnij to. 
- Odpieprzcie się wszyscy ode mnie. - odpycha mnie na sporą odległość - Ktoś musiał wziąć sprawy w swoje ręce.
- W swoje ręce? - wywracam oczami - Uważasz, że wtrącanie się w coś co ciebie nie dotyczy to "branie spraw w swoje ręce"? Grubo się pomyliłeś. - ponownie na niego ruszam, ale powstrzymuje mnie ramię Shikamaru.
- Ile można było czekać? Ile można było siedzieć w tym i każdego dnia liczyć, że ty, pieprzony tchórzu, powiesz jej prawdę i będziemy mogli zrobić to, co jest naszą misją?!
- Nie wiesz co mówisz. Byłbym tchórzem, gdybym wcale się jej nie pokazał! 
Tylko, czy to rzeczywiście prawda? Czy nie zwlekałem zbyt długo przez strach?
- Jesteś śmieszny.
- Doprawdy?
- Czemu nie możesz zrozumieć, że żyjemy w teraźniejszości? - marszczę brwi - Czemu nie możesz zrozumieć tego, że ona cię nie kocha? 
- Od kiedy jakiekolwiek relacje między mną a Sakurą są twoją sprawą? Przegapiłem jakiś epizod w moim życiu?
- Nie zgrywaj wielkiego i potężnego faceta, bo nim nie jesteś. Każdy wie, że wciąż ją kochasz i ona jest twoją jedyną słabością.
- Nie rozumiem co ma to do twoich głupich podchodów.
- Spytaj Hinatę. - prycha.
- Czekaj, co? - Inuzuka otrząsa się - Dlaczego Hinata?
- Sprostuję to. - Uchiha rozkłada się wygodnie na fotelu - Naruto nie zauważa nikogo poza Sakurą. Nie zauważał Hinaty, która go kocha od kiedy pamięta.
- Słucham?
- A myślałeś, że dlaczego z tobą sypiała? To oczywiste, że powodem było trzymanie cię jak najbliżej.
- Dlaczego ty pisałeś, a nie ona?
- Miałem swoje powody.
- Mów na forum, nie krępuj się. - mruży na mnie groźnie oczy, ale zlewam to całkowicie - Czyżbyś zakochał się w Sakurze? - prycham.
Gdy odpowiedź nie nadchodzi wszystko staje się jasne. To jego bycie miłym. Ten jego pocałunek. To bycie "pomocnym". Te jego cholerne podchody. 
On naprawdę kochał Haruno, a ja mu przeszkadzałem. Stąd pomysł spiknięcia się z Hinatą, która darzyła mnie większymi uczuciami. Oboje chcieli zniszczyć to co mogło kiedykolwiek zrodzić się między mną a Sakurą. Chcieli zapobiec czemuś, co mogło a nie musiało się wydarzyć. Ale czy nie było już za późno?
- Mogę cię o coś spytać? - pytam na pozór spokojnie, podchodząc do niego. 
- Oczywiście. - odpowiada podirytowany. 
Szybko chwytam go za szyję i podnoszę z siedzenia. Patrzę z odrzuceniem w jego oczy, szukając cienia żalu za swoje czyny. Ale nie widzę niczego prócz pogardy i rozbawienia moim bólem.
- Jak śmiesz nazywać się moim przyjacielem? A może, jak śmiałeś? 
- Historia się powtórzyła. - mówi cicho, biorąc jak najwięcej powietrza w płuca.
- Słuchaj mnie teraz uważnie, bo nie powtórzę tego drugi raz. - zaciskam bardziej palce na jego krtani, sprawiając, że robi się czerwony - Wypierdalaj z mojego domu i więcej nie wracaj. Wyczerpałeś doszczętnie limit szans. Nie pozwolę ci już nigdy więcej, byś mieszał w moim życiu, przyjacielu. - ostatnie słowo mówię z niesmakiem.
Puszczam czarnowłosego, a on upada na kolana, zanosząc się kaszlem. Odwracam się do niego plecami z zamiarem odejścia. Mijam bez słowa zszokowanych Kibę i Shikamaru. Mają szczęście, że mi nie przeszkodzili.
- Masz dwie godziny, aby się wynieść. Jeśli tego nie zrobisz to sam cię wypierdolę przez okno razem z twoimi rzeczami. - rzucam lekko, opierając się o barierkę schodów - Zabawa się skończyła. 

**

Wstaję z miejsca, gdy widzę, jak jej ciało podnosi się nienaturalnie szybko. Rozgląda się na boki, wciąż śniąc. 
- Hej. - szepczę - Jestem tu.
Mruga kilkakrotnie oczami. Z cichym westchnieniem kładzie się z powrotem, przecierając zmęczoną twarz.
- Hej. - odszeptuje. 
- Co ci się śniło? - pytam, siadając na skraju łóżka.
- Jakiś człowiek w masce.
Byleby to nie był Madara.
- Co zrobił?
- Chciał mnie zabić.
Czyli jednak on.
- Ostatnio często miewasz koszmary. - mówię bardziej do siebie.
- Tak, to męczące. - wzdycha po raz kolejny - Czemu nie było cię dziś w szkole? Jeśli to przez to, co ostatnio między nami..
- Musiałem załatwić kilka spraw i dużo przemyśleć. 
- Co przemyśleć?
- Jak zabrać się za twój trening i tak ogólnie o wszystkim myślałem. - opieram się na, rozłożonych za plecami, ramionach.
- O mnie też? - jej głos jest wyraźnie rozbawiony.
- Coś tam było.
- Mogę wiedzieć co?
- Nie. 
- Dlaczego?
- To nic istotnego. - posyłam zielonookiej wredny uśmieszek.
- To niesprawiedliwe.
- Życie jest niesprawiedliwe. 
- Czas na poważny temat, czy tylko tak to powiedziałeś? - siada po turecku, patrząc na mnie z zaciekawieniem w szmaragdowych tęczówkach.
Rozkładam się całkiem wzdłuż jej łóżka, patrząc pusto w ścianę.
- Sam nie wiem.
- Co cię dręczy? - marszczę brwi.
- Dlaczego myślisz, że coś mnie dręczy?
- Tak czuję. - wzrusza ramionami - Więc?
- Zbyt dużo rzeczy. - wzdycham, zakrywając twarz.
Czuję, jak przesuwa się na łóżku. Kilka sekund później, jej dłonie chwytają moje i odciągają od moich oczu. Pierwsze co widzę to troska, która od niej bije.
- Hej, co się dzieje?
- Nie chcę zaprzątać ci głowy. - uśmiecham się słabo, zaplątując wolny kosmyk włosów na palec.
- Możesz mi zaufać. - szepcze.
- Wiem. Znam cię nie od dziś.
- Nie zamierzasz mi powiedzieć, co?
- Nie. - kręci głową z rezygnacją.
- Mógłbyś mi opowiedzieć, jak było między nami..kiedyś?
- Co chciałabyś usłyszeć?
- Prawdę. 
- Cóż.. Poznaliśmy się w szkole.
- Czyli standardowo.
- Tak. Na początku nie lubiłaś mnie, można nawet powiedzieć, że nie byłaś w stanie wytrzymać w moim towarzystwie. Jak trafiłaś ze mną i Sasuke do drużyny to byłaś na przemian wkurzona i wniebowzięta.
- Dlaczego?
- Wkurzona bo byłem tam ja, a z drugiej strony cieszyłaś się, że masz Sasuke.
- Czekaj, czyli on mi się podobał?
- To mało powiedziane. - wzdycham - Byłaś totalnie zakochana. Wracając, podczas misji chciałem ci zaimponować. Naprawdę chciałem, żebyś mnie polubiła. Po jakimś czasie Sasuke odszedł, łamiąc ci serce.
- Dlaczego odszedł?
- Chciał zemścić się na bracie i ojcu.
- Dlaczego?
- Ojciec zaaranżował swoją śmierć, a za to brat, cóż, zwyczajne nieporozumienia. Więc odszedł, zostawiając za sobą wszystkich przyjaciół. Widziałem, jak bardzo cię to boli i to również łamało mi serce. Obiecałem ci, że go sprowadzę. Poszedłem na dość długi trening, by móc go sprowadzić. Udało mi się to. Kiedy zobaczyłem, jak szczęśliwa jesteś, że masz go z powrotem postanowiłem, że sam odejdę. Nie chciałem być piątym kołem u wozu. Jakiś czas później porwał mnie Madara i przetrzymywał przez rok. W międzyczasie działo się wiele rzeczy w naszej rodzinnej wiosce. Większość naszych przyjaciół celowo straciła pamięć, aby zrobić złudzenie, że nadajemy się do tego świata. - biorę głęboki wdech - Gdy dowiedziałem się o wszystkim wiedziałem, że muszę cię chronić. Sasuke nie był w stanie tego zrobić, więc jako twój dawny przyjaciel czułem obowiązek, by to zrobić. I tak to się zaczęło.. Resztę już znasz.
Różowo-włosa milczy przez kilka minut. Domyślam się, że próbuje poukładać sobie to wszystko w głowie.
- Co takiego działo się w wiosce pod twoją nieobecność?
- Umm.. - siadam normalnie na łóżku, trąc kark - Tsunade była twoją mentorką, a jednocześnie przewodniczyła naszej wiosce. Innymi słowy, była Hokage. - zaciskam usta na chwilę - Była najlepszym medykiem jaki kiedykolwiek żył. Jednak kiedy wzięła cię pod swoje skrzydła to okazało się, że jednak jest ktoś lepszy. Nie mogła zmarnować twojego talentu. Bardzo szybko przerosłaś jej umiejętności. Plotki i tym podobne szybko rozniosły się po innych krajach. W którymś momencie nasz największy wróg-Madara, chciał cię porwać dla swoich tajnych celów. Do dziś nie wiemy, co tak naprawdę chce od ciebie, ale nie możemy pozwolić, by dokonał wybranego celu. Stąd jestem tu ja: w większej części z obowiązku jako twój stary przyjaciel, a z drugiej, mniej ważnej strony wypełniam częściowo swoją misję.
- Co jest twoją  misją? W całości?
- Musisz mi pomóc. - szepczę po chwili.
- W czym?
- Musze uwolnić się od samego siebie.
- Nie za bardzo rozumiem.
Biorę kilka uspokajających oddechów. Nie wiem, czy to nie będzie zbyt wiele informacji jak na jeden dzień. Jednak postanawiam być szczery.
- Mam w sobie dwa potwory. Jeden jest oswojony i stał się moim najbliższym przyjacielem, ale drugi.. Drugim jestem ja. Wszystkie moje najgorsze cechy są zgromadzone w jednej postaci. Muszę to powstrzymać.
- Dlaczego nie pomoże ci brat?
- Brat? - prycham - Menma to jest właśnie ta postać. To on jest tym złym. - otwiera usta - Wiem, co chcesz powiedzieć. Potrafi dobrze grać.
- Czego on chce?
- Chce wszystkiego, co sprawi mi ból. Zabije każdego, kto jest dla mnie ważny, a na końcu będzie próbował przejąć nade mną całkowitą kontrolę.
Zielonooka kilkakrotnie przeczesuje włosy, nie wiedząc co powiedzieć. Wcale się jej nie dziwie. Gdybym był na tym samym miejscu co ona, również byłbym zszokowany.
- Chyba z nim tańczyłam.
- Wiem, ostrzegałem cię. Najpierw byłaś z nim, a potem ze mną.
- Przedstawiłeś mi się jako Kurama. Dlaczego?
- Nie chciałem być zdemaskowany.
- Skąd pomysł na to przezwisko?
- Tak się nazywa ten "potwór-przyjaciel", który jest we mnie.
- Och. - kiwa głową - Zawsze chciałam się ciebie o coś spytać.
- Słucham uważnie.
- Czy ty czytasz mi w myślach? - spuszczam z zakłopotaniem wzrok - Rozmawiałeś ze mną, wchodząc do mojej głowy?
- Ciężko to wyjaśnić. - drapię się po poliku - Kiedy zaczniemy treningi i dowiesz się jak działa nasz prawdziwy świat, to wtedy wszystko ci wytłumaczę.
- Ale..
- Muszę iść. - wzdycham cicho - Do zobaczenia w szkole. - posyłam jej delikatny uśmiech.
Dziewczyna mruga i to pozwala mi na zniknięcie z jej pokoju.
Gdy trafiam do swojej sypialni, opieram się o ścianę. Za dużo zdradziłem. Za dużo wspomnień wpłynęło do mojej głowy. Za dużo bólu przy mówieniu prawdy.
Dlaczego to wszystko musi być tak popieprzone?



***

Wiem, że rozdział nie jest super zaskakujący. Zabierałam się do pisania od jakiegoś czasu i wena jak nie przychodziła, tak nie przyszła wcale. I tak oto macie takie coś, a nie konkretny rozdział.

Od razu informuję, że nie wiem kiedy next. Muszę zastanowić się nad tym, jak rozegrać fabułę, żeby była ciekawa. No chyba, że chcecie czytać coś bez ładu i składu byleby było? W każdym bądź razie, będę musiała grubo pomyśleć nad akcją.

piątek, 22 kwietnia 2016

Rozdział 24

Fotografie.

**
Siedząc z Naruto i pijąc kawę, próbowaliśmy bardziej przybliżyć zebrane wiadomości od Nieznanego. Widziałam, czułam, że on wie coś więcej. Ale każda moja próba spełzła na niczym. 
- Okej, zobaczmy ostatnie z tego tygodnia. - mówi, patrząc na mnie wyczekująco.


Od: Nieznany (22:23)
Część dwudziesta czwarta: Wszystko kiedyś się kończy, prawda? Nadszedł również i tutaj. Każde z nich rozeszło się w swoją stronę. No prawie. On wciąż przy niej był, ale nie chciał się ujawnić. 

Od: Nieznany (23:21)
Część dwudziesta piąta: Pozostał jeszcze jeden z nich, co nie? Wiesz, nigdy nie miał problemu z zaimponowaniem komukolwiek. Jednak, gdy patrzył na swojego przyjaciela czuł zazdrość. Bo on kochał i był w stanie poświęcić wszystko dla kogoś, kto był tego wart. A on? Nie wiedział, czy ma cokolwiek wartościowego.

Od: Nieznany (23:00)
Część dwudziesta szósta: Ten rozgadany i pełny życia chłopak bardzo się zmienił. Nikt nie wiedział, czym było to spowodowane. Wrócił nagle, kiedy nikt się tego nie spodziewał. Stał się innym człowiekiem do którego nikt nie mógł dotrzeć. Jego przyjaciele pokładali nadzieje w niczego nieświadomej dziewczynie.

Od: Nieznany (22:28)
Część dwudziesta siódma: Nie było go przez rok. Gdy pojawił się w wiosce jedynie przywitał sucho przyjaciół. Zapomniał. Nie wiedział, że spędził z nimi ponad połowę życia. Nie wiedział ile ich łączy. Zrobili mu pranie mózgu, tak samo jak i jej. Bezmyślne władze kazały mu pilnować jej przez nieokreślony czas. Z pozoru łatwe zadanie stało się największą karą. Większą niż przebywanie w niewoli przez rok. Stał się więźniem własnego serca.

Od: Nieznany (22:01)
Część dwudziesta ósma: Widział jak dorasta stając się dojrzałą kobietą. Z zapartym tchem śledził jej poczynania każdego dnia. I każdego dnia walczył ze sobą. O co walczył? By nie podejść i nie przytulić jej z całej siły. By nie przywitać się należycie.
Wiesz, co było w tym najgorsze? Nie pamiętała. Nie pamiętała kogoś, kto przez tyle lat darzył ją silnym uczuciem. Nie pamiętała również kogoś, komu powierzyła naście lat temu swoje serce.

Od: Nieznany (22:52)
Część dwudziesta dziewiąta: Któregoś dnia postanowił powiedzieć sobie "dość". Ten dzień był bardzo istotny. Obiecał sobie, że się ujawni. Obiecał sobie, że pozwoli jej poznać prawdziwą historię. Obiecał sobie, że wtargnie do jej życia. Ale nie obiecywał sobie jej wtargnięcia i namieszania w jego życiu. 
To była jedna z dwóch rzeczy, których się bał. Pierwszą było skrzywdzenie jej. Czuł się potworem i wiedział, że może nieświadomie wyrządzić jej szkodę. Drugą było skrzywdzenie przez nią. Nie chciał poczuć odrzucenia. 
Może dlatego się zmienił? Może nie chciał, by historia się powtórzyła?
Jednak odpowiedź wciąż nie jest nikomu znana prócz jemu.


Od: Nieznany (12:30)
Część trzydziesta: Dla całej trójki nadchodzi dzień w którym wszystko zostanie wyjaśnione. Losy każdego z nich zależą od tego, czy podejmą się współpracy. 
Przeszłość. Przeszłość, przeszłość, przeszłość. Tego nie da się pozbyć, wiesz o tym, prawda? Przeszłość zawsze wróci. I najczęściej robi to w najmniej oczekiwanym momencie. Przyszedł czas prawdy.
Dziś, północ, jezioro w parku. 


- Podejrzewasz coś? - pyta, obracając w dłoni kubek z parującą kawą.
- Skoro pisze do mnie to jest duże prawdopodobieństwo, że jestem jedną z opisywanych osób. Była tam tylko jedna dziewczyna. - pocieram skroń - Tylko nie wiem ile prawdy jest w moim życiorysie. O ile naprawdę jestem osobą, którą opisuje.
- Nic sobie nie przypominasz?
- Średnio.
- Więc wystarczy czekać.
- Niestety zbyt długo. Chcę mieć to za sobą.

**

- Gotowa? - łapię się za mostek, gdy Uzumaki zachodzi mnie od tyłu.
Odwracam się w jego stronę, przesuwając wzrokiem z góry na dół. Nie tylko ja wybrałam ciemne ubrania.
Marszczę brwi, gdy przypominam sobie kiedy był tak ubrany.
Początek roku.

/Retrospekcja/
Usłyszałam za sobą ciche mruknięcie. Odwróciłam się i od razu uderzyłam w czyjąś klatkę piersiową. Świetnie. Odsunęłam się szybko i uniosłam wzrok. Dojrzałam wysokiego chłopaka, miał czarno-szaro-czerwonego snapback'a z daszkiem z tyłu, czarne Ray Ban'y na nosie, czarną bluzę z czerwonymi sznurkami z kaptura oraz czarne zwężane u nogawek, dopasowane jeansy. Jedyna rzecz, która prócz sznurków i czapki nie była czarna to buty. Miał wysoko za kostkę, czerwone trampki. 
/Koniec retrospekcji/

- Halo? Ziemia do Haruno? - mrugam kilkakrotnie, gdy macha dłonią tuż przed moją twarzą.
- Chodźmy. - mamroczę, idąc w stronę parku.
- Wszystko w porządku? - zrównuje ze mną tempo.
- Tak.
- Wiem, że kłamiesz.
- Nie stresowałbyś się na moim miejscu? - słyszę ciche westchnienie.
Zerkam kątem oka w jego stronę i widzę, jak zadziera lekko głowę, mrużąc powieki.
- Sam jestem kłębkiem nerwów.
- Nie widać.
- Dobra mina do złej gry.
- Wciąż tak grałeś w szkole w stosunku do mnie.
- Cóż.. Teraz jest trochę inaczej.
- Zobaczymy na jak długo.
Przez kilka minut milczymy, zatracając się w swoich myślach.
To decydujący dzień. Dziś dowiem się wszystkiego. Dowiem się, kto męczył mnie przez ten miesiąc i w końcu rozwiąże się wielka tajemnica odnośnie treści sms'ów.
- Mogę cię o coś prosić?
- Zależy o co. - patrzę przelotnie w stronę blondyna.
- Nie uciekaj.
- Dlaczego miałabym?
- Zdaję sobie sprawę z tego, że może cię to wszystko przerosnąć, przytłoczyć.
- Przez ciebie zaczynam się bardziej stresować. Co takiego może się stać?
- Prawda może cię przerazić. - mruczy, spuszczając wzrok na buty.
Zaciskam usta, nie mówiąc nic więcej.
- Gotowa? - pyta cicho, gdy jesteśmy kawałek od jeziorka.
- Nie, ale chodźmy.
Po chwili marszu dostrzegamy ciemną, dość szczupłą sylwetkę odwróconą do nas plecami. Z nerwów chwytam rękaw bluzy chłopaka i trzymam przy sobie. Przystajemy jakieś dwa metry od postaci. Z tej odległości mogę stwierdzić, że jest to chłopak.
- Jestem. - mówię prawie szeptem.
Chłopak w bluzie kiwa głową, nie odwracając się do nas. Lewą dłonią wskazuje bym podeszła, a prawą zatrzymuje blondyna. Niepewnie podchodzę w jego stronę, wycierając spocone dłonie o materiał jeansów.
Przekręcam głowę w kierunku chłopaka, ale nie widzę jego twarzy. On za to sięga ręką do kieszeni bluzy, wyciągając kopertę. Podaje mi ją bez słowa. Drżącymi dłońmi otwieram ją, będąc ciekawa zawartości.
Zdjęcia. Na pierwszy ogień poszły fotografie gdzie byłam przedstawiona ja, jakiś blondyn z niebieskimi oczami, który miał pomarańczową bluzę i spodnie oraz chłopak z ciemnymi włosami i oczami ubrany w granatową koszulkę i białe spodenki.


 Miałam to samo zdjęcie w swoim pudełku. Następne pokazywało starszą mnie - prawdopodobnie z czasów podstawówki. Ci sami chłopacy wciąż znajdowali się na fotografii. Byliśmy ubrani inaczej i siedzieliśmy na kanapie. Patrząc na moją minę prawdopodobnie oglądaliśmy straszny film.


Na kolejnym pojawił się również siwowłosy mężczyzna - jak na pierwszym. Byliśmy na wycieczce. Zdjęcie było ujęte w momencie, kiedy blondyn kłócił się z czarnowłosym, a ja gromiłam ich wzrokiem. Nie wiedzieć czemu moje usta drgają w uśmiechu.


Tym razem rozpoznaję dokładnie postacie na zdjęciu. Jestem tam ja, Naruto i Sasuke. Jesteśmy ubrani dość dziwnie. Uchiha trzyma w ręku ostrze, co sprawia, że jestem zdezorientowana. 


Ostatnie wygląda na zrobione niezbyt długo. Może z cztery lata temu. Tutaj jesteśmy normalnie ubrani. Uśmiech gości na naszych ustach. A przynajmniej na moich i Uzumakiego. Sasuke patrzy na nas z ukosa. 


Nic więcej nie znajduje się w kopercie. Moje wargi zaczynają drżeć, a klatka piersiowa piec. Wypuszczam głośno powietrze, zaciskając dłonie na zdjęciach.
- Zdejmij ten kaptur, Sasuke. 
Uchiha odwraca się tak, by mieć w zasięgu wzroku zarówno mnie, jak i Uzumakiego.
- Dlaczego? - pytam drżącym głosem.
-Wymazali ci pamięć, żebyś była bezpieczna.
- Przed kim bezpieczna?
- Powiedz jej. - czarnowłosy patrzy wymownie na Naruto.
Odwracam się w jego stronę, posyłając pytające spojrzenie.
- Przed Madarą.
- Kim on jest?
- To on mnie porwał. - wzdycha, unosząc delikatnie głowę.
- Czyli to ty byłeś tym rozgadanym i wesołym chłopakiem?
- Tak, to byłem ja. - podkreśla.
- A ty dupkiem? - przenoszę wzrok na Uchihę.
- Tak, to byłem ja.
Pocieram skronie, chowając uprzednio zdjęcia. Nerwowo chodzę w kółko.
- Dlaczego ma mi coś zrobić?
- Potrzebuje cię. - odpowiadają jednocześnie - Naruto powie ci dokładniej. - sugeruje czarnooki, a Uzumaki gromi go spojrzeniem.
- Dupek. - mamrocze - Porwał mnie i przetrzymywał przez rok, jak wiesz. 
- Dlaczego? - zaciska usta.
- Zarówno ja, jak i Sasuke mamy w sobie coś, co jest bardzo niebezpieczne dla świata. Ja mam niestety gorszą opcję. Dlatego właśnie mnie złapał. Chciał wyciągnąć to, ale wszystkie jego próby spełzły na niczym. Jirayia i Tsunade pomogli mi się wydostać. Wyjaśnili mi, że jesteś w niebezpieczeństwie. Tak jak ty miałem luki w pamięci. Przypomnieli mi wszystko. 
- Co on ode mnie chce?
- Wie, że masz bardzo wysokie zdolności lecznicze.
- Lecznicze? - unoszę brwi - To pomyłka. 
- Nie. - podchodzi do mnie - Twoje umiejętności zostały uśpione. Razem z Sasuke będziemy musieli przywrócić każdą z nich.
- Jest ich więcej?
- O wiele. - głos zabiera Uchiha - Póki co tyle informacji ci wystarczy. Wszystkiego dowiesz się, kiedy pojedziemy na małą wycieczkę do naszego rodzinnego miasta.
- Co? Wyjazd? Żartujecie sobie ze mnie, prawda?
- Nie. - odpowiadają - Chodź, odprowadzę cię. - oferuje Sasuke, zbliżając się do mnie.
Uzumaki zagradza mu drogę, piorunując spojrzeniem. Mija kilka sekund, a blondyn niespodziewanie uderza chłopaka w nos. 
- Kurwa mać. - syczy, łapiąc się za bolące miejsce - Co jest?
- To za wtykanie nosa, kiedy nie trzeba. - tym razem uderza go w brzuch - To za te pieprzone gierki. - staram się go złapać za ramię, ale jestem zbyt wolna; kolejny cios pada w szczękę - To za to, że ująłeś wszystko w taki sposób. 
- Naruto, przestań!
- A to za mieszanie się między nas. - unosi pięść, by po raz kolejny zadać cios, ale wskakuję mu na plecy, zatrzymując go.
Jego ciało napina się bardziej i nieruchomieje.
- Proszę cię, zostaw go. - obejmuję jego szyję ramionami - Proszę. - mocniej otaczam nogami jego talię.
Słyszę tylko ciche westchnienie. Kilka sekund później opuszcza dłoń. Chwyta mnie za tył ud, przenosząc moje ciało na przód jego torsu. 
- Później się policzymy. - mówi mu przez ramię - Zamknij oczy. - prosi łagodnie.
- Po co?
- A chcesz, żeby kręciło ci się w głowie?
- Czekaj, co?
- Po prostu zamknij oczy i mocno mnie trzymaj. 
Wtulam twarz w jego ramię, wdychając przyjemną woń jego wody kolońskiej. Przymykam oczy, tak jak prosi. Czuję jego ciepły oddech muskający skórę szyi, sprawiając, że moje ciało przechodzą ciarki. Zaczynam odczuwać dziwną lekkość i nie dlatego, że wciąż mnie trzyma. Moje serce przyśpiesza, a oddech staje się nierównomierny.
- Otwórz oczy. - szepcze mi do ucha.
- Jak to możliwe, że jesteśmy w moim pokoju? - pytam, będąc kompletnie zdezorientowana.
- Magia. - uśmiecha się delikatnie - Lepiej połóż się spać, co? Zbyt dużo wrażeń jak na jeden dzień.
- Powinnam być wszystkim przerażona, ale jakoś nic takiego nie czuję. - wzdycham, opierając czoło o jego ramię - Albo jestem pojebana, albo to sen. 
Do moich uszu dociera cichy śmiech niebieskookiego. Jest delikatny i melodyjny. I nie wiem czemu, ale powoduje uniesienie moich kącików ust.
- Ani to, ani to. - odpowiada - Po prostu jesteś do tego podświadomie przyzwyczajona.
- Tak myślisz? - unoszę głowę, by przyjrzeć się jego twarzy.
- Tak. - posyła mi rozbawione spojrzenie.
Jakiś impuls powoduje, że wypowiadam na głos to, co krąży w moich myślach.
- Więc to ty tak bardzo chciałeś mi zaimponować? - przekręcam w bok głowę, uśmiechając się ledwo widocznie.
- Uhm.. - niebieskooki rumieni się tak mocno, że dostrzegam czerwone plamy nawet w takich ciemnościach - Idź spać. - poleca, nie patrząc na mnie.
Rusza w stronę mojego łóżka i kładzie mnie na nim delikatnie. Z rozbawieniem mocniej chwytam jego kark, przyciągając do siebie. Tym sposobem ląduje na moim ciele z zdezorientowaną miną.
- Co robisz? - mruczy, unosząc się na łokciach - Chyba jesteś naprawdę zmęczona.
- Leciałeś na mnie, przyznaj to. - uśmiecham się szerzej, widząc jak rumieniec zaczyna pokrywać jego szyję.
- Myślę, że naprawdę powinnaś pójść spać. Jutro jest szkoła.
- Chcę wiedzieć! - mówię głośno, przez co zatyka mi usta dłonią.
- Jezu, ciszej! - mamrocze - Zaraz obudzisz rodziców. 
Wzruszam jedynie ramionami, a on patrzy na mnie niespokojnie.
- Po co pytasz o takie rzeczy skoro ostatnio rozmawialiśmy na ten temat? - pyta z zażenowaniem.
- Wstydzisz się tego, że mnie kochasz? - unoszę brew.
- Nie. - odpowiada od razu.
- Czyli jednak mnie kochasz. - posyłam mu zwycięski uśmiech.
- Uch..idź spać. 
- Dlaczego byłeś dla mnie taki oschły na początku? - kolejny raz ignoruje to, co mówi.
- Odpuść.
- Chcę wiedzieć.
- To nieistotne.
- Istotne. Nawet bardzo. - wzdycha głęboko, unosząc lekko głowę.
Widzę, jak żyła na jego szyi uwydatnia się, pokazując irytację lub zdenerwowanie.
- Dziwne by było, gdybym podszedł do ciebie z otwartymi ramionami, mając świadomość tego, że mnie nie pamiętasz.
- To nie daje odpowiedzi na moje pytanie.
- To musi ci wystarczyć.
- Przypomniało mi się coś, wiesz? - marszczy brwi, posyłając mi pytające spojrzenie - Kiedyś mnie pocałowałeś, a ja cię walnęłam, prawda?
Oczy Uzumakiego otwierają się szerzej w szoku. Czuję, jak jego ciało tężeje, a oddech staje się nierównomierny. 
- Tak. - odpowiada tak cicho, że ledwo go słyszę - To było dawno.
- Teraz bym cię za to nie walnęła. - wplątuję dłoń we włosy chłopaka.
Są jedwabiście miękkie i gęste. Przeczesuję je kilkakrotnie z powodu przyjemnego uczucia przy dotykaniu ich.
- Sakura, o co ci chodzi? 
Unoszę delikatnie swoje ciało, zabierając rękę z jego głowy. Kładę ją na jego poliku, przybliżając swoją twarz do jego. 
- O nic takiego. - mruczę, kiedy nasze usta dzieli bardzo mała odległość.
Przymykam oczy, wiedząc, że zaraz nasze wargi zetkną się ze sobą. Marszczę brwi, gdy nie czuję jego ust, ale skórę twarzy. Otwieram lekko oczy, dostrzegając, że przekręcił specjalnie głowę.  
- Przepraszam. - szepczę, zdając sobie sprawę z tego, co chciałam zrobić - Nie powinnam..
- Nic nie szkodzi. - wcina - Muszę już iść. 
Patrzy w moje oczy. Intensywność jego lazurowych tęczówek onieśmiela mnie na tyle, że na chwilę zapominam, jak się mówi. Blondyn przysuwa się do mnie i całuje delikatnie moje czoło.
- Do jutra. - jedno mrugnięcie okiem wystarcza, żeby zniknął z mojego pokoju.
Czy ja zgłupiałam?


***
Trochę się porobiło. Prawie wszystko wyszło na jaw. Jesteście ciekawi zbliżającej się wycieczki? Trening z Sakurą na zmianę z Sasuke i Naruto? - myślicie, że wszystko odbędzie się bez przeszkód?
Dobrze, że Naruto mu przywalił?
Pozdrawiam!

środa, 13 kwietnia 2016

Rozdział 23

Stary Naruto.

**

W szkole zachowuje się normalnie. Chociaż, czy można normalnym nazwać ignorowanie mnie? Nie rozumiem powodu, dla którego to robi. W końcu dziś wszystko wyjdzie na jaw i, naprawdę, jeśli prawda ma być okrutna i brutalna dla nas obu to powinien wykorzystać ten czas jak najlepiej.
Chociaż, nie zamierzam mścić się w żaden sposób. Nigdy nie byłam z tego typu osób. Co najwyżej, tłumiłam wszystko w sobie, no chyba, że sytuacja była poważna to wyżywałam się na kimś, kto był najbliżej. Taki charakter.
- Sakura.. - słysząc głos Shikamaru, odwracam głowę w jego stronę ze zmarszczonymi brwiami.
- Tak?
- Czy możemy porozmawiać.. - zerka na Ino, która bawi się telefonem - ..na osobności?
- Umm, jasne. - wstaję, chwytając torbę.
Wiem do czego to zmierza. 
W milczeniu wychodzimy na dwór, kierując się do ławek spowitych cieniem. Nara siada z cichym westchnieniem, wskazując dłonią, abym zajęła miejsce obok. 
- Sakura..
- Wiem. - przerywam - Wiem o czym chcesz ze mną porozmawiać. - wsuwam stopy na ławkę, podkulając nogi pod brodę - Tylko nie wiem, czy to dobrze, że chcesz ze mną porozmawiać. Nie wiem, czy to nie powinna być inna osoba. Nie chcę cię urazić, ale.. - unosi rękę, a ja momentalnie cichnę.
- Wiem, że to on powinien ci to powiedzieć, ale jest zbyt przerażony.
- Nie widać. - prycham - Naruto zwyczajnie mnie ignoruje. 
Shikamaru przekręca w szoku głowę. 
- Powtórz co powiedziałaś.
- Naruto zwyczajnie mnie ignoruje.
- Naprawdę ci się przedstawił.. - mamrocze do siebie - Przypominasz sobie coś? Cokolwiek?
- Nie wiem, naprawdę. Tego wszystkiego jest tak dużo, że mam mętlik w głowie. Naruto twierdzi, że byliśmy przyjaciółmi.
- Wierzysz mu?
- Daj mi dowody, że wie o mnie bardzo dużo, więc tak, chyba tak.
- On robi to wszystko dla ciebie. - mamrocze tak cicho, że ledwo słyszę.
Skupiam wzrok na Narze, ale on ignoruje mnie, szurając czubkiem buta po ziemi.
- Ciężko jest to wytłumaczyć, ale bardzo się dla ciebie poświęca. 
- Nie prosiłam go o to.
- To było jego zadaniem. Poza tym, kierował się twoim bezpieczeństwem. Wiedział, że może ufać tylko sobie, jeżeli chodziło o twoje bezpieczeństwo. Bardzo mu zależało na tobie i nie chciał, aby stała ci się jakakolwiek krzywda. Przez cholerne trzy lata trzymał się na dystans i był przy każdym twoim sukcesie, jak i porażce, mimo że tego nie widziałaś. 
- Czemu mówisz to w czasie przeszłym? Kto mu to zlecił?
- Bo tak było, ale nie wiem, co myśli teraz. Co prawda, mało prawdopodobne wydaje się zmiana zdania, ale on po prostu..jakby to określić..zamknął się w sobie. Nie mogę ci powiedzieć kto.
Kiwam głową w zrozumieniu.
- Mógłbyś opowiedzieć mi jaki był kiedyś?
- Od czego by tu zacząć? Co byś chciała konkretnie wiedzieć?
- Od początku, jak się zachowywał?
- Naruto był bardzo rozgadany, krzykliwy, głośny. Gdziekolwiek się spojrzało był wszędzie. Serio, wszędzie go pełno! - śmieje się lekko na to wspomnienie - Przychodząc zawsze wprowadzał taką fajną, miłą atmosferę. Bił od niego optymizm i pewność siebie, ale w dobrym znaczeniu. Bo fakt faktem, zdarzają się osoby, które przytłaczają byciem pewnym w tym, co robią. Wracając.. Pomimo tego, że życie dawało mu niejednokrotnie i nie lekko w kość, to wciąż zachowywał się w sposób, który rozchmurzał każdego. Gdyby ktoś, kto poznał go przed chwilą dowiedziałby się, jak ciężko miał w życiu z pewnością kazałby popukać się po głowie. Naprawdę. Tylko garstka osób wiedziała ile smutku, żalu i bólu było w Naruto. Prawie nigdy nie pokazywał słabości związanej z jego dzieciństwem. Można nawet wysunąć wniosek, że całe zło, które napotkało go w życiu było motywacją, by każdego dnia był lepszy.
Jestem w kompletnym szoku i nawet nie wiem, co mam o tym myśleć.
- Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale naprawdę taki był.
- A jaki był z charakteru? - pytam cicho, wytężając słuch.
- Z charakteru, huh? Myślę, że był bardzo nerwową i impulsywną osobą. Z resztą utrzymuje się to do dziś, ale w szczególnych sytuacjach. Poza tym był bardzo..szlachetny. Tak, szlachetny. Należał do osób uczciwych i prawdomównych. Przekładał czyjeś dobro ponad swoje. Naruto od zawsze był typem marzyciela i bardzo solidnie podchodził do wyznaczonych przez siebie celów, nawet jeśli wydawały się być prawie niemożliwe. I co tu jeszcze mógłbym dodać? Miał czasem trudny charakter, bo twardo stał przy swoim i ciężko było mu przetłumaczyć, by czegoś nie robił. Między innymi z tego powodu często był osobą poszkodowaną przez swoją głupotę. - śmieje się na ostatnie zdanie.
Po raz kolejny pozostawiam to bez komentarza.
- Dlaczego zamknął się w sobie? - szepczę.
- Szczerze mówiąc, nikt tego nie wie prócz niego. Kiedyś.. - zaciska usta, patrząc na mnie niepewnie.
- Kiedyś co?
- Kiedyś była osoba, która w jakiś sposób docierała do niego nie będąc tego świadoma. Naruto był w stanie zmienić swoje nastawienie, zdanie, przekonanie na jakiś temat dla niej. Właściwie, był odurzony obecnością tej osoby. Chciał wyjść przy niej jak najlepiej, wierz mi na słowo, bardzo się starał. Nieraz ryzykował dla niej życie, dosłownie. Ale nigdy nie oczekiwał czegoś w zamian. To była kolejna cecha, którą rzadko można spotkać w dzisiejszych czasach. Był w stu procentach bezinteresowny. Nie musiał mieć konkretnego powodu, by komuś pomóc.
- Kim była ta osoba? - wypuszcza głośno powietrze, poprawiając swojego kitka.
- To byłaś ty. - z kieszeni wysuwa paczkę papierosów i zręcznie wyciąga jednego - Mogę? - kiwam głową, zgadzając się, aby palił przy mnie.
Kilkakrotnie zaciąga się, prostując nogi. Odprężenie bije od jego wyrazu twarzy.
- Myślę, że do dziś tak jest.
- Nie za bardzo rozumiem.
- Zrobiłby dla ciebie wszystko. Z resztą, robi to od trzech lat. Nigdy nie pozwolił, by ktokolwiek zagrażał twojemu życiu.
Nagle przypominam sobie, jak jakiś facet zaatakował mnie, a Naruto znalazł się nagle obok i uratował. Dotrzymał mi towarzystwa, nie pytając. Okazał mi troskę, choć nie musiał. Cierpliwie znosił moje roztrzęsienie sytuacją, mimo że mógł odejść zaraz po tym wydarzeniu. Pocieszał mnie, nie mówiąc wiele. Swoją obecnością wykazał interesowanie, choć mógł okazać je komuś innemu.
On był bohaterem. Moim bohaterem.
- Mimo, iż wszyscy się przyjaźniliśmy, przyjaźnimy, jakkolwiek to zwać..to zawsze była obawa, że Naruto da się za bardzo wodzić za nos. Osoby, którym okazał swoją dobroduszność troszczyły się o niego i nie chciały, żeby ktoś wykorzystywał go. Kiedyś tak robiłaś.
- Wykorzystywałam go?
- Tak. - wypuszcza chmarę dymu - Niejednokrotnie. Ale był zbyt zaślepiony miłością, aby zwrócić na to uwagę.
- Czekaj, miłością?
Shikamaru krztusi się i patrzy na mnie przerażony.
- Uhm..nie..to znaczy..tak. Nie mów, że ci powiedziałem.
- Naruto był we mnie zakochany?
- Tak. Przez baaaardzo długi czas. Poświęcał się dla ciebie na każdym kroku. Jednak oboje byliście wybuchową mieszanką. On się wygłupiał, ty się irytowałaś i dawałaś mu po łbie.
Po raz kolejny dostaję olśnienia.

/Retrospekcja/

- Kochałaś kiedyś kogoś tak mocno, że czułaś ból, bo nie mogłaś mieć tej osoby? - w jego oczach widzę wahanie.
Kładę drugą dłoń na jego rozgrzanym policzku, głaszcząc go opuszkami palców.
- Wydaje mi się, że kiedyś nie doceniłam kogoś kogo powinnam. Niewiele pamiętam z poprzednich lat, ale.. Myślę, że kiedyś zabłądziłam i zraniłam kogoś, kto był dla mnie dobry. Zbyt dobry. Żałuję tego, ale sama nawet nie wiem, czy moje domysły są prawdziwe. - po raz kolejny nie mogę nic wyczytać z jego spojrzenia.
Unosi dłoń, milcząc i tak jak ja, kładzie ją na moim poliku. Przejeżdża po mojej skórze tak delikatnie, że czuję mrowienie w miejscu zetknięcia naszych skór. Powoli zjeżdża na moje usta i obrysowuje ich kontur kciukiem. Przypatruje się tej czynności z fascynacją, jak u małego dziecka. Co chwilę nieświadomie przygryza wargi, jakby walczył ze sobą.
Po dość długim czasie przybliża swoją twarz na tyle, że czuję jego miętowy oddech na ustach. Przymyka oczy, przesuwając palce z powrotem na polik. Kiedy wydaje mi się, że zaraz mnie pocałuje, on przytyka swoje czoło do mojego.
- Powstrzymujesz się. - mówię cicho.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.

/Koniec retrospekcji/

Czy on mówił wtedy o mnie? Czy on nadal mnie kochał? Czy sprawiało mu ból kochanie mnie? Bał się zrobić krok w moją stronę, bo nie chciał być odrzucony, jak kiedyś? Uważał, że nie ma uczuć, bo nikt nigdy mu ich nie okazał?

- Czy Naruto miał kiedyś kogoś? - pytam nagle.
Shikamaru marszczy brwi i kręci przecząco głową.
- Zawsze tylko ty byłaś mu w głowie. Nie zwracał uwagi na żadne dziewczyny, nawet jeśli chciały jego uwagi. Ale właściwie teraz.. A, nieważne.
- Powiedz, co chciałeś. - nalegam, opuszczając zdrętwiałe nogi na ziemię.
- Nie ma w sobie uczuć i nie wiąże się z nikim uczuciowo, ale jeśli chodzi o drugą stronę, tą fizyczną to miał albo ma jakąś relację.
- Mówisz o.. - nie dokończam, ale gestykuluję znacząco dłonią.
- Tak, miał układ przyjaciół z korzyściami.
- Dlaczego?
- Nigdy go o to nie pytałem, więc można tylko snuć domysły.
- Och. - milknę na moment - Shikamaru.. - zaczynam niepewnie.
- Hmm?
- Myślisz, że powodem mogłoby być zagłuszenie uczucia, które nie było kiedyś odwzajemnione?
Drapie się po brodzie, gasząc peta na blaszce śmietnika.
- Tak, wydaje się to najbardziej prawdopodobne. Podejrzewasz, że on nadal..?
- Czy nadal mnie kocha? - kiwa głową - Nie wiem, ale mam za dużo wątpliwości, które muszę rozwiać. Gdzie on teraz jest?
- Powinien być przy dużej sali, bo mamy wf, ale nie wiem, czy nie chce uciec z lekcji.
- Okej, dzięki. - przerzucam torbę przez ramię i szybko wstaję.
- Sakura!
- No?
- Proszę o dyskrecję niektórych rzeczy.
- Jasne, nie powiem nic. - macham do niego - Dziękuję za wszystko!
Nara odmachuje mi, po czym zaczyna grzebać w telefonie.
Natomiast ja pędem ruszam w stronę wspomnianej sali gimnastycznej, modląc się w duchu, by wciąż tam był.
Gdy przekraczam próg bocznego wejścia, które znajduje się niedaleko sali, wzdycham z ulgą widząc blond czuprynę. Naruto rozmawia z Kibą, ale wnioskując po podaniu sobie dłoni, zamierza odejść. Przyśpieszam kroku i łapię go za ramię, gdy odwraca się w drugą stronę. Ze zmarszczonymi brwiami patrzy na mnie pytająco.
- Możemy..porozmawiać? - biorę głęboki wdech.
- Umm, jasne. Ale właśnie wychodziłem.
- W takim razie, przejdźmy się.
- A co z twoim wf-em?
- Pieprzyć to. - ciągnę go za ramię, wyprowadzając z budynku.
Przez kilka minut idziemy w ciszy, kierując się w stronę naszych domów.
- Chciałabym cię o coś spytać. - odważam się odezwać.
- Słucham uważnie?
- Dlaczego unikasz mnie cały dzień?
- Nie unikam.
- Ani razu nie podszedłeś i nie porozmawiałeś. O głupim "cześć" na przywitanie nie wspomnę. - mówię z wyrzutem.
Chłopak patrzy na mnie zdziwiony, ale nie kontratakuje.
- Rozumiem, że niedługo wszystko się wyjaśni, ale skoro tak bardzo boisz się tego, jak zareaguję na prawdę to chyba powinieneś spożytkować ten czas, a nie go tracić? Bo z tego co mi mówiłeś, wnioskuję, że martwisz się, iż przestanę utrzymywać z tobą kontakt. Dlaczego więc próbujesz oziębić go przed tym wszystkim?
- Tak będzie lepiej. - mamrocze pod nosem, wsuwając dłonie do kieszeni czarnych jeansów.
- Dla ciebie czy dla mnie?
- Dla nas. Wiem, jak się to skończy.
- Nie wiesz. To tylko domysły! - wybucham, wyrzucając ręce ku górze na środku chodnika.
Blondyn zatrzymuje się razem ze mną i posyła zdezorientowane spojrzenie.
- Przestań zachowywać się jak wszystkowiedzący! Przecież nie możesz przewidzieć przyszłości! - zaciska usta, wciąż milcząc - Tak ciężko pogodzić ci się z tym, że prawda wyjdzie na światło dzienne?
- Nie wiesz o czym mówisz. - ton głosu jest oziębły i rozgoryczony - Nie wiesz jak to jest.
- A ty nie wiesz jak to jest być oszukiwanym przez tyle lat. - odpyskowuję, co po raz kolejny wiąże mu usta.
- Racja, nie wiem. - kiwa głową w zgodzie.
- Myślałam nad tym, co powiedziałeś mi w ostatnim czasie. - trę ramiona, mimo że nie jest mi zimno.
On tylko mruży oczy, śledząc moje ruchy. Jego mina pokazuje, że nie podoba mu się to w jaki sposób to mówię.
- Zgaduję, że nie będzie to przyjazny wniosek.
- Skąd wiesz?
- Znam ten tik. Zawsze tak robisz, kiedy bardzo się czymś stresujesz. Powiedz prosto z mostu. - robi krok w moją stronę, stając ze mną twarzą w twarz.
Czuję jego miętowy oddech i mocny zapach perfum.
Zaraz zemdleję.
- Pamiętasz, jak powiedziałeś, że kochałeś kiedyś kogoś tak mocno, że sprawiało ci to ból? - oblizuje nerwowo wargi, wysuwając ręce z kieszeni. 
- Tak. - przeciera dłonie o materiał jeansów - I co w związku z tym?
- Mówiłeś wtedy o mnie? 
Przerażenie pojawia się na jego twarzy, a kolory z niej odpływają. Blednie niebezpiecznie mocno i poci się, co zaczyna mnie niepokoić.
- J-ja.. - jąka się, kręcąc głową do siebie.
- Powiedz mi prawdę.
- Nie mogę.
- Dlaczego?
- Bo nie.
- Wiesz o tym, że to jak się zachowujesz daje mi odpowiedź?
- Więc dlaczego wciąż wypytujesz? - jego głos staje się mocno zachrypnięty. 
- Chcę usłyszeć to od ciebie.
Drapie się po poliku, spuszczając wzrok na swoje buty.
- Tak. Mówiłem wtedy o tobie, zadowolona? - burczy.
Przymykam na chwilę oczy. 
Została ostatnia kwestia.
Otwieram je ponownie, pokonując od razu odległość między nami. Musi podnieść wzrok, ponieważ moje ciało blokuje mu pole widzenia. 
- Czy wciąż mnie kochasz? - szepczę.
Kolejny raz milczy. Chwytam jego dłoń i splatam z własną, by dodać mu otuchy. Tym razem na jego polikach i szyi pojawiają się czerwone rumieńce. Drugą ręką dotykam jego niepokojąco mocno rozgrzany polik. Przejeżdżam po skórze, nie czując chropowatych szram w miejscu blizn. Jego skóra jest aksamitnie gładka.
- Nie każ psuć mi tego wszystkiego przed spotkaniem.
- Chcę tylko wiedzieć.
- Dla ciebie to "tylko", dla mnie to "aż".
- Proszę.
- Czy to cokolwiek zmieni?
- Nie wiem, może.
- Nie rób mi złudnej nadziei. - prycha, odsuwając twarz od mojej dłoni - Wiem, że nic do mnie nie czujesz.
- Takich uczuć nie da się poczuć od razu.
- Zwodzisz mnie.
- Nie. Mówię prawdę. Bądź ze mną szczery. Chcę po prostu wiedzieć. - zaciska usta, patrząc w moje oczy po raz pierwszy.
- Nie jestem zdolny do głębszych uczuć, jestem potworem.
- Nie wierzę w żadne słowo.
- Taka jest prawda.
- Przestań kłamać. - wzdycham cicho - Po prostu odpowiedz.
Nie spuszcza ze mnie czujnego spojrzenia. Niepewność, zdezorientowanie i depseracja gości w jego oczach. Porusza wargami, ale nic nie słyszę.
- Co? Powtórz.
- Tak. - spuszcza wzrok, czerwieniąc się jeszcze bardziej.
Puszczam jego dłoń, a w zamian staję na palcach i obejmuję ramionami jego szyję. Przysuwam go do siebie, zatrzymując w uścisku. Czuję, jak jego ciało tężeje i napina się pod wpływem bliskości. To urocze, jak reaguje na takie rzeczy. Ignoruję jego zawstydzenie, wtulając twarz w zagłębienie szyi chłopaka.
- Czym sobie na to zasłużyłam? - pytanie opuszcza moje usta, ale nie liczę na odpowiedź.
- Mógłbym wymieniać bez końca. - szepcze, obejmując mnie ledwo wyczuwalnie w talii.
- Kto by pomyślał, że wielki i groźny Kyu może być nieśmiały? - blondyn jęczy cicho z zawstydzeniem, chowając głowę w moje włosy.
- Nie mów o mnie jak o mięczaku. - mamrocze.
Ciepłe powietrze spomiędzy jego ust uderza w moją skórę, powodując przyjemne dreszcze. Zbyt przyjemne.
- Nie jesteś nim. Tylko prawdziwy mięczak nie pozwala nikomu do siebie dotrzeć. - jego ciało zaczyna powoli się rozluźniać - Nie mogę zrozumieć dlaczego mnie kochasz?
- Ciężko powiedzieć dlaczego, ale łatwiej wymienić co i przede wszystkim za co to robię.
- Powiesz mi?
- Nie teraz. - prosi.
- Okej. - wzdycham cicho.
Przez chwilę stoimy w ciszy, przytulając się do siebie jakby nigdy nic, ale w końcu nadchodzi moment, aby rozłączyć nasze ciała.
Patrzymy na siebie inaczej niż wcześniej - to mogę stwierdzić jasno.
- Czy teraz jest niezręcznie? - pyta, trąc kark.
- Odrobinkę. Ale tak wiesz, tyci tyci. - parska śmiechem, a ja zaraz po nim.
- Skoro już uciekliśmy z ostatnich trzech godzin wf-u, proponuję pójście na kawę, herbatę, cokolwiek. Co ty na to?
- Jestem za.
- W takim razie chodźmy do mnie. - uśmiechamy się do siebie przez moment, ale w końcu przerywamy tą oklepaną i słodką do bólu scenę i ruszamy w stronę domu niebieskookiego.
Kiedy Naruto zaczyna luźną rozmowę, jakby zapominając o sytuacji sprzed chwili, obserwuję go uważnie, będąc coraz bardziej zszokowana tym, że ktoś taki mnie kocha. Że ktokolwiek mnie kocha. Nigdy nie pomyślałabym, że osoba z pozoru zdystansowana i chłodna mogła kochać mnie przez tyle lat.
Jedyna rzecz nie daje mi spokoju. Mianowicie, powód dla którego się zamknął. On nadal nie pozostał wyjaśniony.
Dodatkowo, znalazłam cel, który chcę osiągnąć w najbliższym czasie. Chcę poznać tego Naruto, jaki został przedstawiony przez Shikamaru. I zrobię to niezależnie od tego, co stanie się dzisiejszego wieczoru.


***
Chciałam dać Wam tu ich pocałunek, ale stwierdziłam, że potrzymam Was i jeszcze do tego nie dojdzie. Zła ja, buhaha.
Co myślicie o wyznaniu Shikamaru i Naruto?
Pozdrawiam!

poniedziałek, 21 marca 2016

Rozdział 22

Jestem twoim przyjacielem.

**
- Skąd ja cię znam?
Kyu podchodzi do mnie powoli z widoczną ostrożnością.
- Co ci się przypomniało? - pyta cicho, stając ze mną twarzą w twarz.
- Ja, uhm.. Byłeś kimś dla mnie. Znamy się już długo, prawda?
Blondyn kiwa gorączkowo głową.
- Ponad dziesięć lat. - szepcze.
- Dlaczego nic nie pamiętam?
Chłopak wzdycha cicho, pocierając twarz.
- Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. - mamrocze - Kiedy masz się spotkać z Nieznanym?
- Jutro będzie ostatnia wiadomość.
- Pójdę z tobą. Będę w pobliżu. Jakby coś się działo, to wyjdę i pomogę.
- To ma związek z tobą, prawda? - zwężam oczy - Wiesz co tam się stanie? Powiedz mi!
Chwytam jego koszulkę i desperacko ściskam ją w dłoniach.
- Powiedz mi prawdę!
- Jutro wszystkiego się dowiesz. Koniec z kłamstwami. - patrzy na mnie rozpaczliwie - Jutro będzie koniec i początek czegoś.
- Czego? Czego koniec? Czego początek? W czym kłamałeś?!
Nawet nie wiem kiedy uderzam pięściami w jego klatkę piersiową. Jednak on stoi w miejscu niewzruszony.
- To nie jest takie proste, jak ci się wydaje. Musisz przygotować się na coś, co zmieni twoje życie.
- Co ty pieprzysz? - chwyta moje nadgarstki i przyciąga bardziej do siebie - Kto bierze w tym udział? Kto do mnie pisał przez ten cholerny miesiąc?!
- Domyślam się kto. Uwierz mi na słowo, że to nie jest takie proste..
- ..A co ja mam powiedzieć? Każdy mnie okłamuje! I na dodatek nie wiem z kim jutro mam się spotkać! Może to jakiś psychol! Dlaczego ja?
Zaciska usta w wąską linię.
- Nie jesteś tu bez powodu. Nie jestem tu bez powodu. Nie rozmawiamy bez powodu. Nie bez powodu nie pamiętasz dzieciństwa. Nie bez powodu nie pamiętasz mnie, ani swoich przyjaciół. Nie bez powodu większość rzeczy wydaje ci się dziwnie znajoma. Przeżywasz swoje życie na nowo, wracają do ciebie wymazane wspomnienia. - szepcze - Tylko tyle mogę ci powiedzieć przed jutrem.
- Dlaczego.. - mój głos załamuje się - Dlaczego ja?
Kyu puszcza moje nadgarstki, ale w zamian bierze delikatnie w dłonie moją twarz. Przejeżdża pieszczotliwie opuszkami palców po moich rozgrzanych polikach z troską widoczną w oczach.
- Kim dla mnie jesteś..Naruto?
Ze świstem wypuszcza powietrze, gdy wymawiam jego imię.
- Kim jesteś naprawdę dla mnie?
- Ja.. - nie tylko mój głos zaczyna się załamywać - Jestem.. Jestem t-twoim przyjacielem, tak myślę. Przynajmniej byłem, zanim stało się to wszystko.
- A kim ja jestem dla ciebie? A może: kim byłam? - patrzy na mnie zaskoczony i zdezorientowany.
- Uhm.. - spuszcza wzrok - Kimś ważnym. - zaciska szczękę.
Puszcza moją twarz, pozwalając swobodnie opaść swoim ramionom.
- To wszystko cię niszczy i przytłacza, prawda?
- Bardzo.
- Ile to trwa? - pytam z zawahaniem.
Niebieskooki zgryza wargi i patrzy na mnie niepewnie. Wiem, że bije się z myślami, czy podać mi tę informację.
- Trzy lata. - chrypie.
- Co robiłeś przez te trzy lata, Naruto? - mój głos jest łagodny.
Nie chcę, żeby zamknął się w sobie. Gdybym krzyczała, nie wskórałabym nic.
Łapie się za włosy, ciągnąc mocno za końce. Odsuwa się ode mnie szybko, chodząc przy krawędzi klifu i mamrocząc coś niezrozumiałego do siebie.
- Nie mogę ci powiedzieć. Nie teraz. To nie jest dobry moment. Odejdziesz, jeśli się dowiesz. Odsuniesz się ode mnie. Znikniesz.
- Skąd możesz to wiedzieć, skoro nic mi nie powiedziałeś?
- Bo cię znam! Znam cię cholerne dziesięć lat! Wiem o tobie więcej, niż ty sama. - kuca przy krańcu skały, patrząc w dół - Zawsze przy tobie byłem. Zawsze się dla ciebie poświęcałem. Zawsze.. - ścisza głos na tyle, że nie jestem w stanie nic usłyszeć.

**

Naruto:
- Zawsze się dla ciebie poświęcałem. - mój głos załamuje się - Zawsze cię kochałem. - szepczę do siebie.
- Co powiedziałeś?
Wzdycham cicho, przymykając oczy.
- To mnie zabija. Mam dość. Chcę to wszystko zakończyć. - czuję, że jestem bliski płaczu - Jutro wszystkiego się dowiesz. Jutro prawdopodobnie się pożegnamy.
To nie miało tak się skończyć.
Powstrzymuję szloch. Moje oczy napełniają się łzami, ale nie pozwalam im spaść. Patrzę przed siebie, zaciskając mocno szczękę.
To nie tak miało być. To miało mieć dobre zakończenie. 
Marszczę zaskoczony brwi, gdy chwyta moje ramię. Przekręcam głowę i od razu widzę to spojrzenie. Boże, tak cholernie je znam. Jednak tak rzadko je otrzymywałem.
Troska. Tylko to od niej bije.
- Nie chcę się z tobą żegnać. - szepcze, odsuwając mnie delikatnie od krawędzi przepaści - Nikt nie wie, jak to się skończy. Nie bierz pod uwagę tylko najgorszy scenariusz.
- Znam cię, to wystarczy, bym wiedział, jak zareagujesz.
- Jak bardzo mnie znasz?
- Bardzo dobrze.
- Doprawdy? - siada obok mnie.
- Yhym.
- Kiedy mam urodziny? - unoszę brew, będąc zaskoczonym tym pytaniem.
- 28 marca. - kiwa z uznaniem głową.
- Ile mam wzrostu?
- Metr sześćdziesiąt pięć.
- Jaki kolor najbardziej lubię?
- Kiedyś różowy, teraz zielony.
- Moje ulubione kwiaty?
- Kwiaty wiśni lub róże.
- Imiona moich rodziców?
- Mebuki i Kizashi. - przygryza wargę, zastanawiając się nad kolejnym pytaniem.
- Moja grupa krwi?
- Zero. Jeszcze jakieś pytania?
- Chyba wyczerpałam limit. - wzdycha cicho, garbiąc się lekko - Naprawdę mnie znasz..albo jesteś prześladowcą? - mruży na mnie z rozbawieniem oczy.
- Jakbym był prześladowcą to zrobiłbym ci krzywdę, a nigdy tego nie zrobiłem, nie robię i nie zamierzam robić.
- Czyli rzeczywiście jesteś moim przyjacielem, huh?
- Tak było kiedyś, teraz zawsze może być inaczej. Nie czuj przymusu.
Między nami panuje cisza przez kilka kolejnych minut.
Boże, tak bardzo brakuje mi tamtych lat. Dlaczego to spotkało właśnie nas? Dlaczego ten dupek musiał mi to zrobić? Dlaczego musimy cierpieć przez niego?
- Dlaczego byłeś na początku taki oschły?
Wciąż zaskakuje mnie swoimi pytaniami.
- Chciałem odrzucić od siebie prawdę i fakt, że jesteś tak blisko.
- To było złe, że byłam obok?
- Nie zrozum mnie źle, ale niszczyło mnie to w pewien sposób. Niszczyło dlatego, że świadomość, że będę musiał ci o wszystkim powiedzieć coraz bardziej się zbliża, zabijała mnie. Zdawałem sobie sprawę z tego, że w momencie kiedy wszystko będziesz wiedziała, odwrócisz się ode mnie i odejdziesz.
- Jak widzisz, wiem już część i nie uciekłam. Albo jestem nienormalna, albo zwyczajnie pomyliłeś się co do mnie.
- Póki co wiesz mało i to nie jest tak straszne, jak mogłoby się wydawać.
- A może po prostu nie porównuj "dawnej mnie" z tą, która jest teraz? Mimo, że nie pamiętam dzieciństwa, to myślę, że dużo się we mnie zmieniło. W każdy sposób.
- Może masz rację. - wzruszam ramionami, ponownie patrząc na jezioro - Każdego dnia jesteś piękniejsza.
Dziewczyna mamrocze coś pod nosem.
- Wiem, że się rumienisz. - śmieję się cicho - Zawsze zawstydzały cię komplementy. Kompletnie nie wiem dlaczego. To chyba coś w rodzaju "być kobietą", czy inne bzdury.
Dostaję kuksańca w ramię.
- Żadne "być kobietą", po prostu taka jestem. - prycham.
- Jasne, Haruno.
- Jak domyśliłeś się, jakie kwiaty lubię? - pyta znienacka.
- Twoje imię oznacza kwiat wiśni. - wzdycham cicho - Zawsze zatrzymywałaś się przy stoiskach i lubiłaś je wąchać. A róże..po prostu w jakiś sposób urzekały cię swoją banalnością. Powtarzałaś, że pomimo tego, iż prawie każdy facet daje je kobiecie, to są one w jakiś sposób wyjątkowe i wyróżnione i nie można ich szufladkować.
- Coraz bardziej zaczyna mnie przerażać twoja wiedza na mój temat. - śmieję się po raz kolejny.
- Pamiętasz coś na mój temat?
- Niezbyt. Coś mi się kojarzy jakieś znamię, ale nie wiem czy to prawda.
- Prawda.
- Gdzie masz to znamię?
- Na brzuchu.
- Nie widać go.
- Bo chowam je.
Wstaję z miejsca i rozpinam bluzę. Unoszę koszulkę, by pokazać jej czarny wir wokół mojego pępka.
Zaskoczona różowo-włosa wstaje i niepewnie wyciąga dłoń w stronę mojego umięśnionego brzucha. Zerka na mnie pytająco, a ja kiwam głową. Po chwili czuję jej delikatną, miękką i ciepłą dłoń na mojej skórze. Znajomy przyjemny dreszcz przechodzi przez moje ciało.
- Jak to możliwe, że byłeś w stanie to ukryć?
- Nie mogę teraz odpowiedzieć na to pytanie. - wzdycha cicho z rezygnacją, odsuwając rękę.
Zasłaniam brzuch i zapinam z powrotem bluzę.
- Chyba starczy na dziś informacji, powinnaś odpocząć przed jutrem. - mówię po chwili.
- Okej.
- Odwiozę cię do domu.

**

Sakura:
Wchodzę do kuchni, gdzie widzę tatę czytającego gazetę i mamę, opierającą się o blat kuchenny ze szklanką soku w dłoni.
- Mamo? Tato?
- Tak, kochanie? - kobieta posyła mi pytające spojrzenie.
- Mogę was o coś spytać?
- Oczywiście. - ojciec składa gazetę i patrzy na mnie wyczekująco.
- Tylko proszę o szczerość.
- Mów, bo zaczynam się stresować. - mama prostuje się.
- Czy znacie może..Naruto Uzumakiego?
Po pomieszczeniu roznosi się dźwięk rozbitego szkła. Tata odwraca się w stronę mamy i posyła jej porozumiewawcze spojrzenie.
- Wiecie kim on jest. - odpowiadam za nich - Wyjaśnijcie mi o co tu chodzi. Dlaczego każdy mnie okłamuje?
Zamiast odpowiedzi, dostaję milczenie.
- Tato? - posyłam mu błagalne spojrzenie, ale on tylko zaciska usta - Mamo? - pochyla się i zbiera nerwowo rozbite szkło - Dlaczego do cholery nic nie wiem?! Czemu wszyscy kłamiecie?! Kim on jest?! - mój głos jest znacznie wyższy, niż zwykle.
Ich milczenie uświadamia mnie w tym, że tylko ja nic nie wiedziałam. Wszyscy udawali. Wszyscy kłamali. Naruto miał rację na temat świata; jest zakłamany.


**

Po tym jak wybiegłam z domu, krążyłam bez celu po mieście. Chciałam rozejść wściekłość i przy okazji zebrać fakty. Ale na nic były moje starania. Nie doszłam do żadnego konkretnego wniosku. Nic nie przybliżyło mnie do poznania prawdy na własną rękę. To było tak cholernie wkurwiające. Dlaczego? Dlaczego ja?
Wracam do domu około godziny dziewiątej wieczorem. Na wejściu uderza we mnie zapach wanilii i wiem, co to znaczy.
- Co tu robisz? - pytam, gdy wchodzę do kuchni, gdzie siedzi cała trójka.
Blondyn wstaje z miejsca i patrzy na mnie z troską.
- Porozmawiajmy na spokojnie. - prosi - Bez krzyków, bez kłótni.
Wzdycham głośno, cofając się do przedsionka, by ściągnąć kurtkę i buty.
- Chodź. - mamroczę pod nosem, kierując się do mojego pokoju.
Chłopak posłusznie i w ciszy za mną idzie.
Podchodzę do okna, opierając się o parapet. Czekam.
- Co masz mi do powiedzenia?
Milczy.
A to jeszcze bardziej mnie wkurwia i frustruje.
- Nie obwiniaj rodziców, proszę.
- Jestem ich córką, a oni okłamywali mnie przez cały czas! Myślisz, że to jest łatwe?
- Domyślam się, że nie. Mieli zakaz, by cokolwiek ci mówić. Zrozum ich, oni naprawdę chcieli..
- Mojego dobra? - wcinam.
- Tak. Chcieli cię chronić. - prycham.
- Chronić przed czym?
Ponownie milczy. Zaciskam powieki, by nie wybuchnąć.
- Rozumiem, że jest ci ciężko, ale..
- Twoi rodzice zrobili ci kiedykolwiek coś takiego? - odwracam się do niego.
Blondyn spuszcza wzrok, chowając dłonie do kieszeni czarnych jeansów.
- Zginęli w dzień moich narodzin. - zaciska usta - A to co ich zabiło jest we mnie.
Otwieram usta, ale nie wiem, co powiedzieć.
- Przepraszam, ja..
- Nie musisz. Wiem, że nie pamiętasz. - unosi powoli wzrok - Nie wiem, jak dokładnie się czujesz, ale staram się to zrozumieć. Wiem, że jest ci ciężko, ale proszę, nie wyżywaj się na nich. Nie mogli postąpić inaczej. To było po to by cię chronić.
- Chronić przed czym?
W milczeniu podchodzi do mnie tak blisko, że nasze klatki piersiowe stykają się.
- Przede mną. - szepcze.
- I wpuścili cię do domu? Tu coś nie gra, wiesz? - unoszę brew.
- Innym mną. - dodaje.
- Nie rozumiem.
Zaciska po raz kolejny usta.
- Po prostu.. - ucina, spuszczając wzrok.
Chwytam go za koszulkę, by spojrzał na mnie. Robi to z ociąganiem. Lazurowe tęczówki pokazują niepewność, smutek i żal. Tylko dlaczego?
- Co w tym wszystkim robisz ty? - pytam cicho, pozwalając, by cichy szloch rozległ się po pomieszczeniu.
- Nie płacz. - ponownie szepcze, wyciągając dłonie z kieszeni.
Chwyta moje dłonie w swoje i zaczyna pocierać delikatnie moje knykcie.
- Jesteś zbyt piękna, by płakać. - wyznaje, ponownie patrząc w dół - To łamie mi serce. - pociągam nosem - Proszę, nie płacz.
- To powiedz mi.. - nawet nie wiem, kiedy wtulam się w jego czarną koszulkę i ciasno obejmuję go w pasie.
Czuję i słyszę jak bije mu serce. Staje się dla mnie niepokojące, jak szybko ono bije. Uderza tak mocno, jakby miał zaraz zejść na zawał.
- Czemu tak szybko bije ci serce?
- Zawsze tak biło przy tobie. - mamrocze, wtulając twarz w moje włosy.
Wplątuje w nie smukłe palce i przeczesuje z nadzwyczajną delikatnością kosmyki. Trwamy w tej pozycji dość długo, nie odzywając się.
- Jestem.. - zaczyna, uprzednio odchrząkując - Jednocześnie muszę cię chronić, a z drugiej strony jestem zagrożeniem dla ciebie i innych.
- Ty zagrożeniem?
- Niestety tak.
- Nie wydajesz się być niebezpieczny.
- Bo cały czas walczę ze sobą. Ale powoli tracę siły.. Potrzebuję do tego twojej pomocy.
- Żebym cię uratowała?
- Tak. - mruczy.
- Cholernie ciężko w to uwierzyć, teraz jesteś taki..spokojny i potulny.
- Twoja obecność tak na mnie wpływa.
Wtulam twarz bardziej w jego koszulkę, by zakryć rumieniec. Mimo to, cichy śmiech blondyna dociera do moich uszu. I nie jest to śmiecho-mruknięcie. Już od dawna go nie ma.
- Naruto?
- Hmm?
- Jak się tu znalazłeś? - jego ciało napina się na chwilę.
- Twoja mama do mnie zadzwoniła.
- Skąd miała twój numer?
- Znamy się tyle lat..dziwne, jakby go nie miała. Z resztą, wiedzieli, że cię chronię i muszę wiedzieć o takich rzeczach.
- Dlaczego musisz o wszystkim wiedzieć? Rozumiem, że chcesz mnie przed czymś chronić, ale nie jesteś w stanie kontrolować wszystkiego.
- Jestem w stanie. - mamrocze, obejmując mnie ramionami - Zawsze przy tobie byłem, ale tego nie widziałaś. - wzmacnia uścisk z obawą, że ucieknę.
- W nocy też mnie pilnowałeś? - pytam z rozbawieniem.
O dziwo, w odpowiedzi dostaję wymowne spojrzenie.
Odsuwam się od niego delikatnie. Jednak nadal jestem otoczona jego silnymi ramionami.
- Pilnowałeś mnie w nocy? - patrzę w jego lazurowe oczy, ale on unika mojego wzroku, będąc zawstydzonym - Naruto. - mój głos jest surowy i poważny - Odpowiedz.
- Tak, musiałem. - przyznaje po chwili.
- Cały czas?
- Niezupełnie. - zaciska usta.
Mogę dać sobie rękę uciąć jeśli ktoś się nie zgodzi, ale ten chłopak właśnie się rumieni.
- Kiedy? Byłeś tu?
- To nie jest odpowiedni czas na tę rozmowę. - jego poliki robią się bardziej czerwone.
Wypuszcza mnie ze swojego uścisku i chowa ręce do kieszeni, odsuwając się parę kroków w tył.
- O, nie. Nie wychodzisz. - mówię twardo.
Ale on mnie nie słucha i cofa się w stronę wyjścia. Chwytam go za ramiona i pcham na łóżko. Nie spodziewał się tego - stwierdzam to po jego zaskoczonej minie.
- Byłeś w moim pokoju? - pytam, pochylając się nad nim.
Unika mojego wzroku, jak ognia. Ale kiwa delikatnie głową, będąc jeszcze bardziej czerwonym.
- Ile razy? - wyciąga ręce z kieszeni i wyciera je o materiał jeansów.
- Codziennie. - mamrocze.
Unoszę brwi, zdziwiona.
- Podglądałeś mnie? - mrużę oczy.
- Nie! O nie, broń Boże! - macha nerwowo rękoma - Nigdy!
- Więc po co tu byłeś? I jak tu wchodziłeś?
- Oknem. - odwraca głowę w stronę drzwi, jakby czekał aż w końcu wejdzie tu któreś z moich rodziców. Ale tak się nie dzieje. - Musiałem cię pilnować.
- Co miałoby mi się stać w nocy? W moim pokoju w dodatku. - prycham.
- Zdziwiłabyś się. - mruczy cicho.
- A więc, byłeś tu każdej nocy i gapiłeś się na mnie?
- Uch, nie. - drapie się po poliku - Nie gapiłem się na ciebie non stop. Nie jestem zbokiem.
- Jesteś pewien, że nim nie jesteś? Bo to trochę niepokojące, że przychodzisz do mojego pokoju i mnie pilnujesz.
- Zwyczajnie czuwałem, czy nikt nie przyjdzie i nie zrobi ci krzywdy.
- Kto miałby mi zrobić krzywdę? - wspinam się na jego kolana i rozkładam ramiona po obu stronach jego głowy.
Teraz wydaje się być taki bezbronny..
- Nie mogę ci teraz powiedzieć. - szepcze - Możemy skończyć ten temat, proszę? To żenujące. - zakrywa twarz.
- Żenujące? Komu ty to mówisz? - prycham.
- Domyślam się, że jesteś wściekła. - rozsuwa palce jednej ręki i patrzy na mnie przez moment - Ale to nie jest tak, jak myślisz.
- Wściekła? Nie. Jestem oazą spokoju. - mówię sarkastycznie.
Blondyn wzdycha głęboko, po czym podnosi się razem ze mną na kolanach. Nasze ciała i twarze są niebezpiecznie blisko siebie, ale nie odsuwam się.
- Przysięgam, że ani razu nawet cię nie tknąłem. - mówi, patrząc mi prosto w oczy.
Jedno spojrzenie w jego piękne, lazurowe tęczówki utwierdza mnie w przekonaniu, że mówi prawdę. To aż szokujące, że tak łatwo da się odczytać z nich bijącą szczerość.
- Nigdy też nie chciałem zrobić ci krzywdy.
Po raz kolejny cicho wzdycha, patrząc przelotnie na moje usta. Kiedy widzi, że przyłapuję go na tym, odwraca wzrok.
- Co z Sasuke? - pyta nagle, jednak wciąż na mnie nie patrzy.
- A co ma być?
- Związek? - zaciska usta.
- Nie. - patrzy na mnie z zaskoczeniem i jakby..ulgą?
Znowu speszony patrzy wszędzie tylko nie na mnie.
- Chyba powinienem już iść. - mówi cicho - Widzimy się jutro w szkole, tak?
- Tak. - wstaję z jego kolan i pozwalam mu wyjść z mojego pokoju.
Zaraz po jego wyjściu biorę rzeczy do spania i idę pod prysznic. Zbyt dużo wrażeń jak na jeden dzień. Gdy wychodzę, moja głowa zaczyna nieznośnie boleć, więc biorę tabletkę przeciwbólową i kładę się spać. Po kilku nieudanych próbach udaje mi się odpłynąć.

**

- Już niedługo. - słyszę - Przyjdę po ciebie. I zabiorę ci to, co najcenniejsze.
Rozglądam się po ciemnym pomieszczeniu i próbuje zlokalizować stronę z której pochodzi ten głos. Jednak jestem zbyt zdezorientowana, by racjonalnie myśleć.
- Co mi zabierzesz? Kim jesteś? - krzyczę, rozglądając się gorączkowo.
Czuję chłodny oddech na moim karku i tym samym czyjąś obecność. Od tej osoby bije straszny chłód, powodujący gęsią skórkę.
Zza mojego ciała na ręce pokazuje mi coś w rodzaju ostrza. 
- Twoje życie. 
- Kim jesteś? - udaje mi się spytać.
Obraca ostrze, które jest tak czyste, że widzę w nim swoje odbicie i ciemną, zakapturzoną postać. Drugą ręką odchyla kaptur i to, co widzę przeraża mnie tak bardzo, że nie wydaje z siebie żadnego dźwięku.
- D-dlaczego? - nie wiem kiedy odzyskuję głos i odważam się spytać.
Postać pochyla się nad moją odkrytą częścią szyi i składa na niej pojedynczy pocałunek. Mrożący krew w żyłach pocałunek.
- Skarbie, takie jest przeznaczenie. Już ci mówiłem, że jestem jednocześnie kimś, kto cię ochroni i kimś, kto może wyrządzić krzywdę. - uśmiecha się przerażająco - Postaram się, żeby trwało to jak najkrócej, Księżniczko. - przybliża ostrze do mojej krtani - Dosłownie, kilka sekund, dobrze? 
- Naruto, proszę..
- O co prosisz, skarbie?
- Nie rób mi krzywdy. - moje ciało jest tak sparaliżowane strachem, że nie jestem w stanie poruszyć ciałem, a tym bardziej odepchnąć go.
Chłopak nuci pod nosem. 
- Przykro mi, że muszę to zrobić. Naprawdę. - ponownie całuje moją szyję - Ale tak będzie lepiej. Robię to dla nas. Sprawię, że będziesz mniej cierpiała, niż kiedy on cię dorwie.
- Miałeś mnie chronić, a nie zabijać. - szloch wydobywa się z moich ust.
- Ciii. - kładzie palec na moim podbródku, który obraca w swoją stronę - Spójrz na mnie. - mówi surowo, a ja robię to z nadzieją, że może odpuści - Łamiesz mi serce, gdy płaczesz. - głaszcze mnie pieszczotliwie po poliku - Skarbie, nie rób nam tego.. - smutek gości w jego czerwonych tęczówkach.
Naruto pochyla się w moją stronę i złącza nasze usta w pocałunku. Miażdży moje usta tak mocno, że nie dociera do mnie tak szybko to, co robi po chwili. Dopiero po paru sekundach czuję ból na szyi. Nie jestem w stanie krzyknąć, czy wydać choć najcichszy dźwięk. 
- Śpij dobrze, skarbie. - łapie moje wiotkie ciało w ramiona.
Kładzie mnie na ziemi i ponownie pochyla się, by mnie pocałować. Ale tego już nie czuję, bo moje oczy zachodzą czernią.
Budzę się oblana potem. Rozglądam się z przerażeniem po pokoju i gdy nic nie widzę, uspokajam się choć w minimalnym stopniu. Siadam wyprostowana jak struna i pocieram nerwowo twarz. Ściągam gumkę z nadgarstka i związuje włosy w niedbałego koka. Zakrywam twarz dłońmi i biorę kilka głębokich oddechów.
To tylko sen.
Ale przecież mówił, że może zrobić ci krzywdę..
Nadal trzymając ręce przy twarzy, odchrząkuję.
- Jesteś tu, prawda? - szepczę.
Przez chwilę w pokoju panuje cisza.
- Tak. - słyszę jego ściszony głos. 
Odsuwam dłonie od twarzy i mrużę oczy, by go dostrzec. Siedzi na krześle w kącie w pokoju.
- Jak długo tu jesteś? 
- Od czterech godzin. - wzdycha cicho - Miałaś koszmar.
Kiwam głową na potwierdzenie.
- Śniłem ci się, prawda?
- Skąd to wiesz? - posyłam mu zdziwione spojrzenie.
- Błagałaś, żebym cię nie zabijał. - mamrocze, wstając.
Wychodzi z cienia i staje przed moim łóżkiem. Teraz widzę dokładniej jego postać, bo księżyc oświetla tę część pokoju. 
Mierzę go wzrokiem. Jest inaczej ubrany. Ma na sobie czarne, zwężane dresy i szarą koszulkę na długi rękaw.
- Opowiesz mi o tym śnie? - pyta nieśmiało.
- Chcesz tego słuchać? 
- Inaczej nie pytałbym. - kiwam głową do siebie.
- Chodź i usiądź.
Patrzy na mnie z wahaniem.
- Nie zjem cię. - prycham cicho.
Ulega i siada na brzegu łóżka, przy mnie. Jednak zachowuje dość spory dystans. Nie mogę nic wyczytać z jego twarzy.
Jednak ignoruję to w tej chwili i zaczynam opowiadać sen, a on wsłuchuje się w każde słowo, milcząc.
- ..tylko wyglądałeś inaczej. Twoje włosy były czarne, a oczy czerwone. I tak jakby miałeś kły, jak u jakiegoś zwierzęcia. - wzdryga się, ale wciąż nic nie mówi - To był cholernie dziwny sen.
Kiwa głową.
- Powinnaś iść spać, żeby się wyspać. - odzywa się po upływie parunastu sekund.
- Zostajesz tu?
W odpowiedzi wysuwa telefon kieszeni i odblokowuje go. Mruży oczy, gdy wyświetlacz razi go w oczy.
- Jest piąta trzydzieści. - mówi - Więc chyba czas na mnie.
Wstaje, nie obdarowując mnie nawet krótkim spojrzeniem. Uchyla okno i siada na parapecie. Przez chwilę patrzy na, wciąż widniejący na niebie księżyc, aż w końcu odwraca się bokiem w moją stronę.
- Do zobaczenia niedługo.
- Do zobaczenia. - gdy tylko odpowiadam, zeskakuje z parapetu, co przyprawia mnie o przyśpieszone bicie serca.
To jest pierwsze piętro, nie parter. Wstaję szybko i podchodzę do miejsca w którym przed chwilą był i rozglądam się. Widzę, jak jego sylwetka oddala się. Idzie normalnie, jakby zeskok z pierwszego piętra był dla niego niczym. Kręcę głową i zamykam okno. Trąc ramiona, szybko wsuwam się pod kołdrę.
Wiem, że raczej już nie zasnę, więc sięgam po telefon i słuchawki, które leżą na szafce nocnej i puszczam radio. Jak na zrządzenie losu, po raz kolejny leci ta sama piosenka, którą mi śpiewał. Po jakimś czasie przyłapuję się na rozszyfrowywaniu jej słów i tego, co chciał mi przez nią przekazać.
Bo chciałeś, prawda?


***
Ołł szit, co tu się dzieje?
Miałam taką wenę wczoraj, że napisałam ten rozdział w dość krótkim czasie.
Dlatego, by umilić wam te trzy (chyba 3, bo nie wiem, jak macie) dni szkoły przed przerwą wstawiam dziś. 
Pozdrawiam!

sobota, 19 marca 2016

Rozdział 21

Uratujesz mnie?

- Kiba, zobacz jak uświniłeś blat. - słyszę zirytowanego Shikamaru - Jesteś tak cholernie upierdliwy, stary..
- Ale..ale..przecież się starałem. To dla was robiłem jajecznice, niewdzięcznicy! - siedzący przede mną Sasuke wywraca oczami.
Nie komentuję bezsensownej wymiany zdań między chłopakami, tylko skupiam się na jedzeniu. 
Kurwa, jaka przesolona..
Chwytam szklankę z wodą w momencie, kiedy mój telefon wibruje. Odblokowuję go i wchodzę w wiadomości.

Od: Haruno (11:25)
I tak twierdzę, że jesteś sztywniakiem.

Wiem, że odwołuje się do wcześniejszych wiadomości. Przez cały weekend pisaliśmy ze sobą, prowadząc luźną rozmowę. I to było bardzo przyjemne. Takie odświeżające. Czułem się wtedy inaczej, lepiej.

Do: Haruno (11:25)
Dziewczyno, naucz się, żeby nie pisać takich rzeczy do chłopaka. Powtórzę to kolejny i, mam nadzieję, ostatni raz: sztywnieć to mogę gdzie indziej.

Pisząc to, zdaję sobie sprawę, że po raz kolejny ją zawstydzę. Jednak, polubiłem to robić. Śmiesznie się wtedy naburmusza i wyzywa.
Haruno na szczęście nie bierze wszystkiego do siebie, co jest miłą odmianą, jak na dziewczynę. Nie to, że krytykuję dziewczyny, ale są takie, które biorą wszystko na poważnie i panikują, gdy nie załapią żartobliwego tekstu. 

Od: Haruno (11:27)
Jeny, dlaczego jesteś takim zboczonym i głupim patafianem? Czemu nie trzymam się z kimś, kto jest zdrowy na umyśle? ;')

Prycham zdecydowanie zbyt głośno. Ignoruję zdziwione spojrzenia chłopaków i wystukuję odpowiedź.

Do: Haruno (11:27)
Wiesz kim jest patafian? 

Od: Haruno (11:27)
Oczywiście, że tak, pf.

Do: Haruno (11:28)
Więc nie muszę Cię uświadamiać, iż nazwałaś mnie dwa razy pod rząd głupkiem? Fiu, już myślałem, że będzie taka potrzeba :').

Od: Haruno (11:29) 
Pff.
Jesteś głupi czy tępy?

- Stary, co się tak cieszysz do tego telefonu? - słysząc głos Sasuke, odwracam wzrok od ekranu.
- Hmm? Co? - odkładam telefon i ponownie zaczynam jeść przesoloną jajecznicę.
Krzywię się. Jest cholernie zimna.
- Z kim piszesz? - ponawia pytanie, mrużąc na mnie podejrzliwie oczy.
A chuj cię to?
Prycham w myślach.
- Czy to ważne? - wzruszam ramionami, przybierając obojętny wyraz twarzy.
Wstaję od stołu z zamiarem wrzucenia brudnego naczynia do zmywarki.
Charakterystyczny dźwięk odblokowania telefonu dociera do moich uszu, gdy zamykam urządzenie. Marszcząc brwi, odwracam się szybko.
Sasuke mam mój telefon.
- Oddawaj, kurwa! - w ciągu sekundy jestem obok i wyrywam mu smartfona z rąk - Co do chuja, stary? Odpierdala ci?
- Czemu z nią piszesz? - syczy, patrząc na mnie z wściekłością w oczach.
- A co cię to interesuje? W ogóle, to weź się ogarnij. To chore, że zabierasz mi telefon i sprawdzasz wiadomości. - wyrzucam ręce w górę, szybko gestykulując - Jebnij się, kurwa! Jest coś takiego, jak prywatność! Ja twojej nie ruszam, do kurwy nędzy!
Zaalarmowani moim krzykiem Shimakaru i Kiba, wchodzą do kuchni ze zdziwionymi minami.
- Co tu się dzieje? - Inuzuka staje między nami i odsuwa na bezpieczną odległość.
- Zapytaj tego..ugh. - dosłownie gryzę się w język, by go nie zwyzywać.
Mój wybuch jest zbyt podejrzany. Ale świadomość, że on wie, że z nią piszę mnie wkurwia. I fakt, że się do niej przystawiał jeszcze bardziej. Warto dodać, że znając szanownego pana Uchihę, będzie chciał coś chrzanić między mną a Sakurą. Spierdoli to prędzej czy później i jestem tego świadom.
Głupi kutas.
- Okej.. - odwraca głowę w jego stronę - O co chodzi?
- Piszę z Sakurą. - wskazuje na mnie oskarżycielsko palec.
Żebym ci go zaraz, kurwa, nie złamał.
- Nooo i co to takiego? - Kiba patrzy na mnie wymownie.
- Zostawiłem telefon na stole, a on od tak mi go zabrał i wlazł w wiadomości, kurwa! - Sasuke prycha - Chcesz w mordę? - zwężam oczy.
- Coś jest na rzeczy skoro tak reagujesz. - nuci, uśmiechając się wrednie.
- To normalne, że reaguję na brak prywatności. - warczę - Wychodzę, bo jak zostanę, to obiecuję, że mu przypierdolę.
Mijam wszystkich i kieruję się do salonu.
- Idź do Hinaty! - zatrzymuję się wpół kroku - Idź ją pieprzyć, jak zwykle.
Nie mogę wybuchnąć, nie mogę wybuchnąć, nie mogę wybuchnąć.
Kopię krzesło, które jest najbliżej, a ono turla się dwa razy i pęka przy okazji na siedzeniu.
Cóż, przynajmniej to nie jego morda.
- A żebyś, kurwa, wiedział, że pójdę! I się najpierw zdrowo napierdolę! Chuj ci w dupę, Uchiha! - krzyczę, ubierając buty. Narzucam na siebie bluzę, otwierając drzwi - Wychodzę i nie wiem, czy wrócę! - trzaskam drzwiami.
 Ruszam dobrze znaną mi trasą.
Dla sprostowania: tak, miałem układ z Hinatą. Tak, zamierzam właśnie tam iść zaraz po tym, jak się schleję. Tak, wiem, że to jest nieodpowiednie. Tak, wiem, że powinienem czuć się jak skończony dupek.
Ale jednak, poczucie winy wraca do mnie dopiero następnego dnia, ze zdwojoną siłą. Dlatego odrzucam swoje sumienie w chwili wejścia do baru. A gdy otwiera mi granato-włosa, wkopuję je jeszcze bardziej w kąt.

**

Kac. 
Najgorsza rzecz, która pojawia się po ostrej libacji następnego dnia. Jest cholerna niedziela i zamiast zrobić coś pożytecznego, gniję w łóżku, zaplątany w kołdrę.
Mamroczę pod nosem serię przekleństw i pocierając skronie, wstaję i otwieram okno. Biorę w płuca kilka porządnych oddechów, po czym odpycham się od parapetu i zabieram czarne spodnie, skarpetki i bokserki z szafki.
Prysznic - tak, to jest dobry pomysł.
Po dwudziestu minutach wychodzę ze szczoteczką w ustach. Po raz drugi myję zęby, bo za cholerę nie mogę się wyzbyć nieprzyjemnego posmaku w buzi.
Już więcej nie piję. 
Taa, kogo ja oszukuję?
Płuczę usta w łazience, składam szybko łóżko i wychodzę.
Marszczę brwi, gdy widzę z daleka dodatkową parę butów w holu. Akurat, schody są tak ulokowane, że z samej góry jest doskonały widok na drzwi frontowe i przedsionek.
Kompletnie nic nie pamiętam, więc może coś odwaliłem?
Wchodzę do kuchni, z zamiarem zjedzenia czegoś i wypicia sporej ilości soku. Mam cholerny kapeć w gębie!
Moje serce zamiera na chwilę, gdy w kuchni widzę drobną, zbyt dobrze znaną sylwetkę.
- O, wrócił do żywych. - woła uśmiechnięty Kiba, a ja krzywię się na zbyt głośny dźwięk - Uhu, kacyk jest. To my się zmywamy. - klepie Shikamaru, który stoi obok niego.
Oboje wychodzą z domu, przez co pozostaję tylko ja i ona. Sasuke prawdopodobnie nie ma, a nawet jakby był, to mam go w głębokim poważaniu.
Czuję jej palące spojrzenie na moim ciele, co mi pochlebia. Jednak nie mam sił, by się uśmiechnąć. Zawsze jest druga strona medalu, więc jest tu z jakiegoś powodu.
- Cześć. - mamroczę, podchodząc do lodówki.
- Hej.
Cisza między nami jest wkurwiająca, przynajmniej dla mnie.
- Co tu robisz? - pytam, siadając naprzeciw niej z dużą szklanką soku pomarańczowego w dłoni.
- Co pamiętasz? - marszczę brwi.
Nosz kurwa pięknie.
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie.
Różowo-włosa wzdycha cicho.
- Jestem tu od wczorajszego wieczora.
- Uhm, co? Dlaczego?
Dyskretnie wycieram spocone dłonie o materiał dresów.
- Teraz twoja kolej by odpowiedzieć na moje pytanie.
- Umm, co pamiętam? - trę skronie, opierając łokcie o blat - Emm..wyszedłem z domu. - pomijam w wymianie sytuację z Hinatą, którą akurat pamiętam - Poszedłem do baru. Trochę sporo wypiłem. A potem..chyba wróciłem do domu? - ostatnie zdanie brzmi jak pytanie.
Dziewczyna uśmiecha się, będąc rozbawiona moją niewiedzą.
- Teraz ty odpowiedz.
- Od czego zacząć?
Patrzę na nią z autentycznym przerażeniem, na co chichocze.
- Od początku, proszę.
- Tak więc, koło godziny zadzwoniłeś do mnie..
To się źle skończy..


**

Sakura:
Kyu patrzy na mnie, będąc na przemian wystraszonym i ciekawym.
- ..zadzwoniłeś do mnie koło dwudziestej. Chciałeś się ze mną spotkać. Nie było słychać, że coś z tobą nie tak, więc spotkaliśmy się niedaleko mojego domu. Wystarczyło jedno spojrzenie na ciebie i już wiedziałem, że się napierdoliłeś w trzy dupy, delikatnie i subtelnie mówiąc.

/Retrospekcja/

- Cześć. - Kyu mamrocze, kołysząc się - Co tam?
- Em, hej. U mnie w porządku, ale z tego co widzę, to ty średnio się trzymasz.
- Wiesz co? Przejdźmy się. 
Czy mi się wydaje, czy on kompletnie mnie zignorował?
- Okej, a gdzie chcesz iść?
- Przed siebie, gdzie nogi nas doprowadzą. - nuci pod nosem.
- Czy wszystko z tobą w porządku? - pytam po chwili drogi.
Kyu staje i patrzy na mnie zdziwiony.
- Oczywiście, dlaczego myślisz inaczej? Bo myślisz, prawda? Sądzisz, że coś ze mną nie tak? - panika w jego głosie wprawia mnie w zakłopotanie.
- Nie, nie, nie. - odpowiadam szybko - Po prostu, czuć od ciebie alkohol. 
- Śmierdzę? - zaczyna wąchać swoją bluzę.
- Nie śmierdzisz, po prostu alkohol ma mocny zapach. 
Blondyn marszczy nos, grzebiąc w kieszeni jeansów. 
- Aha! - krzyczy z radością, wyciągając listek miętowej gumy - Teraz się nie domyślisz. 
- Myślę, że już za późno. - mówię z rozbawieniem.
Po chwili ruszamy dalej. Kyu nuci jakąś nieznaną mi melodię. Nagle przerywa, po raz kolejny zatrzymując się.
- Chcę zabrać cię w jedno miejsce. Pójdziesz ze mną? - pyta z nadzieją.
- Okej.
- Jesteś pewna?
- Tak. 
Niebieskooki podchodzi do mnie na tyle blisko, że czuję woń jego wody kolońskiej i, już miętowy, oddech.
- Ufasz mi? - jego głos jest poważny.
- Nie dałeś mi powodu, bym nie miała. - uśmiecha się niemal niewidocznie.
Chwyta moją dłoń i szybkim krokiem idziemy w nieznanym mi kierunku.
- Gdzie dokładnie idziemy? - pytam zdezorientowana.
Jego ciepła ręka spleciona z moją wystarczająco mnie rozprasza. Bije od niej niesamowite ciepło, jest gładka i przyjemna w dotyku. To nie jest coś, co utożsamiłabym z postacią Kyu. Jednak pozory mylą.
- W moje tajne miejsce. Dlatego, obiecaj.. - ponownie się zatrzymuje, przez co prawie wpadam na niego - Obiecaj, że nikomu nie powiesz o tym miejscu.
- Obiecuję. - uśmiecha się szeroko.
Staram się ukryć zdziwienie, ale jego uśmiech jest tak pięknym widokiem, że nie mogę się powstrzymać i odwzajemniam go. 
Po około piętnastu minutach drogi dochodzimy do zamkniętego jeziora. Mijamy jednak znaki zakazu wstępu i wchodzimy po piaszczystej drodze na ogromny klif. 
- Zawsze tu przychodzę, gdy chcę pomyśleć. - mówi cicho, siadając na krawędzi.
Pomimo lęku wysokości, siadam obok niego.
- Wiesz, po prostu stoję na krańcu i wcale się nie boje. Ze spokojem patrzę na jezioro, które jest bardzo głębokie. 
Choć chcę się odezwać i zapytać o coś więcej, powstrzymuję się. 
- Kocham naturę. Z resztą, to chyba jedyna rzecz, którą kocham. - odwraca głowę w moją stronę i od razu dostrzegam smutek i ból w jego oczach - Najczęściej przychodzę tu w nocy, kiedy są burze. Zostawiam ubrania pod tym wgłębieniem w skale, żeby bardziej nie zmokły. - wskazuje palcem za nas - A potem, będąc tylko w bokserkach patrzę w górę. To niesamowite, jak natura potrafi być piękna. - odchyla się i rozprostowuje ramiona za plecami - Stoję tak przez jakiś czas, patrząc z fascynacją, jak różna jest każda chmura, jak inny ma odcień. Wszystkie kontrastują ze sobą, ale ostatecznie są w zgodzie i spuszczają deszcz, który z kolei jest bardzo potrzebny wszystkim roślinom na ziemi. Wszystko ma od siebie jakąś zależność i działa w zgodzie. - tym razem pochyla się w przód, jakby chciał zeskoczyć.
Powstrzymuję się od złapania go za ramiona i odsunięcia w tył.
- Kiedy błyskawice zaczynają przecinać niebo, patrzę w dół i zastanawiam się, co by było, gdyby kiedyś to wszystko co jest wokół nas się skończyło. Tak szybko skończyło, jak każdy kolejny błysk na niebie. - ponownie patrzy na mnie, ale tym razem obojętnie - Świat jest taki kruchy, choć wydaje się być nieskończenie silny. - wzdycha cicho, odwracając wzrok na jezioro pod nami - A potem biorę rozbieg i skaczę. Nie boję się, że coś mi się stanie. Ufam naturze i wiem, że woda jest nadzwyczaj ciepła, gdy nadchodzi burza. Gdy jestem pod taflą wody, przez jasne pioruny, widzę, jak krople wody wzburzają taflę jeziora, niszcząc jej strukturę. Ryby ze spokojem pływają wokół mnie. Nie boją się mnie, nie boją się burzy, nie boją się piorunów, nie boją się wzburzonej tafli wody. Są w pewien sposób silniejsze i odważniejsze, niż wydaje się rybakom, gdy chcą je złowić. Świat jest taki.. - gestykuluje dłonią, chcąc pomóc przyjść odpowiednim słowom.
- Nieobliczany? Zakłamany?
- Dokładnie. - kiwa gorączkowo głową, blokując ze mną spojrzenie.
Kyu wzdycha cicho, ponownie patrząc na mnie ze smutkiem.
- Pewnie teraz myślisz, że jestem popieprzony, co? - mówi gorzko.
- Nie.
- To, co mówię jest popieprzone. Jestem świrem. - przeczesuje nerwowo włosy.
- Nie jesteś świrem. Jesteś unikalny, jedyny w swoim rodzaju. A to, co powiedziałeś uważam, że jest piękne i w pełni odzwierciedla prawdę o otaczającym nas świecie. Myślę, że masz rację z tym, iż natura jest piękna, fascynująca. To wszystko jest najszczerszą prawdą. Z pewnością, jako jeden z niewielu masz takie myślenie. Ludzie z reguły myślą oczami. To, co widzą jest dla nich prawdziwe. I zazwyczaj są to osoby, które nazywają się 'realistami'. Gówno prawda.
Kyu uśmiecha się bardzo delikatnie, niemal nieśmiało. 
- Dlaczego chciałeś pokazać mi to miejsce? 
- Sam nie wiem.. - drapie się zakłopotany po karku, odwracając głowę w stronę nieba - Myślę, że jesteś inna. - odpowiada po paru sekundach, marszcząc przy tym brwi - Inna jak ja. 
- Nadal trzymasz się tego zdania?
- Sądzę, że tak. 
Siedzimy w cichy na tyle długi czas, że niebo przybiera kolor granatu. Pomimo mniejszej dawki światła dziennego, obserwujemy otaczające nas środowisko. I szczerze mówiąc, wydaje się one zupełnie inne nocą. Bardziej tajemnicze, ale nie przerażające. 
Patrzę kątem oka na Kyu, który pod nosem nuci jakąś piosenkę.
Mayday! Mayday! The ship is slowly sinking. // Mayday! Mayday! Ten statek powoli tonie.
They think I'm crazy, but they don't know the feeling. // Myślą, że jestem szalony, ale nie znają tego uczucia.
They're all around me, circling like vultures. // 
Wszyscy dookoła mnie, krążą jak sępy.
They wanna break me and wash away my colors. // 
Chcą mnie złamać i zmyć moje kolory.
Wash away my colors! // 
Zmyć moje kolory!

Take me high and I'll sing oh // 
Wznieś mnie wysoko, a ja zaśpiewam. Och
You make everything okay, okay, okay // 
Sprawiasz, że wszystko jest ok.
(okay, okay, okay)
We are one in the same oh // 
Jesteśmy jednym i tym samym och
You take all of the pain away, away, away // 
Zabierasz cały ból z dala.
(away, away, away)
Save me if I become my demons. // 
Uratuj mnie jeśli stanę się moimi demonami. 

Patrzy na mnie ze spojrzeniem, którego nie potrafię odczytać.

- I cannot stop this sickness taking over // Nie mogę powstrzymać tej choroby.
It takes control and drags me into nowhere. // 
Ona przejmuje kontrolę i ciągnie mnie do nikąd.
I need your help I can't fight this forever. // 
Potrzebuję Twojej pomocy, Nie mogę walczyć wiecznie.
I know you're watching, I can feel you out there. // 
Wiem, że patrzysz. Czuję Cię.

Take me high and I'll sing oh // 
Wznieś mnie wysoko, a ja zaśpiewam. Och
You make everything okay, okay, okay // 
Sprawiasz, że wszystko jest ok.
(okay, okay, okay)
We are one in the same oh // 
Jesteśmy jednym i tym samym och
You take all of the pain away, away, away // 
Zabierasz cały ból z dala.
(away, away, away)
Save me if I become my demons. // 
Uratuj mnie jeśli stanę się moimi demonami.

Take me over the walls below. // 
Zabierz mnie nad te mury.
Fly forever. Don't let me go. // 
Leć na zawsze, nie pozwól mi odejść.
I need a savior to heal my pain // 
Potrzebuję zbawiciela by uleczył mój ból.
When I become my worst enemy. // 
Kiedy stanę się moim najgorszym wrogiem.
The enemy //  
Wrogiem.


Take me high and I'll sing // Wznieś mnie wysoko, a ja zaśpiewam. Och
You make everything okay. // Sprawiasz, że wszystko jest ok.
We are one in the same // Jesteśmy jednym i tym samym och
You take all of the pain away. // 
Zabierasz cały ból z dala.

Take me high and I'll sing oh // 
Wznieś mnie wysoko, a ja zaśpiewam. Och
You make everything okay, okay, okay // 
Sprawiasz, że wszystko jest ok.
(okay, okay, okay)
We are one in the same oh // 
Jesteśmy jednym i tym samym och
You take all of the pain away, away, away // 
Zabierasz cały ból z dala.
(away, away, away)
Save me if I become my demons. // 
Uratuj mnie jeśli stanę się moimi demonami. - śpiewam razem z nim, pamiętając refren.


Głos Kyu jest inny, niż zwykle. Śpiewa naprawdę czysto i dobrze. Dlatego, postanawiam przestać nucić razem z nim, mimo że zachęca mnie uśmiechem.

Take me high and I'll sing oh // Wznieś mnie wysoko, a ja zaśpiewam. Och
You make everything okay, okay, okay // 
Sprawiasz, że wszystko jest ok.
(okay, okay, okay)
(My demons) // Moje demony.
We are one in the same oh // Jesteśmy jednym i tym samym och
You take all of the pain away, away, away // 
Zabierasz cały ból z dala.
(away, away, away)
(My demons) // Moje demony. 
Save me if I become my demons. //  Uratuj mnie jeśli stanę się moimi demonami. *

Patrzymy na siebie w ciszy, a ona z kolei jest inna. Chłopak przybliża się do mnie na tyle, że jego tors styka się z moim ramieniem.
- Uratujesz mnie? - pyta cicho, uważnie mnie obserwując.
- Jeśli dasz mi szansę do siebie dotrzeć, to zrobię to na tyle, na ile potrafię. - mówię, kładąc dłoń na jego lewej piersi.
Patrzy przez chwilę na moją rękę spoczywającą na jego ciele.
- Nawet jeśli mam prawdziwe demony? - naciska na moje ramię tak mocno, że muszę zwrócić się do niego przodem.
Dlatego, siadam po turecku, wciąż trzymając dłoń na jego torsie. Kyu oblizuje szybko usta, kolejny raz krzyżując nasze spojrzenia.
- Kochałaś kiedyś kogoś tak mocno, że czułaś ból, bo nie mogłaś mieć tej osoby? - w jego oczach widzę wahanie.
Kładę drugą dłoń na jego rozgrzanym policzku, głaszcząc go opuszkami palców.
- Wydaje mi się, że kiedyś nie doceniłam kogoś kogo powinnam. Niewiele pamiętam z poprzednich lat, ale.. Myślę, że kiedyś zabłądziłam i zraniłam kogoś, kto był dla mnie dobry. Zbyt dobry. Żałuję tego, ale sama nawet nie wiem, czy moje domysły są prawdziwe. - po raz kolejny nie mogę nic wyczytać z jego spojrzenia.
Unosi dłoń, milcząc i tak jak ja, kładzie ją na moim poliku. Przejeżdża po mojej skórze tak delikatnie, że czuję mrowienie w miejscu zetknięcia naszych skór. Powoli zjeżdża na moje usta i obrysowuje ich kontur kciukiem. Przypatruje się tej czynności z fascynacją, jak u małego dziecka. Co chwilę nieświadomie przygryza wargi, jakby walczył ze sobą.
Po dość długim czasie przybliża swoją twarz na tyle, że czuję jego miętowy oddech na ustach. Przymyka oczy, przesuwając palce z powrotem na polik. Kiedy wydaje mi się, że zaraz mnie pocałuje, on przytyka swoje czoło do mojego.
- Powstrzymujesz się. - mówię cicho.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. - odpowiada równie ściszonym głosem, wzdychając.
- Dlaczego?
- Bo..ja.. - patrzy po raz kolejny w moje oczy, jakby miał tam odnaleźć odpowiedź - Ja..po prostu..j-ja..
Jego oddech przyśpiesza, a jego spojrzenie jest przepełnione desperacją. 
- N-nie mam uczuć. - szepcze, marszcząc brwi - A wydaje mi się, że to jedyna rzecz, która jest do tego potrzebna. 
Zabieram rękę z jego torsu, ale w zamian obejmuję jego twarz i odsuwam nasze czoła. Skanuję wzrokiem jego postać.
- Masz uczucia, tylko za bardzo się pogubiłeś. - otwiera usta, ale nic nie mówi - Musisz się po prostu bardziej otworzyć, być bardziej spontaniczny. 
Jego wargi drżą, a oddech staje się cięższy.
- Za bardzo zatraciłem się w kłamstwach, aby się otworzyć. 
- Można tego dokonać małymi krokami.
- Jestem jak puszka pandory. Gdy się otworze, będzie nieszczęście. 
- Na pewno jest w tobie choć krzta szczęścia. Pomyśl, przypomnij sobie, co cię uszczęśliwia.
Jego szczęka jest napięta, a on siada bardziej wygodnie. Nie jest na klęczkach jak wcześniej. Jednak dystans między nami pozostaje ten sam.
- Znalazłem to. - szepcze niepewnie - I co teraz?
- Spraw, żeby ta myśl była jak najczęściej przy tobie.
- A jeśli..odpycham to, co mnie uszczęśliwia, bo wydaje mi się, że na to nie zasługuję?
- To przestań to robić. Zasługujesz na szczęście. Każdy zasługuje niezależnie od tego, jaki jest.
Kiwa niepewnie głową, po czym szybko pochyla się w moją stronę, składając delikatny pocałunek na moim poliku. 
- Dziękuję. - szepcze mi do ucha, opierając głowę na moim ramieniu.
Obejmuje jego ciało ramionami. Trwamy tak przez jakiś czas w całkowitym milczeniu. Jego ciało przestaje być napięte, a oddech wraca do normy. 
Ten chłopak jest kompletną zagadką. Jest tak zamotany i niepewny w tym, co robi lub ma robić, że ciężko go zrozumieć. Jest w stanie sam sobie zaprzeczać. A co najgorsze, sprowadza na siebie nieszczęście, sądząc, że na to zasługuje.
A on jest po prostu wyjątkowy. Nie wiem, dlaczego tego nie widzi. Ktoś musi w końcu otworzyć mu oczy na to, jaki jest. Nie da się tak żyć. Takie myślenie może go zniszczyć wewnętrznie. O ile już nie zniszczyło. 
W każdym bądź razie zamierzam wyciągnąć do niego dłoń i pomóc z tego wyjść. Postaram się uratować go i wyciągnąć z tego, w czym jest.
Chłodne krople zaczynają spadać z nieba, przez co oboje się wzdrygamy. 
- Powinniśmy już iść. Nie chcę, żebyś się przeziębiła. - szepcze, odsuwając się lekko.
Od razu czuję większy chłód, spowodowany przez brak jego ciepłego ciała.
- W porządku. - wstajemy i ruszamy do wyjścia.
- Jest po dwudziestej trzeciej. - drapie się po karku - Nie będziesz miała nieprzyjemności? 
- Nie, jest okej.
Dobrze, że napisałam mamie, że idę do Ino z możliwością, że będę tam spać. Założyłam tak, bo nie wiedziałam, czy ostatecznie wrócę do domu tak szybko. Najwyżej, pójdę do Yamanaki i tyle.
- Odprowadzę cię do domu. - mówi, ściągając bluzę.
- Idę chyba do Ino. Muszę do niej zadzwonić, czy mogę przenocować. Co ty właściwie robisz?
- Nie fatyguj jej. Załóż ją, coraz mocniej pada.
- Do domu raczej o tej porze nie wrócę. Uch, nie trzeba. Jesteś w zwykłej koszulce, będzie ci zimno. - prycha.
- Przenocujesz u mnie. - unoszę brew zdziwiona - Zakładaj sama, albo zaraz ci pomogę. - no i wrócił apodyktyczny Kyu.
Chyba zdążył trochę wytrzeźwieć. Trochę, bo nadal się odrobinę zatacza.
- Nie chcę się narzucać. - mówię, zakładając jego ciepłą i pachnącą bluzę.
- Nie narzucasz. To ja cię wyciągnąłem z domu, więc teraz powinienem zadbać o to, że będziesz cała. - wzrusza ramionami.
Kiedy docieramy do jego i chłopaków domu, wybija północ. Blondyn pokazuje palcem, żebyśmy byli cicho. Kiwam głową i wchodzę razem z nim do przedsionka. Szybko zdejmujemy buty i kierujemy się do salonu.
- Jesteś głodna? - pyta cicho.
Kręcę głową.
- A chcesz coś pić?
- Wody poproszę. - kiwa głową i wskazuje, bym poszła za nim - Dziękuję. - mówię, gdy dostaje to, co chciałam.
- Chłopacy już śpią, więc żeby nie narobić hałasu na korytarzu, będziesz spać u mnie. Mój pokój jest trochę dalej niż ich, więc nie będą robili jakiejś sensacji. 
- A ty gdzie będziesz spał? 
- Kimnę się w salonie, o ile zasnę.
- Dlaczego miałbyś nie?
- Mam drobne problemy ze snem. - ponownie wzrusza ramionami.
- To znaczy?
- Śpię góra cztery godziny. - wzdycha - Chciałabyś coś jeszcze z kuchni? 
- Nie.
- To chodź, zaprowadzę cię do pokoju, a potem pokażę łazienkę.
Kiwam głową i cicho wchodzimy na górę. 
Od razu rozpoznaję jego pokój po ciemnych bordowo-ciemnoszarych ścianach i czarnych meblach. Łóżko ledwo rozpoznane, bo w tych ciemnościach zlewa się z panelami. Niebieskooki zapala światło i podchodzi do szafy. Drapie się po karku, przeglądając jej zawartość.
- Uch, mam jakąś koszulkę. - mamrocze - Nie wiem, czy znajdę spodenki. Jesteś bardzo mała, wiesz? - wzdycha - O, mam! Na szczęście możesz je związać w pasie, więc prawdopodobnie się nadadzą. - podaje mi czarną koszulkę Nirvany i czarne, materiałowe spodenki przed kolano - Spodenki są na mnie za małe, więc jakoś dasz radę. Tam jest łazienka. - wskazuje na drugie drzwi znajdujące się w pokoju.
- Dzięki. - kiwa głową.
Biorę szybki prysznic i przebieram się, składając wcześniej noszone koszulkę i spodnie i odkładając je na półkę. Ubierając jego ubrana, czuję charakterystyczny zapach wanilii, którym chłopak emanuje pomimo woni perfum. 
Wychodzę z pomieszczenia i podaję mu bluzę, którą wcześniej mi dał. Odwiesza ją na krzesło, zamykając przy okazji otwarte okno.
- Idę wziąć prysznic. - kiwam głową i siadam na łóżku.
Wychodzi znacznie szybciej niż ja. Mrużę oczy i dostrzegam, że ma na sobie czarne, koszykarskie spodenki z wystającą gumką bokserek i nic więcej. Widzę zarys jego imponujących mięśni. Zakrywam twarz włosami, czując, że zaraz moje poliki będą koloru czerwieni.
- Idę na dół, jeśli byś czegoś potrzebowała to napisz, albo zejdź. - uderzenie grzmotu dociera do naszych uszu.
On stoi niewzruszony, a ja podskakuję w miejscu, zakrywając usta, by nie pisnąć.
- Dobranoc. - kiwa do mnie głową i zmierza w stronę drzwi, zostawiając swoje ubrania na krześle.
- P-poczekaj. - mówię cicho, gdy otwiera drzwi.
- Coś nie tak? - zamyka je z powrotem.
- C-czy mógłbyś..umm..zostać?
- Dlaczego? Coś się stało? - podchodzi do mnie i kuca przed moimi nogami.
- Cóż, uhm..tak jakby..nie przepadam za burzą, mimo wszystko, i niestety ze wzajemnością. - szepczę zawstydzona. 
Zakrywam twarz włosami, ale nie na długo. Czuję jego dłoń na moim podbródku, który po chwili podnosi.
- Boisz się burzy? 
- Po prostu nie lubię, kiedy znienacka grzmi. - wywracam oczami, próbując ukryć czerwone poliki.
- Okej, mogę zostać. - wstaje i siada na krześle.
Marszczę brwi.
- Co robisz?
- Siedzę? - drapie się po karku, nie rozumiejąc o co mi chodzi.
- Przez to, żebyś został, miałam na myśli, żebyś ze mną spał. 
- A-aha..umm..no dobra. T-to pójdę po drugą kołdrę.. - wstaje szybko.
- Nie trzeba. - teraz role się odwróciły i nie ja próbuję ukryć zawstydzenie - Raczej się nie zjemy pod jedną.
- Tak myślisz? - drapie się po poliku.
- Jasne.
Wzdycha cicho, przygryzając wargę.
- Okej. - mówi po chwili, podchodząc do łóżka.
Oboje kładziemy się w ciszy. Przez chwilę każde z nas patrzy na sufit, dopóki nagły grzmot nie jest słyszalny w pomieszczeniu. Podskakuję w miejscu i nawet nie wiem kiedy wtulam się w bok Kyu.
Nie kryje zaskoczenia moją reakcją, ale nic nie mówi. Wolną ręką przykrywa moje plecy i pozwala mi wtulić się w swoje ciało bardziej. 
- Dobranoc. - szepcze.
- Dobranoc. - obejmuje delikatnie moją talię, odwracając się bardziej w moją stronę. 
Chwilę później oboje zasypiamy. I żadne z nas nie budzi się tej nocy.

/Koniec retrospekcji/

- Rano wstałam i zeszłam na dół, gdzie spotkałam chłopaków. Pytali, co tu robię, więc ogólnie powiedziałam, że pozwoliłeś mi tu spać, bo spotkaliśmy się i było zbyt późno, żeby wrócić do domu. - nie opowiedziałam mu wszystkich szczegółów.
Mimo to, moja opowieść sprawia, że Kyu siedzi patrząc tępo na blat stołu. Nabiera powietrza w płuca, po czym otwiera usta:
- Poszłabyś tam ze mną jeszcze raz? - w jego głosie słyszą wahanie.
- Okej. Tylko dziś chciałabym pojawić się w domu. 
- To nie zajmie długo.
- W takim razie, ubierz się i idziemy.
- Uhm, okej. - przeczesuje nerwowo włosy - Chciałabyś coś pić, jeść?
- Jestem już po śniadaniu z chłopakami.
Kiwa głową i wstaje z miejsca.
- Za chwilę wrócę.
W czasie jego obecności, zbieram to, o czym mu nie powiedziałam. Cóż, nie wie o tym, że chciał mnie pocałować, że śpiewał i pytał czy go uratuję, i częściowo wie o naszej rozmowie na jego temat. 
- Możemy iść. - bierze zielone jabłko z półmiska i wkłada je do ust, zakładając buty - Pojedziemy samochodem. 
- Od kiedy masz samochód?
- Nie pamiętam, jakiś czas. - wzrusza ramionami.
W samochodzie nie rozmawiamy, a ciszę przerywa muzyka lecąca z radia. Jakby chciał to los, zaczyna lecieć piosenka, którą mi śpiewał. Patrzę na niego kątem oka i widzę, że marszczy brwi. Domyślam się, że przypomina sobie, że mi śpiewał. Po chwili strzela sobie z dłoni w czoło i patrzy na mnie przelotnie.
- Jezu, co jeszcze sobie przypomnę? - mamrocze do siebie - Ile jeszcze nie wiem? 
- Troszkę. - uśmiecham się wrednie.
- Coś czuję, że będzie tylko gorzej. - wzdycha.
Zatrzymuje auto, a ja wiem, gdzie jesteśmy. Ponownie wchodzimy na klif. Tym razem trzymam się bardziej z tyłu, a Kyu stoi na krawędzi, patrząc w dół.
- Przypomniałem sobie. - mówi po upływie kilku minut.
Nie odwraca się, ale unosi głowę. Słyszę jak wzdycha.
- Pewnie myślisz, że rzeczywiście jestem szalony..
- Nie. - odpowiadam od razu - Już wczoraj ci to tłumaczyłam.
- Na twoim miejscu bałbym się kogoś takiego. 
- Dlaczego?
- Bo jestem nieobliczalny. Popieprzony. Bipolarny. Jestem zagrożeniem. 
- Dlaczego tak o sobie myślisz? - odważam się do niego podejść.
Odwraca się w moją stronę z zaciśniętymi ustami.
- Nigdy nie myślałem o sobie w superlatywach, bo po co?
- Czasem trzeba. Nie ma człowieka, który ma same wady.
- A co jeśli nie jestem człowiekiem? - mówi szeptem do siebie, ale doskonale to słyszę.
- Więc kim jesteś? - patrzy na mnie zdziwiony, nie spodziewał się, że jednak usłyszę jego mamrot.
Otwiera kilkakrotnie usta, ale nie wie co powiedzieć. Widzę powtórkę z wczoraj: oddech chłopaka przyśpiesza, a w oczach żarzy się iskierka desperacji.
- Jestem Naruto. - mówi, spuszczając wzrok.
Naruto? Moje usta drżą, a serce z nieznanego mi powodu przyśpiesza. Moje usta uchylają się i nawet nie wiem, kiedy pytam:
- Naruto Uzumaki?
Patrzymy na siebie w szoku. 
Jego pokazują szczęście, a moje zdezorientowanie.
- Skąd ja cię znam? 



***

* Starset - My demons

Pisałam to przez większość dnia - taką mam wenę, o!
Doczekaliście się długiego rozdziału, więc mam nadzieję, że zaznaczycie swoją obecność, porządnym komentarzem na ten temat.
Pierwszy raz nie wiem, jakie pytanie do Was skierować odnośnie powyższej treści, bo jest ich aż nadto.
Więc..
Po prostu pozdrawiam! x