środa, 28 stycznia 2015

61.

Min. 15 komentarzy=następny rozdział (może być z opóźnieniem)
+ Notka pod rozdziałem.
***

Kiedy wracaliśmy, postanowiłem wstąpić na chwilę do Ino. Haruno poszła do domu, a ja miałem po chwili dołączyć. Wszedłem więc do kwiaciarni, gdzie zastałem blondynkę za ladą.
- Heeeej! - przywitała się z szerokim uśmiechem.
- Hej, hej.
- Co cię tu sprowadza?
- Właściwie to zamierzałem z tobą o czymś pogadać. - odłożyła papiery na bok i spojrzała na mnie zaciekawiona.
- O czym?
- Hm, nie chcę się wcinać w twoje prywatne sprawy, ale..
- Ale prawdopodobnie to zrobisz. - dokończyła, śmiejąc się cicho.
- W każdym bądź razie, ptaszek mi powiedział, że dałaś Sasuke "okres próbny". - ściągnęła brwi.
- Można tak to ująć.
- Przyswoiłaś sobie już nowe informacje, no wiesz, to wszystko?
- Mniej więcej. Jednak nadal staram się to zrozumieć. W końcu, ciężko jest mi znieść myśl, że może mu się spodobać tyłek jakiegoś gorącego kolesia. - próbowała to obrócić w żart, ale nie wyszło.
- I tak dobrze sobie radzisz. Myślę, że ten "okres próbny" to najzwyklejsza ściema.
- Dlaczego?
- Bo go kochasz i nie chcesz się bawić w takie rzeczy. - zgryzła wargi.
- Dobra, muszę ci przyznać rację. - ucięła - A tak swoją drogą, gdzie masz swoją dziew..narzeczoną?
- Prawdopodobnie idzie do domu. Wpadłem tu tylko na moment, bo nie wiem czy będziemy się często widywać.
- Dlaczego byśmy nie mieli?
- Bo od kiedy Sakura opuści wioskę, biorę wszystkie możliwe misje. - westchnąłem.
- Widać, że coś cię dręczy. O co chodzi? - spojrzałem na nią z wahaniem i zaskoczeniem, że to po mnie widać - Mi możesz powiedzieć. - poczochrała moje włosy i uśmiechnęła się pokrzepiająco.
- Skłamałem.
- Odnośnie? Muszę z ciebie wszystko wyciągać?
- Mniej więcej. Chodzi o to, że..okłamałem Sakurę.
- Z czym?
- Kazała mi obiecać, że nie wezmę żadnej niebezpiecznej misji, kiedy jej nie będzie, żeby chociaż odrobinę mniej się martwiła. A wiem dobrze, że nie mogę spełnić tej obietnicy.
- To dlaczego jej to obiecałeś?
- Żeby sprawić, żeby..nie wiem. Uznałem, że kłamstwo będzie słuszne. Że potrzebuje takiej pustej obietnicy, że będzie ze mną w porządku.
- Naruto, wiesz przecież, że możesz poprzestać na misjach rangi B, a nawet A. Nie musisz brać bardziej niebezpiecznych. Więc dlaczego zakładasz, że będziesz właśnie takie brał? Nie rozumiem. Wytłumacz mi to.
- Bo wiem, że będę musiał być czymś zajętym, żeby o niej nie myśleć. Wiesz, że jej nie ma.
- Będzie, tylko nie ciałem.
- Dokładnie to jej powiedziałem. - przeczesałem dłonią włosy - Myślę, nie wiem, może to głupie założenie, ale..że jeśli będę więcej trenował, skupiał się na swoich umiejętnościach i przede wszystkim misjach to zatracę się w tym tak bardzo, że nim się skapnę to ona stanie w progu domu i wróci.
- Hm, już rozumiem. - pokiwała głową - Ale twój tok myślenia jest zły. Przynajmniej po części.
- Dlaczego?
- A bynajmniej dlatego, że po pierwsze: okej możesz trenować i skupiać na tym swój czas, to jeszcze można przetrawić. Po drugie: złe jest to, że chcesz się tak oddać misją. Pewnie na treningach będziesz ćwiczył formie po ostatniej misji, która się tak strasznie przeciągnęła, ale czy warto jest brać misje no nie wiem, kategorii S? Wiesz, jak każdy z shinobich, że wystarczy chwila, dosłownie moment, a możesz zginąć na takich misjach. I teraz trzeci argument: musisz mieć świadomość, że idąc na taką misję nie tylko sam siebie narażasz, ale także Sakura, która po powrocie może dowiedzieć się, że coś ci się stało..albo broń Boże, zginąłeś. Musisz to przemyśleć. Proszę cię w imieniu swoim i Sakury.
- W porządku. - oznajmiłem po chwili. - Przemyślę to wszystko. Jak na razie postaram się ograniczyć do treningów i misji najwyżej rangi A. Zobaczę, jak będę sobie dawał ze wszystkim radę. - potarłem czoło - Muszę lecieć. - ruszyłem w stronę drzwi, ale nim je przekroczyłem odwróciłem się do blondynki. - Dziękuję. - pomachałem do niej i wyszedłem.
Zaciągnąłem się wieczornym, chłodnym powietrzem i teleportowałem się do domu. Wszedłem do kuchni, a potem do salonu, ale nie znalazłem dziewczyny. Ostatecznie poszedłem na górę do naszej sypialni. Usłyszałem szum wody. Westchnąłem i podszedłem do okna.
W jednej chwili moje serce zamarło.
- Widzisz go? - spytałem Kuramę.
- Tak, co on tu robi? Wyczułeś go?
- Nie.
- Jak to możliwe, że zmniejszył wyczuwalność swojej chakry do minimum?
- Nie wiem. Może on także ma pierścień? 
- Sądzisz, że dałby radę tu wejść?
- Raz mu się udało. Pamiętasz?
- Tak. Myślę, że czas zejść do piwnicy. Ale na wszelki wypadek zostaw klona na dachu, by go obserwował.
- Tak, to dobry pomysł. - zrobiłem to, co polecił Dziewięcioogoniasty.
Szybko zbiegłem do piwnicy i podszedłem do czegoś na podobieństwo pieca. Kyuubi mną kierował.
- Skąd wiesz, że tutaj mogę aktywować tarczę?
- Sam nie wiem. Ciągnie tu moją chakrę. Czujesz to? 
- Właściwie, coś tak. Im bliżej tym czuję większe przyciąganie.
- Połóż na nim ręce z uwolnioną chakrą. - zrobiłem tak, a po pokoju rozniósł się niebieski blask. Wśród rur płynęły jasnoniebieskie żyłki, które świeciły.
- Wow. To niesamowite. Ale co to jest?
- Chyba chakra blokująca.
- Chakra blokująca?
- Tak. Kiedy z nim walczyłem, twój ojciec użył jakiejś dziwnej chakry przeciwko mnie i ona zablokowała mnie na tyle, że nie zdołałem tknąć cię jak byłeś mały. Myślę, że to również działa na Madarę.
- Ale w takim razie dlaczego cię jakoś nie odpędza, czy jakkolwiek to nazwać?
- Bo nasze chakry się zmieszały. Twój ojciec musiał przewidzieć, że dasz radę mnie poskromić.
- Niesamowite. - przede mną wyświetlił się jasnoniebieski dotykowy panel. - Myślisz, że tak odpalę tą całą ochronę?
- Spróbuj, a się przekonamy.
- Okej. - oblizałem usta i przesunąłem kilka razy po panelu do momentu kiedy urządzenie nie zażądało, abym przysunął rękę, a później oko do skanowania.
Zrobiłem to, a panel wydał cichy pisk, komputerowy głos oznajmij, że "właściciel został zaakceptowany". Ponownie zabłysły światła, a potem szybko zgasły. Panel się schował i wszystko wróciło do normy.
- Myślisz, że włączyliśmy ochronę?
- Tak, chyba tak. Jak tam klon?
- Madara uciekł, ale nie wszedł do domu. Tylko obserwował.
- Teraz zagadką pozostaje dlaczego w ogóle przyszedł.


***
A więc tak, wyczytałam, że jednej osobie nie spodobało się, że zażądałam od was minimum 15 komentarzy. 
Cóż, może to nie było specjalnie dobre, i mogło się wielu osobom nie spodobać. Przyznaję. Jednakże wielokrotnie powtarzałam, że nie pisze tylko dla siebie. I myślę, że krótki komentarz w stylu "świetne" albo "nie podobało mi się", czy jakikolwiek inny nie zajmie nikomu zbyt dużo czasu. Może nawet nie minutę.
Druga sprawa, zostało zarzucone, że moje rozdziały nie są na tyle ciekawe, żeby je komentować. Każdy wyrazi na ten temat inną opinię. Wielokrotnie też powtarzałam, np. na asku, że mam świadomość tego, że moje rozdziały nie są na miarę moich możliwości i zawsze mogły być lepsze. Wiem o tym. Ale no niestety, ja osobiście nie umiem napisać długiego rozdziału z super ciekawym zwrotem akcji, bo nie mam do tego głowy. Oczywiście, wiem, że są też inne osoby piszące blogi i dają radę. Mają tak jak ja szkołę, ale no niestety nie jestem ideałem, żeby to złączyć, połączyć czy jakkolwiek to zwać. (już teraz plączą mi się słowa) Mogę różnie tłumaczyć to, jakie mogą być ewentualne powody, że rozdziały są takie jakie są. Ale kto chciałby czytać, albo zatruwać sobie czas tym, że być może mój własny organizm wliczając w to plecy, głowę, ręce, nogi, odmawia posłuszeństwa, bo nie może poradzić sobie nawet z tempem w szkole i jest na skraju wytrzymania? No właściwie niewiele jest takich osób. I to w pełni rozumiem. Zdaję sobie sprawę, że pisanie bloga jest też zobowiązaniem do jakiejś systematyczności, ale cóż jak widać nie zawsze sobie z tym radzę.
Jednak mam jedno "ale". Widzę, że wykroczyłam za ponad 100 tysięcy wejść, na moim jednym rozdziale jest średnio 150-450 wyświetleń, a codzienne wejścia na mojego bloga wahają się między 140-350. Mówię tak na oko, bo nie chcę mi się teraz dokładnie tego wyliczać. Więc no biorąc takie liczby sądzę, że mogłabym równie dobrze "zażądać" od Was co najmniej 100 komentarzy albo i więcej, a tymczasem prosiłam o zaledwie 15. Widać znaczną różnicę? Okej, treść nie musi zawsze powalać, ale liczby, które podałam chyba mówią w jakimś stopniu same za siebie, prawda?
Kończąc, jeśli ktoś jeszcze by miał jakieś uwagi, to piszcie śmiało, bo przecież nie mogę mieć ciągle samych pozytywnych komentarzy haha. Chociaż to dobrze świadczy. Rozpisałam się jak nie ja, chociaż jestem i w rzeczywistości gaduła, ale no cóż.
A poza tym, jak wrażenia po rozdziale? Gdybacie nad czymś? Wiecie, co mógłby Madara chcieć od Naruto i Sakury? I jak wam się podoba wątek o ochronie domu, która jest całkiem abstrakcyjna, jak na świat shinobi?
Pozdrawiam, Jesy ☺

sobota, 24 stycznia 2015

60.

Minimum 15 komentarzy=następny rozdział (być może z lekkim opóźnieniem)
***

Po zjedzonym śniadaniu postanowiliśmy się przejść po mieście.
- Mamy jakiś konkretny cel? - spytałem.
- Nie specjalnie. A masz jakiś pomysł? - chwyciłem ją za rękę.
- W sumie, możemy pochodzić, a potem iść nad strumyk. Co ty na to?
- Brzmi dobrze.
Uniosłem brwi zdziwiony, ale nic więcej nie powiedziałem. Wiedziałem, że jest coś nie tak i wiedziałem z jakiego powodu, ale stwierdziłem, że nie będę teraz psuł chwili spokoju. 
Szliśmy powoli, milcząc. Posyłałem piorunujące spojrzenia tym, którzy zachłannie wgapiali się w różowowłosą. Dupki, ona jest moja. Westchnąłem i robiłem swoje. 
- Zaraz komuś przywalę. - mruknąłem do siebie, ale nie uszło to uwadze Sakurze.
- Mogłabym powiedzieć to samo.
- A to czemu? - uniosłem brwi.
- Nie ważne. - wymamrotała - A ty czemu?
- Booo.. - objąłem ją ramieniem i posłałem kolejne groźne spojrzenie jakiemuś blondynowi - Populacja męska się w ciebie zachłannie wpatruje, kiedy ja jestem obok i zaczyna mnie to drażnić. Teraz twoja kolej.
- Zazdrosny? - poczerwieniałem na twarzy. kiedy dostrzegłem, że grupa nastolatków wpatruje się w piersi dziewczyny.
- Smarkacze, ludzie mają oczy wyżej! - krzyknąłem na nich, a oni zaczerwienili się i uciekli w popłochu. - Co mówiłaś?
- Spokojnie. - położyła dłoń na mojej klatce - Pytałam, czy jesteś zazdrosny.
- Aaa.. No, tak. Jestem. Co ja będę pozwalał jakimś smarkaczom wgapiać się tam gdzie nie trzeba. - pokręciłem głową - Tylko ja mam do tego prawo. - spojrzałem przelotnie na dziewczynę, a jej mina wskazywała, że chyba musi się to zmienić. - Ty mi też nie odpowiedziałaś.
- Chodzi o to samo, tylko nie o płeć męską. - wywróciła oczami.
- Czy ja dobrze rozumiem? Że niby inne dziewczyny na mnie patrzą? - mój głos wskazywał zdziwienie.
- Niestety, tak.
- Dobry żart, kochanie. - zaśmiałem się lekko.
- Nie żartuję.
- No proszę cię, wątpię, żeby ktoś inny się we mnie wpatrywał.
- To uwierz na słowo. - nadęła policzki.
- Ale wiesz.. - objąłem ją mocniej - To słodkie, że robisz się zazdrosna. - ścisnąłem delikatnie jeden z jej nadętych polików.
- Zrób tak jeszcze raz, a pożałujesz. - nie specjalnie się wystraszyłem.
- Okej. - ponownie chwyciłem jej polik - Czekam. - posłała mi groźną minę przez co odrobinę się wystraszyłem.
- Teraz tego pożałujesz. - wycedziła i nim się zorientowałem dostałem z pięści w brzuch. Na tyle mocno, że się skuliłem. - Pamiętaj, że mam siłę. - klepnęła mnie w tył głowy tak "delikatnie", że runąłem na ziemię.
Ona się tym zbytnio nie przejęła i poszła dalej, zostawiając mnie w tyle.
- Muszę pamiętać, że moja dziewczyna ma większą siłę niż ja. - powiedziałem sam do siebie i zacząłem się po chwili podnosić.
Kiedy szedłem parę metrów za dziewczyną zauważyłem, że specjalnie kręci biodrami, a panowie nie opierali się, by na nią spojrzeć. Czułem, że robię się czerwony ze złości. Szybko do niej podbiegłem i chwyciłem w ramiona i wskoczyłem z nią na dach.
- Co my tu robimy? - szedłem dalej.
- Idziemy bez akompaniamentu wzroku ciekawskich. - zacisnąłem szczękę - Wiem co zrobiłaś i dlaczego. - gdy na nią spojrzałem, ona nie ukrywała uśmiechu. - To nie jest śmieszne. - zmrużyłem na nią oczy i teleportowałem się moją techniką nad strumyk, gdzie mogliśmy odetchnąć w spokoju. Sami.
- Nadal uważam, że to miejsce jest piękne. - powiedziała nieoczekiwanie.
- Prawda. - usiadłem pod drzewem.
- Okej, więc skoro już jesteśmy w domu to powiesz mi skąd miałeś zadrapania, kiedy byliśmy u mojej rodziny? - westchnąłem.
- Rozmawiałem z Reiko. - dziewczyna potarła czoło. 
- Co ci powiedziała?
- Właściwie pytała jaka dla mnie jesteś. No i gdy wymieniałem właściwie same pozytywne rzeczy to nie wiem jakim sposobem, ale poleciałem na drzewo. Zdenerwowała się i zaczęła mi mówić, że taka nie jesteś. Tylko zła i właściwie to był bełkot bez żadnego ładu i składu. Wyszło, że po prostu jesteś nie wiadomo jak zła. - wzruszyłem ramionami. Dziewczyna w tym czasie usiadła mi na kolanach twarzą do mnie.
- Nie bierz tego do siebie. - przeczesała palcami moje włosy - Przepraszam cię za nią.
- W porządku. - oparłem się plecami o pień.
- Dowiedziałam się, że ona jest chora i ma zaburzenia tożsamości. Czyli nie zachowuje się tak jak normalnie. Nie wiadomo dlaczego. Proszę nie miej jej tego za złe.
- Nie mam. Rozumiem. - uśmiechnąłem się do niej delikatnie. - Co tak na mnie patrzysz? - spytałem zainteresowany chwilę później.
- A nie mogę?
- No możesz, ale tak dziwnie.
- Czemu dziwnie?
- Bo masz taki wzrok, jakbyś chciała mnie zjeść żywcem. - wywróciła oczami, a ja się zaśmiałem. - Naprawdę!
- Jesteś głupkiem.
- Przypomnę to co najważniejsze, otóż jestem twoim głupkiem. - mrugnąłem do niej.
- W co ja się wpakowałam? - udała irytację, a ja zachichotałem.
- A w co ja? - przybliżyłem się do niej - To ty mnie boksujesz. - pokręciłem rozczarowany głową.
- Bo zawsze na to zasługujesz. Ostrzegałam cię.
- Nie ma to jak wykłócanie się z tobą. - złożyłem ramiona z tyłu głowy.
- Nie kłócę się z tobą.
- Wykłócasz, nie kłócisz. To znaczna różnica. Bo wykłócanie, to takie przepychanki słowne, a kłótnia to krzyki i tak dalej. Ale poza tym kłótnie się przydają.
- Dlaczego?
- Bo, patrz. Kiedy jest się skłóconym, to można się później fajnie pogodzić. - poruszyłem sugestywnie brwiami.
- Zboczeniec.
- To nie ja spiłem się na imprezie i chciałem się do ciebie dobrać przez wyzywający strój, a może jego częściowy brak. - zaśmiałem się, kiedy na jej policzkach pojawił się rumieniec. Wstała i położyła się na trawie, olewając mnie.
Na złość, położyłem się obok.
- Jeszcze tylko dziś i jutro razem. - chwyciła mnie za rękę i zaczęła ją delikatnie pocierać kciukiem.
- Zawsze razem. - ucałowałem jej skroń - Tylko po dwóch dniach nie ciałem.
- Wiesz, że będę tęsknić?
- Wiem. Ja też. - położyłem się na boku i patrzyłem na nią. - Ale zobaczysz, jakoś zleci ten czas. Ty będziesz trenować, a ja pójdę do Tsunade-baachan, żeby w końcu dała mi jakieś misje, bo muszę nadrobić ten mój cały "urlop".
- Obiecasz mi coś? - spytała po chwili, wpatrując się w czyste niebo.
- Cokolwiek zechcesz.
- Obiecaj mi w takim razie, że nie będziesz brał udziału w misjach, które mogą być niebezpieczne i zagrozić twojemu życiu. - zacisnąłem usta w cienką linię. - Proszę, obiecaj mi to. Chociaż to sprawi, że nie będę się tak o ciebie martwić. Przynajmniej trochę się ona zmniejszy. - spojrzała na mnie.
- Dobrze - westchnąłem - obiecuję.
Milczeliśmy przez dłuższą chwilę, wpatrując się w niebo. Była cicho i przyjemnie. Nikt nam nie przeszkadzał. Dzięki tej ciszy każde z nas mogło pozwolić sobie na własne przemyślenia.
- Pamiętam - zacząłem cicho - jak cię tu przyprowadziłem. Usiedliśmy pod drzewem, a ty oparłaś głowę o moje ramię. Siedzieliśmy wtedy w ciszy. Aż w końcu oboje podnieśliśmy głowy i na siebie spojrzeliśmy. Bałem się odezwać, żeby nie popsuć chwili. W końcu zorientowałem się, że się do mnie przybliżyłaś. Zdziwiłem się, ale wziąłem z ciebie przykład i wtedy pierwszy raz się pocałowaliśmy. - zamilkłem na chwilę - Chyba nigdy tego nie zapomnę.
- A ja tego jak tu przyszliśmy i szłam w butach na obcasie przez piach. Na dodatek na ślepo. Właściwie nie wiedziałam o co ci chodzi, ale jak zobaczyłam jak się zestresowałeś i odpiąłem marynarkę i zacząłeś tak szybko mówić..to wiedziałam, że coś jest na rzeczy. Aż w końcu się spytałeś czy za ciebie wyjdę. Byłam w totalnym szoku i się aż kawałek odsunęłam i zobaczyłam, że się wystraszyłeś jakbym miała zaraz uciec i dopiero wtedy ci odpowiedziałam, bo wcześniej zaniemówiłam.
- Tak. Strasznie się wystraszyłem - zaśmiałem się - A teraz, leżymy na trawie w tym samym miejscu i wspominamy.
- Ciekawe ile razy jeszcze tu przyjdziemy.
- Ja chciałbym na pewno odwiedzić to miejsce po ślubie. O ile do niego dojdzie.
- Nadal wątpisz w nasz ślub?
- Brzmi bardzo poważnie.
- Bo to poważna decyzja.
- Zdaję sobie z tego sprawę, tylko nie mogę sobie wyobrazić ciebie i mnie przed ołtarzem. Ale..
- Ale?
- Śluby mają też pozytywną stronę. Bo wiesz te wszystkie emocje na weselu można potem przenieść na nos poślubną. - zaśmiałem się, kiedy klepnęła mnie w ramię.
- Chyba zarządzę celibat po ślubie. - jęknąłem niezadowolony i tym razem ona zachichotała.
- Jakoś cię przekonam, żeby tak nie było. Nie długo. - uniosła brwi zdziwiona, ale nic nie powiedziała tylko położyła głowę na moim ramieniu, tuż przy szyi, a ja objąłem ją w pasie.
Panowała idealna cisza przez co to miejsce wydawało się idealne. I my też wydawaliśmy się idealni. Obyśmy tylko mieli swoje szczęśliwe zakończenie.


***
wiem, że długo nic nie było za co przepraszam, ale mam na to usprawiedliwienie.
miałam koniec semestru więc wiecie, że wtedy lata się w tą i w tamtą, żeby wyciągnąć oceny. Więc właśnie, a temu towarzyszył stres itp. Więc no naprawdę nie miałam ani weny ani czasu ani ochoty pisać na NS, bo wiem, że bym to spartaczyła.
Pozdrawiam, Jesy

wtorek, 6 stycznia 2015

~Three Days: "Liar" Epilogue

Proszę o zostawienie jakiś komentarzy :)
***

Oczami Sakury:
Postawiłam przed Naruto talerz z jedzeniem i cicho usiadłam naprzeciw niego. Wiem, że mam przerąbane. Mógłby też zrozumieć, że w tej sytuacji nie czuję się dobrze, bo kto by się czuł? I najzwyczajniej na świecie chcę, żeby to się skończyło. Tak naprawdę nie chcesz. Kręcę głową na tą nagłą myśl. Z jednej strony boję się tego człowieka, a z drugiej jest tajemniczy i intrygujący i ma coś w sobie. Patrząc na niego, można stwierdzić, ze wiele przeżył w swoim życiu. I na pewno jego największym problemem nie było ucieczka osoby, którą się kochało. Tak, jak w moim przypadku. Westchnęłam cicho i sprzątnęłam talerz po sobie i blondynie. Przez cały czas czułam na sobie jego wzrok. Z resztą nie dziwne.
- Dziś w nocy wyjeżdżam. - usłyszałam jego głos tuż przy moim uchu. Kiwnęłam powoli głową, choć w środku zrobiło mi się tak jakoś dziwnie na wiadomość, że go nie będzie. - Dasz mi przynajmniej trzy godziny od wyjazdu nim zawiadomisz policję? Już więcej tu nie wrócę i będziesz mogła żyć dalej tak jak przed poznaniem mnie. - super. Wyczujcie tą ironię.
- Dobrze. - powiedziałam cicho i odwróciłam się. Przed swoimi oczami ujrzałam rozbudowaną klatkę okrytą jedynie cienkim materiałem koszuli. - Coś jeszcze? - uniosłam powoli wzrok.
- Sądzę, że prócz kary to wszystko. - potarłam ramiona.
- Co chcesz mi zrobić? - spojrzałam gdzieś w bok, zaciskając szczękę.
- Jeszcze nie wiem. - czułam, że jest jeszcze bliżej mnie - Ale na pewno coś, co da ci nauczkę, że nie celuje się do mnie moim pistoletem. - Chodź, muszę cię przykuć. - ruszyłam tuż za nim.
Usiadłam na ziemi i oparłam plecy o ścianę. Kiedy już mnie przykuł krążył chwilę po pokoju, aż wyjął z kieszeni telefon, wybrał numer i przyłożył go do ucha.
- To ja. - zaczął - Przyśpieszę wyjazd... No normalnie, wyjeżdżam dziś w nocy i jadę do granicy. Wszystko jest gotowe? - chwilę milczał, wsłuchując się w to co mówił rozmówca - Pieniądze są na koncie? Yhym. Zatarłeś ślady? W porządku. Zadzwonię do ciebie kiedy będę blisko granicy. - schował telefon i wyszedł z pokoju.
Sięgnęłam ręką do regału koło mnie i chwyciłam książkę. Dzięki niej czas jakoś mi zleciał.
Blondyn zawitał parę razy do pokoju, ale mnie ignorował. Kiedy wszedł koło dwudziestej zauważyłam, że starał się zabandażować sobie bok, ale z marnym skutkiem.
- Co za gówno. - warknął, próbując raz jeszcze go założyć.
- Może ci pomóc? - przeniósł na mnie zdziwiony wzrok i otworzył usta by coś powiedzieć, ale szybko je zamknął.
- Dobra. - kucnął przy mnie, a ja mogłam poczuć już z daleka ciepło bijące od niego i ten wspaniały zapach. Potarłam zaczerwienione nadgarstki, niebieskooki cały czas mnie bacznie obserwował. Wziął moje ręce i mocno przycisnął kciuk do czerwonej linii, przejeżdżając tak parę razy, a potem delikatnie potarł przez co ból się zmniejszył.
- Dziękuję. - wstaliśmy równocześnie. Podeszłam bliżej niego i odwiązałam całkiem bandaż przez co ukazała się rozerwana ze szwów rana. - Przemywałeś to? - chłopak pokręcił głową. - Trzeba to przemyć, żebyś nie miał zakażenia. Chodź do łazienki. - nic nie powiedział tylko posłusznie poszedł za mną.
Chwyciłam wodę utlenioną i gazę. Ponownie stanęłam przy boku Naruto.
- Może zapiec. - mówiąc to delikatnie przycisnęłam gazę do jego rozerwanego boku.
Po pięciu minutach oczyszczania starannie rany odsunęłam się by wyrzucić zużytą gazę i odłożyć wodę utlenioną. Rozłożyłam bandaż i przyłożyłam kawałek za raną. Jedną ręką przytrzymywałam koniec, a drugą powoli owijałam wokół jego ciała. Nie mogłam się skupić, bo stał tak blisko, że znów czułam jego ciepło i zapach. Kiedy dostrzegłam, że bandaż się kończy rozerwałam go i związałam dwa końce w supeł.
- Skończone. - oznajmiłam i odsunęłam się o krok. Dalej nie mogłam przez rękę blondyna na moich plecach. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego zdziwiona.
- Boisz się mnie? - podszedł tak blisko mnie, że nasze klatki niemal się stykały. Pokręciłam przecząco głową. - Dlaczego? - jego oczy pociemniały i nim zdążyłam się zorientować byliśmy w salonie.
- Nie wiem.
- Musisz wiedzieć dlaczego nie. - pchnął mnie na kanapę i pochylił się nade mną.
- Nie przerażasz mnie. - oczy chłopaka były już ciemnoniebieskie.
- Wiesz o tym, że powinnaś?
- Wiem. - przycisnął swoje wargi do mojej szyi na co jęknęłam. Szybko odnalazł na niej czuły punkt i zaczął go ssać.
Chwilę później czułam już jego dłoń pod moją koszulką. Zgryzłam wargę i spojrzałam na niego półprzymkniętymi oczami. Wiedziałam, że już jestem stracona i że jego osoba nie da mi spokoju nawet jak wyjedzie. Usta blondyna przeniosły się na mój obojczyk i kierowały się niżej. Zatrzymały się dopiero na granicy koszulki. A, że mu przeszkadzała to ją ściągnął. Nim się obejrzałam oboje mieliśmy na sobie tylko bieliznę. Miałam dłonie z tyłu głowy chłopaka i ciągnęłam go za włosy, kiedy obcałowywał mój brzuch. Jęknęłam niezadowolona kiedy przerwał.
- Teraz sprawię, że zmienisz o mnie zdanie. - obrócił mnie tak, że byłam na kolanach zwrócona głową do okna.
Poczułam jego dłonie na moich biodrach, które chwile później zsunęły ze mnie ostatnie części garderoby.
- Co chcesz zrobić? - spytałam zdezorientowana. W odpowiedzi poczułam dotyk na pośladkach. Od razu się domyśliłam o co chodzi. - Nie proszę. - próbowałam się wyrwać, ale przytrzymał mnie.
- Wyluzuj, nie mam czasu się z tobą szarpać. - teraz czułam do niego obrzydzenie przez to co chciał mi zrobić.
Próbowałam się wyrwać za każdym razem jak czułam na pośladkach jego dotyk, ale znowu bez skutku. W końcu poczułam nigdy dotąd spotkany ból w dole pleców. Zacisnęłam usta i oczy jednak to nie zahamowało łez i łkania. Prosiłam i błagałam, żeby to się już skończyło jednak zignorował to. Zaciskałam mocno ręce w pięści i czekałam aż to się skończy. Jednak to trwało i trwało i trwało jakby nie miało się skończyć.
Po chyba paru minutach, bo nie wiem ile czasu minęło, poczułam, że chłopak mnie puszcza i w końcu odsuwa się ode mnie całkowicie. Upadłam bokiem na kanapę, skulona. Miałam cały czas mocno zamknięte oczy i płakałam. Ból nadal był nie do zniesienia. Nie dość, że fizyczny to i psychiczny, że mi to zrobił. Przecież nie zawiniłam. Przynajmniej nie tak bardzo, żeby mnie..zgwałcić. Ledwo przeszło mi to słowo przez myśl.
Moje ciało zostało okryte kocem, wtedy dopiero uchyliłam delikatnie powieki i dostrzegłam ubranego Naruto.
- To była twoja nauczka i kara. - chciał dotknąć moich włosów, ale się odsunęłam na tyle ile mogłam.
- Nie dotykaj mnie. - nie wiem jakim cudem mogłam się zdobyć na jakiekolwiek słowa.
- Sądzę, że udowodniłem ci, że ludzie jak ja są potworami i nie możesz udawać przy nich odważnej.
- Chciałeś to udowodnić sobie, nie mi. - dostrzegłam na jego twarzy cień poczucia winy, ale gówno mnie to obchodziło. Usiadł na skraju kanapy.
- Wiesz, jak ciężko jest żyć w otoczeniu gdzie widzi się tylko pobicia, szantaże, porwania i gwałty? Bardzo ciężko. To zmienia człowieka i nastawia go na to, że nie widzi większych wartości i nie chce się wybić. To jest walka o życie w takim otoczeniu. Codziennie.
- Dlaczego musiałeś mnie skrzywdzić? - nie dostawałam żadnej odpowiedzi.
- Nie wiem. Chciałem ci pokazać, że nie powinnaś się przywiązywać w żaden sposób do ludzi. - milknie na chwilę - Nie tylko ty musiałaś to przeżyć. - spuścił wzrok w dół. Co to miało oznaczać? Że przeżył też to co ja przed chwilą?
- Czy ktoś cię...
- Tak. Wielokrotnie. - jego wzrok powędrował na okno - Moja matka została zgwałcona, ja zostałem. Teraz ja ciebie. To jak błędne koło. - westchnął i wstał. - Wezmę twój samochód, później ci wszystko zrekompensuję.
- Nie musisz mi nic oddawać, zabrałeś już wszystko co mogłeś. - spojrzał na mnie smutno i zabrał swoją torbę i wyszedł.

Oczami Naruto:
Zatrzymałem się na stacji benzynowej niedaleko granicy. Została mi może godzina jazdy. Włączyłem telefon i wybrałem numer do Kiby.
- Jestem prawie na miejscu.
- To świetnie. - moje oczy się rozszerzyły, kiedy usłyszałem głos tego dupka. - Jesteśmy też na miejscu. U twojej dziewczyny? Nie wiem co jej zrobiłeś, ale jest w opłakanym stanie.
- Co jej zrobiłeś?! - warknąłem.
- Och, czyżby ci zależało?
- Nie próbuj jej tknąć.
- Zawrzyjmy układ. Ty za nią. W starym magazynie tam, gdzie zabiłeś mojego ojca.
- Nie zależało ci na ojcu. Powiedz mi czemu się mścisz?
- Bo muszę ci udowodnić, że śmieć pozostanie śmieciem. -  westchnąłem. - Masz dwie godziny.
- Czekaj, daj mi ją do telefonu.
- Okej, jak sobie chcesz. - w tym czasie zdążyłem odpalić samochód i zacząć zawracać - Naruto? - usłyszałem jej cichy głos.
- Wszystko w porządku? Tknął cię? Jeśli wszystko w porządku, to powiedz, że zgubiłaś..no nie wiem telefon. - nastała chwila cichy.
- Nie, tylko zgubiłam telefon. - westchnąłem z ulgą.
- Przyjadę po ciebie, a ty wtedy wrócisz do domu. Nie masz się cofać, rozumiesz?
- Naprawdę to zrobisz?
- Tak. Zrozumiałaś, co ci powiedziałem?
- Tak. - przyśpieszyłem - Masz dwie godziny, nie spóźnij się, bo zajmę się twoją dziewczyną. - nic więcej nie usłyszałem tylko urwane połączenie.
W ogóle po cholerę tam jadę? Mógłbym nie przyjeżdżać i pławić się w luksusie za granicą. Jak to możliwe, że moje nastawienie zmieniło się w ciągu dwóch dni. W sumie teraz już trzech, bo jest już trzecia w nocy. Przyśpieszyłem ponownie, osiągając prędkość 150 km/h. Szybciej, szybciej. Mimo, że wiem, że zdążę to nie wierzę Itachiemu, że jej nie tknie. Jeśli coś jej zrobi to..zabiję go.
Wyszedłem z samochodu chowając broń w spodniach i przykrywając ją luźną koszulką. Otworzyłem stare, zardzewiałe drzwi magazynu i wszedłem w ciemność. Po chwili ukazało się światło na jego środku gdzie stała dziewczyna ze skrępowanymi rękoma. Za nią stał Itachi.
- A więc jednak się zjawiłeś, jestem pod wrażeniem a jednocześnie szkoda mi ją tak puszczać wolną.
- Wypuść ją i daj jej piętnaście minut na odjechanie, a wtedy załatwimy sprawy między nami. - powiedziałem chłodno. W międzyczasie zdążyłem policzyć ilu jego ludzi jest pochowanych w cieniu. Naliczyłem siedmiu. Nie tak źle.
- W porządku. - pchnął dziewczynę w moją stronę, a ja pochwyciłem ją w ramiona.
- Zgubiłaś telefon? - szepnąłem.
- Tak.
- Rozwiążę cię, a ty uciekaj. Samochód masz przed magazynem. - delikatnie rozwiązałem sznur z jej nadgarstków i potarłem je. - Uciekaj. - szepnąłem.
- A co z tobą?
- Odpokutuję swoje. - uśmiechnąłem się słabo. - Idź już. - zrobiła co kazałem, a ja mogłem odetchnąć.
- A więc.. - usłyszałem głos Itachiego - możemy odliczać piętnaście minut. - włączył stoper i wymierzył w moją stronę pistolet.

Oczami Sakury:
Odczekałam trzydzieści minut i poszłam od tyłu magazynu. Nie zostawię go tak. Podeszłam do jednej ze szczelin i zaglądnęłam przez nią do środka. Widziałam jedynie ciemność. Żadnych hałasów, szarpaniny, strzałów. Czyżby tak szybko skończyli? A może go zabrali? Ostrożnie weszłam do środka, próbując robić jak najmniej hałasu. Nikogo w środku nie było. Jak to możliwe? Nie wiedząc co zrobić, wróciłam do domu i zamknęłam się na wszystkie spusty.

Dwa miesiące później.
Nie zgłosiłam niczego na policję. Uznałam, że lepiej o tym zapomnieć. O tej całej sytuacji. No, przynajmniej chciałam zapomnieć. Jedna rzecz nie dawała mi spokoju, a raczej osoba. Tak, jak szybko mijał czas od tych wszystkich zwariowanych wydarzeń, tym częściej wracałam myślami do Naruto. Poczułam coś do niego, choć nie powinnam. Nie wiem nawet kiedy to się zaczęło.
Jednak wiedziałam, że nie wróci. Dlatego dwa dni po wszystkim wróciłam do pracy i starałam się normalnie funkcjonować. Nawet umówiłam się dziś z kolegą z pracy, po kilkudziesięciu prośbach z jego strony. Był wysokim, czarnowłosym mężczyzną, miał też tego samego koloru oczy i śniadą cerę. Na jego ustach zawsze był sympatyczny uśmiech. Końcem, końców to nie był Naruto. Był jego przeciwieństwem. Może to i dobrze.
Właśnie wracaliśmy z kolacji i muszę przyznać, że dobrze spędziłam ten czas. Kierowaliśmy się pod moje drzwi, bo Sai (tak miał na imię) uznał, że lepiej będzie kiedy zobaczy jak wchodzę bezpiecznie do domu. Czy coś w tym stylu.
- Dziękuję za dziś. - uśmiechnęłam się do niego.
- Ja też dziękuję, że się w końcu zgodziłaś. - staliśmy tak w milczeniu przed otwartymi drzwiami, a on jakby telepatycznie próbował mi powiedzieć, że chce wejść. - Może wyjdziemy jeszcze na kawę czy coś, jest jeszcze wcześnie?
- Nigdzie z tobą więcej nie pójdzie. - usłyszałam znany mi głos. Moje oczy rozszerzyły się ze zdziwienia. Przecież to niemożliwe.
- Kim ty jesteś? - spytał czarnowłosy.
- Kimś na pewno. - blondyn wszedł ze mną do mieszkania, zatrzaskując drzwi przed Sai'em.
Patrzyłam na niego w milczeniu przez dłuższą chwilę, a on na mnie. Wcześniej cieszyłabym się, gdyby wrócił, a teraz czułam jedynie złość.
- Ty dupku! Okłamałeś mnie! - krzyknęłam na niego i uderzyłam go w pierś - Zostawiłeś mnie! - wiedziałam, że go to nie boli - Nie wiedziałam, czy żyjesz! Mogłeś dać jakiś znak życia! - patrzył na mnie z uśmiechem na ustach - Co cię śmieszy?! Jesteś kłamcą! - warknęłam rozzłoszczona do granic możliwości. On w odpowiedzi chwycił oburącz moją twarz i przycisnął swoje usta do moich. Od razu przeszła mi złość. Od tak.
Objęłam ramionami jego kark i przysunęłam się do niego tak, że nasze klatki się stykały i znów czułam ciepło bijące od niego i jego zapach.
- Cześć. - powiedział, kiedy się od siebie odsunęliśmy. - Tęskniłem. - jego wzrok wędrował po całej mojej twarzy.
- Ja też. - oparłam swoje czoło o jego. Staliśmy tak i wpatrywaliśmy się w swoje oczy. - Będziesz znowu wyjeżdżał? - zadałam nurtujące mnie pytanie.
- Nie. Przyjechałem do ciebie.
- Chyba musimy sporo omówić. - kiwnął tylko głową i poszliśmy do salonu. Usiedliśmy na fotelach naprzeciw siebie. - I co teraz będzie?
- Nie wiem. - chwycił moje dłonie w swoje i przejeżdżał po nich kciukiem. - Zmieniło się coś kiedy mnie nie było? - zgryzłam wargi, patrząc na niego niepewnie. Kiedy to dostrzegł zmarszczył brwi. - Co się stało? - wypuściłam powietrze z ust.
- Będziesz ojcem. - patrzyłam na nasze splecione dłonie. - Nie musisz brać za nie odpowiedzialności. Nie dam mu twojego nazwiska. Nie tylko dlatego, że go nie znam. Nie musisz się nim martwić. - dodałam szybko.
Zapadła martwa cisza, którą chyba każdy z nas bał się przerwać. Patrzyłam na niego nerwowo, próbując go rozgryźć jednak na marne.
- Który to miesiąc? - zdziwiło mnie to pytanie.
- Drugi. - chłopak wstał i potarł twarz. Potem ukląkł przy moim fotelu i chwycił za dłonie.
- Będę ojcem. - powiedział to bardziej do siebie niż mnie. - Będę ojcem. - powtórzył głośniej. Posłał mi ciepły uśmiech i pochwycił mnie w ramiona. - Nie znam się na tym, ale będę ojcem. - wtulił twarz w moją szyję i kręcił się w koło. - Chcesz czy nie, laseczko, ale jesteś na mnie skazana, a ja na ciebie. - rzucił, kiedy się zatrzymał.
- Mi to jakoś specjalnie nie przeszkadza. - uśmiechnęłam się do niego. - Swoją drogą, co to był za koleś?
- Kolega z pracy.
- Czego od ciebie chciał?
- Spotkaliśmy się. - wzruszyłam ramionami.
- Wcześniej też się spotykaliście?
- Nie, ale wielokrotnie prosił.
- Wiesz, że on tu chciał wejść, a potem cię przelecieć? - pacnęłam go w ramię.
- Już mnie wkurzasz. - blondyn zaśmiał się i przytulił do siebie. - Czyli co teraz?
- A co ma być?
- No, co dalej? Będziemy rodzicami.
- Myślę, że trzeba zacząć od ślubu.
- Ty mówisz serio?
- Yhym. Pieniądze mam.
- Ty i związek?
- Tak, wiem dziwnie to brzmi.
- Nie musisz tego robić z przymusu.
- A jeśli chcę?
- To inna sprawa.
- Więc zostańmy przy tej innej sprawie.
- A co z tymi ludźmi? Nie znajdą cię?
- Nie, jeśli zmienię nazwisko na rodowe. - ulżyło mi.
- Czyli jakie?
- Na Namikaze.
Siedzieliśmy tak w ciszy, wtuleni w siebie nie wiem jak długi czas. Ale w końcu czułam się w jakiś sposób bezpiecznie.
- Sakura?
- Hmm?
- Przepraszam za wszystko co ci zrobiłem. - widziałam w jego oczach, że mówi to szczerze.
- Wybaczam. - uśmiechnął się do mnie delikatnie.
- Może chcesz się położyć spać?
- Nie chce mi się spać. - w tym momencie akurat ziewnęłam - No, może trochę.
- Idź się połóż.
- A co z tobą?
- Nie wiem.
- Połóż się ze mną. - zaproponowałam.
- Nie powinienem po tym co ci zrobiłem.
- Przestań. To przeszłość. - pocałowałam go delikatnie. - Chodź. - zrobił to, co powiedziałam.
Kiedy już leżeliśmy, objął mnie mocno, uważając na brzuch.
- Dobranoc. - mruknęłam i złączyłam nasze usta na dłuższą chwilę.
- Dobranoc, kochanie. - szepnął i przycisnął wargi do mojego czoła, a chwilę później ciaśniej objął mnie ramionami.
W końcu poczułam, że jestem z kimś z kim powinnam. Mimo, że miał pokręconą przeszłość, która kiedyś mogła się na nas odbić to podjęłam ryzyko będąc z nim. Tylko on sprawiał, że po raz pierwszy od dawna poczułam się naprawdę potrzebna, a on dawał mi bezpieczeństwo. I nic więcej nie było nam potrzebne.


***
The end!
Miało być trochę inaczej, ale wyszło jak zwykle co inne. Co o tym sądzicie? Napiszcie w komentarzach! Bo to naprawdę pomaga, a ja zawsze je z chęcią czytam.;)
I tak doszliśmy do końca Liar, aż tak mi jakoś dziwnie, że nie będziecie mi pisać na ask'u "kiedy Liar? Co z Liar?" haha. No, ale wszystko się kończy.
PS: Mam już w połowie napisany prolog na nowe opowiadanie ;)

czwartek, 1 stycznia 2015

~One shot: "Inwazja" (II)

- No dawaj, mała. - słyszę podirytowany głos Naruto.
- Trzeba było samemu to zrobić. Więc teraz nie marudź, bo wylecisz z namiotu zanim do niego wejdziesz.
- Dooobra. - po chwili podaję mu kij z kiełbaską. - No, dziękuję. - oblizuje usta i siada obok mnie z talerzem. 
- Co potem robimy? -  pyta Sasuke, patrząc na nas.
- Chyba kładziemy się spać, co? - mówię.
- E tam. Możemy posiedzieć i coś sobie poopowiadać. Wiecie, jakieś straszne historie. - Uzumaki trąca mnie ramieniem rozbawiony - Zostajesz czy uciekasz?
- Zostaję. A wy dziewczyny?
- Ja mogę zostać. - odzywa się blondynka. Reszta też przytakuje.
- Więc zjemy i coś opowiadamy. Kto będzie pierwszy tak w ogóle?
- Ty na to wpadłeś, ty zaczynasz. 
- Dobra. 
Po zjedzeniu wszyscy usiedliśmy bliżej siebie. Ostatecznie zaczęliśmy od Uchihy, a kończyliśmy na Naruto. 
- Twoja kolej, młotku. 
- Hm.. Dobra, mam. - zaciera ręce - Kiedyś słyszałem, że w tym lesie gdzie jesteśmy był stary basen. 
- Bardzo straszne. - zadrwił Inuzuka.
- Daj mi dokończyć. No, i tak jak mówiłem, był basen. Tłumy ludzi się zbierały, były wynajmowane domki letniskowe niedaleko niego, ale tak jak ludzie szybko zaczęli przyjeżdżać, tak szybko wyjeżdżać. Osoba, która zajmowała się tym basenem, to był starszy dziad. Po jakimś czasie rozniosły się plotki, że kiedyś skrzywdził jakąś dziewczynkę. Ile w tym prawdy? Nikt nie wie. Ale plotka zaczęła się rozchodzić coraz szybciej, a ludzie odjeżdżali, bo bali się o swoje pociechy. Kiedy już ludzie przestali się zjeżdżać, basen zamknięto, a w nim podobno do dziś się błąka ten staruszek i straszy. Podobno czasem wychodzi i przechadza się po lesie, żeby znowu kogoś skrzywdzić. - chłopak milknie.
- Mało straszne. - kwituje Kiba. - Idziemy spać?
- O tak! - Ino zrywa się z miejsca i idzie w stronę swojego namiotu.
- My też się już zbieramy? - pytam Uzumakiego. On w odpowiedzi pociera czoło.
- Tak, jasne. Idź pierwsza, przebierz się czy coś, a ja tu jeszcze chwilę posiedzę. - posyła mi swój firmowy uśmieszek.
- Okej. - odchodzę i wchodzę do namiotu, zamykając go po chwili od środka. Szybko przebieram koszulkę i wciągam na siebie krótkie spodenki, po czym go otwieram. Czekam chwilę na chłopaka aż w końcu zniecierpliwiona wychodzę, otulając się bluzą. - Hej, Naruto idziesz? - pytam z daleka, ale nie dostaję odpowiedzi. - Naruto? - klepię go w ramię, a on chrapie cicho i otwiera oczy.
- Hmmm? - patrzy na mnie sennie, przeczesując jednocześnie włosy.
- Chodź do namiotu. - niebieskooki szybko wstaje przez co zatacza się. Obejmuje mnie na moment ramieniem, cicho się śmiejąc. - Głupek. - blondyn wzdycha, uśmiechając się pod nosem. - Co?
- Patrze, minęło tyle lat ile się już znamy, a dopiero teraz będziemy razem spać. - porusza sugestywnie brwiami.
- Spać, nie sypiać. To znaczna różnica, młotku.
- Czuję się urażony. - zabiera swoje umięśnione ramiona z moich barków - Wchodź. - mówi, kiwając na namiot. Robię to, a on po chwili dołącza do mnie. Albo próbował być dżentelmenem albo jest po prostu typowym facetem. Tak, obstawiam to drugie.
Nie ściągając bluzy, wczołguję się pod mój śpiwór. Przechodzą mnie ciarki przez kontakt zimnego materiału z ciepłą skórą. Trzęsę się przez moment.
- Zimno? - kieruję wzrok na chłopaka, który właśnie wciąga na nagą klatkę czarną koszulkę.
- Odrobinę. - przyznaję.
- W sumie, mimo że jest sierpień to jest dość chłodno. - mówi, chowając jakąś koszulkę - Mogę cię do siebie przygarnąć, mała. - mruga do mnie.
- Chciałbyś.
- To nie mi jest zimno. - przetwarzam chwilę to co powiedział.
- Tu niechętnie muszę ci przyznać rację.
- W takim razie, wyjdź ze śpiwora i rozłóż go na ziemi tą cieplejszą stroną, też to zrobię i zaraz wyciągnę ciepły koc. - dostrzegam błąkający się uśmieszek na jego ustach.
- Dobra. - mruczę i robię to, co powiedział. - Gdzie masz ten koc?
- Już wyciągam. Tak szczerze mówiąc, to wątpiłem, że mnie posłuchasz.
- Jest mi zimno. Inaczej bym tego nie robiła.
- Jasne, jasne. Kładź się. - śmieje się i rozkłada duży, miły w dotyku, beżowy koc. - Ale nie zjesz mnie w nocy? - strzelam mu w ramię.
- Jak będziesz niegrzeczny to to rozważę. - mrużę na niego oczy, a on przeciąga się i ziewa.
W końcu wchodzi pod koc.
- I co? Cieplej?
- Średnio.
- Uh, wciąż niezadowolona. - kręci głową i obejmuje mnie ramionami, przyciskając do swojej umięśnionej klatki.
- Co robisz? - oby nie widział moich rumieńców.
- Przytulam, tak myślę. Daj spokój, znamy się tyle lat. - jego tors drga przez to, że się śmieje. - Ja cię nie pogryzę, no chyba, że chcesz. - wyszczerza zęby i spogląda na mnie. Wywracam na niego oczami.
Staram się pokazać, że niechętnie go przytulam, choć w środku skaczę z radości.
- Niech ci będzie. - wtulam twarz w jego ciepły tors, a ona bardziej otula mnie ramionami. - Dobranoc.
- Dobranoc.
Kiedy się budzę, Naruto jeszcze śpi. Niechętnie odsuwam się od niego i wychodzę na zewnątrz, by się przeciągnąć.
- Hej! - odwracam się.
- Cześć, Sasuke. Co tam?
- W sumie nic, własnie wstałem. Chodź. - woła mnie do miejsca, gdzie mieliśmy wczoraj ognisko. - Klapnij sobie.
- Coś się stało? - patrzę na chłopaka, który patrzy przed siebie pustym wzrokiem.
- Mam do ciebie pytanie.
- Jakie?
- Co czujesz do tego młotka? - długo zwlekam z odpowiedzią.
W końcu co mogę mu powiedzieć? Że chciałabym, żeby między nami coś było? Tylko problem jest taki, że ten osioł tego nie widzi. Od bardzo dawna nie widzi. Tylko co miał zobaczyć? Nie pokazywałam jakoś specjalnie, że coś do niego mogę czuć więc nie mogę oczekiwać, że znikąd zrozumie. To rzecz niemożliwa.
Chwytam między zęby dolną wargę i patrzę przed siebie, porządkując w głowie swoje uczucia. W końcu odwracam głowę i patrzę na Uchihę, który cały czas mnie obserwował.
- Kocham go.


***

Liebster Award

Liebster Avard - nominacja otrzymana od innego bloggera w ramach uznania za "dobrze wykonaną pracę". Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. Następnie ty nominujesz jedenaście osób, informujesz ich o tym oraz zadajesz 11 pytań.

*~*
To tak na wstępie, dziękuję za nominacje Puli i Patty oraz Only Shiro

Pytania od Pauli i Patty:

1. Czemu zdecydowałeś/aś się na pisanie bloga o danej tematyce? 
To była metoda prób i błędów, czytałam swego czasu dużo takich blogów i chciałam po prostu spróbować.

2. Czego się najbardziej boisz?
Cóż, ciężko powiedzieć, ale chyba pająków i ciemności. 

3.Co twoim zdaniem jest najważniejsze w życiu?
Rodzina i przyjaciele.

4. Gdybyś mogła/mógł, co zmieniłabyś/zmieniłbyś na świecie?
Nie doprowadziłabym do tylu zamieszek w innych państwach, do głodu i tylu przestępstw.

5. Skąd czerpiesz wenę/inspirację, aby dalej tworzyć?
To jest pytanie za 100 punktów. Poważnie, nie wiem, to samo z siebie przychodzi. Mogę sobie siedzieć u znajomej, w Mc'Donaldzie i nagle mnie strzela tak znikąd i mam jakąś myśl. Tak sobie zapamiętuje i wieczorem jak już leżę w łóżku i w ogóle ze słuchawkami w uszach to tak jakiś czas nad tym myślę i rozwijam wcześniejszą myśl, daję różne scenariusze, podscenariusze (załóżmy, że takie coś istnieje), no i tak szybko mija godzina czy dwie i następnego dnia sobie to czasem zapiszę i mam rozdział.

6. Kogo podziwiasz?
Pisałam o tym na ask'u. Demi Lovato, Adama Lamberta.

7. Jakie jest Twoje największe marzenie?
Nie mam jakoś szczególnego marzenia, żyję teraźniejszością i nie wymyślam sobie nie wiadomo czego, co wiem, że i tak się nie spełni. Ale jeśli mowa o czymś realnym, nie wiem w jaką kategorię mogę to dać, czy marzenie czy cel, ale w każdym bądź razie chciałabym mieć tych przyjaciół, których mam od 10 lat i żeby nic się nigdy nie zmieniło. A zważywszy na fakt, że to jednak trochę czasu i swoje przeszliśmy, to mam nadzieję, że jakoś damy radę pociągnąć to jeszcze co najmniej 4 razy więcej.

8. Wolisz spacery w nocy czy w dzień?
Zależy, jak jest fajna pogoda w dzień to mogę chodzić od rana do wieczora. W nocy rzadko mi się zdarzało, bo różni ludzie wtedy chodzą, a ja od razu na widok jakiegoś podpitego faceta idącego w moją stronę dostaję prawie ataku serca. Więc chyba bezpieczniejszą opcją jest spacer za dnia.

9. Jakie czytasz książki?
Miałam czytać "Gwiazd naszych wina", ale jakoś nie mogę się zebrać na to. Oprócz tego nic więcej.

10. Czy chciałabyś/chciałbyś cofnąć się w czasie i zmienić coś w swoim życiu?
Jeśli to miałoby sprawić, że teraz mogłabym być w innym otoczeniu, przy innych znajomych to nigdy w życiu bym niczego nie zmieniała.

11. Jaką umiejętnością chciałabyś/chciałbyś dysponować? (np. przechodzenie przez ściany, latanie, telepatia itd.)
Chciałam mieć coś takiego jak spider-man, chodzi mi o to, że nie umiał latać, ale miał tą swoją pajęczynę i mógł tak "dryfować" sobie między blokami. 

Pytania od Only Shiro:

1. Dlaczego zdecydowałeś/aś się na prowadzenie bloga o danej tematyce?
"To była metoda prób i błędów, czytałam swego czasu dużo takich blogów i chciałam po prostu spróbować."

2. Czemu akurat pisanie? Przecież jest wiele innych zajęć.
Nie nadaję się ani do śpiewania ani do grania ani do rysowania, malowania.. Jestem typem dziewczyny, która (może to trochę zdziwić) jest bardzo aktywna fizycznie. Uwielbiam grać w koszykówkę, nożną.. Tak, wiem, to jest coś co w ogóle nie ma nic wspólnego z pisaniem. Ale teraz jak myślę nad tym pytaniem, to nasuwa mi się wspomnienie, że zawsze jak czytałam ciekawą książkę, to chciałam wiedzieć jak to jest ją pisać. Jak jest z tym braniem inspiracji do pisania, jakie to uczucie, kiedy ktoś to przeczyta i oceni, jak to trafi do odbiorców, ile pracy trzeba w to włożyć, czy ma się tego czasem dość. Oczywiście, to nie tyczy się tylko książek, ale też wszystkich opowiadań, które czytałam przed założeniem bloga. Myślę, że ta ciekawość jak to jest też jakoś wpłynęła na to, że zdecydowałam się założyć blog i pisać coś tak jak tylko ja bym chciała, według mojego kaprysu.

3. Czy myślałeś/aś nad opublikowaniem swojej własnej książki?
Własnej nie. Chciałam zawsze z moimi przyjaciółmi napisać nasze wspólne życie, ale na razie nie zebraliśmy się do tego. Z pewnością byłaby to bardzo ciekawa opowieść.

4. Jakie książki najchętniej czytasz? Podaj tytuły.
Nasuwa mi się tylko jedna. "Charlie". Polecam, jest świetna.

5. Ulubione filmy - gatunki + tytuły.
Jakieś filmy akcji np. Jump Street, 21 Jump Street. Czasem horrory np. "Paranormal activity", "Rec". I znowu, nie wiem jaka kategoria, ale "Charlie", "Zostań, jeśli kochasz", "Czarownica".

6.Skąd czerpiesz wenę/inspirację, aby dalej tworzyć?
"To jest pytanie za 100 punktów. Poważnie, nie wiem, to samo z siebie przychodzi. Mogę sobie siedzieć u znajomej, w Mc'Donaldzie i nagle mnie strzela tak znikąd i mam jakąś myśl. Tak sobie zapamiętuje i wieczorem jak już leżę w łóżku i w ogóle ze słuchawkami w uszach to tak jakiś czas nad tym myślę i rozwijam wcześniejszą myśl, daję różne scenariusze, podscenariusze (załóżmy, że takie coś istnieje), no i tak szybko mija godzina czy dwie i następnego dnia sobie to czasem zapiszę i mam rozdział."

7. Dlaczego ból psychiczny jest gorszy od fizycznego?
Wydaje mi się, że różnica między tym a tym jest taka, że ból fizyczny da się skuteczniej załagodzić. No np. przez tabletki, co jest oczywiste. Za to psychiczny ciężej. Może nas dręczyć cały czas, nawet możemy się obudzić w nocy o 4 i nadal go czuć. Nie ma to jakiegoś specjalnego leku i trzeba z tym walczyć samemu. Oczywiście, jeśli mówimy o czymś poważniejszym, co skutkowałoby wizyty u psychologów, to teoretycznie nam coś to daje, bo możemy o tym porozmawiać, ale końcem końców, musimy się z nim zmierzyć sami, bo nikt ani nic nie zrobi tego za nas.

8. Czy byłeś/byłaś kiedyś nieszczęśliwie zakochany/a?
Jedynie zauroczona.

9. Jakim zwierzęciem chciałbyś/abyś zostać po swojej śmierci?
Nie mam pojęcia, poważnie. Może psem? 

10. Jaką umiejętnością chciałbyś/abyś dysponować? (np. telepatia, latanie itd.)
"Chciałam mieć coś takiego jak spider-man, chodzi mi o to, że nie umiał latać, ale miał tą swoją pajęczynę i mógł tak "dryfować" sobie między blokami."

11. Czy boisz się śmierci? Jak ją postrzegasz?
Wiem, że kiedyś nadejdę i jej samej się nie boję, tylko momentu kiedy nadejdzie. Nie mam o niej zdania, jest to coś, co i tak przytrafi się każdemu bez wyjątku. Nie wiem jak mogę ją postrzegać.

Moje nominacje:
Pytania:
1. Wyobrażałeś/aś sobie, że będziesz kiedyś pisać blog?
2. Twoi znajomi wiedzą, że piszesz? Jeśli tak, powiedz jak zareagowali.
3. Masz jakąś metodą na branie weny? Jeśli nie, to napisz jak Ci to przychodzi.
4. Rozplanowujesz wszystko krok po kroku na blogu?
5. Jakie książki polecasz? Podaj ich tytuły i gatunki.
6. Jakie masz zainteresowania?
7. Jest coś, co chciałbyś/ałabyś zmienić w swoim życiu?
8. Co lub kogo sobie cenisz?
9. Uważasz, że pisanie jest trudne? Jak jest u ciebie?
10. Co najbardziej ci się podoba w swoim blogu, a co chciałbyś/ałabyś jeszcze dopracować?
11. Jakie filmy wywarły na tobie największe wrażenie? Podaj ich tytuły.

Osoby wytypowane mogą napisać potwierdzenie w komentarzach.
Pozdrawiam, Jesy.

środa, 31 grudnia 2014

Szczęśliwego!

Szczęśliwego nowego roku, kochani! Żeby ten 2015 rok był lepszy niż ten. Ktoś już ma postanowienia noworoczne do łamania? :D
Pozdrawiam, Jesy

środa, 24 grudnia 2014

Wesołych!

Wesołych świąt kochani! Dużo zdrowia, szczęścia i żebyście spotkali wspaniałych ludzi w swoim życiu, a dla tych co piszą - dużo weny! No i oczywiście udanego Sylwestra! 

Pozdrawiam, Jesy ♥

sobota, 20 grudnia 2014

59.

Patrzę na zielonooką, która patrzy na mnie z żądzą mordu. Trzeba było nie dawać jej liściku pod imieniem Sasuke. Ups.
- Uzumaki, masz w mordę! - krzyczy i idzie w moją stronę z pięścią zaciśniętą przed twarzą.
- To był tylko niewinny żarcik, Sakura-chan. - tłumaczę się i patrzę na moją przyjaciółkę z przerażeniem wymalowanym na twarzy. - Przepraszam! 
- Teraz przepraszasz? - zaczyna podbiegać w moją stronę. Odwracam się i odbiegam jak najdalej. Jednak ściga mnie i albo mi się wydaje, albo przyśpieszyła. 
- No naprawdę! Sakura-chan! Żartowałem! Już więcej tego nie zrobię. - przekręcam się i biegnę przez moment tyłem, by na nią spojrzeć. To był zły ruch, bo potykam się i upadam na ziemię, a dziewczyna na mnie. Odruchowo obejmuję ją delikatnie w talii, za co pewnie mi się oberwie. Zielonooka podnosi głowę trąc nos.
- Auu. Zaryłam nosem w twój tors. - marszczy go i patrzy na mnie spod przymrużonych powiek.
- Przepraszam. - wzdycham i czekam na ruch przyjaciółki.
- Jesteś takim kretynem.. - zaczyna.
- Tak, tak, wiem. Idiotom, głupkiem, imbecylem.. - wyliczam, a ona karci mnie wzrokiem. - Okej, nie przerywam. Kontynuuj.
- Więc jesteś kretynem i to w ogóle nie było śmieszne. - kiwam głową - Chyba wiesz czemu?
- No tak. Podoba ci się i w ogóle, a ja sobie z tego zażartowałem. - mówię, czekając aż kiwnie głową.
- Nie. - marszczę brwi.
- Co proszę? 
- Naprawdę jesteś głupi.
- Nie rozumiem. Sprostuj to, proszę.
- Bo chodzi o to, że.. - opiera ręce na moim mostku i kładzie na nich głowę, spoglądając na mnie - To nieprawda. Proste.
- Huh? Żartujesz sobie?
- Nie. Dlaczego miałabym?
- Bo to Uchiha. Ten Uchiha za którym wszystkie latacie od czasu Akademii. I ciągle słyszę, jak z nim idę teksty typu "oh" i "ah". - dziewczyna chichocze, a ja nadal nic nie rozumiem. - Co? Czemu się śmiejesz?
- Bo gadasz głupoty.
- To znaczy? 
- Trochę pozamieniałeś wersje.
- O czym ty gadasz? Przecież to Sasuke. - ostatnie zdanie mówię typowo dziewczęcym głosem. Różowo-włosa ponownie chichocze.
- Jestem dziewczyną, wiem co mówię. - podpiera lewy policzek dłonią.
- Dalej nic nie rozumiem. Sprostuj to dziewczyno.
- Tak jak mówiłam, pomyliłeś z kimś Sasuke.
- Z kim? - unoszę jedną brew.
- Z samym sobą. - moje serce przyśpiesza, a oczy rozszerzają się.
- C-co?
- Era Sasuke minęła, głupku.
- Czy ty chcesz mi powiedzieć, że te "ohy" i "ahy" nie były kierowane w stronę Sasuke tylko moją?
- Dokładnie.
- To kiepski gust chyba mają.
- Dzięki no. - wywraca oczami. Chwilę później dociera do mnie sens jej słów.
- Coo?! - unoszę lekko głowę, przez co nasze twarze dzieli zaledwie parę centymetrów.
- Nie mam kiepskiego gustu.
- Czy ty chcesz mi powiedzieć, że... - oblizuję szybko górną wargę i patrzę na przyjaciółkę w skupieniu.
- Tak, chcę powiedzieć, że mi się podobasz. - moje serce bije jeszcze szybciej i mocniej niż wcześniej. Bardziej niż jakbym przebiegł maraton bez żadnego zatrzymania się.
- To nie żart? - przybliżam jeszcze bardziej swoją twarz bliżej niej, a na jej piękną twarz wpływa delikatny rumieniec.
- Nie. - przygryza wargę, a ja swoją ponownie oblizuję. Wzmacniam uścisk na jej talii, by nie uciekła. Przechylam głowę delikatnie w bok i przejeżdżam czubkiem nosa po jej policzku. 
- Dziwne, że nie chcesz mnie za to uderzyć. Chyba mówisz poważnie. - mówię w jej usta. 
- Mi byś nie uwierzył? - do moich nozdrzy dostaje się zapach mięty spomiędzy jej warg.
- Tobie? Zawsze. - przybliżam się jeszcze bardziej i prawie stykam nasze usta. Przymykam na moment oczy. - Dlaczego się nie odsuwasz? - pytam cicho.
- Bo nie chcę. 
- Czy..mogę? - po raz kolejny pytam, oblizując znowu wargi. Czuję delikatny dotyk na swoim poliku, który staję się coraz wyraźniejszy. Jakkolwiek to brzmi. Czuję jakby moje całe ciało biło w rytmie serca. Czyli cholernie szybko i mocno. Kiedy stykają się nasze dolne wargi, wszystko zaczyna zanikać. Marszczę brwi i zamykam szczelniej oczy, żeby tak się nie stało. Choć wiem, że to nic nie da. Dotyk jest jeszcze bardziej wyraźniejszy.
Biorę szybki, gwałtowny wdech przez co moja klatka znacznie się unosi.
- Hej, kochanie. - słyszę. Uchylam powieki, które przecieram po chwili pięściami, by lepiej widzieć. Dostrzegam chwilę później różowe włosy i szmaragdowe tęczówki, wpatrujące się we mnie.
- Hej, piękna. - mówię schrypniętym głosem. Otwieram ramiona, przez co różowo-włosa wtula się w mój gorący tors.
- Czemu tak szybko bije ci serce? - pyta.
- Przez sen.
- Powiesz mi co ci się śniło?
- Ty.
- A co tam robiłam? - uno się i kładzie na moim torsie, jak w śnie.
- Leżałaś tak na mnie jak teraz, bo się wywróciliśmy. Zrobiłem ci kawał i podpisałem się jako Sasuke. Leżeliśmy tak i przepraszałem, że tak zrobiłem. A potem powiedziałaś, że dziewczyny za mną szaleją i ty też. - mrugam do niej - No, i mieliśmy się pocałować, ale nie wyszło, bo mnie obudziłaś. - wypycham dolną wargę w przód.
- I to dlatego tak szybko biło ci serce?
- Mhm.
- Podejrzewałam, że śnił ci się jakiś maraton w którym bierzesz udział.
- Niee. Tylko ty sprawiasz, że tak szybko bije. Maraton to pikuś. - widzę, że na jej polikach pojawia się delikatny rumieniec.
- Miejmy nadzieję, że nie dostaniesz zawału przeze mnie.
- Myślę, że do tego mi jeszcze daleko.
- Nigdy nic nie wiadomo. - chcę pocałować dziewczynę, ale się nie daje - Nie myliśmy zębów. - wywracam oczami.
- To wstajemy.
- Nie chce mi się.
- Maruda. - chwytam ją w pasie i unoszę się. Kieruję się do łazienki. Sadzam dziewczynę na pralce i podaję jej szczoteczkę. Bierze ją i zaczyna myć zęby, tak jak ja. Po skończonej czynności ponownie wziąłem na ręce dziewczynę i wyszedłem z łazienki. Wpadam na pewien pomysł i odstawiam zielonooką przed lustrem, a sam ustawiam się za nią.
- Co? - opieram brodę o jej głowę.
- Nic. - oplatam ją ramionami. Mierzę ją w lustrze. - Hm, wizualnie chyba do siebie pasujemy, co?
- Chyba tak. A jeśli nie to co?
- Nic. Popatrzmy. - staję obok dziewczyny i obejmuję ją ramieniem. - Jestem znacznie wyższy, dobrze zbudowany. A ty mała i słodka.
- Co to za porównania? Jestem mała, ale tak się wydaję, bo jesteś strasznie wysoki. Ale przypomnę, że potrafię uderzyć. - wskazuje na moje odbicie w lustrze.
- W to nie wątpię. - mówię - Mamy jakieś plany na dziś?
- Myślę, że priorytetem jest śniadanie.
- Racja. Dlatego ty wszystko planujesz.


***
Niedługo next, wiem, że krótka, ale postaram się jakoś to nadrobić ;)
Pozdrawiam, Jesy

środa, 10 grudnia 2014

58.

Oczami Naruto:
Podchodzę ponownie do Sasuke i siadam obok niego.
- Wróciłem. Więc dokończ to co mówiłeś. - mówię.
- Aa, no więc.. Rozmawiałem z Ino drugi raz i wyjaśniłem jej sytuacje dokładniej. Przyjęła to do wiadomości. Wytłumaczyłem, że to wszystko nie znaczy, że ona no wiesz..nie interesuje mnie, tylko po prostu chciałem być z nią szczery, że coś się ze mną dzieje innego. Mieliśmy bardzo długą rozmowę. Wiele sobie wyjaśniliśmy. - przejeżdża palcami po swoim czole.
- Czyli na czym stoisz? 
- Powiedziałem, że ją kocham i nie chcę stracić. - zaciska usta - Odpowiedziała tym samym, ale dała mi powiedzmy "okres próbny", bo nadal nie jest w stanie przyswoić tej sytuacji. Ale jesteśmy razem. - uśmiecha się pod nosem.
- Uszczęśliwia cię?
- Tak. Nie wiem, co bym bez niej zrobił. 
- Myślę, że już ci wybaczyła. W sumie nie miała co, bo nic złego nie zrobiłeś. Ale chodzi mi o to, że ten "okres próbny" to ściema, po prostu chce zobaczyć w czynach, że ci zależy. 
- Od kiedy jesteś taki filozof, co? - szturcha mnie łokciem.
- Wiesz, Sakura-chan jest bardzo inteligentna. - śmieję się - I tak jakoś, chyba trochę zaczynam nadążać za dziewczynami.
- Rozwiń to. - przesuwam wzrokiem po pomieszczeniu, klnę pod nosem widząc Haruno obok Kiby, który jej nalewa sake. - Co jest?
- Kiba. Nie powinna pić. - chcę wstać, jednak ręka czarnowłosego powstrzymuje mnie.
- Daj jej luzu. 
- Poważnie, stary, nie widziałeś co ona robi po pijaku. - mówię ze zgrozą.
- Przewiduję wam bardzo barwne życie. - śmieje się i klepie mnie po ramieniu - Ale tak na serio, nie zmarnuj tego, że jesteście razem. Naprawdę pasujecie do siebie. - przetwarzam przez moment jego słowa, a po chwili robię śmieszny dzióbek.
- Okej, laska. - macham dłonią jak mała dziewczynka - Też tak sądzę. - chichoczę.
- Baka. - strzela mnie w tył głowy dłonią. - Idź już do niej.
- Jasne, jasne. - klepię go mocno w plecy i idę w stronę stołu.
- No dawaj! Na trzy! - słyszę krzyki Kiby. 
Przeciskam się obok Nejiego i Shino w momencie kiedy różowo-włosa pije duszkiem już nie z kieliszka, ale z szklanki sake. Podchodzę do niej i biorę przedmiot, po czym sam go opróżniam.
- Ej, stary co jest? - patrzę groźnie na Kibę - Okej, zmywam się. 
Siadam obok rozweselonej dziewczyny, która parę sekund później przybliża się do mnie i opiera o moje ramie. 
- Może chcesz iść na górę położyć się spać? - pytam, pocierając kciukiem zewnętrzną stronę jej drobnej dłoni.
- Nie. - mówi szybko - Potańczyłabym. - mówi, patrząc na Ten Ten, Ino, Sasuke i Shikamaru, którzy tańczą. Chwyta mnie za dłoń i ciągnie na środek pokoju do naszych przyjaciół.
Unoszę głowę do góry i modlę się, żeby szybko ponownie usiąść. Jednak tak się nie dzieje. Siadam dopiero po godzinie, tak jak reszta. Rozglądam się na wszystkie strony i zauważam, że wszyscy siedzimy przy stole. 
- Hej - szepczę do zielonookiej.
- Co? - odwraca głowę w moją stronę.
- Wszyscy tu siedzą, więc może powiemy im? Wątpię, że później będzie okazja. - dziewczyna marszczy brwi, a chwilę później wzdycha, kiwając głową.
- Myślę, że to dobry pomysł. - chwytam ją za dłoń i całuję w czoło. 
- E! - wołam - Mamy dla was, sądzę, że ważną wiadomość. - zerkam na dziewczynę, kiedy wszyscy na nas patrzą. 
- Chodzi o to, że...
- Będziecie mieć dzieci?! - wrzeszczy brewka, w ogóle skąd on się tu wziął? 
- Nie. - mówię. Ten Ten strzela go w tył głowy i karze usiąść.
- Historia trochę się powtórzy.. - kontynuuje zielonooka - I za trzy dni będę musiała wyjechać do rodziny, gdzie będę miała trening. Rozumiem wasze zdziwienie, ale właściwie wszystko potoczyło się szybko i nic nie mogę na to poradzić. Nie chcę was zostawiać, ale myślę, że będzie lepiej kiedy każdy, nie tylko ja, weźmie się za trening. Tsunade wie, że Madara zaczyna coś kombinować i musimy być gotowi. Naruto jest już przeszkolony, więc teraz kolej na mnie. Mimo, że wizja zostawienia Konohy i was na długi czas jest smutna, to może nas to w którymś momencie uratować.
- Wiadomo na ile wyjeżdżasz? - pyta Temari.
- Nie jest to dokładnie określone, na pewno na parę miesięcy.
- Jaki jest najdłuższy czas tego treningu? - tym razem głos bierze Sasuke.
- Chyba półtora roku. - zaciskam bardziej szczękę. Będę musiał później z nią o tym porozmawiać.
- Wiesz jaki to rodzaj treningu? Chodzi mi o to, czy dalej w kierunku medycznym, czy coś innego. - słyszę zaciekawienie w głosie Shino.
- Nie wiem. Wszystkich dokładniejszych informacji dowiem się na miejscu. - nastaje cisza.
- Wiecie, myślę, że nie powinniśmy się tym dołować tylko korzystać z tego, że jesteśmy w jednym gronie. Powinniśmy się dziś dobrze bawić. Na tyle ile możemy. - mówię.
Kiba wstaje i wychodzi na moment z pokoju. Kiedy wraca, wyciąga zza pleców kolejną butelkę sake. 
- To pijemy, panie i panowie! - krzyczy.
Kręcę głową zrezygnowany. Wiem, do czego to doprowadzi.

Po jakimś czasie..
- Ostatnia runda i do dooomu! - wrzeszczy Ino, opierając się o Uchihę. 
- Dokładnie! - odkrzykuje Ten Ten, mimo że siedzi obok blondynki.
Po "jednej" kolejce wszyscy zaczynają się zbierać chwiejnym krokiem.
- Oj, Sakura - słyszę czkanie Temari - Chyba upiłaś się z nas najbardziej. 
- Ja? Tooosz to Ino schlała się jak świnkaaaa! - klnę pod nosem, słysząc już wadę wymowy u zielonookiej.
- Gdzie ja? Co ja? Ja nic nie zrobiłam! To Sasuke! - niebieskooka opiera się o ścianę i ubiera buta. 
- Ubieraj się, Ino. - słyszę zirytowany głos kruczowłosego. 
Kilka minut później Yamanaka staje na nogach gotowa do wyjścia.
- Trzymajcie się. - każdy ściska każdego i po kolejnych pięciu minutach wszyscy wychodzą. 
- Trzeba posprzątać. - krzywię się. 
- Może jutro to zrobimy? - i nagle jakby nie miała problemów z wymową.
- Okej. - idziemy na górę. - Idziesz pierwsza do łazienki? - podchodzę do szafki w poszukiwaniu jakiś bokserek. 
- Idziemy. - chwyta mnie za rękę i prowadzi do niej. - Wzięłabym jakąś długą kąpiel. - wzdycha.
- Mówisz to, bo chcesz, żebym ją zrobił? 
- Dokładnie. - cmoka mnie w usta. Marszczę nos. 
- Ile ty piłaś? Umyjmy zęby co? - chichoczę, przez co dostaję mocnego kuksańca. - Okej, okej. - biorę szczoteczkę i podchodzę do wanny.
Nalewam wody i szukam w szafkach jakiegoś żelu. Kiedy go znajduję, wlewam na oko połowę butelki. Tyle chyba starczy, co nie? Zakręcam wodę, a po całej łazience roznosi się zapach lawendy z czymś tam. Płuczę szczoteczkę i zęby. Odkładam wszystko na swoje miejsce. Patrzę na swoje odbicie w lustrze. Widzę swoją zmęczoną twarz. Chwile później dostrzegam odbicie dziewczyny obok mnie. W odbiciu patrzymy w swoje oczy, milcząc. Czuję ciepłą dłoń na plecach przesuwającą się po łopatkach w dół.
- Wszystko w porządku? - pyta z troską.
- Tak. Po prostu jestem zmęczony. - uśmiecham się ledwo widocznie. 
- Chodź, poleżymy i trochę się odprężysz. - przesuwa palcami po moich włosach i uśmiecha się szeroko. 
- Dobrze. - prostuję się i odwracam w jej stronę. Całuję ją delikatnie w usta. Czuję, że się uśmiecha i powoli podnosi moją koszulkę w górę. Przekłada mi ją przez głowę, przerywając pocałunek. 
Kładę dłonie na biodrach dziewczyny, kiedy zaczyna całować mnie po szczęce, a potem szyi. Przymykam oczy i oddycham głęboko. Jednak nie na długo mogę stać tak spokojnie, bo chwilę później czuję jej drobną rękę na moim odkrytym torsie. Wodzę za nią wzrokiem do momentu. kiedy zatrzymuje się parzy klamrze paska. Sprawnie go rozpina, tak jak i zamek w jeansach. Słychać tylko odbicie się o kafelki kawałka metalu i szmer spodni. Spoglądam na Haruno zmęczonym wzrokiem, kiedy to zauważa chwyta oburącz moją twarz i przysuwa do swojej.
- Wiem, że to wszystko tak na nas spadło. - przejeżdża delikatnie kciukiem po moim poliku - Wiem też, że jest ci ciężko. Nie musisz tego ukrywać. A przynajmniej nie przy mnie. - muska swoimi wargami moje. - Pamiętaj, że bardzo cię kocham. - mówi cicho - Proszę cię, nie wątp w to, kiedy mnie nie będzie. Może tego nie okazuję jakbyś chciał, ale.. - otwieram usta, żeby coś powiedzieć, ale zostaję powstrzymany przez palec położony na nich - Jesteś dla mnie najważniejszy. Nie chcę cię tracić. Więc pozwól mi sprawić, że na razie zapomnisz o tym co będzie za trzy dni. - kiwam głową. 
- Jesteś taka kochana. - mamroczę pod nosem, kiedy się rozbieramy i wchodzimy do ciepłej wody.
- Nie tylko ja. - wtula plecy w moją klatkę, a ja obejmuję ją ramionami. Obserwuję jak sięga po gumkę do włosów i związuje je w niechlujnego koka. Zaciskam bardziej ramiona i wtulam nos w jej szyję, całując ją. 
Dziewczyna chichocze, kiedy kładzie pianę na czubku mojego nosa, a ja próbuję go zdmuchnąć.
- Tak się nie bawię. - wysuwam do przodu dolną wargę. Uśmiecham się, gdy chwyta ją zębami i pociąga w swoją stronę. Cmoka mnie w usta, puszczając ją.  - Jesteś taka słodka, jak chichoczesz. - mruczę wpatrując się w nią intensywnie. - I taka piękna. - chwytam jej podbródek - Jesteś niesamowita. - szybko stykam nasze wargi, które od razu poruszają się w idealnym rytmie. Skupiam się, próbując zapamiętać każdy moment. Przesuwam językiem po dolnej wardze dziewczyny, a ona rozchyla usta. Badam każdy zakamarek jej pulchnych warg, wkładając w niego wszystkie uczucia. W tym miłość i pasję.  - Kocham cię. - mówię na jednym oddechu. 
- Ja ciebie też. - odpowiada, dysząc. - Chciałabym ci pokazać, jak bardzo, ale nie wiem jak.
- Pokazujesz codziennie. Nie musisz nic więcej robić.
- Czuję, że do tej pory nie jesteś tego pewien. 
- Dlaczego?
- Nie wiem szczerze mówiąc. - opiera głowę o moje ramię.
- Nie powinnaś tak czuć. - składam na czole różowo-włosej pocałunek - Wierzę, że mnie kochasz. Nie wątpię w to. Hm, piana zaczyna znikać. - czuję, jak dziewczyna przesuwa się, żeby wziąć jej jak najwięcej w swoją stronę przez co cicho się śmieję.
- To nie jest śmieszne. - mamrocze pod nosem i opiera plecy o moją klatkę.
- Śmieszne.
- Nie.
- Tak. Poza tym też byś się śmiała.
-  Nie śmiałabym się.
- Śmiałabyś. Tak odstępując od tematu, ile wypiłaś?
- Jesteś moją mamą? - mamrocze pod nosem.
- Ile?
- Nie wiem.
- A co wiesz?
- Że po jednej butelce sake nie liczyłam. - chichocze i unosi głowę do góry.
- Co ja z tobą mam? - wzdycham.
- Ciekawe życie. - mruga do mnie.
- Wychodzimy? - pytam po chwili.
- Jeszcze nie.
- Kiedy woda robi się zimna. - narzekam.
- Zaraz nie będzie. - dziewczyna stopą uchyla kurek przez co do wanny wlatuje ciepła woda. - Widzisz jakie to proste?
- Mhm. - mruczę, sunąc jednocześnie nosem po szyi Sakury-chan.
Czuję, że zaczyna się odprężać pod moim dotykiem. Dorzucam do tego krótkie, mokre pocałunki od szczęki do ramion. Przygryzam aksamitną skórę i pozostawiam na obojczyku czerwony ślad. Ponownie kieruję się ku górze, a gdy już tam docieram, zmieniam stronę szyi. Odnajduję na niej czuły punkt, który zaczynam delikatnie ssać. Słyszę ciche, niechciane westchnienie spomiędzy malinowych warg dziewczyny. Przesuwam prawą dłonią po jej udzie, a ona drży na moment. Przyciskam mocniej usta do skóry zielonookiej, pozostawiając kolejną malinkę. Różowo-włosa porusza się, a ja mocniej zaciskam dłoń na udzie. Przysuwa się do mnie bardziej, czując jej bliskość muszę się powstrzymywać.
- Jak będziesz się tak kręcić, to będzie źle. - ostrzegam.
- Zależy dla kogo. - odchyla głowę w tył i styka nasze usta. Daję jej na chwilę przejąć kontrolę nad pocałunkiem, przez co się uśmiecha w trakcie niego. - Kretyn. - mamrocze i ponownie mnie całuje. Ściskam jej pośladek drugą dłonią przez co podskakuje. - To było nie fair. - chichoczę, jednak szybko to ustaje, kiedy czuję drobną dłoń dziewczyny na moim torsie zjeżdżającą w dół. Rękę z pośladka przesuwam na jej odkryty brzuch i rysuję na nim jakieś wzory. - Historia lubi się powtarzać.
- O czym konkretnie mówisz? - pytam, całując po raz kolejny szyję zielonookiej.
- O tym, że znów czuję twojego kolegę. - chichoczę z jej doboru słów.
- Wiesz, że to nazywa się inaczej?
- Wiem, ale przystańmy na synonimie kolega.
- Po prostu powiedz pe..
- Nie. - patrzę na nią rozbawiony - Zostajemy przy zwrocie, którego używam. - znowu się śmieję.
- Okej.
- Nie przytakuj tylko weź go czy coś. - mamrocze.
- Nie. - wzruszam ramionami.
Po kilku minutach wychodzimy z wody, ale nie spuszczam ani na chwilę bacznego wzroku z różowo-włosej.
- Uh, mógłbyś przestać tak na mnie patrzeć? - pyta pod nosem, zakładając czarny szlafrok.
- Tak czyli jak?
- Wiesz jak.
- Nie. - uśmiecham się szeroko.
- Ugh, jakbyś chciał mnie zjeść czy coś. - wybucham głośnym śmiechem. - Bardzo zabawne, Uzumaki.
- Nie mogę zaprzeczyć, że jest się z czego śmiać. - wciągam na białe bokserki ciemnoszare dresy, które są zwężane u nogawek.
- Zawiązałbyś te dresy. - zmienia temat.
- Coś z nimi nie tak? - patrzę w dół i nic nie widzę. To, że luźno są na biodrach nie jest niczym złym.
- Zaraz spadną. - wywracam oczami - Wyglądasz ze spuszczonymi na dół, jakbyś miał pampersa. - wytyka mi język.
- Lepiej chyba tak niż tak. - podciągam je bardzo wysoko. Haruno zaczyna się śmiać.
- Powiedzmy.
- Poza tym masz wspaniały widok na moje bokserki i tyłek. - mrugam do niej.
- Nie ma na co patrzeć.
- Jasne, jasne. - roztrzepuję dłonią włosy i wychodzę z łazienki, czując na sobie spojrzenie zielonookiej. Uśmiecham się na ten fakt pod nosem. - Widziałem! - krzyczę z pokoju. Słyszę wiązankę przekleństw.
Kładę się na łóżko. Przez moje ciało przechodzi dreszcz, gdy ciepła skóra na torsie styka się z chłodną, aksamitną pościelą. Wzdycham cicho i czekam aż dziewczyna opuście łazienkę. Właściwie po co jest tam tak długo? Kiedy słyszę otwieranie drzwi, odwracam w tą stronę głowę. Dostrzegam dziewczynę w szlafroku, która spokojnie podchodzi do wieszaka, by prawdopodobnie go odwiesić. Podpieram głowę dłonią i patrzę w jej stronę. Moje oczy rozszerzają się, kiedy zsuwa materiał z ciała. Gdy się opamiętuję, mierzę ją bacznym wzrokiem, przygryzając wargę. Wpatruję się w nią dalej i widzę, że sięga dłońmi do włosów, po których przesuwa palcami przez co gumka na nich zsuwa się, rozpuszczając je i pozwalając swobodnie opaść na drobne ramiona i plecy dziewczyny. Myślę, że dostałem jakiegoś ślinotoku, dla pewności sięgam dłonią do ust. Na szczęście jeszcze nie. W końcu dziewczyna odwraca się w moją stronę i dostrzega, że ją obserwuje. Uśmiecha się do mnie słodko i powoli podchodzi do łóżka. Kładzie się na nim obok mnie, a nasze spojrzenia się krzyżują. Niebieskie naprzeciw zielonym. Lustruję wzrokiem jej twarz, a potem ciało. Dostrzegam delikatny rumieniec na polikach różowo-włosej spowodowany moim spojrzeniem na jej całym ciele. Wpatrujemy się w siebie w milczeniu. Nie jest to niezręczna cisza, jest przyjemna. Po prostu patrzymy na siebie i chłoniemy jak najwięcej z tej chwili.
- Kocham cię. - mówimy w tej samej chwili, na naszych ustach pojawia się szeroki uśmiech.
- Jeszcze trochę i będziemy dokańczać za siebie zdania. - mówię i cicho się śmieję, a dziewczyna mi wtóruje.
Przybliżam się lekko do zielonookiej i pochylam się nad nią. Muskam delikatnie jej wargi swoimi. Ona obejmuje ramionami mój kark i przysuwa mnie do siebie bardziej.
- Specjalnie się tak ubrałaś. - stwierdzam.
- Może? - unoszę brew.
- To pytanie?
- A muszę odpowiadać czy sam się domyślisz? - wywracam oczami.
- Okej, nie brnę w to. - całuję ją krótko w usta i odsuwam się. - Dobranoc. - wsuwam się pod chłodną kołdrę i czekam aż dziewczyna do mnie dołączy, co nie trwa długo.
- Dobranoc, dupku. - chichoczę, bo wiem czemu mnie tak nazwała.
- Też cię kocham. - mrugam do niej i rozsuwam nogi. Chwytam w dłonie jej i kładę na wewnętrznej stronie mojego uda, tak jak wcześniej, kiedy byliśmy u jej rodziny. Obejmuję ją szczelnie ramionami tym samym, przysuwając swoją klatkę do jej pleców. Kiedy nasze skóry się stykają i czuję ciepło bijące od ciała zielonookiej, odczuwam nadzwyczajny spokój, mimo że wcześniej towarzyszył mi stres i niepewność. Niesamowite jest jak czyjaś obecność może zmienić wszystko. Bardziej zaciskam ramiona wokół drobnego ciała różowo-włosej i wtulam twarz w jej włosy i szyję.
- Dobranoc, piękna. - mruczę i muskam ustami jej polik, po czym wracam do poprzedniej pozycji.
- Dobranoc, kochanie. - mamrocze i splata nasze dłonie na jej klatce.


***
Miło być co inne, wyszło co inne. Tak w sumie ciężko mi szło i czuję, że wypalam się już z pisaniem tego opowiadania. A przynajmniej jeżeli chodzi o momenty NS, których jest dużo.
Nie wyrobię się dziś na rozdział na drugim blogu, przepraszam. 
Pozdrawiam, Jesy.

wtorek, 2 grudnia 2014

57.

Oczami Sakury:
Pociągam Naruto w stronę Ino i Sasuke, którzy o dziwo normalnie rozmawiali. Ale nie na to zwracam uwagę, bardziej na sake za nimi.
- Sakura-chaaaan..
- Huh? - zerkam na blondyna.
- Nie za dużo. - ostrzega.
- Jasne, tatusiu. - mrugam do niego i siadam obok Kiby, który zaczął polewać. - Szybciej Kibaaa.. - on cicho się śmieje.
- Ktoś tu chce się upić do nieprzytomności? - obejmuje mnie bratersko ramieniem.
- Z tobą? Jasne, czemu nie. - szczerzymy się do siebie i pijemy po kieliszku sake, ale zaraz po tym krzywimy się.
- Jeszcze? - pyta, a ja kiwam ochoczo głową.
Po kilku kolejnych kolejkach zaczynam się szczerzyć jak głupia.
- A więc jak się czujesz jako narzeczona tego imbecyla, tak zwanego Naruto? - porusza sugestywnie brwiami.
- Suuuper! - śmieję się - Nie narzekam.
- Domyślam się, że ci co nie co pokazał. - znowu rusza śmiesznie brwiami.
- Nie zaprzeczam, ale nie potwierdzam.
- Jasne, jasne. Byś się pochwaliła. - robi smutną minę, a potem wybucha śmiechem. - No daaalej. Pamiętaj, że jesteś wśród swoich. - wskazuje na siebie palcem i chwyta kolejną butelkę sake. Patrzę na niego z przeciągle.
- Nie mam na co narzekać. - rzucam w końcu i ponownie połykam przeźroczysty płyn do ust. - Dobra, koniec tego. Widzisz gdzieś Naruto? - mrużę oczy i próbuję go znaleźć.
- Hmmm... A tak, jest koło sofy i gada z Shikamaru. Ale nie zostawiaj mnie! Jesteś dobrą partnerką do picia! - robi maślane oczy.
- Później wrócę. - mrugam do niego i wstaję.
Niebieskooki mnie zauważa i uśmiecha się do mnie, jednak nim jestem w stanie do niego podejść zostaję porwana przez Ino, Ten Ten, Temari i Hinatę. Pokazuję mu, że mam mnie ratować, a on się śmieje i mnie zostawia. Dzięki, kochanie, zawsze mogę na ciebie liczyć. Po paru sekundach zostaję brutalnie wepchana do jednego z pokoi na górze.
- Co do cholery..- mamroczę pod nosem.
- No, no, no.. - słyszę źle zapowiadający ton głosu niebieskookiej, a przynajmniej dla mnie. - Więc, opowiadaj.
- Ale co? - marszczę brwi.
- Dawno ci się oświadczył? - aaaa, o cholera. Wiem do czego to zmierza.
- Parę dni temu. - kiwam się trochę na boki. - A co? - Temari wzrusza ramionami.
- Myślicie co dalej? - pyta Ten Ten.
- Hmm..z tego co mi wiadomo to nie. Poza tym wyjeżdżam na trening więc na razie odpadają jakiekolwiek plany.
- CO?! - krzyczy Ino z Hinatą.
- No tak. Aaa, wy nie wiecie. - zaczynam po skrócie wszystko opowiadać, a one wsłuchują się w każde słowo.
- No nieźle. - podsumowuje Ten Ten.
- Ale wróćmy do spraw obecnych... - zaczyna Ino - Jak zamierzasz spędzić ten krótki czas i swoim kochasiem? - porusza znacząco głową. Wywracam oczami.
- Same zboki wszędzie. I to nie mój kochaś. - wskazuję na nią palcem.
- Przyznaj się. - mówi Temari z łobuzerskim uśmieszkiem.
- Ale do czego? - marszczę brwi.
- Wiesz to twój narzeczony w końcu więc.. - Ino robi jakieś dziwne ruchy, jakby chciała zgwałcić powietrze.
- Aaaaa.. CO? - poważnie, po raz kolejny to samo.
- No gadaj!
- Czy wy poważnie pytacie mnie jaki jest w łóżku, czy mam halucynacje? - chwytam się za głowę i kręcę nią w niedowierzaniu.
- I nie tylko. - Temari trąca mnie ramieniem. Marszczę na nią brwi.
- O nie. - wstaję i podchodzę do drzwi - Nie powiem wam, jakiego ma. - otwieram drzwi i od razu wpadam na znajomy tors. Trę palcami mój nos, który się o niego obił i podnoszę wzrok.
- No hej. - chichocze i obejmuje mnie ramieniem. - Szukałem cię. - unosi jedną brew na chichot dziewczyn. - Sądzicie, że nie słyszałem ciekawskie baby? - śmieje się głośno. Bierze łyka napoju z kubka, którego trzyma w lewej dłoni - Wszystko słyszałem. - kręci głową z rezygnacją, choć na jego ustach błąka się uśmieszek. Czuję, że robię się czerwona na twarzy. Ale za to one milkną i szybko schodzą w dół. - Chodź. - chłopak otwiera drzwi od naszej sypialni i cicho zamyka je za sobą.
- Po co tu przyszliśmy?
- Bo tu jest spokojnie. - odstawia kubek, a ja zaraz go biorę i połykam znajdujący się tam płyn.
- Fuj, co to jest?
- Piwo.
- Blee. Wole sake. - wyciągam język.
- Dobra, przyznaj się ile już wypiłaś?
- Troszkę. - pokazuję palcami, że bardzo mało.
- Kłamczucha. - podchodzi bliżej.
- Też cię kocham. - mrugam do niego, a on posyła mi łobuzerski uśmieszek. - No co?
- Muszę cię pilnować.
- Czemu? - robię smutną minkę.
- Bo zaczniesz gadać wszystko wszystkim.
- Nic nie powiedziałam! Przynajmniej im. - i tym sposobem, wygadałam się. Jesteś świetna, Sakura.
- Komu powiedziałaś? I co?
- Kibie.
- Co mu powiedziałaś?
- Nic takiego.
- Skoro nic takiego to mi powiedz.
- Emm..
- Nooo.. - ponagla mnie.
- Myślę, że o łóżko. - pukam palcem w brodę.
- Co mu powiedziałaś?
- Że mam na co narzekać. - wystawiam mu język i mijam go.
- Słucham? - chwyta mnie za ramię i pociąga do siebie tak, że znów uderzam w jego klatkę nosem.
- To co słyszałeś, baka. - po raz kolejny trę nos. Mruży na mnie oczy.
- Masz na co narzekać, huh? - podnosi mnie, a ja oplatam nogi wokół jego pasa. - W takim razie muszę chyba udowodnić, że kłamiesz mi w żywe oczy. - wpija usta w moją szyję i przyciska do zimnej ściany.
Jego ręce zaczynają błądzić po moim ciele, wywołując u mnie dreszcze. Wplątuje palce w jego włosy i pociągam za końce. W odpowiedzi przygryza moją skórę na dekolcie. Zaczyna powoli odpinać mi guziki koszuli i schodzić z pocałunkami coraz niżej. Oblizuję szybko usta i przyciągam jego głowę bliżej, a nogi zaciskam mocniej. A przynajmniej na tyle mocno, że zaczynam czuć jego wzwód. Jedna z rąk chłopaka chwyta moje nadgarstki i przyciska do ściany tuż nad moją głową. On sam przyciska swoje biodra do moich, przez co z moich ust wydobywa się niechciane westchnienie.
- Komuś się chyba spodobało, co? - mruczy mi do ucha schrypniętym głosem.
Znowu oblizuję usta, kiedy się trochę ode mnie odsuwa. Uśmiecha się do mnie i wpija się w moje wargi. Mruczę cicho i zaciskam bardziej nogi wokół jego pasa. Czuję, że się uśmiecha, ale teraz mnie to nie obchodzi. Chwile później czuję chłód na ramionach i wtedy dopiero jestem w stanie zrozumieć, że moja koszula leży już na ziemi. Jednak nie mam dużo czasu do namysłu, bo Naruto nadal napiera na moje wargi swoimi. Wyplątuję jedną z rąk i chwytam jego tył głowy. Blondyn puszcza mój drugi nadgarstek, i znów zaczyna badać każdy centymetr mojego ciała. Chwytam jego koszulkę i próbuję marnie ją ściągnąć. Kiedy nie udaje mi się to, Uzumaki zaczyna się ze mnie śmiać. Przygryzam jego dolną wargę i przyciągam w swoją stronę. Kiedy ją puszczam, czuję metaliczny smak na ustach. Ups, komuś przegryzłam wargę. Uśmiecham się wrednie do chłopaka, patrząc w jego oczy widzę, że przez moment błysły. Oplatam ramiona wokół karku niebieskookiego i po raz kolejny przyciągam go bliżej. Czuję kolejne pocałunki wzdłuż szyi i dłonie na moim brzuchu. Jęczę cicho, kiedy chwyta jedną z moich piersi i ją ściska. Moje hamulce puszczają i zsuwam się do pozycji pionowej. Otrzymuję zdziwione spojrzenie, jednak nie przejmuję się tym. Szybko chwytam końce koszulki Naruto i odrzucam ją na bok po paru sekundach. Zachłannie wpatruję się w jego niczym okryty tors i oblizuję usta. Przysuwam się do niego i zaczynam składać mokre pocałunki na jego klatce. W zamian czuję dłonie chłopaka na moim tyłku. Kiedy kładę ręce na jego klacie, wzdryga się. Śmieję się cicho i przejeżdżam nimi po mięśniach. W momencie kiedy spoczywają one na klamrze paska, chłopak odsuwa się ode mnie.
- Co jest? - pytam schrypniętym głosem.
- Ubieraj się. - marszczę brwi.
- Czemu?
- Bo tak mówię. - zbiera nasze rzeczy z ziemi. - Idziemy do gości.
- Ty dupku. - kopię go w tyłek - Zobaczysz odpłacę ci się za to. - odchrząkam, żeby mój głos był normalny.
- Cokolwiek, kochanie - mruga do mnie i wychodzi z pokoju.
Kiedy schodzę po schodach obmyślam plan. Przygryzam wargę, żeby nie było widać mojego nikłego uśmieszku. Ale zanim go zrobię muszę poczekać do końca domówki. Tymczasem mam ważniejszą sprawę na głowie. A jest ona akurat do tego planu potrzebna. W tym przypadku, żebym nie zwątpiła.
- Kibaaa! - wołam.
- Yo! - pojawia się obok mnie. Pociągam go za koszulkę.
- Idziemy pić. - uśmiecham się szeroko, a on to odwzajemnia. - Duuużo pić.
- Okej, zawołam Shikamaru i Ino. Z nimi najlepiej się pije!
Będzie zabawa.


***
Krótka część, którą pisałam teraz. I to w niecałą godzinę więc nie powala na kolana.
Co o niej sądzicie? Podejrzewacie co zrobi Sakura? Jak tak, to co? 
Pozdrawiam, Jesy ☺