poniedziałek, 7 lipca 2014

51.

Dzień pierwszy.
Zamiast promieni słonecznych, które zawsze mnie rano drażniły w oczy, obudziło mnie pukanie do drzwi.
- Kochanie, idź otwórz. - mruknąłem do Haruno, tuląc się do jej brzucha.
- Nie mam siły, klopsie. Jesteś na wylocie. - wymruczała, przekręcając się specjalnie plecami do mnie.
- Nie jestem klopsem. - fuknąłem i wstałem.
Trochę mnie odrzuciło na bok, ale dotarłem cały do drzwi. Otworzyłem je a w nich stał Kenji.
- Cześć, co jest? - spytałem zaspanym głosem.
- To! - krzyknął, zza ściany wyłonił się Reiji z pistoletem wolny.
- Serio..- mruknąłem, a ten mnie oblał po twarzy, koszulce i spodenkach w których wyglądałem jakbym się posikał.. - Już? Koniec amunicji? - spytałem po chwili.
Chłopcy zmarszczyli brwi.
- Czemu się nie wściekasz? - spytał Reiji.
- Nawet nie wiesz jaką dziką satysfakcję będę miał z tego, że zaraz zmoczę waszą kuzynkę, która nazwała mnie przed chwilą klopsem. Zemsta jest piękna! - zaśmiałem się i oparłem o framugę drzwi.
- Uuuu! Chcę to zobaczyć! - odparł Kenji.
- O nie, nie! Sam to zrobię, i lepiej, żebyście nie widzieli jej w furii. - powiedziałem cicho.
- Pamiętaj jednak, że to dopiero początek! - upomniał mnie Reiji..
- Jasne, jasne, a teraz idę, bo jeszcze wyschnę i nici z mojego planu - chłopcy spojrzeli na siebie i zachichotali.
- Trzymaj się. - Kenji poklepał mnie po ramieniu. - Do zobaczenia na śniadaniu.
- A o której jest? - spytałem szybko.
- Koło dziewiątej trzydzieści.
- Okej. Dzięki. - zamknąłem drzwi i ruszyłem w głąb pokoju.
Zerknąłem mimochodem na zegar, była dopiero siódma rano.
Podszedłem do drzemiącej dziewczyny, wszedłem na łóżko i pochyliłem się tak, że jej nogi były między moimi.
- Wstajesz? - wymruczałem jej do ucha.
- Nie. - wtuliła się bardziej w poduszkę.
- A przygarniesz mnie pod kołdrę? - spytałem przesłodzonym głosem.
Dziewczyna bez słowa odsunęła kołdrę, a ja się do niej przytuliłem.
- Łeeeee! Naruto, jesteś cały mokry! - krzyknęła.
- Wiem, to za nazwanie mnie klopsem.
- Odsuń się, bo zaraz będę miała mokre ubrania! - próbowała się ode mnie odsunąć, jednak na marne.
- Nie. To zemsta kochanie.
- Jesteś wredny.
- Oboje wiemy, że to nieprawda. - odparłem nieco kpiąco.
- Prawda! Złaź ze mnie. Mam już koszulkę mokrą!
- Miss mokrego podkoszulka się szykuje? - wywróciła oczami z irytacją. - Patrząc na to z tej strony, to się odsunę. Wolę dla pewności jednak bardziej cię zmoczyć. - uśmiechnąłem się szeroko.
- Naruto..- zbliżyła usta do mojego ucha. - Odsuń się ode mnie, albo więcej nie zamoczysz. - mina mi zrzedła.
Szybko się od niej odsunąłem i udawałem, że się przeciągam.
- Ooo! Zapowiada się na burzę, ale jest gorąco. - powiedziałem zupełnie nie na temat. - Zapomniałbym, o dziewiątej trzydzieści jest śniadanie. - zerknąłem na dziewczynę.
Miała odkrytą do brzucha kołdrę, przez moje szybkie wyjście z łóżka. Koszulka na piersi była cała mokra i przylegała do jej ciała. Zgryzłem mocno wargi i nerwowo stąpałem nogą.
- Noo... - zacząłem, nie spuszczając wzroku z jej piersi.
- Nie gap mi się na cycki.
- Nie gapię. - zaprzeczyłem sam sobie.
- Nie ma. - zakryła się po szyję. Nie kryłem niezadowolenia przez co dziewczyna zaśmiała się i spojrzała na mnie kpiąco - Nawet o tym nie myśl.
- Ale się odsunąłem!
- Naruto, nie.- zastanowiłem się chwilę, co by takiego zrobić.
Wpadłem po chwili na pomysł, powolnym krokiem zbliżyłem się do łóżka, po czym położyłem się nad dziewczyną. Wsunąłem dłonie pod kołdrę i skierowałem je na brzuch dziewczyny.
- Naruto chyba coś powie.. - zacząłem ją łaskotać. - Nie, hahaha nie Naruto przestań! Proszę, nie hahaha!
- Wiesz, kiedy przestanę.
- Proszę, przestań! - powiedziała na jednym tchu.
- Nie.
- Dobra! Dobra, tylko przestań! - przestałem ją łaskotać.
Dziewczyna zrzuciła mnie z siebie i wlazła na mnie. Usiadła mi na biodrach i sama zaczęła robić to co ja przed chwilą.
- A to za co!? Hahaha!
- Przyznaj, że jesteś wredny.
- Nie. - mruknąłem, mój wzrok ciągle uciekał w stronę jej piersi. Jeszcze zaczęła się kręcić. Za moment naprawdę wyląduję z poważnym wzwodem.
- Nie słyszę! - nasiliła łaskotki.
Podbiłem w górę moje biodra, przez co tyłek dziewczyny podskoczył. Szybko podniosłem się do pozycji siedzącej i splotłem po obu stronach naszych twarzy, nasze dłonie.
- Już mnie nie połaskoczesz. - uśmiechnąłem się triumfalnie.
Położyłem jej dłonie na moich barkach, a moimi sam objąłem ją i przytuliłem mocno. Delikatnie całowałem prawą stronę jej szyi, obojczyk i ramię.
- Masz jakieś huśtawki humorów? - spytała cicho różowowłosa.
- Nie. Po prostu chcę, żebyś była blisko. Czy to źle?
- Tego nie powiedziałam.
- Chcę puki co nacieszyć się tobą. W końcu nie wiem kiedy zobaczę cię następnym razem.
- Ej. - odsunęła się lekko ode mnie, objęła oburącz moją twarz i spojrzała z uczuciem w moje niebieskie oczy - Nic jeszcze nie wiemy. To dopiero pierwszy dzień, Naruto. Bawmy się, poznaj bliżej moją rodzinę, później się tym martwmy. Nie psujmy całego wyjazdu. Tu chociaż trochę możemy odsapnąć od Konohy. - ucałowała delikatnie czubek mojego nosa i uśmiechnęła się promiennie.
- Moja wieczna optymistka. - mruknąłem, chciałem ją pocałować, ale odsunęła się ode mnie. - Co?
- Nie myliśmy zębów. - wywróciłem oczami.
- Mamy tylko półtorej godziny dla siebie. Potem już nie będzie kiedy. - stęknąłem. Posłała mi minę typu: "i-tak-nie-wygrasz". - Dooobra, idziemy myć zęby. - złapałem dziewczynę za pośladki, żeby nie upadła i zaniosłem w ramionach do łazienki.
Niby prosta, codzienna czynność..jednak w naszym wykonaniu, cóż był problem.
- Nie chce się wycisnąć. - sapnęła zirytowana dziewczyna.
- Oh, daj to. - nacisnąłem mocno tubkę z miętową pastą, która zamiast polecieć na szczoteczkę poleciała na koszulkę dziewczyny przede mną, a nawet pod nią. - Em..ten no.. Działa!
- Naruto.. Ty idioto! - pacnęła mnie w tył głowy otwartą dłonią.
- Kiedy to niechcący było!
- Dawaj tą pastę. - podałem dziewczynie przedmiot, a ona wycelowała nią we mnie.
Koszulkę miałem całą zapaskudzoną pastą. O wiele bardziej niż ona.
- Hej! Co to ma być? Ja przypadkiem tak zrobiłem! - naburmuszyłem się.
- Ups, wypadek. - wzruszyła ramionami i zaczęła myć zęby.
Chwyciłem końce koszulki i zdjąłem ją, po czy dopiero zacząłem myć zęby. Spiorunowałem wzrokiem, wlepiającą się w mój tors, dziewczynę.
- Zhrób zdjęcie na później. - powiedziałem, niekoniecznie wyraźnie, z szczoteczką w buzi. Dziewczyna zarumieniła się i odwróciła wzrok, ale tylko na chwilę.
Po skończonej czynności bez większych wpadek i problemów wróciliśmy do pokoju.
- Nie przebierasz koszulki? - spytałem po chwili.
- W sumie.. - podeszła do szafki z moimi rzeczami.
- Czego szukasz kochanie? - tulę się do niej od tyłu.
- Jakiejś twojej koszulki.
- Czemu mojej?
- Bo są długie, wygodne i ładnie pachną.
- Pachną pewnie mną.
- Przecież mówię, że ładnie. - uniosłem brew do góry - O! Ta jest w porządku. - pokazała mi koszulkę białą z miastem. Na środku koszulki widniał napis "Brooklyn", a trochę niżej "19 98" między 19 a 98 był wieżowiec.
- Okej. - mruknąłem. - Ale to była moja ulubiona.
- Nie widziałam cię w niej.
- Bo.. nie chciałem jej zniszczyć. - zaśmiałem się lekko. - Dobra, mykaj do łazienki i szybko tu wracaj. - pchnąłem ją delikatnie w stronę drzwi i na pożegnanie klepnąłem w tyłek.
- Czy ty chcesz znowu oberwać? - warknęła.
- Też cię kocham. - odpowiedziałem i wróciłem na łóżko.
Wróciła o dziwo dość szybko, bo po niespełna siedmiu minutach. Zmierzyłem ją w progu.
- Nawet przyzwoicie. - stwierdziłem. Koszulka sięgała jej prawie do połowy ud.
- Ona jest ogrooomnna!
- Dziwne, skoro jestem wysoki.
- Muszę częściej podbierać ci koszulki.
- Hej, a to czemu? - spytałem. Dziewczyna w tym czasie przysiadła się obok mnie leżącego.
- Bo mi się podobają.
- A co takiego w nich jest? - spytałem przyciągając ją do siebie tak, że usiadła mi na moim umięśnionym brzuchu.
- Są takie duże, nie jest mi w nich ani za ciepło ani za zimno, ładnie pachną i są cudowne! - otuliła się ramionami.
- Może za nie wyjdź, co? - powiedziałem ironicznie.
- Lepiej za ciebie, bo będę mogła brać ich więcej.
- Kwestia tego czy ci pozwolę.
- Wiesz ile ci już zabrałam, nawet jeśli nie wiedziałeś? - spytała.
- Ile?
- Pół twojej szafki. - wywróciłem oczami.
- Odsuńmy na bok ten temat. - wymruczałem, siadając.
- A jaki ma być? - zielonooka wplotła dłonie w moje włosy i bawiła się ich końcówkami.
- Jest jeszcze jakiś problem, odnośnie tego czy mogę cię pocałować? - spytałem, choć nie specjalnie mnie to obchodziło.
- No wiesz może być taki, że.. - zatkałem jej usta pocałunkiem.
Moje dłonie zjechały po jej plecach, muskając po drodze jej ciało przez cienką koszulkę. Przygryzłem jej wargę i chwyciłem jej biodra. Zielonooka pchnęła mnie w tył, teraz leżała na mnie, nadal z rękoma wplątanymi w moich włosach. Robiłem drobne kółeczka na odkrytej części skóry, przy biodrze. Delikatnie wsunąłem ciepłe dłonie pod koszulkę, masowałem nimi jej plecy, a później zjechałem po bokach, zahaczając przypadkowo o jej piersi. Haruno odsunęła się troszeczkę ode mnie, ale tylko po to by złapać powietrze w płuca i ze zdwojoną siła wbić się w moje usta. Przejechała językiem po mojej dolnej wardze, prosząc o pozwolenie. Lekko rozwarłem usta. Utonąłem z dziewczyną w namiętnym pocałunku, który zdawał się nie mieć końca. W tym czasie powoli przesuwałem ręce wzdłuż jej kręgosłupa moim celem był jej jędrny, krągły tyłek. Podciągnąłem kolana, tak, że dziewczyna przysunęła się wyżej. W ten oto sprytny sposób, moje dłonie znalazły się na jej pośladkach. Zacząłem go delikatnie masować, nie przerywając naszego gorącego pocałunku. Sakura jęknęła mi cicho w usta, gdy zdecydowałem się ścisnąć jej tyłek. Sama przesunęła dłonie z moich włosów na ramiona, które zaczęła delikatnie muskać opuszkami palców. Wywoływała u mnie mocne, przyjemne dreszcze, a nawet nie była tego świadoma. Jej dotyk aż elektryzował.
Postanowiłem zmienić pozycję, bo pewnie zielonookiej było już niewygodnie. Przewróciłem ją na bok i tak zostaliśmy. O dziwo, nie przerwaliśmy pocałunku, dopiero po chwili, ale tylko po to by przez chwilę pooddychać. Lepiej, żebyśmy nie zemdleli z braku tlenu, prawda? Różowowłosa nie dała mi za dużo odpoczynku, bo po chwili złapała mnie oburącz za twarz i ponownie złączyła nasze wargi. Nawet nie wiem w którym momencie, ale jedną nogę miała między moimi, a drugą zarzuconą mi na biodro. Plus jest taki, że była blisko i mogłem czuć jej aksamitną i ciepłą skórę. Zacząłem prawą dłonią masować jej bok, koszulka podwinęła się tak bardzo, że było widać jej już pępek. Poczułem metaliczny smak krwi na ustach, cholera jak ona mnie mocno pogryzła. Znowu zamienia się w jakąś diablicę. Przewróciłem nas ponownie, różowowłosa leżała na plecach, a ja nad nią. Nasze nogi nadal były tak samo splątane. Poczułem dłonie dziewczyny na moich plecach, zaczęła drapać mnie po łopatkach. Uniosła nogę, którą miała między moimi nogami, przez co cicho jęknąłem.
- Chryste, kochanie. - wychrypiałem, głaszcząc jej gorący policzek. Ostatni raz pocałowałem ją namiętnie, zszedłem zaraz po tym na linię jej szczęki. Zrobiłem jej niewielką malinkę tuż pod lewym uchem.
- Nie rób mi teraz malinek. - powiedziała zachrypniętym, seksownym głosem. - Strasznie długo mi schodzą.
- Trzy dni to nie dużo. - mruknąłem, całując jej szyję.
- Nie rób mi więcej.
- W porządku. Dziś nie. - uśmiechnąłem się lekko i pocałowałem ponownie dziewczynę w usta. - Gorąco.
Wróciłem do całowania z każdej strony jej aksamitną szyję. Szybko oddychała, puls miała równie szybki. Składałem delikatnie pocałunki aż do jej mostka.
Zerknąłem pytająco na dziewczynę, ona przysunęła swoją twarz do mojej, jej dłonie zaczęły zjeżdżać w dół mojego torsu. Mruknąłem cicho. Gdy jej drobne ręce były już na moim brzuchu, jedną z nich przytrzymała tył mojej głowy bym się nie odsunął. Nie to, że chciałbym. Lewa dłoń, ta która została, przesunęła się w bok i torowała sobie dalej drogę w dół. Gdy dotarła na linię bokserek i spodenek, wsunęła ją dalej, w spodenki. Chciałem się lekko odsunąć, ale nie pozwoliła mi na to.
- Za pół godziny śniadanie! - usłyszałem krzyk Kumi zza drzwi.
Odsunąłem się od dziewczyny jak poparzony. I spieprzyłem się na łóżko, uderzając tyłkiem o podłogę.
- Co do cholery.. - mruknąłem.
- Umm..chyba musimy wstać. - zielonooka podrapała się po głowie zakłopotana.
Spojrzałem wymownie na swoje spodnie, gdzie powstał niemały namiot.
- Już biegnę. - powiedziałem sarkastycznie.
- To nie moja wina. - wzruszyła ramionami.
- Bo ja sobie sam grzebałem w spodenkach. - mruknąłem pod nosem i wstałem.
Przybliżyłem się do zarumienionej dziewczyny.
- Idziemy wziąć prysznic? - spytałem, uśmiechając się delikatnie. Dziewczyna spojrzała na mnie niemrawo. - Oj, no chodź. - wywróciłem oczami. - Nie zjem cię.
- Nie byłabym tego taka pewna. - uniosłem pytająco brwi.
- Choodź. - mruknąłem i zacząłem ją łaskotać. - Pójdziesz ze mną? - zrobiłem minę smutnego pieska.
- Okej, okej. - uśmiechnąłem się szeroko i porwałem dziewczynę w ramiona.

**
- Co tak dziś rano gruchnęło w podłogę? - spytał Eizo.
Spojrzałem na Sakurę, a ona próbowała powstrzymać śmiech, jednak kiepsko jej to szło.
- Co cię tak śmieszy, Sakura? - podpytał Reiji.
- Naruto "gruchnął" w podłogę, bo spadł z łóżka. 
- Miałaś tego nie mówić. - dźgnąłem ją lekko i żartobliwie w bok. 
- Jak to się stało? - różowowłosa posłała gniewne spojrzenie Kenjiemu, który,,,o to zapytał.
- Myślałem, że jest jeszcze kawałek łóżka, bo chciałem się przekręcić na drugi bok i cóż..jednak nie było. - Bob, Kumi i reszta kuzynek zaśmiali się, a za nimi zawtórowała reszta prócz Kenjiego i Reijiego. Spoglądali na nas, a głównie na mnie i to nieufnie. Czyżby wiedzieli co robiliśmy, albo bali się, że coś zrobię Sakurze?
Zjedliśmy syte śniadanie, rozmawiając i śmiejąc się przy stole. Poczułem, jakbym naprawdę był członkiem rodziny. Tylko została sprawa bliźniaków, ale na razie staram się tym nie przejmować..
Po zjedzonym posiłku, siedziałem w salonie z Bobem, Eizo, Reiko, Norie i Mitsuki.
Kumi, Mai, Sakura i Aiko pomagały babci Yuko w sprzątaniu po śniadaniu.
- Naruto ile masz lat? - spytała Reiko.
- Dwadzieścia.
- A kto z was jest starszy? - dodała Norie.
- Sakura parę miesięcy. - mruknąłem, drapiąc się po policzku.
- Ile masz wzrostu? - dopytała Mitsuki.
Spojrzałem błagalnie na Boba.
- Nie wiem, z metr osiemdziesiąt pięć do dziewięćdziesięciu. - usiadłem wygodniej w sofie, byłem między dziewczynami, a na fotelach była męska część towarzystwa.
Lepszego miejsca znaleźć sobie nie mogłem. Osaczają mnie, Mitsuki siedzi po mojej prawej i niebezpiecznie się do mnie zbliża, po lewej Reiko. I robi to samo. Naruszają zdecydowanie moją sferę osobistą. Siedzę w ścisku, byleby, którejś nie tknąć. Lepiej, żeby nie naruszać cierpliwości mojej narzeczonej.
- Naruto! - usłyszałem głos mojej kochanej kobiety.
- Słucham? - spytałem szybko.
- Chodź na chwilę. - wstałem tak szybko jak mogłem i podbiegłem do kuchni. Kątem oka widziałem kiwającego Boba, mówiącego coś bezgłośnie dziewczyną, wyglądało na "nawet tego nie próbujcie, on jest zajęty". - Co chciałaś? - spytałem, gdy byłem za dziewczyną.
- O! Naruto, sięgniesz nam z półki nowy płyn do naczyń? - spojrzałem na strasznie wysoką szafkę, która prawie podchodziła pod sufit.
Spróbowałem dosięgnąć, jednak brakowało mi kilkunastu centymetrów.
- Może wejdziesz na szafkę? - spytała Kumi.
- Za ciężki jestem. - rozejrzałem się po pomieszczeniu. - Próbowałyście wejść na krzesło?
- Tak, Sakura wchodziła na szafkę i nie wyszło. - oznajmiła babcia Yuko. Spojrzałem gniewnie na zielonooką.
- Czy ty chcesz coś sobie połamać? Mogłaś mnie od razu zawołać, a nie próbować się zabić. - wywróciła oczami - Nie chcesz chyba wylądować w szpitalu połamana? - położyłem dłonie na swoich bokach.
- Przeeestań mi truć. - mruknęła.
- Więcej tego nie rób, proszę. Następnym razem mnie wołaj.
- To jest ten moment kiedy robię wszystko źle? - zironizowała.
- Tego nie powiedziałem. Po prostu nie chcę, żebyś się potłukła, skręciła coś czy też złamała. - wywróciła ponownie oczami.
- Lepiej powiedz jak sięgnąć ten płyn. Jesteś najwyższy. - zmieniła temat.
Przeczesałem ręką włosy.
- Mam pomysł. - uśmiechnąłem się chytrze do Sakury.
- Aż boję się zapytać jaki.
- Wejdziesz mi na barana.
- O nie! - teraz sam przewróciłem oczami.
- A masz lepszy pomysł Sakura? - zapytała Mai.
- No cóż..umm.. nie. Ale czemu ja?
- Bo to twój facet. - dodała babcia Yuko, na co się zdziwiłem. Nie to, że to nieprawda. Ale że to powiedziała.
- Ale czemu ja mam obrywać za wszystkie jego pomysły? - spytała z wyrzutem.
- Ja tu nadal jestem, tak ci przypominam. - skrzyżowałem ręce na piersi. - Masz coś do mojego pomysłu? - przekręciłem głowę lekko w bok i zmrużyłem delikatnie oczy.
- To, że spadnę.
- Nie spadniesz.
- Spadnę.
- Nie.
- Tak.
- Zakład? - spytałem.
- Nagroda? Jak wygrasz?
- Hmm.. buziak. - uśmiechnąłem się szeroko.
- A jak ja?
- Zabiorę cię do szpitala.
- Też mi coś. - mruknęła - Co inne?
- Jakieś propozycje? - spytałem resztę.
- Usługujesz jej przez cały dzień. - zaproponowała Mai.
- Okej. - wzruszyłem ramionami - I tak to robię zazwyczaj. Stoi? - wyciągnąłem dłoń do mojej narzeczonej.
- Stoi.
- Dobra, a teraz wejdź na stół i wejdź mi na barki. - powiedziałem.
- Chyba szalony jesteś. To nie wypali. Jakoś inaczej. Kucnij. - sapnęła.
- No dobra. - próby coś nie szły.
- Tak to jedynie wskoczę ci na barana.
- Dobra, można spróbować, może tak dosięgniesz. - dziewczyna wskoczyła na mnie, szybko chwyciłem jej uda i poprawiłem ją. - I jak?
- Nadal nie sięgam. - odstawiłem dziewczynę na bok. Zmierzyłem dziewczynę wzrokiem. - Co?
- Mam pomysł, jak wejdziesz mi na barki.
- Jaki?
- Zaraz zobaczysz. - ustałem za nią - Tylko nie krzycz i nie wierzgaj nogami.
- Naruto, co chcesz zrobić?
- Podnieść cię. - poprawiłem sobie koszulkę. Poza tym dziś było gorąco więc ubrałem prawie taki sam komplet ubrań, z taką różnicą, że miałem teraz na sobie czarną koszulkę na ramiączkach.
- Jeśli spadnę, to cię zabiję. - ostrzegła.
- Zapamiętam to. - mruknąłem.
Pochwyciłem biodra dziewczyny i z lekkością uniosłem ją w górę przed sobą, lekko schyliłem głowę w dół. Przesunąłem dziewczynę w tył, a następnie obniżyłem dzięki czemu była na moich barkach. Jej nogi natychmiast zacisnęły się na mojej szyi i twarzy.
- Nie duś mnie, przecież jeszcze nie spadłaś. - wykrztusiłem.
- Boję się, zaraz spadnę! - krzyknęła, wierzgając się.
- Nie kręć się. I uspokój. - podszedłem do szafki. - Dosięgasz?
- Tak. - sięgnęła ręką do butelki, ale w momencie kiedy miała ją chwycić, ktoś mnie dźgnął w bok przez co straciłem ja i dziewczyna na moich barkach równowagę. Butelka spadła i stoczyła się aż po samą ścianę.
- Naruto! - próbowała chwycić moją głowę, jednak walnęła mnie w czoło, przez co można było usłyszeć charakterystyczny plask.
- Ouuu! Co mnie bijesz? To nie moja wina, coś mnie dźgnęło!
- Kumi, przestań łazić po kuchni. - usłyszałem jak Mai karci dziewczynę za to, że kręciła się koło nas. Może to ona mnie dźgnęła?
- Co teraz? - spytała kuzynka mojej narzeczonej.
- Nie wiem. - odpowiedziała Sakura.
- Mam pomysł!
- O nie, znowuuu..
- Nawet jeszcze nic nie powiedziałem, a ty już się chcesz wykręcić?
- Co tym razem? - spytała krzyżując ramiona na mojej głowie i podpierając o nie brodę.
- Podniosę cię wyżej?
- Na głowie ci nie usiądę, wybij to sobie z głowy.
- Nie, nie o to chodzi.
- A o co?
- Mówiąc prosto..będziesz siedzieć mi na dłoniach. Tylko teraz naprawdę nie możesz się wiercić.
- Odpada. Na pewno spadnę! Połamię się jak nic!
- Będę cię trzymał. - zapewniłem, zgodnie z prawdą. - Nie pozwolę ci spaść.
- Zrób to Sakurcia, inaczej nie pomyjemy tych garów. - powiedziała babcia Yuko.
- Czy wy naprawdę musicie mnie tak nienawidzić? - spojrzała na nich ze zrezygnowaniem. Kobiety zaśmiały się i skinęły głowami. - Dobra.. - oparła tym razem łokieć o moją głowę - Jak to zrobimy?
- Najpierw...weź ten łokieć. Okej, a teraz się wyprostuj i nie patrz na boki i nie kręć się. W porządku?
- Yhym.
- W porządku. Teraz złapię cię za nogi i wyprostuję moje ramiona. Będziesz siedziała wtedy na moich dłoniach, nad moją głową. - wyjaśniłem.
- D-dobra.
- Nie bój się. Gotowa?
- Nie.
- Zaufaj mi kobieto. - wywróciłem oczami.
- Okej.
- Wyprostuj się. - delikatnie pochwyciłem ją na granicy ud i pośladków. - Powoli cię będę podnosił.
Miarowo i powoli prostowałem ramiona. Sądziłem, że dłonie będą mi drżały, ale na szczęście tak nie było. Gdy już je wyprostowałem, dziewczyna stykała się głową z sufitem. Wyciągnęła niepewnie rękę w kierunku szafki. Chyba ma jakiegoś parkinsona, strasznie jej dłonie drżały.
- Uspokój się. - powiedziałem miękkim głosem. - Masz już butelkę?
- T-tak.
- W porządku - równie powoli zniżyłem ją, tak, że siedziała na moich barkach..
Pochwyciłem jej biodra i uniosłem, obkręciłem ją w powietrzu i przysunąłem do siebie nadal trzymając jej biodra. Teraz miała nogi owinięte wokół mojej talii, a ja ją podtrzymywałem. Powoli spuściłem ją na dół, przypadkowo otarła się o mnie przez co dostałem dreszczy.
- I widzisz? Jesteś cała. Wygrałem. - uśmiechnąłem się do niej szeroko.
Do kuchni weszli Kenji i Reiji, którzy byli cały czas w progu jej. Podeszli do jednej z niższych półek i wyciągnęli z niej płyn do naczyń.
- Co do cholery?! - warknęła różowowłosa i była to tym razem, Kumi.
- Czemu nikt stąd go nie wziął? - warknął Kenji.
- Nie zauważyłam tego wcześniej, myślałam, że ostatnia butelka jest na górze. - powiedziała przepraszającym głosem Yuko.
- Ryzykowałam swoje kości tylko dlatego, że babcia nie zauważyła płynu do naczyń, który był przed nosem! - fuknęła zielonooka i z rezygnacją spojrzała w dół.
- Ale przeżyłaś. - mruknąłem i poczochrałem ją po włosach.
- Nie. Tykaj. Moich. Włosów. Pacanie. - wysyczała, a potem zaczęła mnie gonić.
- Co znowu zrobiłem? - spytałem biegnąc na górę przed goniącą mnie kobietą.
- Grabisz sobie! Chodź tu!
- Demon w ciebie wstąpił czy co?! - wkroczyłem na drugie piętro i uciekłem do naszego pokoju.
- Chodź. Tu. Teraz.
- Nie. - ruszyłem w stronę łóżka, gdy do niego podbiegła wyminąłem ją i zamknąłem drzwi.
Zbiegłem szybko na dół i posłałem przestraszone spojrzenie reszcie domowników. Wbiegłem na podwórko, w stronę basenu.
Odwróciłem się na chwilę, żeby sprawdzić czy dziewczyna biegnie za mną, nie było jej. Gdy spojrzałem przed siebie stała przed basenem z założonymi na piersi rękoma. Poślizgnąłem się i wyrżnąłem przed jej nogami.
- Ouuuu! Moje plecy! - stęknąłem. Skrzywiłem się lekko.
- Nic ci się nie stało? - spytała po chwili.
- Moje plecy, boli. - uklęknęła przy mnie, a ja z tego skorzystałem.
- Gdzie?
- Nigdzie! - rzuciłem się na nią i oboje w ubraniach wpadliśmy do basenu.
Będąc pod wodą z otwartymi oczami uśmiechnąłem się do niej. Zmrużyła oczy i chciała mnie walnąć, ale pod wodą coś jej nie wyszło. Chwyciłem jej drobną dłoń i przyciągnąłem do siebie po czym pocałowałem ją namiętnie w usta. Po chwili z braku tlenu wyszliśmy na powietrze. Równie szybko wyszliśmy z basenu cali mokrzy. Zerknąłem na dziewczynę, koszulka na ramiączkach kleiła się do jej ciała przez co było widać co nie co. Zagwizdałem cicho w charakterystyczny sposób.
- Co gwizdasz? Puknąć cię?
- Pukać ktoś kogo innego może. - mrugnąłem do niej i zaśmiałem się lekko. - Chodźmy się przebrać. - dodałem po chwili.
Chciałem chwycić dziewczynę za rękę, jednak odsunęła ją.
- Co z tobą?
- Przez ciebie jestem cała mokra.
- Ja też, kotku. - musnąłem palcami jej policzek. - Już się na mnie nie wściekaj.
- Będę.
- Proszę?
- To nic nie da.
- Ugh..a co mam zrobić, żebyś się nie denerwowała na mnie? - jej oczy aż zabłyszczały, to źle wróżyło. Źle dla mnie.
- Wnieś mnie na górę, weź mnie na barana. - powiedziała po chwili zastanowienia.
- Okej. - ukucnąłem lekko przed nią - Wskakuj.
Przeszliśmy przez pokój odprowadzeni śmiechem babci Yuko, Mai, Boba, Eizo, Hiroshiego, który skądś przyszedł, no i reszty cioć i wujów. Jedyne niezbyt przyjemne spojrzenia posyłali nam Kenji i Reiji oraz kuzynki Sakury.
Po wejściu do pokoju skierowałem się od razu do łazienki uprzednio wszędzie zamykając drzwi na zamek. Odstawiłem różowowłosą na ziemię i odwróciłem się do niej twarzą.
- Nadal jesteś zła? - spytałem, przejeżdżając delikatnie kciukami po jej policzkach.
- Zastanowię się. - starała się ukryć uśmiech, ale nie wyszło jej to.
- Kocham cię. - szepnąłem i pocałowałem ją tak delikatnie, jakby miała się zaraz rozprysnąć pod wpływem mojego dotyku. - I to bardzo.
- Chodź pod prysznic. - chwyciła moją dłoń i poprowadziła w stronę kabiny.
Odwróciła się do mnie i pociągnęła za sobą pod strumień letniej wody. Po chwili łapczywie mnie pocałowała i oparła o kafelkową ścianę. Przerwała na moment ten chaotyczny pocałunek, ale tylko dlatego by zdjąć swoją koszulkę.
- Kotku, co ty chcesz zrob.. - przyłożyła mi palec do ust.
- Cicho bądź i się rozbieraj. - przycisnęła ponownie swoje wargi do moich, dając namiętny, zmysłowy i gorący pocałunek.
- Cholera, jesteś idealna pod każdym względem, kotku. - wymruczałem i zacząłem robić to co mi przed chwilą kazała.


***
Rozdziały poprawione i wyszło, że o dwa w tył poszły. Teraz już po półmetku, chyba półmetku.
Niezbyt długo, niezbyt treściwie i tak dalej.
Napisałabym Wam co będzie dalej, ale nie mam w ogóle humoru, a nie chcę się brać za coś skoro wiem, że to zawalę kompletnie. 
Tak więc.. Kto chce hentai w następnej notce? Jakieś sugestie? :) Pisać w komentarzach.
Pozdrawiam Wszystkich.
Dobranoc. Mimo, że jeszcze wcześnie, ja wymiękam po całym dniu spędzonym na pisaniu :(
Trzymajcie się!!

piątek, 4 lipca 2014

All right!

Parę informacji dla Was!
Okej, powiedzcie, napiszcie w komentarzu, na asku.. jak podoba Wam się wygląd bloga?
Zapraszam do zakładki "Kontakt" są tam wypisane wszystkie możliwe rzeczy przez jakie można się ze mną porozumieć.
Poza tym, dla tych, którzy zaczynają dopiero czytać tego bloga, a trochę notek jest i nie chce się w końcu każdemu ciągle przewijać w dół albo szukać w archiwum następnego rozdziału, prawda? Tak więc jest także zakładka Rozdziały i teraz uwaga! Przy pisaniu każdego rozdziału, zauważyłam, że dwa razy źle ponumerowałam rozdział np. zwiastun rozdziału szesnastego oznaczony liczbą "16", a potem ten wyczekiwany rozdział szesnasty jest pod numerem "17" tak więc wszystkie rozdziały są o jedno wstecz. Czyli dobiłam na razie do 51 rozdziału.
Postaram się wyłapać jeszcze więcej takich 'wpadek', poprawię to z zakładce rozdziały, a potem pozmieniam numerację wszystkich postów, które dotychczas opublikowałam. 
W każdym bądź razie sporo zamieszania, biorąc pod uwagę obecną liczbę rozdziałów, i tego jak drobne pomyłki się zdarzyły (a nie wiem ile ich może być). Tak więc w zakładce rozdziałów, ostatni jest to rozdział PIĘĆDZIESIĄTY PIERWSZY, ale po wejściu na link wyskakuje nam ostatnia notka z numerem "52". Mam nadzieję, że szybko i sprawnie mi to pójdzie, choć teraz pewnie tego nie zrobię, bo piszę następny rozdział na drugim blogu w końcu muszę trochę nadrobić i jest prawie skończony.
Kończąc, proszę o jakieś komentarze odnośnie tego wyglądu. :)
Pozdrawiam, Jane.

środa, 2 lipca 2014

50.

Oczami Naruto:
Szliśmy już około trzy godziny. Podróż minęła nam jak na razie spokojnie. Mimo tego, strasznie się stresuję. Może tego tak nie widać na zewnątrz, ale w środku aż się gotuję. Czuję się jakbym zaraz miał iść do piekła. No niby Sakura-chan mówiła, że nie zjedzą mnie i będzie raczej w porządku. Jednak boję się. Po pierwsze: Może im się nie spodobam wizualnie. Mimo, że ubrałem się akurat dobrze. Upał był dodatkowo niemiłosierny. Wracając do tego co mówiłem, po drugie: Może nie spodoba im się moje zachowanie, choć będę starał się jak najlepiej zachowywać. W końcu poznanie rodziny swojej narzeczonej to nie jest byle co. Jednak chciałbym w tym wszystkim zostać sobą. I po trzecie: Nie wiem jak zareagują na to, że mam w sobie Kyuubi'ego. Cóż, może ich to przerazić. Może pomyślą, że jestem w stanie zrobić krzywdę Sakurze? Cholera, byleby nie!
- Zaraz będziemy. - oznajmiła spokojnie Haruno.
Wyprostowałem się i bardziej splotłem nasze dłonie. Z nerwów oblizałem usta, które były swoją drogą strasznie suche i przetarłem wierzchem wolnej dłoni czoło na którym pojawiły się kropelki potu.
- Będzie dobrze, nie bój się. - zielonooka dźgnęła mnie lekko w bok.
- Ta, super. - mruknąłem z ironią - Ale obiecaj mi, że jakby było coś nie tak i ze mną nie wrócisz w najgorszym wypadku to będziemy do siebie dzwonić. - dziewczyna uniosła jedną brew zdziwiona.
- Okej. - pocałowałem ją szybko i namiętnie w usta. Nie wiem kiedy będę mógł ponownie to zrobić, przy jej rodzinie raczej nie wypada. Bardziej w polik.
Wciągnąłem powietrze w płuca i głęboko odetchnąłem.
- Chodźmy dalej, raz się żyje w końcu. - powiedziałem.
Po chwili przekroczyliśmy bramy Wioski Herbaty. Nie było żadnej straży, więc obyło się bez przeszkód. Poszliśmy tylko do Kage tej wioski, aby oznajmić przyjście. Tu także nie było rewelacji. Jakiś staruszek z okularami wielkimi jak spodki i okrągłymi.
- Gdzie to jest dokładnie, znaczy no gdzie idziemy? - spytałem.
- Bardziej na obrzeża wioski, tam mają spory dom. Z tego o się orientuję.
Znalezienie "sporego domu" zajęło nam jakąś godzinę. Obeszliśmy przy okazji wioskę dookoła. W końcu dotarliśmy do ogromnego domu z basenem i pięknym ogrodem. Dom był w kolorze biszkoptowym, dwupiętrowy. Był ogrodzony, przy furtce stała kobieta, która miała około trzydzieści dwa lata.
- To ciocia Mai. - oznajmiła cicho dziewczyna.
Spojrzałem na kobietę. Blond, długie włosy zawiązane w wysokiego kitka. Szczupła, dość niska. Miała twarz, która dawała wrażenie, że jest przyjazną osobą.
- O! W końcu jesteście! Tyle na was czekałam. - pomachała do nas i uśmiechnęła się szeroko. Głos miała miły i ciepły.
Dziewczyna puściła moją rękę i przytuliła się do ciotki, która wyszła nam naprzeciw.
- Ale cię dawno nie widziałam. - powiedziała różowo włosa.
- Kochana, aleś wyrosła. Jesteś wyższa ode mnie! A jak wypiękniałaś! Ohoho. Pewnie masz sporą kolejkę facetów, co?
- Wystarczy, że mam kogoś kto ich odgania. Tak dobrze, że jeszcze żadnego innego nie widziałam. - Haruno spojrzała na mnie wymownie.
Uniosłem dłonie w geście obronnym i lekko się uśmiechnąłem. Po chwili wyłapałem kontakt wzrokowy z panią Mai, która tak jak Sakura-chan miała zielone oczy. Jednak nie tak bardzo piękne, ale cóż.
- Ty jesteś pewnie Naruto, co? - przyglądała mi się badawczo, z góry na dół.
- Tak. - podrapałem się po karku.
- Witaj w rodzinie! - powiedziała i uśmiechnęła się szeroko. Podeszła do mnie i przytuliła.
Skołowany odwzajemniłem uścisk.
- Mam nadzieję, że wytrwasz z Reijim i Kenjim.
- Też mam taką nadzieję, Sakura-chan już mnie uprzedziła.
- Słodki jesteś. - uniosłem jedną brew i zaśmiałem się nerwowo. - Boisz się. - stwierdziła po chwili patrząc mi w oczy.
- Tak. Skąd pani wiedzia..
- Tylko nie pani. Mai. Aż taka stara nie jestem, ledwo trzydziestkę dobiłam, a już do mnie z panią wyjeżdżasz. - nie mogłem ukryć zdziwienia.
- No dobrze.. - odparłem powoli - Więc skąd wiedziałaś, Mai?
- Po oczach to widać. Czego się boisz? - spytała ciszej, by różowo włosa nas nie usłyszała.
- Tego, że mnie nie zaakceptujecie i że ją stracę. Może nie na zawsze, ale nie chciałbym, żeby zostawiała mnie samego na tak długo.
- Coś na to poradzimy. - mrugnęła do mnie. - Dobrze, chodźmy do środka. Zostawicie swoje rzeczy w pokoju i pójdziemy na tył domu do drugiego ogrodu, cała nasza familia na was czeka! No może nie wszyscy, bo by się nie pomieścili, ale trochę ich jest.
Ruszyliśmy za blondynką. Szliśmy szeroką, kamienną ścieżką i weszliśmy na próg. Przeszliśmy przez ciemne, drewniane drzwi i weszliśmy do środa. Na podłodze były jasne panele, każde pomieszczenie w innej barwie. Kuchnia była pomarańczowa, a meble białe. Salon miał karmelowe ściany, ogromną jasnobrązową sofę i tego samego koloru fotele. No i czarna plazma. Pomieszczenia były naprawdę ogromne. Weszliśmy po szerokich, ciemnych, marmurowych schodach na pierwsze piętro. Tam panele były brązowe. Było dziesięć pokoi, po pięć z każdej strony.
- Jeszcze wyżej. - powiedziała Maia.
Puściłem Sakurę pierwszą, a sam szedłem na końcu ze wszystkimi torbami. W końcu zielonooka musiała wziąć więcej rzeczy, bo mogła tu zostać na dłużej. Po chwili weszliśmy na ostatnie piętro, tu panele były prawie czarne. Było osiem pokoi. Mai zaprowadziła nas do ostatniego po prawej stronie. Otworzyła drzwi i weszliśmy do sporego, przytulnego pomieszczenia. Dała kluczyk różowowłosej i wyszła. Postawiłem torby na ziemi i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Ściany jasnoniebieskie, jasne meble: duża komoda i szafa. Zerknąłem w stronę mlecznych drzwi po mojej lewej stronie (d.a. stał plecami do drzwi głównych od pokoju). Wszedłem do środka, była tam łazienka. Kafelkowana czarno-biała. Wróciłem do pokoju. Teraz dostrzegłem, że po prawej stronie drzwi wyjściowych jest obszerne czarne łóżko z czerwoną, satynową pościelą. Na przeciwnej ścianie był wysuwany z góry telewizor plazmowy. Również ta ściana była lustrzana, nie w całości tylko na tyle by można było zobaczyć w odbiciu łóżko. Cóż, ciekawie.
- Co ci powiedziała Maia? - spytała Haruno.
- Że widzi po oczach, że się boję.
- A boisz się? - podeszła do mnie.
- Troszeczkę. - mruknąłem i objąłem ją w pasie.
- Czego?
- Tego, że nie wrócisz ze mną. - szepnąłem i pocałowałem ją namiętnie w usta.
- Lepiej już chodźmy. - wymruczała cicho, chwyciła mnie za dłoń i wyszliśmy z pokoju uprzednio zamykając drzwi. Zeszliśmy po schodach na parter i poszliśmy na tył domu. - Będzie dobrze. - ścisnęła mocniej moją dłoń.
- Oby. - pocałowałem ją raz jeszcze i wyszliśmy.
Był tam duży basen, leżaki. Na niektórych leżała rodzina dziewczyny, inni się kąpali, a reszta chodziła wokół basenu. Z pewnością było ich sporo. Naliczyłem szybko około dwunastu osób. Cholera.
Poszliśmy w ich stronę.
- No w końcu przyszliście! - krzyknęła Maia z leżaka.
Teraz około dwadzieścia cztery pary oczu były skierowane w naszą stronę. Ups.
- Dzień dobry. - odezwałem się, większość zebranych zaśmiała się zapewne z moje poddenerwowania.
Słyszałem jakieś szepty, zapewne kuzynek Sakury w stylu "Uuu, mięśniak, a jaki przystojny!" "Cholera, może Sakura odstąpi go dla mnie?". Zdziwiłem się i spojrzałem na zielonooką/
- Chodź i się nie bój. - powiedziała i uśmiechnęła się szeroko.
I tak się zaczęło witanie, uściski dłoni, jakieś całusy. To naprawdę mili ludzie. Poznałem wujka Boba, który na początku patrzył na mnie nieufnie, ale potem uśmiechał się promiennie. Było też kilka cioci, które łapały mnie za policzki mówiąc "ale przystojniaczek", "oh, ile ty masz wzrostu facet!". Najgorsze były chyba kuzynki, szły popiskując w moją stronę, przytulały się do mnie, każda z osobna i tak jakby mi się wydawało, że macały, ale cóż.. Jedyna w miarę normalna zdawała się także różowowłosa, łudząco podobna do Sakury, Kumi. Zmieniłem zdanie, jak później zaczęła popiskiwać. Ostatnimi osobami byli Reiji i Kenji. Każdy z osobna mocno ścisnął moją dłoń, nie to, że lekko ich uścisnąłem. Równie mocną, bądź bardziej. Ale to dobrze. Byli brunetami, jeden - Kenji - miał prawe oko zielone, a lewe pół na pół z niebieskim. Reiji miał lewe całe niebieskie, a prawe pół na pół z zielonym. Byli trochę niżsi ode mnie. Mieli trochę wyrobioną klatkę piersiową (d.a. byli bez koszulek), jednak nie tak jak ja.
- Jak długo wytrwasz? - spytał Reiji.
- Znudzi wam się. Mi nie dacie rady, chłopacy. Nie ucieknę z podkulonym ogonem. - oznajmiłem.
- To brzmi jak wyzwanie. - powiedział Kenji i spojrzał na swojego brata. - Poczekamy, zobaczymy, Naruto. - uśmiechnęli się szeroko.
Poszliśmy z Sakurą na dwa wolne leżaki. Spokojnie rozmawiałem z Bobem, a ona z Maią.
- Powiedz mi skąd się znacie? - spytał po chwili.
- Z Akademii.
- A długo jesteście razem?
- Sporo. Ponad rok.
- Naprawdę? To pobiliście rekord wśród tych młodych. Oni ograniczają się do paru miesięcy. A to coś poważnego?
- Właściwie, Sakura jest moją narzeczoną od niedawna..
- Naprawdę?! - był zdziwiony.
- Um..tak.
- To trzeba to opić! Hej, Eizo! Dziś pijemy za mojego przyszłego szwagra! - krzyknął, wszyscy popatrzyli po sobie. Kuzynki zleciały się do Sakury i oglądały pierścionek, wzdychając.
- Szwagra?
- Tak. Jestem bratem matki Sakurki.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, a później kuzynka Kin i dziadek Hiroshi wjechali do ogrodu z grillem i alkoholem.
Przenieśliśmy się kawałek dalej do dużego stołu, usiedliśmy wszyscy. Znaczy no, miałem usiąść koło Sakury, ale ostatecznie poszedłem pomóc dziadkowi Hiroshi, bo nie dawał sobie rady.
- Dziękuję, jesteś naprawdę pomocny. - powiedział.
- Czego się nie robi dla przyszłej rodziny.
- A co, zaręczyliście się? - mam deja vu.
- Tak. Jakiś czas temu. - staruszek odwrócił się na pięcie do rodziny.
- Eizo ty staruchu, czemuś nie powiedział, że dziś nie opijamy przyszłe małżeństwo?! - Kumi, Sakura i Maia złapały się za głowę z tego jak dziadek bardzo jest w temacie. Reszta zaczęła się głośno śmiać.
- Hiroshi, starcze jeden spróchniały krzyczałem do wszystkich! Wymień sobie aparat słuchowy. - wrzasnął z końca stołu Bob.
Chwilę się wykłócali, ja w tym czasie zająłem się nakładaniem jedzenia na tacę, bo by się spaliło.
- Znikło moje jedzenie! Złodzieje jedne! - wrzasnął staruszek po dwudziestu minutach.
- Ja je wziąłem, bo by się spaliło proszę pana. - powiedziałem.
- Hę? Nie spaliłeś? To dobrze! Polać mu, nie sfajczył żarcia! - zaśmiałem się, a reszta rodzinki mi zawtórowała.
Po przygotowaniu już całego jedzenia, usiadłem obok Sakury-chan.
- I co było aż tak źle? - spytała szeptem.
- Nie. Jest okej. - spojrzałem na Hiroshiego, któremu zaczęły drżeć ręce. - Czy z twoim dziadkiem wszystko w porządku?
- Tak, po prostu dorwał się do alkoholu.
- Brałeś leki dziadygo? - usłyszałem głos Eizo.
- Co?
- Czy brałeś leki, próchniaku!
- Nie!
- Jak to? Cholera, gdzie je masz?
- W pokoju! - Eizo spojrzał na każdego i skinął na mnie bym do niego podszedł.
Wstałem z miejsca i podszedłem do mężczyzny po pięćdziesiątce.
- Słucham?
- Mógłbyś iść na pierwsze piętro po leki dla tego idioty? Jak ich nie dostanie to zaraz tu wykorkuje. - spojrzałem na niego lekko przerażony/
- Gdzie je ma?
- W tym problem, że nie pamięta. Przeszukaj jego pokój tylko szybko. Pobiegnij najlepiej.
- Okej. - ruszyłem biegiem do domu i wszedłem na pierwsze piętro.
Cholera, nie powiedział który pokój, ale skoro nie dał mi kluczy to musi być otwarty. Pierwsze drzwi zamknięte, tak samo drugie, trzecie i czwarte. Okazało się, że to pierwsze po lewej, a ja zacząłem od prawej. Wszedłem do pokoju. Przeszukałem szafkę nocną. Dłonie mi drżały. Nic nie znalazłem. Otworzyłem szafę, też nic. Podrapałem się po głowie i ruszyłem do komody. *Cholera, gdzie ten dziad to schował?!* pomyślałem. W komodzie także nic nie było. Usłyszałem głośniejsze rozmowy w ogrodzie, pewnie staruszek przeholował. Rozejrzałem się po pokoju. Wszystko właściwie przeszukałem. Mój wzrok padł na łóżko. *Nie..to niemożliwe, żeby tam to schował!*. Mimo wszystko podszedłem do łóżka i zajrzałem pod poduszki. Moja mina wyrażała wszystko, podirytowanie, zdziwienie, zdenerwowanie. Kto normalny chowa leki pod poduszkę, po to by ich później nie znaleźć?
- Naruto! - usłyszałem krzyk zielonookiej.
Szybko wybiegłem z pokoju, trzaskając drzwiami. Zbiegłem po schodach i po paru sekundach byłem już w ogrodzie, podałem Eizo leki Hiroshiego. Swoją drogą..cały się trząsł. Dostał po chwili leki i wodę na popicie. Po paru minutach wszystko było w porządku.
- Co się stało? - spytał.
- Naruto przyniósł ci leki i cię staruchu uratował! - warknęła Maia.
- Huh? Naruto? Ratował? Wiecie co..?
- Co? - spytałem nie wiedząc o co mu może chodzić. Bob pokręcił z rezygnacją głową jakby spodziewał się czegoś bardzo irytującego.
- POLAĆ MU! I mi przy okazji.
- O nie, dziadygo! Ty już nie pijesz! - ciotka Yuko, jego żona, pociągnęła go za ucho i przeciągnęła do stoły, ale z dala od alkoholu.
- Auuuu! To przez ciebie mam takie pociągnięte uszy, jędzo jedna!
- Jak ci dam zaraz jędze, próchnialcu jeden to zaraz będziesz się w grobie przkręcał!
Poczułem rękę na moim ramieniu.
- No, Naruto.. - zerknąłem na Boba, który się zaśmiał - Spisałeś się i wiesz co.. Myślę, że już wszyscy cię tu zaakceptowali. - powiedział ciszej, tak abym tylko ja to słyszał. - Będziesz dobrym szwagrem. Poza tym, wierzę, że dasz radę wygłupom Reijiego i Kenjiego. Nie martw się jeśli cię nie polubią, oni właściwie nikogo nie lubili z partnerów Kumi, Mai, Rei, Aiko, Norie i Mitsuki. Jednak mam nadzieję, że nie zrezygnujesz z naszej małej Sakurki przez tych dwóch kretynów, co?
- Na pewno nie zrezygnuję. - odparłem szybko.
- Oczy aż ci się świecą jak o niej mówisz. A idź ty w cholerę, bo jeszcze zaraz pomyślą, że się poryczę, a jestem dorosły facet. - pchnął mnie lekko i żartobliwie kopnął delikatnie w tyłek.
Poleciałem prosto na moją narzeczoną, prawie ją przewracając.
- W końcu jesteś, długo cię nie było ze mną. A to przy grillu z dziadkiem byłeś, a to w domu.. - objęła swoje drobne ręce wokół mojej talii i wtuliła nos w moją pierś.
- Zostawiłaś mnie. To nie moja wina. - oparłem brodę na jej głowie i położyłem dłonie na jej plecach. - A co stęskniłaś się? - mruknęła coś w moją koszulkę. - Co? Nie słyszałem.
- Tak, stęskniłam się. Poza tym, musisz być koło mnie, bo inaczej jeszcze kuzynki zaczną robić na ciebie jakieś łowy..
- Łowy na mnie? A co ja kawał mięcha jestem, żeby na mnie polować? - zaśmiałem się lekko.
- Powiedzmy. - uniosłem jedną brew zdziwiony.
- I twierdzisz, że skuszę się na którąś z twoich kuzynek?
- Chyba szalony jesteś, zginąłbyś marnie jakbym się dowiedziała. Raczej chodzi mi o to, że przez te swoje wspaniałe pomysły na podryw mogłyby cię jakoś uszkodzić czy połamać..
- Szanse na to, że bym cię zdradził nawet nie mieszczą się w skali procentowej, bo wyszło by sporo na minusie. Więc no.. Poza tym, połamały by mnie? Aż tak szalone są w podbojach?
- Jesteś głupi. - burknęła.
- Ale co ja zrobiłem, że już mnie wyzywasz? - odsunąłem się lekko od niej, palcami wskazującym i kciukiem uniosłem jej podbródek, robiąc smutną minkę.
Wywróciła oczami i lekko się uśmiechnęła.
- Wszyscy się już zbierają, wracamy do pokoju?
- Idź już, ja zaraz przyjdę. - odparłem i podszedłem do Mai. - Pomóc ci? - spytałem, spoglądając na stertę talerzy.
- A chcesz?
- Jasne. - wzruszyłem ramionami. - Zanieść tą stertę talerzy do kuchni?
- Tak. I jak dasz radę to jeszcze te dwie tacki po kiełbaskach. Ja wezmę sztućce i resztę naczyń.
- Okej. - pochwyciłem to, co wymieniła Mai i ruszyłem w stronę tylnych drzwi, żeby szybciej znaleźć się w domu.
Odstawiłem naczynia obok zlewu i skierowałem się w stronę ogrodu, po drodze spotkałem ciotkę Yuko i babcię Midiori, które uśmiechnęły się do mnie i pokiwały głową z podziwem. Potem zaczęły coś do siebie mówić, ale nie usłyszałem, bo szedłem dalej przed siebie.
- Coś jeszcze?
- Mógłbyś pomóc Eizo ogarnąć grilla, stary już nie ogarnia. Za duża technika dla niego. - stłumiłem śmiech.
- W porządku. - ruszyłem w stronę Eizo. - Pomóc panu z grillem?
- O Naruto! Tak, tak pomóż. Nie mogę go złożyć.
- Wie pan, najpierw zdejmie się podstawkę na której było jedzenie - jak mówiłem, tak robiłem - a teraz zamknie się klapkę i trochę zniży. I tyle. Bardziej nie można go złożyć.
- Dziękuję!
- Nie ma sprawy, gdzie go zanieść? - spytałem.
- Tu, zaraz za tymi małymi drzewkami jest niewielki składzik tuż obok płotu. Tam go połóż gdzieś w kąt, żeby nikomu nie zawadzał.
- Dobrze. - wziąłem grill i poszedłem w wyznaczone miejsce.
Zajęło mi to może z pięć minut, po skończonej czynności wróciłem do ogrodu, gdzie wszystko było już wprawdzie wysprzątane.
- Coś jeszcze ci pomóc, Mai?
- Nie, dziękuję. I tak już pomogłeś wystarczająco. Leć do Sakury, bo pewnie czeka na ciebie. - zdziwiłem się na ostatnie zdanie.
- Okej. Dobranoc.
- Dobranoc.
Machnąłem do niej ręką jeszcze na pożegnanie i powolnym krokiem skierowałem się po raz wtóry do tylko tylnych drzwi. Ślamazarnie szedłem po schodach, uśmiechając i żegnając się z Eizo, Kumi, Rei, Norie, Hiroshim i Bobem, których po drodze spotkałem. Zmęczenie dawało we znaki i z każdym kolejnym schodkiem miałem ochotę położyć się w miejscu na którym stoję. Jednak przezwyciężyłem te kuszące myśli o zostaniu i po niecałej minucie byłem pod drzwiami naszego pokoju. Cicho nacisnąłem klamkę, bo w końcu mogła zasnąć, a nie chciałem jej budzić. Równie cicho wszedłem do pokoju. Zasnęła, przynajmniej była odwrócona do mnie plecami. Podszedłem do torby, cicho ją otwierając wziąłem czystą bieliznę, spodenki i koszulkę do spania. Z tymi rzeczami poszedłem do łazienki, gdzie wziąłem szybką kąpiel i wykonałem podstawowe czynności.
Czysty i odświeżony oraz równie mocno zmęczony wgramoliłem się pod chłodną, satynową i na dodatek czerwoną narzutę, bo było strasznie ciepło. Dała chwilowe ukojenie moim zmęczonym mięśniom. Zadziwiające jest to, że jej rodzina dała nam wspólny pokój razem z dwuosobowym łóżkiem. Sądziłem, że będzie coś w stylu, że ja jestem na jednym końcu korytarza, a ona na drugim. Plus jeszcze nie zbliżanie się bardziej niż pięć metrów. A tu taka niespodzianka.
Dziewczyna delikatnie się przekręciła w moją stronę. Jednak nie spała.
- Ile można było czekać, co?
- Pomagałem zwinąć grilla i poznosić naczynia. - wyjaśniłem.
- Wybaczam.
- Fajnie, że przeprosiłem. - zaśmiałem się cicho.
- Nie denerwuj mnie. - mruknęła i pocałowała mnie delikatnie. - I jak wrażenia?
- Zależy po czym? Teraz się nie popisałaś, kotku. - uderzyła mnie w pierś.
- Bardzo bolało, naprawdę. - sapnąłem ironicznie.
- Mówiłam o rodzinie.
- Jest o niebo lepiej niż podejrzewałem. I chyba aż tak źle się nie zaprezentowałem, co?
- Bardzo dobrze się zaprezentowałeś. - przyznała, kładąc mi głowę na torsie.
- A nagroda gdzie? - spytałem cicho, przeczesując palcami jej długie, miękkie włosy.
- A co byś chciał?
- Ciebie bym chciał kochanie, ciebie. - mruknąłem cicho, pocałowałem ją w czubek głowy i przytuliłem do siebie.
- W jakim sensie?
- W każdym możliwym.. - dziewczyna uniosła głowę, łapiąc ze mną kontakt wzrokowy. Przysunęła się do mnie i pocałowała namiętnie. - Kocham cię. - szepnąłem, całując ją raz jeszcze.
- Ja ciebie też. - odsunęła się po chwili i ponownie położyła głowę na mojej klacie.
- A ten no..mówił ktoś coś na mój temat? - spytałem po chwili, głaszcząc jej głowę i włosy.
- Babcia stwierdziła, że jesteś pracowity. Wujek Bob cię polubił, a on mało osób lubi. Eizo też cię lubi, a dziadek Hiroshi twierdzi, że jesteś dobry facet. No, a opinii moich kuzynek ci nie powiem.
- Rozmawiałem z Bobem i powiedział mi, że moje oczy aż się błyszczą jak o tobie mówię. Potem dał mi lekkiego kopa w tyłek i popchnął na ciebie, bo stwierdził, że zaraz ktoś zauważy jak ryczy. - uśmiechnąłem się na to wspomnienie. - A czemu nie powiesz mi ich opinii?
- Naprawdę tak powiedział?
- Tak.
- Dziwne, on zawsze miał problem, żeby zaufać komuś spoza rodziny. Ale to dobrze. Błyszczą ci oczy jak o mnie mówisz? - spytała spoglądając na mnie. Wzruszyłem ramionami.
- Nie wiem. Możliwe. To powiesz mi co o mnie mówiły?
- Domyśl się.
- No.. - zastanowiłem się chwilę - Nie wiem.
- Miły, dżentelmen, przystojny, seksowny, umięśniony i takie tam..
- Wydaję mi się, że nie wszystko mi mówisz.
- Pytały o prywatne sprawy, ale nie odpowiadałam.
- To znaczy?
- One są bezpośrednie, więc pytały jaki jesteś w łóżku.
- Odpowiedziałaś?
- Powiedziałam, że to nie ich interes. Zaczęły piszczeć i mnie irytować. Ale zdzierżyłam to jakoś.
- A mi odpowiesz na to pytanie? - spytałem przekręcając się tak, że dziewczyna leżała pode mną na plecach.
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo nie. Lepiej będzie, jeśli zostawię tą odpowiedź tylko dla siebie. - uśmiechnęła się zadziornie i pocałowała lekko. - Chodźmy spać, jestem zmęczona a to nawet nie jest pierwszy dzień..
- No doobraa... Ale i tak się dowiem prędzej, czy później. Dobranoc, kotku. Śpij dobrze. - pocałowałem ją w czoło i przytuliłem się do jej pleców. Tym samym obejmując lewą ręką w talii. Chwyciła moją dłoń i złączyła nasze ręce.
- Dobranoc, kochanie. Też śpij dobrze. - wymruczała.


***
No i finito. Jak na razie dobrze się zapowiada, co? Zobaczymy co będzie dalej!
Ale tak już przy sprawach przyziemnych... Są w końcu WAKACJE! Yeah. Tak więc no wesołych, ciepłych i najlepszych wakacji! Chociaż ja ich nie czuję za bardzo, mam wrażenie, że tak naprawdę to tylko dłuższy weekend i zaraz będę musiała wracać do szkoły. Wszystko to wina pogody, która aż nadto się zmienia :(
Mimo to teraz mam więcej czasu na pisanie, ale poświęcam na to średnio jedną-dwie godziny między 10-14. W międzyczasie sprawdzam pełno innych rzeczy więc pisanie tylko tyle mi zajmuje, a potem już wyparowuję z domu.
Znalazłam kartkę której szukałam odnośnie drugiego bloga, ale nie wiem znowu gdzie jest. Zabunkrowała się gdzieś..Ale znajdę i napisze kolejny rozzdział bo dawno nie było.
Pozdrawiam!
Jane

wtorek, 24 czerwca 2014

Niespodzianka!

Nie wiem skąd się wzięło, że robię dwie notki na raz ale okej..
Dobra, szykowałam przez tak długi czas dla Was jednopartówkę odnośnie opowiadania na drugim blogu. ZAPRASZAM i proszę o komentowanie!!

poniedziałek, 9 czerwca 2014

49.

Proszę o przeczytanie adnotacji pod rozdziałem.
***
To TEN dzień. Rozumiecie? TEN DZIEŃ.
- To na ile tam jedziemy?
- Ile razy mam ci to powtarzać? CZTERY DNI.
- No okej, okej - mruknąłem pod nosem. - A co jeśli no wiesz..nie zgodzą się?
- To też już kilka razy ci mówiłam.
- No, ale..
- Nie ma żadnego "ale" co wymiękasz? Nie zjedzą cie, raczej.
- Wiesz przecież, że to wszystko nie jest łatwe.. Sama musiałaś na mnie czekać ten rok co byłem na treningu, a teraz co? Moja kolej? Sama mówiłaś, że może to nawet latami trwać.  - objąłem ją z tyłu w pasie i położyłem brodę na jej ramieniu.
- Mazgaj.
- Wcale nie pomagasz.
- A co mogę zrobić? Sądzisz, że podoba mi się to wszystko, że będę musiała opuścić miasto, naszych przyjaciół i ciebie? Ty chociaż wiedziałeś w co się pakujesz i ile to zajmie, a ja nie wiem praktycznie..nic. - westchnąłem cicho.
- A rozmawiałaś z ciocią? Coś ci powiedziała?
- Tak, powiedziała mi, że to jest takie po części spotkanie rodzinne, takie zwykłe. Chociaż..nie widziałam długo rodziny, przynajmniej od śmierci rodziców, więc pewnie będzie dziwnie. W ostatni dzień powiedzą czy muszę zostawać czy nie. Poza tym..powiedziałam cioci o tobie i cóż, chce cię poznać.
- Czekaj, co? Poznać?
- Taaaa...nalegała, żebyś jechał ze mną, bo chciała by poznać przyszłego członka rodziny i takie tam. Podsumowując musisz się wykazać, kochanie. Z tego co się orientuję będą też moi kuzyni, a oni cóż..pewnie za wszelką cenę będą chcieli wystawić twoją cierpliwość na próbę, więc nie daj im się sprowokować. O ile to możliwe.
- Z tego co słyszę to jakoś nie specjalnie we mnie wierzysz.
- Wierzę, bardzo.
- Cóż..muszę pokazać, że jestem idealny. - oparłem się o ścianę, patrząc na Haruno.
- I bez tego jesteś, kochanie. - ustała na palcach i posłała mi szybkiego całusa.
- Kłamczucha.
- Nie kłamię. - oparła dłonie na mojej klacie. - Nie można ci nic zarzucać.
- Oj uwierz, można. - zaśmiałem się.
- Na przykład, co?
- To, że tak się rozgaduje. Jeszcze palne coś głupiego, albo niestosownego lub..
- Oh, zamknij się. Znowu dramatyzujesz. Jesteś gorszy niż kobieta przed porodem. - mina mi zrzedła na to porównanie.
- Serio? Kobieta? I to przed porodem?
- Tak, serio. Kochanie, musisz wyluzować trochę, mówię ci nie będzie tak źle. Tylko ewentualnie jakieś pytania, ale nic poza tym.
- Co masz na myśli z tymi pytaniami?
- No pewnie takie typowe.. Przekonasz się na miejscu.
- Boję się.
- Nie masz czego, nic ci nie zrobią.
- A co z tymi kuzynami o których wspomniałaś?
- Reiji i Kenji.
- Zrymowane trochę.
- To bliźniacy. Teraz mają z szesnaście lub siedemnaście lat. Ale tak już uprzedzę cię, że pyskują do starszych więc nie bierz do siebie tego co ci powiedzą. Mojej kuzynki facetów tak nastraszali i dawali takie piekło, że uciekali w popłochu.
- Kuzynka? Jak się nazywa?
- Kumi. Jest..cóż bardzo podobna do mnie.
- Naprawdę? A co takiego podobnego macie?
- Włosy, ja mam jaśniejsze, a ona bardziej w kolorze fuksji. Ma też zielone oczy, ale bardziej taki..no taką wyblakłą zieleń. Poza tym zawsze miałyśmy podobne figury i wzrost, choć nie wiem jak jest teraz.
- Mhm..czyli można was pomylić?
- Spróbujesz tylko, a nie dożyjesz tego spotkania. - uśmiechnęła się, a mi mina zrzedła.
- Czy ty mi znów grozisz?
- Czy ty zadajesz bezsensowne pytania?
- Skądże. - mruknąłem i usiadłem na łóżku. - Wiesz, to wszystko jest..dziwne.
- Co masz na myśli? - spytała podchodząc do mnie.
- No to..wszystko. Szkoda, że ty nie możesz poznać mojej rodziny, tak jak ja niedługo twoją.
- Naruto, kochanie też bym chciała, ale sam wiesz, że nie możemy nic z tym zrobić. - ustała między moimi nogami i przejechała palcami po moich włosach.
- No tak.. Ciekaw jestem jak to wszystko się potoczy.
- Wszystko czyli co masz konkretnego na myśli?
- To spotkanie, a co najważniejsze co będzie dalej z nami, jak to wszystko pójdzie dalej. Czy nadal będziemy razem i będzie przed nami jakaś przyszłość, czy może coś nam przeszkodzi..
- Przecież wiesz..- uniosła mój podbródek -..że ja cię nie zostawię.
- Może i nie, ale zawsze może być jakiś wypadek, prawda? A na to nic się nie poradzi?
- Hej, z tego co pamiętam zawsze byłeś optymistą nie pesymistą,
- Jestem realistą kotku, realistą.
- Brzmisz bardziej jak pesymista. I tak jakby zaraz któreś z nas miało odejść. Co z tobą? - pogłaskała mnie po poliku.
- Nie wiem, bredzę już głupoty. - potarłem dłońmi twarz. - Chciałbym odpocząć, poleżysz ze mną?
- Tak. Kładź się. - wturlałem się na swoją połowę łóżka i czekałem aż Sakura do mnie dołączy.
Powoli doczłapała się do mnie i oparła plecami, o wysoko oparte na ramie łóżka, na puchowych poduszkach. Położyłem głowę na jej ramieniu, a ona objęła mnie z tyłu głowy ręką i ponownie przeczesywała smukłymi palcami moje roztrzepane włosy. Przymknąłem oczy i zacząłem zadowolony nieświadomie pomrukiwać.
Może to chore, ale myślę, że coś się niedługo stanie. I to nie będzie dobre. Już nie chodzi mi o ten wyjazd, ale o to co będzie jak wrócimy. Czuję, że coś się szykuje i zmieni się wiele rzeczy w moim i Sakury życiu. W naszym życiu.
- Udajesz kota, kochanie? - z rozmyśleń wyrwała mnie różowowłosa.
- Nie mruczę. - starałem się powiedzieć to normalnie, ale wyszło jak pomruk.
- Zaręczyłam się z kotem. I takim oto sposobem umrę z czterdziestoma kotami.
- Aż trzydzieści dziewięć dzieci chcesz mieć? - otworzyłem leniwie jedno oko - To zacznijmy już teraz. Może za pierwszym razem wyjdą trojaczki. - otworzyłem również i drugie oko po czym odwróciłem się na brzuch. - Tylko trzeba by próbować całą noc, a najlepiej i w dzień. No, z przerwą na jedzenie, prysznic i siku.
- Jesteś chory i zboczony. - pchnęła mnie z powrotem na plecy z lekkim uśmiechem.
- A nie chcesz mieć ze mną trzydziestu dziewięciu małych, słodkich kotków? - zrobiłem smutną minę.
- Niech pomyślę.. Nie.
- A chociaż trzydzieści osiem? - poruszyłem zabawnie brwiami.
- Też nie.
- No doooobra, utargujemy się. Trzydzieści siedem?
- Nie. - no i zaczęła się wyliczanka, kończąca się poniżej pięciu.
- A cztery?
- Nie.
- Trzy.
- Może.
- Dwa?
- Naruto, denerwujesz mn..
- Czekaj trzy?! - wciąłem się jej w zdanie.
- Tylko nie koty. - powiedziała wtulając twarz w poduszkę.
- Hmm..- pochyliłem się nad nią - Do godziny dwunastej mamy jeszcze sporo czasu, kotku. - przygryzłem płatek jej ucha - Więc trzeba to jakoś wykorzystać. - moja lewa dłoń zjechała po plecach aż do jej tyłka. - Dobrze wykorzystać. - ścisnąłem go lekko.
- Naruto, przestań.
- Jesteś niesprawiedliwą wiedźmą.
- Oh, słucham?! - odwróciła się do mnie twarzą i uniosła swoje ciało. - Wypraszam sobie! Zaraz mogę ci pokazać wiedźmę. - zbliżyła się do mnie z diabelskim uśmieszkiem.
Trochę bojąc się tego co może mi zrobić, poleciałem na plecy, uderzając lekko głową o podnóżek łóżka.
- Umm..ja..żartowałem. - powiedziałem pocierając głowę.
- Zaraz oboje sobie pożartujemy. - wdrapała się na mnie i usiadła okrakiem na moich biodrach, kręcąc się na nich.
- Sakura, nie. Robisz to specjalnie, a potem sobie pójdziesz!
- Wypraszam sobie, nie jestem tak podła. - otworzyła lekko usta udając zdziwienie.
Wykorzystałem to i szybko złączyłem nasze usta wprawiając ją w niemałe zdziwienie. Skoro tak chce się bawić, to zobaczymy. Pokażę jej co potrafię.
Przysunąłem się do niej bardziej i objąłem ramionami, by nie uciekła. Z każdą minutom będzie coraz ciekawiej.

Oczami Sakury:
Chciałam się z nim tylko podroczyć i go powkurzać za to, że nazwał mnie wiedźmą. Jednak..pewnie mój plan szlag trafi, bo za każdym razem jak jest blisko mnie i czuję jego ciało przy swoim, to zaczynam odpływać i zapominać o tym co chciałam wcześniej zrobić. On nie jest tego świadomy, przynajmniej chyba nie jest, ale cholernie na mnie działa pod każdym względem.
Gdy poczułam jego ramiona oplatające moje ciało i jak mnie przysunął bliżej siebie poczułam żar jego ciała, mimo że mieliśmy ubrania. Zniżyłam dłonie do jego podbrzusza i wślizgnęłam je pod koszulkę chłopaka dotykając każdy mięsień znajdujący się na jego torsie.
- Nie odpuszczę ci teraz, za bardzo mnie nakręciłaś. - szepnął mi do ucha, a moim ciałem wstrząsnęły ciarki. - Chcę cię, teraz. - przesunął czubkiem nosa po mojej szyi i policzku, po czym złożył na moich ustach namiętny pocałunek, który jak sądzę miał mi dać przedsmak tego co stanie się później.
Pchnął mnie delikatnie w tył, na poduszki, by po chwili zawisnąć swoim ciałem nad moim. Uśmiechnął się do mnie ciepło. Pochylił się nade mną tak, że nasze ciała się stykały. Zetknął, a wręcz musnął moje usta swoimi tak delikatnie, że pozostawało lekkie mrowienie na ustach jak po dotknięciu piórem.
- Kocham cię. - wyszeptał dając tym samym słaby podmuch swojego ciepłego oddechu na moje usta.
- Ja ciebie też. - przycisnęłam bardziej swe wargi do jego i chwyciłam go za tył głowy, dając mu tym samym znak, że chcę by był jeszcze bliżej mnie.
- Przystańmy chociaż na tą dziesiątkę kotów, bo nie mam jak się od ciebie oderwać. - wymruczał.
- Śnij dalej. - powiedziałam zirytowana - Popsułeś chwilę z tymi kotami.
- Jak ktoś ma psuć to tylko Uzumaki. - zaśmiał się cicho pod nosem, a ja mu zawtórowałam.
Zdrowy rozsądek zaczął powracać, bo odsunęłam go od siebie.
- Suń się, bo mi gorąco. - uniósł jedną brew, uśmiechając się przy tym zadziornie.
- Widzisz jak cię rozgrzałem. - ponownie przycisnął swoje ciało do mojego i zaczął mnie całować jeszcze bardziej namiętnie niż na samym początku.
Jego dłonie zaczęły wędrówkę po moim jeszcze zakrytym ciele. Nawet przez ubrania moje ciało zaczynało się palić i chciało jeszcze bliższy z jego. Z taką różnicą, że bez odzieży. Z tą myślą zabrałam się za zdejmowanie jego górnej części ubrań. Chwyciłam końce koszulki i podwijałam ją coraz wyżej, masując przy okazji każdy mięsień znajdujący się na jego plecach. Odsunął się lekko ode mnie, bym mogła zdjąć zbędną rzecz przez jego głowę i nauczyć ją latać po pokoju. Zaraz po tym moje dłonie znowuż spoczęły na jego masywnych plecach i zaczęły je lekko drapać. Dłonie chłopaka zaczynały robić dokładnie to samo co ja przed chwilą. Podwijał powoli koszulkę składając pocałunki na moim brzuchu. Podniósł głowę i złączył na chwilę jeszcze raz nasze usta.
- Ohayo dzieciaki! - odsunęliśmy się od siebie jak poparzeni.
- K-kakashi-sensei nie masz lepszych momentów do odwiedzin. - mruknął Naruto pod nosem, starając się ukryć spory namiot w jego spodniach. Ostatecznie położył się pod kołdrą i udawał, że ziewa.
W tym czasie zdążyłam poprawić swoją koszulkę.
- Tak więc.. - odchrząknęłam - Co cię do nas sprowadza Kakashi-sensei?
- Nie mówcie do mnie sensei. - machnął ręką.
- Co chciałeś? - spytał niebieskooki, starając się przy okazji zakryć pokaźnej wielkości rumieńce.
- Słyszałem, że się zaręczyliście. To prawda?
- Tak. - odpowiedziałam i wystawiłam na wierzch dłoń na której znajdował się pierścionek.
- A myśleliście co dalej? - spojrzeliśmy na siebie.
- Na razie staramy się nie myśleć o ślubie, tylko żyć tak jak jest, a później jeszcze zobaczymy i ustalimy wszystko. - odparł Naruto spoglądając na mnie zapewne myśląc, że zaprotestuję.
- Rozumiem. Wiecie, jesteście moimi podopiecznymi, a biorąc pod uwagę, że jesteście już w poważnie zapowiadającym się związku i to, że Naruto próbuje ukryć namiot w spodniach chyba powinienem wam parę rzeczy powiedzieć na temat..
- Nie! Nie trzeba. Tak więc, no to wszystko? Czy chciałeś coś jeszcze sensei? - powiedział bardzo szybko blondyn.
- To dobrze, że nie muszę wam mówić o zabezpieczeniach, chorobach z tym związanymi.. Ah, tak! Macie się już powoli zbierać. Im szybciej wyruszycie tym szybciej tam traficie, a to jednak jest parę godzin stąd więc dobrze by było, gdybyście trafili tak przed wieczorem.
- Dobrze.
- W takim razie nie przeszkadzam. A ty, Naruto mamy sobie do pogadania o niektórych sprawach, ale o tym później! - siwowłosy uśmiechnął się ciepło - Do zobaczenia!
- Do zobaczenia. - mężczyzna zniknął w dymie, a my zostaliśmy sami.
- Tak więc..- zaczęłam.
- Tak więc..mam przechlapane.
- Czemu?
- Ty się ciesz, że nie jesteś facetem, wiesz jak on strasznie tłumaczy i w ogóle? Jak mi Kiba powiedział, co ten mu nagadał, to stwierdził, że do kobiet się nie zbliży przez najbliższy rok, albo najlepiej będzie żył w celibacie.
- Jak ty to przeżyjesz.. - wywróciłam oczami.
- No właśnie ja nie wiem! To straszne!
- Jak myślisz, powie innym?
- Nie, raczej nie.
- To dobrze. Nasi przyjaciele chyba nie chcieliby słuchać o twoim namiocie w spodniach. - zaśmiałam się.
- Sakura! To nie jest śmieszne!
- Oj, uwierz jest.
- Wypraszam sobie, nie ja go postawiłem. - prychnął i wyszedł spod kołdry, a mój śmiech stał się jeszcze głośniejszy.
- J-jak to możliwe? - powiedziałam wskazując na jego spodnie.
- Co możliwe?
- To chyba nie namiot, tylko jakieś..ja nie wiem..jakaś wieża.
- HA HA HA. Dowcipnisia. - mruknął i poszedł do łazienki.
- Ej no, nie gniewaj się!
- Nie słyszę cię!
- No ej!
- Nie znam cię!
- Zaraz oberwiesz?
- Słucham, kotku?
- Jak tam wieża?
- Spadaj!


***
Wiem, długo mnie nie było. Ostatni tydzień i wystawienie ocen i lajcik więc będzie więcej rozdziałów.
Mam nadzieję, że jakoś wytrwaliście ten tydzień. Postaram się w przyszłym tygodniu bardziej uregulować wstawianie kolejnych rozdziałów na blogac.
Teraz krótkie informacje:
~ Na drugim blogu jeszcze nie wiem kiedy notka bo nie mam koncepcji co dalej i jak co napisać + muszę znaleźć kartkę gdzie mam wszystko rozpisane a to będzie trudne zadanie :(
~ Czekają Was dwie niespodzianki jedna miła (ale trochę na nią poczekacie), a druga no cóż ciekawa, ale nie wszystkich to uszczęśliwi, jednak mogę zapewnić Was, że będzie się działo! :))
~ Jak mi się uda, może zrobię Wam jakiś plan co do następnych rozdziałów, ale jeszcze nie wiem, nie obiecuję.
Tak w skrócie Wam wszystko napisałam.
Pozdrawiam!
Jane

sobota, 31 maja 2014

~ Three Days: "Liar" (V)

Widok jej skutej naprawdę mi się spodobał. Zgryzłem ponownie wargi. Nie wiem czemu tak na nią reaguje, i czemu zamiast rzucić się na nią od razu co chciałbym zrobić, robię wszystko powoli. Może to dlatego by jej nie wystraszyć i znów by nie uciekła? Pierwszy raz zdarza się okazja na tak ciekawe doświadczenie z piękną i poukładaną kobietą. Domyślam się, że sama jest niedoświadczona, ale cóż wszystkiego mogę ją nauczyć, a zacznę już dziś, zaraz. Uśmiechnąłem się szeroko i oblizałem wargi. Tak, zapowiada się bardzo interesująca noc.


**

[Treść zawiera wątek erotyczny, jeśli nie chcesz to tego nie czytaj]

- Co tam jest? - spytała.
- Później się dowiesz. - mruknąłem i nachyliłem się nad jej ciałem.
Na początek zacząłem wodzić palcami po jej perfekcyjnym ciele. Poczynając od ust, przez szyję, dekolt gdzie na dłużej się zatrzymałem, potem dobrze wyrzeźbiony, płaski brzuch. Wtedy, moje dłonie spoczęły po jej bokach i zaczęły zjeżdżać w dół, zahaczając lekko o skrawek bielizny, ostatecznie wylądowały na jej udach, które z zapałem zacząłem masować. W odpowiedzi mi zamruczała, jak kotka. Uśmiechnąłem się drapieżnie. Odsunąłem dłonie, nie skrywała niezadowolenia. Moje ciało zawisło tuż nad jej, tak, że niemal się stykały. Przechyliłem lekko głowę w bok i zacząłem kąsać jej szyję. Zaczęła lekko wierzgać nogami, co mnie irytowało.
- Twoja skóra aż pali. - mruknąłem. - Trzeba cię trochę ostudzić. - uśmiechnąłem się wrednie, zaraz po tym wstałem i wziąłem ze sobą wcześniej przyniesiony półmisek.
Położyłem się na boku, twarzą do niej i wyciągnąłem z niej kostkę lodu.
- Czekaj, co ty.. - nie dokończyła, bo położyłem zimny lód na jej szyi.
Przejeżdżałem nim wzdłuż jej szyi dopóki pierwsza kostka się nie roztopiła. Trochę długo to trwało, ale troszkę się ostudziła. Następną położyłem na jej mostku i powolutku zjeżdżałem w dół, zatrzymując między piersiami.
- Coś tu przeszkadza. - powiedziałem i wziąłem się za rozpinanie zbędnej odzieży.
Zgryzłem mocniej wargi na widok jej pełnych piersi. Chwyciłem kolejną kostkę lodu i przyłożyłem do jednej z jej piersi, zataczając małe i większe kółka. Robiłem to przez chwilę na zmianę dopóki się nie stopiła.
- Nie ma już lodu, a ty teraz jesteś cała mokra. - pokręciłem głową i pochyliłem się nad jej ciałem - Trzeba coś z tym zrobić. - mruknąłem i zacząłem scałowywać drobne kropelki wody.
Nie wiedzieć czemu, ona nadal była cała gorąca. Jej skóra na nowo zaczęła aż parzyć usta, mimo tego że był na niej zimny lód. Przejechałem palcem wskazującym od jej szyi, między piesi aż do pępka przyglądając się jej z drapieżnym uśmieszkiem. Trzeba trochę podkręcić tempo. Zniżyłem pocałunki na jej okazałe, pełne piersi i od razu się nimi zająłem. Coraz bardziej zaczęła się pode mną wić, ale nadal trzymałem ją mocno za boki, żeby się tak nie kręciła. Z jej słodkich ust zaczęły wydobywać się ciche pojękiwania.
- Podoba ci się? - spytałem, chuchając na jej wrażliwą skórę. Skinęła tylko głową. - Powiedz to albo przestanę.
- Podoba. - wychrypiała.
- Co takiego?
- Podoba mi się to, nie przestawaj.
- No widzisz. - pochyliłem się nad jej twarzą - Jak chcesz to potrafisz, tylko trochę chęci. - przysunąłem swoją twarz bliżej jej i zetknąłem nasze wargi.
Chwyciła mnie mocno nogami i przysunęła do siebie. Uśmiechnąłem się lekko.
- Rozkuj mnie. - powiedziała po chwili.
- Nie.
- Proszę.
- Później będziesz prosić, ale o więcej a nie rozkucie. - wymruczałem jej do ucha, po czym zsunąłem jedną z dłoni wzdłuż jej ciała zatrzymując się przed ostatnim skrawkiem ubrania jakie miała.
Jednak po chwili także się go pozbyłem. Podniosłem się lekko i zlustrowałem ją wzrokiem. Leżała przede mną naga, bezbronna i niewątpliwie gorąca kobieta. Sięgnąłem ręką pod poduszkę i wyciągnąłem z niej kluczyk do kajdanek. Mimo że wcześniej nie chciałem jej wypuścić, to teraz stwierdziłem, że trzeba sprawdzić jak będzie się zachowywać jak będzie miała całkowicie wolne ręce. Powoli włożyłem kluczyk do zamka i przekręciłem. Zdjąłem kajdanki z jej nadgarstków i nim zdążyłem położyć je na stolik rzuciła się na mnie i teraz to ja leżałem na plecach, a ona nade mną górowała. Przesunęła paznokciami wzdłuż mojej klatki zostawiając czerwone, nieprzerwane linie, które zapewne tak szybko nie zejdą. Usiadła na moich biodrach i oblizała usta.
Przyciągnąłem ją do siebie ściskając dłońmi jej pośladki. Wbiłem ponownie się w jej słodkie usta, przygryzając jednocześnie wargi.
Przewróciłem ją na plecy i zacząłem ściągać z siebie ubranie, bo nie mogłem już czekać. Usadowiłem się między jej nogami, a ona ponownie objęła nogami moje biodra przyciągając mnie do siebie. Nadal ją całując wbiłem się w nią jednym, gwałtownym ruchem wydobywając z jej ust głośny okrzyk bólu. Zacząłem od razu, nieprzerwanie szybko się w niej poruszać. Pokój, jak i już pewnie całe mieszkanie zaczęły wypełniać jej jęki, ale już nie z bólu, a z rozkoszy jaką jej dawałem. Jej dłonie teraz znalazły się na moich plecach i boleśnie je drapały, czułem że coś spływa mi po plecach i była to prawdopodobnie krew. Moja krew. Cóż, nie dziwię się, że drapie skoro jest jej tak zajebiście dobrze. Zabrałem się ponownie za pieszczenie jej wspaniałych piersi, poczynając od pocałunków.
Przyśpieszyłem ruchy jeszcze bardziej, czując że zaraz dojdę i ona z resztą też. Parę mocnych pchnięć i oboje doszliśmy. Resztkami sił wyszedłem z niej i wykończony położyłem się obok. Dziwne było, że naprawdę byłem zmęczony. Zazwyczaj to mogę mieć kilka rund, jedna po drugiej, a teraz nie mam siły wstać, ewentualnie przewrócić się na bok. Moje oczy zaczęły powoli się zamykać, ostatnie co zobaczyłem to burzę różowych włosów i poczułem drobne ramiona i głowę spoczywającą na mojej klatce nim zdążyłem odpłynąć w objęciach Morfeusza.


***
Osobiście uważam, że to co powyżej napisałam nie jest na miarę moich możliwości pod każdym możliwym względem, poczynając od sposobu pisania, kończąc na jakimś fajnym zakończeniu. Ale no niestety, nie dałam rady. Może to przez humor, który psuje się bo teraz mam 'drobne problemy ze zdrowiem', a u lekarza byłam z 6 lat temu..i Cóż, czekają mnie na pewno nie miłe wizyty u począwszy od arelgologa przez neurologa, kończąc na usg nogi. Jednak mimo fatalnego samopoczucia, bolącej głowy i bólu w klatce piersiowej napisałam Wam następną część, żebyście chociaż mieli na te 2-3 minuty czytania. Wiem, że króciutka bardzo notka wyszła, ale nie mogłam nic więcej Wam tu napisać, bo nie wiedziałam co. Mam nadzieję, że to zrozumiecie chociaż trochę.
Ci, którzy sami prowadzą własnego bloga zapewne wiedzą, że złe samopoczucie, choroba i tym podobne sytuacje nie sprzyjają do napisania rewelacyjnej, a przynajmniej na swoje możliwości rozdziału.
Pozdrawiam, napiszę jeszcze szybko na profilu na asku, że jest next, ogarnę pocztę i lecę.
Jane

poniedziałek, 26 maja 2014

Krótko, zwięźle i na temat..

Po pierwsze:
Wiem, że miała być następna część "Liar" już w niedzielę, ale po prostu była sytuacja losowa i większość weekendu spędziłam przed książkami i w sklepie, żeby być gotowa na mój jutrzejszy wyjazd. Tak więc, przepraszam za nie dotrzymanie słowa. Jak bym miała czas naprawdę bym napisała, ale niestety nie miałam chwili wytchnienia i sama zaraz padnę choć młoda godzina.. Chciałabym paść i spać, ale niestety jutro jeszcze do szkoły muszę iść i ogarnąć parę spraw. Piękna nocka się szykuje, ale cóż..
Po drugie:
Zrobię Wam taki malutki plan; opowiadanie "Liar" myślę, że nie dobije nawet X części więc niedługo zbliżymy się do końca. Jak na razie w przyszłym tygodniu, albo w ten weekend jak będę miała chwilę czasu to napiszę V część. Po niej zabiorę się za główne opowiadanie, myślę, że po V części "Liar" będą mniej więcej 2-4 następne rozdziały głównego opowiadanie (jest pewnie dużo osób, które na to czeka). W tym czasie kiedy Wy będziecie mieli lekturkę w postaci paru rozdziałów z głównego opo, ja zajmę się rozplanowaniem co ma być w następnych częściach "Liar"
Po trzecie: (tyczy się drugiego blogu >LINK<)
Dobiłam do trzynastego rozdziału, zrobiłam ankietę (swoją drogą, nie mogłam później zobaczyć wyników, bo się wyzerowały. No chyba, że coś ja mam z kompem?) i rozplanowałam co będzie dalej. Z tego co pamiętam głównie odpowiedzi w ankiecie były, że mam kontynuować to opowiadanie (Przypadło Wam do gustu?) i stwierdziłam, że do końca ankiety nie przestanę pisać. O następnym rozdziale na razie nie wspominam kiedy będzie, bo nie wiem choć muszę przyznać, że na tym blogu lepiej, szybciej mi się piszę i mam więcej pomysłów, weny niż na blogu NS (Może czas kończyć z NS?). Tak czy siak. Pytanko do Was: Podoba Wam się to opowiadanie, które jest zawarte na tym blogu? Jak tak|nie to dlaczego? - proszę o odpowiedzi w komentarzach.
Podsumowanie:
Wytłumaczyłam Wam wsio, żeby nie było nieporozumień. Mam nadzieję, że więcej osób chętniej zacznie odwiedzać mój drugi blog :) No i czekam na komentarze, odnoście tych pytań, które zostały zapisane pogrubioną czcionką.
Za wszelkie rozczarowanie brakiem następnego rozdziału przepraszam!!
Pozdrawiam Wszystkich Jane! ;)

wtorek, 13 maja 2014

~ Three Days: "Liar" (IV)

***

- Czy to serio się zdarzyło? - spytałem.
- Tak, chyba tak. - spojrzała przez okno - Już go nie ma.
- Dowiedziałem się, że jestem twoim chłopakiem. - spoważniałem. - A chyba jestem porywaczem. Ciekawie się to zapowiada.
- Tak tylko ja..
- Wiem, nie tłumacz się. - posłałem jej lekki uśmiech. - A my.. - rozsunąłem szlafrok, tak, że opadł na podłogę. - Chyba jeszcze nie skończyliśmy...
**
Cofnęła się do tyłu, zmarszczyłem brwi.
- Chcesz się bawić w berka, że uciekasz? - zaśmiałem się.
- Zostaw mnie. - zatrzymałem się w pół kroku.
- Co?! Czy ty sobie ze mnie żarty stroisz? Nie dość, że miałaś w ogóle nikomu nie otwierać przez co złamałaś jedną z zasad to jeszcze teraz mówisz mi, że mam cię zostawić?! Ja się bawić nie będę z tobą, w łazience wystarczająco pokazałaś, że gdyby nie dzwonek to już byś w łóżku pode mną jęczała i stękała więc mnie nie denerwuj. Jak nie chcesz..to cóż sam sobie wezmę to co chce. - ruszyłem w jej kierunku.
- Zostaw mnie do cholery! - zaczęła biegać po domu i wrzeszczeć.
Złapałem ją przy łóżku, gdzie rzuciłem się na nią. Usiadłem na niej okrakiem i spojrzałem gniewnie w oczy.
- I co teraz, mała suko?
- Puść mnie.
- Nie. Wiesz, może zostaw na później ten opór, będzie ciekawiej. - puściłem do niej oczko i zaśmiałem się złowróżbnie.
- Ciekawiej? To podchodzi pod gwałt! Co ty sobie wyobrażasz? Nie ujdzie ci to płazem, bydlaku!
- Nie jesteś pierwszą, którą zgwałciłem..chociaż w sumie po tym początkowym oporze, później już same się na mnie rzucały. W twoim przypadku, laseczko będzie tak samo. Tak więc..- pochyliłem się nad nią, ale ona dała mi z pięści w nos i zwaliła z łóżka - Ty mała..! Gdzie? Gdzie uciekasz?! I tak stąd nie wyjdziesz! - łapiąc się za już krwawiący nos pobiegłem za nią. 
Wybiegła na podwórko. Wystraszyłem się trochę, szczerze mówiąc. Pobiegłem boso za nią, nadal w deszczu. 
- Przestań mnie gonić, kretynie!
- Uważaj co mówisz. Zobaczysz...jak cię tylko złapie to uwierz, wtedy nawet przez tydzień nie wstaniesz! - ryknąłem przyspieszając.
Wbiegła na pobliski pagórek, który był tuż obok zjazdu z autostrady. Zbiegła w dół.. Nie! Przewróciła się.
To był jedyny moment w którym miałem szansę ją złapać, bo jak na taką małą to szybko biegała. Będąc już na górze pagórka spojrzałem w dół. Leżała i się nie ruszała. Czy ta laska serio nie ma co do roboty? Takich kłopotów z nikim jeszcze nie miałem. Czym prędzej zszedłem ostrożnie na dół, bo było naprawdę ślisko i podszedłem do niej uprzednio zakrywając poszczególne części ciała w które podstępnie mogła uderzyć. Miała zamknięte oczy i miarowo oddychała. Normalnie coś mnie strzeliło, jest nieprzytomna. Wypowiadając długą wiązankę przekleństw przerzuciłem ją sobie przez ramię i ruszyłem w kierunku domu. Rozejrzałem się przy okazji, nigdzie nie było świadków. W sumie to dobrze, bo biegaliśmy tylko w samej bieliźnie. Cóż, nieprzyjemnie by było gdyby ktoś wezwał policję. Muszę znaleźć w domu klucze od drzwi i zamknąć je na wszystkie spusty po czym schować w takim miejscu gdzie go nie znajdzie.
Zamknąłem z silnym trzaśnięciem drzwi. Dziewczynę położyłem na sofie i na wszelki wypadek skułem jej ręce, tym razem obie dłonie. Nie będę ryzykował. Po tym zacząłem przeszukiwać jej mieszkanie, ze względu na te głupie klucze. Zacząłem od sypialni. Pootwierałem wszystkie szafy i szuflady, nawet sprawdziłem pod łóżkiem. Nic! Ruszyłem do kuchni, może schowała w jakimś kuferku czy półmisku? Jednak tu też się myliłem. Zacząłem więc przeszukiwać salon, było tego sporo nie powiem. Tak jak w sypialni sprawdziłem wszystkie możliwe schowki, szuflady i tym podobne. Jednak znowu nic! Do cholery gdzie ona mogła je schować? W łazience? Wątpię. Może w przedpokoju.. Miała tam tylko jedną rozsuwaną szafę, która w sumie była jak lustro. Przejrzałem wszystkie półki i nadal kurwa nic. No gdzie można badziewne klucze schować. Zrezygnowany oparłem skroń o ścianę. I wtedy mnie olśniło! Kurtka! Podszedłem do wieszaka gdzie właśnie była takowa rzecz i włożyłem dłoń do prawej kieszeni. Dzyń, dzyń ktoś tu znalazł klucze! Uśmiechnąłem się sam do siebie. Zamknąłem drzwi na wszystkie spusty i teraz kwestia schowania kluczy.. Wzruszyłem ramionami i wrzuciłem je do swoich butów, które były w mojej torbie. Przechodząc obok lustrzanej komody dopiero teraz zauważyłem, że mam cały nos, usta i brodę we krwi łącznie z dłonią, którą wcześniej go trzymałem. Poszedłem do łazienki i przemyłem twarz z dłońmi. Po tym wziąłem z torby suche ciemne spodnie, które niestety były dość wąskie od łydek aż po kostki, zwykłą koszulkę, bieliznę ze skarpetkami a na to buty i czarną rozpinaną bluzę z kapturem. Przeczesałem jeszcze dłońmi włosy i powolnym krokiem skierowałem się do salonu, gdzie była Haruno.
Usiadłem na krześle i przyglądałem się jej, w sumie była tylko w bieliźnie, ale to nic. Zaczęła kręcić się po sofie aż w końcu otworzyła oczy i spojrzała na mnie przerażona.
- Co się stało? - ustałem przed nią i podniosłem lewą ręką jej podbródek, a prawą wymierzyłem siarczystego policzka. 
- Pytasz co się stało? Kurwa mi więcej nie uciekaj! Ile razy mam ci powtarzać, że masz się mnie słuchać?! No? Ile?! Chcesz testować moją cierpliwość? - w jej oczach pojawiły się łzy, ale nie zważałem na to - To, że mi tu zaczniesz ryczeć nic nie da! Rozumiesz? Ja nie będę cię głaskał po głowie i łaził za tobą, żebyś nie uciekała. Spróbujesz jeszcze raz, a uwierz ja potrafię zamienić kogoś życie w piekło. Z tobą pójdzie wyjątkowo łatwo. - odwróciłem się na pięcie - Idź się ubierz. 
- Moje życie jest już piekłem.
- Doprawdy? Ciekawe. Wątpię, że znasz pojęcie co to znaczy być w piekle.
- Czemu w to wątpisz? Nie znasz mnie nawet, nie wiesz nic o mnie.
- Ja wyszedłem z piekła. 
- Zależy jeszcze jakie wydarzenia, rzeczy bierzesz pod pojęcie piekła.
- Molestowanie, zabijanie dla pieniędzy, czasem jakiś gwałt, albo burdel, wywożenie ludzi za granicę i handel nimi, zabieranie organów.. Różne rzeczy, dałem tylko teraz parę przykładów. Przeżyłaś coś z tego? - pokręciła głową - Więc nic nie wiesz o piekle. Idź się ubrać.
- To mnie rozkuj. - wciągnąłem szybko powietrze i ponownie do niej podszedłem i rozpiąłem kajdanki.
Powoli skierowała się do swojego pokoju, a ja powlokłem się za nią i oparłem o framugę drzwi.
- Co chciałeś? - odwróciła się w moją stronę.
- Pilnuję cię.
- Znowu zaczynasz...przecież TYM RAZEM nie ucieknę. Chociaż zamknij drzwi i stań za nimi.
- Niech będzie. - westchnąłem. - A potem, zrób kolacje. Zgłodniałem przez te akcje w łazience, z twoim kochasiem i z tym biegiem.
- To nie mój kochaś.
- Taaa.. - wyszedłem z pokoju.
Rozłożyłem się wygodnie na sofie i czekałem aż dziewczyna wróci i zrobi kolację. Bo co innego miałem do roboty? Nawet ochota na nią mi przeszła, bo wygrało zmęczenie. I głód. 
- Idziesz już? - spytałem po chwili. - Ile można się ubierać?
- Już jestem.. - ustała w progu i związywała włosy w wysokiego kitka.

**
Po zjedzeniu kolacji tzn. pizzy poszedłem wziąć krótki prysznic, gdy w tym czasie Haruno zmywała naczynia. Odkręciłem kurek z zimną wodą, dając chwilowy relaks moim mięśniom i całemu ciału. Dziś był naprawdę męczący dzień. Wziąłem pierwszy lepszy żel i rozsmarowałem go po ciele robiąc przy tym lekką pianę. Później spłukałem go i wyszedłem z kabiny. Umyłem zęby i opuściłem łazienkę z ręcznikiem opasanym na biodrach.
- Wolna. - powiedziałem i poszedłem w stronę torby w poszukiwaniu ubrań.
- Dobra. - mruknęła i przystanęła niedaleko mnie.
Zerknąłem kątem oka na nią, wpatrywała się we mnie tymi dużymi, zielonymi oczami.
- Co jest? Nie idziesz się myć? - spytałem wstając.
- Umm..tak, tak. Idę. - powiedziała przeciągle patrząc na mój tors.
Zaśmiałem się pod nosem i poszedłem ubrać swoje rzeczy. Po tym odrzuciłem gdzieś w kąt ręcznik i rzuciłem się na łóżko, jednak nie dane było mi w spokoju poleżeć, bo usłyszałem jakiś wrzask Sakury, a po chwili wparowała do pokoju z jakimiś pretensjami.
- Czy ty używałeś mojej szczoteczki do zębów?!
- Noooo...była tylko ta.
- Czy ty jesteś nienormalny? To niehigieniczne! Na dole, w szafce pod zlewem są nowe, mogłeś którąś z nich użyć!
- A skąd miałem wiedzieć? - podniosłem głowę i w końcu na nią spojrzałem.
Zmierzyłem ją wzrokiem. Miała na sobie szlafrok, przez myśl przeszło mi pytanie czy ma coś pod nim. W moich oczach pojawiła się iskra ognia, który zaraz może spalić.
- Czemu tak na mnie patrzysz?
- Hmm...co masz pod szlafrokiem?
- Palant!
- Uważaj na słowa, mała.
- Bo co? - uśmiechnąłem się lubieżnie, na te słowa czekałem.
- Może chcesz się przekonać, co? - podniosłem się z łóżka.
- Nie.
- Mogę cię przekonać.
- Spadaj. - powoli skierowałem się w jej stronę - A nie chcesz się przekonać? - spytałem, po czym nachyliłem się nad jej uchem - Mogę dowieść, że będzie ci jeszcze lepiej niż pod prysznicem, bo to był tylko początek. - zamruczałem i objąłem ją jedną ręką w pasie.
Pochyliłem się bardziej i zacząłem muskać wargami jej szyję. Nie słyszałem słowa protestu, więc przyciągnąłem ją bardziej do siebie.
- Proszę przestań. - powiedziała cicho, niemal ledwo słyszalnie.
- Nie widzę byś chciała, abym skończył. - wymruczałem i zsunąłem lekko szlafrok na bok odsłaniając jej obojczyki. - Chodź.. - chwyciłem jej dłoń i powoli cofnąłem się w stronę łóżka. Posłusznie za mną poszła.
Chwyciłem za pasek, którym go z wiązała i powoli zacząłem go odplątywać. Po tym odsunąłem lekko szlafrok i wsunąłem dłonie do niego, kładąc je po jej bokach. Ponownie zlustrowałem ją wzrokiem, była tylko w skąpej bieliźnie. Zgryzłem wargi i zastanawiałem się czy jakoś reaguje na mój dotyk. Chociaż..wątpię. Tam, pod prysznicem, może i tak, bo to było pod wpływem chwili. Ale teraz, cóż wątpię, że kobieta z tak wysokimi standardami zwróciłaby uwagę na kogoś takiego jak ja.
Zrzuciłem całkiem na ziemię szlafrok, szybko odszukałem jej ust i pocałowałem szybko i zachłannie. Najdziwniejsze było to, że go odwzajemniła z taką samą zachłannością, objęła jedną ręką mój kark, a drugą zaczęła delikatnie jeździć po moim torsie.
Obróciłem ją i lekko pchnąłem na łóżko. Spojrzała na mnie zdziwiona. Szybko  położyłem ją na łóżku i pochwyciłem w jedną rękę jej nadgarstki usadowiając je nad jej głową. Drugą ręką sięgnąłem do spodni leżących niedaleko i wziąłem z nich kajdanki, po czym skułem jej ręce do ramy łóżka.
- Co robisz?
- Zaraz zobaczysz - puściłem jej oczko i wyszedłem z pokoju.
Po chwili jednak wróciłem jednak z półmiskiem w którym już coś było. Odłożyłem go jednak na szafkę. I spojrzałem na leżącą dziewczynę. Widok jej skutej naprawdę mi się spodobał. Zgryzłem ponownie wargi. Nie wiem czemu tak na nią reaguje, i czemu zamiast rzucić się na nią od razu co chciałbym zrobić, robię wszystko powoli. Może to dlatego by jej nie wystraszyć i znów by nie uciekła? Pierwszy raz zdarza się okazja na tak ciekawe doświadczenie z piękną i poukładaną kobietą. Domyślam się, że sama jest niedoświadczona, ale cóż wszystkiego mogę ją nauczyć, a zacznę już dziś, zaraz. Uśmiechnąłem się szeroko i oblizałem wargi. Tak, zapowiada się bardzo interesująca noc.



***
Nocia nijaka, ale cóż tak jakoś wyszło. Stwierdziłam, że nie będę pisać hentai'a w IV części, bo w sumie nie wiedziałam jak się za niego zabrać. A jak już bym to ewentualnie zrobiła to byście dłuugo czekali zanim bym to w ładzie i składzie spisała i opublikowała. Tak czy siak, macie tu troszkę ulepszoną wersję niż miała być pierwotnie.
A co do następnej notki tu i na drugim blogu to albo w weekend albo w przyszłym tygodniu.
Chcąc nie chcąc, już po wystawieniu proponowanych ocen, a jak to ja, nie jestem usatysfakcjonowana moimi ocenami i latam za nauczycielami. A ten tydzień mam tak zawalony poprawkami, kartkówkami, sprawdzianami, że głowa mała. Na dodatek jeszcze mam poszukiwania butów na bal i cóż w sobotę mam drzwi otwarte w mojej szkole i biorę udział w pokazie więc no czas mnie goni i nie będę w stanie napisać Wam jeszcze czegoś przynajmniej do piątku. Jednak postaram się :)
A teraz już lecę, bo czeka mnie bardzo romantyczny wieczór z matematyką, gdyż mam jutro poprawkę z samego rana. ;( Trzymajcie kciuki!!
Pozdrawiam! 

piątek, 2 maja 2014

~ Three Days: "Liar" (III)

***
Co za mała podstępna..ugh! Przycisnąłem ją bardziej do łóżka i spojrzałem w jej, tym razem przerażone, oczy.
- I co teraz mam z tobą zrobić? Zabić czy pobić do nieprzytomności.. Może mam zrobić wyliczankę? - pokręciła przecząco głową. - No proszę, powiedz coś, niedawno taka odważna byłaś, a teraz co? Strach cię obleciał? Odezwij się!
- Proszę, zostaw mnie.. - pisnęła cicho.
- Bo? - pochyliłem się nad nią bardziej czując jak coraz bardziej drży.
- A co ty byś zrobił na moim miejscu?
- Siedziałbym cicho i słuchał tego co mi każą. - odparłem, choć pewnie sam bym próbował zrobić to samo co ona, ale tego wiedzieć nie musi. - Czy ja ci coś zrobiłem do cholery?! Co?! Musisz mi to wszystko utrudniać? Nic ci nie zrobiłem, na razie nie pobiłem i nie zgwałciłem. Czego ty chcesz durna babo, nie możesz wysiedzieć z dupskiem, szukasz jakiś wrażeń czy co?! Słucham, odpowiedz!
- Nie..
- Więc po co to zrobiłaś?
- Bo nie chcę tu z tobą siedzieć.
- Niedawno uważałaś, że wyglądam jak anioł, durna babo.
- Przestań mnie debilu wyzywać. - prychnęła.
- Ktoś tu pokazuje pazurki. - przybliżyłem swoją twarz do jej - Uważaj, bo ja też ci co nie co pokażę.
- Co masz na myśli? - spytała zaciekawiona.
- Teraz na to nie ma czasu. Wstawaj cholerna babo, zanim stracę cierpliwość i cię zabiję. - podniosłem się i złapałem ją za nadgarstek, by szła za mną.
Powolnym krokiem zaprowadziłem ją pod kaloryfer. Przechodząc obok łazienki rzuciłem na nią okiem przez ramię, jej wzrok był utkwiony w moich pośladkach okrytych jedynie czarnymi bokserkami. Uśmiechnąłem się sam do siebie.
- Nie ładnie tak się komuś wgapiać w tyłek. Zwłaszcza kobietom nie wypada. - zaśmiałem się lekko.
Zaczerwieniła się. Dodawało jej to jeszcze więcej niewinności niż w rzeczywistości. Czekaj, nie co ja gadam.
- Muszę iść do toalety. - odezwała się po chwili.
- Jak się uwolniłaś? - zignorowałem jej stwierdzenie.
- Wsuwka we włosach. - zatrzymałem się, a ona przywaliła nosem w moją łopatkę.
- Ałł..czemu stoisz? - odwróciłem się do niej i wyciągnąłem dłoń w stronę jej włosów. - Hej, co do cholery chcesz zrobić?!
- Sprawdzić czy nie masz ich więcej. - wsunąłem moje smukłe palce między jej włosy i delikatnie przejeżdżałem palcami wzdłuż nich.
Miała bardzo miękkie, gęste i długie włosy.
Nie wiem czemu robiłem to tak delikatnie. Spojrzałem na nią, miała zmrużone oczy, wpatrywała się w moją rozbudowaną i nadzwyczaj umięśnioną klatę.Wydobyłem z jej włosów trzy kolejne czerwone wsuwki. Odsunąłem się od niej.
- Chyba odleciałaś, laseczko.
- C-co? Uh, muszę iść pod prysznic.
- Ok. - poszedłem za nią.
- Czemu za mną idziesz? - zmarszczyła brwi.
- Nie wiem co wymyślisz, może będziesz czegoś próbowała, muszę być pewien, że weźmiesz tylko prysznic.
- Żartujesz?
- A wyglądam jakbym żartował? - złożyłem ręce na klatce piersiowej. - Nie pierwszy raz widziałem kobietę nago, nie jesteś jedyna.
- O nie, ja nie będę się przy tobie rozbierać!
- Bo?
- Bo..nie i tyle.
- To nie weźmiesz prysznicu i będziesz śmierdzieć. - wzruszyłem ramionami.
- Słucham?! A ty to niby kiedy żeś się mył? Jedzie od ciebie z daleka i nie narzekałam!
- Wypraszam sobie, laseczko.
- Uh, nawet mój były tak nie śmierdział. - celowo zatknęła nos palcami i zaczęła machać ręką w celu "wykurzenia zapachu".
- Nie obchodzi mnie twój były i czy pachniał fiołkami czy nie, i czy był gejem czy nie.
- Jakim gejem?
- Faceci nie pachną. Faceci to faceci.
- Faceci powinni o siebie dbać, bo na śmierdziela nikt nie poleci.
- Dobra, koniec tej szopki. - złapałem ją za biodra i przerzuciłem sobie przez prawe ramię. - Idziemy oboje wziąć prysznic.
- Nawet nie próbuj, bydlaku! - zaczęła wierzgać nogami i bić mnie pięściami w plecy i pośladki.
- Już spróbowałem. Upss. - postawiłem ją na środku prysznicu i odkręciłem wodę.
Gdybym wiedział, że zacznie tak drzeć tą japę, to bym w życiu jej tutaj nie targał. Bo do cholery jak można na taką skalę się drzeć. Jakby w nią demon wstąpił. Poza tym nawet w burdelu nie słyszałem takiej wiązanki przekleństw jak od niej. Cóż, trudno już po ptakach jakoś to przetrwam może się zabawię.
- Zamknij się, kurwa bo mi uszy pękają! - ryknąłem.
- Bo co do cholery?! To nie ja cię bydlaku wrzuciłam w ubraniach do prysznicu! Ty kretynie, jak mogłeś - zaczęła okładać mnie pięściami.
- Kiedy ty się zamkniesz?!
- Nigdy, specjalnie dla ciebie, kretynie!
- Jesteś pierdolnięta.
- Lepszy nie jesteś gruboskóry draniu!
- Ugh, zamknij się. - złapałem jej nadgarstki, szybko się pochyliłem i złączyłem jej usta ze swoimi.
Przynajmniej się zamknęła.
Była zdziwiona, cóż nie dziwię się. Jednak zaczęła oddawać pocałunek, zarzuciła mi ręce na barki i przyciągnęła bliżej. Przytknąłem ją do ściany równocześnie przybliżając moje ciało od jej. Moje ręce bezczelnie zsunęły się po jej bokach, potem biodrach lądując na końcu na pośladkach, które ścisnąłem. Przygryzłem jednocześnie jej wargę, cicho jęknęła z czego skorzystałem wsuwając język do jej ust tym samym całując ją bardziej namiętnie. Jedną z rąk przesunąłem na gałkę i spuściłem chłodniejszą wodę, bo mi było naprawdę gorąco. Po tym przesunąłem dłoń pod jej szyję, na guzik koszuli i rozpiąłem. robiłem to powoli z każdym kolejnym. Jednak po niecałej minucie jej różowa koszula opadła na ziemię. Została w samej obcisłej bokserce. Odsunąłem usta od jej i zjechałem nimi na tył jej ucha torując sobie ścieżkę na jej śnieżnobiałą szyję. Ścianki prysznicu całe zaparowały dając mlecznobiałą nieprzejrzystą barwę. Obie moje dłonie  zatrzymały się przy końcu jej koszulki i zaczęły podciągać ją. Nie usłyszałem żadnego słowa protestu, więc kontynuowałem to. Po kilku sekundach zrzuciłem ją z niej, a moim oczom ukazał się czerwony koronkowy stanik. Aż zagotowałem się w środku. Może wcale tak źle nie trafiłem. Zacząłem teraz całować nowo odkrytą skórę, a dłońmi odpinać guzik od jej spodni. O dziwo, szybko poszło. Zaprzestałem na chwilę całowania jej ciała i spojrzałem w oczy. Miała zamglony wzrok, widać było, że domagała się czegoś więcej. Mogę jej to dać, ale musi liczyć się z konsekwencjami, ja nie jestem grzecznym chłopcem. Raczej jestem..cóż, synem szatana. Tak, trafne określenie.
Szlag, by trafił usłyszałem dzwonek do drzwi, a później walenie w nie pięścią. Dziewczyna oprzytomniała i spojrzała na mnie z niemałym zaskoczeniem.
Wyskoczyła spod prysznicu, ubierając po drodze szlafrok i poszła otworzyć.
Przecież do cholery nie miała nikomu otwierać! Normalnie, ta kobieta jest..nienormalna. Szybko ruszyłem za nią nie zwracając uwagi na to, że jestem tylko w bokserkach, a po moim ciele skapuje woda. Stała już przy otwartych drzwiach z ogromnym zdziwieniem w oczach, a później z pogardą. Zobaczyłem kto przyszedł. Jakiś laluś z perfekcyjnie ułożonymi na żel czarnymi włosami i bardzo jasną cerą.
- A ty to kto? - spytałem stojąc tuż za Sakurą.
- Jestem Sasuke. Sasuke Uchiha. Chciałem porozmawiać z Sakurą. - zmarszczyłem brwi i spojrzałem na Haruno.
W jej oczach zaczęła się malować wściekłość. Będzie śmiesznie.
- Czego tu chcesz? - spytała w końcu.
- Porozmawiać i przeprosić za wszystko. - zaczęła się śmiać, jednak po chwili spoważniała.
- Spierdalaj.
- Czekaj co powiedziałaś?!
- Spierdalaj. - powtórzyła powoli i wyraźnie.
Z tyłu zacząłem cicho się śmiać. Chciałbym zobaczyć jak się z nim biję. Stawiam, że ona wygra.
- A ty z czego się śmiejesz koleś?! - spojrzał na mnie.
- Bo to śmieszne.
- Niby co takiego?
- To, że ona każe ci spierdalać, a ty stoisz jakbyś był głuchy.
- Sakuro.. - jak oficjalnie, parsknąłem śmiechem - Czy możemy porozmawiać w cztery oczy?
- Mów teraz. - wzruszyła ramionami. - Tylko szybko, bo nam przeszkadzasz.
- Wam? A wy jesteście..?
- Tak. - przestałem się śmiać, uniosłem jedną brew. Uszczypnąłem ją w pośladek, a ona kopnęła mnie w łydkę.
- Ałć, laseczko to bolało. - udałem smutną minę.
Hej, serio śmieszna była ta sytuacja więc czemu by nie poudawać?
- Czekaj stop. - czarnowłosy zrobił jakiś dziwny gest. - Jakie laseczko? Co do cholery? Przychodzę do ciebie i chcę się pogodzić, a ty się puszczasz z jakimś neandertalczykiem?!
- Po pierwsze tylko on tak do mnie może mówić. - zmierzyła go wzrokiem. - Po drugie gówno obchodzą mnie twoje przeprosi, wracaj do tej swojej..jak ona tam miała..Hinaty? Tak wracaj sobie do niej, bo ciebie już nie potrzebuję. Po trzecie, niech cię nie obchodzi co robię, a czego nie, bo z tego co pamiętam to ty uciekłeś z podkulonym ogonem w nocy kilka dni przed ślubem? Aha, i jeszcze jedno, on - wskazała na mnie - nie jest neandertalczykiem, tylko jest facetem, w przeciwieństwie do ciebie. Coś jeszcze masz do powiedzenia? Jak go zaraz na ciebie puszczę, to zwątpisz i posikasz się na miejscu.
Ustałem teraz obok dziewczyny, tak, że Uchiha widział mnie od góry do dołu. Oczywiście, zmierzył mnie. Złożyłem ręce na piersi i spojrzałem na niego z góry, był kilka centymetrów niższy ode mnie.
- Coś jeszcze chcesz dopowiedzieć zanim cię stąd wyniosę? - spytałem nadzwyczaj miłym głosikiem.
- Umm.. Sam sobie poradzę. Cześć. - spojrzał na dziewczynę - Jeszcze sobie z tobą porozmawiam,
Tupnąłem nogą, a on aż podskoczył i pobiegł do samochodu. Zamknąłem drzwi i zacząłem się wraz z zielonooką śmiać.
- Czy to serio się zdarzyło? - spytałem.
- Tak, chyba tak. - spojrzała przez okno - Już go nie ma.
- Dowiedziałem się, że jestem twoim chłopakiem. - spoważniałem. - A chyba jestem porywaczem. Ciekawie się to zapowiada.
- Tak tylko ja..
- Wiem, nie tłumacz się. - posłałem jej lekki uśmiech. - A my.. - rozsunąłem szlafrok, tak, że opadł na podłogę. - Chyba jeszcze nie skończyliśmy...



***
Szybciutko dodaję rozdział. A teraz już zmykam, bo muszę ogarnąć dom. XD
Wiem, że krótko, ale nie miałam pomysłu co tu dać.
Proszę o komy, co o tym sądzicie. I co sądzicie, że dalej się wydarzy.
Pozdrawiam Wszystkich. :))