piątek, 29 stycznia 2016

Rozdział 14

Miłość?

**

ważna notka pod rozdziałem
**
Kyu:
Dużo uczniów. Dużo śmiechu. Dużo rozmów. Dużo wymyślonych historii. Innymi słowy, ognisko. 
Siedzę właśnie między Shikamaru a Lee'm i wpatruję się z zainteresowaniem w ogień. To takie niesamowite zjawisko. Za każdym razem płomień porusza się inną ścieżką. Jednak wszystkie osobne płomyki łączy jeden wielki i potężny, który jest dla reszty oparciem, opoką. Gdyby tak patrzeć dokładnie i zacząć zastanawiać się nad otaczającą nas naturą, śmiało można stwierdzić, że wszystko jest od siebie zależne. Wszystko musi na sobie polegać. Wszystko sobie ufa. Wszystko daje najwięcej z siebie dla dobra drugiego.
Ludzie.
Ludzie są inni. Są zadufani w sobie, dbają o dobro tylko i wyłącznie własnego interesu, nie są bezinteresowni, nie pokazują, że im zależy, nie są warci obdarowania zaufaniem. Są niszczycielami.
Nie lubię ludzi. 
Lubię naturę.
- Kyu? - czuję, że ktoś puka lekko moje ramię.
Odwracam niechętnie wzrok od ogniska i przekręcam głowę, napotykając od razu brązowe tęczówki.
- Hmm?
- Idę się przejść, ty też? - Nara unosi pytająco brwi.
Rozglądam się szybko po otaczających mnie ludziach. Mimo to, skupiam się na jednej sylwetce. Haruno rozmawia w najlepsze z Ino i Ten Ten.
Kiwam głową, niepostrzeżenie wstając razem z Shikamaru. Wolnym krokiem kierujemy się w stronę wejścia do lasu. Patrzę w granatowe niebo pokryte białymi, małymi puntami, myśląc o wszystkim i o niczym, tak właściwie.
- Kiedy powiesz jej swoje imię? - pytanie bruneta zaskakuje mnie tak bardzo, że otwieram na chwilę usta.
- Powiedz, do czego zmierzasz. 
- Po prostu pytam.
Wzdycham cicho.
- Nie wiem. Z resztą, czy to coś zmieni? 
- Możliwe. Może cię pamięta.
- Skoro ciebie nie, to mnie tym bardziej.
- Doskonale wiemy, że ty zawsze przy niej byłeś. Na dobre i na złe. Ja za to nie specjalnie byłem z nią zbratany. Wy byliście jak dwa inne, a jednocześnie te same światy. Chyba byłem zbyt wielkim tchórzem, by mieć taką relację z kimkolwiek.
- Może ja też jestem tchórzem?
- Słucham? - marszczy brwi - Ty tchórzem?
- Popatrz na to z innej strony. Nie mogę się do niej zbliżyć. Nie jestem w stanie powiedzieć jej swojego imienia. Nie potrafię wyznać jej prawdy..
Między nami panuje cisza przez kilka minut. Jest na tyle długa, że przekraczamy znak zakazu wejścia wgłąb lasu, a potem wychodzimy na małe pole wokół którego korony drzew wydają się tak potężne, że przy nich czuję się jak nic nie warty człowiek. Nawet nie mrówka. Mrówka robi coś pożytecznego. A ja przy nich jestem nic nie wart. Nie wnoszę nic do życia innych, za to one.. One oczyszczają powietrze, dzięki któremu mogę oddychać. Kolejna zależność, ale bez odwzajemnienia. Dają mi przetrwać, choć sam nie daje z siebie nic.
- Wciąż ją kochasz? - po raz kolejny zaskakuje mnie swoją wypowiedzią.
Przez kilka długich sekund patrzę, zadzierając głowę, na korony drzew, aż w końcu mój wzrok pada na jego przyciemnioną postać.
- Nie wiem, czy kiedykolwiek mogłem kochać.
- Och, daj spokój. Nie bądź upierdliwy. - prycha i podchodzi powolnym, znudzonym krokiem do płaskiego kamienia na którym siada - Latałeś za nią non stop. Przeniósł byś dla niej przysłowiowe góry. Chociaż, myślę, że naprawdę byłbyś wtedy w stanie to zrobić. - zapala zapalniczkę i przez chwilowe światło widzę jego nikły uśmiech.
Bez słowa patrzę, jak zaciąga się wcześniej wyciągniętym z paczki papierosem i wypuszcza chmarę dymu. 
- Nie wiem, Shikamaru. - kładę się na kamieniu, kawałek od jego siedzącej postaci.
- To wszytko jest dla niej. Znajdź swoje jaja i zacznij działać. - mówi rzeczowo, patrząc w gwiazdy w zasięgu jego wzroku.
- Boję się. - wyznaję cicho.
Chłopak przekręca głowę, posyłając pytające spojrzenie.
- Boję się, że prawda sprawi jej ból. Że będzie patrzeć na mnie jak na potwora. Że wciąż będę dla niej nikim. A może powinienem powiedzieć, że będę dla nim głupkiem.
- Im bardziej zwlekasz, tym bardziej się ranisz. Zatracasz się w domniemaniach, biorąc pod uwagę najgorsze scenariusze. Gdzie jest twardogłowy ninja numer jeden? Gdzie jest optymista tryskający energią, nawet jeśli sytuacja w jakiej się znajduje jest patowa? Gdzie jest stary Naruto?
Zaciskam usta w wąską linię, obserwując jego sylwetkę.
- Zniknął.
- Na moje wciąż tu jest tylko pogubił się we wszystkim. 
Przygryzam dolną wargę po raz kolejny patrząc na granatowe niebo. 
- Kto wie? 
- Wróć do nas. - stuka palcem w papierosa, a biało-czarny popiół opada bezwładnie na trawę.
- Nie wiem, czy potrafię.
- Myślę, że potrafisz. Musisz wierzyć. Dokładnie tak, jak kiedyś.
Wzdycham cicho, przetwarzając w głowie jego słowa.
- Ona sprowadzi cię na ziemię. Podświadomie o tym wiesz i dlatego zwlekasz. - mówi pewnie, zgniatając butem skończoną fajkę.
Shikamaru jest jednym z najbardziej leniwych i najbardziej rozgarniętych osób, jakie znam. Jest cholernym realistą i to, co mówi zazwyczaj się sprawdza. Warto dodać to, że mówi zazwyczaj rzeczy dwuznaczne i gdy dojrzysz właściwy sens jego słów, to to się dzieje. Tylko, czy teraz ma rację? Czy naprawdę dlatego zwlekam? 
- Czym jest miłość? - dopiero po chwili dociera do mnie moje własne pytanie.
- Ciężko to zdefiniować. Dla każdego jest to, co inne. - opiera dłonie o kamień za plecami i opiera na nich ciężar ciała - Miłość to typ relacji międzyludzkich, zachowań, postaw. Stanowi ważny aspekt psychologii, filozofii i religii. Jest uważana za najważniejszą cnotę i sens życia człowieka.
- Od kiedy mówisz takim językiem? - pytam z rozbawieniem.
- Pamiętam to z wikipedii. 
- O nie wierzę.. - śmieję się głośno, a Shikamaru mi wtóruje.
Przez chwilę czuję się tak, jakbym wrócił do przeszłości. Jakby świat wokół mnie miał kolory, a ludzie byli ważni.
Jednak, tylko na chwilę.
- Muszę iść. - podnoszę się do pozycji siedzącej, opierając luźno ramiona na kolanach - Poszła gdzieś. - wzdycham cicho.
- Jasne. - klepie mnie w ramię.
Wstaję, posyłając krótkie spojrzenie przyjacielowi i ruszam w stronę niczego nieświadomej Haruno.
Mijam kilka mniejszych, ale za to szerokich drzew, aż w końcu pojawiają się niewielkie, gęste krzewy. Polanka zamienia się w piaszczystą drogę, a w oddali nie słychać takiego szumu drzew, jak tu. Tu słyszę stłumiony dźwięk pluskającej wody. 
Marszczę brwi, gdy czuję obecność Sasuke. Coś zaczyna mnie niepokoić, dlatego, wiedząc, że mam większe umiejętności niż on, sprawiam, iż nie będzie mógł mnie wyczuć, a tym bardziej usłyszeć.
Kucam drzewie, które jest otoczone z każdej strony krzakami. Doskonała kryjówka.
Patrzę na Sakurę siedzącą nad małym strumykiem. Nogi ma skrzyżowane w kolanach, a jej drobna dłoń jest zanurzona w wodzie. Wygląda tak spokojnie.
Sylwetka kruczowłosego zbliża się na tyle, że Haruno ją dostrzega. 
- Co tu robisz sama? - pyta, siadając obok niej.
Zdecydowanie za blisko, przyjacielu.
Kręcę głową na tą głupią myśl. Nie powinienem. Obieram zły tok myślenia. Ale to wyszło..tak samoistnie.
- Nie chciało mi się słuchać ich głupich historii, więc poszłam się przejść i trafiłam tutaj. - wzrusza ramionami, uśmiechając się do niego.
- Piękne miejsce. - odpowiada, rozglądając się.
- Tak. Tutaj jest tak spokojnie.
- Można oderwać się od świata, co? - dźga ją delikatnie z łokcia w ramię.
- Takich miejsc powinno być więcej. - dostrzegam jej zaciekawione spojrzenie wędrujące po każdym drzewie, krzaku, kwiecie, a nawet ląduje na miejscowo widocznej trawie, aż w końcu na wodzie.
- Zdecydowanie. - widzę, jak niepostrzeżenie się do niej przysuwa.
Co ty, kurwa, myślisz, że robisz, głupi kutasie?
Cholera. Muszę się pohamować. Wdech, wydech. Wdech, wydech. Wdech, wydech. Dobra. Jest okej. Jestem spokojny. Aaaach, kogo chcę oszukać?! Moje pięści są tak mocno zaciśnięte, że sinieją z braku dopływu krwi. Pominę już to, że knykcie są bardziej jasne, niż biała farba.
Sakura marszczy brwi do siebie. 
Tak! Dobrze! Odejdź od niego.
Zaraz sam siebie spoliczkuję, obiecuję.
- Sasuke, jak ty właściwie.. - unosi głowę, a chłopak niemal od razu ją całuje, przerywając w połowie zdania.
Zabiję. Zabiję cię. ZABIJĘ, KURWA! 
Przez chwilę cieszę się w duchu z reakcji dziewczyny. Odsuwa się natychmiast od niego, szybko wstając. 
- Co ty, kurwa, robisz?
- J-ja..
- Sasuke, do cholery, odwaliło ci?
Brawo, Księżniczko.
Uchiha łapie się za włosy, patrząc na nią zdezorientowany.
- Myślałam, że to będzie przyjacielska relacja. - prycha i odwraca się na pięcie.
- Przepraszam. - mówi cicho, ale różowo-włosa kompletnie go ignoruje.
Choć chcę zostać i wpierdolić Sasuke, niepostrzeżenie idę za Sakurą, okrążając ją tak, że zaraz wyjdę jej z naprzeciwka. Oczywiście, robię to w dość dużej odległości od Uchihy. Mimo że wiem, że nie pobiegnie za nią, to wolę z nią być sam na sam, bez jego obecności nieopodal.
Jak gdyby nigdy nic idę wydeptaną, i już, leśną ścieżką. Haruno prawie biegnie ze spuszczoną głową wprost na mnie. Nie odchodzę w bok, pozwalając tym samym, by na mnie wpadła.
- Przepraszam.. - mamrocze pod nosem, powoli unosząc wzrok - Kyu?
- Nie zauważyłem cię. - marszczę brwi - Stało się coś. - stwierdzam, udając głupiego.
- Co? N-nie. 
- Kłamiesz. - wzdycha cicho - Coś poważnego? - przekręcam głowę w bok, nie spuszczając z niej wzroku.
- Dlaczego wy, faceci, musicie być takimi bezmózgimi idiotami? - wyrzuca ramiona w powietrze, patrząc na mnie z wyrzutem.
- Och. - posyłam jej rozbawione spojrzenie, ale tylko na moment - Cóż, nie wszyscy nimi są, tak mi się wydaje. Generalnie.. - trę brodę w zamyśleniu - Jest kilka typów facetów. 
- I zgaduję, że ty nie jesteś bezmózgim idiotą? - wywraca oczami.
- Nie wiem. - mówię szczerze - Nikt nigdy do mnie tak nie powiedział, więc jest taka możliwość.
- Taa? - mruży na mnie oczy - O jakich typach mówiłeś? - zaciekawienie wstępuje na jej twarz.
- Cóż.. Zależy. Głupie kutasy, frajerzy, dupki, kretyni, damscy bokserzy, lizusy, pozerzy, debile, niedorozwoje.. - widząc, jak uśmiech wstępuje na usta dziewczyny, przerywam - Do wyboru, do koloru.
- Wiesz, co?
Unoszę pytająco brew.
- Oświeć mnie.
- Nie taki diabeł straszny, jak go malują. 
Śmieję się pod nosem.
- Jestem diabłem?
- Cóż.. Zależy. - wzrusza nonszalancko ramionami, parodiując mój głos.
- Słabo imitujesz głosy. - kręcę głową w rozczarowaniu.
Przez chwilę patrzymy na siebie w milczeniu. Nasze spojrzenia szybko się blokują. Niebieskie kontra zielone. Lazur kontra szmaragd. Widzę niepewność w jej pięknych tęczówkach i za cholerę nie mogę rozgryźć dlaczego coś takiego tam się pojawia. Dopiero to, co robi parę sekund później wyjaśnia mi wszystko.
Robi krok w moją stronę, wciąż uważnie na mnie patrząc. Nawet nie wiem, kiedy dokładnie to robi, bo dzieje się to tak szybko. 
Najpierw dociera do mnie zapach wiśni, potem ciepło jej ciała, a na końcu drobne ramiona owijające się wokół mojej talii. 
Nie mogę.
Ale chcesz.
Ulegam parę sekund później i obejmuję jak najszczelniej jej drobne, kruche ciało i przyciskam tak blisko swojego, jak mogę.


***
Jeny, nie mówcie nic, wiem, że rozdział to dno. W ogóle go nie przemyślałam i był, z resztą jak zwykle, pisany na czuja i tu i teraz, więc mogą być błędy..
Ale dobra..
KTO CZEKAŁ AŻ SASUKE COŚ ZROBI?! I WGL, KYU ZAZDROSNY?
SHIPPUJE NS, CRI. DLATEGO TAK SŁODKO NA KONIEC.

+Generalnie to jestem trochę w szoku, bo pod ostatnim rozdziałem bardzo mało komentarzy, niewiele odzewu od Was. Aż tak słaby był, czy jak? Zwłaszcza, że na konkretny post mam 322 wejścia, z czego jest ich pewnie więcej, ale tylko na stronę główną.. Także.. Nie wiem za bardzo o co chodzi.. 

czwartek, 14 stycznia 2016

Rozdział 13

Gra.

**

Sakura nie dawała mi spokoju odnośnie wycieczki i choć cholernie nie chciało mi się jechać to teraz siedzę w autokarze i patrzę przez okno, ignorując wszystkich. Siedzę na ostatnich siedzeniach a ze mną jeszcze 4 inne osoby, którymi są Sasuke, Kiba, Shikamaru i Lee. Za ostatnim nie specjalnie przepadam i na szczęście siedzi na samym końcu. 
Odblokowuję telefon, gdy wibruje mi przez sekundę w dłoni.

Od: Słodka Księżniczka (11:21)
Widać, że masz bardzo interesującą konwersację z chłopakami.

Próbuję się nie uśmiechnąć i dzięki wyćwiczeniu tej umiejętności, udaje mi się to.

Do: Słodka Księżniczka (11:22)
Aż tak to widać? 
Punkt dla Ciebie, Księżniczko.

Od: Słodka Księżniczka (11:22)
Boże, nie mów tak do mnie.

Do: Słodka Księżniczka (11:22)
Nie mówię, piszę. Dlaczego nie? Bogiem nie jestem, wystarczy Kyu ;)

Od: Słodka Księżniczka (11:23)
Jeny, z kim ja się zadaję.

Od: Słodka Księżniczka (11:23)
Może zamiast Kyu powinnam mówić Ci po imieniu?

Kręcę głową rozbawiony. Nie powiem jej, jak się nazywam. Nie chcę. Na razie nie.

Do: Słodka Księżniczka (11:24)
Och, czyli zadajesz się ze mną? Chyba to gdzieś zapiszę, do kalendarza, czy coś..
Generalnie to nie jestem typowym facetem i nie omamisz mnie w ten babski sposób, żeby dostać to, co chcesz. Nie ze mną te numery, Słodka.

Od:Słodka Księżniczka (11:26)
Generalnie to jesteś głupi, wiesz? Denerwujesz mnie takim gadaniem.

Do: Słodka Księżniczka (11:26)
Pisaniem, nie gadaniem, Słodka ;) 
Wiem i robię to z premedytacją.

Od: Słodka Księżniczka (11:28)
I ja mam przeżyć z Tobą wycieczkę? I to z noclegiem? Boże, dopomóż!

Do: Słodka Księżniczka (11:30)
Czuję się urażony.

Dostrzegam, jak Haruno odwraca się w moją stronę i posyła mi rozbawione spojrzenie. Unoszę brew i nieugięcie na nią patrzę z kamienną twarzą. Widząc to, wstukuje kolejną wiadomość na moich oczach.

Od: Słodka Księżniczka (11:36) 
Dlaczego jesteś takim sztywniakiem? Udajesz, czy serio tak jest.

Unoszę wzrok znad ekranu i patrzę w milczeniu na jej twarz. Przed dłuższą chwilę zastanawiam się nad odpowiedzią.

Do: Słodka Księżniczka (11:37)
Nie jestem sztywniakiem. Po prostu jestem nadzwyczaj dojrzałą osobą.

Unosi brew bez przekonania.

Od: Słodka Księżniczka (11:38)
Masz dopiero 18 lat.

Do: Słodka Księżniczka (11:39)
Dopiero i aż 18 lat ;)

Mimowolnie unoszę kącik ust, gdy nadyma poliki i z cichym sapnięciem wsuwa telefon do kieszeni. Bardzo szybko się bulwersuje, co mnie bawi.
Nic się nie zmieniła.
Przekręcam się na bok, w stronę okna. Skupiam się na mijanych samochodach, rozmazanym krajobrazie, odpływając do głębi wspomnień.

**
Niechętnie i z nietęgą miną schodzę z ostatniego stopnia busu. Czuję pod trampkami piaskową drogę. Rozglądam się i przez chwilę cieszę się z widoku ogromnego lasu wokół mnie. Kocham naturę. To jedyne, co kocham tak właściwie. Gdy byłem młodszy zawsze się gdzieś zaszywałem. Głównie, moją kryjówką były drzewa. Czasem przesypiałem całe noce i albo dobrze się wysypiałem, albo spadałem z nich z hukiem. 
Dźgnięcie w żebro odrywa mnie od kolejnej fali wspomnień. Spuszczam wzrok na różową czuprynę obok mnie. 
- Hmm?
- Zamyśliłeś się, a mamy iść wybrać domki. - przewraca lekko oczami.
Kiwam głową i ruszam przed siebie, a dokładniej mówiąc, idę w stronę Kiby. Ignoruję to, że doskonale słyszę jej kroki tuż za mną.
Nie powinna się ze mną spouchwalać w żaden sposób.
Sam jej na to pozwoliłeś. Poza tym, wiesz, że musi być blisko.
Nie pomagasz, Kurama. 
Mówię, jakie są fakty.
Ignoruję go.
Staję obok Kiby i Sasuke, którzy zawzięcie o czymś dyskutują.
- Ale ja ci mówię, to jest dobry plan. - Uchiha gestykuluje.
- Nie jestem do tego przekonany..
- Co znowu kombinujecie? - pytam, patrząc na nich uważnie.
- Zieloną noc. - Sasuke porusza znacząco brwiami - Trzeba się rozerwać.
- To beznadziejny pomysł. - marszczę brwi na brak entuzjazmu ze strony Inuzuki.
- Wydaje się być w porządku. - mówię, co dziwi obojga - Tylko bez przesady.
- Myślałem nad pastą, taki standard. 
- Wystarczający, by je rozwścieczyć. - dodaje Kiba, który powoli zaczyna się wkręcać.
- Tylko w trójkę, czy bierzecie kogoś jeszcze?
- Zbierzemy kilku chłopaków. - kiwam głową i odchodzę w stronę Shikamaru, który wychodzi z naszego domku.
Mijamy się bez słowa.
Rzucam torbę tuż przy moim łóżku. Wzdycham głęboko, kładąc głowę na dostatecznie miękkiej poduszce. Przymykam oczy, przywołując niechciane wspomnienia.

- To on
- Chodźmy stąd.
- Uciekajmy.
- Nie patrz w jego stronę.
- Jeżeli na ciebie spojrzy jesteś martwy.
- Patrz w dół.
- Ignoruj go.
- Nie rozmawiaj z nim.
- Odwróć się plecami, ale bądź czujny, bo jeszcze zaatakuje.
- On jest potworem.
- Zabił rodzinę.
- Jest bezwzględny.
- Idzie naznaczony.
Idę wzdłuż ulic rynku, a ludzie mnie otaczający wciąż szepczą. Mówią tak niemiłe rzeczy. Jest mi źle z tym, kim jestem, a oni mi to utrudniają. Jestem tym innym. Dlaczego ja? Nie zawiniłem. Nie chciałem tego wszystkiego. To potwór we mnie. Ja nim nie jestem. Wszyscy są głupi. Bezmyślnie wierzą w plotki, że ich zabiłem i boją się prawdziwych informacji. Przyjmują i wierzą w to, co ich małe mózgi mogą zaakceptować. Plotki to najgorsze, co mnie spotyka. 
Mimo wszystko, jestem przeklęty.

- Stary, czas na obiad! - krzyczy Kiba.
Tym razem jestem wdzięczny, że wpada bez zapowiedzi i wrzeszczy, choć nie musi. Wyrwał mnie z sideł wspomnień. 
- Już się zbieram. 
Wstaję, ściągając czarną bluzę. Jest zdecydowanie za ciepło. Ironią losu jest to, że tylko mi doskwiera gorąc. Wzdychając pod nosem, poprawiam białą, lekko prześwitującą koszulkę na krótki rękaw i wychodzę.
Droga do dwupiętrowego, masywnego drewnianego domu zajmuje mi góra dwie minuty. Przekraczając próg domu, rozglądam się w poszukiwaniu mojej klasy. Gdy słyszę gwar i śmiechy, wiem, że powinienem iść do końca korytarza i w prawo. Tak też robię. 
Sala do której wchodzę jest udekorowana przyjaźnie dla oka i przede wszystkim ogromna. Jeden, wielki stół i dwie, długie drewniane ławki są przepełnione jedzeniem i uczniami, gadającymi między sobą. Po mojej lewej widzę trzy pokaźne termosy w których prawdopodobnie jest kawa, herbata i nie wiem co. Dostrzegam tam różowo-włosą, która nalewa sobie wody do kubka. Podchodzę do niej niepostrzeżenie. Staję za jej plecami, a gdy się odwraca, zawartość kubka ląduje na mojej koszulce, mocząc cały przód.
- O Boże! - łapie się za mostek - Wystraszyłeś mnie, przepraszam. 
- Nic się nie stało. 
Szmaragdowe tęczówki wpatrują się w mokry materiał, który zdążył przylec do mojego torsu. Śmieję się pod nosem i pochylam lekko.
- Słyszę twoje brudne myśli. - mruczę i przechodzę obok, by nalać sobie kawy.

**
Sakura:
Jak on mógł.. Skąd on.. Boże! Może powiedziałam to na głos? Jeżeli naprawdę powiedziałam, że ma seksowne mięśnie i ogólnie jest seksowny to jestem skończoną idiotką. 
Trochę otępiała siadam obok Ino, która od widząc moją minę marszczy brwi.
- Co jest?
- Umm.. - zastanawiam się przez chwilę nad odpowiedzią - Nic takiego. - przytakuje.
- Patrz. - kiwa głową - Kyu jest cały mokry.
- Bo..ja go oblałam, przez przypadek.
Niebieskie oczy Ino rozszerzają się, a usta otwierają, tworząc "o". Klepie mnie w udo na tyle mocno, że słychać charakterystyczne plaśnięcie.
- Jeszcze przed chwilą to było nic takiego. - wzruszam ramionami.
- To był przypadek. 
- Jasne. - mruga do mnie i chwyta w dłoń porcję frytek - Patrzy na ciebie. - szepcze i odwraca głowę w stronę swojego talerza.
Unoszę wzrok i niemal od razu nasze spojrzenia się blokują. Niemal niezauważalny uśmiech gości na jego ustach. Patrzy na mnie w skupieniu, ale jednocześnie lekceważąco. O ile tak się da.
- Sakura, słyszałaś? - głos Yamanaki sprawia, że muszę odwrócić od niego wzrok.
- Co takiego?
- Chłopacy będą grać. 
- W co?
- W nogę.
- I co w związku z tym?
- Idziemy, żeby popatrzeć na ciałka. - porusza śmiesznie brwiami, co wywołuje obustronny wybuch śmiechu. 
- Okej, a kiedy?
- Po obiedzie.

**

Ze znużeniem siedzę oparta o pień drzewa i patrzę, jak chłopacy przygotowują się do meczu. Słońce mocno świeci i jest na tyle ciepło, że większość osób chodzi lub siedzi w krótkim rękawie. 
Marszczę brwi, gdy czyiś cień odcina dopływ promieni słonecznych do mojej twarzy. Unoszę wzrok i widzę uśmiechniętego od ucha do ucha Sasuke. Siada naprzeciw mnie po turecku.
- Grasz?
- Tak. - poprawia ręką włosy - Masz może gumkę do włosów?
- Może. - uśmiecham się lekko.
- A mogłabyś użyczyć i związać mi włosy? - robi maślane oczy.
Wywracam swoimi i każę mu się odwrócić. Kucam tuż za nim i przeczesuje palcami jego ciemne, włosy. Są bardzo gęste i miłe w dotyku. Gdy słońce na nie pada, wydają się lekko granatowe. 
- Farbowałeś włosy?
- Kiedyś. - wzrusza ramionami.
- Wydają się trochę granatowe. 
- Bardzo możliwe.
Zaczesuję do tyłu część grzywki i związuje w małego kucyka.
- Gotowe. 
Uchiha unosi głowę i uśmiecha się radośnie.
- Dzięki. - mruga do mnie i wstaje.
Śledzę go wzrokiem, dopóki nie dobiega do Kyu. Marszczę brwi, gdy dostrzegam, że patrzy wprost na mnie, a nie na Sasuke, który coś do niego mówi. 
On też gra?
Chwilę później słyszę gwizdnięcie Kiby i mecz się rozpoczyna. Wracam na swoje miejsce obserwując w skupieniu grę. Chcąc, nie chcąc moją uwagę przykuwa tylko blond czupryna.
W drugiej części meczu jest ciekawiej i nie tylko ze względu na to, że dziewczyny aka Ino, Ten-Ten i Temari, się do mnie dosiadły i dawały śmieszne uwagi, ale dlatego, że panowie zaczęli pozbywać się koszulek. Fakt faktem, jestem dziewczyną i takie widoki są mile widziane. Zwłaszcza, że jest grupka chłopaków na których warto zawiesić oko.
- Stary, co to było, kurwa?! - wrzeszczy Kiba.
Momentalnie rozglądam się po prowizorycznym boisku. Niemal od razu dostrzegam Kyu, który podnosi się z ziemi. Patrzy z chęcią mordu na Lee'ego, który prawdopodobnie go podciął.
W ciągu sekundy rusza w jego stronę. Gdyby pioruny, którymi w niego ciskał z oczu mogłyby go zranić, to już by był zdrowo pieprznięty.
Nim Kyu do niego dobiega, Sasuke chwyta go mocno odciągając w tył. Niebieskooki szarpie się przez moment, na co Uchiha wywraca z irytacją oczami. Odstawia go na ziemi i szybko chwyta ręką za kark przysuwając do siebie. Przykłada czoło do jego i mówi mu coś, patrząc w rozwścieczone oczy. Po chwili Kyu coś mu odpowiada chwytając jego ramię, a ten posyła mu znaczące spojrzenie.
Niemal od razu, mięśnie Kyu się rozluźniają, a jego wzrok ląduje na mnie przez parę sekund.
- Gramy dalej. - krzyczy do reszty i wraca do gry. 
Co się przed chwilą stało?


***
Trochę SMS-ów jest, tak jak chcieliście. Wydało się, jak Kyu ma zapisaną Sakurę. Trochę przesłodził.
Macie podejrzenia do tego, co stanie się na wycieczce?
KTO SIĘ DOMYŚLA, CO POWIEDZIAŁ UCHIHA, ŻE KYU SIĘ USPOKOIŁ?
To zdjęcie jest perf *.* tylko, że są zdecydowanie za blisko siebie twarzami :c
Pozdrawiam, Jesy!

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Rozdział 12

Anioł.

**


Czując wibracje pod poduszką, nie uchylając powiek, macam dłonią pościel w poszukiwaniu telefonu. Światło wyświetlacza razi mnie w oczy, przez co się krzywię. Pomimo rozmazanego obrazu, dostrzegam małą, żółtą kopertę w lewej, górnej części ekranu.
Kto normalny pisze do mnie tak wcześnie?!
Przesuwam palcem i odczytuję wiadomości.

Od: Zboczeniec (7:58)
Czyżbyś zaspała, Słodka?

Od: Zboczeniec (7:59)
Masz minutę.

Od: Zboczeniec (8:00)
Ktoś tu chyba wczoraj zabalował.. I to beze mnie. Hańba. 

Czekaj..która jest godzina?! 
- O, cholera! - rzucam telefon na poduszkę, wyskakując z łóżka.
Szybko podbiegam do szafy, chwytając jeansowe rurki, bokserkę, koszulę i bieliznę. Biorę ekspresowy prysznic i w ciągu pięciu minut jestem ubrana. Poprawiam tylko włosy, nakładam lekki makijaż, myję zęby i psikam się perfumem.
Do szkoły docieram dopiero na przerwę. Siedzę na parapecie przy sali, czekając aż Ino przyjdzie.
Właściwie, dlaczego on do mnie napisał?
- Śpiąca królewna przyszła. - słyszę cichy pomruk przy uchu.
Jak poparzona podskakuję w miejscu, chwytając się za mostek.
- Jesteś nienormalny.
Posyła mi w odpowiedzi swój niemal niezauważalny uśmiech.
- Przegapiłaś najbardziej interesującą lekcję świata.
- Taa, matematyka na pewno jest interesująca. - prycham.
- Balowało się, co? - siada koło mnie.
Mimo że jest między nami spora przestrzeń, czuję ciepło jego ciała.
Jest jak cholerny grzejnik.
- Po prostu ktoś do mnie non stop pisał i musiałam odespać. - karcę go wzrokiem.
W odpowiedzi słyszę śmiecho-mruknięcie. Rozbawienie widnieje w niebieskich tęczówkach, co prawda przez chwilę, ale jednak. 
- Słaby gracz z ciebie, Haruno. - wstaje, zerkając na mnie przelotnie.
- Znowu idziesz się szlajać po szkole? 
- Jakie tam szlajać.. - wzrusza ramionami - Jestem trochę tu, trochę tam..
- Czyli gdzie?
- Wszędzie i nigdzie. - puszcza mi oczko i odchodzi.
Nienawidzę, gdy tak gada..
Na dźwięk dzwonka, uczniowie czym prędzej wychodzą z klas na upragnioną pięciominutową przerwę. 
Czekaj, czyli on sobie od tak wyszedł z lekcji?
Besztam się za to, że wciąż o nim myślę. To nie prowadzi do niczego dobrego.
- Sakura! - słysząc głos Ino, podnoszę się i z uśmiechem ruszam w jej kierunku.

Kyu:
Coś dziwnego zaczęło się ze mną dziać. I to mi się nie podoba. Zacząłem z nią pisać, sam nie wiem dlaczego. Doszło to do takiego stopnia, że nie mogę przestać. Nie mam cholernego pojęcia do czego to doprowadzi. Ale z pewnością do niczego dobrego. 
Słysząc jej myśli, chciało mi się śmiać. Nazwała mnie grzejnikiem. Właściwie, jest to trafne określenie. Dzięki Kuramie moje ciało wytwarza ogromne pokłady ciepła i nie dziwię się, że nawet z takiej odległości to poczuła. 
Uwielbiam ją wkurzać dwuznacznymi słowami. 
Nie, nie uwielbiam.
Kogo chcę oszukać? Samego siebie? 
Specjalnie to robię, wiedząc, że tak ją drażnię. A ona śmiesznie się denerwuje. Wtedy naprawdę mam ochotę się śmiać. Tak samo, jak z jej szybkiego toku myślenia. Zdążyłem z nią porozmawiać przed końcem lekcji, a dopiero gdy odchodziłem, zrozumiała, że wyszedłem z niej wcześniej.
- Kyu?
- Hmm? - zerkam w stronę Kiby.
- Odpłynąłeś, stary.
- Po prostu myślałem. - burczę, wstając z miejsca.
Kieruję się do sali w której mamy mieć następną lekcję. Od razu widzę Sakurę rozmawiającą z Ino, Ten Ten i Shikamaru. Przez chwilę patrzy na mnie, wciąż coś tłumacząc reszcie. Na moment uśmiecha się w moją stronę. Niestety, tylko na parę sekund.
Kieruję się powolnym krokiem w stronę mojego miejsca. To jedna z lekcji na których siedzi ze mną Haruno. Mimo to, nie nawołuję jej do ławki. Mam chwilę, by uporządkować myśli.

**

- Wszystkich zainteresowanych proszę o podpisanie zgód. - Hatake rozdaje nam karki, po tym jak przyszedł w środku lekcji - Jutro zbieram. Nie zapomnijcie. 
- Jedziesz? - różowo-włosa szturcha mnie lekko.
- Nie jestem zbyt przekonany. 
Posyła mi spojrzenie mówiące: jedziesz-i-nie-masz-nic-do-gadania.
I nie miałem. Wręcz kazała mi podpisać zgodę. 
Opcja wycieczki do lasu nie specjalnie mi się podoba, ale ostatecznie i tak musiałbym jechać bez interwencji dziewczyny. Nie mogę jej zostawić. A z pewnością nie pod opieką Sasuke czy Kiby. Shikamaru odpada, bo to po prostu Shikamaru. Jego lenistwo nie zna granic.
Dlatego, i tak musiałbym tam się pojawić.
Wewnątrz mnie rodzi się niepokój. Czuję, że coś się zbliża. A wycieczka przyśpieszy bieg wydarzeń. Nie podoba mi się to.
Jednak będę tam i ochronię ją cokolwiek by się działo. Po to tu jestem. Muszę wykonywać swoje zadanie, a nie pierdzieć w stołek.
Nie bez powodu chłopacy nazywają mnie Aniołem Stróżem tej małej, bezbronnej i niczego nie świadomej dziewczyny. Nie bez powodu tą osobą jest Sakura Haruno.


***
Krótko, wiem, nie zabijcie mnie ;<
srsly, nie miałam pomysłu na dłuuuugi rozdział, więc zrobiłam krótszy, zapowiadający coś ciekawszego.
a teraz..
PODOBAJĄ SIĘ WAM ICH SMS-Y? CHCECIE WIĘCEJ?
Pozdrawiam, Jesy

sobota, 26 grudnia 2015

Rozdział 11

Słodka.

**

Przez resztę dnia próbowałam wychwycić Kyu, by porozmawiać z nim o zaistniałej sytuacji. Jednak, jak na złość zmył się na resztę dnia i nie mogłam z nim nic wyjaśnić. Postanowiłam jednak nie odpuszczać i porozmawiać z Kibą.
- Wiesz może gdzie jest Kyu? - pytam, siadając na parapecie koło niego.
- Nie wiem. Coś się stało, że go szukasz? - zerka na mnie podejrzliwie.
- Chciałam porozmawiać z nim o jednej sprawie i to jeszcze dziś. - robię smutną minę - Nie mam z nim żadnego kontaktu, a muszę to dziś załatwić.
- Och. - Inuzuka marszczy brwi i patrzy w skupieniu na moją twarz - Może przekazać mu coś?
- To nie jest do przekazania tylko do przedyskutowania. - wzdycham teatralnie - Nie wiesz, gdzie go znajdę?
- Nie mam pojęcia, mała. - drapie się z tyłu głowy - Uhmm.. Jeśli tak bardzo chcesz to możesz przyjść do nas po szkole.
- Nie chcę robić kłopotu.
- Myślę, że będzie w porządku. - macha lekceważąco ręką - Ale nie będę mógł cię zaprowadzić. Pamiętasz, gdzie mieszkamy?
Uśmiecham się w duchu na moje małe zwycięstwo. O to właśnie mi chodziło.
- Nie za bardzo. - mówię prawdę.
- Mam coś do załatwienia po szkole, ale Sasuke będzie wolny.
- To nie będzie dla niego problem?
- Na pewno nie. - wzrusza ramionami i uśmiecha się szeroko - Mogę o coś spytać?
- Jasne. - sięgam do torby po kanapkę.
- Czy Kyu coś ci zrobił?
- Nie. - mówię niemal od razu, ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy - Dlaczego zakładasz, że tak jest? - biorę kilka gryzów kanapki w czasie, gdy chłopak zbiera się na odpowiedź.
- Po prostu.. On.. Naprawdę.. - trze czoło dłonią, marszcząc brwi - Nie mogę. - wstaje szybko, chwytając w dłoń plecak.
Szybko chwytam jego nadgarstek i posyłam pytające spojrzenie.
- Uspokój się i usiądź. - mój wzrok łagodnieje.
- Sakura, nie mogę. - wypuszcza głośno powietrze - To wszystko jest skomplikowane! - wyrzuca wolną rękę w powietrze.
- Co jest skomplikowane? Czego nie możesz? - głos mam spokojny, pomimo ogromnej ciekawości.
Puszczam jego nadgarstek, a on zaczyna chodzić to w lewo, to w prawo, marszcząc czoło. Nie wiem, co mam myśleć o jego zachowaniu, jak je odebrać. Sam zaczął coś mówić, później nagle stwierdza, że nie może. I bądź tu człowieku rozumny!
W końcu, Kiba zatrzymuje się przede mną i kuca, opierając łokcie o swoje kolana. Patrzy na mnie przez dłuższą chwilę w milczeniu, aż w końcu, drapiąc się po czole otwiera usta.
- Nie wiem, co się stało między tobą a Kyu, że chcesz z nim rozmawiać i nie będę na siłę wnikał. - zaczyna, oblizując usta - Jednak zapamiętaj jedno, dobra? Taka wiesz, rada od kuzyna.
- Dobra.. - mówię niepewnie, czując narastające napięcie.
- Nic nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko ma ze sobą jakiś związek, mimo że nie widać go na pierwszy rzut oka. - wzdycha - Myśl logicznie, ale też sercem. Wiem, że to co mówię wyda ci się dziwne i pewnie weźmiesz mnie za najbardziej zdziwaczałego kuzyna wszech czasów, ale będzie taki moment, kiedy wspomnisz moje słowa. Wiem to. - klepie mnie lekko w udo przy wstawaniu - Dam znać Sasuke, że ma cię zgarnąć po szkole do domu. - rzuca na odchodne.
Zostaję sama z natłokiem myśli spowodowanym jego słowami.
Co to wszystko ma do cholery znaczyć? Dlaczego wszystko jest jedną wielką tajemnicą? I dlaczego większość tych rzeczy dotyczy mnie?!
Dziwę się, że jeszcze nie trafiłam do jakiegoś wariatkowa na leczenie. Najpierw Kyu i dziwny sposób bycia i..wszystko, co jest z nim związane, później Menma i znowu on, a teraz Kiba. Ach, no i pozostał jeszcze Nieznajomy. 
Wkładam mniejszą o połowę kanapkę do papierowej torby, z której ją wyciągnęłam i wkładam do torby. Przeszła mi ochota na jedzenie. 
Wzdycham pod nosem i naciągam na ramię torbę i wstaję, kierując się do sali. Ostatnia lekcja. Nieszczęsny polski. Co prawda, lubię ten przedmiot, ale na dziś mam dość każdego, nawet ten. 
Sala jest otwarta więc do niej wchodzę i siadam na swoim miejscu. Nie chcę z nikim na razie rozmawiać, więc odwracam głowę w stronę okna i zatracam się w myślach.
Jeszcze tylko trochę, Słodka.

**
- Serio, nie ogarniam, jak można ubierać dzień w dzień ten sam zielony kombinezon i żółtawą kamizelkę. - sapie Uchiha - Czy on siebie nie widzi? Przynajmniej nasz wf-ista trochę normalniej się ubiera, co jednak nie znaczy, że powinien łazić w tym czymś na głowie.
- A pan Hatake? Zawsze ma zakryty czubek nosa i usta. - wzdycham - Od kiedy nauczyciele mogą zakrywać pół twarzy? W naszym przypadku pewnie byłby jakiś problem z ich strony. 
- To się nazywa "sprawiedliwość". - kruczowłosy kręci głową - Już jesteśmy. - wskazuje głową na prawo.
Rzeczywiście. Nawet nie zwróciłam uwagi, jak szybko zdążyliśmy tu dotrzeć.
- Wpadam tylko na chwilę. - informuje mnie - Zostajesz sama z Kyu. - wzdycha - Jakbyś potrzebowała podwózki do domu, bo byś nie pamiętała drogi to dzwoń. Przyjadę.
- Też masz coś do załatwienia, jak Kiba? 
- Nie. - otwiera drzwi - Przyszedłem wziąć prysznic i idę na siłownię. - posyła mi lekki uśmiech - Kyu! - krzyczy z dołu.
Dopiero teraz rozglądam się po pomieszczeniu w którym się znajduję. Dom jest jednopiętrowy i wszystko jest nowocześnie umeblowane jak i pomalowane. Dominują tu głównie cztery kolory: czarny, szary, biały i bordowy. Są w różnych miejscach, w różnych kombinacjach, ale wszystko zgrywa się w bardzo interesującą i estetyczną całość. Pomieszczenia są bardzo przestrzenne, udekorowane kilkoma mozaikami. Prawie czarne panele są idealnie czyste i połyskują. 
Cholera, mieszka tu czterech chłopaków i jest taki porządek?
- Ściągnij kurtkę i buty, bo się zgrzejesz. - głos Sasuke przywraca mnie do rzeczywistości.
Kiwam głową i odwieszam płaszcz na wieszak, a buty układam starannie na drewnianym, podłużnym stołku do którego jest przeznaczony.
- Co się stało? - chłodny, głęboki głos Kyu rozbrzmiewa ze szczytu schodów.
Odwracam się w jego stronę i to sprawia, że niemal sekundę później wpatruje się we mnie. Z mojego punktu widzenia wygląda bardziej groźnie i władczo, niż w szkole. 
- Masz gościa, jak widzisz. - mówi czarnooki - Ogarnę się i wychodzę na trening. Ma być spokój, dzieciaczki. - mówi żartobliwie i wspina się po schodach.
Mam dziwne wrażenie, że mówi coś cicho do Kyu, gdy go mija, bo on niemal niewidocznie kiwa głową. 
Ciche stąpanie powoduje, że unoszę wzrok na blondyna, który nie spuszczając ze mnie spojrzenia, idzie w moją stronę. Zatrzymuje się dopiero parę centymetrów przede mną. Jego rysy twarzy są ostre i nie wiem, czy przypadkiem nie rozzłościłam go swoim przyjściem. Brałam taką możliwość po uwagę, ale w końcu mam prawo do wyjaśnień!
- Chcesz coś pić, jeść? - rysy twarzy Kyu momentalnie łagodnieją, ale to wcale nie zmniejsza chłodu w jego lazurowych tęczówkach.
- Nie, dziękuję. 
- Na pewno? Jest chłodno. Może kawy, herbaty? - głos ma wyjątkowo spokojny i wciąż cholernie niski i głęboki, co mnie rozprasza.
- Na pewno. - uśmiecham się słabo, na co tylko kiwa głową.
- Chodź ze mną. - odwraca się na pięcie i kieruje się ku schodom.
Idę krok w krok za nim, aż docieramy na długi hol z mnóstwem drzwi. Kierujemy się do ostatnich po prawej stronie. Drewno jest solidne i ma kolor mocnej czerni. Kyu otwiera je bezszelestnie i cofa się, wskazując dłonią bym weszła pierwsza.
Pierwsza rzecz, która przychodzi mi na myśl to świadomość, że to nie jest jego pokój. Pomieszczenie w którym się znajdujemy to rodzaj gabinetu. Bardzo ciemne meble z solidnego mebla kontrastują z jasnymi panelami i puchowym, śnieżnobiałym dywanikiem. 
- Usiądź, proszę. - staje przy moim boku, gdy zamyka drzwi. 
Duża dłoń chłopaka wskazuje na skórzany fotel przed biurkiem. Robię to, co mówi i po chwili dosiada się naprzeciw mnie.
- Wiem dlaczego przyszłaś. - oznajmia, opierając się w prawie identycznym jak ja fotelu, tyle, że jego jest obrotowy.
- Więc chyba powiedzenie ci, że żądam wyjaśnień nie ma sensu. - składam ramiona na piersi i patrzę na twarz chłopaka.
- Przyciągasz kłopoty, panno Haruno. 
- Och, proszę cię. Gadasz, jakbym była starsza niż jestem. - w odpowiedzi słyszę śmiecho-mruknięcie, którego swoją drogą trochę mi brakowało. Dawno go nie słyszałam.
- Wiesz, że nie dostaniesz odpowiedzi, ale i tak tu przyszłaś. 
Opiera łokcie o blat biurka i składa dłonie przed brodą, skanując moją twarz bacznym spojrzeniem.
- Skąd wiesz, że zdaje sobie z tego sprawę? - unoszę brew i odwzajemniam jego spojrzenie.
Widzę, jak jeden z kącików ust unosi się, ale tylko przez moment.
- Wiem, że jesteś inteligentną osobą. - mruży lekko oczy - Powiedz, dlaczego przyszłaś?
- Mam rozumieć, że to aluzja, że nie życzysz sobie mojego towarzystwa. - po raz kolejny do moich uszu dociera śmiecho-mruknięcie. 
- Nie. 
- Łudzę się, że poznam choć jedną odpowiedź. 
- Jedną? Więc ile masz pytań?
- Bardzo dużo.
- Mogę poznać przyczynę?
- Wszystko kręci się wokół twojej osoby. Dodam, że pytanie "dlaczego wokół ciebie?" również zalicza się do mojego zasobu wątpliwości. I wydaje mi się, że jesteś w stanie odpowiedzieć mi na każde pytanie, ale z jakiegoś powodu trzymasz mnie w niewiedzy. 
- Imponująca dedukcja, Słodka. - czuję, jak moje poliki robią się cieplejsze, niż powinny.
- Nie zaprzeczyłeś, więc moje stwierdzenia są trafne.
- Robi się coraz ciekawiej. - składa ramiona na piersi i opiera się o fotel plecami z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Posłuchaj, nie przyciągam kłopotów. - wstaję z miejsca, opierając dłonie o blat - To ty je ściągasz, a kręcisz się zawsze wokół mnie, myśląc, że tego nie widzę. Ty jesteś moim kłopotem.
Jego spojrzenie pokazuje zdziwienia moim ofensywnym zachowaniem. Chłopak powoli wstaje z miejsca i obchodzi biurko, zbliżając się do mnie na tyle blisko, że czuję zapach jego perfum. Nie spuszcza ze mnie wzroku, ale również nie pokazuje żadnych emocji. Po raz kolejny.
- Muszę przyznać, że w jednym się mylisz.
- Och, doprawdy?
- Tak.
- Oświeć mnie. - patrzy mi w oczy w skupieniu.
- Nie jestem kłopotem. - mówi powoli, dobierając właściwie słowa - Jestem odpowiedzią.
Chyba kpisz.
Kyu jakby czytając w moich myślach, uśmiecha się pod nosem na swój unikalny sposób. To doprowadza mnie do białej gorączki. Posyłam mu wściekłe spojrzenie, zdając sobie sprawę, że doskonale zna powód mojej narastającej wściekłości. Pogrywa sobie ze mną i robi uniki, jak tylko może. Pozostawia mi więcej pytań, niż odpowiedzi. Wróć, nie dał mi żadnej odpowiedzi. 
Chwytam poły jego granatowej koszuli i potrząsam nim lekko. Patrzy na mnie z lekkim rozbawieniem.
- Przestań lecieć w kulki i powiedz mi wszystko. Dlaczego zawsze się pojawiasz, gdy coś mi się dzieje? Dlaczego słyszę twój głos w głowie, który mnie ostrzega przed samym tobą? Dlaczego zawsze jestem w jakiejś chorej sytuacji, jak wtedy w szkole, między tobą a Menmą? Dlaczego nagle dostaje dziwne wiadomości? Dlaczego mam wrażenie, że wszystko się łączy z tobą? Dlaczego w tym wszystkim jestem ja?!
- Uspokój się. - mówi cicho, chwytając delikatnie aczkolwiek stanowczo moje nadgarstki.
Czuję mrowienie w miejscu, gdzie nasze skóry się stykają. Obserwuję go uważnie i dostrzegam "gęsią skórę" na jego rękach.
Też to poczuł?
- Usiądź, proszę. 
- Jestem na jakimś spotkaniu, że siedzę w gabinecie? - mrużę oczy, stojąc w miejscu.
Blondyn z irytacji wypuszcza głośno powietrze. Chwyta mnie za ramię i wyprowadza z pomieszczenia. Idziemy po raz kolejny przez korytarz. Szybko rejestruję czarne, matowe drzwi, które pcha, a później gest dłoni, bym weszła pierwsza. 
Rozpoznaję ten pokój. Dwie bordowe i dwie ciemno-szare ściany naprzeciw siebie; duże, czarne łóżko; ciemne meble; ogromne dwa okna, dające dużą dawkę dziennego światła. Jestem w jego pokoju.
- Usiądź, gdziekolwiek. - mówi, zamykając drzwi.
Siadam więc na krześle przy masywnym biurku. Przekręcam się, będąc na wprost siedzącego Kyu na skraju łóżka. 
- O jakich wiadomościach mówiłaś? - pyta, opierając brodę na złożonych dłoniach.
 Może jednak się pomyliłam i teraz wyjdę na idiotkę?
Niebieskooki patrzy na mnie wyczekująco. Wzdycham cicho i odblokowuję telefon. Wchodzę w wiadomości od Nieznanego i podaję mu urządzenie. Kyu przewija palcem rozmowę, wracając do jej początku. Marszczy brwi czytając każdą następną wiadomość. Mogę nawet dodać, że jego szczęka mocno się zaciska. 
- Z tego, co widzę przysyła ci wiadomości w konkretnych godzinach? - tym razem ja marszczę brwi.
- Serio?
- Między 22 a 23. 
Właściwie wcześniej nie zwracałam uwagi na to, kiedy przychodzą sms-y. Ale to i tak nic nie wnosi. Przynajmniej tak mi się wydaje. 
- Co robisz? - podchodzę do Kyu, gdy klika coś w moim telefonie.
- Spokojnie, Słodka. - puszcza mi oczko z lekkim uśmiechem.
- Wystarczy Sakura. - oddaje mi urządzenie, kręcąc głową.
- Mi nie.
- Nie odpowiedziałeś na żadne z moich pytań. 
- Dam ci wskazówkę. Nie pytaj mnie, ale odpowiadaj sobie w ten sam sposób. Układanka zacznie sama się układać.
Wróciłam do domu niepocieszona i wściekła. Znowu sobie ze mną pogrywał. 
Wzdychając cicho, wspinam się po schodach, by odłożyć torbę. Gdy to robię zbiegam po raz kolejny i zaczynam robić sobie kolację. Nie liczę na to, że zjem ją z rodzicami, bo zawsze do późna pracują. Postanawiam zrobić coś szybkiego, więc stawiam wodę. Zupka chińska to jest wyjście. 
Z gorącą zupą na tacy, wchodzę do pokoju i układam ją na łóżku. Wyłączam światło i chwytam laptop. Układam go na końcu łóżka, włączając jakiś polecany horror. Widząc początkowe napisy, układam się na poduszkach, chwytając tacę.
Kiedy psychopata w masce wpada do domu, wyważając drzwi, chwytam poduszkę, by zakryć oczy. Niemal podskakuję w miejscu, gdy słyszę krzyk tej biednej dziewczyny. Prawdziwego zawału dostaję dopiero wtedy, gdy czuję wibracje telefonu. Nie zatrzymując filmu, sięgam po niego i odblokowuję.

Od: Twoja odpowiedź (21:32)
Jakiś odzew od nieznanego?

Uśmiech na moich ustach pojawia się nawet nie wiem kiedy. Kręcę głową, wystukując palcami odpowiedź.

Do: Twoja odpowiedź (21:33)
1. Nie.
2. Poważnie? Tak się zapisałeś? Co to za nazwa, do cholery? 

Odpowiedź dostaję niemal natychmiast.

Od: Twoja odpowiedź (21:33)
Nie oszukujmy się, jestem odpowiedzią na każde Twoje pytanie, Słodka ;)

Czy on mi wysłał zalotną buźkę?

Do: Twoja odpowiedź (21:34)
Czy Ty mnie podrywasz tą buźką?

Albo się zbłaźnię, albo odpowie.

Od: Twoja odpowiedź (21:35)
Nie muszę, wiem, że na mnie lecisz ;)

Do: Twoja odpowiedź (21:35)
Ale masz ogromne ego. Sam sobie je podbijasz - to smutne. 

Od: Twoja odpowiedź (21:37)
Nie tylko ego mam ogromne, Słodka ;)

CO?

Do: Zboczeniec (21:39)
Nie mnie to osądzać.

Od: Zboczeniec (21:40)
Och, zawstydziłem Cię? 

Do: Zboczeniec (21:43)
Nie.

Od: Zboczeniec (21:44)
Zalatuje kłamstwem! 

Do: Zboczeniec (21:45)
Niczym ode mnie nie zalatuje ;)
Oglądam film, przeszkadzasz mi.

Od: Zboczeniec (21:46)
Miałem rację, lecisz na mnie. Teraz Ty mnie podrywasz! 

Od: Zboczeniec (21:46)
Czy mi się wydaje, czy mnie spławiasz?

Rozmowa ciągnęła się do późnej nocy. Filmu zignorowałam. Nie wyspałam się. 
Takie są skutki pisania z nim do drugiej w nocy.



***
No i jest next. Co wy na to? Sprawa z Nieznanym trochę się wyjaśnia. Kyu daje zagadki, a na dodatek piszę z Sakurą w całkiem inny sposób, niż się zachowuje. Co o tym myślicie? Zajeżdża flirtem, czy to tylko gra?
+ Wesołych świąt i udanego sylwestra (%%%) kochani :))
Pozdrawiam, Jesy 

sobota, 12 grudnia 2015

Rozdział 10

Codzienność.

**

Siedząc na matematyce, próbuję do siebie dojść po weekendzie. Teraz nawet gadanie pani Kurenai mnie cholernie wkurza. Innymi słowy, mam kaca i mam ochotę wszystkich pozabijać. Cudownie rozpoczęty tydzień.
Staram się odsunąć myśli od imprezy i okropnym bólu głowy, i nie wiem nawet kiedy, ale zaczynam zastanawiać się nad wiadomościami od Nieznanego. Mam już siedem części i szczerze mówiąc, im bliżej końca tym dziwniejsze uczucia się we mnie kotłują. Postanawiam wrócić do każdej z tych wiadomości i jeszcze raz je przeanalizować. 

Od: Nieznany (11:29)
Część pierwsza: Była sobie trójka dzieciaków, która została skazana na siebie w grupie. Dwóch chłopaków i jedna dziewczyna. 
To nie mogło się skończyć dobrze.

Od: Nieznany (23:21)
Część druga: Wszyscy byli w tym samym wieku. Mieli być zgraną drużyną. Ich życie było wystawione na szalę i od nich zależało, czy śmierć zajrzy w ich oczy. 

Od: Nieznany (22:32)
Część trzecia: Każde z nich bardzo się różniło. Ona - bardzo dziecinna, marząca o nieosiągalnym. On - cichy, stonowany, chłodny dla otoczenia, mimo tego przyciągał grupki dziewcząt, ale nie zmieniało to jego nastawienia. On - wesoły, rozgadany, czasem irytujący, ale waleczny. 
Ironią losu jest to, że jeden z nich był skazany na samotność. Wiesz który?

Od: Nieznany (23:27)
Część czwarta: Ich świat był inny, niż my go widzimy. Niż Ty go widzisz. To była kompletna abstrakcja. Coś nadprzyrodzonego, nieznanego i budzącego strach u zwykłych ludzi. 
Było kilkanaście takich grup i każda z nich nazywała się po prostu "Drużyna", ale żeby jedna różniła się od drugiej dodawano im numer na koniec. Każda z nich miała również opiekuna, który miał ich rozwijać fizycznie jak i psychicznie. 
Drużyna siódma.

Od: Nieznany (23:19)
Część piąta: Po każdej z tak zwanych "misji" otrzymywali pieniądze. Im więcej misji i ich poziom trudności był wyższy, tym większe doświadczenie zdobywali, a później, przy egzaminach z ich umiejętności - rangę. Najpospolitszą z nich był genin. 
Właśnie oni taką mieli.

Od: Nieznany (22:43)
Część szósta: Co rozumiesz przez określenie słowa "potwór"? Ludziom kojarzy się to jako coś złego, okropnego, sprawiającego ból fizyczny i tak dalej. Też tak myślisz?
Zastanawiałaś się jak to jest mieć w sobie potwora i tym samym być dla innych tak nazywanym? 
Jeden z nich miał w sobie potwora od urodzenia - to on przyczynił się do śmierci jego rodziców. Został sam.
W drugim narodził się później, przez nieuwagę na misji - sprowadziło go to na ścieżkę zemsty na jedynym żyjącym krewnym - jego bracie. Mógł mieć przyjaciół.
Kogoś mi tu brakuje.. Ach.. Ona. Ona była lekarstwem. Tylko na co? A może raczej powinno zadać się pytanie: dla którego?

Od: Nieznany (23:11)
Część siódma: Czym jest poświęcenie? 
On tak bardzo chciał jej zaimponować, zwrócić na siebie uwagę, że śmierć wciąż spoglądała mu w oczy. Jednak nie zmniejszało to jego zapału, wręcz odwrotnie. Był w stanie poświęcić dla niej swoje życie, które było tak kruche i tak łatwo było je stracić w ich świecie. Jednak istnieją typy dziewczyn, które wolą wybierać dupków, łamiących ich serca, a tych dobrych i wspaniałych chłopaków ignorują. 
Tego typu wybory są również w tym świecie.

Wiele było tu niewiadomych, ale to, co ten Nieznajomy mi pisał łączyło się w całość. Zdążyłam wychwycić tu pojęcie samotności, odepchnięcia człowieka, zagrożenia życia, poświęcenia, niedoszłej miłości, złych wyborów. I przez to wszystko doszłam ostatnio do jednego wniosku: ten ktoś może i opisywał mi inną rzeczywistość, inny świat, ale gdy się w niego człowiek zagłębi to wcale tak bardzo się nie różni od naszego.
- Sakura! - głos pani Kurenai odciąga mnie od myśli.
- Słucham?
- Wykonaj przykład czwarty z zadania ósmego. - wywracając dyskretnie oczami, spełniam prośbę nauczycielki.
Po rozwiązaniu dobrze przykładu, odwracam się w stronę ławek, by wrócić na swoje miejsce. Od razu rzuca mi się w oczy czarny snapback odwrócony daszkiem do tyłu i spojrzenie lazurowych tęczówek, uważnie obserwujących każdy mój ruch. Biorę cichy, głębszy oddech i powoli wracam na swoje miejsce, przy Ino. Kiedy odsuwam krzesło, by usiąść nasze spojrzenia blokują się na moment. Jego dotąd spokojne, lodowate wręcz stało się teraz dzikie, nieokiełznane. Jednak nawet taka zmiana w oczach Kyu nie pozwala mi na to, bym mogła cokolwiek z nich wyczytać. Są jak jedna wielka tajemnica. Siadam w końcu na swoim miejscu, by nie stać i nie wgapiać się w niego jak wariatka.
Po upragnionym dzwonku, wszyscy wychodzą na dziesięciominutową przerwę i większość uczniów rozsiada się na ławkach bądź szerokich parapetach. Dosiadam się razem z Ino do Ten Ten, która była z Kibą i Shikamaru. 
- Hej wszystkim. - witam się, a oni albo odpowiadają, albo szeroko się uśmiechają - Jak po imprezie? - pytam Shikamaru i Kibę, z cwaniackim uśmieszkiem.
W tym samym momencie słychać ich przeciągły jęk. Wybuchamy wszystkie śmiechem, patrząc na nich z politowaniem.
- Kto was odprowadził? - pyta Nara.
- Sakura poznała takiego jednego i zaoferował pomoc, która bardzo się przydała. - mówi Ino i zerka na Inuzukę - A ty już nie pijesz. Schlałeś się jak świnia i żeś rzygał!
- Raz mi się zdarzyło! - mamrocze pod nosem - I nie krzycz, głowa mnie boli.
Yamanaka pochyla się nad nim i bierze głęboki wdech.
- ALKOHOLIK! - wrzeszczy mu do ucha tak głośno, że paru innych uczniów patrzy na nas jak na bandę idiotów.
Kolejny jęk wydobywa się z jego ust. Wykrzywia twarz i siada po drugiej stronie Shikamaru.
- Ogłuchłem. - kręci głową, jak pies. 
Chwilę jeszcze rozmawialiśmy, aż zadzwonił dzwonek. Jednak dopiero wtedy przypomniałam sobie o czymś istotnym.
- Cholera! - mówię zdecydowanie za głośno, bo patrzą na mnie zdziwieni - Zapomniałam podręcznika od matmy. Zaraz przyjdę.
Szlag by to trafił, że mamy teraz dwie godziny wf-u z panem Gai'em. Z tego powodu śpieszę się jak szalona i gdy docieram pod salę, pani Kurenai z niej wychodzi. Szybko więc tłumaczę po co przyszłam i na szczęście od razu odnajduję podręcznik na mojej ławce. Chowam go do torby i żegnając się zbiegam ze schodów na tyle nieuważnie, że się potykam w połowie. Czując, że upadnę zamykam w sekundzie oczy. Jednak szybko je otwieram, marszcząc brwi, gdy czuję parę ramion trzymających mnie mocno. Unoszę głowę i napotykam Kyu. Znaczy, kogoś bardzo do niego podobnego. Mogłabym powiedzieć, że identycznego z taką różnicą, że ma czarne, trochę dłuższe niż on włosy. I w przeciwieństwie do niego uśmiecha się normalnie, wręcz serdecznie.
- Przepraszam. - mówię cicho i prostuję się, tym samym wychodząc z jego uścisku.
- Nic nie szkodzi. - puszcza mi oczko - Tak swoją drogą, jak już kogoś spotkałem.. Mogę cię o coś spytać?
- Jasne. 
- Wiesz może gdzie są sale gimnastyczne? - drapie się kłopotliwie po karku.
- Właśnie tam idę, chodź ze mną. - proponuję, a on uśmiecha się szerzej i wskazuje dłonią, bym szła pierwsza.
W czasie gdy go mijam dostrzegam, jak jest ubrany. Biała koszulka na krótki rękaw, przylegająca do dobrze zarysowanych mięśni ramion i klatki, jasno-szare spodnie i wysokie, bo za kostkę biało-czarne adidasy. Na jego mostku spoczywa naszyjnik z krwistoczerwonym kryształem o kształcie słupka.
Cóż, wygląda kompletnie inaczej niż Kyu..
- Nigdy cię tu nie widziałam. - mówię po chwili, by zacząć rozmowę.
- Bo się tu nie uczę. - śmieje się przez chwilę. Ma krystalicznie czysty, barwny śmiech jak i głos - Przyszedłem do brata.
- Bardzo mi przypominasz jednego chłopaka z mojej klasy, wiesz? - marszczę brwi i patrzę przez moment na jego twarz.
- Doprawdy? Kogo? Może mówimy o tej samej osobie.
- Mówią na niego Kyu.. Nie znam jego imienia, nie chce mi powiedzieć. W sumie, wątpię, że ktokolwiek je zna. - wzruszam ramionami.
- Czyli mówimy moim braciszku. - uśmiecha się szeroko.
- Jesteś jego kompletnym przeciwieństwem. - stwierdzam - Oczywiście, nie chcę żadnego z was urazić. - dodaję szybko.
Chłopak macha ręką i posyła mi rozbawione spojrzenie.
- Często to słyszę. Kiedyś był taki jak ja. - wzrusza ramionami, a po chwili klepie się w czoło z otwartej dłoni.
Patrzę na niego pytająco.
- Coś się stało?
- Gdzie moje maniery.. - mamrocze - Jestem Menma. - podaje mi dłoń, którą chwytam.
Chłopak pochyla się i całuje lekko jej wierzch i uśmiecha się uroczo.
Cholera, powiedziałam uroczo? Właściwie, to on jest cholernie uroczy.
- Jestem Sakura. - odpowiadam. 
Patrzymy na siebie przez krótką chwilę, stojąc w miejscu, dopóki nie słyszymy ciężkich kroków. Odwracamy głowy w tym samym momencie i przed nami widzimy Kyu, patrzącego morderczo za brata ze zmarszczonymi brwiami.
Idzie do nas pewnym, szybkim krokiem z zaciśniętymi pięściami. Z daleka widzę, jak mięśnie ramion są napięte, a klatka coraz szybciej się unosi i upada. Zaciska usta w prostą linię, gdy Menma puszcza moją dłoń.
Ani razu na mnie nie spojrzał. Wpatruje się tylko w brata. Pierwszy raz widzę go tak rozjuszonego. Wiem, że powinnam się stąd ewakuować jak najszybciej, ale ciekawość wygrywa. 
- Czego tu chcesz? - mówi tak chłodno, jak nigdy wcześniej do mnie czy do kogokolwiek innego - Wynoś się. - zaciska szczękę, stając między mną a nim.
- Chciałem porozmawiać. - Menma unosi ręce w geście obronnym, uśmiechając się delikatnie.
- Spierdalaj. - ręka Kyu w ułamku sekundy łapie jego koszulkę i zgniata materiał - Nie chcę cię tu widzieć. Nigdy. 
- Jak zwykle porywczy i niemiły. - wzdycha - Braterska miłość, Sakura. - przekręca głowę tak, że dobrze ją widzę i puszcza mi oczko, patrząc na mnie z rozbawieniem.
To sprawia, że na chwilę jestem spokojna i mniej boję się reakcji Kyuubi'ego. Tak, po raz pierwszy się wystraszyłam jego osoby. I tak, tylko na chwilę jestem spokojna. Wszystko to z powodu tego, co parę sekund później robi Kyu. 
Odrzuca brata z dala ode mnie, tym samym popychając go na ścianę za nim. Jego plecy uderzają w nią z taką siłą, że huk roznosi się po korytarzu. Mimowolnie, skrzywiam się, bo to musi cholernie boleć. Wbrew temu, co oczekiwałam, Menma staje po chwili prosto i zachowuje się tak, jakby nie zrobiło to na nim wrażenia. 
Cholernie dziwne. Oni mają tak na co dzień?
Mimika twarzy Menmy diametralnie się zmienia. Jest poważny i posyła pełne nienawiści spojrzenie blondynowi. Robi trzy duże kroki i łapie go mocno za szyję, ściskając ją. Patrzę na nich z przerażeniem i w przypływie chwilowej odwagi staję między nimi i próbuję odepchnąć od siebie. Coraz bardziej przeraża mnie fakt, że palce zaciskające się na szyi Kyu bledną, a on pozostaje niewzruszony. Nie wiem, czy on go dusi czy nie. Jednak nie jestem w stanie nic zrobić. Siła w moich rękach jest zbyt słaba by odepchnąć jedno z o wiele bardziej muskularnych ciał. Postanawiam spróbować inaczej.
Przepraszam, Menma. Byłeś bardzo miły..
Zaciskam usta i kopię go w krocze z taką siłą, jakbym uderzała w piłkę od nogi. Na to reaguje niemal błyskawicznie, puszcza Kyu i łapie się za obolałe miejsce, patrząc na mnie z wyrzutem.
- Przepraszam. - mówię piskliwym, cichym głosem, łapiąc się za głowę. 
Za dużo emocji. Za dużo wrażeń. Za dużo widziałam. Mam dość.
Silna para ramion obejmuje moje ciało od tyłu, a czyjaś, prawdopodobnie, broda opiera się o moją głowę. Jednak skoro przed sobą widzę, kulejącego Menmę to musi być..
- Brawo. - mruczy - Jestem pod wrażeniem, panno Haruno.
Jego woda kolońska nagle uderza do moich nozdrzy, co jest bardzo przyjemne. Czuję jego ciepły, umięśniony tors tuż przy plecach, a umięśnione ramiona niemal parzą moją skórę w miejscach zetknięcia. To wszystko sprawia, że momentalnie schodzą ze mnie emocje i staję się spokojniejsza. 
- Idź na lekcje. Jesteś spóźniona pięć minut. - mówi cicho - Gai ci nie odpuści. Pewnie będziesz musiała zrobić dodatkowe dwa okrążenia wokół sali. 
To, co mówi przywołuje mnie do porządku. Domyślając się, że zdałam sobie ze wszystkiego sprawę puszcza mnie, przez co czuje chłód. Odwracam się do niego, ale widzę tylko ścianę i tablicę z informacjami. Zniknął, przepadł zaledwie w ciągu jednej, może dwóch sekund.
Co tu się dzieje? 
Dowiesz się w swoim czasie, Słodka.


***
Zadowoleni, że jest trochę akcji?
CHOLERA, TE WIADOMOŚCI.. CO O TYM MYŚLICIE? BO JA SZCZERZE MÓWIĄC, NIE WIEM CZEGO SIĘ PO TYM WSZYSTKIM SPODZIEWAĆ. 
TROCHĘ DRESZCZYKU EMOCJI A NA KONIEC TROCHĘ SŁODKO. 
Czy aby nie przesłodzone?
Podoba Wam się taka niespodziewana akcja z "braćmi"?
I NO CHOLERA, BRACIA?! SERIO?
komentujcie i piszcie co Wam się podobało, co nie, co zdziwiło itd
Pozdrawiam, Jesy!

niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział 9

Déjà vu.

**
Bez perspektywy:
(czas przeszły)
Impreza w klubie wyprawiona dla wszystkich klas drugich była czymś nowym i każdy chciał zobaczyć, czy to wydarzenie będzie się jakoś różnić od zwykłego wyjścia. Dzieciaki z pierwszych klas próbowali na siłę wejść za bramkę klubu, ale ich starania spełzły na niczym przez dwójkę umięśnionych ochroniarzy, którzy legitymowali każdego, kto wydawał się młodszy z wyglądu. Klub w którym wszystko miało zostać zorganizowane, nie należał do tych małych, zatłoczonych miejsc. Od wejścia ciągnął się ogromny parkiet, a przy przeciwległych ścianach były dwa bary, a obok nich ciągnęło się multum kanap, krzeseł, stolików i ogromnych kilkunastoosobowych stołów. Światła były pouczepiane w każdym możliwym rogu przy zetknięciu sufitu ze ścianą i dawało wrażenie tęczy, która rozbijała się przez tańczące sylwetki nastolatków. Bary były wyposażone w alkohol, niby według przepisów dla tych pełnoletnich, ale i tak drinki dostawali siedemnastolatkowie, jeżeli wygląd i zachowanie ich nie zdradzało.
Impreza zaczęła się o godzinie dwudziestej i wstępnie miała trwać do ostatniego gościa. Dwie godziny przed otwarciem klubu licealiści zaczęli się schodzić i tym sposobem nagromadziło się około pięciuset osób. Warto też dodać, że nie była to zwykła impreza. Była ona specyficzna, ponieważ wszyscy uczestnicy mieli ubrać się kolorowo i dodatkowo przy wejściu dostawali farby luminescencyjne (d.a. świecące w ciemności), którymi mieli się pokryć oraz świecące w różnych kolorach bransoletki za opłatą. Warto dodać, że miejsce imprezy było specjalnie oświetlone tylko kolorowymi światłami i neonowymi rurkami wzdłuż baru i w paru innych miejscach, by wiedzieć, gdzie iść. Reszta była spowita w mroku, by farby były widoczne z daleka.

Sakura:
Ino wyciągała mnie na tę imprezę cały tydzień, aż w końcu uległam. Miała być tam większość naszej klasy. Pomijając głównie Kyu, bo gdy spytałam go o to, prychnął i powiedział, że to bez sensu. Trochę lepiej się z nim dogadywałam.
- Pośpieszmy się! Kiba i Shikamaru już czekają! - blondynka ciągnie mnie za ramię, a ja próbuję nie zabić się w moich czarnych, wysokich szpilkach.
- Spokojnie, zdążymy. - wzdycham cicho - Mam nadzieję, że nie będzie zbyt tłoczno.
- Pierwszaków nie wpuszczą. - macha niedbale ręką - Ale tłok wokół ciebie pewnie będzie.
- Nie rozumiem. - marszczę brwi.
- A widziałaś jak wyglądasz w lustrze?
- Ymm.. normalnie?
- No..niezbyt. - posyła mi wymowne spojrzenie.
Zerkam na swój strój. Czarne, krótkie spodenki i zwykła, tego samego koloru bokserka, tyle, że odkrywająca część brzucha. Tak zwana pół-bluzka.
- Nadal uważam, że ubrałam się normalnie. Nie mam jakiejś mini i w ogóle..
- Ale masz cholernie długie nogi, które widać przy tych spodenkach z wysokim stanem! - wyrzuca ręce w powietrze - I masz cycki i zgrabny brzuch.
- Ty też. - drapię się po głowie - Wyglądamy podobnie. Tylko inny fason spodenek i kolor koszulki.
- Jesteś ślepa czy ślepa?
- Czy. - Yamanaka śmieje się z mojej odpowiedzi, a po chwili na jej ustach pojawia się szeroki uśmiech.
Patrzę w tą samą stronę co ona i widzę, że chłopacy czekają na nas tuż przy wejściu. Machamy w ich stronę, a oni uśmiechają się promiennie.
- Czas na imprezę! - krzyczy Kiba i obejmuje mnie ramieniem.
- Kupiliśmy wam farby i bransoletki.
Otrzymujemy po jednej bransoletce, ja mam rażąco różową, a Ino neonowo niebieską. Farb mamy od cholery i po wejściu do klubu, przenosimy się na bok, gdzie jest miejsce do pomalowania się. Na moich spodenkach ląduje pełno kropek w różnych kolorach, na moim lewym udzie przypadkiem pojawiła się dobrze widoczna, jasnoczerwona kreska. Koszulkę mam w jakiś nieodgadnionych wzorkach zarówno z przodu jak i z tyłu.
- Czas na twarz. - mówi Shikamaru i podaje mi pudełka z różową, czerwoną i żółtą farbą.
Gdy ja trzymam je w rękach, Ino maluje kilka linii z każdego koloru na mojej twarzy. Zerkam z utęsknieniem na bardzo jasną, niebieską farbę i zamaczam w niej całą dłoń, którą po chwili przykładam do spodu szyi i ciągnę aż do prawego obojczyka.
- To żeś zaszalała. - widzę rozbawione spojrzenia Ino i Kiby.
- Raz na jakiś czas mi wolno. Czas na ciebie Kiba, poprawię ci te twoje wzorki na polikach krwistoczerwoną farbą. - tak jak mówię, robię.
Po paru minutach umalowani idziemy w stronę kanap. Ja z Ino siadamy, a chłopacy oddalają się, aby przynieść nam coś do picia.
- Podoba ci się tu?! - wrzeszczy mi do ucha, aby przekrzyczeć muzykę.
- Jak na razie jest w porządku!
- Wypijemy parę kolejek i idziemy na parkiet! - zarządza.
- Jasne!
Shikamaru wraca z tacką z czterema wysokimi szklankami, a za nim wyłania się uśmiechnięty od ucha do ucha Kiba z drugą tacą pełną kieliszków z alkoholem. Zaczęło się..

Jakiś czas później..
Tańcząc w rytm nieznanej mi piosenki, czuję dłonie owijające się wokół mojego ciała.
- Witam, mon chéri. - słyszę dziwnie znajomy głos tuż przy uchu.
Odwracam się do niej przodem i widzę przed sobą wysokiego chłopaka. Wróć, najpierw widzę kolorowe wzorki na jego białej koszulce. Gdy podnoszę wzrok widzę parę lazurowych oczu i neonowo-niebieską farbę na jego obu policzkach. Tworzą trzy podłużne kreski, które przypominają mi o Kyu. Ale to nie powinien być on. Mówił mi, że go nie będzie.
- Cześć. - uśmiecham się.
- Jak ci na imię, piękna? - nie widzę dobrze jego twarzy, ale głos chłopaka wydaje się być znajomy.
- A zdradzisz mi w zamian swoje? - śmiech niebieskookiego dociera do moich uszu. Jest tak krystalicznie czysty, że prawie się rozpływam.
- Dobre zagranie. Mogę być twoim nieznajomym? - pyta, uśmiechając się szeroko, przez co widzę śnieżnobiałe zęby.
- W porządku. Więc ja będę nieznajomą.
- Zatańczysz? - kłania się lekko przez co widzę, że ma ciemne, prawie czarne włosy.
Jego tęczówki wpatrują się w moje tak intensywnie, że przez chwilę zapiera mi dech.
- Oczywiście. - chwytam jego wystawioną wcześniej dłoń.
Jest duża i miła w dotyku, ale strasznie zimna.
Nieznajomy przyciąga mnie do siebie lekko, ale stanowczo i obejmuje ramieniem wokół talii. Czuję, jak opuszkami palców muska moją skórę. Wywołuje to u mnie dreszcze przez chłód jego dłoni, ale jednocześnie jest to miłe uczucie. Wczuwam się w dudniącą w uszach muzykę, zapominając o wszystkim innym.
Orzeźwiam umysł dopiero wtedy, gdy tańczę oparta o jego tors plecami i oboje kołyszemy się w rytmie trochę wolniejszej piosenki. Jego usta najpierw przypadkiem stykają się z moim uchem, a później czuję mocniejszy uścisk w talii i mokry pocałunek na lewej stronie szyi. Marszczę brwi, zdezorientowana. Nie jestem z tego typu dziewczyn. Postanawiam jednak przeczekać do końca piosenki, a potem kulturalnie się oddalić. Jednak chłopak nie zatrzymuje się i coraz bardziej uczepia się mojej szyi. W podświadomości skaczę z radości, gdy muzyka cichnie na chwilę, a DJ mówi coś do zebranych o kolejnym numerze.
- Muszę iść do znajomych. - informuję, wyplątując się z jego objęć.
- Och, już? - unosi brwi, ale na jego ustach jest dziwny uśmiech.
- Nie chcę, żeby wyszli beze mnie. - tłumaczę.
Chłopak pochyla się nade mną i składa drobnego całusa na moim poliku, zdecydowanie zbyt blisko ust.
- W porządku. - chwyta moją dłoń i całuje jej zewnętrzną stronę - Mam nadzieję, do zobaczenia, mon chéri. - puszcza mi oczko i oddala się w tłumie w przeciągu paru sekund.
Szybki jest, nie ma co.
Uważaj z kim jesteś.
Kręcę głową i wracam do swojego stolika, żeby odpocząć. Chyba za dużo wypiłam, bo sama sobie odpowiadam w myślach. 
- Oooo, wróciła! - krzyczy Ino z uśmiechem.
Chyba jednak Ino wypiła więcej niż ja..
- Długo mnie nie było? - siadam koło Kiby.
- Jakąś godzinę. - mówi Shikamaru, a ja otwieram szerzej oczy ze zdziwienia.
- Naprawdę? Myślałam, że parę minut.
- Trochę więcej niż podejrzewałaś. - odpowiada Inuzuka i podsuwa mi kieliszek z alkoholem.
- To co, pijemy? - pyta Shikamaru i unosi szkło w górę.
- Pijemy! - krzyczymy chórem i wspólnie obijamy lekko nasze kieliszki.
Po upływie kolejnej godziny chłopacy zaczynają już odpadać, więc Ino porywa mnie za ramię i idziemy same potańczyć.
- Kim był ten facet co z tobą tańczył? - pyta mnie na ucho.
- Nie mam pojęcia. - wzruszam ramionami i zaczynam tańczyć - Ale przypominał trochę kogoś..
- Kogo? - w mroku jestem w stanie dostrzec, że marszczy brwi, kołysząc biodrami.
- Kyu. 
- A przedstawił ci się?
- Jako nieznajomy. 
Przymykam oczy i zatracam się po raz kolejny w tańcu. Po jakimś czasie słyszę gdzieś w oddali szepty, a potem puknięcie w ramię. Otwieram oczy i przekręcam w bok głowę.
- Odbijany? - słyszę bardziej niż wcześniej znany mi głos.
Patrzę na chłopaka przez moment, a on posyła mi półuśmiech. Zerkam kątem oka na Ino, która puszcza mi oczko i uśmiecha się pod nosem.
Podaję więc dłoń chłopakowi, który prowadzi mnie kawałek dalej. 
- Jak ci na imię? - pyta, a ja czuję jego gorący oddech na szyi.
- Sakura. - odpowiadam tym razem - A tobie?
Mam déjà vu..
- A kogo ci przypominam? - unoszę wzrok i widzę kilka blond kosmyków wydostających się spod czarnego snapback'a odwróconego daszkiem do tyłu.
Moją szczególną uwagę przykuwają trzy podłużne czerwone kreski na każdym z jego polików i tego samego koloru soczewki. 
- Znajomego. 
Czytasz mi w myślach?
- Opowiesz mi o nim? - nie spuszcza spojrzenia z moich oczu.
Przyglądam się jego posturze. Jest znacznie wyższy ode mnie i szeroki w barkach. Czarna koszulka opina w taki sposób jego abs, że wygląda on na dość muskularnego chłopaka. Jednak jego twarz.. Nie pokazuje żadnych emocji. Jego oczy, mimo kontaktów, nie pokazują nic. A może trafniejszym określeniem byłoby stwierdzenie, że ukrywają coś w sobie; zawierają jakąś tajemnicę? 
- Też jest blondynem i ma taki wzrost jak ty. 
- Widać, że mam taki kolor włosów? - unosi brwi i zdejmuje na chwilę czapkę.
Moje oczy przez sekundę się rozszerzają. Te włosy. 
- Kyu? - chłopak poprawia je i ponownie luźno zakłada snapback'a.
- Słucham? Mówiłaś coś? - nachyla się.
- Pytałam, jak masz na imię. - kłamię, ale jednocześnie jestem ciekawa.
Nasze spojrzenia się blokują i widzę jakąś zmianę w jego spojrzeniu. Ale wciąż nie mogę go rozgryźć.
Nie wiem, czy mam się go bać.
Jesteś bezpieczna.
Kręcę głową. To na pewno wina alkoholu..
- Mówią do mnie Kurama. - odpowiada chłopak.
- Przezwisko?
- Dokładnie. 
DJ przerywa na chwilę granie i puszcza dość wolną piosenkę. Po raz kolejny nasze spojrzenia się stykają i widzę w jego oczach pytanie. Uśmiecham się w odpowiedzi, a on delikatnie chwyta moje dłonie i kładzie sobie na ramionach. Splatam je na jego karku, a Kurama obejmuje mnie delikatnie w talii. Jego ręce są delikatne, przyjemne w dotyku i ciepłe. Nie spocone, ale ciepłe, co jest dużym plusem. Opieram policzek o jego pierś, nie martwiąc się, że pobrudzę mu koszulkę, albo on mi twarz farbą. Do moich nozdrzy dociera woda kolońska. 
Identyczna jak jego.
Besztam się w myślach i przymykam powieki, skupiając się na tańcu z Kuramą. Kiedy jestem tak blisko niego, mogę tym razem jasno stwierdzić, że jest dobrze zbudowany, ale szczupły. Wąskie biodra i talia kontrastują z szerokimi ramionami i rozbudowaną klatką piersiową.
Czuję po raz kolejny pukanie w ramię, więc odsuwam głowę i patrzę pytająco na chłopaka, który wskazuje głową coś za mną. Odklejam się niechętnie od niego i odwracam. Przede mną stoi Ino, którą karcę wzrokiem.
- Trzeba eskortować chłopaków.. Kiba już się zrzygał. - krzywi się, a ja tuż po niej.
- Muszę iść. - mówię do Kuramy, ale on po raz kolejny przeszywa mnie na wskroś wzrokiem.
- Może pomóc zanieść waszych kolegów? - pyta i patrzy raz na mnie, raz na Ino.
- W porządku. - odpowiada blondynka. 
- Prowadźcie do stolika, panie. - wskazuje dłonią, byśmy poszły pierwsze. 
- Jaki on przystooojny. - szepcze Yamanaka - Bierz towar póki gorący. - wywracam oczami.
Docieramy szybko do naszego stolika, gdzie Kiba prawie leży na stole a Shikamaru uśmiecha się szeroko nie wiadomo do kogo. Wygląda to tak, jakby uśmiechał się do pustej kanapy naprzeciw niego.
- O, wróciłyście! - krzyczy i szybko wstaje z bananem na twarzy - Kiba zezgonował..
- Pomogę go zabrać. - proponuje Kurama i chwyta ramię chłopaka w rękę i przerzuca sobie przez barki - Ty dasz radę sam iść?
- Jasne. - Nara kiwa gorączkowo głową.
Ino nieprzekonana podchodzi do niego i obejmuje go w pasie dla pewności. Ale tylko ja jestem w stanie dostrzec rumieniec na jej polikach i lekki uśmiech pod nosem.
Nasz pobyt na imprezie kończy się o godzinie drugiej, co nie jest zadowalające dla Ino. Jednak to ja mam jego numer. A właściwie on ma mój. 
Dobrze zrobiłam, że mu podałam?


***
I mamy next!
Co wy na to?
KOGO OBSTAWIACIE ZA NIEZNAJOMEGO A POTEM ZA KURAMĘ? COŚ MI TU ŚMIERDZI KYU. 
I CHOLERA, CZY SAKURA NAPRAWDĘ MIAŁA Déjà vu?
ZAPODAJĘ WAM LINK DO MOJEGO NOWEGO NS >LIIIIINK< ZAPRASZAM SERDECZNIE DO CZYTANIA JEŻELI MACIE NIEDOSYT CZYTANIA NS



Coś nowego

Trochę długo nie było rozdziału, dlatego mam dla Was coś nowego. Na wattpadzie, znajdziecie nowe opowiadanie NS mojego autorstwa. Chętni do przeczytania, wejdźcie w ten >LINK<. Mój nick na wattpad to yenooo_1 
Pozdrawiam! 

sobota, 14 listopada 2015

Rozdział 8

Samotność wśród ludzi.

**

Kyu:
Od kiedy byłem dzieckiem zostałem pozostawiony samemu sobie. Ciężko jest to opisać, czy wyrazić w emocjach, zwłaszcza, że ostatnich mam znikome ilości. Dlaczego? Może powiem to w inny sposób niż bezpośredni. 
Są dwa rodzaje bólu: fizyczny i psychiczny. 
Każdy z nich jest okazywany za pomocą: przemocy, siły oraz słów, czynów, postaw, odrzucania, obrazy..i tak dalej.
Jednak widać, że w bólu fizycznym wyróżnia się głównie tylko jeden sposób. Siłą, która jest nieodpowiednio pożytkowana skutkuje dla innych właśnie tego rodzaju bólem. A więc co z bólem psychicznym? Czy jest on w takim razie gorszy, skoro można nim zranić drugą osobę na więcej sposobów? 
Wszystko jest kwestia progu wytrzymałości człowieka, niektórzy są odporni na ból, a do innych nie docierają bolesne słowa, hańbiące postawy innych. Któraś jednak powinna być gorsza, prawda?
Powołam się na swój przypadek, aby każdemu przybliżyć mój tok myślenia. Z pewnością da się zauważyć moją obojętność.. Pytanie jakie prawdopodobnie zaprząta każdemu głowę jest podobne do tego: Dlaczego jest obojętny? 
Odpowiedź jest właściwie bardzo prosta. Po prostu trzeba uważnie się przyjrzeć temu, co robię. Jest to praktycznie rzecz biorąc namacalnie widoczne. Dlaczego to pokazuję? Bo wiem, że tak zwabię.

**

Siedząc przy biurku i wpatrując się w ekran laptopa, słyszę bardzo dobrze znany głos w mojej głowie.
 Musimy porozmawiać.
Wzdycham i opieram się wygodnie w fotelu, zamykając oczy. Otoczenie się zmienia i teraz stoję w ciemnościach przed ogromną, otwartą kratą na którą pada parę smug światła. Woda jest pod moimi stopami, ale nie moczy mi ich. 
- Co się stało?
- Przemyślałem sprawę z demoniczną połową ręki o której mi wspominałeś. - przede mną widzę krwistoczerwone ślepia.
- I co? - pstrykam palcami i znajdujemy się teraz nad jakimś klifem skalnym.
Przede mną rozpościera się pustynia, która zdaje się nie mieć końca.
- Wolę przyziemne miejsca, niż w tej czarnej otchłani. - mówię, gdy widzę jego pytające spojrzenie - Do rzeczy, Kurama.
- Kazałem mu przyjść. - zaciskam pięści na moment i głośno wzdycham.
- Och, witam! Dawno cię nie widziałem, stary. Chyba spoważniałeś! - wywracam oczami i odwracam się na pięcie w jego stronę. 
- Mów o co chodziło z demoniczną stroną. - nakazuję, ostrym tonem. 
- Może najpierw jakieś pogaduszki? - uśmiecha się kpiąco. 
- Nie. Konkrety. 
- Ach, jaka szkoda. Chciałbym dowiedzieć się jak ci idzie z tą małą su..
- Ani słowa więcej, albo zaraz ci przypierdolę. 
- Pamiętaj, że ty również na tym ucierpisz.
- Przeżyłbym to. A teraz, nie próbuj mnie prowokować tylko gadaj, co wiesz na ten temat.
- Jak zawsze porywczy.. - wzdycha teatralnie.
- Ja również się niecierpliwię. - ostrzega Kurama, siadając koło mnie na piachu. 
Stwierdziłem, że nie będę stał jak idiota i czekał kolejne minuty, aż ten kretyn w końcu zacznie mówić od rzeczy. Dlatego ulokowałem się na dużym, płaskim kamieniu. 
- Okej, sknery. - burczy, kopiąc mały kamyk - Zastanawiałem się nad tym długo i przypomniało mi się coś. Pamiętacie, co było gdy ty.. - kiwa na mnie głową - miałeś połączyć obie strony? Obie zacięcie walczyły. A więc skoro używałeś demonicznej strony do jej prawidłowego użytkowania to odpowiedź nasuwa się sama. Ta mała su.. - zacina się na moment, widząc moje mrożące krew w żyłach spojrzenie - Sakura musi najwyraźniej mieć w sobie coś bardzo dobrego, wręcz anielskiego. Nie ma na to innego wytłumaczenia. Nic prócz tego nie parzy demona. 
Rzeczywiście to, co powiedział miało sens. Przynajmniej w naszym świecie.
- Jak to sprawdzić? - pytam.
- Nie mam pojęcia.
- Idź już. - macham na niego i zwracam się do Kuramy - Myślisz, że muszę na nią uważać?
- Bądź ostrożny. Spróbuj się do niej zbliżyć i przeprowadź analizę sytuacji. - kiwam głową.
- Och, tylko się kochasiu nie zako..
- Spieprzaj stąd. - mówię z groźbą - Nie lubię się powtarzać. Zejdź mi z oczu.
- Jesteśmy tak podobni i tak różni jednocześnie, czyż to nie piękne?
- Wizualnie mamy podobieństwa. Tylko i wyłącznie. Brzydzę się tobą. 
- Jeszcze nie tak dawno temu mnie lubiłeś. Nawet bardzo.
- Ludzie się zmieniają. - prycha pod nosem.
- Oboje nie jesteśmy ludźmi. 
- Jestem w jednej trzeciej.
- Człowiek wyprany z emocji to nie człowiek. - wskazuje na mnie palcem, krzyżując ramiona. 
- Mam jego ciało.
- Człowiek składa się z duszy i umysłu.
- Umysł mam, patrz, więcej we mnie człowieka niż przypuszczałem! - mówię kpiąco i wywracam oczami.
- A co z twoją duszą? - pstryka palcami.
Paręnaście centymetrów przede mną pojawia się krzesło na którym on siada. Patrzy mi w oczy i czeka na odpowiedź. 
- Po co komu dusza?
- I ty się mną brzydzisz? Właśnie ta twoja strona ciebie jej nie ma. Moja strona. Jesteśmy jednym, Naruto. 
Gwałtownie wstaję i chwytam go za łańcuch przytwierdzony do czarnej tkaniny. 
- Pieprz się.
- I właśnie takiego cię lubię. Agresywnego, zadziornego, bezczelnego, stanowczego. Aż z wrażenia masz piękny odcień czerwieni. - wskazuje na moje oczy - Och, wzruszyłem się chyba. - ociera niewidzialną łzę i uśmiecha się szyderczo.
- Nigdy nie będę taki jak ty.
- Już jesteś, będąc właśnie takim jak teraz, w szkole, w tym twoim "codziennym życiu". 
- Nic o mnie nie wiesz.
- Wiem wszystko. Jesteśmy jednym. Beze mnie nie byłoby ciebie, a bez ciebie mnie. Dopełniamy się. Ale cieszy mnie fakt, że przechodzisz na, tak zwaną, ciemną stronę mocy. 
- Spieprzaj stąd. Mam cię dosyć i tej twojej paplaniny. Nie dam ci się sprowokować.
- Już dałeś. - pstryka palcami i znika w moich rękach.
Wzdycham głęboko i przeczesuję włosy.
- Co teraz, Kurama?

**

Boję się. Jestem dorosłym facetem, ale czuję strach. Nie jest on z błahego powodu. Boję się zapomnienia. To najgorsze co może mnie spotkać. Przeżyłem samotność, która towarzyszy mi od dnia narodzin do chwili obecnej, ale zapomnienia nie przeżyję. Jestem, być może, zbyt dużym egoistą, żeby przyjąć do wiadomości, że niektórzy po prostu zapominają. Ale, kurwa, nie chcę być jakimś starym, rozmazanym wspomnieniem o którym nie warto mówić, a najlepiej puścić w niepamięć. Chcę, by ludzie widzieli we mnie kogoś, kto jest silny, kogoś, kto jest opoką.. Kogoś kto jest po prostu i aż człowiekiem. 
Czy tak dużo wymagam?
Wracając do mojej samotności.. Wiesz, jak ciężko jest być otoczony ludźmi, kiedy tak naprawdę nikt cię nie rozumie? Nikt nie słyszy twojego wewnętrznego krzyku: Pomocy! To jest straszne. Ale da się do tego przyzwyczaić. Jestem sam wśród osób, które słyszą to co chcę, żeby usłyszeli i widzą to, co chcę im pokazać. Nikt z nich nie jest w stanie zobaczyć lub usłyszeć tego, co jest odzwierciedleniem mojej zniszczonej duszy. Bo po co? Dlaczego mieszać się w nie swoje sprawy? - taki jest tok myślenia zwykłych ludzi. Ale są wyjątki. Niestety, jest ich bardzo mało. Znałem kiedyś taką osobę. Rozumiała mnie i raniła jednocześnie. Nie wiedziałem wtedy, czy się cieszyć czy smucić. Niedawno znalazłem rozwiązanie, które naprawdę mnie zszokowało. Wybrałem ciebie jako moją truciznę. Sumując te wszystkie lata, mogę wyciągnąć jeden wniosek: ja naprawdę kochałem się niszczyć moją małą trucizną. Kochałem . Kochałem moją truciznę, ba!, pozwalałem sobie na to, żeby ją kochać. A teraz jestem sam i nikt nie słyszy mojego wewnętrznego wołania o pomoc.


***
Ulala.. to się porobiło tutaj, co?
Co powiecie o rozdziale? W końcu mamy trochę więcej przemyśleń Kyu i łatwiej chyba zobrazować co nim kieruje?
JESTEM CIEKAWA CZY ZMIENI SIĘ DLA SAKURY
I kim była jego trucizna? ._. Ktoś się domyśla? Piszcie w komach.
A tak już odstając od tego rozdziału.. Martwi mnie liczba komentarzy, nie wiem, czy to opowiadanie jest dla Was nudne czy czym jest spowodowany ten spadek? Jeśli opo Was nie wciąga, to napiszcie, to postaram się coś urozmaicić. Tylko, wiecie, to dopiero początki akcji także też trzeba się uzbroić w cierpliwość.
Pozdrawiam!